StoryEditor

Agnieszka Rokiel, Maciej Maćkowiak: W aplikacji Super-Pharm połączyliśmy sprzedaż z lojalnością

Agnieszka Rokiel i Maciej Maćkowiak opowiedzieli portalowi Wiadomości Kosmetyczne o aplikacji Super-Pharm, planach z nią związanych i osiągniętych sukcesach. / materiały SuperPharm/Future Minds
Od wprowadzenia swojej aplikacji mobilnej w 2019 r. w wersji 1.0 Super-Pharm właśnie wypuszcza jej kolejną wersję 2.5 zaopatrzoną w nowe funkcje i w założeniu mającą spowodować, że doświadczenia zakupowe klientów będą takie same w e-commerce, jak w stacjonarnych punktach sieci. O tym, jak przebiegał proces tworzenia aplikacji, kto ją testował, jakie trudne momenty pojawiły się po drodze, rozmawiamy z Maciejem Maćkowiakiem, lead product managerem w Super-Pharm i Agnieszką Rokiel, senior UX designerką w Future Mind.

Maciej Maćkowiak: Dla mnie to był absolutnie największy projekt, który do tej pory realizowałem. Można nawet powiedzieć, że największe wyzwanie, którego się podjąłem. Było ono też niezwykle istotne dla firmy z bardzo wielu powodów. To jest projekt, który zdecydowanie nie tylko spełnił nasze oczekiwania, ale nawet je przerósł. 

Agnieszka Rokiel: Aplikacja Super-Pharm była dla mnie kolejną, przy której pracowałam. Jednak styl tej współpracy odczarował model typowej pracy nad tego typu produktem cyfrowym, eliminując podział na role dostawca-klient. Partnerskie podejście bardzo mocno wpłynęło na to, jak obecnie wygląda ta aplikacja i jak zespół nad nią pracuje, i dlaczego wyniki naszej pracy przynoszą dobre rezultaty.

Interesuje mnie to, co działo się „od kuchni” przy tworzeniu aplikacji. Od czego zaczęliście?

Maciej Maćkowiak: Przede wszystkim, zanim przeszliśmy do realizacji i prac nad aplikacją, to sporo czasu poświęciliśmy na etap analityczno-koncepcyjny. W tym okresie odbyło się wiele spotkań i warsztatów, m.in. z zarządem Super-Pharm. Był to moment przyjrzenia się potrzebom biznesowym, które chcemy zrealizować w ramach tego projektu i zestawienia ich z informacjami, jakie napływały do nas od klientów. A ci mówili nam, co chcieliby w tej aplikacji zobaczyć, czego im tam brakuje, jakie elementy są w niej niezbędne. Wypracowaliśmy koncepcję produktu i stworzyliśmy wersję demonstracyjną, przez którą przeszliśmy wraz z klientami. To dało nam umocowanie w ocenie, że kierunek naszego myślenia jest właściwy.

 

 

Bardzo pomogło nam ogromne zaangażowanie zespołu na etapie testów w naszych drogeriach stacjonarnych. W trakcie testów przez ten projekt przewinęło się prawie 200 osób. 

Oczywiście miałem pewne obawy przed debiutem aplikacji, ale jednocześnie wiedziałem, że na wszystkich etapach – koncepcji, procesu, testów, i w końcu na poziomie współpracy wewnątrz firmy – naprawdę wykonaliśmy ogrom pracy, żeby stworzyć profesjonalny produkt.

Agnieszka Rokiel: Pracujemy ze sobą bardzo blisko i bardzo często komunikujemy się w ramach zespołu, w skład którego wchodzą designerzy, developerzy, testerzy, analitycy i wiele osób o innych specjalizacjach. Działamy elastycznie. Zakres, nad którym pracujemy, nie jest ustalony na sztywno. Jeżeli w trakcie trwania projektu pojawiają się nowe wyzwania, to potrafimy tym zakresem sprytnie manewrować, aby realizować projekt i jednocześnie np. nie pracować po godzinach. Takie podejście powoduje, że nie tworzymy długu technologicznego, bo nie robimy kolejnych funkcji aplikacji na czas, staramy się w każdym sprincie dostarczyć jak najbardziej jakościowy zakres. Ten projekt po prostu od początku był dobrze zaplanowany. 

