
Jako 16-letni chłopak ubłagał mamę, żeby załatwiła mu praktyki w salonie fryzjerskim. Dziś to do niego przyjeżdżają szkolić się fryzjerzy z całej Polski. – Fryzjerstwo to nie tylko sposób na życie, chęć zmiany ludzi i ich wizerunku, moc tworzenia i siła inspiracji. To poszerzanie horyzontów, wieczne zdobywanie umiejętności i dzielenie się tą fascynacją z innymi. To moje życie i największa pasja – mówi Maciej Maniewski, fryzjer, stylista, twórca Maniewski Hair Academy.
Maćka Maniewskiego spotykam pierwszy raz na targach kosmetycznych w Łodzi. Nie chodzi, biega. Wokół niego modelki w stylizacjach niczym z bajkowego lasu w Narnii trzepoczą błękitnymi rzęsami. Mogę zrobić ci zdjęcie? Jasne. Chodźcie tu wszyscy. Ustawcie się! To moja ekipa. Właśnie otwieram swój salon w Pasażu 13 w Krakowie, a potem w Wolfie w Warszawie. Prowadzę akademię dla fryzjerów. A skąd się wziąłeś? Z Lublina. Ja też! Musimy się kiedyś spotkać i porozmawiać o tym co robisz. Jasne. Może w środę, będę w drodze, zadzwoń. Super, do usłyszenia!
Środa wieczór, sms-y od Maćka
20.53 Możemy porozmawiać za godzinę, jadę do domu…
21.50 O 22.30 będzie ok. ☺
22.08 Będę trochę później ☺ Jak dojadę napiszę.
22.57 Jestem ☺
Późno wracasz do domu…
I muszę się szybko wyspać (śmiech). Jutro o świcie wyruszam do Bielska-Białej.
Maćku, jak to wszystko się zaczęło?
Jak już ci wspominałem, pochodzę z Lublina. Tam zaczęła się moja przygoda z fryzjerstwem. Uprosiłem mamę, żeby załatwiła mi praktyki w dobrym salonie. Udało się jej. Trafiłem do najlepszego salonu w Lublinie – do państwa Łaniewskich. Miałem wtedy 16 lat.
Fryzjerstwo to jakaś rodzinna tradycja?
Jeszcze do niedawna myślałem, że nie. Ale okazało się, że mój pradziadek próbował swoich sił we fryzjerstwie, więc może coś tam przekazał mi w genach (śmiech). Moja mama ma zdolności manualne i to na pewno odziedziczyłem po niej. Zawsze lubiłem coś tworzyć, malować, wycinać – to mnie pociągało, w przeciwieństwie do nauki (śmiech).
Mogłeś więc zostać artystą malarzem, rzeźbiarzem, albo projektantem mody, a jesteś fryzjerem.
Tak, o tym właśnie marzyłem. Byłem pewny, że chcę być fryzjerem. Choć jak się domyślasz wcale nie było to takie łatwe do zrealizowania dla nastolatka. 17 lat temu nikt nie mówił o stylistach, wizażystach. Każdy z moich kumpli chciał być mechanikiem samochodowym, no w najgorszym przypadku kucharzem. Fryzjer?! Mieli kupę śmiechu.
Z Lublina trafiłeś do Krakowa…
Wcześniej w Lublinie pracowałem jeszcze w kilku miejscach, m.in. u pani Barbary Celińskiej. Poznałem Maćka Zienia, dziś jednego z najpopularniejszych polskich projektantów mody. Założyłem swój salon. I musiałem wszystko zostawić i wyjechać. Nie chcę wracać do tej historii, ale to nie był dla mnie łatwy moment. W Krakowie zaczynałem od początku. Pracowałem dwa lata u znanej stylistki Małgorzaty Babicz. Przez 7 lat prowadziłem salon fryzjerski w hotelu Gołębiewski w Wiśle. Później wyjechałem do Bielska-Białej, ale po kilku latach znów zatęskniłem za Krakowem.
Masz tu teraz nareszcie swoje własne salony.
Tak. Pamiętam, jak stałem na krakowskim dworcu z przekonaniem, że muszę zacząć pracować na swoje nazwisko, przekuć je na znaną markę. Miałem jeden worek podróżny z ciuchami i wielki minus na koncie w banku. Salon na modnej ulicy w drogim lokalu nie wchodził w grę – nie miałem pieniędzy, ale też nie do końca o to mi chodziło. Wiedziałem, że muszę przyciągnąć do siebie interesujących ludzi, którzy przekażą opinię o mnie kolejnym osobom. A takie interesujące osobowości przychodzą w miejsca nie tyle drogie, co wyjątkowe, odmienne od tego, co już znają. Mój salon powstał na Rakowickiej 11 w … garażu. Obmyśliłem projekt wnętrza, zakasałem rękawy, wziąłem się za farby i pędzle. Kanał w podłodze, surowe cegły – wszystko wkomponowałem w designerski wystrój. Salon działa do dziś, a ja otwieram kolejny – tym razem w ekskluzywnym, a zarazem nieprzeciętnym miejscu, gdzie nowoczesność łączy się z tradycją i historią – w Pasażu 13 na krakowskim Rynku. To będzie wydarzenie! Gala na 600 gości! Mam też swój salon w Bielsku-Białej i w Wiśle – w miejscach, z którymi byłem związany i do których chętnie wracam. Dopinam projekt salonu w ekskluzywnym pasażu Wolf w Warszawie. Oprócz tego prowadzę szkolenia dla fryzjerów w mojej akademii. No i organizuję też ze swoją ekipą eventy uświetniające otwarcia ciekawych miejsc, ważne wydarzenia.
