StoryEditor
Eksport
01.02.2018 00:00

Brexit nie zaszkodzi polskim producentom kosmetyków

Polska może odważnie zmierzać w kierunku podium wśród najważniejszych importerów kosmetyków do Wielkiej Brytanii. Duże nasycenie tamtejszego rynku czy niepewność związana z Brexitem nie wstrzymują umacniania się pozycji polskich producentów – uważają analitycy z Banku Zachodniego WBK. Dane brytyjskiej organizacji Cosmetic, Toiletry & Perfumery Association (CTPA) pokazują, że spośród wszystkich krajów dostarczających kosmetyki na Wyspy to właśnie znaczenie Polski rośnie najszybciej[1]: w 2015 r. nasz kraj był na 6. miejscu, w 2016 r. już na 4. Wyniki za 2017 r. są również bardzo obiecujące.

– Brytyjki bezustannie poszukują wielkiego hitu. Chcą skuteczności i błyskawicznych efektów. Z tego powodu są niezwykle otwarte na nowości i chętnie próbują nowych specyfików – mówi Krystyna Rzemieniecka z firmy The Biz Mentor, zajmująca się doradztwem dla firm kosmetycznych na rynku brytyjskim. Renata Dutkiewicz, dyrektor sektorowa z Banku Zachodniego WBK, podkreśla z kolei, że ta otwartość Brytyjek i ich determinacja w poszukiwaniu najskuteczniejszych produktów stanowią ogromną szansę dla polskich marek. – Polskie kosmetyki powstają w oparciu o najnowsze technologie, często chronione patentami. Dzięki temu mogą pochwalić się wieloma unikalnymi właściwościami. Mają więc szansę trafić idealnie w oczekiwania brytyjskich konsumentów – podkreśla Renata Dutkiewicz. Już teraz dla krajowych producentów Wyspy Brytyjskie to drugi najważniejszy zagraniczny rynek zbytu, na którym w okresie I-IX 2017 r. sprzedaż sięgnęła ponad  984 mln zł, a nadal ma on potencjał wzrostu.

Rynek kosmetyczny Zjednoczonego Królestwa należy do największych w Europie. Jak podaje CTPA, jego wartość (w cenach detalicznych) sięga już prawie 10 mld funtów brytyjskich (9,379 mld funtów)[2]. Co więcej, choć jest to rynek nasycony, to każdy jego sektor wciąż odnotowuje wzrost, średnio o 2-3 proc. rocznie. Sam rynek kremów nawilżających wart jest blisko 1,11 mld funtów i ciągle się rozwija. W 2017 roku, według prognoz Beauty Market ma osiągnąć wzrost rzędu 1,8 proc. Największe udziały rynkowe posiadają na nim globalne marki, takie jak L’Oréal (14 proc.), Estee Lauder (10 proc,) i Beiersdorf (10 proc.), ale widać duży udział mniej znanych i małych marek, w tym także zagranicznych.

Wyzwania dla producentów

O tym, że warto być na rynku brytyjskim wie Inglot, dobrze znana za granicą firma kosmetyczna z Przemyśla. Swój pierwszy salon w Wielkiej Brytanii, w Westfield White City, marka otworzyła w 2008 r. Od listopada 2016 r. znajduje się on na jednej z najsłynniejszych ulic handlowych na świecie, legendarnej Oxford Street, dodatkowo umożliwia brytyjskim klientom zakupy online.

Jowita Kotuła z Inglota wskazuje, że w przypadku kosmetyków kolorowych jednym z kluczowych czynników sukcesu na tym rynku jest szeroka gama produktów dostosowanych do bardzo niejednolitej grupy docelowej. – W Wielkiej Brytanii wyzwaniem jest ogromna różnorodność społeczeństwa. Musieliśmy zaproponować produkty dla wszystkich typów karnacji, odpowiedzieć na bardzo różne preferencje klientów, uwarunkowane również społecznie i kulturowo. Biorąc to pod uwagę organizujemy w salonach eventy tematyczne, np. weekendy hinduskie. Nie bez znaczenia pozostaje również wszechobecna konkurencja. Plusem jest zdecydowanie to, że Wielka Brytania jest dużym i zamożnym rynkiem o wysokiej świadomości konsumenckiej – mówi Jowita Kotuła.

