StoryEditor
Zdrowie
21.07.2026 14:22

Ołów i arsen w tamponach? FDA: wykryto śladowe ilości, ale ryzyko jest znikome

Ołów i arsen w tamponach? FDA: wykryto śladowe ilości, ale ryzyko jest znikome / SHutterstock

Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) opublikowała wyniki długo wyczekiwanego badania dotyczącego obecności metali ciężkich w tamponach. Instytucja potwierdziła, że śladowe ilości takich pierwiastków jak ołów, arsen czy kadm rzeczywiście mogą występować w produktach menstruacyjnych. Jednak uwalniają się w tak niewielkich ilościach, że zgodnie z przeprowadzoną oceną toksykologiczną, nie stanowią zagrożenia dla zdrowia użytkowniczek.

W tym artykule przeczytasz:

  • Kontrowersje zaczęły się od badania naukowców z Berkeley
  • FDA: obecność nie oznacza zagrożenia
  • Ocena toksykologiczna nie wykazała ryzyka
  • Branża z zadowoleniem przyjęła wyniki
  • Rynek czekały już wcześniej zmiany regulacyjne
  • Większa transparentność pozostaje nowym standardem

Nowe badanie jest odpowiedzią na publikację naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley z 2024 roku, która wywołała szeroką dyskusję na temat bezpieczeństwa tamponów i doprowadziła do wzmożonej kontroli rynku przez amerykańskich regulatorów.

Kontrowersje zaczęły się od badania naukowców z Berkeley

Dwa lata temu zespół badaczy z UC Berkeley poinformował o wykryciu śladowych ilości metali ciężkich w tamponach sprzedawanych w Stanach Zjednoczonych i Europie.

Naukowcy przebadali 30 produktów reprezentujących 14 marek, analizując obecność 16 metali i metaloidów. W próbkach wykryto m.in. ołów, arsen oraz kadm. Choć badanie nie oceniało, czy substancje te przenikają do organizmu, sama informacja o ich obecności wzbudziła niepokój konsumentek. Autorzy publikacji podkreślali wówczas, że potrzebne są dalsze badania pozwalające ocenić rzeczywiste ryzyko zdrowotne.

FDA: obecność nie oznacza zagrożenia

To właśnie tę lukę miało wypełnić badanie przeprowadzone przez FDA.

Agencja przeanalizowała 11 tamponów sześciu marek dostępnych na rynku amerykańskim. Oceniano nie tylko zawartość metali, ale przede wszystkim to, jaka ich ilość może zostać uwolniona podczas użytkowania.

Badania przeprowadzono w warunkach znacznie bardziej wymagających niż rzeczywiste. Tampony przetrzymywano przez 24 godziny w zakwaszonej wodzie o temperaturze 50°C. Takie parametry miały symulować najbardziej niekorzystny scenariusz i pozwolić ocenić maksymalny poziom potencjalnego uwalniania metali.

W analizowanych produktach wykryto 19 pierwiastków, w tym śladowe ilości arsenu, kadmu i ołowiu.

image

Kosmetyki z talkiem i ich wpływ na organizm — wątpliwości klientów a fakty naukowe

Ocena toksykologiczna nie wykazała ryzyka

Kluczowym elementem badań była toksykologiczna ocena ryzyka (Toxicological Risk Assessment – TRA), której zabrakło w publikacji z 2024 roku.

Na jej podstawie FDA stwierdziła, że wszystkie wykryte metale pozostają w granicach uznawanych za bezpieczne. Wyliczone marginesy bezpieczeństwa (Margin of Safety, MoS) wyniosły co najmniej siedem, co zgodnie z przyjętymi kryteriami oznacza pomijalne ryzyko toksykologiczne.

Agencja podkreśla, że choć niewielkie ilości metali mogą znajdować się w materiale tamponów, jedynie część z nich może zostać uwolniona, a jeszcze mniejsza potencjalnie wchłonięta przez organizm.

Według FDA poziomy ekspozycji nie są na tyle wysokie, aby mogły prowadzić do negatywnych skutków zdrowotnych.

Branża z zadowoleniem przyjęła wyniki

Po publikacji badań stanowisko wydało także Center for Baby and Adult Hygiene Products (BAHP), organizacja reprezentująca producentów środków higieny osobistej.

BAHP podkreśliła, że wyniki potwierdzają bezpieczeństwo tamponów stosowanych zgodnie z przeznaczeniem i zadeklarowała dalszą współpracę z FDA w zakresie monitorowania jakości produktów.

