StoryEditor
Rynek i trendy
19.10.2020 00:00

Lęki Polaków podczas pandemii - zdrowie, praca, oszczędności [RAPORT]

Dynamiczny wzrost liczby osób zakażonych koronawirusem przełożył się na poziom niepokoju polskich konsumentów, który od końca sierpnia wzrósł o 12 pp. Z najnowszej edycji badania firmy doradczej Deloitte Global State of the Consumer Tracker wynika, że wzrosły także obawy Polaków o kwestie finansowe oraz te związane z utrzymaniem obecnej pracy. Przestajemy też kupować na zapas.


W najnowszej edycji badania już tylko 36 proc. konsumentów nad Wisłą deklaruje, że kupuje więcej, niż jest w stanie zużyć na bieżąco. 65 proc. polskich konsumentów obawia się o stan swoich oszczędności

Przeprowadzone przez Deloitte na przełomie września i października badanie reakcji i obaw konsumentów związanych z pandemią koronawirusa to jedenasta ankieta na świecie i ósma dla Polski. Na pytania Deloitte odpowiadało po tysiąc osób z każdego spośród 19 badanych krajów: Australii, Belgii, Kanady, Chin, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Włoch, Japonii, Meksyku, Holandii, Korei Południowej, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Chile, RPA oraz Polski.

Coraz więcej obaw

Razem z Chile i Hiszpanią Polska jest na czwartym miejscu pod względem poziomu lęku wywołanego pandemią. Opracowany przez Deloitte indeks niepokoju, czyli różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które zaprzeczyły, wyniósł w tych krajach po 4 proc. W przypadku Polski to spory wzrost w ciągu miesiąca – aż o 12 pp.

W Europie większy niepokój od Polaków wykazują tylko Irlandczycy (6 proc.). – Cała Europa, nie tylko Polska, ugina się pod ciężarem pandemii. Niemniej gwałtowany wzrost liczby zachorowań, obawy o wydolność służb medycznych, a także poważne ograniczenia jakie zaczynają wprowadzać inne kraje, sprawiają, że Polacy po prostu nie wiedzą, czego mogą się spodziewać po nadchodzących tygodniach. A mówiąc najprościej, boimy się tego, czego nie znamy – mówi Michał Tokarski, Partner, Lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

Warto odnotować zmiany, jakie na tle innych krajów biorących udział w badaniu zaszły w Chinach. W najnowszym zestawieniu Deloitte indeks niepokoju w Państwie Środka osiągnął rekordowy w tym kraju poziom -17 proc. Indeks obaw Chińczyków systematycznie spada od pierwszej połowy lipca, kiedy wyniósł 7 proc. W ciągu miesiąca natomiast poziom obaw zmniejszył się aż o 15 pp. Nieprzerwanie najwyższy poziom obaw eksperci Deloitte notują w Indiach. Od ostatniego badania jednak spadł on z 43 proc. do 27 proc.

Najspokojniejsi w Europie wydają się być mieszkańcy Belgii i Włoch (po -2 proc.) oraz Niemcy, w przypadku których indeks niepokoju jest też najniższy na świecie i wynosi -42 proc., a od ostatniego badania przeprowadzonego pod koniec sierpnia poprawił się o 10 pp. W każdej edycji, począwszy od maja, niemieccy konsumenci wykazują najniższy poziom obaw.

Pandemia zamyka drzwi restauracji

Choć Niemcy są naszym najbliższym sąsiadem, jeśli chodzi o obawy związane z COVID-19 znajdujemy się na przeciwległych biegunach. Wzrost społecznej mobilności, powrót do szkół i – w wielu przypadkach – do biur wpłynęły na wzrost zachorowań, co z kolei pogłębiło nasz niepokój. Co ciekawe, deklarowany przez Polaków poziom lęku w większości nie przełożył się na obawy związane z aktywnościami społecznymi.