Krystyna Rzemieniecka wskazuje, że polskie marki powinny pamiętać, że na Wyspach do potencjalnych klientów należy przemawiać językiem korzyści, nie zapominając o właściwej prezentacji produktu, w tym o opakowaniu. Podkreśla także, że Brytyjki są dobrze wyedukowane w dziedzinie pielęgnacji oraz działania kosmetyków i ich poszczególnych składników. Doświadczenia Inglota potwierdzają to: – Kładziemy duży nacisk na odpowiednie przeszkolenie sprzedawców. W naszych salonach pracują profesjonalni wizażyści. Coraz bardziej świadome klientki oczekują rzetelnych informacji o składzie produktów, cenią również fachowe podejście wizażystów – wskazuje Jowita Kotuła.

Internet i media społecznościowe 

Poza dopasowaniem swoich produktów do lokalnej specyfiki i preferencji klientów, firmy myślące o ekspansji na Wyspach powinny bardzo gruntownie przemyśleć strategię sprzedaży i promocji swoich wyrobów. Popularność mediów społecznościowych i kultury „selfie” powoduje, że internet jest dla polskich firm kosmetycznych zainteresowanych rynkiem brytyjskim ważnym kanałem zarówno dla promocji, jak i sprzedaży. Coraz mniej Brytyjczyków kupuje kosmetyki w sklepach stacjonarnych, za to na popularności zyskują internetowe i telewizyjne kanały sprzedaży (na Wyspach zakupy online per capita są najwyższe w Europie).[3] Social media są wpływowymi narzędziami promocji nowych marek i produktów branży kosmetycznej. Przykładowo, Inglot prowadzi osobne profile dla poszczególnych rynków, w tym dla Wielkiej Brytanii.

Ogromny potencjał internetu sprawia, że polskie marki mogą wejść na rynek brytyjski, ponosząc na początku stosunkowo niewielki koszt uruchomienia i prowadzenia sklepu online. – Firmy kosmetyczne z Polski powinny się jednak liczyć z tym, że samo postawienie strony internetowej nie wystarczy, aby posypały się zamówienia z Wysp – podkreśla ekspertka The Biz Mentor. – Nowa marka musi najpierw zdobyć zaufanie konsumentów, prezentując swoje doświadczenie, jak i pozycję za granicą oraz na rynku rodzimym. Aby osiągnąć długoterminowy sukces, świadomość marki musi być zaplanowana i starannie rozwijana. Wprowadzanie jej na rynek brytyjski wymaga więc czasu i cierpliwości – dodaje Krystyna Rzemieniecka.

Wskazany spokój w planowaniu biznsu

Dla wielu eksporterów zainteresowanych Wielką Brytanią – nie tylko z Polski i nie tylko sprzedających kosmetyki – sporym znakiem zapytania jest Brexit. Według Renaty Dutkiewicz w kontekście handlu zagranicznego wcale nie musi on przynieść negatywnych rozstrzygnięć, ale na pewno trzeba wziąć go pod uwagę, mądrze i ze spokojem planując biznes na Wyspach.

– Nie jest zasadne, aby z racji samego Brexitu rezygnować choćby ze wstępnego rozpoznania możliwości. Wielka Brytania to duży rynek i dla wielu branż pozostanie bardzo atrakcyjny niezależnie od wyniku negocjacji z Unią Europejską. W najgorszym wypadku należy liczyć się z wejściem w życie w marcu 2019 r. ceł WTO. Już teraz niektóre firmy uwzględniają w analizach dotyczących opłacalności wejścia czy rozwijania biznesu na Wyspach scenariusz przejścia na zasady WTO, biorąc pod uwagę ewentualne cła czy bariery pozataryfowe. Dzięki temu unikną niespodzianek w przypadku braku porozumienia co do np. czasowego utrzymania unii celnej – wskazuje dyrektor sektorowa z Banku Zachodniego WBK. Podkreśla przy tym, że spory wpływ na zyski ze sprzedaży na rynku brytyjskim mogą mieć towarzyszące dalszym negocjacjom wahania kursów walut. Przed tymi ostatnimi eksporterzy wyrobów kosmetycznych mogą się jednak zabezpieczyć, np. za pomocą kontraktów terminowych forward.