Organizacja przypomniała również, że z tamponów korzystają każdego dnia miliony osób na całym świecie, dlatego zaufanie konsumentek do bezpieczeństwa tych produktów ma kluczowe znaczenie.

image

SPF pod lupą marek beauty. Nowa kampania La Roche-Posay i Primally Pure

Rynek czekały już wcześniej zmiany regulacyjne

Już po publikacji badania z Berkeley agencja zapowiedziała dwa niezależne projekty badawcze dotyczące potencjalnych zanieczyszczeń w tamponach. Pierwszy z nich (przegląd dostępnej literatury naukowej) opublikowano pod koniec 2024 roku. Nowe badania laboratoryjne potwierdziły wcześniejsze wnioski.

Jednocześnie regulatorzy zwiększają wymagania dotyczące przejrzystości rynku. W 2025 roku FDA opublikowała projekt wytycznych dotyczących badań jakościowych i znakowania produktów menstruacyjnych, rekomendując producentom dokładniejsze monitorowanie potencjalnych zanieczyszczeń oraz większą transparentność w zakresie składu.

Równolegle kolejne amerykańskie stany wprowadzają własne regulacje. Nowy Jork jako pierwszy zobowiązał producentów do umieszczania pełnego składu produktów menstruacyjnych na opakowaniach, a kilka stanów rozpoczęło wycofywanie z tej kategorii produktów substancji z grupy PFAS.

Większa transparentność pozostaje nowym standardem

Choć najnowsze badania FDA uspokajają konsumentki, cała dyskusja wokół tamponów wywołała spore emocje. Pokazuje to jak duże znaczenie dla rynku produktów higienicznych mają dziś transparentność i komunikacja oparta na danych naukowych.

Eksperci podkreślają, że konsumenci oczekują nie tylko potwierdzenia bezpieczeństwa produktów, ale także pełnej informacji o ich składzie i procesie produkcji. To sprawia, że producenci będą musieli inwestować nie tylko w badania jakościowe, lecz także w budowanie zaufania poprzez większą otwartość wobec użytkowników.

 

Źródło: Personal Care Insights

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zdrowie
14.10.2026 11:47
Rituals przeznaczy 20 mln euro na zdrowie psychiczne młodzieży
Zdrowie psychiczne młodzieży w centrum działań Ritualsmat. prasowe

Rituals planuje przeznaczyć około 20 mln euro w latach 2026–2028 na inicjatywy wspierające dobrostan psychiczny dzieci i młodzieży. Firma chce zwiększać zasięg programów o potwierdzonej skuteczności, a jednocześnie zachęcać inne marki do większego zaangażowania w rozwiązywanie problemów społecznych.

W tym artykule przeczytasz:

  • 20 mln euro na wsparcie młodzieży
  • Zdrowie psychiczne młodzieży. Problemem pozostaje dostęp do wsparcia
  • Rituals rozwija współpracę z UNICEF
  • 10 proc. zysku na cele społeczne
  • Jaką rolę mogą odegrać marki beauty?

20 mln euro na wsparcie młodzieży

Zdrowie psychiczne młodych ludzi staje się coraz ważniejszym obszarem działań firm, które chcą wykraczać poza tradycyjnie rozumianą odpowiedzialność biznesu. Rituals, marka rozwijająca ofertę wokół idei dobrostanu, zapowiada przeznaczenie około 20 mln euro na partnerstwa i programy wspierające dzieci oraz młodzież. Środki mają zostać wykorzystane w latach 2026–2028 w ramach inicjatywy 10% Profit for Impact.

Firma chce skoncentrować się na rozwiązaniach, które pomagają młodym ludziom rozwijać odporność psychiczną, budować relacje i wzmacniać dobrostan emocjonalny. Istotnym elementem strategii jest współpraca z organizacjami posiadającymi doświadczenie w tym obszarze, zamiast tworzenia kolejnych programów od podstaw.

