StoryEditor

Michał Mróz, Inter-Vion: Przejście na ekologiczne akcesoria kosmetyczne to wyzwanie

Wprowadzenie akcesoriów kosmetycznych z biodegradowalnych materiałów to duże wyzwanie. Dlatego pracując nad ekologicznymi rozwiązaniami, mamy świadomość, że muszą one być cenowo akceptowalne dla konsumentów. Obecnie testujemy ekologiczne typy materiałów do produkcji akcesoriów, takie jak ziarna kukurydzy, maniok czy słoma pszenna - mówi Michał Mróz, prezes zarządu firmy Inter-Vion. 

Jak kształtuje się dziś rynek akcesoriów kosmetycznych, jaką ma dynamikę sprzedaży?

Kondycja rynku akcesoriów jest pochodną i odzwierciedleniem trendów zachodzących na rynku kosmetycznym. Akcesoria to wiele kategorii – produkty do paznokci, do włosów, do twarzy, akcesoria podróżne – i dynamika ich sprzedaży jest zazwyczaj powiązana z dynamiką poszczególnych segmentów rynku kosmetycznego. Kiedy rośnie sprzedaż kosmetyków do makijażu, automatycznie akcesoria do make-upu przeżywają rozkwit. Obecnie cały rynek akcesoriów rośnie, ale są takie kategorie, jak wspomniane akcesoria do make-upu czy kuferki i kosmetyczki, których dynamika wzrostu jest wyższa. Ponadto wyraźnie dostrzegamy wpływ na kategorię młodszych konsumentów, którzy są coraz istotniejszą grupą kupujących.

Wyraźnie dostrzegamy wpływ młodszych konsumentów na kategorię akcesoriów kosmetycznych, którzy są coraz istotniejszą grupą kupujących.

Czy możemy się posłużyć liczbami?

Kategoria nie jest monitorowana przez firmy badawcze, więc nie mamy danych ogólnorynkowych. Możemy się posłużyć naszymi analizami. Ponieważ jesteśmy dziś zdecydowanie najsilniejsi na rynku i jesteśmy obecni we wszystkich kanałach dystrybucyjnych – w handlu detalicznym i sieciowym, w drogeriach, sklepach spożywczych, dyskontach, kioskach – możemy powiedzieć, że rynek akcesoriów rośnie w dwucyfrowym tempie. Myślę, że w tym kontekście istotną informacją jest to, że w ciągu ostatnich trzech lat przychody naszej firmy wzrosły o 60 proc., czyli wzrastały o 20 proc. rocznie.

Rynek akcesoriów rośnie w dwucyfrowym tempie.

Jakie najważniejsze czynniki miały wpływ na tak dobre wyniki firmy?

Zewnętrznym czynnikiem jest wzrost popytu i wielkość kategorii, wewnętrznym – nasza strategia. Są trzy filary, na których ją oparliśmy. Pierwszym z nich jest asortyment – innowacyjny, dynamicznie się zmieniający i odpowiednio eksponowany. Drugim elementem jest wysoka jakość produktów. Trzeci element to cała organizacja, serwis, jaki oferujemy klientom. Z jednej strony mamy bardzo doświadczony zespół – średni staż pracy w naszej firmie przekracza 10 lat, z drugiej strony bardzo zmieniliśmy się jako firma w ostatnich latach, przede wszystkim w sferze organizacyjnej. Aż 50 osób to pracownicy działu sprzedaży, którzy każdego dnia docierają do naszych klientów. To te czynniki w głównej mierze są źródłem naszego sukcesu.

Czy miały znaczenie również inwestycje w szafy ekspozycyjne, które uporządkowały kategorię akcesoriów w sklepach i wzmocniły markę Inter-Vion?

Tak. Jest to projekt, który rozpoczęliśmy trzy lata temu i który sukcesywnie realizujemy. Chcieliśmy, aby sklepy zmieniły postrzeganie kategorii akcesoriów kosmetycznych. Zawsze były one traktowane jako asortyment dodatkowy, a nam zależało, aby właściciele sklepów i kupcy uczynili je jedną z wiodących kategorii w sklepach. Ten projekt pokazał, że to możliwe. Dziś wielu detalistów umieszcza nasze produkty i szafy w eksponowanych miejscach.

