StoryEditor
Eksport
02.05.2019 00:00

Z Polski? To znaczy, że dobrej jakości!

Kontrahenci ze świata chwalą jakość polskich produktów, a przy tym ich konkurencyjną cenę. Dało się to słyszeć na tegorocznych targach Cosmoprof w Bolonii, nazywanych kolebką kosmetycznych trendów i papierkiem lakmusowym nastrojów w branży beauty.  

Przedstawiciele polskich firm kosmetycznych wyjątkowo licznie przyjechali w tym roku na Cosmoprof Worldwide Bologna. Statystyki potwierdzają, że to kluczowe targi dla światowego przemysłu. – Cosmoprof Worldwide Bologna 2019 osiągnął ważny cel – ponad 265 tys. kosmetycznych profesjonalistów i wzrost liczby odwiedzających z zagranicy o 10 proc. – podsumował tegoroczne targi Gianpiero Calzolari, prezes BolognaFiere. Rekordowy był też udział wystawców – ponad 3 tys. firm z ponad 70 krajów. Mieli w tym swój udział polscy producenci. Około 220 firm z Polski zaprezentowało w Bolonii swoje marki i produkty na pięknych stoiskach. To najliczniejsza reprezentacja polskich producentów ze wszystkich dotychczasowych edycji.

Polskie zagłębie kosmetyczne

Zdaniem Małgorzaty Kawalec, export key account managera Resibo, polskie marki kosmetyczne zyskują coraz bardziej na znaczeniu i rosną na arenie międzynarodowej. – Kilkanaście lat temu na Cosmoprofie polskich wystawców można było policzyć na palcach jednej ręki, dziś już jesteśmy traktowani jak bardzo prężny, świetnie rozwijający się rynek. Od samych odwiedzających wielokrotnie słyszeliśmy, że skoro z Polski, to znaczy, że dobrej jakości. I tylko takich komentarzy życzymy sobie oraz wszystkim innym polskim brandom – nie kryje entuzjazmu Małgorzata Kawalec.

Ewa Wójcikowska, prezes Laboratorium Naturella, mówi, że Polska od wielu lat jest uznawana za zagłębie kosmetyczne, a polskie kosmetyki są bardzo cenione.– Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza wiedza i doświadczenie polskich technologów i kosmetologów, którzy tworzą bardzo skuteczne i efektywne receptury w bardzo wyważony sposób, nie przeładowując ich niepotrzebnymi składnikami. Ponadto kosmetyki działają tak, jak deklarują opisy na opakowaniach, co poparte jest badaniami. Polscy producenci kierują swoje produkty do bardzo różnych odbiorców, starając się zachować dobrą relację jakości do ceny – tłumaczy Ewa Wójcikowska.

Zdaniem Renaty Gabarkiewicz, prezesa firmy Silcare, polscy producenci kosmetyków tworzą silną grupę na arenie międzynarodowej. – Jakościowo i wizualnie nasze kosmetyki nie ustępują tym produkowanym przez światowe koncerny – podkreśla. – Półka w drogeriach pokazuje, że pozycjonowanie naszych rodzimych kosmetyków jest bardzo dobre i z zadowoleniem odnotowujemy obecność i wciąż rosnący udział polskich marek na światowych rynkach.

Również Magdalena Szłyk, PR & development manager Pierre René, zaznacza, że polskie marki cieszą się coraz większym powodzeniem. – Polski rynek kosmetyczny rozwija się w bardzo dynamicznym tempie, a dbałość o jakość produktów jest doceniana na całym świecie – mówi.

„Made in Poland” staje się marką, która kojarzy się ze świetnymi kosmetykami w korzystnej cenie, uważa Tomasz Topolski, dyrektor handlowy i członek zarządu w firmie Elfa Pharm Polska. Jego zdaniem z roku na rok polskie kosmetyki zyskują na wartości na rynkach całego świata. – Coraz więcej profesjonalistów, ale również zwykłych konsumentów zaczyna dostrzegać, że „Made in Poland” oznacza w zdecydowanej większości dobre jakościowo produkty, w atrakcyjniejszej niż wyroby z Europy Zachodniej cenie. Podczas tegorocznych targów w Bolonii usłyszeliśmy dużo dobrych opinii na temat polskich kosmetyków, producentów i całego polskiego sektora kosmetycznego – zaznacza Tomasz Topolski.

Klienci chwalą bardzo dobry stosunek jakości do ceny polskich kosmetyków, a rosnące wykresy wartości eksportowych zdają się to doskonale potwierdzać – mówi Agnieszka Lewocka, dyrektor generalny firmy JFenzi Perfume.

Według Ewy Czerniak, export managera w firmie Cosmo Group, polska oferta jest bardzo dobrze promowana w Bolonii i widzi to po zainteresowaniu produktami marki, którą reprezentuje. – Polscy producenci znani są z dobrej jakości, nowatorskich rozwiązań i innowacyjnych działań w branży kosmetycznej – podsumowuje.

Szukanie nowych rynków zbytu

Na fali popularności polskich kosmetyków rodzimi producenci zapowiadają dalszy rozwój eksportu i wchodzenie na kolejne rynki. – Rosnąca z roku na rok sprzedaż eksportowa pokazuje, że na polskie kosmetyki jest duży popyt. Nasi dystrybutorzy za granicą podkreślają nadzwyczaj korzystny stosunek ceny do jakości, szerokie portfolio produktów oraz nowoczesny design opakowań. Z kolei firmy zamawiające marki własne doceniają jakość produktów, elastyczność i terminowość dostaw – podkreśla Katarzyna Kostrzyńska, marketing manager w firmie Chantal.

Flagowa marka Chantal – Prosalon Professional – jest obecna już w 40 krajach świata, w tym w tak egzotycznych miejscach jak Reunion czy Mauritius. Celem firmy jest dalsza ekspansja zagraniczna. – Zamierzamy się dalej rozwijać i poszerzać eksport o nowe kraje. Na rynkach wschodnich mamy już ugruntowaną sprzedaż, ale chcemy też wejść na rynki zachodniej Europy, np. Hiszpanii – mówi Katarzyna Kostrzyńska.

Zdaniem Krystyny Bednarek, właścicielki i prezesa zarządu spółki Herla, jej marka pozycjonowana w kategorii premium świetnie by się odnalazła na rynkach arabskich. – Poszukujemy też innych możliwości. Interesuje nas rynek niemiecki, kraje wschodnie, zamierzamy wysłać swoich przedstawicieli do Kazachstanu i Rosji – zapowiada Krystyna Bednarek. – Na targach w Bolonii wystawiamy się po to, aby promować markę i zdobywać nowych klientów. W tej chwili marka Herla jest obecna w Szwecji, Szwajcarii, w Stanach Zjednoczonych – w Nowym Jorku, w Azji, kończymy rejestrację produktów w Chinach – mówi Krystyna Bednarek.

Dla marki Resibo, która po raz czwarty wystawiała się w Bolonii, te targi były wyjątkowe. Wraz z menedżerami z Polski na stoisku byli obecni także włoscy dystrybutorzy marki, z którymi firma podpisała umowę na wyłączność. – Zaczynamy działać na terenie Włoch. W ubiegłym roku udało nam się otworzyć pięć rynków, więc był to mocny start w eksport, a w tym roku liczę przynajmniej na dziesięć – mówi Małgorzata Kawalec.

Polscy producenci wykorzystali pobyt w Bolonii do zaprezentowania nowości, nad którymi długo pracowali. Dariusz Stasiukiewicz, dyrektor sprzedaży w firmie Delia, przyjechał z dużą grupą nowych produktów. – Mamy nową szafę makijażową, której premiera odbyła się właśnie na targach Cosmoprof. Możemy pochwalić się 275 nowościami, przywieźliśmy je do Bolonii. Tylko wśród kosmetyków kolorowych są aż 62 nowe produkty – opowiada Dariusz Stasiukiewicz.

Bolońskie targi to doskonała okazja do premiery kosmetyków – uważa Renata Gabarkiewicz. Firma Silcare, którą zarządza, zaprezentowała we Włoszech szereg innowacyjnych produktów. Z kategorii manicure’u hybrydowego żel do paznokci 10in1 w opakowaniu air less, odżywki do paznokci utwardzane UV-LED lub LED, a także kosmetyki pielęgnacyjne, takie jak szampon antypollution w piance, trychologiczną linię produktów przeciwdziałających wypadaniu włosów i krem ochronny, który minimalizuje niekorzystne oddziaływanie światła niebieskiego (HEV). – Jest to dowód na to, jak błyskawicznie polskie firmy odpowiadają na potrzeby rynku i światowe trendy – podkreśla Renata Gabarkiewicz.

Efekty będą za kilka miesięcy

Targi Cosmoprof nazywane są kolebką kosmetycznych trendów i papierkiem lakmusowym nastrojów w branży beauty. Każdy, kto wchodzi w biznes kosmetyczny, wie, że musi na nich być. Jeśli nie jako wystawca, to przynajmniej jako obserwator. Dotyczy to zarówno producentów kosmetyków, jak i dystrybutorów, a także detalistów – do Bolonii regularnie jeżdżą menedżerowie sieci drogeryjnych i to nie tylko tych największych i najsilniejszych, ale także tych działających lokalnie. Jak oceniają tegoroczną edycję Cosmoprof polscy przedsiębiorcy?

Małgorzata Kawalec z Resibo uważa, że zarówno dla rozwoju włoskiego rynku, jak i z perspektywy polskiej ekspansji eksportowej były to kolejne udane targi i przyniosły ciekawe kontakty. – W czasie targów mieliśmy sporo umówionych spotkań z klientami z poprzednich edycji, podczas których rozwijaliśmy nasze relacje biznesowe i omawialiśmy szczegóły dalszej współpracy. Najbliższe tygodnie będą dla nas bardzo pracowite, bo będziemy finalizować te ustalenia. Ale był to też czas, który wykorzystaliśmy do zbudowania nowych relacji – opowiada.

Od lat targi Cosmoprof procentują nowymi kontraktami i to właśnie one w głównej mierze odpowiadają za dwucyfrowy przyrost eksportu naszej firmy. W tym roku były one rekordowe pod względem ilości odwiedzających oraz przeprowadzonych rozmów biznesowych. Mamy nadzieję, że zaowocują nowymi rynkami zbytu, szczególnie poza Europą – mówi Katarzyna Kostrzyńska z firmy Chantal.

Firma Pierre René od wielu lat uczestniczy w targach w Bolonii, prezentując swoją ofertę kosmetyczną zarówno w segmencie Pierre René Professional, jak i Miyo – marki przeznaczonej dla nastolatek. – W tym roku nasze stoisko przyciągnęło setki odwiedzających. Targi były świetną okazją do odświeżenia kontaktów z obecnymi partnerami biznesowymi, jak i pozyskania nowych, obiecujących kontaktów – mówi Magdalena Szłyk. Od strony marketingowej markę wspomagały dwie influencerki: Beautyvtricks, która jest ambasadorką marki Miyo, oraz Andziathere, współpracująca z marką Pierre René Professional.

Przez stoisko firmy Naturella przewinęło się wielu liczących się biznesowych klientów z całego świata. – Teraz trwają rozmowy, wysyłki wzorów handlowych, negocjacje – za wcześnie jeszcze na definitywną ocenę, bo ona pojawi się dopiero po podpisaniu kontraktów. Jednak zainteresowanie kosmetykami naturalnymi, zwłaszcza certyfikowanymi, jakie my wytwarzamy pod marką Only Bio, było ogromne. Widać siłę ekotrendu na całym świecie – mówi Ewa Wójcikowska.

Podobnie wysoko ocenia bolońskie targi Iwona Czopek, head of marketing & communication firmy Body Boom. W jej opinii o tym, jaki mamy potencjał, można się było z łatwością przekonać w Bolonii – z każdą edycją Cosmoprofu reprezentacja polskiej branży jest coraz liczniejsza. – Wśród klientów B2B – kupców i dystrybutorów polskie marki cieszą się bardzo dobrą opinią. Doceniani jesteśmy za jakość, innowacyjność, ale także za profesjonalizm i dużą elastyczność działania, co w przypadku kontaktów biznesowych ma ogromne znaczenie. Polskie marki potrafią kreatywnie wpisać się w pojawiające się trendy, realizując przy tym własną misję – zaznacza Iwona Czopek.

Cieszy ją również fakt, że pomimo iż polskie firmy stanowią dla siebie konkurencję na rynku krajowym, potrafią jako branża wspólnie pracować nad postrzeganiem polskich kosmetyków za granicą, prezentując się pod szyldem „polskich produktów”. W Bolonii marka Body Boom wystawia się nieprzerwanie od 4 lat i chociaż w tym roku dało się zauważyć na Cosmoprofie mniejszą frekwencję niż w poprzednich latach, to jednak według Iwony Czopek targi były bardzo udane. – Traktujemy je priorytetowo, zarówno jako miejsce do nawiązywania nowych kontaktów handlowych, jak i budowania relacji z aktualnymi kontrahentami, w szczególności z takimi, z którymi na co dzień rozmawiamy jedynie wirtualnie. Obecność na targach była okazją do spotkań m.in. z naszym dystrybutorem ze Stanów Zjednoczonych. Cieszy nas również duże zainteresowanie ze strony kupców z Azji, ponieważ jest to kierunek eksportowy, który chcemy obecnie mocno rozwinąć. W zeszłym roku udało nam się nawiązać współpracę z dystrybutorem na rynku koreańskim – nasze kosmetyki już wkrótce będą obecne w systemie sprzedaży TV Home Shopping. Liczymy jednak, że przeprowadzone w Bolonii rozmowy otworzą nam nowe drogi dystrybucji zarówno w Korei, jak i na sąsiednich rynkach – zdradza Iwona Czopek.

Ewa Czerniak z Cosmo Group podkreśla, że Cosmoprof to świetna okazja, aby zapoznać się z najnowszymi propozycjami w branży beauty. – Jednak najważniejsza jest możliwość spotkania się z przedstawicielami firm kosmetycznych z całego świata, docieranie do nowych rynków oraz rozwój obecnych relacji. Na Cosmoprofie przede wszystkim szukamy potencjalnych partnerów biznesowych. Z perspektywy kilku lat naszej obecności na tych targach, śmiało możemy powiedzieć, że zawsze poznajemy tam wartościowych kontrahentów – mówi.

Nuta niepokoju

Od początku roku pojawiają się informacje, że polski biznes musi być czujny i przygotować się może nie tyle na kryzys, co na osłabienie dotychczasowej prosperity. Składa się na to wiele czynników, jak wzrost kosztów produkcji, kosztów pracy, coraz silniejsza konkurencja wewnętrzna i wzbranianie się zagranicznych rynków przed napływem importowanych marek. Dlatego nie wszystkie głosy podsumowujące tegoroczne targi w Bolonii są optymistyczne.

Zagraniczni kontrahenci doceniają nowoczesny design polskich kosmetyków oraz ich wysoką jakość. Część klientów nadal oczekuje bardzo niskich cen eksportowych. Pod tym względem, z uwagi na konieczność spełnienia coraz wyższych standardów narzuconych przez unijne przepisy prawne, nasz kraj zaczyna tracić swoją dawną przewagę konkurencyjną – mówi Sylwester Piech z działu marketingu marki Venita. Jednak targi uważa za bardzo udane. – Zaprezentowaliśmy wiele nowości takich jak farba do włosów Venitaplex oraz nowa seria produktów naturalnych Venitabio. Nasze stoisko przyciągało klientów, a nowe produkty spotkały się z dobrym przyjęciem – zaznacza.

Zdaniem Agnieszki Rajewskiej, dyrektora marketingu Laboratorium Kosmetycznego Joanna, tegoroczne targi w Bolonii potwierdzają silną pozycję polskich marek na międzynarodowym rynku kosmetycznym. – Prezentacja polskich firm była na najwyższym poziomie. Polskie aleje tętniły życiem, nowoczesnością i jakością, a zaprezentowane kosmetyki krok w krok podążają za światowymi trendami. Jednak zauważamy, że formuła targów powoli traci na wartości. Dzieje się tak ze względu na zwiększającą się rolę nowoczesnych kanałów dystrybucji, kosztem tradycyjnej dystrybucji hurtowej. Tę tendencję widać na całym świecie, w końcu kapitał nie zna granic, a sieci handlowe powstają w najdalszych zakątkach świata. Potwierdza to również zwiększający się odsetek zapytań o produkcję private label – tłumaczy Agnieszka Rajewska.

W jej opinii liczbę klientów odwiedzających stoisko można porównać z poprzednimi latami. Jednak to, czy udało się zrealizować cele biznesowe, okaże się dopiero za kilka tygodni lub miesięcy. – Fakt, iż klient przyszedł na stoisko, wyraził zainteresowanie i zostawił wizytówkę, nie oznacza jeszcze sukcesu biznesowego. Natomiast na pewno cieszy pozytywne zainteresowanie i odbiór naszych produktów – dodaje Agnieszka Rajewska.

Bernard Latanowicz, producent ręcznie robionych mydeł Laq, nie kryje nadziei związanych z efektami targów Cosmoprof. – Jak każdy producent kosmetyków, który tu przyjeżdża, szukam dystrybucji na całym świecie. Ścieżka powinna być taka, że najpierw szukamy rynku zbytu w Europie, a potem, gdy już mamy na nim ugruntowaną pozycję, próbujemy dotrzeć do reszty świata. Kto chce się rozwijać, powinien tutaj być – uważa Bernard Latanowicz. Trudno mu na razie powiedzieć, ile z odbytych rozmów zakończy się kontraktami. – W tym roku było mniej osób, ale może przełoży się to na większą liczbę zamówień. Wolę odbyć pięćdziesiąt rozmów biznesowych i dziesięć zrealizować, niż sto, z których wyjdą trzy. Na razie trudno mówić o efektach targów, dopiero w ciągu kilku najbliższych miesięcy będzie to wiadome – tłumaczy.

Jednak nie podziela entuzjazmu dotyczącego skali Cosmoprofu. – Nikt pani prawdy nie powie, ale w pierwszy dzień wszyscy się nudzili – w tym roku na targach było mniej odwiedzających i mniej gapiów. – mówi Bernard Latanowicz. Oprócz odwiedzających brakuje mu też wspólnego działania polskich firm kosmetycznych. – Niestety nie widać tej współpracy między nami. Bardzo rzadko, a właściwie nigdy nie słyszę propozycji od innych firm kosmetycznych „zróbmy coś razem”. Nie ma też odpowiedniego rządowego wsparcia biznesu kosmetycznego – uważa Bernard Latanowicz. Ze swoim sceptycyzmem jest jednak w mniejszości.

Niezaprzeczalna dominacja włoskich targów

Tegoroczna edycja targów w Bolonii obfitowała w bardzo dużą liczbę ciekawych i merytorycznych spotkań. Udało nam się zarówno podtrzymać, jak i rozwinąć już istniejące relacje handlowe z dotychczasowymi odbiorcami oraz otworzyć zupełnie nowe kierunki sprzedaży – mówi Tomasz Topolski z firmy Elfa Pharm. – Był to niewątpliwie czas intensywnej pracy. Prawdziwy wynik targów będzie można ocenić dopiero za kilka miesięcy, natomiast na pewno pod względem zainteresowania odbiorców z całego świata była to najlepsza edycja targów w Bolonii, w której braliśmy do tej pory udział – stwierdza.

– Przez cztery dni trwania targów prezentowaliśmy naszą markę na dwóch stoiskach o łącznej powierzchni 130 mkw. Team biznesowy odbył prawie 270 spotkań, a każdego roku liczba klientów na stoisku sprzedażowym rośnie. Niemal 3 tys. zrealizowanych transakcji udowadnia, że Włoszki lubią nasze produkty, a zainteresowanie firmą jest coraz większe – podsumowuje optymistycznie Renata Gabarkiewicz.

Adrian Winiarz, dyrektor eksportu w firmie Bielenda Kosmetyki Naturalne, uważa, że dominacja targów Cosmoprof Bolonia w Europie jest niezaprzeczalna, a organizacja, liczba gości i zainteresowanie kontrahentów współpracą sprawiają, że mogą one pretendować do pozycji globalnego lidera. – Wszystko to powoduje, że przyszłoroczną obecność w Bolonii mamy już wpisaną w kalendarz. Polski pawilon był bez wątpienia gwiazdą tej edycji – cieszymy się, że również nasze stoisko – specjalnie zaaranżowane m.in. pod promocję naszej flagowej serii Bielenda Camellia Oil – miało swój udział w tworzeniu doskonałego wizerunku narodowej reprezentacji kosmetycznej. Z targów przywieźliśmy wiele wartościowych kontaktów i wierzymy, że przyczynią się one do jeszcze szybszego rozwoju sprzedaży międzynarodowej – podkreśla Adrian Winiarz.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.07.2026 13:01
Pełne półki mimo wojny. Jak kryzys na Bliskim Wschodzie wpływa na rynek beauty?
Ulta Beauty w Dubai Mallwiadomoscikosmetyczne.pl

Jeszcze zanim światowe media zaczęły informować o zakłóceniach w transporcie przez Cieśninę Ormuz i rosnących kosztach surowców po eskalacji konfliktu między USA a Iranem, Dubaj żył swoim rytmem. W centrach handlowych trudno było dostrzec jakiekolwiek oznaki kryzysu. W Sephorze tłumy klientów testowały nowe zapachy, koreańskie kosmetyki zajmowały coraz więcej miejsca na półkach, a luksusowe marki prezentowały kolejne premiery. To właśnie ten kontrast najlepiej pokazuje specyfikę rynku beauty na Bliskim Wschodzie. Regionu, który jednocześnie pozostaje niezwykle odporny jako rynek konsumencki i wyjątkowo wrażliwy jako globalny węzeł logistyczny.

W tym artykule przeczytasz:

  • Wojna na Bliskim Wschodzie nie zatrzymała sprzedaży, ale uderzyła w zaplecze rynku
  • Nawet krem do twarzy zależy od ropy
  • Kiko, Shiseido i e.l.f. już liczą straty
  • Hermes zaliczył wielki spadek
  • Bliski Wschód wciąż pozostaje rynkiem, którego nikt nie chce stracić
  • Dubaj nadal jest witryną światowego beauty
  • Największy test dopiero przed branżą

Podczas pobytu w Dubaju odwiedziłam kilka największych drogerii i perfumerii. Pierwsze wrażenie? Gdyby nie doniesienia serwisów informacyjnych, trudno byłoby uwierzyć, że region znajduje się w centrum jednego z najpoważniejszych kryzysów geopolitycznych ostatnich lat.

Nie brakowało premier produktowych, półki były pełne, a konsumenci – zarówno mieszkańcy Emiratów, jak i turyści (choć w nieco mniej licznej grupie), nadal kupowali kosmetyki premium i luksusowe zapachy. To jednak tylko jedna strona medalu.

Wojna na Bliskim Wschodzie nie zatrzymała sprzedaży, ale uderzyła w zaplecze rynku

Konflikt między USA a Iranem nie zachwiał popytem na kosmetyki w Zatoce Perskiej, ale bardzo mocno wpłynął na funkcjonowanie całego łańcucha dostaw.

Jak opisuje Reuters, blokada Cieśniny Ormuz spowodowała gwałtowny wzrost kosztów transportu, wydłużenie czasu dostaw oraz problemy z dostępnością kontenerów. Dla branży kosmetycznej oznacza to wyższe ceny praktycznie każdego elementu produktu, od surowców po opakowania.

To szczególnie istotne, ponieważ przez Cieśninę Ormuz przebiega jeden z najważniejszych światowych szlaków transportowych.

 

image
Sephora w Dubai Mall
wiadomoscikosmetyczne.pl

 

Nawet krem do twarzy zależy od ropy

Na pierwszy rzut oka kosmetyki i geopolityka wydają się odległymi światami. W rzeczywistości są ze sobą silnie powiązane.

Wzrost cen ropy przekłada się bezpośrednio na ceny tworzyw sztucznych wykorzystywanych do produkcji opakowań kosmetycznych, takich jak PET, polipropylen czy polietylen. Drożeją również oleje roślinne stosowane w recepturach oraz aluminium wykorzystywane do produkcji opakowań.

Nawet jeśli konsument w Dubaju nadal widzi pełne półki, producent w Europie czy Azji płaci dziś znacznie więcej za wyprodukowanie tego samego kremu lub szamponu.

image

Zmiana zachowań konsumentów uderza w rynek beauty. Douglas obniża swe prognozy

Kiko, Shiseido i e.l.f. już liczą straty

Rosnące koszty nie są już jedynie teoretycznym zagrożeniem.

Portal Reuters podaje, że Kiko Milano szacuje dodatkowe wydatki logistyczne na około 1,5 mln euro w skali roku. Firma wskazuje przede wszystkim na opóźnienia dostaw oraz wzrost cen komponentów i opakowań.

Z kolei Shiseido uwzględniło już wpływ wojny na poziomie około 32 mln dolarów, natomiast e.l.f. Beauty spodziewa się kosztów rzędu 15–20 mln dolarów związanych z droższym transportem i paliwem.

 

image
Ulta Beauty w Dubai Mall
wiadomoscikosmetyczne.pl
image
Ulta Beauty
wiadomoscikosmetyczne.pl

 

Hermes zaliczył wielki spadek 

Parę miesięcy temu pisaliśmy na naszym portalu o pokaźnych spadkach wyników grupy LVMH, w tym marki Hermès . 

Spadek liczby turystów negatywnie wpłynął na sprzedaż w sklepach koncesyjnych na lotniskach oraz w regionie Bliskiego Wschodu. Jak tłumaczył wtedy dyrektor finansowy Eric du Halgouet – W styczniu i lutym odnotowaliśmy bardzo dobre, dwucyfrowe wzrosty, natomiast marzec przyniósł gwałtowne zatrzymanie sprzedaży – 

Dodał, że sprzedaż w luksusowych centrach handlowych w Dubaju i innych kluczowych lokalizacjach w regionie Zatoki spadła w marcu aż o 40 proc. (było to chwilę po eskalacji konfliktu). 

W całym kwartale sprzedaż na Bliskim Wschodzie spadła o 6 proc. (w ujęciu porównywalnym), do 160 mln euro, wobec 185 mln euro rok wcześniej. Choć region ten odpowiada jedynie za 4,4 proc. przychodów grupy, był najszybciej rosnącym rynkiem Hermès w 2025 roku.

 

image
Drogerie w Dubai Mall
wiadomoscikosmetyczne.pl
image
Tom Ford Beauty w Dubai Mall
wiadomoscikosmetyczne.pl

 

Bliski Wschód wciąż pozostaje rynkiem, którego nikt nie chce stracić

Paradoks polega na tym, że mimo napiętej sytuacji geopolitycznej region pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków beauty na świecie.

To właśnie tutaj sprzedaż luksusowych perfum należy do najwyższych globalnie, konsumenci są otwarci na innowacje, a segment premium rozwija się szybciej niż w wielu krajach Europy.

Producenci robią wszystko, aby utrzymać dostawy do regionu. Niektórzy przewożą towary drogą lotniczą, inni kierują je do portu w Dżuddzie w Arabii Saudyjskiej, skąd produkty transportowane są ciężarówkami zamiast przez porty Zatoki Perskiej.

To kosztowniejsze rozwiązania, ale dla wielu marek utrzymanie obecności na tym rynku jest ważniejsze niż krótkoterminowa rentowność.

image

Luksus pod presją. Hermès odczuwa skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie

Dubaj nadal jest witryną światowego beauty

Spacerując po dubajskich centrach handlowych trudno odnieść wrażenie, że branża znajduje się pod presją.

Na półkach widać praktycznie wszystkie najważniejsze światowe marki, od Diora i Chanel, przez Huda Beauty, aż po coraz liczniejsze marki koreańskie i niszowe brandy arabskie. Premier nie brakuje, ekspozycje są rozbudowane, a sklepy pozostają pełne klientów.

Dubaj nadal pełni rolę globalnego showroomu dla branży kosmetycznej. Marki nie mogą pozwolić sobie na ograniczenie swojej obecności właśnie tutaj.

Największy test dopiero przed branżą

Największym wyzwaniem nie jest dziś sam popyt, lecz odporność całego ekosystemu dostaw.

Jak podkreślają analitycy cytowani przez Reuters, jeśli zakłócenia transportowe utrzymają się dłużej, wyższe koszty będą stopniowo przenoszone na kolejne ogniwa łańcucha wartości m.in. producentów opakowań, fabryki kontraktowe, właścicieli marek i detalistów.

Na razie konsumenci w Dubaju niemal tego nie odczuwają. Jednak pełne półki w centrach handlowych nie oznaczają, że rynek funkcjonuje jak dawniej. Za kulisami branża beauty przechodzi dziś jeden z najpoważniejszych testów odporności od czasu pandemii. Konflikt pokazał, jak bardzo globalny przemysł kosmetyczny uzależniony jest od stabilnych szlaków handlowych i jak szybko wydarzenia geopolityczne mogą przełożyć się na koszt produkcji pozornie prostych produktów – od plastikowego słoiczka po gotowy krem. To lekcja, z której wnioski będą wyciągać nie tylko producenci, ale również retailerzy i inwestorzy planujący rozwój na jednym z najbardziej perspektywicznych rynków beauty świata.

