GaliLu, czyli tylko niszowe produkty

W konkurencji z sieciowymi drogeriami i perfumeriami wygrają tylko nieliczni. Będą nimi ci, którzy mają pomysł. Z pewnością sprawdził się on w przypadku przedsięwzięcia o nazwie GaliLu.

Koncepcja zrodziła się przed sześcioma laty w głowach dwóch dziewczyn związanych wówczas z branżą reklamową. Połączyło je przypadkowe spotkanie i luźna rozmowa o marzeniach. Okazało się, że obie chciałyby zmienić swoje zawodowe życie, zająć się czymś innym, własnym. – Dla mnie ważne było to, aby pracować nad czymś co nie budzi frustracji, jest przyjemne i zrównoważone – mówi Agnieszka Łukasik. – Długo zastanawiałyśmy się co też mogłoby to być, ale uroda i piękne zapachy krążyły w naszych głowach właściwie od samego początku. Wiedziałyśmy też, że nie będziemy powielać istniejących pomysłów na ten biznes. Chciałyśmy stworzyć coś innego, wyjątkowego. Dlatego zdecydowałyśmy się na produkty niszowe, zupełnie wówczas w Polsce nieznane.
Wspólniczki znakomicie się uzupełniały. Jedna z nich znała się na planowaniu i budżetowaniu. Zapewniła więc biznesowe zaplecze całego przedsięwzięcia. Druga, jako osoba bardzo kreatywna – w reklamie była producentem sesji zdjęciowych – zajęła się koncepcją wizerunkową i wystrojem sklepów. Nic dziwnego, że taki tandem poradził sobie z wykreowaniem znakomitej, obecnie wręcz kultowej w niektórych kręgach marki.
Aby jednak to osiągnąć, nie można było zapomnieć o najważniejszym – bardzo skrupulatnym doborze oferowanych produktów. A były to świetnej jakości produkty do pielęgnacji ciała i twarzy oraz wspaniałe perfumy.
– Przez pierwsze pół roku korespondowałyśmy z firmami, których produkty znałyśmy i kochałyśmy – wspomina pani Agnieszka. – Informowałyśmy o naszym pomyśle stworzenia sklepu oferującego tylko i wyłącznie najlepsze niszowe marki. Niektórzy byli bardzo miło nastawieni i przychylni, a inni proponowali, żeby się do nich zgłosić za dwa lata i pokazać, co osiągnęłyśmy przez ten czas.

Tak powstały dwa światy
Dla wielu światowych producentów Polska 6 lat temu nie jawiła się jako atrakcyjny rynek. Agnieszka Łukasik i Warynia Grela jeździły
do Paryża i Londynu, przekonywały, pokazywały projekty sklepu. W rezultacie tych starań w Hotelu Europejskim powstał butik z dziewięcioma markami pielęgnacyjnymi i perfumeryjnymi. Już w pierwszym roku działalności widać było niezwykłe zainteresowanie zapachami i to, że zupełnie inaczej przebiega proces ich wybierania i zakupu. Dlatego wspólniczki zdecydowały się rozdzielić dwa światy – kosmetyków pielęgnacyjnych i perfum. Dziś GaliLu to dwa koncepty. W jednym z nich doradza i sprzedaje dyplomowana kosmetolog, druga jest po medycynie. Wchodząc trafiamy do białego, sterylnie – wręcz klinicznie – urządzonego wnętrza. W drugim panuje zupełnie inna atmosfera. Jest bardziej domowo, a klienci, którzy potrzebują czasu, by dobrać właściwe perfumy, zapraszani są na designerską kanapę, na której mogą się rozsiąść i zanurzyć w świat niespotykanych wcześniej zapachów, prowadzeni po jego meandrach przez znakomicie do tego przygotowaną Anię Parniewicz.
W ciągu dwóch lat w GaliLu znalazły się wszystkie marki, o których marzyły właścicielki. A potem przyszedł czas na rozbudowę oferty o kolejne. Wielką niespodzianką była zgoda na sprzedaż perfum Frederic Malle. – To crème de la crème w perfumiarstwie niszowym – tłumaczy Agnieszka Łukasik. – Każda kompozycja robiona jest przez wybitnego Nosa. A wszystkie są niesamowite i wyjątkowo piękne. Cieszyłyśmy się tym bardziej, że starała się o nie jeszcze jedna perfumeria w Polsce. Wybrali jednak nas. To dla nas wielkie świadectwo uznania, które potwierdza, że stworzyłyśmy znakomitą markę.

