Olga Borys: Kobieta zmienną jest

Olga Borys – aktorka telewizyjna i teatralna. Jest niepoprawną optymistką, więc bohaterki komedii są jej najbliższe. Popularność i sympatię widzów zdobyła rolą Zuzi Śnieżanki w sitcomie „Lokatorzy”. W rok po urodzeniu córki Miry wzięła udział w I edycji show „Gwiazdy tańczą na lodzie”. Program wygrała, udowadniając wszystkim kobietom, że dzięki silnej woli i ciężkiej pracy można dojść do formy i odnieść sukces.

 

Agnieszka Saracyn-Rozbicka: Spotykamy się w salonie SPA – Ce-Ce Beauty Clinic…
Olga Borys: Współpracuję z tym salonem od kilku lat. Widziałam jakie zachodziły w nim zmiany. Obecnie poza podstawowymi zabiegami z zakresu pielęgnacji ciała, twarzy i dłoni oraz stóp, właścicielka Dorota Duda oferuje klientom bogaty wybór zabiegów z medycyny estetycznej. Lekarze specjaliści pomagają dokonać nam częściowej bądź całkowitej metamorfozy – uważam, że każda kobieta tego potrzebuje. Sama jestem najlepszym przykładem, że w zależności od nastroju, od powiewu wiatru zmieniam coś w swoim wyglądzie. Teraz np. przedłużyłam włosy u samej mistrzyni Polski w tej sztuce.

Jakim innym zabiegom się Pani poddaje?
Jako aktorka muszę dbać o twarz. Ponadto uwielbiam wszelkiego rodzaju masaże – bardzo mnie relaksują, odprężają, a co najważniejsze poprawiają zarówno kondycję mojego ciała, jak i psycho-kondycję. Zbliżam się do magicznej liczby 40, chętnie poddaję się mezoterapii. Dzięki dawce peptydów, witamin i kwasu hialuronowego moja skóra staje się odżywiona i wypoczęta. Traktuję to jako alternatywę do skalpelowych zabiegów upiększających, których się boję. Musimy pamiętać, że jesteśmy organizmami żywymi i nie możemy przewidzieć, jak nasze ciało zareaguje na jakąkolwiek ingerencję. Dlatego z całego serca zachęcam kobiety do profilaktyki zamiast do drastycznych rozwiązań. Ja dość wcześnie zaczęłam świadomie dbać o skórę i proszę spojrzeć jestem dziś bez grama makijażu, a chyba wyglądam nienajgorzej.

Zgadzam się.
(śmiech) Dziękuję.

Obecnie media bombardują kobiety ideałem niedoścignionego piękna, a panie w tej gonitwie za bardzo się zatracają. A przecież warto zadać sobie pytanie Oscara Hammerstaina „Kochasz mnie dlatego, że jestem piękna? Czy jestem piękna dlatego, że mnie kochasz?”
Właśnie. Uważam, że to nie grzech, że kobieta chce być piękna, pod warunkiem, że wszystkie zabiegi, które wykonuje, żeby utrzymać młodość są w granicy rozsądku. Jeśli ją przekroczymy to nic nas już nie uratuje. Wtedy to kobiety popadają w obłęd z przepompowywaniem sobie ust, z botoksem, etc. Nie chciałabym nikogo urazić, bo jestem za tym, żeby kobiety dokonywały metamorfoz. Jeżeli któraś z pań czuje się źle ze swoim biustem, ma odwagę pójść pod skalpel i go powiększyć, a następnie być szczęśliwą to dlaczego nie? Sama pewnie w wieku 60 lat będę chciała być fajną kobietą, ale nie 20-latką. We wszystkim należy znaleźć złoty środek. Jeśli po jednej operacji ktoś decyduje się na 10 kolejnych tzn., że nie ciało potrzebuje leczenia, tylko głowa. I tak się zastanawiam, czy we wszystkich klinikach medycyny estetycznej nie powinni pracować psycholodzy? Musimy pamiętać, że nasze ciało wpływa na nasze samopoczucie i jeśli przesadzimy, to będziemy musiały spijać to piwo, którego wcześniej sobie naważymy.

Czy piękno ma wiek?

Jeśli mówimy o pięknie wewnętrznym to nie ma. A zewnętrzne, odnosząc się do cytatu z Hammerstaina zależy tylko od tego od tego jak postrzegają nas najbliżsi. Nie zapominajmy, że wszystkim nie jesteśmy w stanie się podobać – i dzięki Bogu! Osobiście jestem zauroczona Grażyną Wolszczak – jest fantastyczną kobietą, która świetnie wygląda. Z jednej strony bardzo dba o siebie, ale z drugiej jej piękny wygląd wynika właśnie z jej pięknego wnętrza. Jest osobą stonowaną, akceptującą siebie, swoje życie – słowem pełna harmonia. I chyba o to chodzi.

A dla Pani metamorfozy to część relaksu czy dążenie do ideału?
U mnie to taka sinusoida. Przez długi czas byłam długowłosą blondynką. W liceum bardzo eksperymentowałam ze swoim wyglądem. Czego ja nie miałam na głowie? (śmiech) Miałam krótkie ciemne włosy, grzywkę i do tego mocną kreskę a la Kleopatra. Następnie byłam blondynką z przypaloną trwałą. Śmiało mogę powiedzieć, że miałam wszystko na głowie i do tego bardzo dobre samopoczucie.
Z czasem stwierdziłam, że naturalność jest w cenie, więc stałam się ryżawą blondynką. Po zakończeniu show „Gwiazdy tańczą na lodzie” moje włosy były bardzo zniszczone. Dlatego poddałam je wtedy zabiegowi keratynowemu i ścięłam na boba. W międzyczasie przefarbowałam je na ciemny kolor, żeby za jakiś czas wrócić do blondu. Obecnie mam krótkie włosy, które już zdążyły mi się znudzić, więc dziś je przedłużyłam.

Kobieta zmienną jest.
Do mnie to powiedzenie pasuje jak ulał.

Zdarzało się Pani eksperymentować z makijażem
W którymś z odcinków programu „Gwiazdy tańczą na lodzie” miałam zatańczyć do piosenki z filmu „Rocky III”, pt.: „The eye of the tiger”. Dziewczynie od makijażu dałam zdjęcie oka z „cieniami” w trzech kolorach: pomarańczowym, białym i czarnym. Chciałam, żeby zrobiła mi taki makijaż. Dłuższy czas przyglądała się zdjęciu, aż zdziwiona stwierdziła, że to oko zwierzęcia, a nie make up!
I w programie miałam pięknie zrobione oczy na tygrysicę… Bez makijażu nie mogłam się obejść, gdy na mojej twarzy pojawiały się różne „niespodzianki”. Starałam się wtedy jak najlepiej zatuszować niedoskonałości skóry. Obecnie jestem w stanie się bez niego obyć. Większą wagę przywiązuję do pielęgnacji włosów
i paznokci.

Jak Pani dba o siebie w zaciszu
własnego domu? Czy w Pani łazience znajdziemy półki uginające się pod nadmiarem kosmetyków czy wręcz przeciwnie?
Zdecydowanie to pierwsze. Posiadam niezliczoną ilość kosmetyków: począwszy od cieni do powiek, poprzez balsamy, kremy, na zapachach kończąc. Co jakiś czas muszę z tego wszystkiego wyrzucać dużą ilość, gdyż jak wiadomo produkty do makijażu i pielęgnacji szybko tracą termin przydatności. Wiem, że nie do końca postępuję idealnie – to taki mój mały grzech.

Posiada Pani ulubione marki, czy eksperymentuje z nowościami?
Nigdy nie zawiodły mnie produkty marki Shiseido – uwielbiam je. Od lat jestem im wierna. Często zaskakuje mnie też polska firma Ziaja. Po raz pierwszy sięgnęłam po te produkty, gdy urodziłam dziecko i teraz w dalszym ciągu chętnie kupuję całe zestawy z danej linii. Zwłaszcza balsam samoopalający z serii Sopot przypadł mi do gustu.

