StoryEditor
Rynek i trendy
19.10.2020 00:00

Lęki Polaków podczas pandemii - zdrowie, praca, oszczędności [RAPORT]

Dynamiczny wzrost liczby osób zakażonych koronawirusem przełożył się na poziom niepokoju polskich konsumentów, który od końca sierpnia wzrósł o 12 pp. Z najnowszej edycji badania firmy doradczej Deloitte Global State of the Consumer Tracker wynika, że wzrosły także obawy Polaków o kwestie finansowe oraz te związane z utrzymaniem obecnej pracy. Przestajemy też kupować na zapas.


W najnowszej edycji badania już tylko 36 proc. konsumentów nad Wisłą deklaruje, że kupuje więcej, niż jest w stanie zużyć na bieżąco. 65 proc. polskich konsumentów obawia się o stan swoich oszczędności

Przeprowadzone przez Deloitte na przełomie września i października badanie reakcji i obaw konsumentów związanych z pandemią koronawirusa to jedenasta ankieta na świecie i ósma dla Polski. Na pytania Deloitte odpowiadało po tysiąc osób z każdego spośród 19 badanych krajów: Australii, Belgii, Kanady, Chin, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Włoch, Japonii, Meksyku, Holandii, Korei Południowej, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Chile, RPA oraz Polski.

Coraz więcej obaw

Razem z Chile i Hiszpanią Polska jest na czwartym miejscu pod względem poziomu lęku wywołanego pandemią. Opracowany przez Deloitte indeks niepokoju, czyli różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które zaprzeczyły, wyniósł w tych krajach po 4 proc. W przypadku Polski to spory wzrost w ciągu miesiąca – aż o 12 pp.

W Europie większy niepokój od Polaków wykazują tylko Irlandczycy (6 proc.). – Cała Europa, nie tylko Polska, ugina się pod ciężarem pandemii. Niemniej gwałtowany wzrost liczby zachorowań, obawy o wydolność służb medycznych, a także poważne ograniczenia jakie zaczynają wprowadzać inne kraje, sprawiają, że Polacy po prostu nie wiedzą, czego mogą się spodziewać po nadchodzących tygodniach. A mówiąc najprościej, boimy się tego, czego nie znamy – mówi Michał Tokarski, Partner, Lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

Warto odnotować zmiany, jakie na tle innych krajów biorących udział w badaniu zaszły w Chinach. W najnowszym zestawieniu Deloitte indeks niepokoju w Państwie Środka osiągnął rekordowy w tym kraju poziom -17 proc. Indeks obaw Chińczyków systematycznie spada od pierwszej połowy lipca, kiedy wyniósł 7 proc. W ciągu miesiąca natomiast poziom obaw zmniejszył się aż o 15 pp. Nieprzerwanie najwyższy poziom obaw eksperci Deloitte notują w Indiach. Od ostatniego badania jednak spadł on z 43 proc. do 27 proc.

Najspokojniejsi w Europie wydają się być mieszkańcy Belgii i Włoch (po -2 proc.) oraz Niemcy, w przypadku których indeks niepokoju jest też najniższy na świecie i wynosi -42 proc., a od ostatniego badania przeprowadzonego pod koniec sierpnia poprawił się o 10 pp. W każdej edycji, począwszy od maja, niemieccy konsumenci wykazują najniższy poziom obaw.

Pandemia zamyka drzwi restauracji

Choć Niemcy są naszym najbliższym sąsiadem, jeśli chodzi o obawy związane z COVID-19 znajdujemy się na przeciwległych biegunach. Wzrost społecznej mobilności, powrót do szkół i – w wielu przypadkach – do biur wpłynęły na wzrost zachorowań, co z kolei pogłębiło nasz niepokój. Co ciekawe, deklarowany przez Polaków poziom lęku w większości nie przełożył się na obawy związane z aktywnościami społecznymi.

Wbrew ogólnemu poziomowi obaw o 2 pp. wzrosła liczba polskich konsumentów, którzy czują się bezpiecznie w sklepach (51 proc.), a nieznacznie, o 1 pp. liczba osób, które nie mają obaw w związku z podróżowaniem samolotem (25 proc.). Zmiana jest natomiast zauważalna w przypadku wyjść do restauracji. Z 44 proc. do 41 proc. spadła od końca sierpnia liczba konsumentów, którzy czują się w nich bezpiecznie. Również o 3 pp. mniej jest osób, które nie mają obaw przed korzystaniem z indywidulanych usług jak wizyta u dentysty czy fryzjera (39 proc.). Na tym samym poziomie utrzymuje się liczba konsumentów, którzy czują się bezpiecznie podczas większych wydarzeń jak koncerty czy mecze ( 23 proc.) oraz w czasie pobytu w hotelu (36 proc.).