Udało nam się także uporządkować kategorię akcesoriów kosmetycznych. Bardzo starannie dobieramy towar pod każdy konkretny sklep, biorąc pod uwagę powierzchnię, otoczenie konkurencyjne i profil klientów. Oferujemy kompleksowe zarządzanie asortymentem, włącznie z obsługą przez naszych przedstawicieli handlowych, tak aby sklep wygenerował na akcesoriach większy obrót i większą marżę.

Dziś projekt funkcjonuje już w ponad 100 sklepach. Nasze analizy pokazały ponad 30-proc. wzrost obrotów całej kategorii akcesoriów po jego wprowadzeniu. Dowodem na powodzenie projektu jest też to, że konkurencja zaczęła podążać za nami, oferując podobne rozwiązania.

Można sądzić, że w ciągu najbliższych trzech lat Polska w ramach grupy La Brosse & Dupont stanie się największym rynkiem dla sprzedaży akcesoriów.

Inter-Vion jest częścią francuskiej grupy La Brosse & Dupont. Trzy lata temu rozmawialiśmy o pozycji Państwa firmy w spółce i o potencjale polskiego rynku. Wówczas Polska była na drugim miejscu pod względem sprzedaży akcesoriów. Czy już jesteśmy numerem jeden?

Numerem jeden jeszcze nie, ale już jesteśmy bardzo blisko. Jesteśmy częścią grupy La Brosse & Dupont od 20 lat – od 2001 roku jest to nasz akcjonariusz większościowy. LBD prowadzi filie na 6 rynkach w Europie, poza Francją i Polską również w Belgii, we Włoszech, w Hiszpanii i Portugalii. Polska znajduje się na drugim miejscu pod względem wielkości sprzedaży i cały czas umacnia się, zbliżając do wyniku, który reprezentuje grupa we Francji w kategorii akcesoriów. Mogę powiedzieć, że dynamika, którą osiągamy, pozwala nam sądzić, że w ciągu najbliższych trzech lat Polska w ramach grupy stanie się największym rynkiem dla sprzedaży akcesoriów.

Przeprowadzamy dużo analiz w ramach grupy, porównując potencjał poszczególnych sklepów, powierzchni, jaką przeznaczają na akcesoria kosmetyczne, poszczególnych kategorii, i widzimy, że Polska pod wieloma względami przebija już wskaźnikowo inne rynki w Europie, na których działamy.

Jaki jest udział eksportu w sprzedaży Inter-Vionu?

Jako grupa La Brosse & Dupont działamy na kilkudziesięciu rynkach. Inter-Vion z ramienia grupy jest odpowiedzialny za sprzedaż w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Obecnie dostarczamy nasze produkty na ponad 30 rynków. Eksport stanowi jedną trzecią naszej sprzedaży, z wysoką dynamiką wzrostu. Na rynkach zagranicznych działamy głównie poprzez lokalnych dystrybutorów. My oferujemy nasze marki, wyselekcjonowany asortyment i sprawdzone rozwiązania, a lokalny dystrybutor dokłada do tego znajomość konsumentów i realiów lokalnego rynku.

Wspomniał Pan o jakości, która jest dla firmy bardzo ważna. Gdzie są produkowane akcesoria, które wprowadzacie Państwo na rynek?

Miejscem produkcji akcesoriów na potrzeby całego światowego rynku nadal pozostaje Azja. Natomiast tym, co nas wyróżnia na rynku, jest podejście do jakości, które w grupie LBD jest kwestią priorytetową. Wiele lat temu postawiliśmy na jakość i to się przekłada na cały nasz biznes. Posiadamy dwie filie w Szanghaju i Hongkongu, które są odpowiedzialne za kwestie jakościowe. Zatrudniamy tam kilkadziesiąt osób, które zajmują się selekcją fabryk i kontrolą procesów produkcyjnych. W Polsce zatrudniamy 7 osób zajmujących się wyłącznie kontrolą jakości.

Od kilku lat posiadamy certyfikaty ISO 9001 i 14001. Współpracujemy również z polskimi i międzynarodowymi firmami zajmującymi się audytem i badaniami laboratoryjnymi. Nasze produkty są badane zarówno pod kątem użytkowym, jak i chemicznym. Wszystkie powyższe działania pozwalają nam na osiągnięcie dwóch podstawowych celów. Pierwszy – żeby produkt pod kątem użytkowym spełniał najwyższe oczekiwania konsumentów, drugi – aby pod względem bezpieczeństwa był zgodny z przepisami, które funkcjonują w Polsce i w Unii Europejskiej.

