StoryEditor
Wywiady
08.06.2011 00:00

Sergiusz Osmański: Piękno to zgoda i pełna akceptacja samego siebie

Sergiusz Osmański, dyrektor artystyczny Sephora Polska, zawodowo i prywatnie. O pracy, kobietach i o sobie...

Zacznijmy od bieżących spraw zawodowych. Dużo dzieje się w Sephorze w tym roku?

Bardzo dużo! Otwieramy nowe perfumerie, wprowadzamy mnóstwo nowości, organizujemy spotkania z klientkami – fankami Sephory i naszego makijażowego bloga Make-up w wielkim mieście…

To po kolei. Ile zaplanowaliście na ten rok otwarć?

Mamy 83 perfumerie, w tym roku na pewno będzie ich o kilka więcej. Dział rozwoju Sephora intensywnie pracuje nad tym by znaleźć lokalizacje odpowiadające standardom sieci i koncernu LVHM (Louis Vuitton Moet Hennessy), którego Sephora jest częścią. Nie sztuką jest otwarcie drogerii w każdej proponowanej nam lokalizacji, Sephora jest wymagającym najemcą, stąd klienci wiedzą, że centrum posiadające perfumerię Sephora to centrum prestiżowe, aspirujące.

Spotkania z fankami bloga Make-up w wielkim mieście…

Zorganizowaliśmy pierwsze z nich w ubiegłym roku, w listopadzie, w warszawskim centrum handlowym Arkadia. Ponieważ był to duży sukces, stwierdziliśmy, że z blogiem trzeba ruszyć w Polskę. Na ten rok zaplanowaliśmy 6 weekendowych spotkań. Poprowadzą je twórcy bloga – makijażyści, a klientki Sephory będą mogły umówić się z nimi na specjalne konsultacje. Sukces tego pomysłu polega na tym, że rzeczywiście blog tworzą ludzie, którzy na co dzień pracują w perfumeriach. Np. do Ani Galińskiej, która jest jedną z pomysłodawczyń, a na co dzień pracuje w Sephorze przy ul. Jubilerskiej w Warszawie, przyjeżdżają dziewczyny z całej Polski. Podobnie jest w przypadku pozostałych blogerów.

Ostatnio w Sephorze pojawia się wiele nowości, wprowadzacie jedną za drugą.

Rzeczywiście. Firmy, z którymi współpracujemy są bardzo aktywne. Dołączają do naszej oferty też zupełnie nowe, profesjonalne marki.

Kiedyś Sephora bardziej kojarzyła się z zapachami. Teraz wśród nowości dominują chyba produkty pielęgnacyjne?

Tak, bo zmienił się profil naszej klientki. Zdecydowanie więcej kobiet przywiązuje wagę do pielęgnacji – i to specjalistycznej – twarzy i ciała. Nie szukają kosmetyków, które kryją się pod znanym logo, lecz niszowych. Dlatego wszystkie specjalistyczne marki odnotowały w ostatnim okresie duże wzrosty sprzedaży.

To nie są marki, które można zobaczyć w kampaniach telewizyjnych. A bez reklamy masowej podobno nie da się już sprzedawać kosmetyków.

Jak widać można. W tym wypadku siła tkwi w profesjonalnym doradztwie naszych konsultantów, świetnie potrafiącym dobrać produkt do potrzeb skóry klienta. Priorytetem naszego działu asortymentu stało się wyszukiwanie znakomitych marek. Stąd m.in. pomysł na wdrożenie na polski rynek marki Algenist specjalizującej się w kosmetykach przeciwzmarszczkowych opartych na algach. Sephora wyszukała ją na rynku amerykańskim. W grudniu ubiegłego roku marka została wylansowana w USA, w styczniu we Francji, a w marcu na pozostałych rynkach europejskich, w tym w Polsce. To przykład na totalny hot-news, bez kilkuletniego poślizgu wynikającego z wędrowania marki pomiędzy kontynentami.

Jakie wartości muszą nieść marki i kosmetyki, żeby klientka zdecydowała się je kupić? Rynek jest naprawdę nasycony i bardzo trudno jest wygrać w tym wyścigu o przychylność kobiet i ich pieniądze.

Zdecydowanie muszą to być produkty specjalistyczne. Autorytetem są eksperci, a kluczem do sukcesu wyjątkowe składniki. Na przykład sukces marki Rexaline polegał na tym, że wszyscy dermatolodzy estetyczni zaczęli jednocześnie i jednomyślnie twierdzić, że kwas hialuronowy jest jednym z lepszych, najbardziej naturalnych wypełniaczy. W związku z tym kremy go zawierające też od razu zanotowały wzrost sprzedaży. Sukcesy odnoszą wszystkie marki „doktorskie” bo stoi za nimi lekarz, który praktykuje. Dr Brandt, SAMPAR, Strivectin to są marki, które już zdobyły uznanie i cały czas ich sprzedaż rośnie.

Sephora chce być ekspertem od marek specjalistycznych?

Już jesteśmy. Nasz pierwotny koncept otwartej przestrzeni sprzedażowej został powielony przez wiele sieci perfumeryjnych. W związku z tym nie jest już nowatorskie to, że mamy do dyspozycji 300 czy więcej metrów, można tu wejść, wypróbować perfumy, pomalować się i nie robiąc zakupów wyjść w pełni usatysfakcjonowanym. Od kilku lat skupiamy się na tym, by Sephora była centrum trendów nie tylko makijażowych, ale i kosmetologicznych. Dziedzina makijażu została totalnie okiełznana chociażby przez wprowadzenie marek typu Make Up For Ever, Fred Farrugia, Benefit. Nacisk w tym roku został też położony na specjalistyczne marki pielęgnacyjne, za którymi stoją badania i ludzie podpisujący się imieniem i nazwiskiem pod tym, co jest zamknięte w słoiczku.

