StoryEditor
Producenci
13.09.2019 00:00

Zapach sukcesu. Perfumy jedną z najdynamiczniejszych kategorii rynku beauty

Perfumy są jedną z najszybciej rosnących kategorii kosmetyków w Polsce. Wpływa na to nie tylko wzrost poziomu dochodów polskich konsumentów i rosnący popyt na kosmetyki – w tym zapachy. Polak nie chce już tylko czymś pachnieć – chce zapachu, który podkreśli wizerunek, określi zainteresowania, wyrazi jego emocje i osobowość.

Segment perfum w Polsce od kilku lat odnotowuje dynamiczny wzrost na rynku produktów kosmetycznych – podaje retailmarketexperts.com.

Jak ocenia Karolina Szałas, analityczka PMR, wartość segmentu zapachów w 2018 roku wyniosła ponad 3,2 mld zł. Co więcej, według szacunków ekspertów, w kolejnych pięciu latach (2019-2024) ten segment będzie rósł średnio ponad 4 proc. rocznie.

Zapach wyraża nasz charakter, naszą osobowość, wyraża to, kim jesteśmy. To przekłada się na zainteresowanie produktami, które mogą być narzędziem kreowania swojego wizerunku. A zapach jest jednym z ważniejszych z nich.

Zmiany na rynku perfum

Obecnie perfumy są trzecią kategorią pod względem udziału w rynku – zaraz po produktach do pielęgnacji ciała i kąpieli oraz pielęgnacji twarzy.

To wciąż jedna z najszybciej rosnących kategorii kosmetycznych w Polsce. Na taki sukces i dynamikę wzrostu wpływają rozmaite czynniki – nie tylko wzrost poziomu dochodów i duża konkurencja na rynku, ale przede wszystkim zmiana nawyków kosmetycznych Polaków oraz z dążenia do wyróżnienia się, do świadomego kształtowania swojego wizerunku. Dlatego, zdaniem producentów zapachów, dobre wyniki rynku zapachów w naszym kraju to nie przypadek.

Dynamika wzrostu kategorii zapachów wynika z tendencji kształtujących obecnie popyt na poziomie gospodarstw domowych oraz ze zmian zachodzących w świadomości konsumentów.

Wyraźnie zauważalny jest czynnik wzrostu zamożności gospodarstw domowych, a wraz ze wzrostem poziomu dochodów rośnie także popyt na produkty kosmetyczne, w tym zapachy – tłumaczy Marek Wyrwał, dyrektor ds. sprzedaży krajowej La Rive, producenta perfum i wód perfumowanych.

Zdaniem Marka Wyrwała dziś chcemy nie tylko „czymś” pachnieć – chcemy zapachu, który podkreśli nasz wizerunek, określi zainteresowania, wyrazi pewne emocje.

Zapach wyraża nasz charakter, naszą osobowość, wyraża to, kim jesteśmy. To przekłada się na zainteresowanie produktami, które mogą być narzędziem kreowania swojego wizerunku. A zapach jest jednym z ważniejszych z nich – podkreśla.

Jak zauważa Iwona Hrapkowicz, dyrektor handlowy w firmie JFenzi Perfume, kreatorzy wprowadzają nowe kompozycje zapachowe, ceny przestają być kluczowe i już nie przerażają. Dostępność też nie stanowi problemu, perfumy można kupić w perfumeriach, drogeriach lub w sklepach internetowych. Każda z tych form nabycia produktów ma swoich zwolenników.

– Zapachy stały się jednymi z ulubionych produktów, a co za tym idzie, sprzedaż wód toaletowych i perfumowanych w rozmaitych, wygodnych i finezyjnych sposobach aplikowania dynamicznie wzrasta – mówi.

To niejedyna zmiana w podejściu do perfum polskich konsumentów. Coraz intensywniej rośnie rynek męskich zapachów, bo panowie coraz bardziej dbają o wygląd.

Pod względem płci szala zdecydowanie przesuwa się bliżej równowagi, podczas gdy kiedyś kosmetyki były domeną kobiet. Dziś także mężczyźni coraz bardziej dbają o wygląd, wydając na swoje kosmetyki więcej niż kiedykolwiek. Tym samym z roku na rok obserwujemy wzrost sprzedaży męskich zapachów – podkreśla Marek Wyrwał.