Testujemy ekologiczne typy materiałów do produkcji akcesoriów, takie jak ziarna kukurydzy, maniok czy słoma pszenna.

Wydaje się, że dużym wyzwaniem będzie też spełnienie wymagań związanych z ekologią i biodegradowalnymi surowcami. Akcesoria to w większości plastik.

To prawda, jest to wyzwanie, któremu będziemy musieli sprostać. Duży nacisk kładziemy na to, aby opakowania były coraz bardziej ekologiczne i neutralne dla środowiska. Systematycznie zmniejszamy ilość plastiku i folii w opakowaniach.

Daleko nam w Polsce do tego, co dzieje się w kwestii ekologii w Niemczech czy w Stanach Zjednoczonych, ale jako firma mamy już bardzo zaawansowane projekty linii produktów ekologicznych i biodegradowalnych. Obecnie testujemy ekologiczne typy materiałów do produkcji akcesoriów, takie jak ziarna kukurydzy, maniok czy słoma pszenna. Uważam, że w ciągu kilku lat będzie to coraz bardziej znacząca część naszej oferty, ponieważ takie są oczekiwania konsumentów.

Ekologicznych produktów jest coraz więcej i utrzymują się one na rynku, co oznacza, że konsumenci są gotowi do płacenia wyższej ceny za produkty zdrowe i przyjazne dla środowiska

Jest jednak pewien dysonans pomiędzy oczekiwaniami i deklaracjami a faktyczną chęcią zakupu produktów z ekologicznych materiałów, które są po prostu droższe.

Kilka lat temu w ramach grupy zrobiliśmy pierwszy projekt krótkiej ekologicznej serii szczotek i ozdób do włosów. Produkt, za który konsumentka musiała zapłacić trzykrotnie więcej, nie sprawdził się wówczas na polskim rynku. Niewątpliwie jest to więc ogromne wyzwanie. Dlatego pracując nad ekologicznymi rozwiązaniami, mamy świadomość, że muszą one być cenowo akceptowalne dla konsumentów. Chociaż, obserwując inne branże, dostrzegam, że ekologicznych produktów jest coraz więcej i utrzymują się one na rynku, co oznacza, że konsumenci są gotowi do płacenia wyższej ceny za produkty zdrowe i przyjazne dla środowiska.

A czy generalnie kobiety wydają na akcesoria kosmetyczne więcej i czy są one droższe?

Tak, nie jest to drastyczny skok, ale średnia cena produktu rośnie. Konsumenci są bardziej otwarci na to, żeby płacić więcej za produkty lepsze, ciekawsze, innowacyjne.

Na ile konsumenci mają wpływ na to, jakie produkty wypuszczacie na rynek?

Zdecydowanie zwracamy uwagę na to, co mówią zarówno konsumenci, jak i nasi kontrahenci. Z konsumentami komunikujemy się za pośrednictwem mediów społecznościowych i podczas bezpośrednich spotkań, bierzemy pod uwagę wyniki testów, które wśród nich przeprowadzamy.

Jesteśmy też bardzo blisko naszych odbiorców – kontrahentów, którzy jako pierwsi dostają informację zwrotną od konsumentów i słuchamy ich bardzo uważnie. Nasza oferta jest miksem tego, co naszym zdaniem powinno trafić na rynek jako innowacja, oraz oczekiwań naszych klientów i konsumentów.

Nasze zespoły sprzedażowe i marketingowe ściśle współpracują z partnerami biznesowymi - sieciami handlowymi.

Czy to znaczy, że sieci handlowe, kupcy, detaliści w pewnym sensie sterują rynkiem, wywierają presję na dostawców czy raczej jest to kompromis wynikający z wzajemnego zrozumienia potrzeb?

Jest to silny wpływ, ale na pewno nie nazwałbym go sterowaniem. Kupcy i sieci handlowe starają się bardzo szybko reagować na zmieniające się potrzeby konsumentów i dzielą się z nami tymi obserwacjami. Jest to dla nas bardzo istotne w planowaniu naszych działań marketingowych. Nasze zespoły sprzedażowe i marketingowe ściśle współpracują z partnerami biznesowymi. Często dzieje się to u nas na miejscu. Mamy doświadczony zespół, potężną salę ekspozycyjną, setki wzorów, które możemy pokazać kontrahentom, jest to duże udogodnienie. Wraz z kupcami pracujemy nad ofertą i szukamy najlepszych rozwiązań.

