StoryEditor
Eksport
30.03.2016 00:00

Cosmoprof Bolonia 2016 pod polskim patronatem

Otwarcie Cosmoprof Bolonia – najważniejszych targów kosmetycznych na świecie – odbyło się w tym roku w biało-czerwonych barwach. Polska była oficjalnym krajem partnerskim wydarzenia, a wspierana w ten sposób branża kosmetyczna wypadła w Bolonii znakomicie. Na targach zaprezentowało się ponad 100 polskich producentów.

– Jeszcze nigdy Polska nie była tak bardzo widoczna podczas targów Cosmoprof w Bolonii, jak w tym roku. Nie tylko na terenie samych targów, w pawilonie narodowym, ale w całym mieście. Wspaniale wyglądały billboardy reklamujące Polskę jako kraj partnerski targów. Polskie marki promowane były w strefie VIP, do której mają wstęp wybrani goście biznesowi. Uczestnicy targów otrzymywali też katalogi poświęcone wyłącznie polskim firmom kosmetycznym. Rozdawały je włoskie hostessy we wszystkich pawilonach. To najlepsza promocja w Bolonii polskiej branży kosmetycznej i Polski jako kraju od czterech lat – mówi Marcin Małysz, dyrektor operacyjny Espiro Group, który poleciał do Bolonii, by poszukiwać ciekawych marek dla polskich dystrybutorów wchodzących w skład grupy. Największa w tym zasługa Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego (PZPK) – organizacji zrzeszającej ponad 120 firm kosmetycznych, której udało się wynegocjować z nowym rządem środki na promocję. Polska została krajem partnerskim największych targów kosmetycznych na świecie Cosmoprof 2016, choć jeszcze w grudniu ubiegłego roku nie było pieniędzy na jakiekolwiek działania reklamowe.

Polska branża przykładem dla innych

Zadanie było karkołomne. W 2015 roku zakończył się trwający trzy lata Branżowy Program Promocji Eksportu (kosmetyki były jedną z 15 branż, które Ministerstwo Gospodarki wybrało do reprezentowania polskiej gospodarki za granicą w latach 2012-2015). Jego pierwsza edycja zakończyła się ogromnym sukcesem. 25 mln zł przyznane na promocję branży kosmetycznej (i dotacje dla producentów) przełożyło się na wzrost eksportu, 5 proc. rok do roku przez cały okres trwania projektu. Producenci przyznawali, że zgodnie z rządowymi założeniami z kosmetyków udało się stworzyć polską markę eksportową. W marcu 2015 roku większość firm na Cosmoprof wystawiła się wspólnie w polskim pawilonie narodowym, a branża kosmetyczna była podawana przez organizatorów programu jako wzór dla innych. – Dzięki spójności i skonsolidowaniu branży oraz niezwykle sprawnej i efektywnej działalności realizatora programu udało się uzyskać wymierny efekt skali w zakresie promocji polskich marek oraz renomy i potencjału polskiego przemysłu kosmetycznego – mówiła wówczas Agnieszka Buła-Kopańska, dyrektor Departamentu Instrumentów Wsparcia w Ministerstwie Gospodarki. Dzięki staraniom związku branża kosmetyczna została wpisana na listę Krajowych Inteligentnych Specjalizacji, a w konsekwencji ponownie zakwalifikowana jako jeden z 10 championów polskiej gospodarki w drugiej edycji Branżowego Programu Promocji Eksportu na lata 2016-2020. Było jednak wiadomo, że targi Cosmoprof Bolonia 2016 wpadają w lukę między pierwszą a drugą edycją programu, bo środki na kolejny etap nie będą jeszcze uruchomione. Producenci zadecydowali jednak, że na Cosmoprof 2016 wystawią się znów wspólnie w wyróżniającej nasz kraj zabudowie narodowej i sami pokryją tego koszty. Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego rozpoczął natomiast starania o przyznanie dodatkowych środków z tzw. kotwicy medialnej na promocję Polski w Bolonii. – Cosmoprof to najważniejsze biznesowe targi kosmetyczne na świecie, musieliśmy zachować ciągłość projektu, żeby nie zaprzepaścić tego, co udało nam się przez trzy lata osiągnąć, nie zburzyć doskonałego wizerunku polskich firm na świecie – mówi Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Pat decyzyjny

W sierpniu 2015 r. związek w imieniu swoich firm członkowskich wystąpił do Ministerstwa Gospodarki z wnioskiem, by idąc na fali sukcesu Polska była krajem partnerskim targów Cosmoprof Bolonia 2016 (Poland Cosmoprof Partner Country) oraz z prośbą o dofinansowanie tego projektu. Ministerstwo otrzymało również plan działań promocyjno-medialnych, które rekomendowali producenci bogatsi o trzyletnie doświadczenia uczestnictwa w imprezach targowych za granicą. W październiku, po wyborach parlamentarnych, zmienił się polski rząd, nastąpiło całkowite przetasowanie sceny politycznej. W ministerstwach nastąpił pat decyzyjny, nikt nie chciał wziąć odpowiedzialności za uruchomienie obiecanych środków dla branży kosmetycznej. Dopiero 16 grudnia Joannie Popławskiej, prezes Polskiego Związku Kosmetycznego, na spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim udało się zaapelować o jak najszybsze pojęcie stosownych decyzji. Środki zostały uruchomione, a związek rozpoczął współpracę z Ministerstwem Rozwoju i ambasadą w Rzymie, by zrealizować pomysł patronatu Polski nad Cosmoprof Bolonia 2016.

Żeby polski patronat doszedł do skutku

W imieniu polskich przedsiębiorców i za rządowe pieniądze, zgodnie z planem marketingowym przedstawionym przez związek, Wydział Promocji Handlu i Inwestycji w Rzymie, wykupił partnerski pakiet dla Polski i wszystkie wiążące się z tym działania promocyjne podczas targów (banery przed głównym wejściem na targi, baner nad polskim pawilonem, stoisko informacyjne, reklamy w katalogu targowym, inserty do toreb dla kupców i inne) oraz kampanie w mediach i powierzchnię reklamową na nośnikach zewnętrznych w 60 najważniejszych punktach Bolonii. Zgodnie z wymogami organizatorów Cosmoprof, trzeba było zakontraktować i opłacić te działania do końca 2015 roku. Natomiast dopiero w lutym 2016 roku (targi odbyły się w marcu) rozstrzygnięty został przetarg na operatora, który miał odpowiadać za stronę techniczną przedsięwzięcia i przygotować pełną kreację polskiej kampanii w Bolonii, zadbać o strony internetowe, mailingi, katalogi, torby reklamowe, zatrudnić hostessy, zorganizować stoisko informacyjne i obrandowany autobus dowożący klientów na targi. Przetarg na realizację projektu Partner Country Bolonia 2016 wygrała firma Polcharm, specjalizująca się w organizacji międzynarodowych imprez targowych. – Udało nam się zrealizować program, choć czasu mieliśmy bardzo mało. Gdyby nie fakt, że zajmujemy się organizacją polskich stoisk na tych targach już od 10. lat i mamy doświadczenie i kontakty, które okazały się tym razem nie do przecenienia, każdy inny wykonawca miałby nie lada problem, aby wykonać ten program w ciągu zaledwie 21 dni – mówi Anna Godek, właścicielka firmy Polcharm. – Niewątpliwie udało nam się zaproponować spójną wizualizację, która przypadła do gustu nie tylko Polakom. Włoscy organizatorzy orzekli, że sama koncepcja jak i nasza dziewczyna symbolizująca Polskę była zdecydowanie atrakcyjniejsza i lepiej zrealizowana niż ich grafiki – dodaje Anna Godek. Jak oceniają pracę firmy Polcharm zleceniodawcy? – Firma Polcharm bardzo dobrze wywiązała się ze swojego zadania. Polska branża miała znakomitą oprawę. Zastrzeżenia dotyczą jedynie relacji na linii wykonawca projektu a zleceniodawcy. Polcharm musi popracować nad tym, żeby łączyć producentów kosmetyków a nie dzielić na tych, którzy przez lata się z nim wystawiali i na tych, którzy tego nie robili. Nie może kierować się swoim partykularnym interesem, umieszczać na stoiskach wystawców reklamy gazety, którą wydaje, bo jest to prywatna działalność firmy Polcharm, niezwiązana z rządowym projektem. Polcharm odpowiadał za realizację działań zleconych przez branżę kosmetyczną w ramach Cosmoprof Partner Country i z tego zostanie rozliczony – dodaje Blanka Chmurzyńska-Brown.

