StoryEditor
Wywiady
21.04.2023 00:00

Dawid Gzyl, Angry Beards: nic nie było i jakoś się żyło, ale my zapełniamy tą niszę.

Marka Angry Beards pokazuje, że poza kosmetykami barberskimi istnieją jeszcze inne kategorie produktów pielęgnacyjnych dla mężczyzn - są po prostu niezajęte. / archiwum prywatne Dawida Gzyla
Angry Beards to marka, której reklamy budzą głębokie zainteresowanie... a czasem kontrowersje. Mówienie wprost o tym, że męska pielęgnacja intymna to coś więcej niż żel pod prysznic 3w1, i że męskie genitalia zasługują na równie czułą troskę jak żeńskie, wydaje się być nadal dość niszowe. Czemu? O tym wszystkim opowiedział Dawid Gzyl z polskiego oddziału Angry Beards.

Czy spotkaliście się panowie z jakimiś negatywnymi reakcjami na produkty typu Angry Beards Antistick?

Z bardzo negatywnymi reakcjami się nie spotkaliśmy, natomiast lekkie poruszenie i zdziwienie było na pewno. Cześć odbiorów była ciekawa, że jak to kremy i dezodoranty do części intymnych, ale po co? Przecież tyle lat nic nie było i jakoś się żyło. No właśnie jakoś, a tu jednak po użyciu okazuje się, że komfort tego życia może być zupełnie inny. Szczególnie, jak przyjdzie pracować 8 godzin w gorącej temperaturze. Albo biec półmaraton.

Jestem w stanie sobie wyobrazić, że bardzo bezpośrednia komunikacja i mało znany typ kosmetyku mogły wzbudzić poruszenie np. w social mediach.

Część osób podnosiła argument, że przecież wystarczy się myć codziennie i sprawa załatwiona, ale gdyby tak było, to rynek dezodorantów pod pachy dawno by wymarł. I ten argument zwrotny docierał chyba najbardziej, że ok pod pachami się maziam, to może w sumie mógłbym też zadbać o strefy intymne, które też są narażone na pocenie.

A jak z opiniami?

Opinie osób, które zdecydowały się na zakup, były nad wyraz pozytywne, co bardzo nas cieszy i mocno motywuje do dalszej pracy. Zdarzało się, że np. kierowcy zawodowi, którzy całe dnie przesiadują za kółkiem, dzwonili do nas, aby podziękować, że ich komfort pracy nabrał nowego znaczenia i nie wyobrażają sobie dnia pracy bez skorzystania z naszych produktów. Portfolio naszych produktów do higieny intymnej się powiększa cały czas. Kilkanaście dni temu premierę miał kolejny produkt, puder przeciwpotny do okolic intymnych.

Dezodorant intymny Angry Beards Antisweat i Kartacz do brody Gentler Angry Beards
 

Zdecydowanie najdłużej prym wiódł nasz preparat przyspieszający porost brody — Beard Doping, który z powodzeniem używają już tysiące osób. Natomiast produkty do higieny intymnej mocno pchają się na podium. W Czechach, skąd wywodzi się cały brand, już zostawiły go w tyle, u nas potrzeba na to jeszcze ciutkę czasu:)

Czy kosmetyki, które tworzycie, powinny się Waszym zdaniem pojawić w drogeriach, takich jak np. Hebe czy Rossmann? Dlaczego tak, dlaczego nie?

Jasne, że tak. W Czechach, skąd się wywodzimy, nasze produkty są już dostępne w tradycyjnych sklepach. Myślę, że niebawem będą i w Polskich sklepach stacjonarnych. Dlaczego? Bo uważamy, że to przyszłość higieny. Wygoda i komfort, jaki dają nasze produkty, są nie do opisania. Opinie klientów sklepu, już nie tylko stricte dla sklepu Brodacze, tylko Douglas czy Notino, gdzie nasze produkty są dostępne, upewniają nas w przekonaniu, że był to dobry kierunek.

Co stoi za pomysłem marki — jaka jest jej filozofia, czemu powstała? Z potrzeby własnej, z wyczucia niszy rynkowej?