Czy takie podejście wymagało zmian wewnątrz firmy?

Tak i to dość głębokich. Półtora roku temu nastąpiła w naszej firmie strukturalna integracja działów marketingu i sprzedaży. Tworzymy zespoły składające się z reprezentantów tych działów. Są one przypisane do poszczególnych rynków, a także do poszczególnych klientów. Chodzi o to, aby pracownicy zajmujący się produktami i marketingiem byli bliżej naszych odbiorców, a za ich pośrednictwem bliżej konsumentów, co w efekcie powoduje, że nasze produkty bardziej odpowiadają ich potrzebom.

Innym wyzwaniem jest cykl życia produktów, który drastycznie się skrócił w ciągu ostatnich lat w każdej branży. Potrzebujemy szybkich i dynamicznych działań, dlatego tworzymy zespoły projektowe, w których przedstawiciele sprzedaży, marketingu, zakupów i logistyki działają wspólnie tak, aby czas od pomysłu do realizacji był jak najkrótszy. Te zmiany już przyniosły wymierne efekty i coraz częściej słyszymy od naszych klientów, że produkty szybciej trafiają na rynek i są lepiej dopasowane do potrzeb konsumentów.

Inter-Vion jest także producentem marek własnych. Na ile jest to ważna część biznesu firmy?

Zdecydowanie większość sprzedaży realizujemy poprzez nasze marki, ale produkcja marek własnych niewątpliwie jest ważną częścią naszego biznesu. Jeśli klient, z którym pracujemy, decyduje się na wprowadzenie marki własnej, robimy to razem z nim i oferujemy mu wszystkie rozwiązania niezbędne do tego, żeby ten plan się powiódł. Robimy marki własne dla wielu międzynarodowych firm, m.in. dla grupy Carrefour, Kingfisher czy Jeronimo Martins. Wiele z tych projektów okazało się dużym sukcesem i zostały one wprowadzone również na inne rynki. Akcesoriami kosmetycznymi zainteresowały się również sieci dyskontowe, dla których także rozpoczęliśmy produkcję marki własnej. Dodam, że również tworzymy projekty marek własnych z mniejszymi klientami, zarówno w Polsce, jak i w innych krajach.

Rozmawialiśmy o krótkim cyklu życia produktów. Sami konfekcjonujecie i dostarczacie towar. Jakich to wymagało zmian i inwestycji w logistykę firmy?

To rzeczywiście obszar, który w ostatnich latach podlegał dużym zmianom. Realizujemy zarówno zamówienia drobne, jak i obejmujące dziesiątki palet. Oczekiwania odbiorców systematycznie zmieniają się i do tego dopasowujemy nasze struktury. Wprowadziliśmy niedawno nowy system do zarządzania magazynem WMS. Obecnie jesteśmy w trakcie wprowadzania nowego systemu ERP. Mamy własny magazyn w Tomaszowie Mazowieckim, który w tym roku rozbudowaliśmy. Pracujemy również z zewnętrznymi operatorami logistycznymi, firmami transportowymi, kurierskimi, które wspierają nasz proces i umożliwiają nam elastyczne rozwiązania oraz dopasowanie do szybko rosnącej działalności. Nasza praca jest nastawiona na to, żeby czas od momentu, w którym zapada decyzja o wprowadzeniu produktu, do momentu jego dostarczenia do punktu sprzedaży był jak najkrótszy.

Czy internet zmienił rynek akcesoriów?

Wpływ e-commerce na tę kategorię jest mniejszy niż na cały rynek kosmetyczny, ponieważ akcesoria są produktami impulsowymi. W pierwszej fazie do sprzedaży internetowej przenoszą się produkty, które konsumenci chcą kupić w sposób zaplanowany. Dostrzegamy jednak znaczenie tego kanału i pracujemy zarówno z wielkimi platformami, takimi jak Amazon, jak i z lokalnymi sklepami internetowymi. Natomiast sami nie prowadzimy sprzedaży online w Polsce. Testujemy to rozwiązanie we Francji, gdzie w zeszłym miesiącu otworzyliśmy sklep internetowy.

