StoryEditor
Eksport
24.03.2023 00:00

Cosmoprof w opinii firm: Było warto! Widzimy się za rok!

Zakończone 20 marca targi Cosmoprof w Bolonii to jedno z największych wydarzeń w branży kosmetycznej na świecie. Nic więc dziwnego, że polskie firmy wciąż wspominają swoją na nich obecność. Uczestnictwo w wydarzeniu to dla nich możliwość zaprezentowania swojej, często innowacyjnej oferty odbiorcom z całego świata i nadzieja na wejście na nowe rynki.

54 edycja targów Cosmoprof Worldwide Bologna zgromadziła pod jednym dachem ponad 2900 firm z 64 krajów. Wśród nich 144 to były polskie firmy, które prezentowały swoja ofertę gościom pochodzącym ze 116 krajów i regionów.

Spektakularnie, czy raczej słabo? 

Tym razem polska branża kosmetyczna była rozproszona – nie powstało polskie stoisko narodowe. Co więcej umiejscowione były w różnych pawilonach – międzynarodowych 16 i 22, green & organic (21) czy w strefie Cosmopack. Blanka Chmurzyńska Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego w swojej korespondencji z Bolonii oceniła, że mimo to "Polska w tym roku była widoczna". 

Inaczej obecność polskich firm podsumowała Małgorzata Włodarczyk, marketer kosmetyczny. Według niej branża kosmetyczna z Polski "znacznie lepiej wypadała, kiedy przez klika lat była połączona w jednej przestrzeni i wtedy efekt skali był naprawdę imponujący". Jej wnikliwe oko dostrzegło też, że tegoroczna edycja to już kolejna z mniejszą liczbą ludzi i mniejszymi stoiskami.

– Pamiętam czasy, kiedy po targach chodziły tłumy, alejki wyglądały jak płynące ludźmi rzeczki, a miejsca wystawowego nie było łatwo kupić – czytamy we wpisie Małgorzaty Włodarczyk na Linkedin.

Mentor i coach brand managerów kosmetycznych zauważyła też, że firmy, które zaczynały spektakularnie, w tym roku wyglądały słabo. Natomiast te, które są znaczącymi graczami, w jej oczach bardzo obniżyły standard. Nie dało się też nie odnotować, że wielu dużych graczy eksportowych nie było wcale. 

Jak jednak wyglądały targi z perspektywy polskich wystawców? I czy wydane pieniądze i tygodnie przygotowań do tego wydarzenia mają szansę przełożyć się na nowe kontakty? Spójrzmy co mówią firmy, które wzięły udział w tegorocznej edycji Cosmoprof.

Wielkie nadzieje wystawców

Na czynne uczestnictwo w targach po raz pierwszy zdecydowała się firma Sorvella Pefume, prezentując branży międzynarodowej swój asortyment i najnowszą linię perfum Sorvella Signature.

– Zainteresowanie naszą ofertą przerosło najśmielsze oczekiwania. Wśród gości pojawili się przedstawiciele branży kosmetycznej z całego świata, w tym dystrybutorzy, przedstawiciele sklepów kosmetycznych oraz producenci chcący nawiązać współpracę w zakresie Private Label – mówi Aliaksandra Aleinik, sales representative, Sorvella Perfume.

Zdradza, że podczas trzydniowych targów przedstawiciele firmy przeprowadzili niezliczoną liczbę rozmów biznesowych, nawiązując nowe międzynarodowe relacje. W ich efekcie kilka dni po zakończeniu targów Sorvella Perfume otrzymała liczne zapytania ofertowe, a także pierwsze zamówienia.

– Udział w targach Cosmoprof był dla naszej firmy doskonałą okazją do zwiększenia naszej widoczności na rynku międzynarodowym i kolejnym krokiem w rozwoju biznesu – podsumowuje Aliaksandra Aleinik.

Z obecności na targach zadowolona jest tez Mydlarnia Cztery Szpaki.

– Zawsze wierzyliśmy w instytucję targów i nigdy nie podpisywaliśmy się pod post-pandemicznymi opiniami, że wydarzenia live już nie wrócą na taką skalę. Że to kasa, że podróż, że niewygodnie, że po co, że przecież izolacja pokazała, że można online. No nie można. Serio. Nic nie zastąpi kontaktu twarzą w twarz, rozmowy, energii i zbitej piątki. A tych piątek w Bolonii zbiliśmy tysiące z całym światem. Czego jak czego, ale kolejek to się nie spodziewaliśmy. A były – chwali się firma na swoim facebookowym proflu.