Jesteśmy marką, która powstała jako brand dla Brodaczy i długo tak byliśmy kojarzeni. Jako jedni z pierwszych stworzyliśmy innowacyjny produkt na porost brody, który pokochały setki tysięcy brodaczy na całym świecie. Stwierdziliśmy więc, dlaczego by nie pójść o krok dalej i poszerzyć portfolio o inne produkty dla Panów takie jak kremy, szampony, mydła perfumy. Chcieliśmy też stworzyć kolejną innowację, coś, czego jeszcze nikt nie ma. A czego każdy mężczyzna powinien używać.

I tak po rozważaniach padło na kosmetyki do higieny intymnej, których wtedy nie miał nikt inny. Teraz się to już zmienia, ostatnio nawet bardzo znana firma kosmetyczna wypuściła podobny produkt. I pojawiają się kolejne. Planów jest masa, rozwijamy się dość szybkim tempie. Niestety za wiele nie mogę zdradzić, zachęcam gorąco do śledzenia naszej marki, aby być na bieżąco.  A nadzieje mamy tylko jedną, że coraz większa liczba osób zacznie korzystać z naszych produktów i zobaczy, że naprawdę warto. 
 

Zespół Angry Beards

Jaką czujecie przyszłość tej niszy? Co myślicie o tym, że sam fakt bycia niszą jest trochę absurdalny, skoro produkty są dedykowane mniej więcej połowie populacji?

Popyt na te produkty rośnie każdego dnia, czujemy więc, że ta nisza jest przyszłościowa. Dlatego też w nią inwestujemy. Niedługo ukaże się także seria dedykowana dla Pań jako nowa marka kosmetyczna. Dodatkowo produkty do higieny intymnej w Czechach już stały się naszymi najlepiej sprzedającymi się produktami, bijąc inne hity na głowę, a tutaj ich sprzedaż rośnie z miesiąca na miesiąc. Jasne, że jest absurdalny, ale różni się to w zależności od kraju. My zawsze do innowacji podchodzimy sceptycznie i potrzebujemy czasu na oswojenie się i spróbowanie. Potem się już wszystko zmienia.

Jakie zagrożenia i okazje widzicie dla swojej firmy?

Jakby mi Pani to pytanie zadała z dwa lata temu, to bez wahania powiedziałbym, że głównym zagrożeniem będzie koniec mody na brodę. Dziś widzę już, że ten trend zakorzenił się tak mocno, że zostanie z nami na długo. Co więcej, dzięki konieczności regularnego dbania o brodę coraz to więcej mężczyzn zaczęło przykładać większą uwagą do higieny osobistej. Wpływa na to też na pewno mnogość przeróżnych specyfików, ale koniec końców idziemy w dobrym kierunku. My jako firma również, bo mimo Brody w nazwie, produkty do niej zaczynają stanowić mały ułamek.

I na koniec — kto jest mózgiem całego przedsięwzięcia?

Za opracowywanie i przygotowywanie nowych produktów odpowiedzialny jest cały zespół super osób, któremu przewodzi Tomáš Čech, założyciel całego tego zamieszania, którego głowa jest zawsze pełna nietuzinkowych pomysłów. A zaskoczy nas na pewno jeszcze nie raz!

Angry Beards to marka kosmetyków dla mężczyzn, w szczególności brodatych, która powstała w 2017 r. w czeskim Třebíču. W 2019 r. brand wszedł do Polski, otwierając swój sklep internetowy w polskiej wersji językowej. W ofercie znajdują się kosmetyki do pielęgnacji ciała, włosów, brody i higieny oraz pielęgnacji intymnej.

Czytaj także: Testowane przez WK. Roomcays kolekcja kosmetyków barberskich i pielęgnacyjnych dla mężczyzn

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
17.03.2026 10:17
Anna Zawistowska, Słomiana Pracownia: Aromaterapia to nie magia, ale czysta nauka
Stoisko firmy Słomiana Pracownia podczas Forum Branży Kosmetycznej, pośrodku - Anna ZawistowskaDamiam Hoszko

Choć olejki eteryczne wciąż bywają kojarzone z medycyną alternatywną, ich realna skuteczność opiera się na twardych danych farmakologicznych i badaniach klinicznych nad bakteriami lekoopornymi. W dobie rosnącej świadomości konsumentów segment naturalnych kosmetyków przechodzi znaczącą profesjonalizację. O rygorystycznych normach bezpieczeństwa w produktach dla dzieci powyżej 1. roku życia, budowaniu stabilnego łańcucha dostaw poprzez bezpośredni kontakt z plantatorami na całym świecie opowiada Anna Zawistowska, laborantka w firmie Słomiana Pracownia.

