StoryEditor
Eksport
02.05.2019 00:00

Z Polski? To znaczy, że dobrej jakości!

Kontrahenci ze świata chwalą jakość polskich produktów, a przy tym ich konkurencyjną cenę. Dało się to słyszeć na tegorocznych targach Cosmoprof w Bolonii, nazywanych kolebką kosmetycznych trendów i papierkiem lakmusowym nastrojów w branży beauty.  

Przedstawiciele polskich firm kosmetycznych wyjątkowo licznie przyjechali w tym roku na Cosmoprof Worldwide Bologna. Statystyki potwierdzają, że to kluczowe targi dla światowego przemysłu. – Cosmoprof Worldwide Bologna 2019 osiągnął ważny cel – ponad 265 tys. kosmetycznych profesjonalistów i wzrost liczby odwiedzających z zagranicy o 10 proc. – podsumował tegoroczne targi Gianpiero Calzolari, prezes BolognaFiere. Rekordowy był też udział wystawców – ponad 3 tys. firm z ponad 70 krajów. Mieli w tym swój udział polscy producenci. Około 220 firm z Polski zaprezentowało w Bolonii swoje marki i produkty na pięknych stoiskach. To najliczniejsza reprezentacja polskich producentów ze wszystkich dotychczasowych edycji.

Polskie zagłębie kosmetyczne

Zdaniem Małgorzaty Kawalec, export key account managera Resibo, polskie marki kosmetyczne zyskują coraz bardziej na znaczeniu i rosną na arenie międzynarodowej. – Kilkanaście lat temu na Cosmoprofie polskich wystawców można było policzyć na palcach jednej ręki, dziś już jesteśmy traktowani jak bardzo prężny, świetnie rozwijający się rynek. Od samych odwiedzających wielokrotnie słyszeliśmy, że skoro z Polski, to znaczy, że dobrej jakości. I tylko takich komentarzy życzymy sobie oraz wszystkim innym polskim brandom – nie kryje entuzjazmu Małgorzata Kawalec.

Ewa Wójcikowska, prezes Laboratorium Naturella, mówi, że Polska od wielu lat jest uznawana za zagłębie kosmetyczne, a polskie kosmetyki są bardzo cenione.– Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza wiedza i doświadczenie polskich technologów i kosmetologów, którzy tworzą bardzo skuteczne i efektywne receptury w bardzo wyważony sposób, nie przeładowując ich niepotrzebnymi składnikami. Ponadto kosmetyki działają tak, jak deklarują opisy na opakowaniach, co poparte jest badaniami. Polscy producenci kierują swoje produkty do bardzo różnych odbiorców, starając się zachować dobrą relację jakości do ceny – tłumaczy Ewa Wójcikowska.

Zdaniem Renaty Gabarkiewicz, prezesa firmy Silcare, polscy producenci kosmetyków tworzą silną grupę na arenie międzynarodowej. – Jakościowo i wizualnie nasze kosmetyki nie ustępują tym produkowanym przez światowe koncerny – podkreśla. – Półka w drogeriach pokazuje, że pozycjonowanie naszych rodzimych kosmetyków jest bardzo dobre i z zadowoleniem odnotowujemy obecność i wciąż rosnący udział polskich marek na światowych rynkach.

Również Magdalena Szłyk, PR & development manager Pierre René, zaznacza, że polskie marki cieszą się coraz większym powodzeniem. – Polski rynek kosmetyczny rozwija się w bardzo dynamicznym tempie, a dbałość o jakość produktów jest doceniana na całym świecie – mówi.

„Made in Poland” staje się marką, która kojarzy się ze świetnymi kosmetykami w korzystnej cenie, uważa Tomasz Topolski, dyrektor handlowy i członek zarządu w firmie Elfa Pharm Polska. Jego zdaniem z roku na rok polskie kosmetyki zyskują na wartości na rynkach całego świata. – Coraz więcej profesjonalistów, ale również zwykłych konsumentów zaczyna dostrzegać, że „Made in Poland” oznacza w zdecydowanej większości dobre jakościowo produkty, w atrakcyjniejszej niż wyroby z Europy Zachodniej cenie. Podczas tegorocznych targów w Bolonii usłyszeliśmy dużo dobrych opinii na temat polskich kosmetyków, producentów i całego polskiego sektora kosmetycznego – zaznacza Tomasz Topolski.

Klienci chwalą bardzo dobry stosunek jakości do ceny polskich kosmetyków, a rosnące wykresy wartości eksportowych zdają się to doskonale potwierdzać – mówi Agnieszka Lewocka, dyrektor generalny firmy JFenzi Perfume.

Według Ewy Czerniak, export managera w firmie Cosmo Group, polska oferta jest bardzo dobrze promowana w Bolonii i widzi to po zainteresowaniu produktami marki, którą reprezentuje. – Polscy producenci znani są z dobrej jakości, nowatorskich rozwiązań i innowacyjnych działań w branży kosmetycznej – podsumowuje.

Szukanie nowych rynków zbytu

Na fali popularności polskich kosmetyków rodzimi producenci zapowiadają dalszy rozwój eksportu i wchodzenie na kolejne rynki. – Rosnąca z roku na rok sprzedaż eksportowa pokazuje, że na polskie kosmetyki jest duży popyt. Nasi dystrybutorzy za granicą podkreślają nadzwyczaj korzystny stosunek ceny do jakości, szerokie portfolio produktów oraz nowoczesny design opakowań. Z kolei firmy zamawiające marki własne doceniają jakość produktów, elastyczność i terminowość dostaw – podkreśla Katarzyna Kostrzyńska, marketing manager w firmie Chantal.