Dla tych, którzy wiedzą, dlaczego płacą więcej
GaliLu po półtora roku obecności w Hotelu Europejskim przenosi się w najmodniejsze handlowe rejony stolicy – ulicę Mokotowską i Burakowską. Dziś butik kosmetyczny z ul. Burakowskiej zbliżył się do swojego siostrzanego sklepu i zainstalował na ul. Wilczej. Teraz klienci zakochani w markach oferowanych przez GaliLu mają do pokonania tylko kilka metrów z jednego miejsca do drugiego. A liczba miłośników niszowych marek kosmetycznych i perfumeryjnych rośnie. – Co prawda, w Polsce niszowe wciąż znaczy luksusowe, jednak na ten luksus decydują się coraz częściej ludzie o zupełnie przeciętnych zarobkach – twierdzi pani Agnieszka. – Nie ma problemu, aby kupić u nas perfumy mając 250 lub nawet 150 zł. Są to ceny popularnych marek dostępnych w sieciowych perfumeriach, takich jak Sephora. Oczywiście większość naszych zapachów jest troszkę droższa i mieści się w przedziale 350-500 zł. Za najdroższe trzeba zapłacić 1690 zł. Ale to jest jednostkowy przypadek. W sklepie z kosmetykami wydatek na krem zaczyna się od 100-200 zł. Zdaję sobie sprawę, że w supermarkecie preparaty pielęgnacyjne do twarzy czy ciała kosztują 20 zł, ale nasze produkty przeznaczone są dla klienta, który wie, dlaczego płaci więcej – tłumaczy.

Ludzie po prostu lubią do nas przychodzić
Do perfumerii GaliLu trafiają osoby, które nie chcą pachnieć jak koleżanka i koleżanka koleżanki. Wiedzą, że mają alternatywę w postaci produktów nie skierowanych do masowego odbiorcy, niszowych. Z doświadczeń właścicielek wynika, iż w polskim społeczeństwie, grupa takich osób, które chcą podkreślić swoją indywidualność jest coraz bardziej liczna. Są to klienci mocno uświadomieni, którzy szukają czegoś niepowtarzalnego, nietuzinkowego i oryginalnego. Oprócz tego pragną robić zakupy w otoczeniu i atmosferze odbiegającej od tego czego można się spodziewać w zwykłych sklepach, nie nastawionych na indywidualne potrzeby, ale na masową sprzedaż. – Moim zdaniem nikt tego nie potrafi robić tak dobrze jak my – twierdzi Agnieszka Łukasik. – Ludzie po prostu lubią do nas przychodzić. Siedzą na kanapie, wąchają, czasem trwa to godzinę i dłużej. Jeśli już raz się w tym rozsmakują to na ogół wracają. Jedni szybciej, na innych, którym portfel nie pozwala na częste większe wydatki, musimy czekać trochę dłużej. Ale tym bardziej ich sobie cenimy, wiedząc, że za zakupami pani sekretarki czy pracownika poczty wielokrotnie kryją się finansowe wyrzeczenia.
Wiele osób zaczyna się snobować na niszowe perfumy i kosmetyki. Wśród celebrytów, ale coraz częściej także „normalnych” ludzi należących do klasy średniej, dobrze widziane jest mieć coś z GaliLu. Tych produktów się nie chowa po szafkach w łazience. Wprost przeciwnie – eksponuje się je na toaletce czy półce przy lustrze. – Często są to ludzie, którzy budują nieprawdopodobne kolekcje zapachów – opowiadają właścicielki. – Odchodzi się już bowiem od modelu jedne perfumy na całe życie. Zapach staje się raczej odzwierciedleniem naszych emocji, naszego stanu ducha w danej chwili. Jeśli poranek jest koszmarny, to wybierzemy wodę o soczystym zapachu gorzkiej pomarańczy. A wieczorem, przed intymnym spotkaniem użyjemy zupełnie innych perfum.