– Wyzwaniem nie jest już to, że nie wiemy, co działa. Wyzwaniem jest sprawienie, aby skuteczne programy docierały do większej liczby młodych ludzi – podkreśla Raymond Cloosterman, założyciel i CEO Rituals Cosmetics.

image

Rituals mocno rozwija sieć w Polsce. Kolejne trzy sklepy już w październiku

Zdrowie psychiczne młodzieży. Problemem pozostaje dostęp do wsparcia

Skala wyzwań jest znacząca. Według Światowej Organizacji Zdrowia co siódmy nastolatek doświadcza problemów ze zdrowiem psychicznym. Jednocześnie istnieją programy, które pomagają rozwijać umiejętności radzenia sobie z emocjami, wzmacniają poczucie przynależności i wspierają budowanie relacji. Nie wszystkie docierają jednak do odpowiednio dużej liczby odbiorców.

Rituals wskazuje właśnie na lukę między wiedzą o skutecznych rozwiązaniach a ich dostępnością. Z perspektywy firmy kolejnym krokiem powinno być zwiększanie skali działań, które już przynoszą rezultaty.

To podejście zakłada współpracę z organizacjami pozarządowymi i instytucjami mającymi odpowiednie kompetencje. Marki mogą zapewniać im finansowanie, zwiększać widoczność podejmowanych tematów i docierać do szerokiego grona odbiorców. Nie zastąpią przy tym specjalistów zdrowia psychicznego ani publicznych systemów wsparcia.

Rituals rozwija współpracę z UNICEF

Jednym z kluczowych elementów zaangażowania Rituals jest udział w Globalnej Koalicji na rzecz Zdrowia Psychicznego Młodzieży UNICEF. Inicjatywa skupia firmy z sektora prywatnego, które chcą wspierać poprawę dobrostanu psychicznego młodych ludzi. Rituals uczestniczy w niej poprzez finansowanie działań, zwiększanie świadomości społecznej i wykorzystywanie własnego zasięgu do promowania rozwiązań o potwierdzonej skuteczności.

Esther Polhuijs, Head of Advocacy and Programs w UNICEF Netherlands, zwraca uwagę na znaczenie relacji społecznych dla zdrowia psychicznego młodzieży. Jak podkreśla, wyzwaniem jest zapewnienie, by sprawdzone metody wsparcia docierały do większej liczby młodych osób.

Przykładem programu wspieranego przez Rituals jest Super Chill, który wykorzystuje angażujące ćwiczenia dla ciała i umysłu, aby pomagać dzieciom rozpoznawać emocje i rozwijać praktyczne sposoby radzenia sobie z nimi. Inicjatywa dotarła już do ponad 250 tys. dzieci w Holandii, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji.

image

Avène: Trądzik to nie tylko problem nastolatków. 70,2 proc. badanych zmagało się z nim w ostatnim roku

10 proc. zysku na cele społeczne

Zapowiedziana inwestycja wpisuje się w szerszy model działania Rituals. W ramach 10% Profit for Impact firma deklaruje przeznaczanie 10 proc. rocznego zysku netto na partnerstwa i programy wspierające dobrostan ludzi oraz planety. Według szacunków marki w ciągu najbliższej dekady inicjatywa ma zapewnić łącznie 300–400 mln euro wsparcia.

Rituals chce przy tym pokazać, że działania społeczne mogą być integralną częścią strategii firmy, a nie jedynie dodatkiem do jej podstawowej działalności. W tym modelu znaczenie mają nie tylko przekazywane środki, lecz także możliwość angażowania klientów, partnerów i innych przedsiębiorstw wokół konkretnych problemów.

Dla branży beauty to istotny kierunek rozwoju. Marki kosmetyczne coraz częściej budują komunikację wokół dobrostanu, samoopieki i jakości życia. Wyzwaniem pozostaje jednak przełożenie tych deklaracji na działania, których efekty można ocenić. W przypadku inicjatyw dotyczących zdrowia psychicznego szczególne znaczenie ma współpraca z organizacjami dysponującymi odpowiednią wiedzą oraz skupienie się na rzeczywistych potrzebach odbiorców.

Jaką rolę mogą odegrać marki beauty?

Rituals apeluje do innych przedsiębiorstw, aby wykorzystywały swoje zasoby i wpływ do zwiększania dostępności istniejących form pomocy. Chodzi przede wszystkim o wspieranie organizacji, które mają doświadczenie w pracy z młodzieżą, oraz umożliwianie im docierania do kolejnych grup odbiorców. To podejście przesuwa akcent z samego finansowania inicjatyw na ich długofalową skuteczność i skalę. W przypadku zdrowia psychicznego młodzieży równie ważne jak budowanie świadomości jest bowiem zapewnienie dostępu do konkretnych programów i odpowiedniego wsparcia.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
20. październik 2026 03:30