Flagowa marka Chantal – Prosalon Professional – jest obecna już w 40 krajach świata, w tym w tak egzotycznych miejscach jak Reunion czy Mauritius. Celem firmy jest dalsza ekspansja zagraniczna. – Zamierzamy się dalej rozwijać i poszerzać eksport o nowe kraje. Na rynkach wschodnich mamy już ugruntowaną sprzedaż, ale chcemy też wejść na rynki zachodniej Europy, np. Hiszpanii – mówi Katarzyna Kostrzyńska.

Zdaniem Krystyny Bednarek, właścicielki i prezesa zarządu spółki Herla, jej marka pozycjonowana w kategorii premium świetnie by się odnalazła na rynkach arabskich. – Poszukujemy też innych możliwości. Interesuje nas rynek niemiecki, kraje wschodnie, zamierzamy wysłać swoich przedstawicieli do Kazachstanu i Rosji – zapowiada Krystyna Bednarek. – Na targach w Bolonii wystawiamy się po to, aby promować markę i zdobywać nowych klientów. W tej chwili marka Herla jest obecna w Szwecji, Szwajcarii, w Stanach Zjednoczonych – w Nowym Jorku, w Azji, kończymy rejestrację produktów w Chinach – mówi Krystyna Bednarek.

Dla marki Resibo, która po raz czwarty wystawiała się w Bolonii, te targi były wyjątkowe. Wraz z menedżerami z Polski na stoisku byli obecni także włoscy dystrybutorzy marki, z którymi firma podpisała umowę na wyłączność. – Zaczynamy działać na terenie Włoch. W ubiegłym roku udało nam się otworzyć pięć rynków, więc był to mocny start w eksport, a w tym roku liczę przynajmniej na dziesięć – mówi Małgorzata Kawalec.

Polscy producenci wykorzystali pobyt w Bolonii do zaprezentowania nowości, nad którymi długo pracowali. Dariusz Stasiukiewicz, dyrektor sprzedaży w firmie Delia, przyjechał z dużą grupą nowych produktów. – Mamy nową szafę makijażową, której premiera odbyła się właśnie na targach Cosmoprof. Możemy pochwalić się 275 nowościami, przywieźliśmy je do Bolonii. Tylko wśród kosmetyków kolorowych są aż 62 nowe produkty – opowiada Dariusz Stasiukiewicz.

Bolońskie targi to doskonała okazja do premiery kosmetyków – uważa Renata Gabarkiewicz. Firma Silcare, którą zarządza, zaprezentowała we Włoszech szereg innowacyjnych produktów. Z kategorii manicure’u hybrydowego żel do paznokci 10in1 w opakowaniu air less, odżywki do paznokci utwardzane UV-LED lub LED, a także kosmetyki pielęgnacyjne, takie jak szampon antypollution w piance, trychologiczną linię produktów przeciwdziałających wypadaniu włosów i krem ochronny, który minimalizuje niekorzystne oddziaływanie światła niebieskiego (HEV). – Jest to dowód na to, jak błyskawicznie polskie firmy odpowiadają na potrzeby rynku i światowe trendy – podkreśla Renata Gabarkiewicz.

Efekty będą za kilka miesięcy

Targi Cosmoprof nazywane są kolebką kosmetycznych trendów i papierkiem lakmusowym nastrojów w branży beauty. Każdy, kto wchodzi w biznes kosmetyczny, wie, że musi na nich być. Jeśli nie jako wystawca, to przynajmniej jako obserwator. Dotyczy to zarówno producentów kosmetyków, jak i dystrybutorów, a także detalistów – do Bolonii regularnie jeżdżą menedżerowie sieci drogeryjnych i to nie tylko tych największych i najsilniejszych, ale także tych działających lokalnie. Jak oceniają tegoroczną edycję Cosmoprof polscy przedsiębiorcy?

Małgorzata Kawalec z Resibo uważa, że zarówno dla rozwoju włoskiego rynku, jak i z perspektywy polskiej ekspansji eksportowej były to kolejne udane targi i przyniosły ciekawe kontakty. – W czasie targów mieliśmy sporo umówionych spotkań z klientami z poprzednich edycji, podczas których rozwijaliśmy nasze relacje biznesowe i omawialiśmy szczegóły dalszej współpracy. Najbliższe tygodnie będą dla nas bardzo pracowite, bo będziemy finalizować te ustalenia. Ale był to też czas, który wykorzystaliśmy do zbudowania nowych relacji – opowiada.

Od lat targi Cosmoprof procentują nowymi kontraktami i to właśnie one w głównej mierze odpowiadają za dwucyfrowy przyrost eksportu naszej firmy. W tym roku były one rekordowe pod względem ilości odwiedzających oraz przeprowadzonych rozmów biznesowych. Mamy nadzieję, że zaowocują nowymi rynkami zbytu, szczególnie poza Europą – mówi Katarzyna Kostrzyńska z firmy Chantal.