Według Dawida Asenkowicza, dyrektora generalnego firmy Chatler, producenta i dystrybutora zapachów, na polskim rynku jest bardzo dużo firm kosmetycznych, zatem wysoka konkurencja wpływa na podnoszenie jakości i obniżanie ceny, co daje klientowi produkt bardzo dobrej jakości za niewielkie pieniądze.

Tę opinię potwierdza Magdalena Mikłasz, dyrektor handlowy w firmie Bi-Art Perfumes.

Rynek perfumeryjny odnotował w ostatnim czasie wzrost sprzedaży wód toaletowych i perfumowanych. Spowodowane to jest przede wszystkim większą dostępnością i różnorodnością firm pojawiających się na polskim rynku, a także atrakcyjnymi cenami. Producenci i dystrybutorzy prześcigają się w tworzeniu i sprowadzaniu zapachów dla wszystkich, nawet dla najbardziej wybrednych konsumentów – tłumaczy.

Z ogromną przyjemnością zauważamy wzrost sprzedaży naszych perfum. Oczekiwania klientów są duże, dzięki czemu rozwija się nasza kreatywność oraz innowacyjność – mówi Iwona Hrapkowicz.

Polacy bardziej dbają o siebie

Użycie perfum to jeden z naszych stałych, codziennych rytuałów. Dla konsumenta dobrze pachnieć oznacza czuć się swobodnie, być pewnym siebie, a nawet uwodzić innych ludzi. Polacy bardzo chętnie kupują perfumy, nie tylko dlatego, że są łatwiej dostępne wskutek niższych cen.

Do zakupów zachęcają nie tylko niskie ceny, ale produkty, które są pięknie wykonane. Dlatego wody toaletowe i perfumowane są jednym z najczęściej ofiarowywanych prezentów dla najbliższych – mówi Magdalena Mikłasz.

Zdaniem Marka Wyrwała najważniejszym kryterium wyboru zapachu nie jest jego cena, ale jej stosunek do oferowanej jakości. Obecnie dla konsumenta w tej kategorii liczy się przede wszystkim atrakcyjny i trwały zapach, ale nie mniej ważny jest także wygląd opakowania.

Cena jest oczywiście jednym z czynników, który zachęca do zakupu, ale zdecydowanie nie jest najważniejsza. Kluczowe jest poczucie klienta, że otrzymał produkt, który go satysfakcjonuje – jakościowo i stylistycznie, w zakresie budżetu, którym dysponuje na ten cel – uważa Marek Wyrwał. Sama cena nie spowoduje jednak wzrostu powodzenia produktów z kategorii lifestyle’owych, jeśli nie będą one odpowiedzią na to, czego klient dla siebie szuka. Konsumenci chcą wyglądać i pachnieć dobrze, czuć się świetnie ze sobą i swoim image’em.

Łatwiej dostępne są nie tylko same produkty, ale przede wszystkim łatwo dostępna jest wiedza o trendach, modzie oraz wszystkich czynnikach, które kształtują chęć posiadania konkretnego typu produktu. To wpływa na zwiększenie popularności kategorii związanych wprost z wizerunkiem – uważa Marek Wyrwał.

Zapachowe gusta Polaków

Polscy konsumenci też mają swoje oczekiwania i upodobania, a ich gust ewoluował w ostatnich latach, bo śledzą trendy i nowinki kosmetyczne. Są też bardziej świadomymi klientami.

Świadomość i samoocena rośnie z roku na rok. Nie obawiamy się eksperymentować, chętnie sięgamy po wyjątkowe, ekstrawaganckie kompozycje zapachowe. Wyraźnie wzrasta zapotrzebowanie na oryginalność. Osobliwość, jakość produktów, ich trwałość, sposób podania, design mają kluczowe znaczenie. Pożądamy zapachów, które będą nas wyróżniać, staną się elegancką wizytówką – mówi Iwona Hrapkowicz.

Polacy są coraz bardziej wymagający, dbają o swój wygląd, o spójność swojej tożsamości z komunikatem społecznym wysyłanym poprzez ich wizerunek. Wiąże się to z wybranym stylem, ubiorem, bardzo mocno więc także z zapachem. Kwestie estetyczne są dla klientów bardzo istotne, także na poziomie użytkowym. Dlatego tak ważna jest dbałość o formę i jakość wykończenia opakowania – zauważa Marek Wyrwał.

W jego opinii zmiana gustu rodaków wyraża się w większej otwartości i znajomości otaczającego nas świata. Objawia się to m.in. w zainteresowaniu światowymi trendami. Większa pewność siebie Polaków sprawia jednocześnie, że klienci są śmielsi w wyrażaniu swoich emocji, co przejawia się także w dużym sentymentalizmie w stosunku do produktów o ugruntowanej pozycji w świadomości konsumentów. Te dwie tendencje występują jednocześnie i kreują bardzo ciekawy rozkład zainteresowań konsumentów w świecie zapachów.

Klienci chcą jednocześnie produktów typu „statement element”, które stanowią pewnego rodzaju manifest stylu, takich, które w sposób umiarkowany podkreślą stylistykę związaną ze strojem dostosowanym do okazji (biznesowym, sportowym, wieczorowym itp.), oraz takich, które same w sobie niosą ładunek emocjonalny i bazują na nutach związanych np. z typem osobowości lub temperamentem danej osoby – tłumaczy Marek Wyrwał.

Jeszcze inny podział upodobań zapachowych Polaków proponuje Magdalena Mikłasz. – Gusta polskich konsumentów zmieniają się w zależności od pory roku, mody. Klienci podzieleni są na dwie grupy: tradycjonalistów, którzy od lat „ubierają się” w ten sam zapach, boją się zmian, i klientów, którzy ciągle pragną czegoś nowego, chcą być na topie. Nasza firma stara się zadowolić jednych i drugich – mówi.

Według Dawida Asenkowicza na gusta Polaków wpływa duża konkurencyjność, konsument oczekuje dostępu nie tylko do swoich ulubionych zapachów, ale i nowości.

Na to, co dzieje się w kategorii zapachów nakładają się ogólnoświatowe trendy, które są powiązane z modą, ale są też odzwierciedleniem zmian społecznych – jak na przykład wszystkie zapachy, które promują obecnie ideę SHERO – silnej, młodej kobiety, która jest jednocześnie ambitna i samodzielna, ale i bardzo kobieca.

Trendy na rynku perfum

Polacy są otwarci na nowe nuty zapachowe i trendy perfumiarskie. Rozmywa się tradycyjny podział na typy zapachów oraz perfumy kobiece i męskie. Zapachy wyrażają, tworzą i przywołują emocje związane z danym sezonem.

W trendach dostrzegamy płynne przejście od woni słodkich do zapachów, w których dominuje elegancja, sensualność. Zmysłowe kompozycje, przeznaczone są dla osób stylowych, wyzwolonych, które bez wahania podejmują ryzyko – mówi Iwona Hrapkowicz.

Marek Wyrwał podkreśla, że zapach jest medium wzbudzającym i stymulującym wspomnienia oraz związanym z bardzo wrażliwym zmysłem, więc wiąże się także z dużą sezonowością, zwłaszcza w klimacie, w którym, tak jak w Polsce, następuje zmienność pór roku.

Jak wyjaśnia, wpływ na zapachy preferowane o danej porze roku ma zarówno sezonowość strojów oraz zapachów spotykanych w otoczeniu, jak i ekspozycja skóry na słońce czy czas spędzany na świeżym powietrzu. Na to nakładają się ogólnoświatowe trendy, które są powiązane z modą, ale są też odzwierciedleniem zmian społecznych – jak na przykład wszystkie zapachy, które promują obecnie ideę SHERO – silnej, młodej kobiety, która jest jednocześnie ambitna i samodzielna, ale i bardzo kobieca.

To odzwierciedlenie ducha przemian społecznych w zapachu wyraża się rozmyciem tradycyjnego rozgraniczenia na zapachy kwiatowo-słodkie, rozumiane dotychczas jako kobiece, oraz te bardziej sportowe, oparte o cytrusy, białe kwiaty i nuty wodne oraz ziołowe, przypisywane stylowi sportowemu – kobiecie ambitnej, ale już niekojarzonej z sukienką. To uległo zmianie – w świadomości konsumentów i na wybiegach modowych – a więc także we flakonach perfum.

Joanna Rokicka
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
20.03.2026 11:32
Anna Lahey, Typebea: Brand kosmetyczny musi jasno określić, czym jest i co oferuje
Anna Lahey

O tym, jak Typebea konsekwentnie buduje swoją pozycję w segmencie haircare premium oraz o współpracy na wyłączność z siecią Douglas rozmawiałam z Anną Lahey, współtwórczynią marki – prawie dokładnie rok po premierze pierwszej linii produktów. Teraz na półkach Douglas pojawia się nowa, druga linia kosmetyków pielęgnacyjnych tego młodego, obiecującego brandu.

Ubiegłoroczna premiera Typebea w sieci Douglas była znaczącym krokiem w europejskiej ekspansji marki. Przez ostatnie miesiące Polska stała się dla brandu najlepiej sprzedającym się rynkiem w Europie, co – jak podkreśla Anna Lahey – wynika m.in. z wysokiej świadomości konsumentek i ich dużej wiedzy na temat pielęgnacji włosów.

W wywiadzie współtwórczyni marki (której biznesową wspólniczką jest piosenkarka Rita Ora) opowiada o strategii współpracy z Douglas, dalszych planach rozwoju portfolio oraz o tym, dlaczego przyszłość kategorii haircare należy do marek, skupionych na rozwiązywaniu ukierunkowanych, konkretnych problemów konsumentów.

Anno, minął już rok od momentu, kiedy wasza marka pojawiła się w Polsce. Jak podsumowałabyś ten czas? Czy było to spełnieniem twoich i Rity oczekiwań? 

To był niesamowity rok! W marcu 2025 zadebiutowaliśmy na wyłączność w sieci Douglas jako ich pierwsza ekskluzywna marka haircare – i właśnie mija dokładnie dwanaście miesięcy od tej pory. Kiedy otrzymujesz taką szansę od największego w Europie omnichannelowego sprzedawcy kosmetyków premium, trudno ją odrzucić. Dziś jesteśmy obecni w 22 krajach Europy i w ponad 1500 sklepach.

Douglas okazał się dla nas świetnym partnerem, szczególnie jeśli chodzi o edukację konsumentów. W Polsce jest to wyjątkowo ważne, bo tutejsi klienci są bardzo dobrze wyedukowani w zakresie pielęgnacji włosów i składników kosmetycznych. Są wymagający – ale w bardzo pozytywnym sensie. Chcą dokładnie wiedzieć, czego używają i jak działa dany produkt. Jednocześnie ufają markom obecnym w ofercie Douglas, dlatego ta współpraca jest dla nas kluczowa w budowaniu pozycji marki. 

Teraz koncentrujemy się przede wszystkim na dalszym wzmacnianiu jej rozpoznawalności u boku tak ikonicznego partnera.

Czyli Typebea jest w dalszym ciągu dostępna na wyłączność w tej jednej sieci?

Tak – jesteśmy w sprzedaży stacjonarnej i online Douglas.

Co sądzisz o polskich konsumentkach?

Są fantastyczne!

Pamiętam, jak podczas ubiegłorocznego eventu Rita opowiadała, że była pod wielkim wrażeniem liczby pięknych, zadbanych kobiet, które spotkałyście w Warszawie…

To akurat bardzo oczywiste. Polacy oraz Polki są niezwykle zadbani i przywiązują dużą wagę do swojego wyglądu. Wystarczy spojrzeć na ludzi na ulicy – wszyscy są bardzo zadbani. 

Ale jest też coś więcej, co chciałabym podkreślić. Jedna z rzeczy, która najbardziej mnie w Polsce zaskoczyła, to profesjonalizm ludzi. Chciałabym zatrudniać więcej Polaków w naszej firmie. Są bardzo efektywni, pełni energii, życzliwi i zwracają ogromną uwagę na detale. Uwielbiam to.