Jakie są najważniejsze plany firmy na przyszłość?

Strategia, którą przyjęliśmy, przynosi efekty, więc będzie kontynuowana. W ostatnich trzech latach co roku do naszego asortymentu wchodziło około 500 nowych produktów i takie tempo chcemy utrzymać. Pracujemy nad nowymi rozwiązaniami w zakresie ekspozycji i promocji. Duży nacisk w planowaniu dalszego wzrostu sprzedaży i rozwoju firmy kładziemy również na eksport.

Czy widzi Pan jakieś zagrożenia, które mogłyby wpłynąć negatywnie na dalszy rozwój firmy i kategorie, w których działacie?

Jeśli chodzi o samą kategorię kosmetyków i akcesoriów kosmetycznych to koniunktura jest bardzo dobra. Konsumentki są otwarte na nowości, rośnie popyt i zapotrzebowanie na dobre jakościowo produkty. Jeśli chodzi o inne czynniki – zazwyczaj nie mamy na nie wpływu i dotykają one wszystkich przedsiębiorstw, niezależnie od branży. Mam na myśli kursy walut istotne dla firm zajmujących się importem i eksportem, zmiany regulacyjne czy szybko rosnące koszty pracy. Pozostaje jeszcze oczywiście otoczenie konkurencyjne, ale jestem przekonany, że nasza strategia pozwoli nam umocnić się na pozycji lidera rynkowego w Polsce i w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

Firma Inter-Vion jest największym dostawcą akcesoriów kosmetycznych w Polsce. Co roku wprowadza do sprzedaży około 500 nowych produktów. Zatrudnia 120 osób, z czego aż 50 to pracownicy działu sprzedaży opiekujący się klientami.  

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Dane, ziarna i odrobina magii: jak technologia udoskonala proces parzenia kawy
Nathan Dumlao/unsplash.com

Kiedyś zaparzenie idealnej filiżanki kawy wydawało się kwestią szczęścia, ale dziś technologia zamienia tę „magię” w powtarzalny proces.

Przez lata domowe parzenie kawy opierało się na instynkcie, cierpliwości i dobieraniu parametrów na oko. Zmieniało się nieco grubość mielenia, ilość wody, wciskało inny przycisk i miało nadzieję, że kolejna filiżanka będzie smakować lepiej. Problem polega na tym, że kawa jest niezwykle delikatna. Niewielka zmiana stopnia zmielenia, temperatury wody, dozy, czasu parzenia czy przepływu może całkowicie odmienić ostateczny smak naparu.

Kiedy parzenie kawy zaczęło opierać się na danych

Właśnie dlatego cyfrowa rewolucja w świecie kawy budzi tyle emocji. Ekspresy do kawy zintegrowane z aplikacją, inteligentne wagi, nowoczesne czajniki i urządzenia parzące na podstawie zapisanych receptur pomagają zrozumieć, co tak naprawdę wpłynęło na efekt w filiżance. Zamiast zastanawiać się, dlaczego wczorajsze espresso było słodsze, wystarczy spojrzeć na liczby: dozę, czas, proporcje, temperaturę i przepływ.

Ma to ogromne znaczenie, ponieważ wybitna kawa opiera się na powtarzalnych parametrach. Standardy parzenia określone przez Specialty Coffee Association skupiają się na kontrolowanych czynnikach, takich jak proporcje kawy do wody, ekstrakcja, moc, jakość wody, temperatura i czas kontaktu. Mówiąc prościej: precyzyjne dane ułatwiają uzyskanie powtarzalnych rezultatów.

Nowoczesny Ekspres Melitta doskonale wpisuje się w ten trend, udowadniając, że automatyczne ekspresy do kawy przestały być wyłącznie mechanicznymi urządzeniami. Dzięki dedykowanym aplikacjom cyfrowym oraz intuicyjnym systemom sterowania, urządzenia tej marki pozwalają na precyzyjne dostosowywanie profili smakowych i zdalne zarządzanie procesem parzenia.

Dla osób pijących kawę na co dzień największą korzyścią nie jest sama obecność „inteligentnych” technologii, ale możliwość zapisania sprawdzonych parametrów. Gdy już znajdziesz idealne ustawienia dla swojego espresso, lungo, flat white czy cappuccino, ekspres pozwoli Ci bez trudu odtworzyć ten sam rezultat za każdym razem.