Firma Pierre René od wielu lat uczestniczy w targach w Bolonii, prezentując swoją ofertę kosmetyczną zarówno w segmencie Pierre René Professional, jak i Miyo – marki przeznaczonej dla nastolatek. – W tym roku nasze stoisko przyciągnęło setki odwiedzających. Targi były świetną okazją do odświeżenia kontaktów z obecnymi partnerami biznesowymi, jak i pozyskania nowych, obiecujących kontaktów – mówi Magdalena Szłyk. Od strony marketingowej markę wspomagały dwie influencerki: Beautyvtricks, która jest ambasadorką marki Miyo, oraz Andziathere, współpracująca z marką Pierre René Professional.

Przez stoisko firmy Naturella przewinęło się wielu liczących się biznesowych klientów z całego świata. – Teraz trwają rozmowy, wysyłki wzorów handlowych, negocjacje – za wcześnie jeszcze na definitywną ocenę, bo ona pojawi się dopiero po podpisaniu kontraktów. Jednak zainteresowanie kosmetykami naturalnymi, zwłaszcza certyfikowanymi, jakie my wytwarzamy pod marką Only Bio, było ogromne. Widać siłę ekotrendu na całym świecie – mówi Ewa Wójcikowska.

Podobnie wysoko ocenia bolońskie targi Iwona Czopek, head of marketing & communication firmy Body Boom. W jej opinii o tym, jaki mamy potencjał, można się było z łatwością przekonać w Bolonii – z każdą edycją Cosmoprofu reprezentacja polskiej branży jest coraz liczniejsza. – Wśród klientów B2B – kupców i dystrybutorów polskie marki cieszą się bardzo dobrą opinią. Doceniani jesteśmy za jakość, innowacyjność, ale także za profesjonalizm i dużą elastyczność działania, co w przypadku kontaktów biznesowych ma ogromne znaczenie. Polskie marki potrafią kreatywnie wpisać się w pojawiające się trendy, realizując przy tym własną misję – zaznacza Iwona Czopek.

Cieszy ją również fakt, że pomimo iż polskie firmy stanowią dla siebie konkurencję na rynku krajowym, potrafią jako branża wspólnie pracować nad postrzeganiem polskich kosmetyków za granicą, prezentując się pod szyldem „polskich produktów”. W Bolonii marka Body Boom wystawia się nieprzerwanie od 4 lat i chociaż w tym roku dało się zauważyć na Cosmoprofie mniejszą frekwencję niż w poprzednich latach, to jednak według Iwony Czopek targi były bardzo udane. – Traktujemy je priorytetowo, zarówno jako miejsce do nawiązywania nowych kontaktów handlowych, jak i budowania relacji z aktualnymi kontrahentami, w szczególności z takimi, z którymi na co dzień rozmawiamy jedynie wirtualnie. Obecność na targach była okazją do spotkań m.in. z naszym dystrybutorem ze Stanów Zjednoczonych. Cieszy nas również duże zainteresowanie ze strony kupców z Azji, ponieważ jest to kierunek eksportowy, który chcemy obecnie mocno rozwinąć. W zeszłym roku udało nam się nawiązać współpracę z dystrybutorem na rynku koreańskim – nasze kosmetyki już wkrótce będą obecne w systemie sprzedaży TV Home Shopping. Liczymy jednak, że przeprowadzone w Bolonii rozmowy otworzą nam nowe drogi dystrybucji zarówno w Korei, jak i na sąsiednich rynkach – zdradza Iwona Czopek.

Ewa Czerniak z Cosmo Group podkreśla, że Cosmoprof to świetna okazja, aby zapoznać się z najnowszymi propozycjami w branży beauty. – Jednak najważniejsza jest możliwość spotkania się z przedstawicielami firm kosmetycznych z całego świata, docieranie do nowych rynków oraz rozwój obecnych relacji. Na Cosmoprofie przede wszystkim szukamy potencjalnych partnerów biznesowych. Z perspektywy kilku lat naszej obecności na tych targach, śmiało możemy powiedzieć, że zawsze poznajemy tam wartościowych kontrahentów – mówi.

Nuta niepokoju

Od początku roku pojawiają się informacje, że polski biznes musi być czujny i przygotować się może nie tyle na kryzys, co na osłabienie dotychczasowej prosperity. Składa się na to wiele czynników, jak wzrost kosztów produkcji, kosztów pracy, coraz silniejsza konkurencja wewnętrzna i wzbranianie się zagranicznych rynków przed napływem importowanych marek. Dlatego nie wszystkie głosy podsumowujące tegoroczne targi w Bolonii są optymistyczne.

Zagraniczni kontrahenci doceniają nowoczesny design polskich kosmetyków oraz ich wysoką jakość. Część klientów nadal oczekuje bardzo niskich cen eksportowych. Pod tym względem, z uwagi na konieczność spełnienia coraz wyższych standardów narzuconych przez unijne przepisy prawne, nasz kraj zaczyna tracić swoją dawną przewagę konkurencyjną – mówi Sylwester Piech z działu marketingu marki Venita. Jednak targi uważa za bardzo udane. – Zaprezentowaliśmy wiele nowości takich jak farba do włosów Venitaplex oraz nowa seria produktów naturalnych Venitabio. Nasze stoisko przyciągało klientów, a nowe produkty spotkały się z dobrym przyjęciem – zaznacza.

Zdaniem Agnieszki Rajewskiej, dyrektora marketingu Laboratorium Kosmetycznego Joanna, tegoroczne targi w Bolonii potwierdzają silną pozycję polskich marek na międzynarodowym rynku kosmetycznym. – Prezentacja polskich firm była na najwyższym poziomie. Polskie aleje tętniły życiem, nowoczesnością i jakością, a zaprezentowane kosmetyki krok w krok podążają za światowymi trendami. Jednak zauważamy, że formuła targów powoli traci na wartości. Dzieje się tak ze względu na zwiększającą się rolę nowoczesnych kanałów dystrybucji, kosztem tradycyjnej dystrybucji hurtowej. Tę tendencję widać na całym świecie, w końcu kapitał nie zna granic, a sieci handlowe powstają w najdalszych zakątkach świata. Potwierdza to również zwiększający się odsetek zapytań o produkcję private label – tłumaczy Agnieszka Rajewska.

W jej opinii liczbę klientów odwiedzających stoisko można porównać z poprzednimi latami. Jednak to, czy udało się zrealizować cele biznesowe, okaże się dopiero za kilka tygodni lub miesięcy. – Fakt, iż klient przyszedł na stoisko, wyraził zainteresowanie i zostawił wizytówkę, nie oznacza jeszcze sukcesu biznesowego. Natomiast na pewno cieszy pozytywne zainteresowanie i odbiór naszych produktów – dodaje Agnieszka Rajewska.

Bernard Latanowicz, producent ręcznie robionych mydeł Laq, nie kryje nadziei związanych z efektami targów Cosmoprof. – Jak każdy producent kosmetyków, który tu przyjeżdża, szukam dystrybucji na całym świecie. Ścieżka powinna być taka, że najpierw szukamy rynku zbytu w Europie, a potem, gdy już mamy na nim ugruntowaną pozycję, próbujemy dotrzeć do reszty świata. Kto chce się rozwijać, powinien tutaj być – uważa Bernard Latanowicz. Trudno mu na razie powiedzieć, ile z odbytych rozmów zakończy się kontraktami. – W tym roku było mniej osób, ale może przełoży się to na większą liczbę zamówień. Wolę odbyć pięćdziesiąt rozmów biznesowych i dziesięć zrealizować, niż sto, z których wyjdą trzy. Na razie trudno mówić o efektach targów, dopiero w ciągu kilku najbliższych miesięcy będzie to wiadome – tłumaczy.

Jednak nie podziela entuzjazmu dotyczącego skali Cosmoprofu. – Nikt pani prawdy nie powie, ale w pierwszy dzień wszyscy się nudzili – w tym roku na targach było mniej odwiedzających i mniej gapiów. – mówi Bernard Latanowicz. Oprócz odwiedzających brakuje mu też wspólnego działania polskich firm kosmetycznych. – Niestety nie widać tej współpracy między nami. Bardzo rzadko, a właściwie nigdy nie słyszę propozycji od innych firm kosmetycznych „zróbmy coś razem”. Nie ma też odpowiedniego rządowego wsparcia biznesu kosmetycznego – uważa Bernard Latanowicz. Ze swoim sceptycyzmem jest jednak w mniejszości.

Niezaprzeczalna dominacja włoskich targów

Tegoroczna edycja targów w Bolonii obfitowała w bardzo dużą liczbę ciekawych i merytorycznych spotkań. Udało nam się zarówno podtrzymać, jak i rozwinąć już istniejące relacje handlowe z dotychczasowymi odbiorcami oraz otworzyć zupełnie nowe kierunki sprzedaży – mówi Tomasz Topolski z firmy Elfa Pharm. – Był to niewątpliwie czas intensywnej pracy. Prawdziwy wynik targów będzie można ocenić dopiero za kilka miesięcy, natomiast na pewno pod względem zainteresowania odbiorców z całego świata była to najlepsza edycja targów w Bolonii, w której braliśmy do tej pory udział – stwierdza.

– Przez cztery dni trwania targów prezentowaliśmy naszą markę na dwóch stoiskach o łącznej powierzchni 130 mkw. Team biznesowy odbył prawie 270 spotkań, a każdego roku liczba klientów na stoisku sprzedażowym rośnie. Niemal 3 tys. zrealizowanych transakcji udowadnia, że Włoszki lubią nasze produkty, a zainteresowanie firmą jest coraz większe – podsumowuje optymistycznie Renata Gabarkiewicz.

Adrian Winiarz, dyrektor eksportu w firmie Bielenda Kosmetyki Naturalne, uważa, że dominacja targów Cosmoprof Bolonia w Europie jest niezaprzeczalna, a organizacja, liczba gości i zainteresowanie kontrahentów współpracą sprawiają, że mogą one pretendować do pozycji globalnego lidera. – Wszystko to powoduje, że przyszłoroczną obecność w Bolonii mamy już wpisaną w kalendarz. Polski pawilon był bez wątpienia gwiazdą tej edycji – cieszymy się, że również nasze stoisko – specjalnie zaaranżowane m.in. pod promocję naszej flagowej serii Bielenda Camellia Oil – miało swój udział w tworzeniu doskonałego wizerunku narodowej reprezentacji kosmetycznej. Z targów przywieźliśmy wiele wartościowych kontaktów i wierzymy, że przyczynią się one do jeszcze szybszego rozwoju sprzedaży międzynarodowej – podkreśla Adrian Winiarz.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
18.08.2026 11:29
Azja coraz ważniejszym kierunkiem eksportu polskich kosmetyków. Trzy rynki, trzy różne strategie
Canva

Azja odpowiada za około 38 proc. światowych przychodów ze sprzedaży kosmetyków, a państwa ASEAN (narody Azji Południowo-Wschodniej) dają dostęp do ponad 660 mln potencjalnych konsumentów. Dla polskich producentów region jest więc nie tylko źródłem trendów, ale także jednym z najbardziej perspektywicznych kierunków ekspansji. Tajwan, Chiny i Wietnam różnią się jednak skalą, regulacjami oraz zachowaniami konsumentów. W efekcie strategia, która sprawdzi się na jednym rynku, nie musi przynieść rezultatów na kolejnym.