A jeśli chodzi o konsumentów haircare, są naprawdę wyjątkowi! Zresztą, Polska jest obecnie naszym najlepiej sprzedającym się rynkiem w Europie.

Naprawdę? Aż tak?

Tak. Myślę, że wynika to właśnie z podejścia klientów do zakupów. Polscy konsumenci chcą dokładnie zrozumieć produkt – co robi, jak działa, jakie przynosi korzyści oraz jak skutecznie włączyć go do swojej rutyny pielęgnacyjnej.

Teraz rozszerzacie portfolio Typebea – stąd zresztą twoja wizyta w Warszawie. Możesz opowiedzieć więcej o nowej linii i o tym, skąd wziął się pomysł na jej stworzenie? Na jakie problemy konsumentek mają odpowiadać?

Pierwszym krokiem, rok temu, było wprowadzenie przez nas na rynek czterech produktów z linii G (Growth), której zadaniem było wspieranie wzrostu włosów. W tamtym czasie, gdy startowała marka Typebea, równolegle pracowaliśmy też nad linią naprawczą R (Repair), która właśnie teraz ma premierę. Zależało nam jednak, aby na początku jasno komunikować jeden główny obszar – wzrost włosów. Ta linia koncentruje się na zdrowiu skóry głowy, problemie wypadania włosów i ich przerzedzania, a także na wyzwaniach związanych z okresem poporodowym, perimenopauzą i menopauzą. Po roku działalności przyjrzeliśmy się głównym problemom konsumentek. Okazuje się, że 40-50 proc. kobiet doświadcza wypadania lub przerzedzania włosów. 

Z kolei aż 60 proc. zmaga się z problemem włosów zniszczonych – rozdwajającymi się końcówkami, włosami rozjaśnianymi chemicznie czy nadmiernie stylizowanymi wysoką temperaturą – stąd idea stworzenia linii R.

image

Rita Ora i Anna Lahey gościły w Warszawie, promując autorską linię kosmetyków do włosów

Wydaje się, że to bardzo uniwersalne, powszechne problemy…

Dokładnie. Do tego dochodzi jeszcze problem puszenia się włosów – dotyczy on nawet 70 proc. kobiet. Dlatego chcemy być marką, która odpowiada na konkretne potrzeby. Analizujemy najczęstsze problemy naszych klientów i tworzymy rozwiązania właśnie pod nie. W ten sposób powstała zielona linia Repair – i dlatego zdecydowałyśmy się na rozszerzenie oferty o nową kategorię.

Ile nowych produktów pojawi się na półkach w ramach linii R?

Cztery. Pierwszym z nich jest maska stosowana przed myciem włosów.

Aplikuje się ją na suche włosy?

Tak. Maskę nakłada się na włosy około 20 minut przed wejściem pod prysznic – na całej długości. Po 20 minutach można umyć włosy jak zwykle. Włosy są bardzo delikatne, gdy są mokre i wtedy łatwo się łamią. Dlatego chcemy je przygotować na proces mycia i zapewnić im optymalną ochronę.

Co ważne, jest to produkt do stosowania raz, maksymalnie dwa razy w miesiącu – jest to specjalistyczna maska kuracyjna. W linii R mamy też szampon i odżywkę.

Pomysł na maskę przed myciem pojawił się, ponieważ zauważyłam, jak bardzo konsumenci lubią rytuały pielęgnacyjne. Lubią nałożyć maskę na włosy i zostawić ją na dłużej – na przykład kiedy kończą kolację albo odpowiadają na maile przed wzięciem prysznica. Nasz nowy flagowy produkt działa w trzy minuty, ale wiemy, że wielu użytkowników lubi też dłuższe zabiegi. Dlatego wprowadziliśmy nowy produkt, który można pozostawić na włosach przez 20 minut przed myciem.

Czy planujecie dalsze rozszerzanie oferty w ramach brandu, na przykład o akcesoria czy kolejne kategorie kosmetyków?