Zapraszamy na wędrówkę po zapachach
Dużą rolę w rosnącej popularności GaliLu odgrywa marketing szeptany. – Bazujemy na tym, że ludzie nas sobie polecają, gdyż nie mamy żadnego wsparcia reklamowego poza product placement w prasie – zapewnia Alina Szyrle, „prawa ręka” właścicielek. – Dziennikarze uwielbiają nasze produkty, więc nasze zapachy i kosmetyki chętnie pokazują przy rozmaitych okazjach. Mamy też sklep internetowy, dzięki któremu zdobywamy klientów w całej Polsce.
Ludzie, którzy nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z niszowymi perfumami w GaliLu wędrują po zapachach. – Na początek pokazujemy im te, które są troszkę łatwiejsze w odbiorze, bardziej przystępne – mówi pani Agnieszka. – Nie mówimy im tego, ale mamy wiedzę, co się podoba osobom, które dopiero wchodzą na drogę, która w przyszłości może doprowadzi ich do poziomu konesera. Potem zachęcamy do czegoś trudniejszego, aż możemy pokazać rzeczy, które są prawdziwą niszą w niszy. Niektóre trudno z początku zaakceptować, ale dla wytrawnych nosów są one czymś wyjątkowym.

Co kręci ludzi na całym świecie?
Produkty niszowe, także w kategorii perfum i kosmetyków, nie są podatne na oddziaływanie trendów. Zauważalne są jednak rozbieżności w upodobaniach różnych narodów. Nasz gust jest odmienny od upodobań Anglików czy Amerykanów, zakochanych w nutach białych kwiatów, takich jak róża, jaśmin, tuberoza. My już od wczesnej wiosny pragniemy świeżych, cytrusowych zapachów, których zadaniem jest pobudzić nas do życia. Wraz z nadejściem jesieni marzymy o cieple, kaszmirze, otuleniu i zaczyna się sezon na zapachy orientalne, drzewne, słodkie, korzenne czy kadzidlane.
Bestsellerem perfumiarstwa niszowego jest obecnie Molecule 01 marki Escentric Molecules, dostępny również w GaliLu. Ten tajemniczy zapach został stworzony z alkoholu i jednego składnika syntetycznego. Pachnie nie wiadomo czym, a czasem wcale. – Sprzedajemy go setkami, bo ludzie go kochają, choć nie wiadomo dlaczego – mówi jedna z właścicielek GaliLu. – To jest syntetyk używany w perfumiarstwie jako dopełnienie kompozycji zapachowej. A tutaj, w połączeniu tylko z alkoholem, zachowuje się na skórze w sposób niesamowity. Śmiejemy się, że ma działanie feromonów, bo jest szalenie sensualny, uwodzicielski. Kręci ludzi na całym świecie.
Na Mokotowskiej odnajdziemy wiele sklepów i butików oferujących ekskluzywne towary, znakomicie wykonane i wspaniale wyeksponowane. – To jedyna ulica w Warszawie, a może nawet w kraju, która jest tak interesująca i która stwarza alternatywę wobec masowych galerii handlowych – twierdzi Agnieszka Łukasik. – Tłumów nigdy nie będzie, bo są tu oferowane produkty niszowe, nie dla każdego. Bywa jednak i tak, że mamy kilkunastu klientów, których naraz trzeba obsłużyć. W razie czego wraz ze wspólniczką opuszczamy biuro na zapleczu, by wspomóc naszą konsultantkę. Od pewnego czasu widzimy jednak, że konieczne będzie powiększenie zespołu.