Czy pomoże efekt szminki?

Jak wskazują ostatnie dane, gospodarka Zjednoczonego Królestwa radzi sobie znacznie lepiej niż spodziewali się tego ekonomiści, zapowiadający po decyzji o Brexicie znaczne spowolnienie. Według ostatnich danych brytyjskiego urzędu statystycznego, PKB nadal rośnie, w 2017 r. zwiększyło się o 1,8 proc. r/r.[4] Nawet jeśli z powodu Brexitu czy innych powodów gospodarka brytyjska zacznie się kurczyć, to eksporterom kosmetyków optymizmu może dodawać wiara w tzw. efekt szminki. Koncepcja ta mówi o tym, że w przypadku pogorszenia koniunktury konsumenci rezygnują z dóbr luksusowych o znacznej wartości (np. samochody, nieruchomości) na rzecz tych o niższej wartości – w tym właśnie kosmetyków.

Ekonomiści Banku Zachodniego WBK przypominają z kolei, że produkty z Polski już kilkukrotnie podbijały rynki unijne właśnie w okresach dekoniunktury w Europie Zachodniej. Tak było choćby w pokryzysowych latach 2008 i 2009, kiedy udział naszych eksporterów na rynku EU rósł pomimo gospodarczego zastoju czy spowolnienia w krajach UE. – W okresie pogorszonej koniunktury w Niemczech, konsumenci zamiast np. AGD droższych marek, kupowali produkty porównywalnie dobre, ale w niższej cenie, często importowane. Jeśli spowolni gospodarka UK, to można zakładać, że brytyjskie konsumentki będą bardziej otwarte na mniej znane, nieco tańsze marki, w tym te z Polski – podkreśla Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK.

Przedstawiciele firmy Inglot, zapytani o największe ryzyko związane z prowadzeniem biznesu na Wyspach, nie mówią o Brexicie. Wskazują, że w ostatnim czasie prowadzenie biznesu w Wielkiej Brytanii zakłócają głównie niepokoje społeczne związane z atakami terrorystycznymi. Także Krystyna Rzemieniecka sugeruje, żeby do Brexitu podchodzić ze spokojem. – Tak naprawdę na razie nie wiadomo, kto i w jakim stopniu ucierpi z powodu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Toczy się nieskończenie wiele debat, ale część z nich to, kolokwialnie mówiąc, sianie paniki. Osobiście żywię wielką nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek i ostatecznie zmieni się niewiele lub wręcz nic. Należy po prostu planować z uwzględnieniem kilku scenariuszy. Poza tym, na bazie swoich wieloletnich doświadczeń i obserwacji wiem jedno: kobiety zawsze znajdą pieniądze na dobry krem – mówi Krystyna Rzemieniecka.

źródło: BZ WBK

[1] CTPA, Annual Report 2016, http://www.ctpa.org.uk/annualreport/2016/#32/z, s. 32.

[2] Jak wyżej, s.28.

[3]Average annual spending per capita for online shopping in Europe in 2015 and 2016, by country (in euros), https://www.statista.com/statistics/435928/online-shopping-e-commerce-spending-per-capita-by-country-europe/.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
10.09.2026 14:09
Chińskie perfumy ruszają na podbój świata. Eksport rośnie w tempie ponad 30 proc.
Zestaw Breeze & Bloom Perfume Duo SetFlower Knows

Kiedy podczas tegorocznych targów Esxence w Mediolanie odwiedzający zatrzymywali się przy chińskich stoiskach, nie witały ich tanie kopie europejskich bestsellerów. Zamiast tego uderzał ich zapach świeżo parzonej herbaty, wilgotnego bambusa i rześkiej pomarańczy. Chińskie marki perfumeryjne coraz aktywniej wychodzą poza rynek krajowy. Rodzimi producenci próbują przy tym budować przewagę nie tylko ceną, ale przede wszystkim oryginalnymi kompozycjami i własnym językiem kulturowym.