Wbrew ogólnemu poziomowi obaw o 2 pp. wzrosła liczba polskich konsumentów, którzy czują się bezpiecznie w sklepach (51 proc.), a nieznacznie, o 1 pp. liczba osób, które nie mają obaw w związku z podróżowaniem samolotem (25 proc.). Zmiana jest natomiast zauważalna w przypadku wyjść do restauracji. Z 44 proc. do 41 proc. spadła od końca sierpnia liczba konsumentów, którzy czują się w nich bezpiecznie. Również o 3 pp. mniej jest osób, które nie mają obaw przed korzystaniem z indywidulanych usług jak wizyta u dentysty czy fryzjera (39 proc.). Na tym samym poziomie utrzymuje się liczba konsumentów, którzy czują się bezpiecznie podczas większych wydarzeń jak koncerty czy mecze ( 23 proc.) oraz w czasie pobytu w hotelu (36 proc.).

O ile obawy nie odbiły się na codziennych zwyczajach i zachowaniach konsumentów w Polsce, o tyle zmianę widać w przypadku pytań o zdrowie. Aż 77 proc. zapytanych przez Deloitte niepokoi się o zdrowie swojej rodziny. To wzrost o 6 pp. i najwyższy wynik w Europie. Taki sam poziom obaw wykazują Hiszpanie. Oni także najbardziej w Europie niepokoją się o własną kondycję (76 proc.)

Wśród polskich konsumentów różnica między troską o własne zdrowie a zdrowie rodziny jest znacznie większa. Niezmiennie zdecydowanie bardziej martwimy się o bliskich. W najnowszej edycji różnica wynosi aż 15 pp. Niemniej jednak w obu przypadkach poziom obaw Polaków o zdrowie swoje i bliskich jest najwyższy od początku badania – mówi Krzysztof Wilk, Partner Associate w dziale Doradztwa Podatkowego, Lider praktyki Life Sciences i Ochrony Zdrowia, Deloitte.

Wraca lęk o pracę

Sporo, bo o 5 pp. od ostatniego badania wzrosły nad Wisłą obawy konsumentów dotyczące utraty pracy. To powód do niepokoju dla połowy zapytanych przez Deloitte. Ma to związek z drugą falą epidemii i rosnącymi obawami związanymi z wprowadzeniem kolejnego lockdownu. Przykładem są sąsiednie Czechy, które już zamknęły bary i restauracje oraz wprowadziły w szkołach nauczanie zdalne.

Nieco ponad jedna trzecia konsumentów nad Wisłą obawia się zakończenia zdalnej formy pracy i powrotu do biura. To mniej o 3 pp. niż miesiąc temu. Widać to także w deklaracjach dotyczących publicznego transportu, z którego często korzystamy w drodze do pracy czy szkoły. Jazdę komunikacją miejską planuje ograniczyć 44 proc. zapytanych. Miesiąc temu odpowiedziała tak aż połowa naszych respondentów.

Większość planów działania kryzysowego skupia się na strukturach, protokołach i procesach, które są przecież reakcją na określone zdarzenia i pomijają czynnik ludzki. Opierają się przy tym na założeniu, że niezależnie od sytuacji ludzie i tak stawią się do pracy, czy też podejmą się jej zdalnie. Z naszego badania wynika jednak, że w naprawdę trudnych sytuacjach założenie to może okazać się fałszywe. Trzeba więc znaleźć sposób, by temu zapobiec – mówi John Guziak, Partner, Lider ds. Kapitału Ludzkiego w Deloitte Polska.

Większe zakupy muszą poczekać

Fakt, że myślimy o naszej zawodowej przyszłości z niepokojem ma odzwierciedlenie w finansowych planach. 36 proc. z nas, a więc o 3 pp. więcej niż miesiąc temu, deklaruje, że odkłada na później większe zakupy, a 29 proc. obawia się o uregulowanie przyszłych płatności.

