
Zbigniew Brzeziński w czerwcu ubiegłego roku podpisał umowę z siecią Drogerie Laboo i mając w perspektywie 10 rocznicę otwarcia swojej drogerii w Brzezinach całkowicie zmienił jej wystrój, dostosowując do standardów sieci. Szyld Laboo zawiesił już także nad drugą drogerią w galerii Retkinia w Łodzi. – Uważam, że dziś nie ma szans na działanie w pojedynkę – mówi. – Tylko w grupie można uzyskać na tyle korzystne warunki dostaw, by biznes przynosił zyski.
Swoją przygodę z kosmetykami Zbigniew Brzeziński zaczynał 20 lat temu. Gdy zapaliło się zielone światło dla prywatnego biznesu, jak wielu, zaczynał od sprzedaży „z polówki” na giełdzie. Później wraz ze wspólnikiem zajmował się sprzedażą hurtową, aż wreszcie podjął decyzję o otworzeniu sklepów. Pierwsze dwa powstały przy ul. Zakładowej i ul. Rewolucji w Łodzi. Głównym dostawcą była Polbita, która właśnie tworzyła zalążek franczyzowej sieci Drogerie Natura. – Gdy zaczęły powstawać pierwsze centra i galerie handlowe widzieliśmy, że rynek będzie się zmieniać. Rozpoczęliśmy rozmowy z Polbitą o przystąpieniu do stowarzyszenia – w pierwszej koncepcji była to bowiem luźna formuła, bez unifikacji; po roku weszła księga standardów, do których trzeba było się dostosować. Miałem już sporą wiedzę na temat handlu, ale uważałem, że z mocną, stabilną firmą ja również będę mógł się szybciej rozwijać i czuć pewniej. I rzeczywiście, w ciągu 6 lat udało nam się otworzyć jeszcze 3 sklepy w Łodzi i w pobliskich Brzezinach, jedną
z nich prowadziłem na zasadzie ajencji – opowiada Zbigniew Brzeziński. Gdy Polbita zaczęła wypowiadać umowy (w sieci zostały tylko jej drogerie własne) od razu rozglądał się za nowym partnerem biznesowym, za modelem działalności, który odpowiadałby dobrze skonstruowanej franczyzie. Padło na Drogerie Laboo. Dlaczego? Zbigniew Brzeziński zapytany odpowiada: – Przekonała mnie formuła tej sieci – jestem jej udziałowcem, kupiłem jej akcje i będę miał udział w ewentualnych, dodatkowych zyskach. Nie bez znaczenia była też osoba dyrektora handlowego sieci Laboo – pana Pawła Wocha, z którym znamy się od wielu lat, z dobrych czasów mojej współpracy z Drogeriami Natura – dodaje.
Kiedy stoi za mną sieć…
Można powiedzieć, że pan Zbigniew przystępując do sieci Drogerii Laboo chwytał się brzytwy. Z pięciu sklepów zostały dwa – w centrum handlowym Retkinia w Łodzi (drogerię prowadzi żona) i w Brzezinach, przy ul. Mickiewicza 17. – Przez wiele lat byliśmy w bardzo dobrej sytuacji. Drogeria w Brzezinach była pierwszą samoobsługową w tym mieście. Organizowaliśmy akcje promocyjne z okazji rozmaitych świąt, rocznicy powstania sklepu, fundowałem nagrody dla klientów, sponsorowałem miejscową drużynę sportową – opowiada pokazując zdjęciową kronikę z tamtych lat.
Później obroty – pod wpływem coraz silniejszej konkurencji, uwarunkowań lokalnych (w Brzezinach upadło kilku poważnych pracodawców) oraz osłabienia koniunktury gospodarczej – spadały aż zmniejszyły się niemal o połowę. Dziś jednak, dzięki lepszym warunkom dostaw, zróżnicowanemu asortymentowi oraz wprowadzeniu zmian w wyglądzie sklepu i zarządzaniu towarem, pan Zbigniew zaczyna odrabiać straty i myśli o otwieraniu kolejnych placówek. Przyznaje, że działając w pojedynkę nie miałby żadnych szans na rozwój. – W obecnych warunkach gospodarczych, przy postępującej konsolidacji i tak szybkim rozwoju różnych sieci, które wchodzą już do najmniejszych miejscowości, uważam że nie ma możliwości indywidualnego działania – mówi wprost. – Kiedy stoi za mną sieć staję się liczącym i wiarygodnym partnerem w rozmowach z dostawcami, czy deweloperami. Przekonałem się już o tym – podkreśla.
Dlaczego Laboo?