Jeszcze kilka lat temu chińskie marki perfumeryjne były na światowych rynkach przede wszystkim ciekawostką. Dziś coraz częściej próbują konkurować o uwagę konsumentów w segmentach, w których od lat dominują firmy z Europy i Stanów Zjednoczonych. Jednym z miejsc, w których widać tę zmianę, jest Esxence w Mediolanie – jedno z najważniejszych wydarzeń światowej branży perfumeryjnej. Chińskie stoiska przyciągały odwiedzających kompozycjami wykorzystującymi m.in. nuty herbaty, osmantusa i agarowca. Ponad 20 rodzimych chińskich marek perfumeryjnych zaprezentowało się również wspólnie podczas Paris-Shanghai Perfume Exhibition ledwie rok temu. Dla lokalnych producentów udział w międzynarodowych targach to jednak dopiero początek drogi. Znacznie trudniejszym zadaniem pozostaje zbudowanie rozpoznawalności i emocjonalnej więzi z konsumentami poza Chinami.

Nie tylko osmantus i herbata

Jednym z wyzwań związanych z międzynarodową ekspansją jest przełożenie chińskich skojarzeń kulturowych na język zrozumiały dla odbiorców z innych rynków. W Chinach jaśmin czy gardenia od dawna kojarzą się z elegancją i wyrafinowaniem, podobnie jak herbata, bambus, osmantus czy agarowiec mogą przywoływać określone elementy tradycyjnej estetyki. Nie oznacza to jednak, że zagraniczny konsument będzie automatycznie interpretował te składniki w taki sam sposób.

Kilka najpopularniejszych chińskich marek perfumeryjnych

  • Melt Season – marka z Szanghaju, która zdobyła międzynarodową uwagę; w 2025 r. została nawet wskazana przez Jing Daily jako najważniejsza marka chińskiego boomu indie fragrance.  
  • Boitown – jeden z największych lokalnych graczy pod względem popularności konsumenckiej; w rankingu iiMedia 2025 zajęła pierwsze miejsce wśród chińskich marek perfum.
  • RECLASSIFIED – marka określana jako chiński odpowiednik „light niche fragrance”, rozwijająca także doświadczenia związane z komponowaniem zapachów.
  • Black Paw – marka wykorzystująca orientalne i kulturowe odniesienia w nowoczesnym, niszowym wydaniu.
  • ImSole – przykład nowej generacji chińskich marek, które bardzo dobrze wykorzystują kanały cyfrowe; w 2025 r. sprzedaż marki na Douyin wyniosła ok. 203 mln juanów, a więc ok. 80 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • Documents – Awangardowa marka, w którą zainwestował fundusz L’Oréal. Słynie z surowego designu i bardzo odważnych, niszowych kompozycji (np. z nutami czosnku czy popiołu).
  • To Summer – Mistrzowie orientalnego minimalizmu i poetyckiego opowiadania o zapachach. Sprzedają estetykę, z którą łatwo rezonuje zachodni millenials.
  • Scent Library – Pionierzy przekładania chińskiej codzienności na zapachy (to oni spopularyzowali zapach kultowych chińskich cukierków White Rabbit czy lokalnych napojów).

Dlatego część chińskich producentów zmienia sposób opowiadania o swoich produktach. Zamiast wymagać od odbiorcy znajomości chińskiej kultury, marki próbują odwoływać się do uniwersalnych emocji i wspomnień. Przykładem jest zapach „Summer Juice”, którego inspiracją była popularna w Chinach pomarańczowa oranżada Arctic Ocean. Kompozycję oparto na nutach pomarańczy i czerwonej pomarańczy. Na TikToku zainteresowanie zapachem wykazywali także europejscy konsumenci, którzy niekoniecznie znali historię stojącą za produktem. Dla nich istotniejsze były świeżość cytrusowej kompozycji i skojarzenie z chłodnym, gazowanym napojem podczas upalnego lata.

To podejście wskazuje na szerszą zmianę w strategii chińskich marek. Ich celem nie musi być bezpośrednie tłumaczenie zagranicznym konsumentom chińskich symboli kulturowych. Zamiast tego próbują tworzyć doświadczenia zapachowe, które są zrozumiałe niezależnie od pochodzenia odbiorcy, a dopiero później pozwalają odkrywać stojącą za nimi historię. Równolegle rozwijany jest drugi kierunek – budowanie bardziej wyrazistej tożsamości opartej na charakterystycznych dla Chin składnikach i estetyce. Oba modele mają wspólny cel: stworzenie dialogu z globalnym konsumentem, a nie jedynie dostosowanie chińskiego produktu do zachodnich gustów.

Eksport perfum rośnie o ponad 30 proc.

Rosnące ambicje marek znajdują odzwierciedlenie w danych handlowych. Według danych General Administration of Customs of China w pierwszej połowie 2026 r. wartość eksportu perfum i wód toaletowych z Chin wyniosła 2,502 mld juanów, czyli około 349 mln dolarów, i była o 31,05 proc. wyższa niż rok wcześniej. W całym 2025 r. eksport tej kategorii sięgnął 4,577 mld juanów i zwiększył się o 26,22 proc. rok do roku.

Jeszcze wyraźniej skalę zmian pokazuje dłuższa perspektywa. W ciągu pięciu lat wartość chińskiego eksportu perfum wzrosła z około 140 mln dolarów w 2020 r. do 640 mln dolarów w 2025 r. Oznacza to skumulowaną roczną stopę wzrostu przekraczającą 34 proc. Perfumy są przy tym częścią znacznie większego strumienia eksportowego chińskiej branży beauty.

W pierwszej połowie 2026 r. Chiny wyeksportowały 932,3 tys. ton produktów z kategorii beauty, kosmetyków i środków myjących, o 33,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Wartość tego eksportu zwiększyła się o 28,4 proc., osiągając 4,577 mld dolarów. Jeżeli spojrzeć na Chiny nie tylko jako producenta, ale jako potencjalnego konkurenta dla zachodnich marek perfumeryjnych, ważniejsze od obecnego udziału jest jednak tempo wzrostu i zmiana modelu eksportowego.

Chińskie firmy nadal mają relatywnie niski udział w wartościowym światowym handlu – dodatkowo średnia wartość eksportowanych przez Chiny perfum wynosiła w 2025 r. zaledwie 6893 dolarów za tonę, wobec 43 207 dolarów średnio na świecie, co pokazuje różnicę w strukturze i pozycjonowaniu eksportu. Jednocześnie wzrost o ponad 25 proc. w ciągu roku sugeruje, że chińscy producenci stopniowo przesuwają się z roli dostawców dużych wolumenów w kierunku budowania własnej obecności na rynkach zagranicznych. To właśnie rozwój rodzimych marek premium i niszowych w kolejnych latach zwiększać wartość chińskiego eksportu szybciej niż jego wolumen. 

Dane pokazują więc, że zagraniczna ekspansja chińskich firm kosmetycznych nie ogranicza się do pojedynczych marek próbujących wejść do europejskich perfumerii. Obejmuje coraz większą część krajowego łańcucha wartości – od produkcji i składników po gotowe produkty konsumenckie.

Według Yan Jiangying, przewodniczącej China Association of Fragrance Flavor and Cosmetic Industries, za wzrostem zainteresowania chińskimi produktami stoją trzy czynniki: większa pewność kulturowa rodzimych przedsiębiorstw, rozwój przemysłowych i technologicznych możliwości produkcji oraz rosnące zainteresowanie orientalnymi nutami zapachowymi.

