Marcin Łopucki: Rodzina - mój wykładnik piękna

Marcin Łopucki – Mistrz Polski i Europy oraz 1. Wicemistrz Świata w Fitness Męskim, instruktor, trener personalny i konsultant w dziedzinie fitness i dietetyki. Propaguje sport w ujęciu artystycznym, łącząc w swoich pokazach elementy akrobatyki, fitness, tańca nowoczesnego oraz sztuk walki jako artystyczny performance. Prywatnie ojciec dwójki dzieci i mąż Katarzyny Skrzyneckiej.


Pokazał pan, że sport może być piękną sztuką. Podczas swoich występów łączy pan elementy fitness, tańca nowoczesnego i sztuk walki. Kiedy narodziła się ta pasja i kto jest pomysłodawcą tak spektakularnych choreografii?
Tak naprawdę to był przypadek, bo całe młodzieńcze życie byłem związany ze sportami walki. Podświadomie czułem jednak, że nie osiągnę w tych dyscyplinach takich sukcesów, jakbym chciał. 12 lat temu przez przypadek pojawiałem się w klubie, gdzie trenowały zawodniczki fitness. Zainteresowałem się tą dyscypliną, zacząłem poznawać ją lepiej i poczułem, że jest to sport, który chcę uprawiać. A po jakimś czasie zrozumiałem, że mogę osiągnąć w tym spektakularne wyniki. I tak ta moja przygoda z fitness trwa do dziś. Jeśli chodzi o choreografie to radzę się naszych najlepszych tancerzy, którzy biorą udział w „Tańcu z gwiazdami” lub którzy jurorują np. w „You can Dance”. Na mistrzostwa Europy przygotowywał mnie Michał Piróg.

A ile czasu spędził pan na treningach, żeby zajść tak wysoko?
Tak naprawdę większość ludzi, którzy nie stykają się ze sportem, nie ma pojęcia, że jest to ciężka, etatowa praca. To są przynajmniej dwa, trzy treningi dziennie, które zajmują godzinę lub półtorej. Robi się z tego normalny system pracy – rano trening, w południe trening i jeszcze wieczorem. Specyfika mojego sportu dotyka również odpowiedniego, zdrowego odżywiania się, stosowania suplementów diety, odżywek, witamin. Tak więc, można powiedzieć, że przez 24 godziny na dobę przygotowuję się do osiągania coraz wyższych szczebli w mojej karierze zawodowej.

Obecnie panuje kult piękna. Media popularyzują modę na świetny wygląd. Czy w związku z tym Polacy chętniej zapisują się do klubów fitness?

Kiedy zaczynałem uprawiać fitness gimnastyczny miałem świadomość, że to co się dzieje w Stanach prędzej czy później przyjdzie do Europy. Przeczuwałem, że po przemianach gospodarczych przyjdzie czas, że nawet zapracowani ludzie zechcą zadbać o swoje zdrowie, życie. I faktycznie tak się stało. Z roku na rok przybywa klubów fitness i ludzi, którzy uprawiają różne sporty na świeżym powietrzu. Bardzo mnie to cieszy, bo coraz bardziej zaczynamy zwracać uwagę na to, co robimy ze sobą w czasie wolnym.

A jak wypadamy na tle innych krajów?
Niestety na razie raczkujemy, ale jest coraz lepiej. Na razie, co jakiś czas mamy boomy w poszczególnych dyscyplinach sportowych, m.in. boom rowerowy, ostatnio modę na narty czy taniec. Co roku pojawiają się nowe możliwości spędzania aktywnie wolnego czasu. I to jest wspaniałe. Przy każdej okazji staram się głośno mówić, żeby ludzie zwracali uwagę na żywienie. Kiedyś robiło to za nas państwo – posiłki w szkołach i zakładach były odpowiednio zbilansowane. Teraz żywienie zepsuły nam troszkę korporacyjne fast-foody, dlatego musimy na nowo wprowadzać w życie zapomniane systemy żywienia. Dzięki temu unikniemy takiej epidemii otyłości, jaka dotknęła 80 proc. społeczeństwa w Stanach Zjednoczonych.