W tej edycji badania po raz pierwszy zapytaliśmy respondentów, czy będą w stanie spłacić swoje zadłużenie kredytowe. Jedynie 13 proc. ankietowanych odpowiedziało, że nie ma co do tego obaw. Innego zdania jest aż 62 proc. badanych. 65 proc. zapytanych przez nas osób obawia się natomiast o stan swoich oszczędności, tylko dla 14 proc. nie jest to problemem – mówi Przemysław Szczygielski, Partner, Lider branży Usług Finansowych w Polsce, Deloitte.

Większą ostrożność widać w zwyczajach zakupowych Polaków. Do tej pory najczęściej w Europie kupowaliśmy na zapas. Od ostatniej edycji liczba konsumentów deklarujących, że kupują więcej niż są w stanie na bieżąco zużyć, spadła o 4 pp. Odpowiedziało tak 36 proc. zapytanych, tyle samo w Wielkiej Brytanii. Do kupowania na zapas przyznaje się tylko nieco mniej Belgów i Włochów (po 35 proc.). Najrzadziej w Europie ponad bieżące potrzeby kupują Hiszpanie (22 proc.) i Francuzi (21 proc.).

Po dużym spadku pod koniec sierpnia, z 53 do 46 proc., w ciągu ostatniego miesiąca nieznacznie spadła liczba Polaków, którzy polują na okazje (-1 pp.). Tym samym, razem z Niemcami jesteśmy europejskimi liderami tego trendu zakupowego (po 45 proc.). – Co rzuca się w oczy to mniejsza o 5 pp. liczba polskich konsumentów, którzy są w stanie zapłacić więcej za wygodę. Od najwyższego wyniku w pierwszej połowie czerwca to spadek o 8 pp. Polacy ewidentnie przechodzą na tryb oszczędności i niechętnie wydają pieniądze. Niepewność związana z tym, że nie wiemy, jakie dalsze ograniczenia przyniesie nam rozwój pandemii, z pewnością ma na to duży wpływ – mówi Michał Tokarski.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
07.08.2026 12:43
Koniec solariów? Wielka Brytania rozważa radykalne zmiany
Solaria a zdrowie skóry. Eksperci obalają mity o ich korzyściach. (Fot. Shutterstock)Shutterstock

Światowa Organizacja Zdrowia zakwalifikowała solaria jako czynnik rakotwórczy z grupy 1. Wielka Brytania chce pójść w ślady innych krajów, rozważa całkowity zakaz działalność komercyjnych solariów. Eksperci ostrzegają przed negatywnymi skutkami oraz obalają mity dotyczące wątpliwych korzyści.

Jak podaje Ministerstwo Zdrowia, sztuczne promieniowanie ultrafioletowe nie jest zdrowe dla naszej skóry. Dawki UV występujące podczas rekreacyjnego opalania się w solarium są nawet 12 razy wyższe niż w świetle słonecznym. Jak wskazują badania, ryzyko wystąpienia czerniaka wzrasta wraz z czasem spędzonym na korzystaniu z łóżek do opalania. 

Statystyki opublikowane przez ministerstwo pokazują, że częste korzystanie z solarium wiąże się ze wzrostem ryzyka wystąpienia czerniaka. Ilość sesji zwiększa prawdopodobieństwo choroby:

  • od 1 do 14 sesji ryzyko to 19 proc.
  • od 15 do 30 sesji ryzyko to 31 proc.
  • a przy 40 sesjach to 55 proc.

Ciemna strona solarium

Wizyta w solarium dla wielu konsumentów jest przyjemnym rytuałem. Czy taka forma opalania jest zdrowa? O szkodliwości tej usługi przypomina dermatolożka dr Ophelia Veraitch, która podkreśla, że WHO zakwalifikowało solaria w tej samej kategorii co papierosy i pluton. 

Analiza z 2021 roku obejmująca 14 tys. osób chorych na czerniaka — najgroźniejszą postać raka skóry — jednoznacznie wykazała zwiększone ryzyko zachorowania związane z korzystaniem z solarium. 

