StoryEditor
Biznes
04.02.2026 12:25

Co się stało w kwestii ingerencji Ministerstwa Zdrowia w branżę beauty? Wyjaśniamy: bardzo niewiele.

Botoks? Tylko u lekarza lub lekarki. / Roman Fenton

Ministerstwo Zdrowia w oficjalnym komunikacie doprecyzowało, że to producent urządzenia – wprowadzając je do obrotu – określa jego przeznaczenie, poziom ryzyka oraz kwalifikacje użytkowników, a tym samym przejmuje odpowiedzialność za bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów. Stanowisko dotyczy wszystkich procedur medycyny estetyczno-naprawczej i porządkuje kwestie prawne związane z użyciem sprzętu medycznego i kosmetologicznego w gabinetach. Czy to rewolucja? Niestety: to nawet nie jest zmiana.

Resort jednoznacznie wskazał, że jeśli producent klasyfikuje wyrób jako medyczny i nie dopuszcza innych użytkowników niż personel medyczny, urządzenie może być stosowane wyłącznie przez lekarzy lub innych pracowników medycznych. Jednocześnie dopuszczalne jest użycie sprzętu przez kosmetologów lub kosmetyczki, o ile producent w dokumentacji rejestracyjnej wyraźnie przewidział takie zastosowanie i określił parametry jako niestwarzające istotnego ryzyka powikłań. De facto oznacza to, że komunikat potwierdza jedynie niestety istniejący stan prawny i nie sugeruje dalszych prac dotyczących zawężenia kompetencji osób wykonujących tego typu zawody bez państwowego certyfikatu.

Kwestia odpowiedzialności producenta była jednym z głównych tematów pisma skierowanego do organizacji lobbystyczno-branżowej Beauty Razem, znanej z wywalczenia kontrowersyjnego VAT 8 proc. dla branży beauty, która wcześniej interweniowała w sprawie skutków certyfikacji zawodowej. Ministerstwo podkreśla, że warunki użycia urządzeń muszą wynikać z dokumentacji, ulotek oraz procesu rejestracji. W praktyce oznacza to, że decyzja o dopuszczeniu konkretnej grupy zawodowej do pracy na sprzęcie spoczywa przede wszystkim na wytwórcy.

image

W Rządowym Centrum Legislacji pojawiło się rozporządzenie obniżające VAT na usługi kosmetyczne z 23 do 8 proc. Beauty Razem: idziemy po więcej

Resort zwraca jednak uwagę, że wraz z rozwojem badań naukowych i doświadczeń klinicznych identyfikowane są kolejne czynniki ryzyka, w tym koszty zdrowotne i finansowe leczenia powikłań. Dlatego – na podstawie ustawy z 7 kwietnia 2022 r. o wyrobach medycznych – MZ może wprowadzać dodatkowe wymagania lub ograniczenia dla wybranych grup produktów, jeśli stwarzają zagrożenie dla życia lub zdrowia. Takie regulacje mogą obejmować zarówno parametry techniczne, jak i kwalifikacje użytkowników.

Komunikat precyzuje także, które procedury uznawane są za świadczenia zdrowotne i podlegają certyfikacji umiejętności zawodowej „medycyna estetyczno-naprawcza” (kod 028). W dokumencie określono, że lekarz ubiegający się o certyfikat z medycyny estetyczno-naprawczej powinien posiadać wiedzę teoretyczną i kompetencje praktyczne umożliwiające realizację następujących procedur:

  1. wykonywanie zabiegów z zastosowaniem toksyny botulinowej,
  2. modelowanie i korekta tkanek z użyciem usieciowanego kwasu hialuronowego, w tym wolumetria, lifting oraz konturowanie,
  3. terapie z wykorzystaniem kwasu polimlekowego jako stymulatora tkankowego,
  4. zabiegi z użyciem hydroksyapatytu wapnia,
  5. procedury z zastosowaniem polikaprolaktonu,
  6. mezoterapia preparatami nieusieciowanego kwasu hialuronowego oraz substancji aktywnych (aminokwasy, witaminy, polinukleotydy, kolagen, mikro- i makroelementy, peptydy, enzymy, koenzymy, leki) w celach terapeutycznych, regeneracyjnych i przeciwstarzeniowych,
  7. zabiegi autologiczne z wykorzystaniem osocza bogatopłytkowego (PRP) i fibryny,
  8. obsługa certyfikowanych urządzeń medycznych stosowanych w medycynie estetycznej, obejmujących m.in. lasery wysokoenergetyczne (ablacyjne, nieablacyjne, CO₂, pikosekundowe, nanosekundowe, tulowe, KTP, barwnikowe, Nd:YAG, Q-switch, Er:YAG, Er:glass, aleksandrytowe, diodowe, Excimer), IPL i światło szerokopasmowe, radiofrekwencję mono- i bipolarną, ultradźwięki, HIFU, krioterapię, plazmę, elektrochirurgię, karboksyterapię, lampy LED oraz falę uderzeniową,
  9. wykonywanie peelingów medycznych o średniej i dużej głębokości działania z użyciem zatwierdzonych substancji chemicznych,
  10. realizację procedur iniekcyjnych związanych z podawaniem leków, takich jak hialuronidaza, glikokortykosteroidy czy fosfatydylocholina,
  11. działania z zakresu medycyny naprawczej, w tym zabiegi odtwórcze przywracające wygląd i funkcję po urazach, chorobach i operacjach oraz leczenie powikłań pozabiegowych,
  12. procedury wykorzystujące nici medyczne, skleroterapię, przeszczepy własnej tkanki tłuszczowej (lipotransfer) oraz lipolizę iniekcyjną.

Minimalne standardy certyfikacji opisano w dokumencie zatwierdzonym przez Ministra Zdrowia i opublikowanym przez Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Certyfikat 028 mogą uzyskać wyłącznie lekarze i lekarze dentyści, przy czym z obowiązku zwolnieni są specjaliści dermatologii i wenerologii oraz chirurgii plastycznej, którzy nabyli kompetencje w toku specjalizacji. Zakres certyfikacji nie obejmuje mezoterapii mikroigłowej ani zabiegów na urządzeniach przeznaczonych przez producentów dla osób niebędących lekarzami.

image

Dlaczego branża beauty w Polsce pozostaje słabo uzwiązkowiona?

Dane zebrane przez Beauty Razem pokazują jednak istotną skalę ekonomicznych konsekwencji regulacji. 63,3 proc. przedsiębiorców wykonujących zabiegi estetyczne zainwestowało w sprzęt medyczny średnio 267 710 zł. W przypadku zakazu używania takich urządzeń przez osoby inne niż lekarze przeciętny salon mógłby stracić całość tej kwoty. Równocześnie ponad 82 proc. firm poniosło wydatki na sprzęt kosmetologiczny i kosmetyczny – średnio 102 267 zł.

Ponad 50 proc. ankietowanych deklaruje, że w scenariuszu zaostrzenia przepisów rozważałoby likwidację działalności. Dodatkowym obciążeniem są zobowiązania finansowe: 47 proc. przedsiębiorców posiada leasing lub kredyt na urządzenia. W praktyce około połowa utraconego sprzętu mogłaby zostać przejęta przez finansujących, pozostawiając właścicieli z niespłaconym długiem.

Lider organizacji, Michał Łenczyński, komentuje sprawę następująco:

Dlaczego teraz jest jatka w mediach? Bo: lekarze "triumfują", bo komunikat pasuje do ich narracji, media robią clickbaity, bo "zakaz" się lepiej klika niż "nic się nie zmieniło" od 3 lat, część prawników i portali robi zasięgi na cudzej pracy, sprzedając "interpretacje" i ebooki, które mówią ludziom to, co chcą usłyszeć, a nie to, co jest bezpieczne. Na czym polega ironia sytuacji? Część skrajnego środowiska lekarskiego świętuje, że "nic się nie zmieniło", a w praktyce jedyna zmiana to to, że z dnia na dzień stracili możliwość kupowania od kosmetologów sprzętu za ułamek wartości.

Istotnie, sprawa budzi emocje, jednak zwraca uwagę także na istotny w skali kraju problem: brak wystandaryzowanych certyfikacji, dzięki którym osoby wykonujące dowolne zabiegi upiększające mogłyby wykonywać swój zawód dopiero pochwaliwszy się stosownemu organowi wiedzą z zakresu np. dezynfekcji sprzętu czy znajomości anatomii, jak ma to miejsce np. w prowincjach Kanady. Komunikat Ministra Zdrowia z 23 stycznia 2026 r., dotyczący zasad realizacji procedur medycyny estetyczno-naprawczej, stanowi rezultat wielomiesięcznych konsultacji prowadzonych z przedstawicielami środowiska medycznego, w tym ze Stowarzyszeniem Lekarzy Dermatologów Estetycznych (SLDE).