– Przedstawianie Szpaków od zera osobom, które nigdy nie miały styczności z marką (czyli większości) to także ogromna wartość dla nas samych. Swego rodzaju przypomnienie, że naprawdę robimy fajne rzeczy – czytamy we wpisie.

Przedstawiciele firmy przyznają, że zawsze mieli świadomość, że ich marka „to taki kwiatek do kożucha. Zazwyczaj pod prąd, często wbrew logice, zawsze zgodnie z sercem i intuicją”

– Na szczęście chyba lubicie kwiatki. W Bolonii też polubili. Na horyzoncie naprawdę fajne współprace, a my czujemy, że jesteśmy gotowi. Świat na Four Starlings również. Do zoba na szlaku! – podsumowali swój entuzjastyczny wpis.

Obecność swojej firmy podsumowała też Natalia Czyrny, head of marketing, Barwa Cosmetics.

– To były bardzo intensywne trzy dni, pełne wyjątkowych spotkań, solidnej dawki inspiracji, wymiany doświadczeń i rozmów. Tak wiele razy usłyszałam: „wspaniale patrzeć, jak Barwa się zmieniła i jak się rozwijacie”. Nie tylko od klientów, ale także od innych polskich firm kosmetycznych. To największa motywacja do dalszej pracy. Tak, rozwijamy się, rozpychamy się łokciami i zapewniam, że nie zamierzamy odpuszczać – zapewniła.

Dodała również opinię o innych firmach z Polski:

– Cudownie było obserwować, jak imponująco zaprezentowała się polska branża – zdecydowanie było nas widać! Jesteśmy siłą i nie tylko jako poszczególne firmy, które zaznaczają swoją obecność na świecie, ale przede wszystkim jako zgrana społeczność, która wzajemnie się wspiera, pomaga i kibicuje. Cosmoprof Worldwide Bologna – widzimy się za rok! – podsumowała przedstawicielka firmy Barwa.

– Piękne stoiska, interesujące kosmetyki i inspirujące rozmowy – tak zapamiętamy Cosmoprof 2023. Targi w Bolonii to zawsze wielkie święto branży kosmetycznej. Cieszy nas, że przedstawiciele Polski zaprezentowali się na tak wysokim poziomie. Dziękujemy za wszystkie spotkania! – podsumowała firma Elfa Group.

– 54 edycja targów Cosmoprof Worldwide Bologna dobiegła końca. Były to dla nas trzy dni intensywnych spotkań, wymiany doświadczeń oraz niesamowita dawka inspiracji. Zainteresowanie ofertą licencjonowanych kosmetyków do kąpieli dla dzieci przerosło nasze oczekiwania. Dziękujemy wszystkim za odwiedzenie naszego stoiska. Do zobaczenia za rok! – to wpis na profilu Linkedin Europe Distribution Group.

Miraculum odezwało się do redakcji portalu wiadomoscikosmetyczne.pl już po pierwszym dniu największych targów kosmetycznych na świecie.

– Nasza oferta spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem uczestników targów. Zainteresowanie dotyczy praktycznie wszystkich kategorii produktów kosmetycznych – makijażu marki Joko, pielęgnacji twarzy Miraculum i właśnie wprowadzanych na rynek nowych damskich perfumy Chopin – zdradził nam Marek Komola, członek zarządu Miraculum.

– Regularnie nawiązujemy współpracę z największymi sieciami handlowymi w Europie, wprowadzając do ich oferty nasze produkty. Mocno zaznaczamy też naszą obecność na rynkach zagranicznych poprzez kolaboracje z międzynarodowymi influencerkami czy instruktorkami. Działamy już w kilkunastu krajach. Nieustannie poszukujemy jednak nowych możliwości rozwoju. Liczymy na to, że nasza obecność na targach Cosmoprof zaowocuje kolejnymi wyjątkowymi współpracami – podsumował Przemysław Rączka, CEO firmy Nesperta, która prezentowała dwie swoje marki Semilac oraz hi hybrid.

Z ofertą lakierów, jak co roku wystawiała się też marka Mollon PRO. Aktualnym oraz potencjalnym partnerom biznesowym prezentowała swoje najnowsze rozwiązania z zakresu profesjonalnej pielęgnacji paznokci dłoni oraz stóp. Na stoisku prowadzone były pokazy stylizacji paznokci, co wzbudziło ogromne zainteresowanie wśród uczestników targów.

– Jesteśmy przekonani, że nasza obecność na tegorocznych targach Cosmoprof przyczyniła się do wzmocnienia pozycji marki Mollon PRO oraz do nawiązania nowych wartościowych kontaktów biznesowych –skomentowała Katarzyna Sypniewska, dyrektor rozwoju marki, zapytana o udział w tegorocznej edycji targów Cosmoprof Bologna 2023.

– Doświadczenie, które wynosimy z targów Cosmoprof Worldwide Bologna w postaci wielu godzin rozmów, negocjacji oraz obserwacji, z pewnością przyczyni się do kolejnych ekscytujących projektów i jeszcze większej ekspansji zagranicznej – można przeczytać na profilu Linkedin Delia Cosmetics

Przedstawiciele firmy obecni w Bolonii zdradzają, że był to dla nich niezwykle pracowity i aktywny czas, który już na miejscu zaowocował pierwszymi kontraktami. Podczas wydarzenia prezentowali nowe linie produktowe, bestsellery oraz propozycje planowanych wdrożeń.

– Oprócz stałych klientów, stanowisko Delii chętnie odwiedzali zupełnie nowi kontrahenci, którzy wykazywali zainteresowanie ofertą, zarówno w obszarze produktów markowych, jak i private lavbel.  Jest to dla nas sygnał, że jako firma obraliśmy bardzo dobry kierunek, także na arenie międzynarodowej – czytamy we wpisie w mediach społecznościowych.

W tym roku Delia Cosmetics zmieniła wizerunek stoiska. Nowy układ i wystrój spotkały się z pozytywnymi reakcjami gości. Dlatego tym chętniej bolońska reprezentacja firmy weźmie udział w kolejnych targowych wydarzenia zaplanowanych na ten rok: Cosmoprof Asia HK oraz Beauty Middle East w Dubaju.

Pracownicy Delii przypominają, że udział w targach to nie tylko praca przy własnym stanowisku i rozmowy handlowe.

– Swoją obecność wykorzystujemy również do czerpania inspiracji oraz do efektywnej analizy rynku kosmetycznego pod względem aktualnych trendów – tych dotyczących składu produktów, a także designu – zapewniają. 

Także dla firmy Loton Cosmetisc targi w Bolonii były pracowitym i ekscytującym doświadczeniem. 

– Nie mogło nas tam zabraknąć. Odbyliśmy mnóstwo ciekawych spotkań zarówno z naszymi starymi dobrymi przyjaciółmi, jak i z nowymi potencjalnymi klientami. Zainteresowanie marką Loton Cosmetics było ogromne, a sama impreza przerosła nasze oczekiwania – czytamy na linkedinowy profilu firmy. 

– Cosmoprof Worldwide Bologna  już nami – nowe kontakty i ciekawe perspektywy rozwoju – uzupełnił firmowy wpis Mariusz Głaszcz, prezes Loton Cosmetics.

Jako zdecydowanie owocną, ocenia tegoroczną edycję Cosmoprof Bologna także firma New Anna Cosmetics.

– Targi w Bolonii to niezwykła okazja do spotkania z kontrahentami z całego świata, którzy są naszymi stałymi klientami od lat, ale również na nawiązanie nowych znajomości biznesowych. W tym roku z sukcesem przedłużyliśmy kontrakty handlowe z naszymi stałymi odbiorcami, poszerzając ich portfolio o nowości, ale również pozyskaliśmy nowych partnerów, zainteresowanych dystrybucją naszych produktów na rynkach zagranicznych. Kilku z nich złożyło pierwsze zamówienia już podczas trwania targów – zdradziła Małgorzata Lewandowska, sales manager New Anna Cosmetics, w rozmowie z portalem  wiadomoscikosmetczne.pl  

Dodała, że Cosmoprof to także świetna okazja na miłe i owocne spotkania z kupcami sieci drogeryjnych.

– Jest to idealne miejsce, żeby zaprezentować szeroką ofertę produktową na żywo, podyskutować na temat rynku, trendów, możliwości nawiązania współpracy lub jej rozwoju na rynku polskim, na co bardzo stawiamy w tym roku – zapewniła.

Wśród gości odwiedzjących stoiska były m.in. przedstawicielki Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego: Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna i Justyna Żerańska, manager ds. projektów legislacyjnych.

– Same firmy mówią, że różne imprezy targowe, w tym Cosmoprof to wydarzenia, które ciężko przeliczyć na zwrot z podjętej inwestycji. Czasami są to korzyści bardziej, a czasami mniej wymierne, ale trzeba tu być. Te targi to wartość sama w sobie i uczestnicy cieszą się nimi, póki są – bo coraz głośniej słychać w wielu rozmowach, że być może e-commerce i market place’y już niedługo wyprą tradycyjną dystrybucję – podkreśliła Blanka Chmurzyńska-Brown.

Czytaj też: KosmetyczniPL: Na Cosmoprof polskie firmy nie konkurują ze sobą, są społecznością

Na Cosmoprof Worldwide Bologna były jednak także przedstawicielki jednej z platform marketplace. 

Dagmara Gołek i Marlena Pietrzak, obie na stanowisku senior category owner (Beauty) w Allegro przybliżały obecnym na targach firmom z polski świat marketplace, doradzały jak zacząć sprzedawać kosmetyki na Allegro i jak promować swój brand na platformie.

Czytaj też: Dagmara Gołek, Allegro: Uroda to jedna z najbardziej rozwojowych kategorii na platformie

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
23.09.2026 12:26
Indie wprowadzają nowe oznaczenia kosmetyków: eksporterze, przeczytaj
Wiadomości Kosmetyczne

Indie wprowadzają obowiązek oznaczania kosmetyków i produktów higieny osobistej symbolem wskazującym, czy zawierają składniki pochodzenia zwierzęcego. Nowe przepisy obejmują m.in. mydła, szampony i pasty do zębów. Dla producentów i importerów oznaczają konieczność weryfikacji receptur oraz pochodzenia surowców wykorzystywanych w produktach.

Jak donoszą New Delhi Television i Firstpost, Indyjskie Ministerstwo Spraw Konsumenckich wprowadziło nowe wymagania dotyczące oznakowania opakowań kosmetyków i produktów higieny osobistej. Zmiana została dokonana poprzez nowelizację Legal Metrology (Packaged Commodities) Rules, 2011, czyli przepisów regulujących m.in. informacje umieszczane na opakowaniach produktów wprowadzanych do obrotu. Nowe zasady weszły w życie w poniedziałek. Ich istotnym elementem jest obowiązek wskazania, czy produkt ma pochodzenie wegetariańskie, czy zawiera składniki pochodzenia zwierzęcego.

Zgodnie z nowymi wymogami produkty sklasyfikowane jako wegetariańskie mają być oznaczane zieloną kropką, natomiast produkty zawierające składniki pochodzenia zwierzęcego – czerwoną lub brązową kropką. Symbol ma być umieszczony w górnej części głównego panelu ekspozycyjnego opakowania, czyli w miejscu, które konsument widzi podczas wyboru produktu na półce. System nawiązuje do oznaczeń funkcjonujących już od lat na indyjskim rynku żywności, gdzie kolorowe symbole informują o rodzaju wykorzystanych składników.

Pochodzenie surowców pod kontrolą

Nowe przepisy mają zwiększyć przejrzystość informacji o pochodzeniu składników stosowanych w produktach do pielęgnacji i higieny. Jest to istotne nie tylko dla konsumentów kierujących się dietą, lecz także dla osób, których wybory zakupowe wynikają z przekonań etycznych lub praktyk religijnych. W przypadku kosmetyków kwestia ta jest bardziej złożona niż w przypadku produktów spożywczych, ponieważ składniki pochodzenia zwierzęcego mogą być wykorzystywane w wielu różnych funkcjach technologicznych.

Wśród potencjalnie problematycznych surowców znajdują się m.in. gliceryna, łój, kolagen, keratyna i skwalan. Samo wskazanie nazwy składnika nie zawsze pozwala jednak ustalić jego pochodzenie. Część z tych substancji może być bowiem pozyskiwana zarówno ze źródeł zwierzęcych, jak i roślinnych lub wytwarzana syntetycznie. W praktyce oznacza to, że dla prawidłowego zaklasyfikowania produktu konieczna będzie analiza nie tylko receptury, lecz także źródła poszczególnych surowców.

image

Indie kuszą branżę beauty. Polskie marki mają tam większy potencjał, niż mogłoby się wydawać

Dotyczy to również komponentów wykorzystywanych w stosunkowo niewielkich ilościach. Firmy będą musiały zweryfikować pochodzenie olejów, dodatków, substancji pomocniczych oraz innych komponentów receptur. Z perspektywy producenta oznacza to konieczność zebrania i uporządkowania informacji pochodzących z całego łańcucha dostaw, a nie wyłącznie danych dotyczących głównych składników aktywnych.