Poczekaj, poczekaj, bo ja już od samego słuchania się pogubiłam. Dużo projektów naraz, musisz to naprawdę lubić.
Fakt, dostałem swoją szansę i zamierzam ją wykorzystać. Bardzo długo i ciężko na to pracowałem. Trafiłem na wspaniałych ludzi – rodzinę państwa Likusów, znanych koneserów sztuki i architektury, do których należą m.in. najpiękniejsze hotele w Krakowie. Dzięki nim będę mógł prowadzić salony w wyjątkowych miejscach. Tworzę też nowy projekt z firmą 3-Helisa. Dostałem prawdziwwe wsparcie od jej szefa – Piotra Rogali. Mam fantastyczną ekipę stylistów i artystów, prawdziwych osobowości, z którymi od 6 lat buduję brand Maniewski. Sylwia Gaczorek przygotowuje zdjęcia do wszystkich naszych kolekcji. Ania Rojek – to mistrzyni Polski w makijażu. Jesteśmy w pełni samowystarczalni. Mówi się o nas, że mamy sztab ludzi od marketingu, a prawda jest taka, że główną strategię opracowuję ja. Spinam całość, stawiam kropkę nad „i”, do mnie należy ostatnie zdanie. Zarządzam firmą i czasem rzeczywiście niedosypiam, gonię z miasta do miasta, ale lubię ten rodzaj zmęczenia. Nie wyobrażam sobie ani jednego dnia bez adrenaliny, która towarzyszy nowym wyzwaniom. Choć gdyby ktokolwiek powiedział, że to co osiągnąłem łatwo mi przyszło, chyba bym go udusił (śmiech).
Wiem, że dużo energii poświęcasz szkoleniom. Maniewski Hair Academy to jeden z twoich priorytetowych projektów.
Tak. Od 12 lat jestem instruktorem marki Kadus – obecnie Kemon. Na niej pracuję i promuję te kosmetyki, gdyż uważam, że naprawdę dobre. Doświadczenie, które zdobyłem postanowiłem przełożyć na własną szkołę. W akademii prowadzimy jedno- i dwudniowe szkolenia oparte o najnowsze tendencje w strzyżeniu i stylizacji oraz długoterminowe, w których można się nauczyć podstaw zawodu fryzjera. Zajęcia odbywają się w bardzo dobrych warunkach w nowym, świetnie wyposażonym centrum szkoleniowym w samym sercu Krakowa. Uczestnicy mają wiele opcji do wyboru. Mogą uczestniczyć zarówno w seminariach, jak i w zajęciach praktycznych, albo wybrać tylko jedne z nich. Na zajęciach łączących zagadnienia z zakresu fryzjerstwa, stylizacji i wizażu uczą się całościowego, spójnego podejścia do piękna i wizerunku. Rozpoczynamy rónież współpracę z Secret Lashes i szkolenia z techniki przedłużania i zagęszczania rzęs.
Nie masz wrażenia, że salony kosmetyczne powstają ostatnio jak grzyby po deszczu, ale ich liczba jest odwrotnie proporcjonalna do jakości, jaką oferują?
Całkowicie się z tobą zgadzam. Jest ogromna luka w edukacji. Stąd właśnie wzięła się Akademia Maniewski. Działa już w Krakowie, w marcu ruszy w Wolfie w Warszawie. U nas główną tematyką zajęć są strzyżenia oparte na silnych, stałych, klasycznych fundamentach. To jest baza i podstawa fryzjerskiego warsztatu. Dopiero jak się ją ma, można iść dalej, w najśmielsze stylizacje. Ja sam również nieustannie się szkolę. Od 12 lat, co roku, uczestniczę w zajęciach organizowanych przez Akademię Vidal Sasson w Londynie.
Myślisz o tym, żeby otworzyć sieć salonów pod swoim nazwiskiem?
Nie, zdecydowanie nie. Jak już mówiliśmy, ilość raczej nie przekłada się na jakość, a mnie zależy, żeby fryzjerstwo osiągało coraz wyższy poziom. Chciałbym, żeby nazwisko Maniewski było wartością, kapitałem, który zostawię kolejnemu pokoleniu. Może dla syna…
Pracujesz już nad tym następnym pokoleniem?
No właśnie na to nie wystarcza mi czasu, ale poprawię się! (śmiech)

Rozmawiała
Katarzyna Bochner