Jak czujniki i oprogramowanie pomagają opanować sztukę baristyczną

Kawa wciąż budzi emocje, ale sam proces jej przygotowywania staje się fascynująco techniczny. Inteligentne wagi potrafią śledzić wagę, czas, a nawet tempo zalewania. Nowoczesne modele są na przykład wyposażone we wskaźnik przepływu w czasie rzeczywistym, a aplikacje pozwalają użytkownikom zapisywać dane dotyczące parzenia oraz udostępniać lub przesyłać receptury do kompatybilnych wag.

W tym kontekście koncepcja „god shot” staje się mniej tajemnicza. W żargonie kawowym określa się tak wyjątkową porcję espresso, której smak wydaje się niemal niemożliwy do odtworzenia: zbalansowaną, słodką, pełną, aromatyczną i gładką. Kiedyś można było uzyskać jedną taką idealną porcję espresso, by następnego ranka bezpowrotnie stracić ten efekt. Dzięki danym można zapisać recepturę i odtworzyć ten moment.

image
Nathan Mullet/unsplash.com

Podobne rozwiązania trafiają teraz do ekspresów do kawy. Inteligentne ekspresy do kawy wykorzystują aplikacje do harmonogramowania parzenia, zapisywania profili, wysyłania powiadomień, automatycznej synchronizacji ustawień i aktualizacji oprogramowania. Oznacza to, że oprogramowanie nie jest już czymś oderwanym od samej kawy. Staje się integralną częścią metody zaparzania.

Dla entuzjastów technologii to najbardziej interesujący aspekt: ekspresy do kawy zaczynają działać jak precyzyjne instrumenty. Czujniki pomagają utrzymać stabilną temperaturę. Oprogramowanie potrafi przechowywać receptury. Aplikacje przeprowadzają użytkowników przez ustawienia. Wagi dokładnie mierzą ilość płynu w filiżance. Młynki i zaparzacze pomagają ograniczyć błąd ludzki. Intuicja baristy nie znika – zostaje po prostu przełożona na dane.

Oczywiście technologia nie zastąpi smaku. Wciąż potrzebujesz dobrych ziaren, czystej wody i receptury dopasowanej do Twoich preferencji. Eliminuje jednak element niepewności. Zamiast myśleć: „To było świetne, ale nie mam pojęcia dlaczego”, wiesz dokładnie, co uległo zmianie, i potrafisz to powtórzyć.

Przyszłość kawy to nie tylko aplikacje, ekrany i połączone z siecią urządzenia. Chodzi o to, by dać ludziom pewność i pełną kontrolę nad procesem parzenia. Dane pomagają odnaleźć idealny smak. Oprogramowanie pozwala go zachować. A gdzieś pomiędzy ziarnami, liczbami i pierwszym łykiem sztuka parzenia kawy staje się po prostu nieco łatwiejsza do opanowania.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Retailerzy potrzebują wdrożenia. Pierwsze humanoidy w sklepach już za rok?
Dominik Saczko
Dominik Saczko
Pierwsze humanoidy mogą pojawić się w handlu nawet w ciągu roku.Wiadomości Kosmetyczne

Roboty humanoidalne coraz bliżej polskich sklepów. Pierwsze pilotaże są możliwe już za rok a Polacy są na tak. Branża musi już teraz myśleć o pierwszych krokach.

W artykule przeczytasz:

  • Roboty w handlu? Polacy widzą je w roli wykładania towarów i podawania lokalizacji
  • Roboty jako doradcy, ale nie jako asystenci reklamacji czy doradcy zakupowi
  • Czy automatyzacja handlu wyprze pracowników?

Eksperci przychodzą ze wskazówkami dla retailerów.

image

Rossmann testuje humanoidalne roboty w logistyce: przełomowy pilotaż UBTech Walker S2

Roboty w handlu? Polacy widzą je w roli wykładania towarów i podawania lokalizacji

W ciągu roku w sklepach może zaroić się od robotów. Szybciej, niż wielu retailerów zakłada. Handel już teraz musi się przygotować na humanoidy. Rynek musi mieć pewną wiedzę i opracowany model wdrożeniowy. Pierwsze kroki powinny zaczynać się od wskazania procesu, w którym technologia poprawi dostępność towaru, obsługę lub produktywność. Przewagę zdobędą nie ci retailerzy, którzy jako pierwsi pokażą robota u siebie, tylko te podmioty, które najwcześniej uzyskają rzeczywistą wartość biznesową. 

