Naliczanie odsetek za nieterminowe płatności to w branży kosmetycznej nielubiana praktyka. Dystrybutor, który odważy się na takie posunięcie wobec właściciela sklepu właściwie może zapomnieć o dalszej współpracy z nim. Jednak ściąganie należności w terminie staje się dla wielu firm priorytetem, a utrata klienta mniej przerażająca niż widmo bankructwa. W niepewnych czasach nikt nie chce kredytować cudzych biznesów.
Nie tak dawno właścicieli drogerii zelektryzowała wiadomość, że firma dystrybucyjna Lester wystawiła swoim klientom noty odsetkowe za nieterminowe płatności z ostatnich trzech lat. Właściciel hurtowni kosmetycznej kończąc działalność na rynku postanowił rozprawić się z dłużnikami. Rozpętała się burza, bo ci dłużnikami zdecydowanie się nie czuli.
– Współpracowaliśmy przez wiele lat, regularnie zamawiałam w tej hurtowni towar. Przedstawiciele handlowi namawiali mnie na zakupy i gwarantowali przedłużony termin płatności. Dzisiaj mam za to zapłacić, chociaż nigdy nie było mowy o naliczaniu odsetek za odroczoną płatność, ani not upominających. Jak byłam taką złą klientką to dlaczego nie zerwali ze mną wcześniej współpracy tylko jeździłam w nagrodę na ekskluzywne wycieczki ?! – złości się pani Ewa, właścicielka drogerii. W podobnym tonie wypowiadali się w rozmowach z nami inni właściciele sklepów. Odwoływali się do etyki kupieckiej, umów pomiędzy nimi a dystrybutorem. Przede wszystkim oburzał ich sposób załatwienia sprawy. – Jak to możliwe, że przez kilka lat nie można nas było powiadomić o narastającym zadłużeniu? – pytali. Na to pytanie nie odpowiemy... Brutalna prawda jest taka, że w biznesie nie chodzi o obietnice, ale o fakty, nie o zapewnienia, a o podpisane umowy, kontrakty i zobowiązania.
– Ja również byłem rozliczany przez dostawców z płatności i również naliczano mi odsetki. Zgodnie z prawem, mogę dochodzić swoich roszczeń z okresu trzech ostatnich lat – wyjaśnił krótko w rozmowie z nami Leszek Stańczak, prezes zarządu firmy Lester. I to prawda. Szczegółowo zasady ustalania terminów zapłaty w transakcjach handlowych i konsekwencje wynikające z nieterminowych płatności omówiła dla nas radca prawny Iwona Szczepańska. Artykuł publikujemy w dziale Prawo na stronie 20. W tym miejscu tylko konkluzja: żadne umowy pomiędzy stronami nie są ważne jeśli nie ma dowodu, że zostały zawarte. Nawet jeśli jest to najlepszy biznesowy partner wszelkie ustalenia z nim należy POTWIERDZAĆ NA PIŚMIE. Również takie, że przedłuża termin płatności i nie będzie korzystał z przysługującego mu prawa do naliczania odsetek.
Od łagodnej perswazji do sprawy w sądzie
Można się spodziewać, że do wywiązywania się z terminów płatności przedsiębiorcy będą podchodzić coraz bardziej restrykcyjnie. Nie najlepsza sytuacja gospodarcza powoduje, że w głowach wszystkich, którzy są odpowiedzialni za wyniki finansowe swoich firm zapala się czerwona lampka – za wszelką cenę nie dopuścić do zatorów płatniczych. Problemy z płynnością to prosta droga do bankructwa, pętla długów bardzo szybko zaciska się na szyi, a zła opinia za niesolidnym płatnikiem (nawet jak uda mu się wyjść z kłopotów) ciągnie się bardzo długo.
Nikt nie chce dziś kredytować cudzych biznesów. „Nie stosujemy wydłużonych terminów płatności” – tak odpowiada coraz więcej przedstawicieli producentów i dystrybutorów. – Są inne płaszczyzny, na których można ze sobą konkurować. Wszyscy jesteśmy uzależnieni od płynności finansowej, a wydłużanie terminów płatności ją zaburza – mówi Jacek Witek, właściciel firmy dystrybucyjnej Wit z Łodzi. – Standardowo wystawiamy 14-dniowy termin płatności, 80-90 procent naszych klientów obsługujemy na takich warunkach – dodaje.
Według dystrybutorów i producentów wielu detalistów (a także małych lokalnych hurtowni) boryka się dziś z problemami finansowymi, nie mają rezerw finansowych, spłacają zadłużenie u jednego klienta pieniędzmi drugiego. Rośnie więc odsetek przeterminowanych płatności. Nie nazywają tego zjawiska powszechnym, ale przyznają, że jest kłopotliwe i może mieć groźne konsekwencje. Stosują różne metody radzenia sobie z dłużnikami. Naliczanie karnych odsetek to ostatnia, którą biorą pod uwagę. – Mamy własny dział windykacji, ale najpierw przede wszystkim próbujemy metod łagodnej perswazji. Blokujemy też dostawy do niesolidnych odbiorców do momentu aż nie spłacą zadłużenia. Absolutnie w ostateczności kierujemy sprawy do sądu i niestety liczba takich przypadków rośnie – dodaje Jacek Witek.
Faktury z terminem na kiedyś
Aż 70 proc. małych i średnich firm ma kłopoty z wyegzekwowaniem należności za dostarczony towar lub usługę – wynika z badania Integra Collections „Postawy sektora MSP wobec windykacji”. Co piąta firma czeka na płatność 60 dni, 16 proc. badanych ma do czynienia z opóźnieniami wynoszącymi 90 dni i więcej. W ponad 60 proc. firm przeterminowane płatności stanowią jedną piątą portfela. 32 proc. firm przekazuje takie sprawy do firm windykacyjnych, blisko 8 proc. korzysta z baz dłużników, a 6,4 proc. udaje się do sądu. Prawie 43 proc. ankietowanych nie robi z dłużnikami… nic. Bojąc się, że stracą kontrahenta, czekają cierpliwie na wpłatę należności i ryzykują, że nigdy jej nie zobaczą.
Specjaliści radzą, by mimo obaw, nie zwlekać z interwencją u dłużników, a nawet ze zgłaszaniem przeterminowanych należności do zewnętrznych firm windykacyjnych. Jacek Świeca, radca prawny w Kancelarii Kalwas i Wspólnicy, ekspert Business Centre Club, w wypowiedzi dla Rzeczpospolitej (Rzeczpospolita, Zgubna Obawa przed utratą kontrahentów, 12.05.2011) podkreśla: – Każde, nawet drobne opóźnienie powinno zapalić światełko ostrzegawcze. Jeśli płatność od kontrahenta się spóźnia, należy niezwłocznie zastanowić się nad uruchomieniem procedury windykacyjnej i poinformować stronę o takiej możliwości. Tak przekazany sygnał nie powinien popsuć dobrych stosunków z kontrahentem. Wręcz przeciwnie, pokazujemy, że jesteśmy solidną firmą, która dba o swoje finanse i wymaga profesjonalizmu także od współpracujących przedsiębiorstw.
Katarzyna Bochner