Blaski i cienie

Anna Godek, właścicielka Polcharmu, zapewnia, że stanie do konkursu na operatora drugiej edycji rządowego Programu Promocji Eksportu. Prawdopodobnie do rywalizacji przystąpi także firma SPC House of Media, która prowadziła program w jego pierwszej edycji i ma duży wkład w przygotowanie założeń na lata 2016-2020. Tegoroczne Cosmoprof nie było jednak dla SPC szczęśliwe, a jeszcze mniej dla firm, które powierzyły firmie zabudowę swoich stoisk (producenci kupowali na wolnym rynku powierzchnię targową i zabudowę od dowolnego agenta). Zatrudniony przez SPC podwykonawca nie poradził sobie z zadaniem i część firm dzień przed targami nie miała swoich ekspozycji, inne odbiegały od wyobrażeń i standardu, jakiego oczekiwano po Polskim Pawilonie Narodowym. – To prawda, podwykonawca nie wywiązał się należycie z zadania, były opóźnienia, brakowało elementów wyposażenia, ale ostatecznie nie było firmy, która nie mogłaby się wystawić na targach. Nie uchylamy się od odpowiedzialności, jesteśmy w toku rozpatrywania reklamacji i wynikających z nich rozliczeń. Zrobiliśmy jednak wszystko, żeby uratować sytuację, na miejscu zatrudnialiśmy dodatkowe ekipy. Żadna z firm, które miały z nami podpisaną umowę na zabudowę stoiska z udziału w targach nie zrezygnowała – podkreśla Roland Sprung, prezes SPC House of Media. – Wspaniale zachowali się producenci, którzy ratowali swoich bądź co bądź konkurentów i uruchamiali własne kontakty, udostępniali członków swoich ekip budowlanych, żeby wszystkie stoiska powstały – podkreśla Blanka Chmurzyńska-Brown.

Co dalej?

Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego ma już gotowe założenia do promocji branży kosmetycznej na lata 2016-2020. Producenci wybrali priorytetowe rynki i wydarzenia, w których muszą wziąć udział. Do kategorii „must” zaliczyli Zjednoczone Emiraty Arabskie (targi Beauty World Middle East w Dubaju), Chiny (Cosmoprof Asia w Hong Kongu) i Włochy (Cosmoprof Bolonia). Z niektórych działań w Bolonii, takich jak np. wynajem i obrandowanie autobusu chcą zrezygnować, a środki przeznaczyć na wykupienie maksymalnej ilości reklam polskiego pawilonu. – Nie przynoszą oczekiwanego efektu spotkania polskich wystawców z zagranicznymi kupcami w formie popołudniowego koktajlu, środki również chcemy przesunąć na reklamę. Identyfikacja stoisk wszystkich polskich wystawców w pawilonie narodowym musi być jednakowa i spójna z rządowym projektem. Trzeba również podnieść jakość i poziom realizacji wszelkich projektów graficznych identyfikujących polską branżę – wylicza Blanka Chmurzyńska-Brown. Do kategorii drugiej – imprez, na których warto być, ale nie sprawdza się pawilon narodowy zaliczone zostały targi w Korei, Indonezji i Arabii Saudyjskiej. A na trzeciej, które związek sugeruje wykreślić z listy, bo nie przynoszą spodziewanych efektów, znalazły się targi w Japonii, USA i Rosji.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
10.09.2026 14:09
Chińskie perfumy ruszają na podbój świata. Eksport rośnie w tempie ponad 30 proc.
Zestaw Breeze & Bloom Perfume Duo SetFlower Knows

Kiedy podczas tegorocznych targów Esxence w Mediolanie odwiedzający zatrzymywali się przy chińskich stoiskach, nie witały ich tanie kopie europejskich bestsellerów. Zamiast tego uderzał ich zapach świeżo parzonej herbaty, wilgotnego bambusa i rześkiej pomarańczy. Chińskie marki perfumeryjne coraz aktywniej wychodzą poza rynek krajowy. Rodzimi producenci próbują przy tym budować przewagę nie tylko ceną, ale przede wszystkim oryginalnymi kompozycjami i własnym językiem kulturowym.

Jeszcze kilka lat temu chińskie marki perfumeryjne były na światowych rynkach przede wszystkim ciekawostką. Dziś coraz częściej próbują konkurować o uwagę konsumentów w segmentach, w których od lat dominują firmy z Europy i Stanów Zjednoczonych. Jednym z miejsc, w których widać tę zmianę, jest Esxence w Mediolanie – jedno z najważniejszych wydarzeń światowej branży perfumeryjnej. Chińskie stoiska przyciągały odwiedzających kompozycjami wykorzystującymi m.in. nuty herbaty, osmantusa i agarowca. Ponad 20 rodzimych chińskich marek perfumeryjnych zaprezentowało się również wspólnie podczas Paris-Shanghai Perfume Exhibition ledwie rok temu. Dla lokalnych producentów udział w międzynarodowych targach to jednak dopiero początek drogi. Znacznie trudniejszym zadaniem pozostaje zbudowanie rozpoznawalności i emocjonalnej więzi z konsumentami poza Chinami.

Nie tylko osmantus i herbata

Jednym z wyzwań związanych z międzynarodową ekspansją jest przełożenie chińskich skojarzeń kulturowych na język zrozumiały dla odbiorców z innych rynków. W Chinach jaśmin czy gardenia od dawna kojarzą się z elegancją i wyrafinowaniem, podobnie jak herbata, bambus, osmantus czy agarowiec mogą przywoływać określone elementy tradycyjnej estetyki. Nie oznacza to jednak, że zagraniczny konsument będzie automatycznie interpretował te składniki w taki sam sposób.

Kilka najpopularniejszych chińskich marek perfumeryjnych

  • Melt Season – marka z Szanghaju, która zdobyła międzynarodową uwagę; w 2025 r. została nawet wskazana przez Jing Daily jako najważniejsza marka chińskiego boomu indie fragrance.  
  • Boitown – jeden z największych lokalnych graczy pod względem popularności konsumenckiej; w rankingu iiMedia 2025 zajęła pierwsze miejsce wśród chińskich marek perfum.
  • RECLASSIFIED – marka określana jako chiński odpowiednik „light niche fragrance”, rozwijająca także doświadczenia związane z komponowaniem zapachów.
  • Black Paw – marka wykorzystująca orientalne i kulturowe odniesienia w nowoczesnym, niszowym wydaniu.
  • ImSole – przykład nowej generacji chińskich marek, które bardzo dobrze wykorzystują kanały cyfrowe; w 2025 r. sprzedaż marki na Douyin wyniosła ok. 203 mln juanów, a więc ok. 80 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • Documents – Awangardowa marka, w którą zainwestował fundusz L’Oréal. Słynie z surowego designu i bardzo odważnych, niszowych kompozycji (np. z nutami czosnku czy popiołu).
  • To Summer – Mistrzowie orientalnego minimalizmu i poetyckiego opowiadania o zapachach. Sprzedają estetykę, z którą łatwo rezonuje zachodni millenials.
  • Scent Library – Pionierzy przekładania chińskiej codzienności na zapachy (to oni spopularyzowali zapach kultowych chińskich cukierków White Rabbit czy lokalnych napojów).