Nie zamierzamy konkurować z sieciami
GaliLu to dzisiaj dwa niezwykłe miejsca w Warszawie, które cieszą się renomą i do których przyjeżdżają ludzie z całego kraju, a nawet z za granicy. – Z jednej strony mamy świadomość, że oferujemy produkty niezwykłe, niszowe, których próżno szukać gdzie indziej – mówią właścicielki. – Jednak dla naszych klientów nie mniej cenny jest klimat, który udało się nam stworzyć. Bardzo ważny jest dla nas bowiem szczegół. Wszystko musi być idealne – wystrój, sposób ekspozycji flakonów, jakość produktów oraz obsługi. Dumne jesteśmy z naszego zespołu. Są to bowiem ludzie z pasją, urokiem oraz niesamowitą wiedzą, którą chętnie służą klientom. W naszych sklepach każdy jest traktowany tak, jak same chciałybyśmy być traktowane. Klient nie musi nawet wiedzieć konkretnie po co przyszedł. Po to jesteśmy my, aby go na to naprowadzić i aby wyszedł zadowolony i nie żałował swojego wyboru. By wracał wielokrotnie. Co jakiś czas organizujemy warsztaty, na których Ania, nasza konsultantka, uczy rozpoznawać zapachy i mówić o nich tak, byśmy w przyszłości umieli przekazać, jakie nuty nam odpowiadają i czego oczekujemy od perfum.
Agnieszka i Warynia nie żałują, że przed kilkoma laty rozstały się z branżą reklamową, a zajęły kosmetykami i zapachami. Wprost przeciwnie, z ogromnym optymizmem patrzą w przyszłość. Wiedzą, że to co przeraża mniejszych graczy, czyli konkurencja sieci kosmetycznych i perfumeryjnych, im nie zagraża. – Większość ludzi wciąż będzie robiła zakupy w supermarketach, po których można pochodzić z koszykiem i dokonać wyboru sugerując się różnymi promocjami, reklamą – mówią. – Myśmy się od tego odcięły. Nie jesteśmy tu po to, aby konkurować z wielkimi sieciami, sprzedając te same produkty. My się po prostu wyróżniamy, oferując coś zupełnie innego. GaliLu ma fajne pespektywy, bo społeczeństwo się rozwija i staje się coraz bardziej świadome, coraz mniej będzie podatne na wszechogarniającą reklamę, samo będzie wybierać to, co mu odpowiada. Takich świadomych konsumentów zapraszamy do nas.
W tej chwili poza Warszawą GaliLu ma jeden sklep w Krakowie. Właścicielki zastanawiają się nad otwarciem kolejnego, niekoniecznie w Polsce. Z całą pewnością będzie to jedno z największych miast.

Anna Zawadzka-Szewczyk
GaliLu

Czy w ofercie GaliLu jest miejsce dla polskich producentów?

W Polsce nie istnieje rynek perfumiarstwa. Jednak dwa miesiące temu wprowadziłyśmy zapach sygnowany nazwiskiem Michała Szulca. Jest to młody projektant mody, który zainwestował własne pieniądze w stworzenie perfum. Esencję wykreowano w Paryżu, a zapach butelkowany jest w Polsce. Tak powstały świetnej jakości perfumy, które oferujemy za symboliczną kwotę 150 zł. Jednak poza tym jednym przypadkiem nie mamy w Polsce czego wspierać. Wśród produktów kosmetycznych też jest słabo. Mamy wiele krajowych marek, ale żadna nie przypadła nam na tyle do gustu, aby dołączyć ją do oferty. Zagraniczni dostawcy oraz klienci cenią nas właśnie za troskliwą ocenę i dobór najlepszych marek. Uważają, że rzadko się spotyka tak przemyślaną i solidną ofertę. Owszem, co miesiąc powstają kolejne niszowe marki, ale nie tędy droga. Aby znalazły się one w naszej ofercie muszą być świetne. Zresztą rozbudowywanie oferty może być niebezpieczne, gdyż w pewnym momencie następuje kanibalizacja. Produkty zaczynają się gorzej sprzedawać. I tak nasza oferta przybrała nieoczekiwane rozmiary. Zaczynając marzyłyśmy o 15 markach. Teraz mamy ich ponad 40.

Agnieszka Łukasik i Warynia Grela
wolały własny biznes od pracy w branży reklamowej

 




Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

zobacz e-wydanie
Bezpłatne archiwum!
Tysiące artykułów


Badanie konsumenckie obejmujące produkty najważniejszych kategorii kosmetyczno-drogeryjnych i spożywczych. Polska edycja cieszącego się wyjątkową renomą konkursu prowadzonego od 12 lat na rynku niemieckim pod nazwą „Produkt des Jahres”.
zobacz więcej

Prestiżowe wyróżnienie nadawane najlepszym nowościom na rynku kosmetycznym. Ranking prowadzony przez Wiadomości Kosmetyczne i instytut badawczy GfK Polonia.
zobacz więcej


Konkurs wyłaniający najlepsze drogerie
w Polsce. O zwycięstwie decyduje badanie "Tajemniczy klient".
zobacz więcej

Nakład i dystrybucja kontrolowane.