Organizacja ta uczestniczyła aktywnie w pracach eksperckich, konsekwentnie podkreślając, że wskazane zabiegi mają charakter świadczeń zdrowotnych i powinny być wykonywane wyłącznie przez lekarzy oraz lekarzy dentystów posiadających prawo wykonywania zawodu, a także potwierdzone, certyfikowane kompetencje. Wydany komunikat potwierdza zdaniem SLDE wspomnianą wyżej rolę systemu certyfikacji umiejętności zawodowych w medycynie estetyczno-naprawczej jako mechanizmu zwiększającego bezpieczeństwo pacjentów, podnoszącego jakość realizowanych procedur oraz porządkującego ramy prawne prowadzenia działalności lekarskiej w tym obszarze.

Skala rynku jest znacząca. Zabiegami estetycznymi zajmuje się w Polsce około 70 tys. aktywnych podmiotów spośród 170 tys. firm działających w usługach beauty. Łączna wartość inwestycji w sprzęt medyczny w tej części branży przekracza 24 mld zł. Oznacza to, że każda zmiana regulacyjna dotycząca kwalifikacji personelu i dostępu do urządzeń ma bezpośredni wpływ nie tylko na bezpieczeństwo pacjentów, ale także na tysiące miejsc pracy, poziom zadłużenia przedsiębiorstw i stabilność całego sektora usług estetycznych. „Komunikat Ministerstwa Zdrowia uznajemy za pierwszy krok do ograniczenia wykonywania procedur medycyny estetyczno-naprawczej przez niemedyków” - zaznaczył w komentarzu cytowany przez RynekZdrowia.pl wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej Klaudiusz Komor. Czy rzeczywiście to jest głównym problemem?

Zasłona dymna

Choć stanowisko Ministerstwo Zdrowia, zgodnie z którym procedury medyczne powinny być realizowane wyłącznie przez lekarzy i lekarzy dentystów, trudno kwestionować z perspektywy bezpieczeństwa pacjentów, sam komunikat nie rozwiązuje szerszego problemu systemowego. Ograniczenie iniekcji, zabiegów z użyciem toksyny botulinowej, wypełniaczy czy wysokoenergetycznych laserów do personelu medycznego jest logiczne i spójne z definicją świadczeń zdrowotnych. Ryzyko powikłań – martwicy tkanek, powikłań naczyniowych, blizn czy reakcji ogólnoustrojowych – wymaga wiedzy klinicznej i możliwości natychmiastowej interwencji medycznej. W tym sensie decyzja resortu porządkuje obszar, który przez lata funkcjonował w szarej strefie interpretacyjnej.

image

Pielęgniarki dokonują eksodusu do branży beauty. Jak to wpłynie na standardy i przyszłość polskiego sektora urodowego?

Jednocześnie komunikat pełni rolę swoistego „listka figowego” wobec problemu, który pozostaje nierozwiązany od lat: braku państwowego, jednolitego systemu certyfikacji kompetencji dla osób wykonujących usługi beauty i kosmetologiczne. W Polsce dostęp do zawodu kosmetologa czy osoby wykonującej specjalistyczne zabiegi aparaturowe nadal nie jest powiązany z obowiązkową licencją, egzaminem państwowym ani rejestrem uprawnień. W wielu krajach i regionach świata – m.in. w wybranych stanach USA, w Wielkiej Brytanii czy Australii – funkcjonują systemy licencyjne, które wymagają określonej liczby godzin szkoleniowych, zdania egzaminów i regularnego odnawiania uprawnień. Tego typu rozwiązania porządkują rynek i ułatwiają nadzór.

Certyfikacja ma zarówno wyraźne zalety, jak i koszty. Do korzyści należą: standaryzacja kompetencji, większe bezpieczeństwo klientów, ograniczenie szarej strefy, łatwiejsza kontrola jakości usług oraz podniesienie prestiżu zawodu. Ułatwia też odpowiedzialność prawną – wiadomo, kto ma prawo wykonywać określone procedury i na jakich warunkach. Z drugiej strony system generuje bariery wejścia, zwiększa koszty szkoleń, wymaga administracji i może czasowo zmniejszyć liczbę aktywnych podmiotów na rynku... co per saldo przekłada się na profesjonalizację i zwiększenie jakości usług. W długim okresie profesjonalizacja zwykle sprzyja konsolidacji i stabilności branży, zamiast jej chaosowi.

Przykładem wymagania certyfikacyjnego dla manikiurzystki (nail technician) w Kanadzie jest konieczność ukończenia profesjonalnego programu szkoleniowego lub kursu w akredytowanej placówce, który obejmuje zarówno część teoretyczną, jak i praktyczną — dotyczącą m.in. higieny, bezpieczeństwa, anatomii paznokci, procedur manicure i pedicure oraz zasad sterylizacji. Po ukończeniu takiego programu uczestnik otrzymuje certyfikat kwalifikacji zawodowej, który potwierdza zdobytą wiedzę i umiejętności i jest często wymagany przez pracodawców na rynku usług manicure i pedicure. 

W praktyce wiele szkół i college’ów w prowincjach takich jak Ontario oferuje programy „Nail Technician Certificate”, które trwają określoną liczbę godzin zajęć (np. 350 h lub więcej) i obejmują zarówno zajęcia w sali dydaktycznej, jak i praktyczne ćwiczenia pod nadzorem instruktora. Taki certyfikat często jest punktem wyjścia do legalnej pracy w salonach kosmetycznych, choć szczegółowe wymagania mogą różnić się między prowincjami. 

W niektórych prowincjach istnieje również możliwość uczestniczenia w systemie praktyk lub odbywania szkolenia w formie „apprenticeship” przed uzyskaniem pełnej kwalifikacji, co oznacza formalne połączenie nauki z pracą pod nadzorem doświadczonego specjalisty. 

Niestety nie wszędzie w Kanadzie obowiązuje rządowa licencja zawodowa dla manikiurzystek — np. Kolumbia Brytyjska nie nakłada obowiązku posiadania formalnej licencji rządowej, choć ukończenie kursu i posiadanie certyfikatu znacznie ułatwia pracę i zatrudnienie.  

Dlatego sprzeciw wobec relatywnie wąskiego ograniczenia – jakim jest przekazanie zabiegów stricte medycznych wyłącznie w ręce medyków – można odczytywać jako sygnał, że sektor wciąż nie przeszedł pełnej profesjonalizacji. Jeśli branża postrzega oddanie świadczeń zdrowotnych lekarzom jako zagrożenie, a nie naturalny standard bezpieczeństwa, oznacza to, że dyskusja o licencjach, egzaminach i formalnych kwalifikacjach dopiero przed nami. Bez systemowych ram kształcenia i certyfikacji napięcia między kosmetologią a medycyną estetyczną będą powracać, a rynek nadal pozostanie podatny na spory interpretacyjne i nierówne standardy usług.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
13.02.2026 14:32
Estetyczne materiały na Instagram – kto może je przygotować?
Kaboompics

W niniejszym artykule poruszamy jedno z najczęściej pojawiających się pytań wśród osób, które chcą promować produkty lub usługi kosmetyczne z wykorzystaniem fotografii oraz materiałów wideo w mediach społecznościowych.

Kto jest w stanie przygotować skuteczny i spójny wizualnie content na potrzeby komunikacji w mediach?

W praktyce większość fotografów, filmowców oraz content creatorów może stworzyć odpowiednie materiały, pod warunkiem, że potrzeby marketingowe zostaną jasno określone, a styl twórcy będzie zgodny z oczekiwaniami marki. Z perspektywy fotografa zdarza się jednak, że konieczne jest zakwestionowanie pierwotnych założeń klienta i zaproponowanie innych rozwiązań. Często są to decyzje korzystniejsze z punktu widzenia długofalowej strategii marketingowej.

Warto założyć, że działania promocyjne nie są jednorazowe, a współpraca z jednym twórcą nie musi trwać dla marki latami. Po upływie czasu można zdecydować się na znaczącą zmianę wyglądu marki. Ustalona z góry strategia pozwoli na zachowanie czytelności dla klientów nawet przy gruntownym rebrandingu.

