
Daria Widawska – aktorka i niepoprawna optymistka. Popularność zdobyła dzięki roli Agaty w serialu „Magda M.”, a także Anki (żony głównego bohatera) w serialu „39 i pół”. Prywatnie żona operatora Michała Jarosińskiego i mama trzyipółletniego Iwo.
AGNIESZKA SARACYN-ROZBICKA: Elizabeth Taylor często mówiła: „Najpiękniejsze zajęcie, jakie znam, to bycie kobietą”. Podpisałabyś się pod tym zdaniem?
DARIA WIDAWSKA: Tak, bo kobiecość pozwala nam na bardzo dużo. Możemy realizować się jako matki, żony, kochanki etc. Jestem dumna, że jestem kobietą, że natura dała mi takie, a nie inne możliwości. Chociaż pewnie, gdybym urodziła się mężczyzną, też nie miałabym powodów do narzekań. Uważam, że najważniejsze jest pogodzenie się ze stanem faktycznym i co za tym idzie z samym sobą.
Jednak w jednym z wywiadów wspomniałaś, że zdarza Ci się szukać w sobie kobiety…
Mój mąż się śmieje i mówi, że mam męski umysł. Nie myślę emocjonalnie, jak typowa kobieta, tylko racjonalnie, jak mają w zwyczaju mężczyźni. Dodatkowo mam wielu przyjaciół – panów, z którymi świetnie się dogaduję. Rozumiem ich proste, rzeczowe myślenie. W końcu dla mężczyzny czarne jest czarne, a nie antracytowe, granatowo-czarne czy ciemnoczarne. Oczywiście jako kobieta zauważam odcienie czerni, ale potrafię przy tym zrozumieć, że ktoś widzi to inaczej. Dlatego, wracając do twojego pytania, miałam na myśli to, że czasami chciałabym pozwolić sobie na iście kobiece emocje, np. wpaść w histerię. Póki co jeszcze tego w sobie nie odnalazłam (śmiech). Staram się nosić spódnice, choć z różnym skutkiem, co jakiś czas zakładam szpilki, choć są strasznie niewygodne, a do biegania przy trzylatku w ogóle niezdatne do użycia. Zdarzyło mi się cztery razy odwiedzić kosmetyczkę i troszkę z musu chodzę do fryzjera. Jestem typowym zadaniowcem. Dla mnie liczy się zadanie, które muszę wykonać, a nie moja emocjonalność czy moje potrzeby.
Czy w poszukiwaniach okazał się pomocny spektakl „Wszystko o kobietach”?
Spektakl ten pokazał mi, że są tysiące różnych odcieni emocjonalnych w kobiecie, np. coś, czego kompletnie nie rozumiem – zawiść kobiety do kobiety o mężczyznę, czy zazdrość o ładniejsze ubranie. Nigdy nikomu niczego nie zazdrościłam, ani garderoby, ani partnera. Jednak na potrzeby tego przedstawienia musiałam zrozumieć także i takie emocje. Wiem, że są prawdziwe, bo dostrzegam je dookoła siebie. Dlatego cieszę się, że mogłam wziąć udział w tym spektaklu i pobawić się tymi emocjami, poszukać ich w sobie. Jest to świetne studium zrozumienia każdej z nas.
George Bernard Show napisał: „Lepiej kobietę oburzać niż nudzić”…
Zdecydowanie. Nuda potrafi zabić nawet najpiękniejszą miłość. Nie wyobrażam sobie życia z nudnym człowiekiem, wykonywania nudnego zawodu, mieszkania w nudnym miejscu i robienia tego, czego nie lubię. Denerwują mnie ludzie, którzy przyjeżdżają do Warszawy i od razu narzekają na to miasto. Myślę wtedy: „To po co tu mieszkasz?”. Sama pochodzę z Gdyni. Mieszkanie moich rodziców wychodzi na morze – coś wspaniałego. Jednak od 15 lat mieszkam w Warszawie i gdybym przez cały ten czas miała narzekać, jakie to brzydkie, nudne, szare, beznadziejne miasto, stałabym się zgorzkniałą kobietą, która gryzie własne paznokcie. Dlatego zdecydowanie wolę być oburzona szarością za oknem (śmiech).