Na razie trudno powiedzieć. Oczywiście pracujemy nad kolejnymi produktami zarówno w linii Growth (czyli tej pierwszej, żółtej), jak i w ramach nowej linii Repair. Ale chcemy zachować koncentrację, nie rozdrabniać się. Typebea to bardzo młoda marka – nie ma jeszcze nawet dwóch lat. Najważniejsze jest teraz, aby klienci dobrze zrozumieli, kim jesteśmy jako marka i jakie są nasze priorytety. Dlatego obecnie skupiamy się na dwóch filarach: wzroście włosów i regeneracji zniszczonych włosów.

Ile czasu zajmuje wdrożenie produktu – od pomysłu i zdefiniowania potrzeby do pojawienia się fizycznego kosmetyku na sklepowej półce?

To zależy od produktu, ale zwykle jest to od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu miesięcy. Linia Repair była opracowywana przez około dwa lata przed premierą. Linia Growth powstawała około 18 miesięcy.

Nowa linia R wykorzystuje unikalną technologię RDS Bond Technology. W formule wykorzystujemy trzy mieszanki keratyny pochodzącej z hydrolizowanej wełny owiec nowozelandzkich, która w 91 proc. jest zgodna z ludzkim włosem, i dzięki temu naśladuje jego strukturę.

Technologia wiąże się z mostkami dwusiarczkowymi we włosie, naprawiając je i zapewniając konkretne efekty: zmniejszenie łamliwości o 80 proc., ograniczenie blaknięcia koloru o 67 proc., zwiększenie wytrzymałości włosa o 52 proc. oraz poprawę połysku o 40 proc. Największym wyzwaniem było stworzenie produktu typu bond, który nie będzie tak ciężki jak wiele innych dostępnych na rynku formuł, opartych głównie na białkach.

Flagowym produktem linii R jest maska bez spłukiwania. Po umyciu włosów szamponem należy je osuszyć ręcznikiem, pominąć odżywkę i nałożyć maskę od nasady aż po końce. Produkt pozostaje na włosach i działa jak zabieg salonowy. Aktywuje się w trzy minuty, a potem można stylizować włosy – jak zwykle.

Podziwiam twoje włosy przez całą naszą rozmowę i muszę o to zapytać: czy testujesz wszystkie kosmetyki Typebea właśnie na nich? 

Oczywiście, zawsze!

A czy Rita (Ora, współwłaścicielka marki - red.) też nadal ich używa?

Tak. Rita niedawno bardzo skróciła włosy i ma teraz mocno rozjaśniony blond, więc obecnie jest wręcz uzależniona od linii Repair. Bardzo angażuje się w swoje stylizacje – zarówno w karierze aktorskiej, jak i muzycznej – więc jej włosy przechodzą sporo eksperymentów.  

Hmmm, czyli wasze nowe produkty, kolejne linie nie powstają przypadkiem…

Dokładnie. Ja sama nie byłabym w stanie robić z włosami tego, co ona, ale naprawdę podziwiam jej zaangażowanie w kreowanie wizerunku [śmiech]

Myślicie już o kolejnych rynkach zbytu dla swojej marki? Na przykład o Ameryce Południowej, gdzie kategoria haircare bardzo szybko rośnie i tamtejszy rynek wręcz chłonie nowości?

Myślimy o wszystkich rynkach, bo jesteśmy marką globalną. Aktualnie jesteśmy obecni w Australii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, w Europie – wyłącznie z Douglas. W przyszłym tygodniu startujemy w Kanadzie. Najważniejsze jest jednak zachowanie koncentracji.

Indie to także ogromny rynek kosmetyczny, z dużym potencjałem…

Zgadza się. Podobnie jak Chiny czy Bliski Wschód. Otrzymujemy dużo zapytań z Brazylii, z krajów Zatoki Perskiej czy z Chin. Ale jesteśmy młodą marką i musimy bardzo rozsądnie zarządzać zasobami. Wejście na nowy rynek to ogromne przedsięwzięcie – wymaga czasu, ludzi i dużych inwestycji. Chcemy przede wszystkim dobrze rozwijać się tam, gdzie już jesteśmy.

Anno, co sądzisz o globalnym rynku haircare? Wydaje się, że wciąż ma duży potencjał rozwoju. Czy widać gdzieś granice, horyzont tego wzrostu?