W świadomości wielu konsumentów olejki eteryczne wciąż funkcjonują w kategorii tzw. medycyny alternatywnej. Jak pani zdaniem można przełamać ten stereotyp i pokazać, że ich działanie ma solidne podstawy naukowe?

Faktem jest, że aromaterapia to dziedzina medycyny niekonwencjonalnej wykorzystująca właściwości olejków eterycznych. Należy jednak podkreślić, że oprócz oddziaływania na układ limbiczny mózgu, składowe olejków wykazują typowe działanie farmakologiczne. Olejki pochodzące z różnych części roślin zawierają w sobie takie substancje aktywne jak estry, aldehydy, alkohole, fenole czy tlenki. Z biegiem lat nauczono się wyodrębniać poszczególne składniki olejków i stosować w tradycyjnej farmakologii.

Jeśli chodzi zaś o medycynę konwencjonalną trzeba wiedzieć, że przez nadużywanie antybiotykoterapii, niestety w celach również prewencyjnych patogeny wykształcają mechanizmy obronne i te leki często przestają działać. Stąd też prowadzone są badania kliniczne, które wykazują, że olejki eteryczne mają właściwości hamujące namnażanie i biobójcze wobec bakterii lekoopornych.

Wiele leków, które dzisiaj kupujemy w aptece, zawiera właśnie olejki eteryczne bądź ich poszczególne składowe. Nie mamy jednak zwyczaju czytać składu leku, albo najzwyczajniej nie jesteśmy w stanie zrozumieć chemicznego nazewnictwa. Słysząc "olejek eteryczny", przychodzą nam na myśl teorie spiskowe, seanse spirytystyczne i inne siły nadprzyrodzone, a tak naprawdę to czysta nauka. Łatwiej nam zaufać substancji, na której widnieje słowo "lek". Oczywiście nie mówię, żeby całkowicie rezygnować z lekarstw na receptę, bo są sytuacje, w których są niezbędne, ale uważam, że aromaterapia to doskonała metoda pomocnicza, która często okazuje się wystarczająca przy zastosowaniu na początku infekcji. 

Sami obserwujemy w środowisku przedszkolnym, że aromaterapia zyskuje na popularności i rodzice coraz chętniej sięgają po olejki eteryczne, aby wspomóc swoje dzieci w walce z sezonowymi infekcjami.

Jakie składniki i mechanizmy działania stoją za skutecznością olejków w terapii inhalacyjnej szczególnie w produktach dla dzieci, gdzie bezpieczeństwo ma kluczowe znaczenie?

Dzięki inhalacjom składniki olejków eterycznych mogą działać bezpośrednio na drogi oddechowe lub po wchłonięciu przez błony śluzowe dostać się z krwiobiegiem do innych narządów. Wcześniej wspomniałam o obecności w olejkach eterycznych takich substancji aktywnych jak estry, terpeny, alkohole czy fenole. Związki te nadają olejkom różnorodne działanie, np. przeciwzapalne, bakteriobójcze, wykrztuśne, żółciopędne. W przypadku stosowania olejków szczególnie u dzieci należy oczywiście zachować ostrożność i używać tych zalecanych i z pewnych źródeł. Olejki bezpieczne dla dzieci to lawenda, mandarynka, drzewo herbaciane, geranium, tymianek biały.

Olejki eteryczne są substancjami nieraz silnie biobójczymi. Ich działanie polega na niszczeniu błony komórkowej patogenu, a więc z łatwością mogą "poparzyć" skórę, oczy czy błony śluzowe. Dlatego też w przypadku stosowania na skórę należy stosować je w rozcieńczeniu. Najlepiej jeśli jest to synergia olejków w odpowiednich stężeniach rozpuszczona w delikatnym oleju bazowym.