Jest Pani typem sportowca?

Ze wszystkich dyscyplin sportowych na świecie najbardziej lubię kąpiel z pianką i winem (śmiech). Jednak, gdy sytuacja mnie zmusi to jestem w stanie tak się zdyscyplinować, że daję z siebie wszystko. Podczas treningów do występu w show „Gwiazdy tańczą na lodzie” zaskakiwałam samą siebie. Sport traktuję jako dopełnienie, a nie jak priorytet. Jestem osobą żywotną i nie muszę uprawiać joggingu, żeby mieć dużo ruchu. Kobiety mylnie myślą, że muszą iść na siłownię, bo to jedyny sposób na zrzucenie zbędnych kalorii. A przecież świetnie ćwiczymy sprzątając dom, bawiąc się z dzieckiem, wychodząc na spacer z psem, etc.

Czy to właśnie dzięki tak prozaicznym czynnościom udało się Pani odzyskać formę po porodzie? W końcu Mira przyszła na świat w 2006 roku, a już rok później w programie „Gwiazdy tańczą na lodzie” telewidzowie zobaczyli szczuplutką Olgę Borys.
Muszę przyznać, że sporo mnie to kosztowało wyrzeczeń. W ciąży przytyłam aż 25 kilogramów i początkowo nie wierzyłam, że uda mi się odzyskać dawną formę. Jednak dzięki odpowiedniej diecie i zabiegom pielęgnacyjnym, takim jak np. wyszczuplająco-antycellulitowy masaż przy użyciu bańki chińskiej w ciągu trzech miesięcy wróciłam do dawnej wagi, a moje ciało stało się jędrne i gładkie. Swoją drogą gdyby mnie Pani zobaczyła miesiąc temu ważyłam 4 kg więcej. Gdy zaczęły mi one przeszkadzać zrezygnowałam z cukru i słodyczy. Zaczęłam też jeść o połowę mniej. Mięso wprowadzam do menu raz w tygodniu, co rekompensuję sobie rybami i gotowanymi lub duszonymi warzywami. Oto cały mój sekret na odzyskanie linii.

Ciężko być mamą aktorką i mieć męża aktora (Wojciech Majchrzak – przyp. red.)?

Czasami jest to trudne. Kiedy chodziłam na treningi do „Gwiazdy tańczą na lodzie” nie było mnie przez większą część dnia w domu. W pewnym momencie Mira zaczęła mówić „tata” zarówno na Wojtka jak i na mnie. Dzięki temu do tej pory mają ze sobą świetny kontakt. Wojtek jest wspaniałym ojcem i rewelacyjnie mnie zastępuje. Bywa, że wiodę żywot rock’n’roll’owca, np. gdy gramy „Goło i wesoło” w różnych miejscach, to czasami zapominam gdzie jestem. W przypadku, gdy oboje musimy wyjechać, Mirą opiekuje się któraś z babć. Mamy też kilka zaprzyjaźnionych niań, które ratują nas w nagłych sytuacjach, więc zawsze możemy liczyć na pomoc przy naszym Szczęściu.

Robert de Niro powiedział kiedyś, że „jedną z zalet aktorstwa jest możliwość przeżywania cudzego życia, bez płacenia ceny za nie”. Czy gdy opada kurtyna potrafi Pani zapomnieć o rozterkach swojej postaci?
Tak. Po premierze potrafię się odciąć i zapomnieć, ale w czasie budowania roli zdarza mi się poślizgnąć na nie swoich emocjach.

Bardzo lubię wypowiedź Stanisława Jerzego Leca: Aktor powinien mieć coś do powiedzenia, nawet jeśli ma niemą rolę”. Czy mogłaby się Pani do tego ustosunkować?

