REKLAMAReklama WK - 2018 - Baner Główny
Paweł Woch, dyrektor zarządzający sieci drogerii Laboo: Rynek drogeryjny przetrwa, ale stopniowo będą z niego znikały placówki o najsłabszej finansowej kondycji i te, których właściciele chcą tylko dotrwać do emerytury.

Paweł Woch, dyrektor zarządzający sieci drogerii Laboo: Rynek drogeryjny przetrwa, ale stopniowo będą z niego znikały placówki o najsłabszej finansowej kondycji i te, których właściciele chcą tylko dotrwać do emerytury. (fot. materiały prasowe)

Indywidualne drogerie przetrwają, ale ich właściciele muszą inwestować w swoje sklepy. Niestety chętnych do wydawania pieniędzy jest coraz mniej.

REKLAMAModus -belka w artykułach - październik 2018

Właścicielom sklepów brakuje kapitału na rozwój swoich biznesów. Wielu przyjęło taktykę „na przeczekanie” – nie inwestują w modernizacje, w marketing. Paweł Woch, dyrektor zarządzający sieci drogerii Laboo przyznaje, że coraz trudniej jest zmobilizować detalistów chociażby do zrobienia sieciowej wizualizacji.

– Kiedy powstawały sieci zrzeszające tradycyjne drogerie, wszyscy wierzyliśmy, że proces budowania jednolitego wizerunku pójdzie szybciej i będzie na większą skalę – mówi. – To co udało się zrobić jest bardzo cenne, jest sporo sklepów, które zostały przekształcone w nowoczesne drogerie i w takim duchu też działają. Jednak mam wrażenie, że proces transformacji się zatrzymał. Coraz trudniej jest namówić właścicieli drogerii chociażby do tego, żeby zainwestowali w wygląd swoich sklepów. Są obojętni na tego typu działania. Nie chcą przyjmować standardów sieci, bo nie chcą się uzależniać od jednego podmiotu, ale też nie chcą nawet odnowić swoich placówek. Wielu nie ma po prostu kapitału na inwestycje i jeśli chcemy, żeby przetrwały na rynku musimy brać na siebie koszt takich remontów – przyznaje Paweł Woch.

Nadal jednak indywidualne sklepy kosmetyczne działają. Są wśród nich takie, które radzą sobie świetnie pomimo agresywnej konkurencji zagranicznych sieci, nie tylko drogeryjnych, ale też dyskontów czy hipermarketów. – Są wśród właścicieli drogerii tacy, którzy w porę rozwinęli swój biznes, prowadzą po kilka sklepów, rozszerzają działalność, utrzymują swoje rodziny i wielu ludziom dają pracę. Są też pojedyncze drogerie, na prowincji, w małych miasteczkach i wsiach, i te też utrzymują się w swoich lokalnych społecznościach, choć wydawać by się mogło, że nie ma to ekonomicznego uzasadnienia. Radzą sobie właśnie dzięki temu, że miejscowi klienci wspierają „swoich” – tłumaczy Paweł Woch.

Jego zdaniem rynek tradycyjny przetrwa, choć będzie nadal ewoluował. Stopniowo będą z niego znikały placówki o najsłabszej finansowej kondycji i te, których właściciele chcą tylko dotrwać do emerytury. Zaszkodzić tradycyjnemu handlowi mogą też niesprzyjające przepisy. – Trudności w prowadzeniu prostych biznesów mnożą się. To ludzi zniechęca nie tylko do zakładania, ale i kontynuowania działalności – podsumowuje Paweł Woch. Aby drogeria była konkurencyjna musi mieć też interesujący asortyment, inny niż masowy, który można kupić w markecie czy w dyskoncie. To jednak również wiąże się z koniecznością posiadania środków na inwestycje w nowości i ich promocję.

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 4

  • 2
    BARDZO PRZYDATNY
  • 1
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 1
    NIEPRZYDATNY

0Komentarze

dodaj komentarz

Portal wiadomoscikosmetyczne.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony