StoryEditor
Rynek i trendy
17.02.2020 00:00

Superkonsumenci chcą mieć wpływ na marki

– Klient stacjonarnego sklepu i internetowego to ta sama osoba.  Lubimy kupować w różnych miejscach, zwykle tam, gdzie jest nam w danej chwili wygodnie – mówi  Katarzyna Czuchaj- Łagód, dyrektor zarządzająca Mobile Institute. E-commerce zyskuje na znaczeniu. Blisko 60 proc.  internautów kupuje w sieci. Wśród osób w wieku 25-34 lat już 75 proc.  przyznaje się do zakupów przez internet. Konsumenci mają dostęp do coraz większej liczby danych i chcą, by marki liczyły się z ich zdaniem.

Gdy firma badawcza Mobile Institute spytała Polaków o ostatnie zakupy, okazało się, że niewiele ponad 30 proc. respondentów wskazało na sklep tradycyjny. Reszta (67 proc.) nabyła towar poprzez kanały digitalne, takie jak platforma Allegro, e-sklepy, aplikacje czy media społecznościowe.

Rynek e-commerce rośnie 20 proc. rok do roku. Jedna czwarta kupujących robi zakupy w sieci kilka razy w miesiącu. W dodatku konsumenci deklarują, że wartość ich e-koszyków jest taka sama lub wyższa niż w sklepie stacjonarnym.

E-konsument ma jednak wymagania. Dotyczą one m.in. form płatności w internecie – mówi Katarzyna Czuchaj-Łagód, dyrektor zarządzająca Mobile Institute. Z badań jej firmy wynika, że skończyły się czasy, gdy klient chciał mieć wybór, czy zapłaci z góry przelewem, czy przy odbiorze gotówką. Teraz na pierwszym miejscu jest Pay Po, a na drugim blik, z którego  korzysta już 25 proc. internautów i ta wielkość dynamicznie rośnie.

Kolejna ważna sprawa, która może przesądzić o tym, czy zakup dojdzie do skutku, to czas dostawy. Połowa konsumentów akceptuje maksymalnie 3-dniowy termin oczekiwania na zamówiony towar. Dla podobnej grupy maksymalna opłata za dostawę to 10 zł. Według ekspertki z Mobile Institute większość sklepów internetowych spełnia te standardy.

Wielokanałowość – tak, ale przy spójnej ofercie

Wciąż są jednak obszary, które dla e-commerce pozostają wyzwaniem. Pierwszym z nich jest spójność oferty. – Klient stacjonarnego sklepu i internetowego to ta sama osoba. Lubimy kupować w różnych miejscach, zwykle tam, gdzie jest nam w danej chwili wygodnie – zwraca uwagę Katarzyna Czuchaj-Łagód. Według badań, które przytacza, 60 proc. konsumentów wskazało, że ma swoje ulubione miejsca zakupowe. Wydaje się, że to dużo, ale to o 30 p.p. mniej niż rok wcześniej. – Przestajemy się przyzwyczajać do miejsc. Kupujemy tam, gdzie nam w danym momencie wygodniej, gdzie skusi nas promocja – mówi szefowa Mobile Institute.

W efekcie ponad połowa konsumentów kupuje te same marki w różnych kanałach – online, offline czy poprzez aplikacje mobilne. Ten wskaźnik bardzo dynamicznie rośnie, a klienci coraz bardziej zwracają uwagę na takie udogodnienia, jak np. możliwość zarezerwowania produktu przez internet, po to, by przymierzyć go lub wypróbować w sklepie. Dlatego dla 39 proc. internautów oraz 73 proc. kupujących w sieci i 77 proc. kupujących mobilnie ważne jest, aby marka była dostępna w wielu kanałach równocześnie. Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na spójność promocji cenowych. 80 proc. respondentów negatywnie odbiera różnice w cenach i promocjach między sklepami online i offline tej samej marki.

Mężczyzna – trudny klient

Badania Mobile Institute pokazały, że wśród mężczyzn, którzy kupują produkty kosmetyczne, 70 proc. poszukuje inspiracji pod kątem marek i produktów. Są więc klientami świadomymi. Przy okazji są jednak również bardzo wymagający – zakupy nie sprawiają mężczyznom przyjemności, ale oczekują oni równocześnie jak najlepszych produktów, dostarczonych w możliwie najkrótszym czasie.

Mężczyzna może więc stanowić wyzwanie dla marek, ale warto się o niego zatroszczyć. W porównaniu do kobiet panowie kupują mniej – 31 proc. respondentów płci męskiej przyznało, że kupiło w ciągu ostatnich sześciu miesięcy produkt z kategorii uroda. Ale za to statystyczny koszyk mężczyzny kupującego w internecie jest droższy niż kobiety.

Tutaj jednak wymagana jest wielka dbałość o relacje i obsługę klienta. – Mężczyźni są z reguły mniej zadowoleni z zakupów i gorzej oceniają zarówno sklepy tradycyjne, jak i e-sklepy, niezależnie od kategorii zakupowej – zwraca uwagę Katarzyna Czuchaj- Łagód.

Superkonsument zastąpił prokonsumenta

Po przeprowadzeniu swoich badań Mobile Institute wyróżnił nową kategorię konsumentów. Jeszcze do niedawna mówiło się o prosumencie, czyli konsumencie zaangażowanym we współtworzenie i promowanie produktów ulubionej marki. – Teraz zastąpił go superkonsument. To osoba, która ma dostęp do bardzo dużej liczby danych i korzysta z nich, podejmując decyzje zakupowe. Równocześnie chce wywierać wpływ na marki i oczekuje, że będą się one liczyły z jego zdaniem – wyjaśnia dyrektor zarządzająca firmy badawczej. Dodaje przy okazji, że w zeszłym roku poszukiwanie opinii o produktach w internecie po raz pierwszy było częstsze niż poszukiwanie informacji o nich. Dzieje się tak dlatego, że konsumenci maksymalnie chcą sobie ułatwić wybór i dotyczy to głównie mężczyzn. W ich przypadku możliwość skonsultowania się podczas zakupów z doradcą jest czymś, co przekonuje ich do dalszych zakupów. – 82 proc. mężczyzn, którzy korzystają z usług barbera, kupiło polecany przez niego produkt. To dużo i w przypadku kobiet taka siła rekomendacji nie miałaby szans się zdarzyć – zapewnia Katarzyna Czuchaj- Łagód.

Katarzyna Czuchaj-Łagód, Mobile Institute: – Na miejscu marek zastanowiłabym się, jak zbudować przekaz skierowany do innych grup niż wielkomiejska młodzież. Konsumenci z małych miast, mieszkańcy wsi zdecydowanie częściej przyznają się do lojalności wobec marek.

Sprytni, ale poszukujący naturalności

Polacy w badaniach nadal okazują się sprytnymi konsumentami, którzy nie kupują dla idei produktu naturalnego i nie płacą za niego dwa razy więcej. Mimo to z tych samych badań wynika, że waga ekologiczności produktów rośnie. Jako czynnik brany pod uwagę podczas zakupów w ciągu dwóch lat naturalność weszła na czwarte miejsce z ósmego i obecnie plasuje się zaraz za ceną, jakością i  marką.

W ślad za rosnącym znaczeniem ekologiczności zmieniają się zachowania konsumentów podczas zakupów. 42 proc. osób deklaruje, że czyta etykiety kosmetyków. 17 proc, korzysta z aplikacji do skanowania składu produktów. Są to więc świadomi konsumenci, których trudno zwieść obietnicami bez pokrycia. 84 proc. uważa, że jest w stanie rozpoznać kosmetyk naturalny. Połowa deklaruje, że za taki produkt jest w stanie zapłacić do 40 proc, więcej. 27 proc.  jest na etapie wymiany swoich kosmetyków na naturalne.

Porzucanie marek, czyli nielojalność konsumentów

Nielojalni wobec marek są w szczególności przedstawiciele młodego pokolenia i mieszkańcy z dużych miast. To oni najrzadziej utożsamiają się z markami. Przesyt informacji do nich kierowanych sprawia, że obniża się ich aktywność w odpowiedzi na przekaz – niechętnie dzielą się postami od marek, rzadko oglądają ich reklamy zamieszczane w mediach społecznościowych, nie każda informacja o promocji zachęca ich do zajrzenia do sklepu.

Wpływ braku lojalności w stosunku do marek widać także podczas zakupów, a zwłaszcza e-zakupów: 2/3 konsumentów porzuca e-koszyki z powodu braku preferowanych form płatności, budżetu czy możliwości konsultacji. 19 proc. nie kończy zakupów w kategorii uroda z powodu braku opinii, niewystarczających opisów, wysokiego kosztu dostawy, trudnego wyszukiwania, braku ulubionych płatności.

16 proc. konsumentów ma ulubione marki w kategorii uroda. Wśród osób z młodego pokolenia jest to już tylko 11 proc., a i tak zaraz po sporcie jest to najwyższy wynik wśród różnych kategorii produktowych. 40 proc. konsumentów stale próbuje nowych kosmetyków. Do ich kupowania zachęcają ich informacje o promocjach (19 proc.) lub decyzja zapada podczas porównywania cen (24 proc.) Z tego widać, że także pokolenie Z wciąż pozostaje smart.  

Artykuł powstał na podstawie wykładu „Wyzwania dla producentów i handlu w związku z rozwojem e-commerce”, wygłoszonego przez Katarzynę Czuchaj-Łagód podczas 7. Forum Branży Kosmetycznej zorganizowanego przez „Wiadomości Kosmetyczne”.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
25.03.2026 14:06
Geopolityka uderza w… papier toaletowy. Japonia apeluje o spokój w obliczu paniki zakupowej
Choć Japonia jest w dużej mierze samowystarczalna w produkcji artykułów higienicznych, konsumenci – pomni doświadczeń z poprzednich kryzysów – zaczęli masowo opróżniać półki sklepowe, robiąc zapasy m.in. papieru toaletowegoenvato elements

Rząd Japonii wydał oficjalne ostrzeżenie skierowane do obywateli, apelując o powstrzymanie się od nadmiarowych zakupów papieru toaletowego i artykułów pierwszej potrzeby. Nagły wzrost popytu, napędzany dezinformacją w mediach społecznościowych, jest bezpośrednią reakcją na eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie z udziałem Iranu. Dla sektora handlu i logistyki to sygnał ostrzegawczy dotyczący kruchości łańcuchów dostaw w dobie kryzysów geopolitycznych.

Zjawisko “chomikowania” produktów (w tym – podobnie jak to miało miejsce w okresie pandemii Covid-19 – papieru toaletowego) w Japonii powróciło. Przypomina to rynkowi o mechanizmach psychologii tłumu, które mogą zdestabilizować nawet najlepiej zorganizowaną sieć dystrybucji.

Dezinformacja i lęk o łańcuchy dostaw

Podłożem paniki są posty w mediach społecznościowych sugerujące, że wojna z udziałem Iranu doprowadzi do paraliżu globalnego transportu morskiego i braków surowcowych. Choć Japonia jest w dużej mierze samowystarczalna w produkcji artykułów higienicznych, konsumenci – pomni doświadczeń z poprzednich kryzysów – zaczęli masowo opróżniać półki sklepowe – informuje serwis Bloomberg.

Kluczowe czynniki wpływające na sytuację:

  • Efekt skali: nagłe wykupywanie towarów generuje sztuczne braki (tzw. phantom shortages), które potęgują panikę.
  • Presja na logistykę: gwałtowny wzrost popytu zmusza sieci handlowe do reorganizacji dostaw w trybie kryzysowym.
  • Rola social media: algorytmy promujące treści sensacyjne przyspieszają rozprzestrzenianie się niepokoju szybciej, niż oficjalne komunikaty rządowe.

Sytuacja w Japonii to studium przypadku dla menedżerów logistyki i dyrektorów operacyjnych na całym świecie. Geopolityczna destabilizacja na Bliskim Wschodzie (Iran) wpływa nie tylko na ceny ropy i gazu, ale także na zachowania zakupowe w segmentach pozornie niezwiązanych z konfliktem.

Każdy euro, jen czy dolar wydany w wyniku paniki zakupowej to test dla odporności systemu dystrybucji. Japonia stara się przeciąć ten spiralny mechanizm, zanim dojdzie do trwałego zakłócenia w dostawach do punktów sprzedaży detalicznej – zauważają analitycy Bloomberga.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
25.03.2026 13:07
Honorata Jarocka, Mintel: Efekt Ozempiku w koszyku. Jak leki GLP-1 redefiniują strategię marek spożywczych? [Retail Trends 2026]
Wiadomości Handlowe

W branży spożywczej nadszedł czas nowego pragmatyzmu. Leki z grupy GLP-1 (analogi glukagonopodobnego peptydu typu 1), pierwotnie przeznaczone do walki z cukrzycą, stały się globalnym fenomenem w zarządzaniu masą ciała. Podczas kongresu Retail Trends 2026, Honorata Jarocka, Associate Principal w Mintel, przedstawiła mapę drogową dla producentów, którzy muszą odpowiedzieć na zmieniające się nawyki żywieniowe „pokolenia GLP-1”.

Globalny trend w zasięgu ręki: nadchodzi era generyków

Stany Zjednoczone pozostają głównym benchmarkiem – tam już 22 proc. dorosłych deklaruje stosowanie leków GLP-1 (wzrost z 15 proc. w 2024 roku). Europa jednak szybko nadrabia ten dystans. W Polsce zainteresowanie pomocą w zarządzaniu wagą za pomocą farmakologii deklaruje już 37 proc. konsumentów.