Żywność to jedno, ale ważne są też ćwiczenia. Jak pan reaguje, kiedy zwracają się do pana osoby żądające natychmiastowych efektów, chcące np. zrzucić 10 kg w dwa tygodnie?
To jest bardzo drastyczne postanowienie. Staram się takich rzeczy nie podejmować, bo godzą one w zdrowie tych osób. Oczywiście można stracić 10 kg w dwa tygodnie, ale wpłynie to negatywnie na organizm, który po pewnym czasie zacznie się buntować i może odwdzięczyć się np. efektem jo-jo. Dlatego jako trener personalny staram się, żeby moi podopieczni racjonalnie tracili wagę, czyli chudli kilogram do półtora kilograma na tydzień. To, jakie osiągnie się efekty, zależy przede wszystkim od stopnia determinacji, wytrwałości takiej osoby oraz od systematyki i możliwości czasowych. W końcu im więcej poświęcimy czasu na pewne działania, tym lepsze będziemy mieć efekty. Ze swojej strony staram się moich podopiecznych jak najlepiej motywować i podwyższać im poprzeczkę przy zachowaniu umiaru. Wtedy treningi są jak najbardziej efektywne.
Oczywiście, inna sytuacja jest w chwili, gdy mamy do czynienia z umowami kontraktowymi, które przewidują, że modelki czy celebryci muszą na specjalne pokazy odpowiednio wyglądać. Niejednokrotnie takie kontrakty przewidują spadek wagi. W takim wypadku mam umowę z agencją, w jakim czasie dana osoba musi być przygotowana. Wtedy nie jest to tylko prywatna chęć zrzucenia zbędnych kilogramów, czy zrobienia pewnych postępów, ale narzucone przez firmę wymogi, które znani ludzie muszą spełnić, żeby utrzymać pracę.

Podejrzewam, że w okresie wiosenno-letnim jest pan wyjątkowo zapracowany. W końcu każda kobieta chce dobrze wyglądać w bikini. Co mógłby pan poradzić zapracowanym paniom, a także Panom, którzy chcą dobrze zaprezentować się np. na molo w Sopocie?
Najważniejsze w takim momencie jest odpowiednie żywienie. Wszystkim tym, którzy chcą pozbyć się nadwagi, doradziłbym omijanie fast-foodów a także unikanie jedzenia dużych, kalorycznych posiłków wieczorami – to zabójstwo dla organizmu. Panowie powinni odstawić piwo – to wyjątkowo tuczący napój. Nawet zapracowane osoby przy odrobinie chęci mogą nauczyć się systematycznego, racjonalnego żywienia. Jedzmy mało a często, a w szybkim czasie zaobserwujemy pozytywne zmiany w naszym organizmie. Jeśli zaś chodzi o aktywność fizyczną dla zapracowanych, to też jest na to sposób. Codziennie marnujemy pół godziny naszego czasu w różnych momentach, a wystarczyłoby ten czas poświęcić na bieg w okolicy naszego domu. Jeździmy do sklepu samochodami, a warto zamiast tego małe odległości pokonywać na piechotę. Nawet siedząc przy biurku można zmusić swoje mięśnie do pracy. Wystarczy np. kilka razy na pięć sekund rozprostowywać nogę w kolanie przy jednocześnie wyprostowanych plecach. Ćwiczenie jest proste, a wykonywane systematycznie pomoże modelować mięśnie ud. Wystarczy tylko chcieć.

A jak pan dba o wygląd?
Myślę, że granica mojej dbałości mieści się w normie społecznej. Dbam o higienę, korzystam z solarium. Razem z żoną regularnie uczęszczamy na masaże – w moim zawodzie muszę bardzo uważać, żeby nie przeciążyć organizmu i nie doprowadzić do kontuzji. Na inne zabiegi nie mam czasu. W swojej łazience mam też kilka kremów, jednak często zapominam ich stosować i wtedy dostaje mi się od żony (śmiech).