Każdy organizm jest inny. Różnie reagujemy na to, co spożywamy, jakich kosmetyków używamy i tak samo jakie olejki stosujemy do aromaterapii. Dlatego zawsze należy przeprowadzić próbę uczuleniową. W przypadku stosowania na skórę początkowo używamy niewielkiej ilości rozcieńczonych olejków, np. na stopy. Jeśli nie zauważamy nieprawidłowości powoli zbliżamy się w stronę nosa. Z kolei stosując czyste olejki eteryczne w dyfuzorach analogicznie zaczynamy od mniejszej ilości i większej odległości urządzenia od osoby inhalującej się, niezależnie od tego czy jest to dorosły, czy dziecko. W ten sposób jesteśmy w stanie określić jak nasz organizm reaguje na naturalne olejki eteryczne. 

image

Poznaj aromaterapię dla całej rodziny z serią Sio Gilu

Czy współpracujecie z ośrodkami naukowymi lub instytutami badawczymi w zakresie potwierdzania skuteczności i bezpieczeństwa stosowanych olejków? Jeśli tak, jakie są najciekawsze wnioski z tych badań?

Olejki eteryczne to żadna nowość na rynku. Oczywiście cały czas są prowadzone nowe badania. Jednak częściej są robione po to, aby bronić pozycji olejków i ponownie potwierdzać ich skuteczność. Osobiście bazujemy na istniejących badaniach.

Dla nas kluczowa jest jakość samego olejku, potwierdzenie deklaracji co do jego pochodzenia, zaopatrzenie ich w kompletną dokumentację potwierdzającą listę alergenów, INCI, uzyskanie badań mikrobiologicznych i na metale ciężkie.

Odnośnie bezpieczeństwa stosowania, kosmetyki Sio Gilu przeszły kontrolę i są stale monitorowane przez Safety Assessora. Należy pamiętać, że kosmetyki z przeznaczeniem dla dzieci po 1. roku życia obowiązują znacznie bardziej rygorystyczne przepisy – w przeciwieństwie do tradycyjnych produktów 3+. Użycie w jednej soli do kąpieli prawie 11 mililitrów olejków eterycznych wymaga wiedzy, doświadczenia i setki prób, aby kosmetyk nie uczulał, był bezpieczny i mieścił się w dopuszczalnych normach. Tak uczciwy kosmetyk, który został niezwykle starannie i w przemyślany sposób przygotowany, to recepta na ekstremalną skuteczność. Oczywiście każdy przypadek jest inny, ale mnóstwo klientów z astmą, problemami skórnymi czy niejeden maluch i rodzic, który zaliczył wiele nieprzespanych nocy, potwierdza wysoką skuteczność kosmetyków.

Rynek surowców naturalnych jest bardzo niestabilny – ceny niektórych olejków potrafią wzrosnąć kilkukrotnie w ciągu roku. Jak firma radzi sobie z tą zmiennością i jak wpływa ona na cykl produkcyjny oraz strategię cenową?

Strategia od początku była bardzo prosta i uczciwa: stworzyć skuteczne kosmetyki premium o dużej pojemność, dla każdego. Istotna była też cena, która nie będzie wygórowana i wręcz zachęci do zakupu. Drogie nie zawsze znaczy dobre. Na pewno kiedyś cena sklepowa Sio Gilu ulegnie zmianie, jednak na ten moment udaje się ją zachować.

Jak to robimy? Nieustannie powiększamy przestrzeń magazynową i zwiększamy zamówienia na poszczególne surowce, uzyskując lepszą cenę zakupu. Stale monitorujemy sprzedaż i stany magazynu. Właściwe zarządzanie magazynem sprawia, że żaden surowiec się nie przeterminowuje.

Najważniejsze jest jednak skrócenie kanału dostaw, nad czym aktualnie spędzamy najwięcej czasu. Nawiązaliśmy kontakt z kilkunastoma krajami, a w nich z bezpośrednimi producentami olejków eterycznych i tylko takimi, którzy mają własne uprawy.

Jak już mówiłam, stawiamy na jakość i sprawdzone źródło. Niedługo po przebadaniu otrzymanych próbek będziemy mogli polecieć do wybranych producentów. Na miejscu zobaczymy, jak uprawiane są rośliny i zweryfikujemy proces produkcji. Obecność i osobiste sprawdzenie warunków i otoczenia danych upraw to dla nas jedno z kluczowych elementów gwarancji jakości surowca, w tym przypadku olejku eterycznego. Bezpośredni kontakt z producentem zapewnia też lepszą płynność dostaw, a deklaracja wysokości zamówień stałą cenę.