Kluczowym momentem dla rynku stanie się już wkrótce  wygasanie patentów na semaglutyd (substancję czynną m.in. w leku Ozempic).

Rynek już przygotowuje się na tańsze leki generyczne. Przewiduje się, że ich cena będzie odpowiadała ok. 1/3 wartości oryginałów, co uczyni je dostępnymi dla masowego odbiorcy – podkreśla Honorata Jarocka, ekspertka z Mintel.

Od „kontroli porcji” do „porcji perfekcyjnej”

Leki GLP-1 zmieniają fizjologię jedzenia: opóźniają łaknienie i wzmacniają uczucie sytości. Dla marek spożywczych oznacza to konieczność porzucenia tradycyjnego myślenia o produktach „light” na rzecz nowej kategorii: perfect portion.

Zamiast oferować produkty o obniżonej kaloryczności, marki takie jak brytyjskie Gooey Cake Co stawiają na miniaturyzację bez kompromisów smakowych. – Kontrola porcji przepoczwarza się w perfekcyjną porcję – mądry, skuteczny i dopasowany do mniejszego apetytu wybór – zauważa ekspertka Mintel.

image

Ozempiconomia: jak „chudszy” konsument wpłynął na mapę wydatków w sektorze beauty & wellness

Strategia „GLP-1 friendly”: inkluzywność zamiast stygmatyzacji

Mintel radzi, aby marki nie ograniczały się do komunikacji skierowanej wyłącznie do pacjentów, ale przyjęły język bardziej inkluzywny. Słowem-kluczem staje się Nutrient Density (wysoka gęstość odżywcza).

Przykładem sukcesu jest linia Nutrient Dense od sieci Marks & Spencer. Zamiast mówić o odchudzaniu, marka skupia się na dostarczaniu maksymalnej ilości witamin i minerałów w każdej kalorii. To podejście aspiracyjne, które przyciąga nie tylko użytkowników leków, ale każdego świadomego konsumenta.

Nowe zagrożenia i szanse: czy jedzenie dla przyjemności przetrwa?

Pojawiły się obawy, że spadek apetytu uderzy w kategorie przyjemnościowe, jak czekolada. Dane Mintel uspokajają: konsumenci nie rezygnują z przyjemności, ale zmieniają ilość na jakość.

Strategia dla branży słodyczy opiera się na:

  • mini porcjach produktów premium: mniejsze gramatury, ale wyższa jakość składników.
  • funkcjonalności: czekoladki wzbogacone białkiem lub kolagenem (odpowiedź na problem utraty jędrności skóry, tzw. „ozempikową twarz”).
  • wysokiej zawartości kakao: skupienie na profilu zdrowotnym i sensorycznym.

Gwiazdy składu: białko i błonnik „2 w 1”

W ostatnich pięciu latach nowości wysokobiałkowe zdominowały rynek, ale to błonnik staje się nową gwiazdą. Leki GLP-1 często wiążą się ze skutkami ubocznymi ze strony układu pokarmowego, co otwiera pole dla innowacji.

Przewidujemy, że pozycjonowanie wysokobłonnikowe będzie rosnąć. Potencjał tkwi w oferowaniu rozwiązań ‘dwa w jednym‘ – wysokiej zawartości białka (dla ochrony masy mięśniowej) i błonnika (dla sytości i trawienia) – prognozuje Jarocka.

Gastronomia na nowym torze: set degustacyjny GLP-1

Trend dociera również do restauracji. Słynny szef kuchni Heston Blumenthal, sam będąc użytkownikiem leków GLP-1, zmodyfikował ofertę swojej restauracji The Fat Duck, wprowadzając mniejsze sety degustacyjne w niższej cenie, idealnie dopasowane do zmniejszonego łaknienia gości.

Jak wygrać w nowej rzeczywistości?

Monitorowanie generyków: ich wejście na rynek gwałtownie zwiększy liczbę konsumentów o specyficznych potrzebach.

Stawianie na nawodnienie i elektrolity: użytkownicy GLP-1 są narażeni na odwodnienie, co stwarza szansę dla marek napojowych (np. jogurt Oikos Pro z elektrolitami).

Dbałość o mięśnie: produkty z leucyną i witaminą D, wspierające masę mięśniową podczas chudnięcia, będą zyskiwać na znaczeniu.

Marki nie powinny bać się specyfików GLP-1. Zamiast tego powinny stać się „pomocną dłonią” w procesie mądrego zarządzania wagą, oferując jakość, gęstość odżywczą i precyzyjnie odmierzone chwile przyjemności – podsumowała Honorata Jarocka.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
26. marzec 2026 02:02