O ile obawy nie odbiły się na codziennych zwyczajach i zachowaniach konsumentów w Polsce, o tyle zmianę widać w przypadku pytań o zdrowie. Aż 77 proc. zapytanych przez Deloitte niepokoi się o zdrowie swojej rodziny. To wzrost o 6 pp. i najwyższy wynik w Europie. Taki sam poziom obaw wykazują Hiszpanie. Oni także najbardziej w Europie niepokoją się o własną kondycję (76 proc.)

Wśród polskich konsumentów różnica między troską o własne zdrowie a zdrowie rodziny jest znacznie większa. Niezmiennie zdecydowanie bardziej martwimy się o bliskich. W najnowszej edycji różnica wynosi aż 15 pp. Niemniej jednak w obu przypadkach poziom obaw Polaków o zdrowie swoje i bliskich jest najwyższy od początku badania – mówi Krzysztof Wilk, Partner Associate w dziale Doradztwa Podatkowego, Lider praktyki Life Sciences i Ochrony Zdrowia, Deloitte.

Wraca lęk o pracę

Sporo, bo o 5 pp. od ostatniego badania wzrosły nad Wisłą obawy konsumentów dotyczące utraty pracy. To powód do niepokoju dla połowy zapytanych przez Deloitte. Ma to związek z drugą falą epidemii i rosnącymi obawami związanymi z wprowadzeniem kolejnego lockdownu. Przykładem są sąsiednie Czechy, które już zamknęły bary i restauracje oraz wprowadziły w szkołach nauczanie zdalne.

Nieco ponad jedna trzecia konsumentów nad Wisłą obawia się zakończenia zdalnej formy pracy i powrotu do biura. To mniej o 3 pp. niż miesiąc temu. Widać to także w deklaracjach dotyczących publicznego transportu, z którego często korzystamy w drodze do pracy czy szkoły. Jazdę komunikacją miejską planuje ograniczyć 44 proc. zapytanych. Miesiąc temu odpowiedziała tak aż połowa naszych respondentów.

Większość planów działania kryzysowego skupia się na strukturach, protokołach i procesach, które są przecież reakcją na określone zdarzenia i pomijają czynnik ludzki. Opierają się przy tym na założeniu, że niezależnie od sytuacji ludzie i tak stawią się do pracy, czy też podejmą się jej zdalnie. Z naszego badania wynika jednak, że w naprawdę trudnych sytuacjach założenie to może okazać się fałszywe. Trzeba więc znaleźć sposób, by temu zapobiec – mówi John Guziak, Partner, Lider ds. Kapitału Ludzkiego w Deloitte Polska.

Większe zakupy muszą poczekać

Fakt, że myślimy o naszej zawodowej przyszłości z niepokojem ma odzwierciedlenie w finansowych planach. 36 proc. z nas, a więc o 3 pp. więcej niż miesiąc temu, deklaruje, że odkłada na później większe zakupy, a 29 proc. obawia się o uregulowanie przyszłych płatności.

W tej edycji badania po raz pierwszy zapytaliśmy respondentów, czy będą w stanie spłacić swoje zadłużenie kredytowe. Jedynie 13 proc. ankietowanych odpowiedziało, że nie ma co do tego obaw. Innego zdania jest aż 62 proc. badanych. 65 proc. zapytanych przez nas osób obawia się natomiast o stan swoich oszczędności, tylko dla 14 proc. nie jest to problemem – mówi Przemysław Szczygielski, Partner, Lider branży Usług Finansowych w Polsce, Deloitte.

Większą ostrożność widać w zwyczajach zakupowych Polaków. Do tej pory najczęściej w Europie kupowaliśmy na zapas. Od ostatniej edycji liczba konsumentów deklarujących, że kupują więcej niż są w stanie na bieżąco zużyć, spadła o 4 pp. Odpowiedziało tak 36 proc. zapytanych, tyle samo w Wielkiej Brytanii. Do kupowania na zapas przyznaje się tylko nieco mniej Belgów i Włochów (po 35 proc.). Najrzadziej w Europie ponad bieżące potrzeby kupują Hiszpanie (22 proc.) i Francuzi (21 proc.).