Chińskie marki szukają własnej niszy

Potencjał dalszej ekspansji jest związany m.in. z rosnącym popytem na produkty beauty w Azji Południowo-Wschodniej, Brazylii i na Bliskim Wschodzie. Chińscy producenci korzystają również z rozbudowanego krajowego zaplecza produkcyjnego i kompletnego łańcucha dostaw, co ułatwia rozwój marek i zwiększanie skali działalności.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że sama przewaga produkcyjna nie wystarczy do zbudowania globalnej marki. Zhang Yi, CEO i główny analityk iMedia Research, wskazuje, że chińskie przedsiębiorstwa nie powinny koncentrować się na zastępowaniu zagranicznych produktów tańszymi odpowiednikami. Ich przewagą mają być większa oryginalność, jakość oraz specjalizacja w niszowych segmentach.

To istotna zmiana z punktu widzenia światowego rynku perfumeryjnego. Chińskie firmy coraz częściej próbują przejść od roli producenta do roli właściciela marki, koncepcji i produktu. W tym modelu znaczenie mają nie tylko receptury, ale również storytelling, identyfikacja wizualna, media społecznościowe i umiejętność dopasowania komunikacji do lokalnych regulacji.

Kolejnym etapem ekspansji będzie zatem nie tyle zwiększanie liczby eksportowanych flakonów, ile budowanie marek, które będą rozpoznawalne poza Chinami. Dla globalnego rynku perfumeryjnego oznacza to pojawienie się kolejnego źródła konkurencji – firm dysponujących dużym zapleczem produkcyjnym, ale jednocześnie próbujących stworzyć własną, rozpoznawalną narrację zapachową. Herbata, osmantus i agarowiec mogą być jej najbardziej charakterystycznymi składnikami, ale równie skutecznym punktem wyjścia może okazać się uniwersalne wspomnienie zimnego, pomarańczowego napoju w upalny dzień.

Jedwabny czy piżmowy szlak?

Dla importera kluczowe powinno być jednak nie samo „chińskie pochodzenie”, lecz jakość marki, jej potencjał premium i gotowość do spełnienia europejskich wymogów. Chiński rynek nadal jest zdominowany przez międzynarodowych graczy, a wiele rodzimych marek pozostaje na wczesnym etapie skalowania – według analiz branżowych niewiele z nich przekraczało 100 mln juanów sprzedaży.  

Z drugiej strony właśnie ten etap rozwoju może być atrakcyjny dla polskich dystrybutorów: można pozyskać markę przed jej szerokim wejściem do Europy, ale trzeba dokładnie zweryfikować dokumentację produktu, zgodność z regulacjami UE, stabilność dostaw, zdolność produkcyjną oraz prawa do dystrybucji. Warto też pamiętać, że perfumy wymagają doświadczenia offline – konsument musi móc zapach przetestować – dlatego model selektywnej dystrybucji + e-commerce + ekspozycja w wybranych perfumeriach/drogeriach może być dla takich marek skuteczniejszy niż masowe wprowadzenie do całej sieci. Chińskie doświadczenia pokazują bowiem, że rozwój zapachu odbywa się równocześnie online i offline, a inwestorzy tacy jak L’Oréal czy Estée Lauder już dostrzegają potencjał lokalnych marek. 

I nie dziwota, bo aktualnie przez chiński rynek przelewa się trend na guochao, co można przetłumaczyć jako „chiński szyk” (China Chic) lub „narodowy trend”. To potężne zjawisko kulturowo-biznesowe polega na wplataniu tradycyjnych chińskich motywów, estetyki i mitologii do nowoczesnych produktów konsumenckich. Jest to również odpowiedź na dekady dominacji zachodnich marek. Kiedyś chiński konsument kupował produkty z Europy czy USA, by poczuć luksus i prestiż. Dzisiaj, zwłaszcza wśród pokolenia Z i milenialsów, największym powodem do dumy jest noszenie, używanie i promowanie tego, co rodzime – pod warunkiem, że jest świetnie zaprojektowane i nowoczesne.