Kosmetyczny łańcuch dostaw

Nowe wymagania mogą mieć konsekwencje zarówno dla dużych koncernów FMCG i firm kosmetycznych, jak i dla mniejszych producentów oraz marek DTC. W przypadku przedsiębiorstw korzystających z wielu dostawców szczególnego znaczenia nabierze możliwość udokumentowania pochodzenia surowców wykorzystanych w konkretnych recepturach. Dotyczy to także produktów importowanych, w przypadku których producent lub importer będzie musiał zapewnić zgodność oznakowania z indyjskimi regulacjami.

Zmiana może więc przełożyć się nie tylko na sam wygląd opakowań, ale również na procesy związane z zarządzaniem recepturami, dokumentacją produktową i dostawcami. Firmy będą musiały ustalić, które produkty wymagają zielonego oznaczenia, a które symbolu wskazującego na obecność składników pochodzenia zwierzęcego. W przypadku produktów o identycznej formule sprzedawanych na różnych rynkach konieczne może być także przygotowanie odmiennych wersji opakowań.

Dla branży kosmetycznej istotne jest również to, że indyjski regulator nie ograniczył nowych zasad do jednej kategorii produktów. Obowiązek obejmuje produkty określane jako kosmetyki i artykuły toaletowe, w tym mydła, szampony i pasty do zębów, a więc kategorie należące do podstawowego segmentu FMCG. Skala potencjalnych zmian zależeć będzie od liczby produktów objętych regulacją oraz od tego, w ilu recepturach wykorzystywane są surowce pochodzenia zwierzęcego.

image

Indyjski tygrys beauty e-commerce wrzuca wyższy bieg: Nykaa z najszybszym wzrostem od 3 lat

Nieprzestrzeganie wymogów dotyczących oznakowania opakowań może skutkować działaniami organów egzekwujących przepisy Legal Metrology, w tym sankcjami przewidzianymi w indyjskich regulacjach. Dla producentów oznacza to, że weryfikacja pochodzenia składników staje się elementem nie tylko polityki informacyjnej wobec konsumentów, ale również zgodności regulacyjnej.

Indyjska zmiana wpisuje się jednocześnie w szerszy trend zwiększania transparentności dotyczącej składu i pochodzenia produktów kosmetycznych. W praktyce oznacza ona przesunięcie części odpowiedzialności za identyfikację źródeł surowców na producentów i importerów. Dla rynku beauty może to oznaczać większe znaczenie danych dotyczących łańcucha dostaw, certyfikacji surowców i możliwości prześledzenia ich pochodzenia – także w przypadku składników, które z perspektywy konsumenta pozostają niewielkim elementem gotowego produktu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
10.09.2026 14:09
Chińskie perfumy ruszają na podbój świata. Eksport rośnie w tempie ponad 30 proc.
Zestaw Breeze & Bloom Perfume Duo SetFlower Knows

Kiedy podczas tegorocznych targów Esxence w Mediolanie odwiedzający zatrzymywali się przy chińskich stoiskach, nie witały ich tanie kopie europejskich bestsellerów. Zamiast tego uderzał ich zapach świeżo parzonej herbaty, wilgotnego bambusa i rześkiej pomarańczy. Chińskie marki perfumeryjne coraz aktywniej wychodzą poza rynek krajowy. Rodzimi producenci próbują przy tym budować przewagę nie tylko ceną, ale przede wszystkim oryginalnymi kompozycjami i własnym językiem kulturowym.