W jaki sposób konsumenci reagują dziś na produkty wykorzystujące naturalne składniki terapeutyczne? Czy obserwujecie wzrost świadomości i zaufania do olejków eterycznych jako składników o potwierdzonym działaniu, a nie tylko „domowych remediów”?

Zdecydowanie obserwujemy wzrost świadomości konsumenta i chęć zgłębienia wiedzy na temat terapeutycznego działania olejków eterycznych. Jako rodzice pięcio- i siedmiolatki mamy możliwość zbadania tego "od zaplecza", w placówkach edukacyjnych. Spotykamy się też z ogromnym zainteresowaniem tematem aromaterapii na targach sprzedażowych, gdzie mamy do czynienia bezpośrednio z konsumentem. Rodzice zaczęli traktować aromaterapię na poważnie, często prewencyjnie chcąc zaoszczędzić swoim pociechom specyfików o rozbudowanym, chemicznym składzie, z długą listą możliwych skutków ubocznych.

To świetnie, że mamy takie czasy, gdzie wracamy do natury, starając się korzystać w miarę możliwości z prostych rozwiązań, a dbałość o dobrostan zarówno ciała jak i ducha jest oznaką świadomości konsumenta, a nie pożywką dla kpin. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
12.03.2026 14:53
Naturalność bez kompromisów. Jak ONE TRIBE redefiniuje segment luksusowej pielęgnacji
Naturalność bez kompromisów. Jak ONE TRIBE redefiniuje segment luksusowej pielęgnacji
Naturalność bez kompromisów. Jak ONE TRIBE redefiniuje segment luksusowej pielęgnacji / Materiał Partnera
Naturalność bez kompromisów. Jak ONE TRIBE redefiniuje segment luksusowej pielęgnacji
/ Materiał Partnera
Naturalność bez kompromisów. Jak ONE TRIBE redefiniuje segment luksusowej pielęgnacji
/ Materiał Partnera
Naturalność bez kompromisów. Jak ONE TRIBE redefiniuje segment luksusowej pielęgnacji
/ materiał partnera
Naturalność bez kompromisów. Jak ONE TRIBE redefiniuje segment luksusowej pielęgnacji
Naturalność bez kompromisów. Jak ONE TRIBE redefiniuje segment luksusowej pielęgnacji
Naturalność bez kompromisów. Jak ONE TRIBE redefiniuje segment luksusowej pielęgnacji
Naturalność bez kompromisów. Jak ONE TRIBE redefiniuje segment luksusowej pielęgnacji
Gallery

Przez lata segment naturalny w branży beauty kojarzył się z delikatnym działaniem, często ustępującym skutecznością konwencjonalnym markom. Ewa Tomiak, właścicielka i założycielka marki ONE TRIBE, postanowiła rzucić wyzwanie temu stereotypowi. Łącząc botaniczną mądrość rdzennych kultur Ameryki z brytyjską szkołą kosmetologii, stworzyła markę premium, która skuteczność stawia na równi z etyką. Na łamach “Wiadomości Kosmetycznych” opowiada o budowaniu marki od zera, pracy nad idealnym portfolio kosmetyków pielęgnacyjnych (z SPF!) i strategii podboju rynków od Londynu po Azję.

Jak narodził się pomysł na stworzenie ONE TRIBE? Co było impulsem do założenia marki?

Pomysł na ONE TRIBE wyrósł z dwóch moich wieloletnich pasji: troski o dobro zwierząt oraz fascynacji kulturą rdzennych mieszkańców Ameryk. Od wielu lat wspieram organizacje działające na rzecz ochrony zwierząt i środowiska. Najaktywniej angażuję się we współpracę z organizacją prozwierzęcą PETA oraz fundacją Pachamama Alliance, która pomaga chronić naturę Amazonii w Ekwadorze i wspiera lokalne społeczności rdzennych Indian w zachowaniu ich kultury, zwyczajów oraz ziemi.