Według raportu branżowego autorstwa UCE Research i Brave Mind Fighters pt. “Co Polacy myślą o robotach humanoidalnych w handlu?” wynika, że tylko 11% konsumentów w Polsce nie zaakceptowałoby wykonywania przez robota pracy w sklepie. Najwięcej wskazań uzyskały takie czynności, jak przekazywanie informacji o produktach, podawanie ich lokalizacji oraz wykładanie towaru (po ok. 32% wskazań). Raport pokazuje więc, gdzie klienci najłatwiej dostrzegają praktyczną użyteczność technologii, ale nie daje gotowej kolejności wdrożeń.

image

Algorytmy w drogerii. Jak AI odbiera klientów markom kosmetycznym

Roboty jako doradcy, ale nie jako asystenci reklamacji czy doradcy zakupowi

Według badania konsumenci chętniej widzą robota jako źródło informacji niż doradcę wpływającego na zakup. Jeszcze ostrożniej podchodzą do powierzania mu płatności, zwrotów i reklamacji.

Jak komentują to rynkowi eksperci, widać wyraźnie, że humanoid powinien usuwać rozpoznany problem klienta, a nie zastępować rozwiązania, które już działają.

Pilotaż powinien objąć jedną placówkę, strefę lub proces i mieć jasno określony cel. Dla funkcji informacyjnej miernikami mogą być czas znalezienia produktu, liczba skutecznie obsłużonych zapytań i odsetek spraw przekazanych pracownikowi. Z kolei w logistyce ważniejsza będzie liczba poprawnie wykonanych operacji, dostępność robota i czas pracy bez awarii.

– Robot udzielający informacji jest tylko fizycznym interfejsem. Bez aktualnych cen, danych o dostępności, planogramów i mapy obiektu nie rozwiąże żadnego realnego problemu klienta. Jakość danych i integracja z systemami muszą więc wejść do pilotażu od początku – mówią eksperci z UCE Research.

image

Ulta Beauty testuje robotyczny manicure. Startup 10Beauty rośnie

Czy automatyzacja handlu wyprze pracowników? 

Opłacalności nie można sprowadzać do porównania stawki pracownika z kosztem godziny operacji robota. Trzeba w tej skali uwzględnić integrację, serwis, energię, szkolenia, nadzór, przestoje i utratę wartości technologii. Korzyści to nie tylko zaoszczędzone roboczogodziny, ale też ograniczenie liczby wakatów, poprawa dostępności towaru, krótsza obsługa i przesunięcie pracowników do zadań wymagających wiedzy lub odpowiedzialności.

– Robot od samego początku powinien być komunikowany jako wsparcie pracowników i klientów, a nie ich zastępca. Przy funkcjach związanych z bezpieczeństwem potrzebna jest również przejrzystość co do zakresu działania samego urządzenia i przetwarzania danych – mówi Piotr Gerke z zespołu Brave Minds Fighters, zajmującego się robotami humanoidalnymi.

Przewaga nie powstanie zatem w dniu ustawienia humanoida w sklepie. Zbudują ją wyniki pilotaży, poprawione procesy, integracje i kompetencje zespołów. Według znawców tematu, wyścig o tego typu technologię i płynące z tego korzyści, wygrają tylko ci retailerzy i zarządcy obiektów, którzy potrafią oddzielić procesy rzeczywiście warte robotyzacji od tych, w których humanoid pozostaje tylko kosztowną demonstracją technologii.

– Zależnie od zastosowania pierwsze pilotażowe wdrożenia humanoidów w polskim handlu mogą pojawić się nawet w ciągu najbliższego roku lub dwóch lat. Największą przewagę uzyskają jednak nie firmy, które pierwsze kupią dużą liczbę urządzeń, ale te, które najwcześniej zdobędą doświadczenie, dane i kompetencje pozwalające ustalić, gdzie robot rzeczywiście się opłaca – ocenia Arkadiusz Cybulski z Brave Mind Fighters.

Dominik Saczko
Dominik Saczko
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
18. wrzesień 2026 20:29