Ikony trendu Guochao:

  • Florasis (Hua Xizi): Marka kosmetyczna, której palety cieni i szminki to dosłownie płaskorzeźby przedstawiające chińskie legendy, smoki czy feniksy. Zdetronizowali wiele zachodnich gigantów na lokalnym rynku, a dziś z sukcesem wchodzą do Europy i USA.
  • Li-Ning: Chińska marka sportowa, która z producenta tanich dresów przeobraziła się w ikonę globalnego streetwearu. Ich pokazy na New York Fashion Week, pełne nawiązań do taoizmu i chińskiej typografii, zdefiniowały na nowo azjatycką modę.
  • Chicecream (Zhong Xue Gao): Marka lodów premium z Szanghaju, która stworzyła lody w kształcie tradycyjnych chińskich dachówek, używając unikalnych lokalnych smaków (np. jaśminu czy czarnego sezamu) i sprzedając je w cenach wyższych niż zachodni giganci tacy jak Häagen-Dazs.

Guochao to nie cepelia. To kaligrafia przeniesiona na streetwear, starożytne receptury medycyny chińskiej użyte w zaawansowanych technologicznie kosmetykach czy motywy z Zakazanego Miasta na luksusowych flakonach perfum. Klienci kupują lokalne produkty z dumą, ale są bezlitośni, jeśli jakość kuleje. Marka nie przetrwa tylko dlatego, że jest chińska – musi oferować realną wartość (tzw. premiumization). Młodzi Chińczycy z pokolenia Z dorastali w kraju będącym gospodarczą i technologiczną potęgą. Nie pamiętają czasów, gdy chińskie oznaczało „tanie i gorsze”. Zamiast tego widzą marki, które jakością dorównują zachodnim, ale znacznie lepiej rozumieją ich lokalną tożsamość.

Może się więc okazać niebawem, że „chińszczyzna” przestanie być pejoratywnym określeniem na tani import z Shein czy Alibaby.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
08.09.2026 21:38
Polski rynek kosmetyczny urósł do 6,4 mld euro. Awans w rankingu eksporterów [RAPORT PZPK]
Nowa strategia marek beauty: retail + digitalShutterstock

Wartość polskiego rynku kosmetycznego wzrosła w 2025 roku o 9,3 proc., do 6,4 mld euro. Polska utrzymała pozycję piątego największego rynku w Unii Europejskiej, a w światowym rankingu eksporterów kosmetyków awansowała na ósme miejsce. Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego i Fundacja WiseEuropa przedstawili trzecią edycję raportu „Kosmetyczna Polska”.

Wartość krajowego rynku kosmetycznego zwiększyła się z 5,9 do 6,4 mld euro w 2025 r.. Jak wynika z danych przedstawionych przez PZPK, wzrost o 9,3 proc. był drugim najwyższym w Unii Europejskiej i niemal dwukrotnie przewyższał dynamikę całego unijnego rynku, która wyniosła 4,8 proc. Polska odpowiada już za 7 proc. wartości rynku kosmetycznego UE.

image

Koniec rytuałów? Jeden kosmetyk chce zastąpić trzy. Skinimalizm i hybrydyzacja zmieniają rynek beauty [RAPORT WK]

Obok wzrostu sprzedaży i eksportu autorzy raportu wskazują jednak na wyzwania związane z konkurencją spoza Europy, kosztami i nowymi regulacjami.

Polski rynek kosmetyków rośnie szybciej niż unijny

W ciągu dekady wartość rynku kosmetycznego w Polsce zwiększyła się o 85 proc., podczas gdy w całej Unii Europejskiej wzrosła o 46 proc. W latach 2015–2025 średnie roczne tempo wzrostu wynosiło w Polsce 6,4 proc., wobec 3,9 proc. w UE. Według komunikatu towarzyszącego premierze raportu wzrost w 2025 roku napędzały przede wszystkim większy wolumen sprzedaży i rosnące wydatki konsumentów.