Po dużym spadku pod koniec sierpnia, z 53 do 46 proc., w ciągu ostatniego miesiąca nieznacznie spadła liczba Polaków, którzy polują na okazje (-1 pp.). Tym samym, razem z Niemcami jesteśmy europejskimi liderami tego trendu zakupowego (po 45 proc.). – Co rzuca się w oczy to mniejsza o 5 pp. liczba polskich konsumentów, którzy są w stanie zapłacić więcej za wygodę. Od najwyższego wyniku w pierwszej połowie czerwca to spadek o 8 pp. Polacy ewidentnie przechodzą na tryb oszczędności i niechętnie wydają pieniądze. Niepewność związana z tym, że nie wiemy, jakie dalsze ograniczenia przyniesie nam rozwój pandemii, z pewnością ma na to duży wpływ – mówi Michał Tokarski.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
26.08.2026 14:24
Ozempic czy Mounjaro napędzają nowy rynek suplementów i beauty. W użytkowników GLP-1 celuje nie tylko Nestle. Eksperci ostrzegają
Ankieta Instytutu Gallupa - wyniki dotyczące stosowania GLP-1Gallup

Preparaty białkowe, witaminy i minerały, elektrolity, produkty wspierające jelita, a także suplementy na włosy i skórę — wokół osób stosujących leki GLP-1 powstaje nowa kategoria produktów „towarzyszących”. O ten rynek rywalizują już producenci suplementów, żywności i składników oraz firmy farmaceutyczne. Wejście Nestlé potwierdza potencjał kategorii. Esperci ostrzegają, że nie każdy produkt czy oznaczenie GLP-1 ma uzasadnienie naukowe.

Leki z grupy agonistów receptora GLP-1, takie jak Ozempic, Wegovy, Mounjaro czy Zepbound, nie zmieniają wyłącznie rynku farmaceutycznego. Ich rosnąca popularność wpływa także na sposób odżywiania, sprzedaż żywności funkcjonalnej, suplementów diety i produktów beauty-from-within.

Jak podaje portal "NutraIngredients", 11 proc. dorosłych Amerykanów przyjmuje obecnie leki GLP-1 w celu redukcji masy ciała. To wystarczająco duża grupa konsumentów, by wokół potrzeb pojawiających się podczas terapii zaczął powstawać odrębny rynek tzw. companion nutrition, czyli żywienia i suplementacji wspierających osoby stosujące te leki.

image
Ankieta Instytutu Gallupa - wyniki dotyczące stosowania GLP-1
Gallup

Nestlé zmienia zagrożenie w szansę biznesową

Dla największych koncernów spożywczych leki ograniczające apetyt początkowo były przede wszystkim zagrożeniem: ich upowszechnienie może zmniejszać popyt na przekąski, napoje i żywność paczkowaną. Nestlé próbuje jednak wykorzystać tę zmianę do stworzenia nowego obszaru działalności.

image

Nestlé chce zarobić na lekach odchudzających. Rozwija produkty dla użytkowników GLP-1

W 2024 r. Nestlé Health Science uruchomiło w Stanach Zjednoczonych platformę żywieniową dla użytkowników GLP-1. Łączy ona produkty i materiały dotyczące m.in. zachowania masy mięśniowej, zdrowia jelit, odpowiedniej podaży mikroskładników, nawodnienia, kondycji skóry i włosów oraz kontroli ponownego wzrostu masy ciała. W ofercie znalazły się marki należące do koncernu, m.in. Garden of Life, Boost, Nature’s Bounty, Nuun i Vital Proteins.

W sierpniu 2026 r. firma poinformowała, że dalej rozwija tę strategię. Według Reutersa Nestlé wykorzystuje sztuczną inteligencję i wiedzę z zakresu żywienia do analizowania badań klinicznych, identyfikowania połączeń składników oraz projektowania produktów odpowiadających na potrzeby osób stosujących GLP-1. Koncern przygląda się m.in. utracie masy mięśniowej oraz zmianom wyglądu twarzy towarzyszącym szybkiemu chudnięciu.