Jakie cechy u mężczyzny cenisz najbardziej?
Lubię jak mężczyzna jest inspirujący, ciekawy otaczającej nas rzeczywistości. Mój mąż codziennie mnie czymś zaskakuje, ciągle coś wymyśla i koniecznie chce się ze mną tymi spostrzeżeniami dzielić. Pokazuje mi fantastyczne miejsca, które, również ze względu na swoją pracę, odkrywa. Poza tym lubię z nim przebywać. Jest moim absolutnym przyjacielem, z którym chcę dzielić każdą chwilę. Nawet jeśli jestem na wyjeździe i zobaczę coś fajnego, to od razu do niego dzwonię i mu o tym opowiadam.
I Michał robi tak samo.
Masz trzyipółletniego synka, co macierzyństwo dało Ci jako kobiecie, a co jako aktorce?
Jako aktorka zyskałam doświadczenie w pracy z dziećmi. Zdarzyło mi się, że zagrałam matkę nie będąc nią w rzeczywistości, a potem wcieliłam się w taką rolę, gdy na świecie był już Iwo. To dwa zupełnie różne doświadczenia. Wcześniej byłam nieprawdziwa w moich poczynaniach. Obecnie potrafię uczucia do mojego dziecka przełożyć na relacje z młodszymi kolegami z planu. Doświadczenie bycia matką sprawiło, że potrafię się z nimi dogadywać. Uważam, że wszystko to, co przeżywamy w życiu osobistym wzbogaca nas jako aktorów.
A co macierzyństwo dało mi jako kobiecie? Brak wolnego czasu (śmiech) i ciągłą bombę odpowiedzialności za tę małą osobę. Bombę, która niezależnie od wieku dziecka będzie zawsze tykać. Dostałam także bezwarunkową miłość, której nie da się opisać słowami. Ten mały człowiek, który przed chwilą coś zbroił, a zaraz przychodzi i wyciąga do mnie rączki mówiąc „mamusiu przepraszam, kocham cię” to jest coś, czego nie da się porównać do niczego innego. Każdy jego uśmiech wynagradza wszelkie trudy, jakie macierzyństwo za sobą niesie.
A jesteś konsekwentnym rodzicem?
Bardzo się staram. Sukcesem moim i Michała jest to, że zawsze trzymamy swoją stronę i nigdy przy dziecku nie podważamy swojego autorytetu. Nie staramy się na siłę udowadniać, które jest lepszym rodzicem. Nawet jeśli czasem nie zgadzamy się z decyzją tej drugiej osoby, to i tak trzymamy wspólny front, żeby Iwo wiedział, że tata i mama są zgodni.
Marilyn Monroe powiedziała, że „kobieta łatwiej przyzna się, że nie ma racji, gdy ma rację, niż gdy jej nie ma”. A jak robi Daria Widawska?
Ja się przyznaję do błędu. Wyniosłam tę umiejętność z domu. Rodzice wpoili mi taką wartość siebie, że przyznanie się do błędu nie jest dyshonorem. Może za to naprawić relacje międzyludzkie. Bardzo szanuję osoby, które potrafią przyznać, że coś zrobiły źle. Sama przyznaję się przed moim synem do błędu, żeby widział, że to nic zdrożnego i nie powoduje ujmy na honorze.
Podejrzewam, że masz bardzo dobre relacje z ludźmi.
Staram się. Nie przypominam sobie żadnej dramatycznej sytuacji, która by mnie bardzo wzburzyła zawodowo. Jeżeli widzę, że coś „nie styka”, że to zupełnie inna osoba niż ja i prawdopodobnie nasze światy nigdy się nie zejdą, a mimo to stajemy na swoich drogach zawodowych, to staram się tak rozwiązywać sytuację, żeby nie popaść w konflikt, a swoje uzyskać. Często potrafię także pójść na kompromis. Po skończonej pracy nie utrzymuję z tymi ludźmi kontaktu. Natomiast są też tacy, z którymi kiedyś zetknęłam się na planie lub w teatrze i od tamtej pory się przyjaźnimy.