À propos żony, to po ślubie z panią Katarzyną zaczął być pan postrzegany jako mąż swojej żony. Czy to w jakiś sposób miało wpływ na pana życie zawodowe?
Był taki moment, jednak udało mi się obronić swoją pozycję sportowca. Prasa brukowa, ludzie mniej lub bardziej nieżyczliwi selektywnie podchodzili do mojej osoby i chcieli społeczeństwu wpoić, że jestem mężem żony. Nie wydaje mi się, żeby tak było. Staram się w życiu odnosić spektakularne sukcesy w Europie i na świecie. Podchodzę do swojej pracy profesjonalnie, dlatego umniejszanie mojej roli przez pryzmat tego, że moja żona ma bardzo znane nazwisko, jest działaniem nie na miejscu. Polakom bardzo łatwo przychodzi osądzanie innych na podstawie domysłów lub zasłyszanych plotek. Ja uważam, że przed wydaniem jakiejkolwiek opinii na temat drugiego człowieka, należy najpierw go poznać, poczytać na jego temat, dowiedzieć się, czym taka osoba zajmuje się w życiu.

W takim razie, żeby lepiej poznać Marcina Łopuckiego, jakie ma pan inne pasje poza sportem?
Przede wszystkim kocham gotować. Tę pasję łączę ze zdrowym odżywianiem. Ciągle wynajduję nowe przepisy na smaczne dania, którym nadaję ciekawą formę. Staram się celebrować każdy posiłek. Dodatkowo z żoną lubimy zaskakiwać naszych przyjaciół. Uwielbiamy, żeby nasi goście, których zaprosiliśmy „na karmienie”, z zaciekawieniem zastanawiali się, co tym razem pojawi się na stole? Staramy się, żeby były to zawsze niezwykłe i smaczne potrawy. Fascynuje nas odkrywanie nowych smaków, dlatego lubimy w tej kwestii eksperymentować. Najczęściej bazujemy na kuchni śródziemnomorskiej, greckiej, włoskiej, hiszpańskiej i brazylijskiej. Kto wie, może skończy się to wydaniem książki kulinarnej, która będzie dotyczyła odchudzania i ludzi, którzy będą chcieli dbać o swoją sylwetkę?
Poza gotowaniem kocham podróżować i odkrywać nowe miejsca. Największe wrażenie zrobiły na mnie i mojej rodzinie: Brazylia, Seszele, Mauritius. Zawsze wracamy też do naszej ukochanej Grecji. Pasjonuje mnie także czytanie książek. Czytam nawet na rowerze stacjonarnym przynajmniej godzinę dziennie. Staram się mieć szeroki światopogląd, dlatego książki, po które sięgam, dotykają różnych tematów, od anatomii, fizjologii, fizjologii ruchu, na beletrystyce, biografiach i książkach historycznych kończąc.

Ma pan szczęśliwą rodzinę, odnosi pan sukcesy zawodowe, czy mógłby pan nazwać swoje życie pięknym?
Dla mnie szczęśliwe życie jest nierozerwalnie związane z pięknem rodzinnym. To, że mam żonę, dzieci, że są zdrowe, jest dla mnie wykładnikiem prawdziwego piękna. I jedyne marzenie w tym momencie jakie mam, to utrzymanie tego piękna do późnej starości.

I tego panu życzę.

Rozmawiała:
Agnieszka Saracyn-Rozbicka

fot. www.michaldembinski.com

 




Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

zobacz e-wydanie
Bezpłatne archiwum!
Tysiące artykułów


Badanie konsumenckie obejmujące produkty najważniejszych kategorii kosmetyczno-drogeryjnych i spożywczych. Polska edycja cieszącego się wyjątkową renomą konkursu prowadzonego od 12 lat na rynku niemieckim pod nazwą „Produkt des Jahres”.
zobacz więcej

Prestiżowe wyróżnienie nadawane najlepszym nowościom na rynku kosmetycznym. Ranking prowadzony przez Wiadomości Kosmetyczne i instytut badawczy GfK Polonia.
zobacz więcej


Konkurs wyłaniający najlepsze drogerie
w Polsce. O zwycięstwie decyduje badanie "Tajemniczy klient".
zobacz więcej

Nakład i dystrybucja kontrolowane.









Reklama