
Linia kosmetyków dla panów to dziś obowiązkowa pozycja w ofercie każdej liczącej się marki kosmetycznej. Na półkach drogerii wybór rośnie, a mężczyźni coraz chętniej sięgają po kosmetyki, takie jak krem do twarzy czy balsam do ciała. Niezmiennie jednak wzdrygają się na określenie METROSEKSUALNY.
Zaglądam do szafki z kosmetykami mojego męża. Niezbyt tu tego wiele – oczywiście kosmetyki do golenia – pianka do i balsam po goleniu. Jest też dezodorant i woda perfumowana. O! Znajduję nawet aktywny krem nawilżający – tego bym się nie spodziewała, znając jego awersję do smarowania się czymkolwiek. No tak – przeterminowany… Rzeczywiście dostał go kiedyś w prezencie, ale nawet autorytet ulubionej kuzynki nie skłonił go do „użycia”. Postanawiam rzucić okiem na zawartość łazienkowej półki mojego ojca. Ku memu zdziwieniu bilans wypada lepiej – oprócz pianki i balsamu po goleniu, znajduje się tam woda toaletowa, trzy (!) dezodoranty, nieśmiertelny ochronny krem Nivea, obok którego stoi prawie puste opakowanie kremu nawilżającego dla panów. Mało tego – jest tu szczoteczka do czyszczenia skóry twarzy, którą sama na wyraźną prośbę mu kupiłam. Choć mój mąż znajduje się w grupie wiekowej mężczyzn, którzy najchętniej korzystają z propozycji firm kosmetycznych oraz usług salonów i Spa, okazuje się, że to nie on, a mój siedemdziesięcioletni tata jest bardziej na bieżąco w kwestii dbania o swój wygląd. Oczywiście trudno z tego faktu wyciągać wniosek o wyjątkowym zainteresowaniu swoją urodą panów z rocznika 1940, ale można zaryzykować stwierdzenie, że stopniowo narastający od kilku lat trend większej dbałości o kondycję męskiej cery obejmuje szerszą grupę niż tylko grupy docelowe kampanii reklamowych koncernów kosmetycznych.
Krem do twarzy – czemu nie?
Prawda jest też taka, że przeciętni przedstawiciele owych grup docelowych, mimo coraz większej akceptacji preparatów i zabiegów „upiększających”, wciąż walczą z przełamaniem oporów przed ich zastosowaniem. Mojemu mężowi zdarzyło się przecież zrobić manicure i pedicure nawet więcej niż raz i był z tych zabiegów szczerze zadowolony, ale zawsze „operacji” dokonywała znajoma mani/pedikiurzystka. Problem w przełamaniu wstydu, żeby „obnażyć się” przed obcą kosmetyczką jest na tyle duży, że woli sam męczyć się z dbaniem o dłonie czy stopy, nie osiągając oczywiście efektu, z którego byłby zadowolony. I nie tylko on. Dyskretnie podpytałam panów z pokolenia trzydziestoparolatków o doświadczenia w materii pielęgnacji urody – niemal żaden z nich nie był u kosmetyczki, a jeśli już, była to jedyna wizyta w życiu, np. we wczesnej młodości (trądzik) lub przed ślubem (dla żony). Natomiast znacznie chętniej korzystają z atrakcji, jakie oferuje im Spa – sauna i masaże, najlepiej o właściwościach leczniczych. W grę wchodzi też solarium, choć wyraźnie widać zdecydowany podział na tych, którzy od czasu do czasu całkiem chętnie korzystają lub też planują skorzystać ze sztucznego słońca oraz zdecydowanych jego przeciwników. Bez specjalnych oporów niemal wszyscy stosują kosmetyki do opalania i kremy do rąk czy stóp. Dość dobrze wygląda też sytuacja, jeśli chodzi o pielęgnację skórę twarzy. Zdecydowana większość moich rozmówców stosuje lub zastanawia się nad zakupem kremu do twarzy nawilżającego, odżywczego lub przeciwzmarszczkowego.
Mężczyźni stanowią już połowę klientów Spa
Jak się okazuje, wiedzą, co ważne, bo jak mówi mi Barbara Szczepanik, doświadczona kosmetyczka, mająca okazję pracować i obserwować panów zarówno w kompleksie hotelowo-konferencyjnym, stołecznych gabinetach kosmetycznych oraz Day Spa w mniejszej miejscowości, największym problemem męskiej cery jest przesuszony naskórek. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest wciąż niedostateczna pielęgnacja domowa – powinna ona polegać przede wszystkim na zastosowaniu właściwie dobranych kremów oraz zastąpieniu mydła specjalistycznymi płynami, żelami czy piankami do mycia twarzy. W ciągu 10 lat praktyki zawodowej zauważa jednak zdecydowany wzrost zainteresowania ze strony „płci brzydkiej” zabiegami pielęgnacyjnymi. – Jeszcze kilka lat temu, kiedy mężczyzna wchodził do gabinetu kosmetycznego, to było prawdziwe wydarzenie – wspomina Barbara Szczepanik, obecnie kosmetyczka w Revival Beauty Day Spa w Mińsku Mazowieckim. – Od tamtych czasów nastawienie panów znacząco się zmieniło, szczególnie w dużych miastach. Najczęstszymi gośćmi gabinetów są mężczyźni w wieku około 30-35 lat, dla których dobry wygląd i prezencja są zawodową wizytówką, np. przedstawiciele handlowi czy menedżerowie. Najczęściej wykonywanymi zabiegami na życzenie panów są masaże, manicure i pedicure. Częściej też niż kilka lat temu klienci decydują się na depilację klatki piersiowej i pleców, a także zabiegi typowo pielęgnacyjne na twarz. W przypadku gabinetów hotelowych i Spa panowie stanowią obecnie około połowę klientów.
Kto popadł w przesadę?
W moich rozmowach z panami przewija się jeszcze jeden wątek – dystans do zjawiska, jakim jest metroseksualizm. Zrobić manicure mieści się dla nich w granicach „normy”, ale wydawanie połowy pensji na markowe kosmetyki, najlepszych fryzjerów, zabiegi upiększające i najmodniejsze ciuchy, delikatnie mówiąc, uważają za nienormalne. Określenie mężczyzna metroseksualny po raz pierwszy pojawiło się w publikacji brytyjskiego felietonisty Marka Simpsona w połowie lat 90. ub. wieku i miało znaczenie jednoznacznie pejoratywne. Ciekawe jest to, co stało się z tym terminem przez 15 lat od momentu premiery głównie za sprawą przemysłu kosmetycznego – dziś oficjalna definicja mężczyzny metroseksualnego brzmi: dbający o siebie, używający kosmetyków, starannie i modnie ubrany. Definicję tę wzbogaciły również cechy osobowości, takie jak wrażliwość i emocjonalne podejście do życia. Według socjologów ma to związek ze zjawiskiem, które nazwać można pluralizacją wzorca męskości – upraszczając, „prawdziwy facet” to już nie tylko twardy macho z trzydniowym zarostem, ale również wrażliwy i świadomy estetycznych cech swojego ciała mężczyzna. Akceptacja tego wzorca ma związek z innym zjawiskiem charakterystycznym dla naszych czasów – silną presją, żeby dobrze i młodo wyglądać. Jak widać, „załapali się” na to również panowie.
Oficjalna definicja i przemyślenia socjologów to jedno, a potoczne funkcjonowanie terminu to druga sprawa. Dla wszystkich moich rozmówców mężczyzna metroseksualny to ten przesadnie, wręcz karykaturalnie dbający o swój wygląd i nie ma nic wspólnego z zadbanym, stosującym kosmetyki pielęgnacyjne, a nawet uczęszczającym do kosmetyczki facetem, dla którego dobry wygląd jest ważny, ale nie jest celem samym w sobie.
Katarzyna Chorąży