Masz na myśli m.in. Tomasza Karolaka?
Nie przyjaźnimy się z Tomkiem. Po prostu lubimy się i szanujemy. Lubię z nim pracować, choć nie zawsze nasza współpraca jest łatwa. Bardzo często się ścieramy, ale to jest akurat fajne i twórcze biorąc pod uwagę nasz zawód. Jestem przekonana, że Tomek powiedziałby dokładnie to samo. Swoją drogą w tym roku widzowie znów zobaczą nas grających małżeństwo.
Jesteś niepoprawną optymistką. Zawsze taka byłaś?
Ja się z tym urodziłam. Dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna. Poza tym na to, jaka jestem dzisiaj, wpłynął sposób wychowania. Rodzice swoją wiarą we mnie dali mi siłę i przekonanie, że niezależnie od sytuacji zawsze sobie poradzę. Dzięki nim znam swoją wartość i potrafię o siebie zawalczyć. Wykształcili mnie w różnych kierunkach, więc gdybym zrezygnowała z aktorstwa mogłabym się realizować na innych polach.
Czy syna też wychowujesz w ten sposób?
Na razie wychowuję go tak, żeby mnie słuchał i dobrze się zachowywał (śmiech). Cały czas pracujemy nad wspólnym porozumieniem. Wierzę w moje dziecko od dnia jego narodzin. Daję mu olbrzymi kredyt zaufania. Moi rodzice uwierzyli, że jestem zdolna i zrobili wszystko, żeby te zdolności uwypuklić. Chciałabym zrobić tak samo. Jeżeli więc będę mogła sobie na to pozwolić, to chcę dać mojemu synowi wachlarz możliwości, z których wybierze to, co mu najbardziej odpowiada. Zawsze będę go wspierać. Nawet jeżeli powie, że chcę być fizykiem, to zrobię wszystko, żeby mu to ułatwić, jakkolwiek obca materia by to dla mnie nie była.
Skończyłaś szkołę muzyczną, więc jeśli nie byłabyś aktorką, to zostałabyś muzykiem?
Nie jestem zbyt utalentowana, żeby być wirtuozem. Umiem grać na fortepianie, bardzo dobrze słyszę, świetnie czuję rytm i myślę, że muzyka na pewno jest częścią mojego życia. Mogłabym uczyć muzyki, pewnie bym się w tym spełniała i wiedziała, jak to robić. Natomiast żebym występowała jako artystka-muzyk, co to, to nie. Po pierwsze wymaga to wielogodzinnych treningów, a po drugie niesamowitego talentu.
Dlatego gdybym nie została aktorką prawdopodobnie byłabym prawnikiem, jak moja mama. Nawet zdawałam na prawo w tym samym czasie, co do szkoły teatralnej. Kiedy zdecydowałam się na tę drugą, rodzice mnie poparli. Mama po latach przyznała się, że miała wtedy cichą nadzieję, że po pierwszym roku mnie wyrzucą i w konsekwencji będę studiować prawo. Swoją drogą te dwa zawody mają ze sobą wiele wspólnego. Adwokat też występuje, gra na emocjach. W tej chwili jestem w trakcie produkcji serialu o prawnikach, więc mogę się o tym dokładnie przekonać. Wszystkie mowy końcowe to prawdziwe oratoryjne występy.
A co w aktorstwie jest dla Ciebie najtrudniejsze?