Azja od lat pozostaje jednym z najważniejszych centrów światowego rynku beauty. To właśnie w tym regionie rozwijają się trendy związane z wieloetapową pielęgnacją, zaawansowanymi składnikami aktywnymi, medycyną estetyczną, personalizacją produktów czy wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Według danych Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu region azjatycki odpowiada za około 38 proc. globalnych przychodów ze sprzedaży kosmetyków. Sam obszar ASEAN obejmuje natomiast rynek liczący około 660 mln potencjalnych klientów. 

Jak wskazuje Instytut Boyma, dla polskiego przemysłu kosmetycznego oznacza to zarówno możliwość zwiększenia eksportu, jak i konieczność dostosowania produktów do bardzo zróżnicowanych oczekiwań. Polska jest obecnie piątym największym producentem kosmetyków w Unii Europejskiej, a według PAIH w kraju działa ponad 1300 producentów kosmetyków, z czego 94 proc. stanowią mikroprzedsiębiorstwa. Polska zajmuje również 9. miejsce na świecie pod względem eksportu kosmetyków, odpowiadając za około 4 proc. światowego eksportu.

Tajwan: technologia, składniki i personalizacja

Tajwan jest jednym z rynków, na których szczególnie mocno widoczne jest połączenie branży beauty z technologią. Według PAIH populacja kraju wynosi około 23,3 mln osób, a rynek jest perspektywiczny m.in. dla zagranicznych producentów oferujących innowacyjne, bezpieczne i wysokiej jakości kosmetyki. Agencja zwraca uwagę również na rosnące zainteresowanie produktami naturalnymi i nowymi markami zagranicznymi. 

image

PAIH: rekordowe nakłady na inwestycje i tysiące nowych miejsc pracy

Tajwański konsument jest jednocześnie coraz bardziej świadomy składu produktów. Dane Euromonitora wskazują, że konkurencja w kategorii skin care jest wysoka, a konsumenci posiadają coraz większą wiedzę na temat składników i sposobów ich łączenia. Rośnie także znaczenie produktów wspierających zdrowie i kondycję skóry, w tym dermokosmetyków. 

Istotnym kierunkiem rozwoju jest beauty-tech. Tajwańskie firmy rozwijają rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję i rozszerzoną rzeczywistość do analizy skóry, wirtualnego testowania produktów oraz personalizacji rekomendacji. Technologie te są już wykorzystywane przez międzynarodowe koncerny kosmetyczne.

Rynek nie jest jednak pozbawiony wyzwań. W 2024 r. segment beauty and personal care odnotował ograniczony wzrost wolumenowy, a średnie wydatki per capita na produkty beauty spadły. Jednocześnie utrzymywał się popyt na produkty premium oraz kosmetyki łączące pielęgnację z szerzej rozumianym wellbeingiem. 

Tajwan może być więc dla polskich przedsiębiorstw interesującym rynkiem testowym: stosunkowo niewielkim pod względem liczby mieszkańców, ale zaawansowanym technologicznie i otwartym na zagraniczne produkty. Dla producentów oznacza to potencjalną przestrzeń dla kosmetyków premium, dermokosmetyków, produktów opartych na nowoczesnych składnikach oraz rozwiązań umożliwiających personalizację pielęgnacji.

Chiny: skala rynku i wysokie bariery wejścia

Chiny oferują zupełnie inną skalę działalności. To jeden z największych rynków kosmetycznych na świecie, na którym decyzje zakupowe konsumentów są silnie powiązane z mediami społecznościowymi, e-commerce oraz rekomendacjami influencerów. Dane dotyczące rynku pokazują jednocześnie znaczenie zarówno sprzedaży tradycyjnej, jak i kanałów cyfrowych. 

image

Maja Justyna, PAIH: Dominacja K-beauty: pielęgnacja, makijaż i co dalej? [ROCZNIK WK]

W dużych chińskich miastach kosmetyki są coraz częściej traktowane jako element szerszego stylu życia. Dotyczy to zarówno codziennej pielęgnacji, jak i zabiegów medycyny estetycznej. Rośnie znaczenie długoterminowego podejścia do wyglądu, obejmującego pielęgnację skóry, zabiegi poprawiające jej jakość oraz działania profilaktyczne.

Dla polskich marek atutem pozostaje europejskie pochodzenie. „Made in Europe”, a także „Made in Poland”, może stanowić element budowania zaufania, szczególnie w przypadku produktów premium, dermokosmetycznych i opartych na zaawansowanych technologiach. Sama jakość produktu nie wystarcza jednak do osiągnięcia sukcesu.