Myślę, że ten rynek będzie nadal rosnąć. Istnieje ogromna różnorodność typów włosów, a konsumenci szukają coraz bardziej wyspecjalizowanych produktów. Jednocześnie obserwujemy ciekawy trend: klienci są lojalni wobec produktów, ale niekoniecznie wobec marek. Dostrzegamy to w przypadku pielęgnacji skóry czy makijażu – i podobny kierunek pojawia się w haircare. Dlatego dla nowych brandów szczególnie kluczowe jest jasne określenie: czym jest ich oferta, i w czym się specjalizują.

Do tego mamy obecny silny trend skinifikacji… 

Tak – czyli traktowanie włosów podobnie jak skóry, pielęgnowanie ich. Ja wolę mówić raczej o „wellness dla włosów”. Ludzie chcą mieć naturalnie zdrowe, rosnące włosy. Jednocześnie też wciąż lubią eksperymentować – z kolorem, przedłużaniem czy stylizacją. Dlatego marka musi bardzo jasno określić, kim jest i co oferuje. Nie da się być wszystkim dla wszystkich.

Serdecznie podziękowania dla Douglas Polska za umożliwienie przeprowadzenia tej rozmowy, która miała miejsce 16 marca w perfumerii Douglas w Westfield-Arkadia w Warszawie

image

Douglas pod presją cen, ale z jasną strategią ekskluzywności. Nowe marki jako motor odbudowy marż

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
19.03.2026 21:18
Awans w L’Oréal: Grzegorz Woźnicki na czele dywizji CPD w regionie Adria-Balkan
źródło: Grzegorz Woźnicki/LinkedIn

W europejskich strukturach globalnego lidera rynku beauty doszło do istotnej zmiany na szczeblu zarządzającym. Grzegorz Woźnicki objął stanowisko dyrektora generalnego dywizji produktów konsumenckich (Consumer Products Division – CPD) w HUB-ie Adria-Balkan. Nowa rola polskiego menedżera to ważny sygnał dynamicznej strategii wzrostu L’Oréal w południowo-wschodniej Europie.

Grzegorz Woźnicki, który od blisko 17 lat działa w europejskich strukturach L’Oréal, w marcu bieżącego roku oficjalnie przejął stery w jednym z najbardziej dynamicznych regionów operacyjnych koncernu.

Nowy rozdział: dziewięć rynków, jedna wizja

HUB Adria-Balkan, którym pokieruje Woźnicki, to kluczowy klaster obejmujący aż dziewięć rynków. Region ten charakteryzuje się wysoką dynamiką wzrostu i specyficznymi potrzebami konsumenckimi w obszarze innowacji kosmetycznych.

Grzegorz Woźnicki, obejmując stanowisko dyrektora generalnego w Consumer Products Division (CPD) na region Adria-Balkan, będzie odpowiedzialny za rozwój marek konsumenckich (m.in. L‘Oréal Paris, Garnier, Maybelline New York) oraz zacieśnianie współpracy z partnerami biznesowymi w regionie.

Za powierzenie nowej misji Woźnicki podziękował liderom struktur regionalnych: Sinem Sandıkçı Gökçen (general manager L’Oréal Adria-Balkan) oraz Maximiliano Frenzie.

Jestem zaszczycony możliwością prowadzenia tak utalentowanego i różnorodnego zespołu. HUB Adria-Balkan to prawdziwa potęga o ogromnym apetycie na innowacje w kategorii beauty” – podkreślił Grzegorz Woźnicki w swoim komunikacie na platformie LinkedIn.

image

Polak trafia do centrali L’Oréal. Krzysztof Bożek obejmuje stery marek Armani i Valentino na Europę

Dla polskiego rynku fakt, że rodzimi menedżerowie przejmują stery w kluczowych regionach zagranicznych, to potwierdzenie wysokich kompetencji kadr, ukształtowanych w polskim oddziale L’Oréal. Warto przypomnieć, że niedawno informowaliśmy o awansie Krzysztofa Bożka, który z początkiem marca objął w L’Oréal stanowisko brand business directora na Europę.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
20. marzec 2026 21:40