Jeszcze kilka lat temu chińskie marki perfumeryjne były na światowych rynkach przede wszystkim ciekawostką. Dziś coraz częściej próbują konkurować o uwagę konsumentów w segmentach, w których od lat dominują firmy z Europy i Stanów Zjednoczonych. Jednym z miejsc, w których widać tę zmianę, jest Esxence w Mediolanie – jedno z najważniejszych wydarzeń światowej branży perfumeryjnej. Chińskie stoiska przyciągały odwiedzających kompozycjami wykorzystującymi m.in. nuty herbaty, osmantusa i agarowca. Ponad 20 rodzimych chińskich marek perfumeryjnych zaprezentowało się również wspólnie podczas Paris-Shanghai Perfume Exhibition ledwie rok temu. Dla lokalnych producentów udział w międzynarodowych targach to jednak dopiero początek drogi. Znacznie trudniejszym zadaniem pozostaje zbudowanie rozpoznawalności i emocjonalnej więzi z konsumentami poza Chinami.

Nie tylko osmantus i herbata

Jednym z wyzwań związanych z międzynarodową ekspansją jest przełożenie chińskich skojarzeń kulturowych na język zrozumiały dla odbiorców z innych rynków. W Chinach jaśmin czy gardenia od dawna kojarzą się z elegancją i wyrafinowaniem, podobnie jak herbata, bambus, osmantus czy agarowiec mogą przywoływać określone elementy tradycyjnej estetyki. Nie oznacza to jednak, że zagraniczny konsument będzie automatycznie interpretował te składniki w taki sam sposób.

Kilka najpopularniejszych chińskich marek perfumeryjnych

  • Melt Season – marka z Szanghaju, która zdobyła międzynarodową uwagę; w 2025 r. została nawet wskazana przez Jing Daily jako najważniejsza marka chińskiego boomu indie fragrance.  
  • Boitown – jeden z największych lokalnych graczy pod względem popularności konsumenckiej; w rankingu iiMedia 2025 zajęła pierwsze miejsce wśród chińskich marek perfum.
  • RECLASSIFIED – marka określana jako chiński odpowiednik „light niche fragrance”, rozwijająca także doświadczenia związane z komponowaniem zapachów.
  • Black Paw – marka wykorzystująca orientalne i kulturowe odniesienia w nowoczesnym, niszowym wydaniu.
  • ImSole – przykład nowej generacji chińskich marek, które bardzo dobrze wykorzystują kanały cyfrowe; w 2025 r. sprzedaż marki na Douyin wyniosła ok. 203 mln juanów, a więc ok. 80 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • Documents – Awangardowa marka, w którą zainwestował fundusz L’Oréal. Słynie z surowego designu i bardzo odważnych, niszowych kompozycji (np. z nutami czosnku czy popiołu).
  • To Summer – Mistrzowie orientalnego minimalizmu i poetyckiego opowiadania o zapachach. Sprzedają estetykę, z którą łatwo rezonuje zachodni millenials.
  • Scent Library – Pionierzy przekładania chińskiej codzienności na zapachy (to oni spopularyzowali zapach kultowych chińskich cukierków White Rabbit czy lokalnych napojów).

Dlatego część chińskich producentów zmienia sposób opowiadania o swoich produktach. Zamiast wymagać od odbiorcy znajomości chińskiej kultury, marki próbują odwoływać się do uniwersalnych emocji i wspomnień. Przykładem jest zapach „Summer Juice”, którego inspiracją była popularna w Chinach pomarańczowa oranżada Arctic Ocean. Kompozycję oparto na nutach pomarańczy i czerwonej pomarańczy. Na TikToku zainteresowanie zapachem wykazywali także europejscy konsumenci, którzy niekoniecznie znali historię stojącą za produktem. Dla nich istotniejsze były świeżość cytrusowej kompozycji i skojarzenie z chłodnym, gazowanym napojem podczas upalnego lata.

To podejście wskazuje na szerszą zmianę w strategii chińskich marek. Ich celem nie musi być bezpośrednie tłumaczenie zagranicznym konsumentom chińskich symboli kulturowych. Zamiast tego próbują tworzyć doświadczenia zapachowe, które są zrozumiałe niezależnie od pochodzenia odbiorcy, a dopiero później pozwalają odkrywać stojącą za nimi historię. Równolegle rozwijany jest drugi kierunek – budowanie bardziej wyrazistej tożsamości opartej na charakterystycznych dla Chin składnikach i estetyce. Oba modele mają wspólny cel: stworzenie dialogu z globalnym konsumentem, a nie jedynie dostosowanie chińskiego produktu do zachodnich gustów.

Eksport perfum rośnie o ponad 30 proc.