Warto dodać, że Brytyjski Komitet ds. Medycznych Aspektów Promieniowania w Środowisku (COMARE), działający przy Departamencie Zdrowia i Opieki Społecznej, poinformował w raporcie opublikowanym w ubiegłym miesiącu, że korzystanie z solarium przed ukończeniem 35. roku życia zwiększa ryzyko zachorowania na czerniaka o 75 procent. Poza zwiększaniem ryzyka nowotworów solaria przyspieszają proces starzenia się skóry. Uszkadzają DNA komórek i prowadzą do rozpadu kolagenu.

W jakich krajach solarium jest zakazane? 

Brazylia, Iran i Australia już wcześniej zakazały działalności solariów.  Lekarz medycyny estetycznej dr Joseph Hkeik mówi, że takie rozwiązanie przyniosło bardzo dobre efekty w ograniczaniu liczby zachorowań na czerniaka. Podkreśla również, że reszta świata powinna wprowadzić taki zakaz. 

image

Doda ujawniła, że solarium doprowadziło ją do czerniaka. Branża beauty: to nagonka, ktoś jej za to zapłacił

- Ryzyko jest na tyle poważne, że w styczniu Brytyjskie Stowarzyszenie Dermatologów (British Association of Dermatologists — BAD) ogłosiło, iż popiera całkowity zakaz działalności komercyjnych solariów w Wielkiej Brytanii, powołując się na dobrze udokumentowany związek między korzystaniem z solarium a rakiem skóry oraz na niewystarczające egzekwowanie obowiązujących przepisów — mówi dermatolożka konsultantka dr Clare Kiely.

Solaria w social mediach. Niezdrowy marketing

Brytyjskie stowarzyszenie w czerwcu udostępniło raport “Comare”, w którym wskazano, że niektóre firmy świadczące usługi solaryjne w swoich reklamach rozpowszechniają dezinformacje.  

Fałszywe informacje i niepotwierdzone naukowo stwierdzenia o rzekomych korzyściach zdrowotnych ma wzmocnić treści publikowane w social mediach. Wielka Brytania rozważa zakaz działalności komercyjnych solarium, ale myśli również nad ograniczeniem reklamowania tego typu usług. 

Niektóre firmy oferujące usługi solaryjne mówią o nieprawdziwych korzyściach zdrowotnych tej usługi. Zastosowanie światła podczerwonego obok promieniowania UV ma wspomagać produkcję kolagenu. 

- To po prostu śmieszne. Promieniowanie UV wyrządza kolagenowi nieporównywalnie większe szkody niż jakiekolwiek korzyści, jakie mogłoby przynieść światło czerwone — komentuje specjalistka medycyny estetycznej dr Sophie Shotter

Pogarszająca się sytuacja branży solariów może być szansą biznesową dla sektora beauty. Salony kosmetyczne mogą wykorzystać ten trend, edukując klientów na temat zagrożeń związanych z opalaniem i rozwinąć ofertę bezpiecznych alternatyw. Takich jak: kosmetyki samoopalające, opalanie natryskowe czy produkty nadające skórze efekt opalenizny bez ekspozycji na promieniowanie UV.

A co z rzekomymi korzyściami?

Mimo wielu zagrożeń związanych z promieniowaniem UV,  klienci solarium często wskazują, że usługa poprawia im samopoczucie, łagodzi stany zapalne skóry oraz zwiększa poziom witaminy D. Czy faktycznie tak jest? 

Istnieją badania sugerujące, że ekspozycja na promieniowanie UV może ograniczać stan zapalny skóry i przynosić ulgę osobom cierpiącym na egzemę, łuszczycę czy trądzik. Oznacza to, że korzystanie z solarium może czasowo łagodzić objawy tych chorób, jednak nie oznacza to, że jest bezpieczną metodą leczenia.

- Każda opalenizna uzyskana pod wpływem słońca lub promieniowania UV jest oznaką uszkodzenia skóry. Ciemniejszy kolor skóry to mechanizm obronny organizmu przed dalszymi uszkodzeniami  — wyjaśnia dr Veraitch.