Najtrudniejsza w zawodzie aktora jest cisza. Raz mi się zdarzyła. Zaraz po szkole wystąpiłam w dwóch spektaklach i nie otrzymałam żadnej nowej propozycji. Chodziłam na castingi, jednak ostatecznie reżyser decydował się na kogoś innego. Nie mogłam się rozwijać, a dla aktora nie ma nic gorszego. W końcu najważniejsza i najbardziej inspirująca jest praca nad tekstem. Dlatego w pewnym momencie zaczęłam wątpić w to, co robię. Zaczęłam się zastanawiać czy nie odpuścić i nie zająć się czymś innym. Jednak w odpowiednim momencie dostałam zastrzyk dobrej energii i jestem tu, gdzie jestem.
Alfons Allais napisał, że „kobieta jest cudem boskim, szczególnie jeśli ma diabła za skórą”. Ty go masz?
Pewnie (śmiech). W mojej opinii każdy go ma. Przez to ludzie są tacy interesujący.
Pokusiłabyś się o swoją definicję piękna?
To trudne pytanie. Są osoby, które podobają nam się bardziej, inne mniej – działa tu pierwsze wrażenie. Są osoby piękne zewnętrznie, są osoby, które, nie dość że są fizycznie piękne, mają wspaniałe wnętrze. Swoim życiem dowodzą tego, że można żyć w zgodzie z ludźmi, robić karierę, a przy tym być fantastycznym człowiekiem. Znam też dziewczyny w moim zawodzie, które może nie są piękne zewnętrznie, ale wychodzą na scenę i zyskują blasku, swoim talentem dowodzą tego, że można pomimo ogólnie przyjętego niezbyt zachwycającego wyglądu przekazywać piękne treści. Dlatego myślę, że dużo ważniejsze od ciągłego zastanawiania się nad swoim wyglądem jest to, jak żyjemy, co dajemy z siebie innym.
Oczywiście nie możemy całkowicie zapominać o sobie. Jednak wszystko w granicach rozsądku. Każda z nas lubi się podobać, dlatego o siebie dbamy. Z racji zawodu muszę przywiązywać wagę do wyglądu i ubioru. Poza tym lubię mieć zadbaną cerę, ładnie ułożone włosy. Dbanie o siebie to bardzo sympatyczna i fajna rzecz, umilająca i ułatwiająca nam życie.
Czy to Twoja ulubiona forma relaksu?
Zdecydowanie nie. Dostaję szału, kiedy makijażystka mnie maluje. Wykonuję wtedy mnóstwo zbędnych i utrudniających jej pracę czynności: mówię, gestykuluję, kręcę się. Jedna z moich makijażystek serialowych powiedziała, że jestem jedyną znaną jej osobą, która z pokoju make-upu wyjechała z fotelem do garderoby. A robię to całkowicie bezwiednie. Po prostu na fotelu, na którym mam być malowana dostaję jakiegoś ADHD. Jedynym miejscem, gdzie się uspokajam, jest gabinet masażysty. Podczas masażu odstresowuję się w stu procentach, potrafię zamknąć oczy i odpłynąć.
Korzystasz z zabiegów upiększających?
Ciągle ktoś próbuje namówić mnie na kosmetyczkę – do tej pory byłam w salonie cztery razy. Nie potrafię się tam rozluźnić, bo od razu zaczynam myśleć, ile jeszcze rzeczy muszę zrobić, gdzie pójść, co kupić etc. Jestem trudnym materiałem w tym zakresie (śmiech). A odkąd jestem mamą nawet makijaż robię błyskawicznie lub w ogóle się nie maluję. Dość często stosuję jedynie maseczkę na twarz nasiąkniętą najróżniejszymi składnikami odżywczymi. Nakładam ją na twarz, gdy jedziemy w trasę ze spektaklem i wywołuję tym śmiech moich współpasażerów.
Gdzie będziemy Cię mogli teraz zobaczyć?
Występuję w spektaklach „Wszystko o kobietach” w Teatrze Kamienica, „Drugi rozdział” w Teatrze Capitol, „Bloczek” i „Spadkobiercy” w Teatrze Scena Prezentacje. Serdecznie zapraszam do teatru, jak i przed ekrany telewizorów na serial „Prawo Agaty”, który od marca wchodzi na antenę TVN.
Dziękuję za rozmowę.