Rosnące ambicje marek znajdują odzwierciedlenie w danych handlowych. Według danych General Administration of Customs of China w pierwszej połowie 2026 r. wartość eksportu perfum i wód toaletowych z Chin wyniosła 2,502 mld juanów, czyli około 349 mln dolarów, i była o 31,05 proc. wyższa niż rok wcześniej. W całym 2025 r. eksport tej kategorii sięgnął 4,577 mld juanów i zwiększył się o 26,22 proc. rok do roku.

Jeszcze wyraźniej skalę zmian pokazuje dłuższa perspektywa. W ciągu pięciu lat wartość chińskiego eksportu perfum wzrosła z około 140 mln dolarów w 2020 r. do 640 mln dolarów w 2025 r. Oznacza to skumulowaną roczną stopę wzrostu przekraczającą 34 proc. Perfumy są przy tym częścią znacznie większego strumienia eksportowego chińskiej branży beauty.

W pierwszej połowie 2026 r. Chiny wyeksportowały 932,3 tys. ton produktów z kategorii beauty, kosmetyków i środków myjących, o 33,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Wartość tego eksportu zwiększyła się o 28,4 proc., osiągając 4,577 mld dolarów. Jeżeli spojrzeć na Chiny nie tylko jako producenta, ale jako potencjalnego konkurenta dla zachodnich marek perfumeryjnych, ważniejsze od obecnego udziału jest jednak tempo wzrostu i zmiana modelu eksportowego.

Chińskie firmy nadal mają relatywnie niski udział w wartościowym światowym handlu – dodatkowo średnia wartość eksportowanych przez Chiny perfum wynosiła w 2025 r. zaledwie 6893 dolarów za tonę, wobec 43 207 dolarów średnio na świecie, co pokazuje różnicę w strukturze i pozycjonowaniu eksportu. Jednocześnie wzrost o ponad 25 proc. w ciągu roku sugeruje, że chińscy producenci stopniowo przesuwają się z roli dostawców dużych wolumenów w kierunku budowania własnej obecności na rynkach zagranicznych. To właśnie rozwój rodzimych marek premium i niszowych w kolejnych latach zwiększać wartość chińskiego eksportu szybciej niż jego wolumen. 

Dane pokazują więc, że zagraniczna ekspansja chińskich firm kosmetycznych nie ogranicza się do pojedynczych marek próbujących wejść do europejskich perfumerii. Obejmuje coraz większą część krajowego łańcucha wartości – od produkcji i składników po gotowe produkty konsumenckie.

Według Yan Jiangying, przewodniczącej China Association of Fragrance Flavor and Cosmetic Industries, za wzrostem zainteresowania chińskimi produktami stoją trzy czynniki: większa pewność kulturowa rodzimych przedsiębiorstw, rozwój przemysłowych i technologicznych możliwości produkcji oraz rosnące zainteresowanie orientalnymi nutami zapachowymi.

Chińskie marki szukają własnej niszy

Potencjał dalszej ekspansji jest związany m.in. z rosnącym popytem na produkty beauty w Azji Południowo-Wschodniej, Brazylii i na Bliskim Wschodzie. Chińscy producenci korzystają również z rozbudowanego krajowego zaplecza produkcyjnego i kompletnego łańcucha dostaw, co ułatwia rozwój marek i zwiększanie skali działalności.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że sama przewaga produkcyjna nie wystarczy do zbudowania globalnej marki. Zhang Yi, CEO i główny analityk iMedia Research, wskazuje, że chińskie przedsiębiorstwa nie powinny koncentrować się na zastępowaniu zagranicznych produktów tańszymi odpowiednikami. Ich przewagą mają być większa oryginalność, jakość oraz specjalizacja w niszowych segmentach.

To istotna zmiana z punktu widzenia światowego rynku perfumeryjnego. Chińskie firmy coraz częściej próbują przejść od roli producenta do roli właściciela marki, koncepcji i produktu. W tym modelu znaczenie mają nie tylko receptury, ale również storytelling, identyfikacja wizualna, media społecznościowe i umiejętność dopasowania komunikacji do lokalnych regulacji.

Kolejnym etapem ekspansji będzie zatem nie tyle zwiększanie liczby eksportowanych flakonów, ile budowanie marek, które będą rozpoznawalne poza Chinami. Dla globalnego rynku perfumeryjnego oznacza to pojawienie się kolejnego źródła konkurencji – firm dysponujących dużym zapleczem produkcyjnym, ale jednocześnie próbujących stworzyć własną, rozpoznawalną narrację zapachową. Herbata, osmantus i agarowiec mogą być jej najbardziej charakterystycznymi składnikami, ale równie skutecznym punktem wyjścia może okazać się uniwersalne wspomnienie zimnego, pomarańczowego napoju w upalny dzień.