Światłoterapia jest wykorzystywana przez dermatologów, ale nie ma nic wspólnego z korzystaniem z solarium. Dr Clare Kiely wyjaśnia, że w terapii wykorzystuje się ściśle kontrolowane dawki promieniowania UVB pod nadzorem lekarza. Natomiast komercyjne solaria emitują głównie promieniowanie UVA, które wnika głębiej w skórę, a ekspozycja odbywa się bez kontroli medycznej. 

- To zupełnie inna sytuacja niż leczenie dermatologiczne — dodaje.

Z tego samego powodu solaria nie są dobrym źródłem witaminy D. Dr Veraitch wyjaśnia, że do jej produkcji organizm potrzebuje promieniowania UVB. Choć moda na opaleniznę nie przemija, coraz więcej dowodów wskazuje, że nie warto płacić za nią własnym zdrowiem.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
07.08.2026 11:32
Najpierw zdrowi, potem piękni: Polacy zmieniają podejście do urody
Karolina Grabowska STAFFAGE

Zdrowie, kondycja fizyczna i psychiczna oraz codzienne nawyki coraz silniej definiują sposób, w jaki Polacy postrzegają piękno. Z badania DOZ.pl wynika, że w perspektywie najbliższych pięciu lat największe znaczenie dla rozumienia urody będzie miało zdrowie i dobra kondycja fizyczna, podczas gdy medycyna estetyczna i chirurgia plastyczna pozostają na marginesie wskazań konsumentów. Jednocześnie niewielki odsetek respondentów wiąże przyszłość beauty z rozwiązaniami opartymi na sztucznej inteligencji.

Zdrowe odżywianie, aktywność fizyczna, zdrowie psychiczne, sen i profilaktyka coraz częściej są postrzegane nie jako elementy towarzyszące dbaniu o wygląd, ale jako jego podstawy. Taki obraz wyłania się z raportu DOZ.pl „Piękno zaczyna się od zdrowia”, przygotowanego na podstawie badania przeprowadzonego w lipcu 2026 roku na reprezentatywnej próbie 1027 dorosłych Polaków.

Wyniki wskazują na przesunięcie akcentów w sposobie definiowania piękna. Konsumenci w większym stopniu łączą atrakcyjny wygląd z ogólną kondycją organizmu i stylem życia, a w mniejszym z działaniami nastawionymi wyłącznie na zmianę wyglądu. Dla rynku kosmetycznego, farmaceutycznego i szerzej rozumianego sektora consumer health oznacza to rosnące znaczenie kategorii znajdujących się na styku urody, zdrowia i profilaktyki.

Kondycja fizyczna najważniejszym czynnikiem

Największa grupa respondentów – 51 proc. – uważa, że w ciągu najbliższych pięciu lat na sposób rozumienia piękna najbardziej wpłynie zdrowie i dobra kondycja fizyczna. Oznacza to, że ponad połowa badanych wskazuje właśnie ten obszar jako kluczowy dla przyszłości kategorii beauty.

Na drugim miejscu znalazło się zdrowie psychiczne, wskazane przez 43 proc. respondentów. Niewiele mniej, bo 42 proc., uznało za istotny czynnik zdrowe odżywianie. Kolejne miejsca zajęły odpowiednia ilość snu oraz profilaktyka. Sen wskazało 35 proc. badanych, natomiast profilaktykę – 32 proc.

image

Oriflame: nauka o długowieczności zmienia podejście branży beauty do starzenia się skóry

Zestawienie pokazuje, że pięć najczęściej wskazywanych czynników związanych z przyszłością piękna dotyczy przede wszystkim zdrowia i stylu życia. Żaden z nich nie odnosi się bezpośrednio do zabiegów ingerujących w wygląd.

Różnica jest szczególnie widoczna w przypadku medycyny estetycznej i chirurgii plastycznej. Zabiegi medycyny estetycznej wskazało 9 proc. respondentów, a operacje plastyczne zaledwie 6 proc. Obie odpowiedzi znalazły się na końcu zestawienia.