Nie wątpię, że są to znakomite produkty, ale i bardzo drogie… Choć muszę przyznać, że świadomość, że wydało się kilkaset złotych na słoiczek kremu znakomicie wpływa na cerę.

(Śmiech). Staramy się, żeby tej świetnej jakości towarzyszyła wyważona cena. Klienci są bardzo wyedukowani w dziedzinie kosmetologii i wiedzą, że cena produktu to również koszt testów dermatologicznych, pozyskiwania unikatowych składników i kilkuletnich badań w laboratoriach.

Weszło na rynek młode pokolenie, które nie ma takich barier, jakie obserwowaliśmy jeszcze 3-4 lata temu. To są dziewczyny nieobarczone świadomością, że jak wchodzą do sklepu, to muszą coś kupić.

Nasze wyobrażenie o perfumerii, ale też o drogerii zupełnie zmieniło się w ciągu kilku ostatnich lat. Jeszcze niedawno to był po prostu sklep z droższymi bądź tańszymi kosmetykami. Dziś tradycyjna sprzedaż zaczyna się wydawać działalnością poboczną przy tak rozwiniętych usługach kosmetycznych, komunikacji przez własne wydawnictwa, blogi, portale społecznościowe...

Uważam, że to jest genialne. Nasz zespół w perfumeriach jest bardzo stały i wszystkie relacje, które zostały wypracowane przez lata, teraz owocują. Kobiety wpadają do konsultantów, jak do dobrych znajomych. Poza tym weszło na rynek młode pokolenie, które nie ma takich barier, jakie obserwowaliśmy jeszcze 3-4 lata temu. To są dziewczyny nieobarczone świadomością, że jak wchodzą do sklepu, to muszą coś kupić. Przychodzą, żeby „przegadać problem”, nie boją się użyć testera, wypróbowują kosmetyk, wracają do domu i uzupełniają wiedzę o nim, np. na portalu społecznościowym. Potem wracają, żeby go kupić.

Do jakiego modelu obsługi klienta dążycie?

Pierwszy system szkoleń w Sephora zakładał, że konsultantka miała od razu inicjować kontakt. Natomiast zmiany w mentalności klientów spowodowały, że czują się oni na tyle swobodnie w sklepowej przestrzeni, że dopiero na ich sygnał – można tę potrzebę kontaktu łatwo zauważyć – pojawia się z propozycją pomocy konsultantka. Jak concierge, który jest schowany w cieniu i zawsze do dyspozycji, gdy zachodzi taka potrzeba.

Świadomość klientów jest znacznie większa. Konsultantka nie jest boginią posiadającą wiedzę, a klient biernym słuchaczem. To jest dialog. Dziewczyny, które śledzą portale kosmetyczne wiedzą co to jest kwas hialuronowy, jaki składnik regenerujący zawiera dany krem, jakie transportery ułatwiają przenikanie składników kremu do skóry itd. To jest już wymiana doświadczeń.

Współczesna kobieta traktuje trendy jako inspirację, ale ma swój własny filtr – wszystko przepuszcza przez „ja” i odrzuca to, co jej nie pasuje.

Jak ty postrzegasz Polki jako kobiety i konsumentki z perspektywy lat?

Zacząłem wykonywać zawód wizażysty na początku lat 90. Oprócz tego, że pojęcie wizażu było wtedy mało znane, to jeszcze mieliśmy reminiscencje estetyki stricte socrealistycznej – błękitna powieka, różowe usta, dużo eyelinera niezależnie od pory dnia. Następnym etapem było totalne naśladownictwo. Pojawiły się czasopisma, weszły na rynek międzynarodowe tytuły i każda Polka chciała wyglądać, jak ta gwiazda na okładce. Ten etap wiele kobiet ma już dziś za sobą.

Dziś Polki nie boją się eksperymentować z kolorem, wiedzą jakie trendy obowiązują w danym sezonie, ale kompletnie nie oznacza to, że są one wyznacznikiem ich osobistej kolorystyki. Nie boją się odróżniać, stawać w kontrze do tego, co proponują firmy kosmetyczne, odzieżowe: „Nie podoba mi się, to nie noszę lub nie stosuję”. To najfajniejszy etap, jaki miałem okazję obserwować. Poza tym wzrosła świadomość dotycząca kolorystyki, typów urody: „To, że koleżanka wygląda świetnie w pomarańczowym, nie znaczy, że ja będę wyglądać równie dobrze”. Te wszystkie niuanse złożyły się na to, że mamy do czynienia z bardzo świadomą konsumentką, odporną na kampanie reklamowe. Współczesna kobieta traktuje je jako inspirację, ale ma swój własny filtr – wszystko przepuszcza przez „ja” i nie ma problemu z tym, żeby 90 procent trendów odrzucić, bo są poza jej estetyką, stylem pracy, charakterem, stylem ubierania się. Bardzo mi się to podoba.

Policzyłam szybko, że zajmujesz się wizażem od ponad 20 lat. Jakie były początki?

Pojęcie wizażu w Polsce praktycznie nie istniało. Dziennikarki nie były w stanie zapamiętać tej nazwy i w artykułach pisano: „Wypowiadał się Sergiusz Osmański, witrażysta” (śmiech).

Chciałeś być wizażystą?