Wróćmy do etapu testów aplikacji. W jaki sposób zrekrutowaliście te 200 osób, o których wspominałeś? To byli koledzy i koleżanki z pracy, rodzina, przyjaciele?

Maciej Maćkowiak: W przedsięwzięcie zaangażowało się wiele różnych osób. Zrealizowaliśmy je faktycznie w ramach tzw. testów friends and family. Z każdego sklepu zgłosiły się do nas osoby, które zainstalowały tę aplikację na swoim telefonie. Dzięki temu mogły ją zweryfikować i po prostu powiedzieć nam, co jest w niej fajne, a co im nie odpowiada. To dostarczyło nam sporo wiedzy, ale też zapewniło pewną spójność w ocenie. 

Podejrzewam, że nawet screeny z aplikacji byłyby bardzo pomocne?

Maciej Maćkowiak: Bardzo. Mamy takie sprytne narzędzie, które pozwala szybko wysłać do nas nagranie ekranu albo screena oraz dodać do tego krótki opis występującego problemu. Przy okazji otrzymujemy od zgłaszającego jeszcze informację o tym, na jakim modelu telefonu i systemie wykorzystuje on aplikację. Więc gdy użytkownik informuje nas, że coś nie działa prawidłowo, wówczas od razu mamy szerszy obraz.

Co skłoniło Was do zaangażowania sił i środków w taki projekt?

Maciej Maćkowiak: Jesteśmy firmą, która ma swoje bardzo mocne placówki stacjonarne, coraz szybciej rozwija się nasz kanał online. Szukaliśmy więc sposobu, aby te kanały zacząć łączyć. Aplikacja mobilna jest tu najlepszym rozwiązaniem. Konsumenci korzystający z poprzedniej wersji aplikacji również zgłaszali, że brakuje w niej opcji zakupów online. Decyzja o tym, że wdrożymy takie rozwiązanie zapadła zanim pojawiłem się w Super-Pharm. Inwestycja w aplikację mobilną to jeden z kluczowych elementów w skutecznej realizacji naszej strategii digitalowej, która została przyjęta jako jeden z filarów wzrostu w 2019 roku. 

Co było najtrudniejsze w procesie tworzenia i wdrażania aplikacji?

Maciej Maćkowiak: W założeniach nasza aplikacja nie miała pełnić tylko jednej funkcji, czyli być tylko programem lojalnościowym albo jedynie kanałem do zakupów online. Zależało nam na połączeniu elementu komunikacji i sprzedaży – a to było rzeczywiście wymagające zadanie. Wyzwaniem jest udostępnianie kolejnych funkcji związanych z klubem lojalnościowym i nad tym będziemy pracować w najbliższym czasie. Myślę tu chociażby o personalizowanych kuponach, które będą działały również w trakcie zakupów online, a nie tak jak dotychczas – jedynie w drogeriach stacjonarnych. 

Czy w trakcie testów pojawiały się jakieś ich wyniki czy wnioski, które Was zaskoczyły?

Maciej Maćkowiak: Jeden z takich wniosków dotyczył na pewno gazetki. Wiedzieliśmy, że ten element jest niezwykle istotny i był on częścią aplikacji w wersji 1.0. Gazetka świetnie sprawdza się w formacie A5, ale na ekranie telefonu momentami nie była dostatecznie czytelna. Otrzymywaliśmy sporo uwag od klientów. Uznaliśmy więc, że skoro mamy już wypracowaną koncepcję, dopasujemy ją do oczekiwań użytkowników. Zresztą cały czas pracujemy nad aplikacją – usprawniamy jej funkcje, reagując na sygnały od użytkowników. Słuchamy ich opinii i uwzględniamy sugestie. Dlatego też aplikacja jest cały czas ulepszana. W październiku 2019 r. opublikowaliśmy wersję 1.0, w marcu 2021 r. wersję 2.0, a teraz dostępna jest wersja 2.4. Niedługo wypuścimy wersję 2.5.

 

 

Jest wiele aplikacji tego typu dostępnych na rynku, mają je też sieci drogeryjne. Czym one mogą się od siebie różnić? 

Agnieszka Rokiel: Patrząc z perspektywy aplikacji, które są dostępne na rynku, uważam, że zaproponowane przez nas rozwiązanie jest przede wszystkim nienachalne w komunikacji promocyjnej – nie atakujemy klientów informacjami o wszystkich dostępnych rabatach i zniżkach. Osoby, które chcą zapoznać się z aktualną ofertą, mogą po prostu wejść do aplikacji i tam się jej dokładnie przyjrzeć. Według mnie właśnie ten obszar jest wyważony w naszej aplikacji i wielu klientom to się podoba. Aplikacja jest intuicyjna, szybka i łatwa w obsłudze, co potwierdzają opinie dostępne w sklepach, z których można ją pobrać. Warto w tym miejscu dodać, że na wszystkie te komentarze odpowiada Maciek ze swoim zespołem. Nie są to więc odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję, tylko faktycznie odnoszące się do danego zagadnienia, czy pytania, które się pojawia. Mam nadzieję, że dzięki systematycznym badaniom, które prowadzimy, będziemy zdobywać coraz większą wiedzę o użytkownikach i ich potrzebach, i przełoży się to na funkcje dostępne w aplikacji. 

Maciej Maćkowiak: Otrzymujemy z rynku sygnały, że jest to dosyć nietypowa aplikacja, ale w pozytywnym sensie, która łączy dwa światy i kluczowe funkcje – sprzedaży i budowania lojalności. Ta orientacja na klienta i jego potrzeby oddaje, jakim biznesem jesteśmy i jakim chcemy być nadal.

Powiedzmy trochę o aplikacji przez pryzmat liczb. Co ona Wam dała?

Maciej Maćkowiak: W 2022 przekroczyliśmy oczekiwania, jakie mieliśmy wobec tego roku, jeśli chodzi o kanał mobile. Przyszło ponad 200 tys. zamówień online. Aplikacja mocno podbiła liczbę aktywacji kuponów i pozwoliła przejść na wirtualne karty lojalnościowe – od początku działania aplikacji klienci pokazali wirtualną kartę już ponad 760 tysięcy razy. Zdecydowanie są to liczby, którymi możemy się pochwalić. 

Aplikację można pobrać w Apple Store i Google Play, gdzie uzyskała aż 4,9 punktów na 5 możliwych. Pierwsza wersja aplikacji była na trochę inne czasy. Została zrobiona pod drogerie stacjonarne i stricte do programu lojalnościowego, więc podczas pandemii przestała się sprawdzać. Klienci dali temu bardzo mocno wyraz w komentarzach. Ich obecne oceny pokazują nam jednak, że zmierzamy tam, gdzie należy.

To jest gigantyczny progres.

Maciej Maćkowiak: Tak, jesteśmy absolutnie dumni z tego, co udało się zrobić do tej pory i z tego, co zespół osiągnął w ciągu tych intensywnych dziewięciu miesięcy.

Jakie dalsze funkcjonalności planujecie dodać do aplikacji w najbliższym czasie? Przy czym, co to jest najbliższy czas? 

Agnieszka Rokiel: Myślę, że nie jest sztuką tworzyć aplikacje, które mają mnóstwo funkcji i mówiąc kolokwialnie, nawrzucać ich, tyle ile tylko się da. Sztuką jest wszystko odpowiednio zrównoważyć i zaproponować produkt o dużej wartości. Dlatego w najbliższym czasie położymy większy nacisk na doświadczenia klientów. Myślimy o dodaniu wizualnych smaczków do aplikacji, bo to jest miłe i przyjemne dla oka, i zatrzymuje użytkownika na dłużej. Myślę też, że wyzwaniem jest doprowadzenie do tego, by doświadczenia klientów w kontakcie z Super-Pharm były spójne we wszystkich kanałach –  zarówno w sklepach stacjonarnych , jak i w aplikacji oraz na stronie internetowej. Kluczowe jest, aby we wszystkich punktach styku z marką widoczny był spójny i jednolity kierunek jej działania.

Maciej Maćkowiak: Dodałbym tu jeszcze jedno zdanie o planowanych funkcjonalnościach – a konkretnie personalizacji, w bardzo różnym wymiarze. Skupimy się nie tylko na funkcji związanej z polecaniem produktów w zależności od zrealizowanych wcześniej zakupów. Chcemy również włączyć w przemyślanej formie doradztwo i konsultacje, które już teraz są dostępne w drogeriach stacjonarnych Super-Pharm. Nasza aplikacja ma być taką wirtualną doradczynią.

 

 

Zadam pytanie, które jest dla mnie osobiście dosyć istotne. Co już w aplikacji jest zrobione w myśl accessibility, czyli tworzenia nowych technologii dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami, a co ewentualnie planujecie dodać, zmienić, ulepszyć?

Maciej Maćkowiak: Do tej pory nie był to osobny punkt na naszej liście. Natomiast nawet po ostatniej konferencji, gdzie spotkałem się i krótko rozmawialiśmy z Darią Bazydło-Egier z Fundacji Widzialni, uznałem to zdecydowanie za element, który powinien zaistnieć, zwłaszcza, że apteka będzie stanowić coraz większą część naszej aplikacji.

Agnieszka Rokiel: Tak, zgadzam się. Accessibility to bardzo ważny obszar, który bierzemy pod uwagę, projektując produkty cyfrowe. Zależy nam, aby były one dostosowane do wszystkich potencjalnych klientów, a jednocześnie gwarantowały im potrzebne funkcjonalności. Przystępując do pracy nad aplikacją, prowadzimy badania i analizy, rozmawiamy z użytkownikami, pytamy, jakie rozwiązania ich zdaniem są kluczowe i potrzebne. A następnie – tak jak już wspomniałam – staramy się to wszystko odpowiednio zrównoważyć i zaproponować produkt dopasowany do potrzeb różnych grup odbiorców. Myślę, że już wkrótce będziemy mogli opowiedzieć więcej o dostępności i jak nad nią pracujemy.

Czytaj także: Super Pharm prezentuje ulepszoną wersję swojej nowej aplikacji
 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Dane, ziarna i odrobina magii: jak technologia udoskonala proces parzenia kawy
Nathan Dumlao/unsplash.com

Kiedyś zaparzenie idealnej filiżanki kawy wydawało się kwestią szczęścia, ale dziś technologia zamienia tę „magię” w powtarzalny proces.

Przez lata domowe parzenie kawy opierało się na instynkcie, cierpliwości i dobieraniu parametrów na oko. Zmieniało się nieco grubość mielenia, ilość wody, wciskało inny przycisk i miało nadzieję, że kolejna filiżanka będzie smakować lepiej. Problem polega na tym, że kawa jest niezwykle delikatna. Niewielka zmiana stopnia zmielenia, temperatury wody, dozy, czasu parzenia czy przepływu może całkowicie odmienić ostateczny smak naparu.

Kiedy parzenie kawy zaczęło opierać się na danych

Właśnie dlatego cyfrowa rewolucja w świecie kawy budzi tyle emocji. Ekspresy do kawy zintegrowane z aplikacją, inteligentne wagi, nowoczesne czajniki i urządzenia parzące na podstawie zapisanych receptur pomagają zrozumieć, co tak naprawdę wpłynęło na efekt w filiżance. Zamiast zastanawiać się, dlaczego wczorajsze espresso było słodsze, wystarczy spojrzeć na liczby: dozę, czas, proporcje, temperaturę i przepływ.

Ma to ogromne znaczenie, ponieważ wybitna kawa opiera się na powtarzalnych parametrach. Standardy parzenia określone przez Specialty Coffee Association skupiają się na kontrolowanych czynnikach, takich jak proporcje kawy do wody, ekstrakcja, moc, jakość wody, temperatura i czas kontaktu. Mówiąc prościej: precyzyjne dane ułatwiają uzyskanie powtarzalnych rezultatów.

Nowoczesny Ekspres Melitta doskonale wpisuje się w ten trend, udowadniając, że automatyczne ekspresy do kawy przestały być wyłącznie mechanicznymi urządzeniami. Dzięki dedykowanym aplikacjom cyfrowym oraz intuicyjnym systemom sterowania, urządzenia tej marki pozwalają na precyzyjne dostosowywanie profili smakowych i zdalne zarządzanie procesem parzenia.

Dla osób pijących kawę na co dzień największą korzyścią nie jest sama obecność „inteligentnych” technologii, ale możliwość zapisania sprawdzonych parametrów. Gdy już znajdziesz idealne ustawienia dla swojego espresso, lungo, flat white czy cappuccino, ekspres pozwoli Ci bez trudu odtworzyć ten sam rezultat za każdym razem.

Jak czujniki i oprogramowanie pomagają opanować sztukę baristyczną

Kawa wciąż budzi emocje, ale sam proces jej przygotowywania staje się fascynująco techniczny. Inteligentne wagi potrafią śledzić wagę, czas, a nawet tempo zalewania. Nowoczesne modele są na przykład wyposażone we wskaźnik przepływu w czasie rzeczywistym, a aplikacje pozwalają użytkownikom zapisywać dane dotyczące parzenia oraz udostępniać lub przesyłać receptury do kompatybilnych wag.

W tym kontekście koncepcja „god shot” staje się mniej tajemnicza. W żargonie kawowym określa się tak wyjątkową porcję espresso, której smak wydaje się niemal niemożliwy do odtworzenia: zbalansowaną, słodką, pełną, aromatyczną i gładką. Kiedyś można było uzyskać jedną taką idealną porcję espresso, by następnego ranka bezpowrotnie stracić ten efekt. Dzięki danym można zapisać recepturę i odtworzyć ten moment.

image
Nathan Mullet/unsplash.com

Podobne rozwiązania trafiają teraz do ekspresów do kawy. Inteligentne ekspresy do kawy wykorzystują aplikacje do harmonogramowania parzenia, zapisywania profili, wysyłania powiadomień, automatycznej synchronizacji ustawień i aktualizacji oprogramowania. Oznacza to, że oprogramowanie nie jest już czymś oderwanym od samej kawy. Staje się integralną częścią metody zaparzania.

Dla entuzjastów technologii to najbardziej interesujący aspekt: ekspresy do kawy zaczynają działać jak precyzyjne instrumenty. Czujniki pomagają utrzymać stabilną temperaturę. Oprogramowanie potrafi przechowywać receptury. Aplikacje przeprowadzają użytkowników przez ustawienia. Wagi dokładnie mierzą ilość płynu w filiżance. Młynki i zaparzacze pomagają ograniczyć błąd ludzki. Intuicja baristy nie znika – zostaje po prostu przełożona na dane.

Oczywiście technologia nie zastąpi smaku. Wciąż potrzebujesz dobrych ziaren, czystej wody i receptury dopasowanej do Twoich preferencji. Eliminuje jednak element niepewności. Zamiast myśleć: „To było świetne, ale nie mam pojęcia dlaczego”, wiesz dokładnie, co uległo zmianie, i potrafisz to powtórzyć.

Przyszłość kawy to nie tylko aplikacje, ekrany i połączone z siecią urządzenia. Chodzi o to, by dać ludziom pewność i pełną kontrolę nad procesem parzenia. Dane pomagają odnaleźć idealny smak. Oprogramowanie pozwala go zachować. A gdzieś pomiędzy ziarnami, liczbami i pierwszym łykiem sztuka parzenia kawy staje się po prostu nieco łatwiejsza do opanowania.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Retailerzy potrzebują wdrożenia. Pierwsze humanoidy w sklepach już za rok?
Dominik Saczko
Dominik Saczko
Pierwsze humanoidy mogą pojawić się w handlu nawet w ciągu roku.Wiadomości Kosmetyczne

Roboty humanoidalne coraz bliżej polskich sklepów. Pierwsze pilotaże są możliwe już za rok a Polacy są na tak. Branża musi już teraz myśleć o pierwszych krokach.

W artykule przeczytasz:

  • Roboty w handlu? Polacy widzą je w roli wykładania towarów i podawania lokalizacji
  • Roboty jako doradcy, ale nie jako asystenci reklamacji czy doradcy zakupowi
  • Czy automatyzacja handlu wyprze pracowników?

Eksperci przychodzą ze wskazówkami dla retailerów.

image

Rossmann testuje humanoidalne roboty w logistyce: przełomowy pilotaż UBTech Walker S2

Roboty w handlu? Polacy widzą je w roli wykładania towarów i podawania lokalizacji

W ciągu roku w sklepach może zaroić się od robotów. Szybciej, niż wielu retailerów zakłada. Handel już teraz musi się przygotować na humanoidy. Rynek musi mieć pewną wiedzę i opracowany model wdrożeniowy. Pierwsze kroki powinny zaczynać się od wskazania procesu, w którym technologia poprawi dostępność towaru, obsługę lub produktywność. Przewagę zdobędą nie ci retailerzy, którzy jako pierwsi pokażą robota u siebie, tylko te podmioty, które najwcześniej uzyskają rzeczywistą wartość biznesową. 

Według raportu branżowego autorstwa UCE Research i Brave Mind Fighters pt. “Co Polacy myślą o robotach humanoidalnych w handlu?” wynika, że tylko 11% konsumentów w Polsce nie zaakceptowałoby wykonywania przez robota pracy w sklepie. Najwięcej wskazań uzyskały takie czynności, jak przekazywanie informacji o produktach, podawanie ich lokalizacji oraz wykładanie towaru (po ok. 32% wskazań). Raport pokazuje więc, gdzie klienci najłatwiej dostrzegają praktyczną użyteczność technologii, ale nie daje gotowej kolejności wdrożeń.

image

Algorytmy w drogerii. Jak AI odbiera klientów markom kosmetycznym

Roboty jako doradcy, ale nie jako asystenci reklamacji czy doradcy zakupowi

Według badania konsumenci chętniej widzą robota jako źródło informacji niż doradcę wpływającego na zakup. Jeszcze ostrożniej podchodzą do powierzania mu płatności, zwrotów i reklamacji.

Jak komentują to rynkowi eksperci, widać wyraźnie, że humanoid powinien usuwać rozpoznany problem klienta, a nie zastępować rozwiązania, które już działają.

Pilotaż powinien objąć jedną placówkę, strefę lub proces i mieć jasno określony cel. Dla funkcji informacyjnej miernikami mogą być czas znalezienia produktu, liczba skutecznie obsłużonych zapytań i odsetek spraw przekazanych pracownikowi. Z kolei w logistyce ważniejsza będzie liczba poprawnie wykonanych operacji, dostępność robota i czas pracy bez awarii.

– Robot udzielający informacji jest tylko fizycznym interfejsem. Bez aktualnych cen, danych o dostępności, planogramów i mapy obiektu nie rozwiąże żadnego realnego problemu klienta. Jakość danych i integracja z systemami muszą więc wejść do pilotażu od początku – mówią eksperci z UCE Research.

image

Ulta Beauty testuje robotyczny manicure. Startup 10Beauty rośnie

Czy automatyzacja handlu wyprze pracowników? 

Opłacalności nie można sprowadzać do porównania stawki pracownika z kosztem godziny operacji robota. Trzeba w tej skali uwzględnić integrację, serwis, energię, szkolenia, nadzór, przestoje i utratę wartości technologii. Korzyści to nie tylko zaoszczędzone roboczogodziny, ale też ograniczenie liczby wakatów, poprawa dostępności towaru, krótsza obsługa i przesunięcie pracowników do zadań wymagających wiedzy lub odpowiedzialności.

– Robot od samego początku powinien być komunikowany jako wsparcie pracowników i klientów, a nie ich zastępca. Przy funkcjach związanych z bezpieczeństwem potrzebna jest również przejrzystość co do zakresu działania samego urządzenia i przetwarzania danych – mówi Piotr Gerke z zespołu Brave Minds Fighters, zajmującego się robotami humanoidalnymi.

Przewaga nie powstanie zatem w dniu ustawienia humanoida w sklepie. Zbudują ją wyniki pilotaży, poprawione procesy, integracje i kompetencje zespołów. Według znawców tematu, wyścig o tego typu technologię i płynące z tego korzyści, wygrają tylko ci retailerzy i zarządcy obiektów, którzy potrafią oddzielić procesy rzeczywiście warte robotyzacji od tych, w których humanoid pozostaje tylko kosztowną demonstracją technologii.

– Zależnie od zastosowania pierwsze pilotażowe wdrożenia humanoidów w polskim handlu mogą pojawić się nawet w ciągu najbliższego roku lub dwóch lat. Największą przewagę uzyskają jednak nie firmy, które pierwsze kupią dużą liczbę urządzeń, ale te, które najwcześniej zdobędą doświadczenie, dane i kompetencje pozwalające ustalić, gdzie robot rzeczywiście się opłaca – ocenia Arkadiusz Cybulski z Brave Mind Fighters.

Dominik Saczko
Dominik Saczko
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
18. wrzesień 2026 18:20