Oznacza to, że między najczęściej wskazywanym czynnikiem – zdrowiem i kondycją fizyczną, z wynikiem 51 proc. – a medycyną estetyczną istnieje różnica 42 punktów procentowych. W przypadku chirurgii plastycznej różnica wynosi już 45 punktów procentowych.

Dane sugerują więc, że w perspektywie pięciu lat konsumenci nie oczekują przede wszystkim dalszej eskalacji działań nastawionych na modyfikowanie wyglądu. Znacznie częściej wskazują na rozwiązania związane z utrzymaniem dobrej kondycji i zapobieganiem problemom zdrowotnym.

Piękno jako efekt codziennych nawyków

Wyniki badania wpisują się w szerszą zmianę sposobu myślenia o self-care. Dbanie o siebie coraz częściej obejmuje kilka obszarów jednocześnie: od sposobu odżywiania, przez aktywność fizyczną i sen, po zdrowie psychiczne i działania profilaktyczne.

– Obserwujemy, jak zmieniają się potrzeby i oczekiwania naszych użytkowników. Dlatego postanowiliśmy zapytać Polaków nie tylko o to, jak dziś dbają o siebie, ale także jak wyobrażają sobie przyszłość zdrowia i urody – mówi Katarzyna Majcher, Head of Commercial DOZ.pl.

image

Konsument beauty chce wartości, a nie tylko niskiej ceny. Raport McKinsey

Jak podkreśla, wyniki wskazują, że dobry wygląd jest coraz częściej traktowany jako rezultat zdrowych nawyków, a nie cel sam w sobie. Z perspektywy rynku oznacza to również zmianę oczekiwań wobec marek i sprzedawców. Sam dostęp do szerokiego portfolio produktów może być niewystarczający. Rosnące znaczenie mają również informacje pozwalające konsumentom podejmować świadome decyzje oraz rozwiązania ułatwiające codzienne dbanie o zdrowie.

Taki kierunek może mieć znaczenie szczególnie dla kategorii, które tradycyjnie funkcjonowały na pograniczu segmentów health i beauty. Suplementy diety, produkty wspierające zdrowie skóry i włosów, preparaty związane ze snem czy produkty do pielęgnacji mogą być coraz częściej oceniane przez konsumentów nie tylko przez pryzmat efektu kosmetycznego, ale także ich miejsca w szerszym modelu dbania o organizm.

Zdrowie psychiczne i sen w centrum self-care

Na uwagę zasługują również wyniki dotyczące zdrowia psychicznego i snu. 43 proc. respondentów wskazało zdrowie psychiczne jako jeden z najważniejszych czynników, które będą kształtować rozumienie piękna w perspektywie pięciu lat. To wynik o 8 punktów procentowych niższy od zdrowia i kondycji fizycznej, ale jednocześnie wyższy niż wskazania dotyczące zdrowego odżywiania, snu czy profilaktyki.

Odpowiednią ilość snu wskazało 35 proc. badanych, co plasuje ten czynnik na czwartym miejscu. W porównaniu z zabiegami medycyny estetycznej różnica wynosi 26 punktów procentowych, a w porównaniu z operacjami plastycznymi – 29 punktów procentowych.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku profilaktyki. 32 proc. respondentów uznało ją za czynnik mający istotne znaczenie dla przyszłego rozumienia piękna. Wynik ten jest ponad trzykrotnie wyższy niż wskazanie medycyny estetycznej i ponad pięciokrotnie wyższy niż wskazanie operacji plastycznych.

image

Suplementy podbijają TikTok Shop. Sprzedaż przekroczyła 182 mln dolarów

– Coraz więcej osób pyta nie tylko o leczenie, ale przede wszystkim o to, jak skutecznie dbać o zdrowie na co dzień. Coraz więcej osób rozumie, że dobra kondycja, zdrowy sen, właściwe odżywianie czy profilaktyka nie są dodatkiem do atrakcyjnego wyglądu, ale jego fundamentem – ocenia dr Michał Domaszewski, prezes Ambasadorów Zdrowia.