Suplementy były pierwsze, ale konkurencja szybko rośnie

Producenci suplementów wcześniej niż wielkie firmy spożywcze zaczęli odpowiadać na nowe potrzeby tej grupy konsumentów. Na rynek trafiały produkty z białkiem, błonnikiem, witaminami i minerałami, elektrolitami, probiotykami oraz składnikami kierowanymi do osób obawiających się pogorszenia kondycji włosów i skóry podczas szybkiej redukcji masy ciała.

Scott Dicker, dyrektor ds. analiz rynkowych w SPINS, ocenia na łamach NutraIngredients, że zaangażowanie firm spożywczych, suplementacyjnych, składnikowych i farmaceutycznych wokół tej samej potrzeby konsumenckiej świadczy o dojrzewaniu kategorii. Wejście dużych graczy może powiększyć cały rynek, ale jednocześnie zwiększa presję na wyspecjalizowane marki suplementów.

image

Honorata Jarocka, Mintel: Efekt Ozempiku w koszyku. Jak leki GLP-1 redefiniują strategię marek spożywczych? [Retail Trends 2026]

Koncerny dysponują skalą, rozbudowaną dystrybucją, dużymi budżetami badawczo-rozwojowymi i szerokim zasięgiem konsumenckim. Mniejsze marki mogą konkurować szybkością wprowadzania innowacji, wyspecjalizowanymi recepturami, wiarygodnością w środowisku medycznym oraz lepszym rozpoznaniem potrzeb użytkowników.

Granice między branżami już się zacierają. Novonesis i Novo Nordisk rozpoczęły współpracę badawczą dotyczącą mikrobiomu i zdrowia metabolicznego. Firmy analizują m.in. możliwość wykorzystania rozwiązań synbiotycznych oraz biomarkerów mikrobiomu. Pokazuje to, że rynek produktów towarzyszących GLP-1 może objąć nie tylko klasyczne suplementy, ale też żywność funkcjonalną, składniki specjalistyczne i rozwiązania rozwijane wspólnie z sektorem farmaceutycznym.

Obietnice dotyczące „Ozempic face”

Nie wszystkie segmenty nowej kategorii mają jednak równie mocne uzasadnienie. Dr Kantha Shelke, wykładowczyni Johns Hopkins University i założycielka firmy Corvus Blue, wskazuje, że największe znaczenie ma gęstość odżywcza produktów. Przy mniejszym apetycie i ograniczonej ilości spożywanego jedzenia trudniej dostarczyć odpowiednią ilość białka, witamin i składników mineralnych.

image

Firmy kosmetyczne wprowadzają pielęgnację korygującą tzw. Ozempic face

Najsilniejsze podstawy naukowe ma wsparcie podaży białka i ochrona beztłuszczowej masy ciała, szczególnie w połączeniu z treningiem oporowym. Uzasadnione może być także zwrócenie uwagi na mikroskładniki i nawodnienie. Nie oznacza to jednak, że każdy taki produkt wymaga specjalnej receptury „dla GLP-1” — podobne potrzeby mogą występować również u innych konsumentów jedzących mniej lub szybko tracących masę ciała.

- Znacznie ostrożniej należy podchodzić do produktów kosmetycznych i suplementów obiecujących przeciwdziałanie tzw. Ozempic face. Określenie to opisuje widoczną utratę tkanki tłuszczowej w obrębie twarzy podczas szybkiego chudnięcia. Nie jest ona skutkiem niedoboru kolagenu, a obecnie nie ma dowodów, że doustne przyjmowanie kolagenu może odtworzyć utraconą objętość twarzy lub w sposób ukierunkowany napiąć luźną skórę — podkreśla Shelke.

Dla branży beauty rosnące zainteresowanie kondycją skóry i włosów w trakcie terapii GLP-1 otwiera przestrzeń do wprowadzania nowych produktów.

Komunikacja powinna opierać się na realnym działaniu składników i dowodach, a nie na obietnicy rozwiązania skutków szybkiej utraty tkanki tłuszczowej.

Sama zmiana etykiety nie wystarczy

Według ekspertki wiele firm na razie przede wszystkim zmienia pozycjonowanie już istniejących produktów. Znacznie mniej marek rzeczywiście modyfikuje receptury pod kątem osób przyjmujących GLP-1. Tymczasem użytkownicy tych leków mogą jeść mniejsze porcje, inaczej odczuwać apetyt i wybierać inne smaki, co stawia przed producentami konkretne wyzwania formulacyjne i sensoryczne.