Dlatego część chińskich producentów zmienia sposób opowiadania o swoich produktach. Zamiast wymagać od odbiorcy znajomości chińskiej kultury, marki próbują odwoływać się do uniwersalnych emocji i wspomnień. Przykładem jest zapach „Summer Juice”, którego inspiracją była popularna w Chinach pomarańczowa oranżada Arctic Ocean. Kompozycję oparto na nutach pomarańczy i czerwonej pomarańczy. Na TikToku zainteresowanie zapachem wykazywali także europejscy konsumenci, którzy niekoniecznie znali historię stojącą za produktem. Dla nich istotniejsze były świeżość cytrusowej kompozycji i skojarzenie z chłodnym, gazowanym napojem podczas upalnego lata.

To podejście wskazuje na szerszą zmianę w strategii chińskich marek. Ich celem nie musi być bezpośrednie tłumaczenie zagranicznym konsumentom chińskich symboli kulturowych. Zamiast tego próbują tworzyć doświadczenia zapachowe, które są zrozumiałe niezależnie od pochodzenia odbiorcy, a dopiero później pozwalają odkrywać stojącą za nimi historię. Równolegle rozwijany jest drugi kierunek – budowanie bardziej wyrazistej tożsamości opartej na charakterystycznych dla Chin składnikach i estetyce. Oba modele mają wspólny cel: stworzenie dialogu z globalnym konsumentem, a nie jedynie dostosowanie chińskiego produktu do zachodnich gustów.

Eksport perfum rośnie o ponad 30 proc.

Rosnące ambicje marek znajdują odzwierciedlenie w danych handlowych. Według danych General Administration of Customs of China w pierwszej połowie 2026 r. wartość eksportu perfum i wód toaletowych z Chin wyniosła 2,502 mld juanów, czyli około 349 mln dolarów, i była o 31,05 proc. wyższa niż rok wcześniej. W całym 2025 r. eksport tej kategorii sięgnął 4,577 mld juanów i zwiększył się o 26,22 proc. rok do roku.

Jeszcze wyraźniej skalę zmian pokazuje dłuższa perspektywa. W ciągu pięciu lat wartość chińskiego eksportu perfum wzrosła z około 140 mln dolarów w 2020 r. do 640 mln dolarów w 2025 r. Oznacza to skumulowaną roczną stopę wzrostu przekraczającą 34 proc. Perfumy są przy tym częścią znacznie większego strumienia eksportowego chińskiej branży beauty.

W pierwszej połowie 2026 r. Chiny wyeksportowały 932,3 tys. ton produktów z kategorii beauty, kosmetyków i środków myjących, o 33,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Wartość tego eksportu zwiększyła się o 28,4 proc., osiągając 4,577 mld dolarów. Jeżeli spojrzeć na Chiny nie tylko jako producenta, ale jako potencjalnego konkurenta dla zachodnich marek perfumeryjnych, ważniejsze od obecnego udziału jest jednak tempo wzrostu i zmiana modelu eksportowego.

Chińskie firmy nadal mają relatywnie niski udział w wartościowym światowym handlu – dodatkowo średnia wartość eksportowanych przez Chiny perfum wynosiła w 2025 r. zaledwie 6893 dolarów za tonę, wobec 43 207 dolarów średnio na świecie, co pokazuje różnicę w strukturze i pozycjonowaniu eksportu. Jednocześnie wzrost o ponad 25 proc. w ciągu roku sugeruje, że chińscy producenci stopniowo przesuwają się z roli dostawców dużych wolumenów w kierunku budowania własnej obecności na rynkach zagranicznych. To właśnie rozwój rodzimych marek premium i niszowych w kolejnych latach zwiększać wartość chińskiego eksportu szybciej niż jego wolumen. 