Te dwa elementy są głęboko wpisane w DNA marki ONE TRIBE. Oprócz codziennej współpracy, przekazujemy 1 proc. zysku na rzecz tych organizacji. ONE TRIBE Cosmetics to nasz pierwszy projekt, w przyszłości planuję rozwijać kolejne inicjatywy w duchu tej samej filozofii.

Jakie potrzeby rynku i konsumentów zainspirowały Panią do założenia tej marki kosmetycznej? 

Od zawsze staram się prowadzić zdrowy styl życia w różnych jego aspektach. Kilka lat temu moja skóra była jednak w bardzo złej kondycji. Korzystałam z najnowszych zabiegów kosmetologicznych, ale pomiędzy nimi pojawiała się frustracja i problem wracał – błędne koło.

Podczas pandemii Covid-19 zapisałam się do brytyjskiej szkoły kosmetologii naturalnej Formula Botanica, gdzie studiowałam holistyczne podejście do pielęgnacji skóry. Zaczęłam tworzyć pierwsze naturalne kremy w swojej łazience – w Szwajcarii.

Dziś, po kilku latach stosowania własnych formuł i tych ostatecznych w naszych produktach, przestałam korzystać z zabiegów na skórę twarzy – a moja skóra jest w najlepszej kondycji w życiu. To doświadczenie było impulsem do stworzenia marki. Tym bardziej się to potwierdzało, że w każdym kraju, w którym byłam, niezależnie od profesji, dentystka, fryzjerka, trenerka jogi pytała mnie, co używam do twarzy, ze moja cera wygląda tak świeżo jak po zabiegu upiększającym.

Czyli od samego początku miała Pani jasno zdefiniowaną wizję marki?

Tak. Od początku wiedziałam, że mają to być kosmetyki naturalne, ale jednocześnie bardzo skuteczne. Wcześniej testowałam wiele naturalnych produktów, w tym największych naturalnych marek globalnych, jednak często brakowało im realnej efektywności. Do tego nie miały one SPF w swoim portfelu, bo ten jest najtrudniejszy. Chciałam stworzyć markę, która przełamie ten stereotyp. 

Jakie były największe wyzwania podczas budowania marki od zera?

Największym wyzwaniem było stworzenie naturalnych, wegańskich formuł o wysokiej skuteczności. Każdy produkt miał spełniać bardzo konkretną funkcję, a cały zestaw ośmiu kosmetyków miał tworzyć kompletną rutynę pielęgnacyjną o spektakularnych efektach – bez używania agresywnych kwasów czy intensywnych peelingów.

Proces opracowania receptur trwał kilka lat. Wiele z nich działało bardzo dobrze, ale początkowo nie były wystarczająco stabilne. Najdłużej pracowaliśmy nad kremem na dzień z filtrem SPF – jego formułę udoskonalaliśmy praktycznie przez pięć lat do końca.

Dużym wyzwaniem była również strona estetyczna marki. Inspirujemy się kulturą rdzennych Amerykanów i wykorzystujemy tradycyjne rośliny – takie jak tytoń, szałwia, cedr czy słodka trawa (żubrówka). Jednocześnie marka funkcjonuje w segmencie premium, jest uniseksowa i minimalistyczna. Znalezienie projektanta, który zrozumie to połączenie estetyki i wartości, nie było łatwe – ale ostatecznie się udało i współpracujemy do dziś.

Poza tym jestem nowa w tej branży, więc po raz pierwszy przechodziłam cały proces, mieszkając dodatkowo w tym czasie w kilku krajach. Znalezienie odpowiednich partnerów biznesowych było dużym wyzwaniem, zajęło mi sporo czasu, ale też przyniosło dużo satysfakcji. Dzięki temu mamy doskonałych partnerów biznesowych z kilku krajów i markę, która czerpie z najlepszych inspiracji i wzorców, które mogłam tam obserwować.

Jakie wartości są fundamentem ONE TRIBE?

Podstawą są naturalne, wegańskie formuły o wysokiej skuteczności. Podchodzę do pielęgnacji podobnie jak do odżywiania – możemy wspierać się suplementami, ale najważniejsza jest jakość podstaw. W kosmetyce oznacza to wysokiej jakości składniki i jak najmniej zbędnej chemii, szczególnie tej szkodliwej.