Co ty?! Też nie wiedziałem, że jest takie słowo! (śmiech) To był kompletny przypadek. W trakcie studiów, w szkole teatralnej, byłem asystentem fotografa. Na jedną z sesji nie przyszła charakteryzatorka. Marek Czudowski, z którym pracowałem, mówi: Stary, bierz się, trzeba panią umalować. Stanowczo odmówiłem, ale upierał się. Teraz Marek – cały czas utrzymujemy kontakt – śmieje się, że to zdjęcie zachował i będzie mnie nim szantażował. Oczywiście ówczesny make-up w moim wykonaniu to był błękit na powiekach, czarne kreski, różowe usta i tona podkładu (śmiech). 1986 rok... wpasowałem się w klimat (śmiech).

A potem do Polski zaczęli masowo przyjeżdżać skauci szukający nowych twarzy do modelingu. Spotkałem dziewczynę pracującą w agencji Karine Models, która miała podpisany kontrakt ze szkołą makijażu. Zaproponowała mi stypendium. Wyjechałem do Londynu, spędziłem w Gresapoint Studio dwa lata. Profesorowie traktowali mnie trochę jak dziwoląga. Słyszeli o Wałęsie i Janie Pawle II, ale Polska była dla nich raczej częścią Rosji, a tu nagle przyjeżdża młody chłopak, który mówi w obcym języku, jeszcze coś tam podobno potrafi… Można powiedzieć, że otoczyli mnie specjalną troską i dzięki temu nie miałem później problemu ze znalezieniem pracy i z rozwojem.

Zaczynałeś od pracy z…

Benckiserem. Przedstawiciele tej firmy pojawili się w szkole, na dyplomie mojego rocznika – był 1992 rok. Zapytali, czy nie chciałbym wrócić do Polski, gdzie otwierali swój oddział i zająć się Margaret Astor. Dla tej marki pracowałem przez 7 lat. Zrobiłem tam głównie projekty makijażu i wszystkie rzeczy związane z kampaniami reklamowymi na całą Europę. Potem do mojego portfolio doszły jeszcze Rimmel i Miss Sporty. W 2000 roku przeszedłem do Diora, gdzie zajmowałem się głównie PR-em, a nie wizażem. Od 6 lat jestem związany z Sephorą. Minęło jak jeden dzień (śmiech). Jako wizażysta zwiedziłem wiele zakątków świata, od gorącego Meksyku po mroźne kolo podbiegunowe, gdzie przy minus 35 stopniach fotografowaliśmy letnią kolekcje Joasi Klimas, pojąc koniakiem nieletnią modelkę, bo inaczej zsiniałaby z zimna. Jest trochę tych opowieści (śmiech).

Praca wizażysty jest wspaniała, ale… 12 godzin na planie zdjęciowym, po to, żeby przypudrować komuś nos co dwie godziny, to już nie dla mnie.

Nie żałujesz, że twoje główne zajęcie to teraz PR?

Nie, dla mnie to ważny krok w przód. Podróżuję, wspieram marki, które są lansowane w danym kraju, odpowiadam za kreację, zewnętrzny image Sephory i świetnie się w tym czuję. Praca wizażysty jest wspaniała, ale… 12 godzin na planie zdjęciowym, po to, żeby przypudrować komuś nos co dwie godziny, to już nie dla mnie. Cieszę się, że jest młody narybek w Sephorze, któremu pomagam w rozwoju, organizujemy m.in. konkurs Mistrz Makijażu – to mnie w pełni satysfakcjonuje. Pasjonuje mnie nauczanie.

Myślałeś o tym, żeby otworzyć swoją szkołę? Albo szkołę makijażu Sephory?

Myślałem. Tylko, że jestem obarczony systemem nauczania mojej szkoły londyńskiej, gdzie nauka kosztowała wiele, ale w zamian za to uczniowie otrzymywali olbrzymią wiedzę, możliwość spotkania indywidualności, a przede wszystkim – na egzamin końcowy stawiali się ludzie z agencji, firm kosmetycznych, zatrudniający makijażystów. Mając perspektywę wydania set-tysięcy złotych, mieliśmy pewność, że te pieniądze zwrócą się, że będziemy mieli pracę. Tymczasem polski światek modowo-magazynowo-urodowy jest nadal bardzo mały. Od 10 lat pojawiają się ciągle te same nazwiska, makijażystów pracujących przy sesjach zdjęciowych możemy policzyć na palcach jednej ręki.

A jednak mamy mnóstwo szkół, kursów wizażu…

Owszem i ich poziom pozostawia wiele do życzenia. Na Zachodzie, gdy ktoś przychodzi z certyfikatem podpisanym przez Mery Greenwell czy przez Stephana Marais to jest pewne, że ma niepodważalną wiedzę i umiejętności. W Polsce nie ma zwyczaju, by po pół roku nauczania powiedzieć uczniom: Ty i ty odpadasz, nie nadajesz się, bo gdy z grupy odejdzie jedna osoba, to zaburza proporcje finansowe całej szkoły. Na egzaminie końcowym słyszę: Tak ona rzeczywiście nie rokowała, ale puśćmy ją. I tak nie będzie pracować w tym zawodzie.

Mam nadzieję, że to się zmieni. Liczę, że marka Make Up For Ever zdecyduje się na otwarcie szkoły w Polsce. To zajęcia na najwyższym poziomie. Uczniowie nie są prowadzeni przez jednego wykładowcę i nie przesiąkają jego manierą, tylko mają styczność z wieloma osobowościami pracującymi w zawodzie i mogą czerpać z doświadczenia każdej z nich, ukształtować swój własny styl.

Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość?

Szczerze mówiąc chciałbym rzucić to wszystko (śmiech). Moim marzeniem jest posiadanie kawałka ziemi gdzieś na południu Francji, kozy, sery, winnice. Żeby znajomi mieli gdzie przyjeżdżać.

To jest moje marzenie!

Ale ja już zacząłem się biznesowo do tego przygotowywać…

No i…?

Okazuje się, że jest wśród moich przyjaciół grupa, która myśli podobnie i przymierza się do kupna posiadłości, zatem do dzieła!

Jesteś pewien, że mogę to napisać? Pracodawca się zdenerwuje.

Napisz, to jednak jeszcze ciągle tylko marzenie (śmiech).

Znajdujesz czas na jakieś hobby?

Myślę, że jestem szczęściarzem, gdyż praca jest również moim hobby. Kolekcjonuję sztukę, pasjonuje mnie jednak wnętrzarstwo, spełniam się w nim maksymalnie. W tej chwili kończę moje docelowe mieszkanie, które będzie spełnieniem moich estetycznych oczekiwań. Czekam z utęsknieniem, aż wyjdzie z niego ostatnia ekipa. Drugie w Paryżu, czeka na odrobinę wolnego czasu, by nim się zająć.

Paryż?...

Jest moim drugim domem. Miasto, które pokochałem od pierwszego pobytu i to z wzajemnością. Inspirujące, tętniące życiem i trochę bezczelne, jak Francuzi w nim mieszkający (śmiech).

Myślałeś, żeby zająć się projektowaniem wnętrz zawodowo?

Wiesz, to jest sprzedawanie duszy. Mam na tyle silny charakter, że trudno byłoby mi spełnić cudze oczekiwania. Jeśli ktoś dałby mi zielone światło i powiedział: znam twoją estetykę, rób to jak potrafisz, to pewnie bym się podjął takiej współpracy. Natomiast wykreowanie wnętrza pod czyjeś dyktando… myślę, że nie jestem na tym etapie, sprawiałoby mi to trudność.

Być może nigdy nie będziesz, artyści tak mają…

Chodzi o to, że projektanci posługują się pewnym kluczem. Z jednej strony jest to ważne, że od razu poznaję, kto projektował dane wnętrze. Z drugiej jednak nie wydaje mi się uczciwe, że niezależnie czy to jest dom 200-metrowy, czy 50-metrowe mieszkanie w bloku, widzę na ścianie jeden, ten sam wzór tapety, którym posługuje się dany projektant.

Masz swoją definicję piękna?

Tak, zdecydowanie. Po tylu latach pracy związanej z kreowaniem wizerunku, poprawianiem urody wiem, że piękno to zgoda i pełna akceptacja samego siebie. Dla mnie jest to najbardziej trafne zdefiniowanie tego zagadnienia. Spotkałem przez lata wiele osobowości. Te najbardziej silne, które zapadły mi w pamięć, to właśnie osoby żyjące w zgodzie z samymi sobą. To nie była kreacja, chowanie się za szybą, czy wypychanie maski, tylko stuprocentowo autentyczne postaci. Nie genialny makijaż, najmodniejsza fryzura, ostatnie kolekcje haute couture noszone na sobie, tylko pokazanie własnego ja i wiara we własne przekonania.

Czy ty czujesz, że jesteś sobą?

Tak. To chyba przychodzi z wiekiem (śmiech). Zaczynamy kochać nasze niedoskonałości, akceptujemy je, bo widzimy, że wokół nas też wszyscy nie są perfekcyjni.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Wakacje, których nie miałem od pięciu lat. Mam nadzieję, że uda mi się wyrwać gdzieś chociaż na dwa tygodnie. Marzę o słońcu!

Trzymam kciuki za powodzenie planów!  

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
14.01.2026 10:26
Marcin Dadas, Melisa.pl: Rynek apteczno-drogeryjny zmienia się dynamicznie, demografia odgrywa w tym ważną rolę
Marcin Dadas, dyrektor zarządzający platformy apteczno-drogeryjnej Melisa.plMelisa.pl IG

Naszym zadaniem jest śledzenie najnowszych trendów i technologii oraz wdrażanie ich na naszej platformie – deklaruje Marcin Dadas, dyrektor zarządzający platformy apteczno-drogeryjnej Melisa.pl. Patrząc na obecne trendy demograficzne można śmiało stwierdzić, że nadchodzi era osób dojrzałych, seniorów – i tutaj apteki widzą potencjał do wzrostu. Dodatkowo rozwija się kategoria self-care – dla klientów coraz istotniejsza jest dbałość o swój dobrostan fizyczny i psychiczny – wskazuje Marcin Dadas.

Jesienią zaskoczyliście nas państwo informacją o dużych zmianach, w wyniku których powstała kompleksowa platforma zdrowia i zakupów melisa.pl. Z czego wynikało to przekształcenie dotychczasowych sklepów internetowych (apteki i drogerii) w jedną wspólną platformę?