Chiński rynek wymaga przede wszystkim lokalnej strategii marketingowej i dystrybucyjnej. Duże znaczenie mają rodzime platformy cyfrowe, influencerzy, transmisje sprzedażowe na żywo oraz współpraca z lokalnymi partnerami. Istotne jest także opakowanie. W segmencie premium duże znaczenie może mieć materiał, jakość wykonania oraz sposób prezentacji produktu. Motywy związane z naturalnością, w tym wykorzystanie drewna czy bambusa, mogą wspierać pozycjonowanie ekologiczne, natomiast szkło jest często kojarzone z wyższą jakością i segmentem premium.

image

K-beauty opuszcza niszę. Masowa ekspansja zmieni reguły gry na polskim rynku kosmetycznym

Coraz ważniejszym trendem jest również longevity, czyli podejście zakładające możliwie długie zachowanie zdrowia, sprawności i atrakcyjnego wyglądu. Kosmetyki są w tym modelu jednym z elementów szerszego ekosystemu obejmującego dietę, aktywność fizyczną, sen, nawodnienie oraz wellbeing.

Chiny pozostają jednak najbardziej wymagającym z analizowanych rynków. Skala konkurencji, odmienne regulacje, konieczność budowania rozpoznawalności oraz koszty marketingu powodują, że wejście na ten rynek wymaga znacznie większych nakładów niż ekspansja na mniejsze rynki azjatyckie.

Wietnam: wzrost gospodarczy zwiększa potencjał beauty

Wietnam wyróżnia się przede wszystkim dynamiką gospodarczą. Według danych Narodowego Urzędu Statystycznego Wietnamu PKB tego kraju wzrosło w 2025 r. o 8,02 proc., a sam przemysł przetwórczy zwiększył wartość dodaną o 9,97 proc..W IV kwartale gospodarka rosła o 8,46 proc. rok do roku, co było najwyższym wynikiem dla tego kwartału w całym okresie 2011–2025. 

Rozwój gospodarczy sprzyja zwiększaniu wydatków konsumpcyjnych, również na produkty beauty. Wietnam posiada młodą populację, która aktywnie śledzi trendy z Korei Południowej i Japonii oraz korzysta z mediów społecznościowych. Dla zagranicznych producentów oznacza to rosnącą przestrzeń dla marek oferujących wyższą jakość i bardziej wyspecjalizowane produkty.

Wśród najważniejszych kategorii znajdują się kosmetyki do pielęgnacji skóry, produkty przeciwtrądzikowe, preparaty wspierające odbudowę bariery hydrolipidowej oraz kosmetyki redukujące przebarwienia. Szczególnie istotna pozostaje ochrona przeciwsłoneczna. Produkty z wysokimi filtrami UV są postrzegane nie tylko jako ochrona przed promieniowaniem, ale również jako element profilaktyki przeciwstarzeniowej i przeciwdziałania przebarwieniom.

image

Maja Justyna, PAIH: Wchodząc na rynki azjatyckie, trzeba być cierpliwym [FBK2025]

Na znaczeniu zyskuje także skin minimalism. Konsumenci coraz częściej poszukują wielofunkcyjnych kosmetyków, które pozwalają ograniczyć liczbę produktów używanych podczas codziennej pielęgnacji. Jednocześnie widoczny jest popyt na produkty naturalne, wegańskie i wykorzystujące składniki kojarzone z lokalnym środowiskiem.

Ważną rolę odgrywa również segment premium. Wraz ze wzrostem zamożności rośnie grupa konsumentów gotowych zapłacić więcej za produkty o potwierdzonej skuteczności, bezpieczeństwie i atrakcyjnym składzie.

Mężczyźni tworzą nową kategorię popytu

Jednym z istotnych kierunków zmian w azjatyckim beauty jest rozwój kosmetyków dla mężczyzn. W wielu krajach regionu pielęgnacja skóry nie jest postrzegana jako aktywność przypisana wyłącznie kobietom. Kosmetyki są elementem higieny, wyglądu i profesjonalnego wizerunku.

Mężczyźni coraz częściej korzystają z produktów przeciwstarzeniowych, kosmetyków poprawiających jakość skóry oraz zabiegów kosmetologicznych i medycyny estetycznej. Oznacza to możliwość rozwoju oferty kierowanej do męskiego konsumenta, zwłaszcza w kategoriach produktów prostych w stosowaniu, wielofunkcyjnych i odpowiadających na konkretne problemy skóry.

Nie istnieje jednak jeden uniwersalny model produktu dla całej Azji. Na Tajwanie większe znaczenie może mieć połączenie pielęgnacji z technologią i personalizacją. W Chinach przewagę mogą uzyskać zaawansowane produkty przeciwstarzeniowe, wspierane silnym marketingiem cyfrowym. W Wietnamie większy potencjał mogą mieć natomiast lekkie, wielofunkcyjne formuły, ochrona przeciwsłoneczna oraz produkty odpowiadające na przebarwienia i problemy skóry.

Polskie kosmetyki mają już doświadczenie w regionie

Ekspansja polskich producentów na rynki azjatyckie nie jest nowym zjawiskiem. PAIH od kilku lat organizuje misje handlowe, udział w targach i spotkania z potencjalnymi kontrahentami. W 2022 r. agencja zorganizowała misję do Singapuru, Wietnamu i Filipin, w której uczestniczyło 10 polskich firm. Podczas Cosmoprof Asia w Singapurze polska strefa obejmowała stoisko PAIH i 20 indywidualnych wystawców, a łącznie prezentowano produkty 30 polskich marek. Targi zajmowały wówczas 50 tys. m² powierzchni i obejmowały 18 pawilonów narodowych i regionalnych.

image

Rynek kosmetyków rośnie: 629 mld euro, beauty-tech, zakupy z AI i skok na Tik-Tok. Nowe prognozy [RAPORT]

PAIH wskazuje jednocześnie, że polskie kosmetyki są już znane m.in. w Malezji, Singapurze, Wietnamie i na Filipinach. W 2026 r. agencja kontynuuje również działania promujące polskie firmy kosmetyczne w Azji Centralnej – podczas Central Asia Beauty Expo w Ałmaty swoją ofertę zaprezentowało 13 polskich przedsiębiorstw. 