Drugim filarem jest odpowiedzialność. Bardzo poważnie traktujemy kwestie dobrostanu zwierząt, ochrony środowiska i wsparcia dla planety. Wartości te są spójne z ideą longevity, filozofią życia znaną z tzw. blue zones czy wspomnianych Indian amerykańskich.

Czym jest filozofia „ONE TRIBE” w praktyce biznesowej?

W praktyce oznacza to budowanie długofalowych relacji z partnerami biznesowymi, którzy podzielają podobne wartości i etykę pracy. Zależy mi na współpracy opartej na wzajemnym zrozumieniu, wysokiej jakości pracy, kreatywności i zasadach fair play.

Jak marka przekłada te wartości na realne działania?

Staramy się używać możliwie najbardziej naturalnych surowców, często z certyfikatami ekologicznych upraw. Nasze opakowania są głównie szklane, a plastik ograniczamy do minimum – głównie tam, gdzie na rynku nie ma jeszcze alternatywy, np. w pompkach.

Opakowania zewnętrzne wykonane są z papieru, używamy papierowych taśm i naklejek. Tam, gdzie to możliwe, całkowicie eliminujemy plastik. Również nasi partnerzy logistyczni stosują rozwiązania ograniczające ślad węglowy. Jak wspomniałam wcześniej realnie wspieramy organizacje PETA i Pachamama Alliance.

Jaką rolę odgrywa w tym autentyczność i transparentność?

To absolutna podstawa długofalowej współpracy. Jeśli obie strony są zadowolone z relacji biznesowej, łatwiej jest rozwiązywać nawet trudne sytuacje. Im lepiej się znamy i rozumiemy, tym łatwiej znaleźć wspólne rozwiązania – również w momentach kryzysowych. Warto również świętować wspólne sukcesy i osiągnięcia oraz doceniać partnerów biznesowych.

Czym ONE TRIBE wyróżnia się na tle konkurencji? Jak Pani to widzi?

Przede wszystkim jesteśmy marką naturalną, która oferuje bardzo wysoką skuteczność. W skali globalnej to wciąż rzadkie połączenie, co potwierdzają bardzo pozytywne opinie klientów i wyniki badań.

Nasze formuły są dopracowane nie tylko pod względem działania, ale także komfortu użytkowania. Opakowania są bardzo wygodne w użytkowaniu, większość to airless, także kremy w słoikach. 

Nie stosujemy syntetycznych substancji zapachowych – chcemy ograniczyć ryzyko podrażnień i zachować uniwersalność produktów. Uważam, że zapach jest bardzo indywidualny i sprawdza się lepiej w perfumach czy kosmetykach do ciała. W pielęgnacji twarzy najważniejsze jest skuteczne działanie, bezpieczeństwo i przyjemność użytkowania.

Jak zdefiniowałaby Pani DNA marki w jednym zdaniu – z perspektywy biznesowej?

One Tribe to marka premium, która łączy botaniczną mądrość rdzennych kultur Ameryki z nowoczesną nauką, tworząc wysoce skuteczną, etyczną pielęgnację wyróżniającą się także unikalną estetyką na wymagającym rynku.

Jaką niszę rynkową chce zagospodarować marka?

Segment luksusowych kosmetyków naturalnych o realnie widocznych efektach działania.

Jakie produkty tworzą dziś portfolio ONE TRIBE? Jak wygląda oferta marki? 

Nasze portfolio to kompletny system pielęgnacji twarzy obejmujący osiem produktów.

Rutyna dzienna obejmuje:

• Sage Toner

• Sweet Grass Day Serum

• Sweet Grass Day Cream SPF

Rutyna nocna:

• Tobacco Cleanser

• Cedar Night Serum

• Cedar Night Cream

Uzupełnieniem są:

• Witch Hazel Eye Cream

• Carnauba (Retinol) Cream stosowany raz w tygodniu.

Każdy z produktów spełnia ściśle określone zadanie i jest elementem całości. Formuły zostały zaprojektowane tak, aby współpracowały ze skórą – resetując ją, przywracając równowagę i zapewniając widoczną poprawę kondycji.

Co wyróżnia produkty pod względem składu i doświadczenia użytkownika?