Jego zdaniem znaczenie mają przede wszystkim codzienne działania, a nie jednorazowe interwencje. Taka perspektywa może wpływać na sposób, w jaki konsumenci będą w kolejnych latach wybierać produkty i usługi związane zarówno ze zdrowiem, jak i urodą.

AI nie jest jeszcze motorem przyszłości beauty

Wyniki badania pokazują jednocześnie, że konsumenci nie przypisują obecnie dużego znaczenia technologiom związanym ze sztuczną inteligencją. Pomimo dynamicznego rozwoju narzędzi AI w handlu, marketingu i personalizacji oferty, rozwiązania tego typu zajęły odległe miejsca w zestawieniu.

Zaledwie 4 proc. respondentów uznało, że wsparcie AI w wyborze produktów będzie jednym z najważniejszych czynników kształtujących przyszłość piękna. Jeszcze mniej – 2 proc. – wskazało technologie umożliwiające wirtualne testowanie kosmetyków.

Oznacza to, że między zdrowiem i kondycją fizyczną, wskazanymi przez 51 proc. badanych, a wsparciem AI w wyborze produktów istnieje różnica aż 47 punktów procentowych. W przypadku wirtualnego testowania kosmetyków różnica wynosi 49 punktów procentowych.

Dane te nie oznaczają, że konsumenci odrzucają nowe technologie. Pokazują natomiast, że na poziomie deklaracji nie są one obecnie postrzegane jako najważniejszy element przyszłości beauty. Zdecydowanie większą rolę przypisuje się podstawowym elementom stylu życia i zdrowia.

Rynek beauty coraz bliżej consumer health

Raport DOZ.pl wskazuje więc na kierunek, w którym granica między rynkiem kosmetycznym a sektorem zdrowotnym może stawać się coraz mniej wyraźna. Dla konsumentów pielęgnacja wyglądu jest częścią szerszego podejścia do dobrostanu, obejmującego zarówno kondycję fizyczną, jak i psychiczną.

Znaczenie poszczególnych kategorii dobrze obrazuje rozkład odpowiedzi. 51 proc. badanych wskazało zdrowie i kondycję fizyczną, 43 proc. zdrowie psychiczne, 42 proc. zdrowe odżywianie, 35 proc. sen, a 32 proc. profilaktykę. Dla porównania, 9 proc. wybrało medycynę estetyczną, a 6 proc. chirurgię plastyczną. Jeszcze niżej znalazły się technologie: 4 proc. dla AI wspierającej wybór produktów i 2 proc. dla wirtualnego testowania kosmetyków.

W praktyce oznacza to, że największy potencjał rozwoju może być związany nie tyle z kolejnymi sposobami ingerowania w wygląd, ile z produktami i usługami odpowiadającymi na potrzebę kompleksowego dbania o siebie. Jednocześnie rośnie znaczenie edukacji konsumentów, wiarygodnych informacji i prostych rozwiązań, które można włączyć do codziennego życia.

image

E-apteki zmieniają rynek beauty. Konsumenci wybierają wygodę i dyskrecję

Raport „Piękno zaczyna się od zdrowia” został po raz pierwszy zaprezentowany podczas brunchu prasowego inaugurującego trzecią edycję Plebiscytu Znakomitość Roku DOZ.pl. Badanie ma stanowić punkt wyjścia do dyskusji o zmieniających się potrzebach konsumentów. Sam plebiscyt jest natomiast jego praktycznym uzupełnieniem – użytkownicy DOZ.pl wybierają produkty, którym ufają i które, w ich ocenie, najlepiej wspierają codzienne dbanie o zdrowie i urodę.

Badanie przeprowadzono w lipcu 2026 roku metodą ilościową na reprezentatywnej próbie 1027 dorosłych Polaków. Jego wyniki pokazują, że w deklaracjach konsumentów przyszłość piękna jest przede wszystkim związana ze zdrowiem i jakością życia. Technologie oraz działania skoncentrowane wyłącznie na zmianie wyglądu pozostają zdecydowanie mniej istotne.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
08. sierpień 2026 01:08