Prosty plan to skuteczny plan

Przy ograniczonym budżecie szczególnie istotne jest odpowiednie przygotowanie się do współpracy z fotografem lub twórcą contentu. Przed rozpoczęciem realizacji warto spisać kluczowe założenia dotyczące produktów lub usług, które mają zostać zaprezentowane.

Każdy twórca pracuje w inny sposób i często realizuje dokładnie to, co zostało mu zlecone. Wynika to z założenia, że klient wie, czego potrzebuje. Doświadczenie pokazuje jednak, że nie zawsze tak jest. W trakcie realizacji pojawiają się dodatkowe pomysły i oczekiwania, którym często brakuje jednego kluczowego elementu – jasno określonego celu.

image

Zuzanna Pawlikowska-Ślęczkowska, Salestube: W 2026 marketingowym kluczem będzie synergia

Podstawowe pytanie brzmi: co ma zostać osiągnięte dzięki tym materiałom?

Brak jednoznacznej odpowiedzi może prowadzić do sytuacji, w której gotowe treści nie spełniają oczekiwań marketingowych. Nawet w dużych organizacjach zdarza się, że przygotowane materiały nie są spójne z komunikatem marki, co skutkuje koniecznością ponownej realizacji.

Planowanie zamiast improwizacji

Przed rozpoczęciem produkcji warto odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań:

  • jaki jest cel publikowanych materiałów,
  • do kogo są one kierowane,
  • co ma być ich głównym przekazem,
  • jakie wartości marki ma reprezentować.

Takie przygotowanie pozwala lepiej wykorzystać budżet oraz skrócić czas realizacji. Co istotne, ułatwia również współpracę z różnymi twórcami w przyszłości, nawet jeśli marka zdecyduje się na zmianę stylu wizualnego.

Jasne założenia podstawą skutecznej komunikacji

Rekomendowane jest przygotowanie prostego zestawu informacji dotyczących oferowanych kosmetyków lub zabiegów. Należy określić, czy komunikacja ma koncentrować się na samym produkcie, jego właściwościach, procesie powstawania, czy może na doświadczeniu klienta. Równie istotne jest spojrzenie na ofertę z perspektywy odbiorcy i odpowiedź na pytanie, czy klienci postrzegają jej wartość w ten sam sposób.

image

Nowe konstelacje influencerów w galaktyce beauty

Kluczowe jest również zdefiniowanie grupy docelowej oraz celu komunikacji – czy chodzi o budowanie rozpoznawalności, sprzedaż, czy wizerunek marki. Mając te informacje, fotograf lub content creator może zaproponować rozwiązania wizualne, które najlepiej wesprą realizację założeń marketingowych.

Klient jako źródło wiedzy

Najlepszym źródłem informacji o marce są jej klienci. Aby tworzyć skuteczny content wizualny, warto dowiedzieć się, jak odbierane są produkty lub usługi. Analiza opinii, rozmowy z klientami czy bezpośrednie pytania pozwalają zidentyfikować elementy, które faktycznie mają dla nich znaczenie.

Często okazuje się, że decyzje zakupowe wynikają z czynników, które nie były wcześniej brane pod uwagę. Informacje te mogą stać się istotnym wyróżnikiem i pomóc w dotarciu do kolejnych, podobnych odbiorców.

Każda marka kosmetyczna, podobnie jak każdy salon usługowy, posiada swój unikalny charakter. To właśnie ten element powinien stanowić podstawę strategii marketingowej i komunikacji wizualnej.

Gdy marka beauty nie ma jeszcze klientów

Szczególnym wyzwaniem jest sytuacja, w której marka beauty dopiero wchodzi na rynek i nie posiada jeszcze bazy klientów. Warto jednak pamiętać, że zbieranie opinii na wczesnym etapie jest jednym z najważniejszych kroków w budowaniu skutecznej komunikacji. Testowanie produktów, przekazywanie próbek i zbieranie pierwszych wrażeń pozwala uzyskać cenne informacje zarówno od osób niezwiązanych z branżą, jak i od bardziej świadomych odbiorców.

Po zebraniu opinii i wyciągnięciu kluczowych wniosków powstaje solidna baza do stworzenia koncepcji wizualnej. Na tym etapie można świadomie rozpocząć współpracę z fotografem lub content creatorem, mając jasno określone cele i kierunek działań.

Natalia Olszewska

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
12.02.2026 14:52
Calvin McDonald – od Walta Disneya na szczyt Wella Company
Calvin McDonald, nowy CEO Wella CompanyWella mat.pras.

Globalna firma kosmetyczna Wella Company wyznaczyła na swojego nowego prezesa Calvina McDonalda, który przejmie rolę CEO od 2 kwietnia. McDonald zostanie również powołany do rady dyrektorów firmy, mającej siedzibę w Nowym Jorku.

Cieszę się z powrotu do branży kosmetycznej – innowacyjnego, szybko rozwijającego się sektora, którego siłą napędową są konsumenci, będący autentycznie pasjonatami produktów, które kochają – skomentował Calvin McDonald.

Glenn Murphy, obecny prezes zarządu, pozostanie w firmie jako prezes wykonawczy, zapewniając ciągłość oraz strategiczne doradztwo nowemu prezesowi i zespołowi kierowniczemu.

Doświadczenie McDonalda obejmuje funkcje w zarządach takich firm jak Sephora America czy Lululemon Athletica Inc. McDonald jest też członkiem rady dyrektorów The Walt Disney Company.

Nie mogę się doczekać, aby móc wykorzystać swoje doświadczenie i pomóc w rozwoju kultowych marek, nawiązać współpracę z profesjonalistami, którzy nimi kierują, a także by odkryć nowe sposoby nawiązywania kontaktu z konsumentami. To przełomowy moment dla Wella Company i cieszę się, że mogę dołączyć do tego utalentowanego zespołu, który wspólnie kształtuje przyszłość branży kosmetycznej – dodaje McDonald.

Zdaniem Glenna Murphy, nowy prezes wniesie do Wella Company “dekady doświadczenia w wiodących w branży globalnych markach konsumenckich i firmach detalicznych”. – Sprawdzona umiejętność Calvina do osiągania wyników poprzez różnicowanie produktów, ekspansję kategorii i mądre inwestycje pomoże nam odnieść sukces w dynamicznym sektorze kosmetycznym – podkreśla Murphy.

Przypomnijmy, że Wella jest globalną firmą, której historia sięga 140 lat. Specjalizuje się w profesjonalnej i konsumenckiej pielęgnacji włosów, koloryzacji, stylizacji oraz produktach do paznokci. Marka została założona w 1880 r. w Niemczech.

Obecnie Wella Company działa jako niezależna spółka prywatna, głównie własność KKR – globalnej firmy private equity. KRR jako inwestor zwiększył swoje udziały do blisko 100 proc., przejmując pozostałe akcje od Coty (do końca 2025 r. Coty sprzedało swój pakiet) i dążąc do ewentualnego wejścia na giełdę w USA (IPO) w 2026 r. Wcześniej Wella  była częścią Procter & Gamble (2003–2015), a potem należała do Coty Inc. (2015–2020).

Centrala strategiczna mieści się w Genewie (Szwajcaria) oraz Nowym Jorku (USA), co odzwierciedla globalny model operacyjny firmy. Historyczna i operacyjna baza (m.in. R&D, technologie oraz struktury holdingowe) znajduje się w Darmstadt (Niemcy) – jest to miejsce silnego zaplecza kosmetycznego i inżynieryjnego.

Wella Company działa globalnie, a jej produkty są dostępne w ponad 150 krajach.

Wella zarządza rozbudowanym portfelem marek, łącząc profesjonalne i konsumenckie portfolio:

  • Wella Professionals – profesjonalna linia salonowa
  • ghd – urządzenia i kosmetyki do stylizacji włosów (gł. suszarki, prostownice)
  • OPI – produkty do paznokci
  • Nioxin, Sebastian Professional, Clairol, Briogeo – różnorodne linie pielęgnacyjne i stylizacyjne

Wella działa równolegle w modelach B2B (salony fryzjerskie) i B2C (konsumenci detaliczni), z dużym naciskiem na edukację profesjonalistów, innowacje technologiczne oraz rozwój e-commerce (np. platforma Wellastore). Firma jest jednym z liderów rynku profesjonalnych farb do włosów i utrzymuje silne udziały w segmencie salonowym.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
14. luty 2026 21:20