– Branża kosmetyczna w Polsce – różnorodna, kreatywna, tak sprawnie mobilizująca się do wysiłku – przestała być rynkiem, o którym mówi się głównie w kategoriach potencjału. Ten potencjał już się materializuje. Od lat zajmujemy pozycję piątego rynku kosmetycznego w Unii Europejskiej. Od 2025 r. odpowiadamy za 7% unijnego rynku. Tempo naszego wzrostu wyraźnie przewyższyło średnią europejską. To znakomita pozycja, którą musimy umieć utrzymać w coraz bardziej wymagającym otoczeniu konkurencyjnym – mówi Justyna Żerańska, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Eksport kosmetyków przekroczył 6,5 mld euro

Wartość eksportu kosmetyków z Polski przekroczyła w 2025 roku rekordowe 6,5 mld euro, przy imporcie wynoszącym około 4,3 mld euro. Sprzedaż zagraniczna wzrosła o 16,7 proc. rok do roku, wyraźnie szybciej niż cały polski eksport.

Polska awansowała z dziewiątego na ósme miejsce wśród największych eksporterów kosmetyków na świecie. Jej udział w globalnym eksporcie tej kategorii zwiększył się do 4,3 proc.

image

60 proc. młodych woli kosmetyki z dyskontów. „Dupe culture” zmienia układ sił na rynku

Kosmetyki odpowiadają już za 1,8 proc. całego polskiego eksportu. Dla porównania średnia światowa wynosi 0,7 proc., co pokazuje znaczenie tej kategorii w strukturze polskiej sprzedaży zagranicznej.

Specjalizacja eksportowa obejmuje kilka segmentów. Jak wskazuje PZPK, Polska zajmuje czołowe pozycje w Unii Europejskiej m.in. w eksporcie produktów do higieny jamy ustnej, kosmetyków do golenia, dezodorantów oraz produktów do pielęgnacji skóry i włosów.

1389 producentów kosmetyków. Ponad 91 proc. to mikrofirmy

W 2025 roku w rejestrze REGON figurowało 1389 przedsiębiorstw prowadzących działalność w zakresie produkcji kosmetyków. To o 69 więcej niż rok wcześniej i o 57 proc. więcej niż w 2015 roku.

Za niemal cały ubiegłoroczny przyrost liczby firm odpowiadały mikroprzedsiębiorstwa. Podmioty zatrudniające do dziewięciu osób stanowiły 91,1 proc. wszystkich przedsiębiorstw w sektorze.

image
W ciągu dekady wartość rynku kosmetycznego w Polsce zwiększyła się o 85 proc.
PZPK/Wise Europe

Konkurencja, koszty i regulacje wyzwaniem dla branży

W komunikacie towarzyszącym raportowi PZPK wskazuje, że sektor korzysta z rosnącej siły nabywczej konsumentów, popularności produktów premium i większej świadomości pielęgnacyjnej. Jednocześnie mierzy się z nasilającą się konkurencją producentów spoza Europy, zmianami w łańcuchach dostaw, presją kosztową oraz kumulacją nowych regulacji.

– Utrzymanie przewag w takim momencie będzie wymagało jeszcze większych nakładów na inwestycje i znacznie bardziej przewidywalnego otoczenia regulacyjnego. Raport „Kosmetyczna Polska 2026” ma być jednym z narzędzi prowadzenia debaty pomiędzy przedsiębiorcami i administracją, która powinna docenić znaczenie sektora kosmetycznego dla polskiej gospodarki – dodaje Paweł Chrościcki, prezes Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego i SVP CB Continental Europe/Managing Director Coty Central Eastern Europe.

image

Konsument beauty chce wartości, a nie tylko niskiej ceny. Raport McKinsey

Trzecia edycja raportu „Kosmetyczna Polska”, przygotowana przez Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego wraz z Fundacją WiseEuropa, jest dostępna na stronie Kosmetyczni.pl w zakładce Baza wiedzy.

Źródło: informacja prasowa Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego z 8 września 2026 r.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
19. wrzesień 2026 02:27