Jedwabny czy piżmowy szlak?

Dla importera kluczowe powinno być jednak nie samo „chińskie pochodzenie”, lecz jakość marki, jej potencjał premium i gotowość do spełnienia europejskich wymogów. Chiński rynek nadal jest zdominowany przez międzynarodowych graczy, a wiele rodzimych marek pozostaje na wczesnym etapie skalowania – według analiz branżowych niewiele z nich przekraczało 100 mln juanów sprzedaży.  

Z drugiej strony właśnie ten etap rozwoju może być atrakcyjny dla polskich dystrybutorów: można pozyskać markę przed jej szerokim wejściem do Europy, ale trzeba dokładnie zweryfikować dokumentację produktu, zgodność z regulacjami UE, stabilność dostaw, zdolność produkcyjną oraz prawa do dystrybucji. Warto też pamiętać, że perfumy wymagają doświadczenia offline – konsument musi móc zapach przetestować – dlatego model selektywnej dystrybucji + e-commerce + ekspozycja w wybranych perfumeriach/drogeriach może być dla takich marek skuteczniejszy niż masowe wprowadzenie do całej sieci. Chińskie doświadczenia pokazują bowiem, że rozwój zapachu odbywa się równocześnie online i offline, a inwestorzy tacy jak L’Oréal czy Estée Lauder już dostrzegają potencjał lokalnych marek. 

I nie dziwota, bo aktualnie przez chiński rynek przelewa się trend na guochao, co można przetłumaczyć jako „chiński szyk” (China Chic) lub „narodowy trend”. To potężne zjawisko kulturowo-biznesowe polega na wplataniu tradycyjnych chińskich motywów, estetyki i mitologii do nowoczesnych produktów konsumenckich. Jest to również odpowiedź na dekady dominacji zachodnich marek. Kiedyś chiński konsument kupował produkty z Europy czy USA, by poczuć luksus i prestiż. Dzisiaj, zwłaszcza wśród pokolenia Z i milenialsów, największym powodem do dumy jest noszenie, używanie i promowanie tego, co rodzime – pod warunkiem, że jest świetnie zaprojektowane i nowoczesne.

Ikony trendu Guochao:

  • Florasis (Hua Xizi): Marka kosmetyczna, której palety cieni i szminki to dosłownie płaskorzeźby przedstawiające chińskie legendy, smoki czy feniksy. Zdetronizowali wiele zachodnich gigantów na lokalnym rynku, a dziś z sukcesem wchodzą do Europy i USA.
  • Li-Ning: Chińska marka sportowa, która z producenta tanich dresów przeobraziła się w ikonę globalnego streetwearu. Ich pokazy na New York Fashion Week, pełne nawiązań do taoizmu i chińskiej typografii, zdefiniowały na nowo azjatycką modę.
  • Chicecream (Zhong Xue Gao): Marka lodów premium z Szanghaju, która stworzyła lody w kształcie tradycyjnych chińskich dachówek, używając unikalnych lokalnych smaków (np. jaśminu czy czarnego sezamu) i sprzedając je w cenach wyższych niż zachodni giganci tacy jak Häagen-Dazs.

Guochao to nie cepelia. To kaligrafia przeniesiona na streetwear, starożytne receptury medycyny chińskiej użyte w zaawansowanych technologicznie kosmetykach czy motywy z Zakazanego Miasta na luksusowych flakonach perfum. Klienci kupują lokalne produkty z dumą, ale są bezlitośni, jeśli jakość kuleje. Marka nie przetrwa tylko dlatego, że jest chińska – musi oferować realną wartość (tzw. premiumization). Młodzi Chińczycy z pokolenia Z dorastali w kraju będącym gospodarczą i technologiczną potęgą. Nie pamiętają czasów, gdy chińskie oznaczało „tanie i gorsze”. Zamiast tego widzą marki, które jakością dorównują zachodnim, ale znacznie lepiej rozumieją ich lokalną tożsamość.

Może się więc okazać niebawem, że „chińszczyzna” przestanie być pejoratywnym określeniem na tani import z Shein czy Alibaby.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
05. październik 2026 07:56