Dane pokazują więc, że zagraniczna ekspansja chińskich firm kosmetycznych nie ogranicza się do pojedynczych marek próbujących wejść do europejskich perfumerii. Obejmuje coraz większą część krajowego łańcucha wartości – od produkcji i składników po gotowe produkty konsumenckie.

Według Yan Jiangying, przewodniczącej China Association of Fragrance Flavor and Cosmetic Industries, za wzrostem zainteresowania chińskimi produktami stoją trzy czynniki: większa pewność kulturowa rodzimych przedsiębiorstw, rozwój przemysłowych i technologicznych możliwości produkcji oraz rosnące zainteresowanie orientalnymi nutami zapachowymi.

Chińskie marki szukają własnej niszy

Potencjał dalszej ekspansji jest związany m.in. z rosnącym popytem na produkty beauty w Azji Południowo-Wschodniej, Brazylii i na Bliskim Wschodzie. Chińscy producenci korzystają również z rozbudowanego krajowego zaplecza produkcyjnego i kompletnego łańcucha dostaw, co ułatwia rozwój marek i zwiększanie skali działalności.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że sama przewaga produkcyjna nie wystarczy do zbudowania globalnej marki. Zhang Yi, CEO i główny analityk iMedia Research, wskazuje, że chińskie przedsiębiorstwa nie powinny koncentrować się na zastępowaniu zagranicznych produktów tańszymi odpowiednikami. Ich przewagą mają być większa oryginalność, jakość oraz specjalizacja w niszowych segmentach.

To istotna zmiana z punktu widzenia światowego rynku perfumeryjnego. Chińskie firmy coraz częściej próbują przejść od roli producenta do roli właściciela marki, koncepcji i produktu. W tym modelu znaczenie mają nie tylko receptury, ale również storytelling, identyfikacja wizualna, media społecznościowe i umiejętność dopasowania komunikacji do lokalnych regulacji.

Kolejnym etapem ekspansji będzie zatem nie tyle zwiększanie liczby eksportowanych flakonów, ile budowanie marek, które będą rozpoznawalne poza Chinami. Dla globalnego rynku perfumeryjnego oznacza to pojawienie się kolejnego źródła konkurencji – firm dysponujących dużym zapleczem produkcyjnym, ale jednocześnie próbujących stworzyć własną, rozpoznawalną narrację zapachową. Herbata, osmantus i agarowiec mogą być jej najbardziej charakterystycznymi składnikami, ale równie skutecznym punktem wyjścia może okazać się uniwersalne wspomnienie zimnego, pomarańczowego napoju w upalny dzień.

Jedwabny czy piżmowy szlak?

Dla importera kluczowe powinno być jednak nie samo „chińskie pochodzenie”, lecz jakość marki, jej potencjał premium i gotowość do spełnienia europejskich wymogów. Chiński rynek nadal jest zdominowany przez międzynarodowych graczy, a wiele rodzimych marek pozostaje na wczesnym etapie skalowania – według analiz branżowych niewiele z nich przekraczało 100 mln juanów sprzedaży.  

Z drugiej strony właśnie ten etap rozwoju może być atrakcyjny dla polskich dystrybutorów: można pozyskać markę przed jej szerokim wejściem do Europy, ale trzeba dokładnie zweryfikować dokumentację produktu, zgodność z regulacjami UE, stabilność dostaw, zdolność produkcyjną oraz prawa do dystrybucji. Warto też pamiętać, że perfumy wymagają doświadczenia offline – konsument musi móc zapach przetestować – dlatego model selektywnej dystrybucji + e-commerce + ekspozycja w wybranych perfumeriach/drogeriach może być dla takich marek skuteczniejszy niż masowe wprowadzenie do całej sieci. Chińskie doświadczenia pokazują bowiem, że rozwój zapachu odbywa się równocześnie online i offline, a inwestorzy tacy jak L’Oréal czy Estée Lauder już dostrzegają potencjał lokalnych marek. 