Mogę tylko podpisać się pod tym stwierdzeniem. W drugiej części spektaklu „Love Boutique”, który razem z Robertem Kudelskim wystawiamy w Teatrze Ochoty, gram ekskluzywną prostytutkę i wypowiadam właściwie może 5 zdań. To Robert mówi cały czas. Ja nie mogąc schować się za wypowiadanymi kwestiami, muszę być w stu procentach skoncentrowana i reagować na każde słowo i gest mojego partnera, jak również na każdą zmianę jego nastroju. Jest to bardzo trudne, jednak potrafię już odbierać każdą nowość ze strony Roberta.

A co w aktorstwie sprawia Pani największą trudność?
Pozyskiwanie pracy. Przykro jest patrzeć jak dobrzy aktorzy, którzy przez długi czas nie dostali ofert pracy stają się sfrustrowani i ta frustracja zabija ich całe piękno.

Jako aktorka poddaje się Pani reżyserowi?
Tak. Nigdy nie przywiązywałam się do tego, co wymyśliłam. Nawet jeśli wydaje mi się, że mój pomysł jest świetny, to nie obrażam się gdy reżyser bez pardonu wyrzuca go do śmieci. Jestem po prostu bardzo dobrą gliną do lepienia.

O jakiej roli jeszcze Pani marzy?
Bardzo lubię role komediowe. Dlatego gdyby można było zagrać Zuzię z serialu „Lokatorzy” starszą o 10 lat, to chętnie bym się tego podjęła. Przez cały ten czas mojej pracy bardzo się rozwijałam. Miałam to szczęście, że reżyserzy mnie nie ograniczali i mogłam tworzyć postać tak, jak chciałam. Kręcąc „Lokatorów” momentami czekałam na magiczne słowo „Stop”. Myślę, z jestem szczęściarą – robię to, co sprawia mi przyjemność. Mam duże poczucie humoru, które staram się przekazywać moim postaciom. Do tej pory lubię oglądać odcinki „Lokatorów”. Oczywiście są momenty, w których myślę, że mogłabym to zagrać inaczej, ale chyba każdy aktor tak ma.

Nigdy nie miała Pani pokusy, żeby spróbować szczęścia na Zachodzie? To obecnie dość popularny trend wśród gwiazd, które osiągnęły sukces medialny w Polsce?
Gdybym była młodsza, to pewnie bym spróbowała, ale teraz mi się nie chce. Chociaż, jeśliby los mi spłatał niespodziankę, to czemu nie?

O czym jeszcze Pani marzy?
Żeby w 2012 nie było końca świata (śmiech) i żebym się doczekała pięknego wchodzenia w świat dorosłych swojego dziecka.

Dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Saracyn-Rozbicka

NIE MOGĘ OBEJŚĆ SIĘ BEZ:

Tusz do rzęs: Armani Eyes to Kill
Fluid: Mary Kay Medium-Coverage Foundation
Pomadka: Shiseido Perfect Rouge
Baza pod makijaż: Mary Kay Foundation Primer
Kremy: Biotherm Skin Vivo i Organique Eternal Gold
Mleczko do ciała: Ziaja balsam lekko opalający z serii Sopot
Perfumy: Shiseido Feminite du bois i Versace Cristal Noir

fot.: Grażyna Gudejko
make up: Kinga Szewczyk
włosy: Ce Ce

 




Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

zobacz e-wydanie
Bezpłatne archiwum!
Tysiące artykułów


Badanie konsumenckie obejmujące produkty najważniejszych kategorii kosmetyczno-drogeryjnych i spożywczych. Polska edycja cieszącego się wyjątkową renomą konkursu prowadzonego od 12 lat na rynku niemieckim pod nazwą „Produkt des Jahres”.
zobacz więcej

Prestiżowe wyróżnienie nadawane najlepszym nowościom na rynku kosmetycznym. Ranking prowadzony przez Wiadomości Kosmetyczne i instytut badawczy GfK Polonia.
zobacz więcej


Konkurs wyłaniający najlepsze drogerie
w Polsce. O zwycięstwie decyduje badanie "Tajemniczy klient".
zobacz więcej

Nakład i dystrybucja kontrolowane.