Przedefiniowaliśmy możliwości naturalnej pielęgnacji skóry. Nasze formuły łączą wysokoaktywne składniki, m.in.: kawior limonkowy, czerwoną koniczynę, krokus, drożdże piwowarskie, czerwony koral roślinny, plankton roślinny, boczniaki czy proso oraz oczywiście nasz trzon, czyli: żubrówkę, tytoń, szałwię i cedr, i wiele wiele innych. Te składniki aktywne są łączone w unikalnych zestawieniach, dzięki czemu są tak skuteczne.

Produkty mają przyjemną konsystencję, łatwo się rozprowadzają, dobrze wchłaniają i nie pozostawiają uczucia lepkości. Całość doświadczenia – od użytkowania, realne działania po design – tworzy spójne, luksusowe doświadczenie.

Jak wygląda proces tworzenia nowych produktów?

Proces zaczyna się od koncepcji, pomysłu na produkt i szczegółowego briefu: określenia celu produktu, funkcji, działania, konsystencji czy głównych składników. Następnie rozpoczyna się etap formulacji, przygotowanie próbek, testy użytkowe, stabilności, dermatologiczne i konsumenckie. Równolegle poszukujemy odpowiednich opakowań i projektujemy design. Wiele z tych elementów powtarzamy wielokrotnie aż do uzyskania pożądanego efektu.

Po zakończeniu testów następuje produkcja, rejestracja produktu oraz przygotowanie strategii marketingowej.

Jakie standardy jakości są kluczowe dla marki?

Nasze produkty powstają zgodnie z najwyższymi standardami jakości i bezpieczeństwa. Najważniejsza jest dla nas jakość samej formuły, masy – produktu, który trafia na skórę klienta. Jednocześnie stale pracujemy nad doskonaleniem kolejnych elementów procesu produkcyjnego.

Kim jest klient ONE TRIBE? Czym się wyróżnia, czego poszukuje w świecie beauty? 

To świadomy i wymagający konsument, poszukujący naturalnych, ale bardzo skutecznych rozwiązań pielęgnacyjnych. Osoba, dla której ważne są również kwestie etyczne, środowiskowe i estetyczne.

To klient nowoczesnego, odpowiedzialnego luksusu.

Jakie kanały sprzedaży są obecnie strategiczne dla marki?

Ze względu na segment premium koncentrujemy się na dystrybucji selektywnej – w starannie dobranych punktach sprzedaży oraz kanałach online odpowiadających pozycjonowaniu marki.

Jaką rolę odgrywa tu współpraca B2B?

W branży kosmetycznej współpraca B2B jest dziś kluczowa. Przy ogromnej liczbie marek i rozwiniętym e-commerce bardzo ważne jest, aby klienci widzieli swoje ulubione produkty także w renomowanych sklepach i punktach sprzedaży, które są dla nich punktem odniesienia.

A cele dla marki na najbliższe 2-3 lata? Co by Pani wyróżniła?

Naszym priorytetem jest budowanie świadomości marki oraz rozwój selektywnej dystrybucji w segmencie premium. Chcemy oferować klientom wyjątkowe doświadczenie – od pierwszego kontaktu z produktem. Opakowania są zaprojektowane tak, aby były nie tylko funkcjonalne, ale także wysoko estetyczne. Wielu klientów mówi nam, że nie chce ich wyrzucać, ponieważ pięknie prezentują się na półce.

Współpracujemy z agencjami PR, mediami oraz influencerami, aby budować rozpoznawalność marki na różnych rynkach.

Gdzie kosmetyki ONE TRIBE są już dostępne i czy planowana jest dalsza ekspansja zagraniczna?

Obecnie nasze produkty są dostępne w całej Unii Europejskiej oraz w Wielkiej Brytanii. Aby zwiększyć szanse rozpoznawalności i kontaktu z dystrybutorami uczestniczymy w targach –  te najbliższe to Cosmoprof w Bolonii we Włoszech i Tones of Beauty w Londynie. Z naszych obserwacji wynika, że marka ONE TRIBE ma również duży potencjał w Azji i obu Amerykach – i właśnie na tych rynkach planujemy się w najbliższym czasie koncentrować.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
18. marzec 2026 09:54