W dłuższej perspektywie określenie „GLP-1 companion” może stracić na znaczeniu, a produkty zostaną włączone do szerszych kategorii zdrowia metabolicznego, kontroli masy ciała i wellness. Konsumenci szukają bowiem nie tyle produktów związanych z mechanizmem działania leku, ile konkretnych korzyści: sytości, zachowania mięśni, komfortu trawiennego, nawodnienia i odpowiedniego odżywienia.

Na trwałym wzroście popytu mogą więc skorzystać segmenty białka, błonnika, probiotyków, elektrolitów i celowanej suplementacji witaminowo-mineralnej. W obszarze beauty-from-within przewagę zyskają natomiast marki, które potrafią udokumentować działanie i uczciwie określić granice swoich produktów. Sama etykieta z hasłem GLP-1 może przyciągnąć uwagę, ale wraz z dojrzewaniem rynku przestanie wystarczać.

*Opracowanie własne na podstawie artykułu Danielle Masterson „GLP-1 nutrition race heats up as Nestlé, supplements and pharma target ‘companion’ market”, opublikowanego 25 sierpnia 2026 r. w serwisie NutraIngredients, informacji Nestlé Health Science oraz Reutersa.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
25.08.2026 14:26
Listonic: Mydło z rekordowym wzrostem popytu, szampony z najwyższą lojalnością
Agata Grysiak

Dane z aplikacji Listonic pokazują, że w okresie od sierpnia 2025 do lipca 2026 Polacy nie tylko częściej planowali zakupy wybranych kategorii FMCG i higienicznych, ale także zmieniali swoje preferencje dotyczące marek. Największy wzrost popytu odnotowano w przypadku mydła – aż o 142,92 proc. Z kolei szampony osiągnęły najwyższy w zestawieniu wskaźnik lojalności wobec marek – 41,55 proc.

Miniony rok przyniósł kolejne zmiany w sposobie planowania codziennych zakupów. Choć podstawowe kategorie FMCG pozostają stałym elementem koszyków, wybór konkretnych marek jest znacznie bardziej dynamiczny. Konsumenci z jednej strony wracają do sprawdzonych producentów, z drugiej nadal silnie reagują na cenę, promocje oraz dostępność produktów.

Wpływ na decyzje zakupowe ma również utrzymująca się rywalizacja cenowa pomiędzy dyskontami i supermarketami. Sieci handlowe wykorzystywały m.in. promocje typu 1+1, drugie opakowanie w niższej cenie czy 12 produktów w cenie 6. 

15 kategorii pod lupą

Raport Listonic powstał na podstawie danych z aplikacji, obejmujących listy zakupów tworzone w języku polskim od sierpnia 2025 do lipca 2026. Wyniki porównano z analogicznym okresem rok wcześniej.

Analizą objęto 15 kategorii: szereg produktów spożywczych, mydło, pastę do zębów, szampon oraz papier toaletowy. Sprawdzano przede wszystkim częstotliwość pojawiania się poszczególnych kategorii na listach, najczęściej wybierane marki, zmianę popytu oraz wskaźnik Brand Loyalty Index (BLI).

BLI pokazuje, jak często przy produkcie pojawia się konkretna marka. Wysoka wartość wskaźnika oznacza więc większą skłonność użytkowników do wskazywania marki podczas planowania zakupu.

Mydło z największym wzrostem popytu

image
Listonic

Największą zmianę w całym zestawieniu odnotowano w kategorii mydła. Popyt na tę kategorię wzrósł aż o 142,92 proc. To zdecydowanie najwyższy wynik spośród analizowanych segmentów.

Najczęściej wskazywaną marką było Dove, z udziałem 30,13 proc. Kolejne miejsca zajęły Biały Jeleń – 15,06 proc. oraz Luksja – 14,37 proc. Dove miało zatem około dwukrotnie większy udział niż dwie kolejne marki, które osiągnęły bardzo zbliżone wyniki.

Jednocześnie BLI dla mydła wzrósł do 4,56 proc., czyli o 2,06 pkt proc. rok do roku. Pomimo wzrostu pozostaje to relatywnie niski poziom lojalności wobec konkretnych marek. Dane mogą wskazywać, że mydło coraz częściej jest świadomie uwzględniane na regularnych listach zakupów, ale wybór konkretnego producenta nadal pozostaje elastyczny.