Już po pierwszej konferencji zorganizowanej przez Drogerie Laboo w czerwcu 2010 roku Zbigniew Brzeziński wiedział, że jest to ciekawy projekt, jednak z wprowadzeniem wizualizacji sieci do swoich placówek czekał jeszcze prawie rok. – To efekt wcześniejszych nie najlepszych doświadczeń z Polbitą, która pozbyła się bez skrupułów takich ludzi jak my, tworzących od początku sieć Drogerie Natura – przyznaje. – Przyglądałem się więc najpierw w jakim kierunku będzie zmierzał rozwój sieci Laboo, czy to uczciwe przedsięwzięcie, jakich partnerów udało się zjednać jej organizatorom, z jakimi dostawcami prowadzą rozmowy i jakie warunki zakupowe mogą mi zaproponować. Nie bez znaczenia przy podjęciu ostatecznej decyzji było to, że głównym dostawcą dla sieci jest firma Navo – dystrybutor produktów Procter & Gamble na rynku tradycyjnym. Wiedziałem, że będę miał zapewnione terminowe dostawy i najlepsze warunki zakupowe marek należących do jednego z najsilniejszych międzynarodowych koncernów. To dawało mi gwarancję na przyszłość, że mogę konkurować z innymi sieciami sklepów na ceny najpopularniejszych produktów. Natomiast, aby się wyróżniać na rynku, uzupełniłem ofertę o kosmetyki, na które mam wyłączność w Brzezinach, więc konsument nie dostanie ich u konkurencji – tłumaczy.
Pierwsze efekty zmian
W październiku, jak co roku, pan Zbigniew zaprosił klientów na huczne urodziny drogerii w Brzezinach. To był już zupełnie inny sklep. Zawisł nad nim szyld Drogerii Laboo, zmienił się wystrój wnętrza, ustawienie regałów. Zainwestował w odnowienie lokalu, systemy ekspozycyjne, stroje dla personelu. Wykorzystał natomiast dotychczasowe meble i koszyki, bo były w dobrym stanie. – Uzyskałem pomoc od centrali sieci w aranżacji sklepu, w przygotowaniu ulotek informujących o naszym jubileuszu i re-otwarciu sklepu pod nowym szyldem – opowiada. Z ulgą pokazuje wyniki w księgowym programie – obroty od tego momentu systematycznie rosną. – W listopadzie 2011 roku zwiększyła się liczba paragonów i wartość koszyka zakupowego, i w efekcie obrót – w porównaniu do roku 2010 – wzrósł o 15,75 proc. – podaje dokładnie pan Zbigniew. Klientów zaciekawił nowy wygląd drogerii, pomarańczowy szyld widać z daleka, wyróżnia się na tle kamienicy i wabi zaopatrujących się na pobliskim targowisku. Uwagę przyciągają plakaty informujące o cenowych okazjach. Można powiedzieć, że nigdy się one nie kończą. Półki mienią się od krzyczących oznaczeń: „dobra cena”, „promocja” . Wymyślony przez właściciela drogerii system oznaczania cen pomaga także personelowi w zarządzaniu towarem – ekspedientki wiedzą, kiedy i na jakie produkty trzeba zwrócić szczególną uwagę klientów. A ci nie mogą narzekać na wybór. Są tu wszystkie najważniejsze kategorie (oznaczone wyraźnie na ścianach, ze strefą męską włącznie) i najpopularniejsze marki. Oprócz międzynarodowych koncernowych brandów, polskie produkty np. Eris, Tołpa, Soraya, Dermika, Oceanic, Bielenda, Fini, Joanna i wiele innych. Dużą wagę właściciel sklepu przykłada do kosmetyków z nurtu spa. Całą ścianę zajmują farby do włosów, w przeszklonej gablocie znajdują się droższe wody toaletowe. Ofertę kosmetyków do makijażu w szafach ekspozycyjnych reprezentują marki L’Oréal Paris, Maybelline, Astor, Essence oraz Inglot. Uzupełniają ją impulsowe produkty w strefie kasy, jak choćby będące od niedawna w sklepach sieci Laboo kredki do oczu Mon-Ami. Klienci są tak prowadzeni przez sklep, żeby musieli przejść pomiędzy wszystkimi kategoriami, zanim trafią do wyjścia.
Bo sukces jest w głowie
Drogeria w Brzezinach jest w pełni dostosowana do standardów sieci Laboo. W drugim punkcie w Łodzi brakuje jedynie detali.
– Docelowo będziemy sklepami wzorcowymi Laboo Prestige – wyjaśnia Zbigniew Brzeziński. Jest optymistą, a na dodatek łączy pogodę ducha z pasją, gołym okiem widać, że lubi to co robi, handel ma we krwi. – Czasem ten mój nadmierny optymizm skutecznie studzi małżonka – śmieje się. – Ale nie umiem inaczej, uważam że nie można załamywać rąk, trzeba pracować, szukać rozwiązań adekwatnych do obecnych warunków i wprowadzać je we własnym biznesie. Nie ma u mnie dnia bez programów informacyjnych i najważniejszych gazet, miesiąca bez pism branżowych. Trzeba obserwować to co się dzieje na rynku i wyprzedzać trendy, można wtedy śmiało patrzeć w przyszłość – stwierdza.
Tekst i zdjęcia Katarzyna Bochner