Przede wszystkim zweryfikowaliśmy potrzeby naszych klientów, którzy oczekiwali od nas, że będziemy miejscem, w którym kompleksowo i łatwo można zrobić zakupy dla siebie i całej rodziny. Doszliśmy do wniosku, że aby spełnić te wymagania, musimy przejść zmianę technologiczną, dzięki której damy użytkownikom możliwość przeglądania ofert dwóch niezależnych podmiotów (apteki i drogerii) w ramach jednego portalu melisa.pl. Chcieliśmy mieć niezawodny serwis, wdrażać z dużą elastycznością nowoczesne rozwiązania oraz móc szybko reagować na zmieniające się trendy. I to się udało.

image

Melissa zmienia się w Melisę! Nowy model biznesowy z rebrandingiem w tle

Proces zmian przebiegał sprawnie, ale wymagał dokładnej weryfikacji wielu aspektów biznesowych i prawnych, aby w sposób bezpieczny i zgodny z obowiązującymi regulacjami przedstawić naszym klientom jak najlepsze rozwiązanie, spełniające wszelkie wymogi nowoczesnego podejścia do projektowania UX.

Jakie są najważniejsze przewagi tej nowej platformy?

Melisa.pl jest przede wszystkim bezpiecznym i zaufanym portalem, który ma odpowiadać na coraz większe potrzeby klientów. Zależy nam na rozbudowaniu naszej przestrzeni blogowej, aby móc dostarczać szczegółową wiedzę o zdrowiu w sposób rzetelny i ekspercki.

Stawiamy również na szeroki asortyment, tak aby każdy użytkownik znalazł dla siebie potrzebne produkty, w zależności od upodobań. Oprócz bestsellerowych produktów z kategorii zdrowia i urody, klienci znajdą też u nas szeroki wybór polskich marek, które z dumą wspieramy. Zależy nam również na prezentacji ciekawych promocji i ofert, a także na skracaniu czasu dostawy do klienta. Wszystko po to, aby poprawić komfort zakupów na naszej platformie.

Jaką strategię rozwoju przyjęła melisa.pl?

Budując strategię rozwoju wyszliśmy od podsumowania naszych wartości: najważniejszy jest dla nas człowiek. Wychodzimy z założenia, że chcemy budować z klientami długotrwałe relacje oparte na trosce i zrozumieniu. Zależy nam na komforcie użytkownika i jego poczuciu bezpieczeństwa, dlatego stawiamy na dialog i empatię w kontaktach z klientami. Chcemy ich słuchać.

Kolejna wartość, na którą stawiamy to rodzina, ponieważ Melisa jako marka wyrosła z rodzinnej firmy. W związku z tym czujemy ogromną odpowiedzialność, bo wiemy, że nasze główne zadanie to troska o zdrowie i dobre samopoczucie całych rodzin, które nam zaufały. To, co robimy, wynika z naszych przekonań. Chcemy, aby melisa.pl była portalem, na którym można zawsze polegać w kwestiach zdrowia.

Jak ocenia pan rynek apteczno-drogeryjny w Polsce i zmiany, jakie zaszły na nim w 2025 roku?

Rynek apteczno-drogeryjny online w Polsce nadal rośnie. Obserwujemy również trendy europejskie i wiemy, że mamy przed sobą jeszcze sporą przestrzeń do rozwoju. Analizując dane rynkowe zauważamy wiele zmian w tym roku, inną strukturę koszyków i częstotliwość robienia zakupów wśród klientów.

Które kategorie produktów sprzedają się obecnie najlepiej? Są to suplementy, dermokosmetyki, OTC?

Zdecydowanie liderem sprzedaży nadal pozostają kategorie zdrowotne, zauważamy też coraz większą świadomość klientów w kategoriach dermokosmetyków, a także dynamiczne wzrosty w kategoriach senioralnych, jak inkontynencja i żywienie medyczne. 

Patrząc na obecne trendy demograficzne możemy śmiało stwierdzić, że nadchodzi era osób dojrzałych, seniorów – i tutaj przewidujemy wzrosty. Dodatkowo rozwinie się szeroka kategoria self-care – dbanie o swój dobrostan fizyczny i psychiczny.

Czego oczekują wasi klienci? Jakie produkty, usługi,obszary są dla nich najważniejsze?

Nasi klienci oczekują szybkiej dostawy, szerokiego asortymentu, atrakcyjnych cen i eksperckiej wiedzy. Bardzo istotne są dla nich dla informacje o produktach, a opisy na kartach produktowych odgrywają ważną rolę w decyzjach zakupowych. 

Ważne są również bezpieczeństwo strony oraz dobre doświadczenia, ujęte w opiniach w serwisach zewnętrznych.

No i na koniec: komunikacja wizualna i możliwość utożsamienia się w ten sposób z marką.

Melisa.pl będzie działać tylko w obszarze e-commerce? A może rozważacie otwieranie punktów stacjonarnych?

Mamy szerokie plany rozwoju. Obecnie najważniejszy jest dla nas biznes e-commerce – i właśnie na tym będziemy się skupiać przez najbliższe miesiące.

Jak widzi Pan rozwój platformy w perspektywie najbliższych kilku lat? 

Przede wszystkim chcemy być jeszcze bliżej klientów oraz prezentować im spersonalizowane komunikaty i ofertę. Na pewno postawimy też na wzmocnienie i unowocześnienie infrastruktury logistycznej. 

Kolejnym punktem będzie pogłębienie współpracy z partnerskimi markami i producentami. Mamy też sporo planów dotyczących dodawania kolejnych narzędzi, które ułatwią i przyspieszą proces zakupowy, a także stałego ulepszania UX, tak by zakupy u nas były prawdziwą przyjemnością.

W którą stronę pójdą zmiany na rynku drogeryjno-aptecznym?

Jak pokazały ostatnie lata, rynek apteczno-drogeryjny zmienia się bardzo dynamicznie, czasem wręcz gwałtownie. Naszym zadaniem jest śledzenie najnowszych trendów i technologii oraz wdrażanie ich na naszej platformie.