Ekspansja wymaga lokalizacji, nie tylko eksportu

Potencjał Azji jest duży, ale sam eksport produktu nie gwarantuje sukcesu. Kluczowe znaczenie ma lokalizacja oferty: dostosowanie formuły, komunikacji, opakowania, kanałów sprzedaży i argumentów marketingowych do konkretnego rynku.

Tajwan może być interesujący dla producentów stawiających na innowacyjność, bezpieczeństwo i technologie personalizujące pielęgnację. Chiny oferują największą skalę, ale wymagają największych inwestycji w marketing, dystrybucję i budowę marki. Wietnam z kolei łączy szybki wzrost gospodarczy z rosnącym popytem na pielęgnację, produkty premium i kosmetyki odpowiadające na konkretne potrzeby skóry.

Dla polskich firm przewagą pozostają europejskie standardy produkcji, bezpieczeństwo, konkurencyjność cenowa oraz szeroka oferta. Polska branża kosmetyczna ma już silną pozycję eksportową – według PAIH kosmetyki z Polski trafiają do około 170 krajów. 

Azja może więc stać się kolejnym etapem rozwoju polskiego eksportu kosmetycznego. Warunkiem jest jednak odejście od podejścia traktującego region jako jeden rynek. Tajwan, Chiny i Wietnam wymagają odmiennych modeli wejścia, a przewagę uzyskają te przedsiębiorstwa, które połączą jakość „Made in Poland” z lokalną wiedzą, odpowiednią dystrybucją i precyzyjnym dopasowaniem oferty do konsumenta.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
17.08.2026 14:47
USA utrzymuje cła na przesyłki do 800 dolarów. Koniec de minimis uderza w e-commerce beauty
Prezydent Donald Trump chce wyrównać bilans handlowy USA z UEefaktor/AI

Amerykański Court of International Trade podtrzymał decyzję administracji Donalda Trumpa o zawieszeniu zasady de minimis, która pozwalała na bezcłowy import przesyłek o wartości do 800 dolarów. Orzeczenie oznacza, że firmy sprzedające kosmetyki bezpośrednio amerykańskim konsumentom nadal muszą uwzględniać dodatkowe koszty importowe. Do końca 2025 r. zawieszenie przyniosło już ponad 1 mld dolarów wpływów z ceł.

Amerykański Court of International Trade odrzucił pozew kwestionujący decyzję prezydenta Donalda Trumpa o zawieszeniu zwolnienia celnego de minimis. Trzyosobowy skład sądu uznał, że prezydent miał podstawę prawną do zniesienia preferencji na mocy International Emergency Economic Powers Act (IEEPA). Oznacza to, że administracja może nadal pobierać cła od przesyłek o wartości 800 dolarów lub niższej.

Decyzja ma znaczenie przede wszystkim dla transgranicznego handlu internetowego. Zasada de minimis przez lata umożliwiała wprowadzanie na rynek USA kwalifikujących się towarów o niskiej wartości bez konieczności uiszczania ceł. Mechanizm był szczególnie istotny dla modeli sprzedaży, w których pojedyncze zamówienia były wysyłane bezpośrednio z zagranicy do konsumentów w Stanach Zjednoczonych.

Ponad 1 mld dolarów wpływów

Zniesienie zwolnienia zaczęło przynosić wymierne efekty fiskalne. Do końca 2025 r. zawieszenie de minimis wygenerowało ponad 1 mld dolarów wpływów z ceł. Dla administracji Trumpa jest to jeden z argumentów przemawiających za utrzymaniem nowych zasad.

Prezydent od początku przedstawiał de minimis jako lukę w amerykańskim systemie handlowym. Wskazywał, że mechanizm pozwalał zagranicznym przedsiębiorstwom na omijanie części obciążeń importowych, a także mógł być wykorzystywany do przemytu nielegalnych produktów.

image

Miliardy dolarów do odzyskania: L‘Oréal, Bausch + Lomb i Sol de Janeiro walczą z USA o zwrot ceł

Trump z zadowoleniem przyjął najnowsze orzeczenie sądu, określając je jako zwycięstwo w sprawie jednej z najbardziej problematycznych – w jego ocenie – luk w amerykańskiej polityce celnej.

Sąd rozróżnił dwie decyzje administracji

Sprawa ma również wymiar prawny. Pozew przeciwko administracji złożyła w maju 2025 r. firma Detroit Axle, dystrybutor części samochodowych z Michigan. Przedsiębiorstwo argumentowało, że prezydent nie miał wystarczających kompetencji, aby wykorzystać IEEPA do usunięcia zwolnienia de minimis.

Problem wynikał z wcześniejszego zastosowania tej samej ustawy przez Trumpa do wprowadzenia szerokich taryf określanych jako „Liberation Day tariffs”. W lutym Sąd Najwyższy USA uznał, że IEEPA nie daje prezydentowi wystarczającej podstawy do nakładania tak szeroko zakrojonych ceł bez zgody Kongresu.

