W niezależnej drogerii obsługa jest o niebo lepsza, a luksusowy kosmetyk potrzebuje bardziej eleganckiej oprawy niż trącące, jakby nie było, supermarketowym sznytem sieciowe perfumerie – uznałam, podejmując decyzję o zakupie pierwszej w życiu szminki Chanel.
Niezależną drogerię-perfumerię, taką „z prawdziwego zdarzenia”, z selektywnymi markami, mam niedaleko domu. Gdy weszłam, było pusto, a ekspedientka, wytworna pani w średnim wieku, wystudiowanym gestem poprawiała makijaż przed jednym z pięknych luster.
– Interesują mnie szminki, te droższe – zagaiłam. – Mamy tylko to, co widać – oświadczyła Wytworna Pani (dyskretnie zerkając przez okno, czy aby nie podjechałam najnowszym modelem Jaguara). Gdy sięgałam po kolejne testery, odwrócona plecami poprawiała flakoniki z perfumami.
– Szukam szminki matowej, długotrwałej – spróbowałam wciągnąć ją w relację klient-sprzedawca.
– Długotrwałe pomadki wysuszają usta. Poza tym, cały świat idzie w stronę perły. Mat dodaje lat – stwierdziła tonem pełnym pretensji.
Krnąbrnie upierałam się przy macie, więc – ściągnąwszy usta w geście niezadowolenia – wskazała jedną z szaf. Kiedy głośno zastanawiałam się nad odcieniem, który by mi pasował (inwestując 140 zł, wolałabym uniknąć wpadki), oglądała swoje paznokcie. Potem już tylko melancholijnie wpatrywała się w dal, czekając, aż wyjdę.
Więc wyszłam, postanawiając, że nigdy więcej tu nie wrócę. Jeśli tak wygląda obsługa w eleganckiej drogerii, to dziękuję – wolę zatłoczony supermarket z kosmetykami, w którym już przy wejściu życzliwa konsultantka pyta, jak może pomóc. I stanie na głowie, by sprostać moim oczekiwaniom, bo pewno ma prowizję od sprzedaży. Chanel z supermarketu? A co tam. Coco chyba też nie chciałaby kupować u sprzedawczyni o tak wielkim ego, że brakuje miejsca na szminki.
Anna Krężlewicz-Terlecka

Nie ma to, jak autoreklama
Po takiej „zachęcie” nie pomogło już kuszenie, że markowe, oryginalne perfumy oferowane w tym kiosku są o 30 procent tańsze niż wszędzie i pochodzą prosto od producenta. Stoisko po kilku miesiącach zniknęło. A była taka okazja, żeby każdego, kto zabłądził w warszawskim centrum handlowym Land i nie może znaleźć wyjścia złapać i już nie wypuścić bez buteleczki jego ulubionych perfum. No cóż, każdy kto już samodzielnie znalazł schody w dół trafił na Rossmanna, a tam zawsze kolejka… Może dlatego, że w witrynie wiszą jedynie plakaty informujące o świetnych cenach i promocjach.
Katarzyna Bochner