Patrząc na obecne trendy demograficzne możemy śmiało stwierdzić, że nadchodzi era osób dojrzałych, seniorów – i tutaj przewidujemy wzrosty. Dodatkowo rozwinie się szeroka kategoria self-care – dbanie o swój dobrostan fizyczny i psychiczny.

Mamy też nadzieję, że wraz ze zmianami demograficznymi, zwiększa się w społeczeństwie świadomość o zdrowiu, profesjonalnej pielęgnacji skóry i również w tych obszarach zauważymy poprawę dynamiki sprzedaży.

Powyższa rozmowa ukazała się pierwotnie w grudniu 2025 w roczniku Wiadomości Kosmetycznych 2025/26, wydanym w formie drukowanej.

Ten 160-stronicowy magazyn z okładką autorstwa uznanej graficzki Oli Niepsuj można można nabyć tutaj 

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
12.01.2026 14:23
Marta Wojciechowska: Konsumenci beauty są zmęczeni natłokiem nowości [ROCZNIK WK 2025/26]
Marta Wojciechowska, luxury & beauty ekspertAgnieszka Olek

W czasach niepokoju i przeciążenia informacyjnego odbiorcy coraz częściej szukają w kosmetykach poczucia bezpieczeństwa, ukojenia, spokoju. Wiele marek stanęło na biznesowym rozdrożu: chcą sprzedawać produkty premium, ale konsumenci w tej bardzo konkurencyjnej branży oczekują czegoś więcej. Bycie naturalnym czy wegańskim już nie wystarcza – za produktem musi stać dziś wiarygodna historia – uważa Marta Wojciechowska, luxury & beauty ekspert.

Czy odpowiedzią producentów na rynkowe wyzwania staje się zwiększanie nakładów na marketing, influencerów? Oraz epatowanie kolejnymi seriami nowości w ofercie?

Rzeczywiście, widać wyraźnie, że w trudniejszym otoczeniu ekonomicznym wielu producentów próbuje więcej inwestować w marketing i w większą aktywność influencerów. Ale coraz częściej okazuje się, że nie ilość komunikatów, ale ich autentyczność i dopasowanie decyduje o skuteczności komunikacji oraz finalnie – przełożeniu na sprzedaż. 

Konsumenci są zmęczeni natłokiem nowości, które różnią się głównie opakowaniem lub fragmentem nazwy. W zasadzie do końca nie wiadomo, czy to naprawdę coś nowego, czy tylko nowa etykieta, albo siódma odsłona tego samego zapachu. Prawda jest taka, że branża kosmetyczna w zasadzie w większości opiera się na nowościach, trendach, sezonowości. W ten sposób sami siebie wpędziliśmy w ślepy zaułek. Inwestycja w znanych influencerów też nie daje gwarancji zwrotu, bo mieliśmy w 2025 roku kilka związanych z tym kryzysów wizerunkowych.

Marki, które dziś wygrywają, to te, które potrafią pokazać nie tylko nowy produkt, ale też realną wartość: skład, funkcję, ideę i wiarygodna historię. W trendach globalnych widać przesunięcie od influencer marketingu do expert marketingu, czyli współpracy z osobami, które mają wiarygodność i wiedzę, nie tylko zasięgi. Bo konsumenci zaczynają ufać faktom i spójności przekazu.

Z problemami mierzą się nie tylko marki premium, ale też – z czym rynek nie miał do czynienia naprawdę od wielu lat – koncerny skupiające marki luksusowe, by wymienić tylko LVMH. Z czego wynika to odchodzenie klientów od marek luksusowych? Stali się bardziej oszczędni, czy po prostu produkt z logotypem luksusowej marki przestał być dla nich przedmiotem pożądania, aspiracji? Jak wytłumaczyć to zjawisko?

Moim zdaniem dzieje się kilka rzeczy jednocześnie. Po pierwsze: spada zaufanie do wielkich brandów. Jako konsumenci pytamy o łańcuchy dostaw i warunki pracy, a luksus ma dziś w tej kwestii problem wiarygodności. Mamy kryzys zaufania do luksusowych produktów „Made in Italy, a szersze „trust issues” zmuszają luksus do zacieśniania kontroli i okazywania dowodów jakości. 

Po drugie: kultura dupes nauczyła konsumentów, że efekt i design można mieć taniej, więc sama metka już nie wystarcza. 

Po trzecie: ultra-fast fashion wchodzi do świątyń handlu (Shein w Paryżu), prowokując pytanie, czym obecnie jest luksus? 

W tle mamy spowolnienie popytu i globalne “studzenie” wzrostu. W efekcie luksus zaczyna się przedefiniowywać: z logo i statusu w stronę dowodu jakości, etyki i emocji – dlatego bronią się kategorie o wysokiej wartości doświadczenia, np. zapachy. 

image

Katarzyna Bielecka, Sephora: Być najbardziej trendy destynacją na rynku premium beauty [ROCZNIK WK 2025/26]

Do tego dochodzi jeszcze konfrontacja między młodszymi pokoleniami a tradycyjnymi markami luksusowymi. Odpływ klientów może wynikać m.in. z braku adekwatnej narracji i zmiany oczekiwań nowej generacji. Dla branży oznacza to po prostu konieczność otwarcia na nowe języki komunikacji, transparentność i kulturę wartości, a nie tylko kontynuację modelu aspiracyjnego.

Warto chyba pochylić się w tym momencie nad specyfiką pokoleń, i tego, jakimi są konsumentami. Co jest dla nich ważne, na czym się skupiają dokonując zakupu kosmetyków, jaka jest ich świadomość, jeśli chodzi o składy czy działanie? Jaka jest podatność, wrażliwość poszczególnych pokoleń na mody, trendy, social media?