 

Źródło: Reuters

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
24.04.2026 10:34
Kosmetyki mogą zdrożeć. Winne rosnące koszty surowców z Chin
Rosnące koszty zmieniają strukturę rynku beautyShutterstock

Wzrost cen surowców powiązanych z ropą naftową zaczyna przekładać się na wyższe ceny eksportowe z Chin, co może przyspieszyć globalną inflację — również w branży kosmetycznej. Dane rynkowe wskazują, że producenci stopniowo przenoszą rosnące koszty na odbiorców.

W tym artykule przeczytasz:

  • Koniec okresu "tanich” dostaw z Chin
  • Surowce petrochemiczne pod presją
  • Czy marki przeniosą koszty na konsumentów?
  • Inflacja może przyspieszyć
  • Konsumenci jeszcze tego nie odczuli
  • Co to oznacza dla branży beauty?

Koniec okresu "tanich” dostaw z Chin

Po kilku latach spadków ceny eksportowe z Chin zaczynają rosnąć. W marcu odnotowano wyraźne podwyżki w wielu kategoriach dóbr konsumpcyjnych, co przerywa trend, który dotychczas pomagał ograniczać inflację na rynkach globalnych.

Zmiana ta jest związana m.in. z rosnącymi kosztami surowców petrochemicznych, będących podstawą produkcji wielu komponentów wykorzystywanych również w branży kosmetycznej m.in. w opakowaniach i składnikach formuł.

Surowce petrochemiczne pod presją

Najsilniej rosną koszty materiałów takich jak plastik, włókna syntetyczne czy chemikalia pochodzące z ropy. W praktyce oznacza to wzrost cen produktów wykorzystujących te komponenty.

W kontekście rynku beauty szczególne znaczenie mają opakowania z tworzyw sztucznych oraz składniki bazujące na pochodnych ropy, które stanowią istotny element kosztowy produkcji kosmetyków.

image

Potęga C-beauty: od fabryki świata do globalnych brandów [ANALIZA]

Czy marki przeniosą koszty na konsumentów?

Wzrost kosztów nie ogranicza się do jednego segmentu. Producenci mierzą się jednocześnie z drożejącymi surowcami, metalami i komponentami elektronicznymi, co dodatkowo zwiększa presję cenową w całym łańcuchu dostaw.

Dla marek kosmetycznych oznacza to rosnące koszty produkcji, logistyki i pakowania — a w konsekwencji potencjalną konieczność rewizji cen końcowych.

Inflacja może przyspieszyć

Dotychczas spadające ceny eksportowe z Chin działały jako bufor ograniczający inflację w gospodarkach rozwiniętych. Obecnie efekt ten zaczyna słabnąć.

Analitycy wskazują, że w 2026 roku inflacja w głównych gospodarkach może ponownie przekroczyć poziom 3 proc., co oznacza odwrócenie wcześniejszego trendu stabilizacji cen.

image

Chiny i Japonia jako nowy motor wzrostu w globalnej perfumerii niszowej [ROCZNIK WK 2025/26]

Konsumenci jeszcze tego nie odczuli

Na razie wzrost cen eksportowych nie w pełni przełożył się na ceny dla konsumentów. Wiele produktów dostępnych obecnie na rynku zostało zamówionych wcześniej, przy niższych kosztach produkcji.

Jednak w kolejnych miesiącach, wraz z realizacją nowych zamówień, presja cenowa może stać się bardziej widoczna.

Co to oznacza dla branży beauty?

Choć część analityków wskazuje, że Chiny mogą częściowo amortyzować globalny wzrost cen, wiele zależy od dalszego rozwoju sytuacji geopolitycznej i kosztów energii.

Dla producentów i detalistów to sygnał, że okres względnej stabilności kosztowej może się kończyć. W najbliższych miesiącach kluczowe będzie to, w jakim stopniu rosnące wydatki uda się zrównoważyć i czy ostatecznie trafią one do konsumenta.

 

Źródło: Fashion Network

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
22. lipiec 2026 17:48