Court of International Trade uznał jednak, że sytuacja w przypadku de minimis jest odmienna. Zdaniem sędziów zawieszenie zwolnienia nie stanowi ani wykonywania przez prezydenta władzy nad budżetem, ani wykonywania kompetencji ustawodawczych zastrzeżonych dla Kongresu.

W praktyce oznacza to, że najnowsze orzeczenie nie przywraca automatycznie wcześniejszych zasad. Zawieszenie de minimis pozostaje w mocy, a przedsiębiorcy muszą uwzględniać jego konsekwencje w kosztach importu.

Beauty traci preferencyjny model sprzedaży

Dla sektora kosmetycznego znaczenie zmian jest szczególne. Transgraniczny e-commerce umożliwiał markom z różnych części świata sprzedaż produktów amerykańskim konsumentom bez konieczności budowania od początku rozbudowanej infrastruktury dystrybucyjnej w USA.

image

Cła Trumpa jednak niezgodne z prawem? Jak postanowienie Sądu Najwyższego wpłynie na branżę kosmetyczną?

Model oparty na de minimis był atrakcyjny zwłaszcza przy zamówieniach o niewielkiej wartości. Firma mogła wysłać pojedynczą paczkę bezpośrednio do konsumenta, zamiast importować większą partię produktów do USA, ponosić koszty odprawy celnej i utrzymywania zapasów w amerykańskim magazynie.

Zmiana zwiększa tzw. landed cost, czyli całkowity koszt produktu ponoszony do momentu jego dostarczenia na rynek docelowy. W przypadku kosmetyków o stosunkowo niskiej cenie jednostkowej dodatkowa opłata celna może mieć istotny wpływ na marżę.

Konsekwencje mogą obejmować podwyżki cen detalicznych, ograniczenie promocji, zmianę wielkości minimalnego zamówienia albo przeniesienie części kosztów na konsumenta.

Shein i Temu jako przykład skali

Zniesienie de minimis szczególnie mocno dotyka modele biznesowe rozwijane przez platformy e-commerce, takie jak Shein i Temu. Firmy te wykorzystywały wysyłkę pojedynczych, relatywnie tanich paczek bezpośrednio do amerykańskich konsumentów.

W niektórych modelach przedsiębiorstwa korzystały także z magazynów zlokalizowanych w Kanadzie i Meksyku. Towary trafiały następnie do USA w postaci pojedynczych przesyłek, co pozwalało korzystać z preferencyjnego traktowania importu niezależnie od kraju produkcji towaru.

Dla rynku beauty mechanizm ten był istotny zarówno dla dużych platform, jak i mniejszych marek prowadzących sprzedaż D2C (direct-to-consumer). Zniesienie zwolnienia zmniejsza przewagę kosztową tego modelu.

Kongres planuje definitywny koniec zwolnienia

Orzeczenie sądu nie jest jedynym czynnikiem determinującym przyszłość de minimis. Kongres USA oddzielnie przegłosował rozwiązania zakładające trwałe wyeliminowanie zwolnienia od 2027 r.

Oznacza to, że nawet gdyby obecne rozwiązania administracji zostały w przyszłości zakwestionowane, amerykański rynek zmierza w kierunku trwałego odejścia od bezcłowego traktowania niskowartościowych przesyłek.

image

Cła Trumpa: francuski sektor kosmetyczny szykuje się na utratę 10 tys. miejsc pracy

Dla zagranicznych marek kosmetycznych oznacza to konieczność ponownej kalkulacji modelu wejścia na rynek USA. Dotyczy to przede wszystkim firm, które dotychczas opierały sprzedaż na wysyłce pojedynczych zamówień z Europy lub Azji bezpośrednio do konsumentów.

Magazyn w USA zamiast wysyłki pojedynczych paczek?

W nowych warunkach część przedsiębiorstw może rozważać zmianę modelu logistycznego. Jedną z możliwości jest import większych partii produktów do USA, ich odprawa celna i dalsza dystrybucja z lokalnego magazynu.

Takie rozwiązanie może zwiększać koszty związane z magazynowaniem, zapasami i logistyką, ale jednocześnie pozwala ograniczyć zależność od przesyłek transgranicznych. Dla marek o odpowiednio dużej sprzedaży może się okazać bardziej efektywne kosztowo niż wysyłanie każdego zamówienia z zagranicy.

Firmy będą musiały również analizować ceny, marże, kanały fulfilmentu oraz lokalizację zapasów. W przypadku produktów beauty znaczenie może mieć także struktura asortymentu – szczególnie udział produktów o niskiej wartości jednostkowej.

Zniesienie de minimis zmienia więc nie tylko sposób naliczania ceł. Może wpłynąć na całą architekturę transgranicznego e-commerce: od ustalania cen i strategii promocyjnych, przez wybór operatora logistycznego, po decyzje o budowie lokalnej sieci dystrybucji w USA.

image

Francuski przemysł kosmetyczny ostrzega: nowe cła USA mogą kosztować 300 mln euro rocznie i 5 tys. miejsc pracy

Dla sektora kosmetycznego najważniejsza jest przy tym perspektywa czasowa. Obecne zawieszenie już obowiązuje, przyniosło ponad 1 mld dolarów wpływów z ceł, a od 2027 r. planowane jest ustawowe, trwałe zakończenie obowiązywania zwolnienia. Dla marek międzynarodowych oznacza to, że model sprzedaży oparty na tanich, bezpośrednich przesyłkach do amerykańskiego konsumenta może w najbliższych latach stać się zdecydowanie mniej opłacalny.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
19. sierpień 2026 22:16