W opracowaniach i raportach branżowych pojawia się kilka interesujących wniosków. Pokolenie baby boomers i generacja X to konsumenci doświadczeni, lojalni i pragmatyczni. Według najnowszego raportu NielsenIQ, to właśnie Gen X pozostaje jednym z najważniejszych motorów wzrostu w segmencie pielęgnacji skóry. Dla tych grup kluczowa jest skuteczność, bezpieczeństwo i wiarygodność. Bardziej ufają ekspertom, niż trendom z social mediów. Często wybierają dermokosmetyki, pielęgnację pro-age i produkty z potwierdzonym działaniem.

Millenialsi są świadomi i selektywni, analizują składy, szukają marek z wartościami i autentyczną historią. To oni zapoczątkowali ruch “clean beauty”, który dziś przekształca się w “conscious beauty”– łączący etykę, ekologię i skuteczność. Cenią storytelling, ale oczekują dowodów działania. Są też bardziej odporni na marketingowy szum i wolą marki transparentne, które potrafią mówić wprost.

Natomiast pokolenie Z to konsumenci ekstremalnie cyfrowi, bardzo emocjonalni i jednocześnie krytyczni. Jak pisze Business of Fashion, GenZ szybko weryfikuje marki – docenia autentyczność, ale bezlitośnie demaskuje fałsz. To oni stworzyli kulturę “dupes”, czyli poszukiwania tańszych, ale jakościowych alternatyw dla produktów luksusowych. Social media, zwłaszcza TikTok, stały się ich głównym źródłem inspiracji, ale też edukacji kosmetycznej. Jednocześnie mają bardzo wysoką świadomość składów i działania produktów. GenZ chętnie eksperymentuje z markami i nowymi produktami, ale szybko rezygnuje, jeśli marka nie sprosta ich oczekiwaniom. Ta grupa często odcina się od tradycyjnego luksusu, bo sposób komunikacji i wartość marki często nie trafiają w jej oczekiwania.

Na horyzoncie pojawia się już pokolenie Alfa – najmłodsi konsumenci, którzy dorastają w świecie, gdzie inkluzywność, różnorodność i zrównoważony rozwój są czymś oczywistym. Dla nich kosmetyki będą nie tylko o wyglądzie, ale o samopoczuciu i tożsamości. Natomiast mocno kierują się estetyką, uwielbiają kolekcjonować i być zaskakiwani.

image

Marta Wojciechowska: Od silversów do generacji alfa. Czego klienci oczekują od marek kosmetycznych? [ANALIZA]

Ostatnie lata to czas, gdy producenci, sieci handlowe i marketing skupiły się na najmłodszych konsumentach. Dlaczego? Bo młodzi kupują dużo i lubią nowości? A może branża beauty chce sobie wychować przyszłych konsumentów, dopieszczając ich i spełniając wszystkie potrzeby? Mam wrażenie, że jest to najmniej lojalna wobec marek i trendów grupa konsumentów. Czy zatem warto się dla nich aż tak starać? 

Tak, obserwacje, że producenci i sieci zwiększają wydatki marketingowe w najmłodszych grupach, komunikują nowości i silnie stawiają na influencerów, mają solidne podstawy. Ale to nie jest jedyna strategia – i sama w sobie może nie wystarczyć. Z praktyki Rossmanna widzimy, że warto łączyć akwizycję z retencją, nowości z autentycznością oraz komunikację emocji z danymi.

Marki uczą się, że młodzi konsumenci są najmniej lojalni, a przy tym są dynamiczni, zmienni, poszukujący świeżości. Ale właśnie dlatego warto do nich docierać – nie po to, by zdobyć ich na stałe, ale by być obecnym w ich życiu “tu i teraz”. 

Inwestowanie w influencerów i nowości to jedna strona medalu, druga to wykorzystanie danych do budowania relacji i personalizacji, a także tworzenie marek własnych czy linii, które rezonują z wartościami, jak trend mindfulness czy rytuały dbania o siebie. Podobnie jak wprowadzenie linii „blind boxów”, kiedy klient nie wie, jaki wariant produktu otrzyma. To mechanika typowa dla fanów kolekcjonowania, silnie rezonująca z pokoleniem Z i konsumentami, nastawionymi na niespodziankę i exclusivity.

Ostatecznie – tak, warto się starać o młodych, ale trzeba robić to w bardziej wyrafinowany sposób, niż dotychczas. Te działania muszą iść w parze z konsolidacją relacji, bo to, co dziś przyciąga uwagę, jutro może być zapomniane.

[...]

Czy marketing w branży beauty i kosmetycznej skupia się obecnie już tylko na social mediach, internecie? Czy inne rodzaje promocji są jeszcze brane pod uwagę przy kreowaniu kampanii np. nowych marek czy produktów? 

Na marketing beauty można spojrzeć z kilku stron. Z perspektywy marek to oczywiście silne oparcie o digital i social media, które budują świadomość, emocje i wizerunek. Social media to dziś bez wątpienia najważniejszy kanał pierwszego kontaktu z marką, zwłaszcza dla pokolenia Z i millenialsów.

TikTok, Instagram czy YouTube kształtują trendy i rekomendacje: np. zjawisko „TikTok made me buy it” generuje realne skoki sprzedaży. Jednak marki, które opierają się wyłącznie na social mediach, mają krótkotrwały efekt hype’u, bez trwałej lojalności.