Pasta do zębów: funkcja ważniejsza od samej marki?

image
Listonic

Popyt na pasty do zębów zwiększył się o 5,72 proc. Liderem kategorii został Elmex z udziałem 30,98 proc., wyprzedzając Sensodyne – 22,36 proc. – oraz Colgate – 19,18 proc.

W przeciwieństwie do wzrostu popytu, BLI spadł o 1,20 pkt proc., do 7,08 proc. Oznacza to, że użytkownicy nieco rzadziej wskazywali konkretną markę podczas planowania zakupu.

Może to być związane ze specyfiką kategorii. Przy wyborze pasty znaczenie mają m.in. potrzeby związane z nadwrażliwością, wybielaniem czy ochroną dziąseł. Konsumenci mogą więc porównywać przede wszystkim deklarowane działanie, skład, cenę i bieżące promocje, a dopiero w dalszej kolejności kierować się przywiązaniem do producenta.

Szampony z najwyższą lojalnością

image
Listonic

Popyt na szampony zwiększył się o 25,08 proc. Liderem został Radical, który osiągnął 22,14 proc. udziału. Kolejne miejsca zajęły Head&Shoulders – 13,30 proc. – oraz Elsève – 13,00 proc. Różnica pomiędzy dwiema kolejnymi markami wyniosła zaledwie 0,30 pkt proc.

Najbardziej charakterystycznym wynikiem tej kategorii pozostaje jednak BLI. Wskaźnik wzrósł o 9,98 pkt proc., do 41,55 proc., osiągając najwyższy poziom w całym zestawieniu.

Tak wysoki poziom lojalności może wynikać z tego, że szampon jest produktem silnie powiązanym z indywidualnymi potrzebami włosów i skóry głowy. Konsumenci poszukują produktów odpowiadających konkretnym problemom i oczekiwanym efektom, przez co wybór może być bardziej świadomy i mniej podatny na przypadkową zmianę.

Na widoczność Radicala wpływała również prowadzona kampania marketingowa, która zwiększała ekspozycję marki wśród użytkowników aplikacji.

Papier toaletowy: wysoki udział liderów, niska lojalność

image
Listonic

Popyt na papier toaletowy wzrósł o 14,60 proc. Najsilniejszą pozycję w kategorii mają dwie marki: Queen z udziałem 41,12 proc. oraz Velvet – 36,65 proc. Regina osiągnęła 10,17 proc.

Pomimo silnej pozycji dwóch liderów BLI wyniósł zaledwie 2,64 proc., zwiększając się o 1,61 pkt proc. To jeden z najniższych poziomów w analizowanym zestawieniu.

W przypadku papieru toaletowego decyzja zakupowa pozostaje silnie związana z parametrami użytkowymi i cenowymi. Znaczenie mogą mieć m.in. liczba rolek, wielkość opakowania, cena jednostkowa oraz aktualna promocja. W efekcie konsumenci często planują zakup kategorii, ale nie zawsze wskazują konkretną markę.

Liderzy nie mogą zakładać stałej lojalności

Dane Listonic pokazują, że wzrost popytu nie musi automatycznie oznaczać wzrostu przywiązania do marek. Dobrym przykładem są pasty do zębów: zainteresowanie kategorią zwiększyło się o 5,72 proc., podczas gdy BLI spadł o 1,20 pkt proc. Odwrotna sytuacja wystąpiła w przypadku szamponów, gdzie wzrost popytu o 25,08 proc. współwystępował z bardzo wyraźnym zwiększeniem lojalności – o 9,98 pkt proc.

Zestawienie pokazuje również różnicę pomiędzy kategoriami funkcjonalnymi a produktami, przy których wybór jest bardziej podatny na cenę i promocję. W papierze toaletowym dwie marki odpowiadają łącznie za 77,77 proc. wskazań, ale BLI pozostaje niski. W mydle lider ma 30,13 proc., a cała kategoria zanotowała rekordowy wzrost popytu o 142,92 proc.

Dla producentów i sieci handlowych oznacza to, że analiza samego udziału marki w listach zakupowych nie wystarcza do oceny jej pozycji. Równie istotne pozostają dynamika popytu oraz BLI, które pozwalają określić, czy konsumenci rzeczywiście planują zakup konkretnej marki, czy przede wszystkim poszukują produktu spełniającego określoną funkcję i dostępnego w atrakcyjnej cenie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
26. sierpień 2026 15:45