Natomiast z perspektywy retailera komunikacja wygląda już inaczej. Opiera się głównie na marketingu partnerskim, współpracy z markami i wspólnych kampaniach, które mają napędzać sprzedaż online i offline jednocześnie. Sieci takie jak Rossmann, Super-Pharm czy Douglas budują własne platformy komunikacyjne: aplikacje, newslettery i własne media retailowe. Dla marek wejście na półkę, stacjonarnie lub wirtualnie, oznacza też widoczność  w aplikacji, w rekomendacjach, działaniach lojalnościowych etc. To zupełnie nowy ekosystem komunikacji, bardziej partnerski, zintegrowany i oparty na danych, nie tylko na zasięgu.

image

Maja Justyna, PAIH: Dominacja K-beauty: pielęgnacja, makijaż i co dalej? [ROCZNIK WK]

Mimo digitalizacji, doświadczenie na żywo wciąż ma ogromną wartość. Marki oraz retailerzy inwestują w eventy eksperckie, konsultacje, pop-upy etc. Rozwijają też strefy dermo i well-being, gdzie offline łączy się z edukacją i rekomendacją konsultantów. Reklama w prasie kobiecej i magazynach branżowych nadal funkcjonuje, ale dziś ma rolę wizerunkową, nie sprzedażową.

Kampanie telewizyjne też działają, zwłaszcza w kluczowych okresach roku oraz w kampaniach masowych marek drogeryjnych. Marki premium nadal chętnie komunikują nowości w przestrzeni miejskiej, np. na citylightach. Coraz więcej marek inwestuje w kampanie edukacyjne czy np. podcasty, bo konsumenci oczekują czegoś więcej, niż reklamy.

Co na to retail media? Jakie ma rozwiązania, propozycje dla branży beauty? 

Marketing beauty nie jest już tylko komunikacją marki, ale wspólnym przedsięwzięciem marki i retailera. Marki dostarczają emocje, a retailer – dane i kontekst. Retail media mają przewagę nad klasyczną komunikacją w social mediach, gdzie trudno powiązać ekspozycję z faktycznym zakupem. Dla marek kosmetycznych retail media to najbardziej efektywna forma inwestycji w reklamę, która daje zasięg, dane, możliwość personalizacji i pomiar ROI. Dla retailerów jest to źródło  przychodu i sposób na pogłębienie relacji z markami, ale też sposób na podniesienie atrakcyjności własnej komunikacji.

Ostatecznie zyskują też klienci, bo komunikacja staje się bardziej spersonalizowana, użyteczna i efektywna. Według danych NielsenIQ i GroupM, rynek retail media w Europie rośnie o ponad 20 proc. rocznie, a wzrost ten napędza głównie branża beauty. Jednocześnie, co ciekawe, na europejskich konferencjach skupionych wokół tematyki retail media, wciąż obecnych jest niewiele firm z branży kosmetycznej, a segment marek premium praktycznie nie jest reprezentowany. Cały czas widzę przestrzeń do rozwoju w tym obszarze.

W jakim kierunku podąża branża kosmetyczna? Czy po epoce overconsumption i kilkunastostopniowych rutyn pielęgnacyjnych przyjdzie czas na skin minimalizm? Jakie widzisz tu główne kierunki rozwoju dla branży?

Świetne pytanie. Zastanawiam się od dłuższego czasu, czy nastąpi punkt zwrotny w ciągłej pogoni za nowościami i trendami. Beauty to oczywiście emocje, ale przede wszystkim potężny biznes, więc myślę, że spowolnienie jednak nam nie grozi.

Jednak to prawda: po erze wieloetapowych koreańskich rytuałów i overconsumption przychodzi powrót do prostoty, jakości i skuteczności. Konsumenci chcą mniej produktów, ale bardziej przemyślanych, wielofunkcyjnych. Oczywiście nadal z pomocą branży przychodzą technologia i nauka. Aplikacje do analizy skóry, inteligentne lusterka, testery DNA, diagnostyka mikrobiomu, technologie, które jeszcze kilka lat temu brzmiały futurystycznie, teraz stają się codziennością.

Nadal ważne jest holistyczne podejście do piękna. Granica między kosmetykami, suplementami i zdrowiem coraz bardziej się zaciera. Dlatego cały czas wzrasta popularność suplementów beauty, adaptogenów, dermokosmetyków i trendu beauty from within. Dodatkowo zmienia się podejście w komunikacji – zamiast „anti-age” mamy „pro-age”. Zamiast obietnicy cofania czasu – dojrzałe piękno, naturalność i troskę o jakość skóry, o dobre samopoczucie. 

W beauty, podobnie jak w fashion, klienci zaczynają oczekiwać większej transparentności i przejrzystości w pochodzeniu składników, czy łańcuchach dostaw. W świecie przesytu, informacyjnego szumu, i podobnych do siebie produktów zwyciężają marki, które mają jasną filozofię, wiarygodność, dostarczają emocje i potrafią budować zaangażowanie.

Być może to koniec ery produktów “dla wszystkich”, a konsumenci wybiorą marki, które odpowiadają na współczesne potrzeby, i które naprawdę mówią ich językiem.

Powyższy artykuł jest częścią szerszego wywiadu, opublikowanego w roczniku Wiadomości Kosmetycznych 2025/26.

Ten 160-stronicowy magazyn z okładką autorstwa uznanej graficzki Oli Niepsuj można można nabyć tutaj 

image

Rocznik „Wiadomości Kosmetycznych” – kompendium wiedzy o rynku beauty na 2025 i dalej

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
15. styczeń 2026 11:17