I nie dziwota, bo aktualnie przez chiński rynek przelewa się trend na guochao, co można przetłumaczyć jako „chiński szyk” (China Chic) lub „narodowy trend”. To potężne zjawisko kulturowo-biznesowe polega na wplataniu tradycyjnych chińskich motywów, estetyki i mitologii do nowoczesnych produktów konsumenckich. Jest to również odpowiedź na dekady dominacji zachodnich marek. Kiedyś chiński konsument kupował produkty z Europy czy USA, by poczuć luksus i prestiż. Dzisiaj, zwłaszcza wśród pokolenia Z i milenialsów, największym powodem do dumy jest noszenie, używanie i promowanie tego, co rodzime – pod warunkiem, że jest świetnie zaprojektowane i nowoczesne.

Ikony trendu Guochao:

  • Florasis (Hua Xizi): Marka kosmetyczna, której palety cieni i szminki to dosłownie płaskorzeźby przedstawiające chińskie legendy, smoki czy feniksy. Zdetronizowali wiele zachodnich gigantów na lokalnym rynku, a dziś z sukcesem wchodzą do Europy i USA.
  • Li-Ning: Chińska marka sportowa, która z producenta tanich dresów przeobraziła się w ikonę globalnego streetwearu. Ich pokazy na New York Fashion Week, pełne nawiązań do taoizmu i chińskiej typografii, zdefiniowały na nowo azjatycką modę.
  • Chicecream (Zhong Xue Gao): Marka lodów premium z Szanghaju, która stworzyła lody w kształcie tradycyjnych chińskich dachówek, używając unikalnych lokalnych smaków (np. jaśminu czy czarnego sezamu) i sprzedając je w cenach wyższych niż zachodni giganci tacy jak Häagen-Dazs.

Guochao to nie cepelia. To kaligrafia przeniesiona na streetwear, starożytne receptury medycyny chińskiej użyte w zaawansowanych technologicznie kosmetykach czy motywy z Zakazanego Miasta na luksusowych flakonach perfum. Klienci kupują lokalne produkty z dumą, ale są bezlitośni, jeśli jakość kuleje. Marka nie przetrwa tylko dlatego, że jest chińska – musi oferować realną wartość (tzw. premiumization). Młodzi Chińczycy z pokolenia Z dorastali w kraju będącym gospodarczą i technologiczną potęgą. Nie pamiętają czasów, gdy chińskie oznaczało „tanie i gorsze”. Zamiast tego widzą marki, które jakością dorównują zachodnim, ale znacznie lepiej rozumieją ich lokalną tożsamość.

Może się więc okazać niebawem, że „chińszczyzna” przestanie być pejoratywnym określeniem na tani import z Shein czy Alibaby.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
08.09.2026 21:38
Polski rynek kosmetyczny urósł do 6,4 mld euro. Awans w rankingu eksporterów [RAPORT PZPK]
Nowa strategia marek beauty: retail + digitalShutterstock

Wartość polskiego rynku kosmetycznego wzrosła w 2025 roku o 9,3 proc., do 6,4 mld euro. Polska utrzymała pozycję piątego największego rynku w Unii Europejskiej, a w światowym rankingu eksporterów kosmetyków awansowała na ósme miejsce. Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego i Fundacja WiseEuropa przedstawili trzecią edycję raportu „Kosmetyczna Polska”.

Wartość krajowego rynku kosmetycznego zwiększyła się z 5,9 do 6,4 mld euro w 2025 r.. Jak wynika z danych przedstawionych przez PZPK, wzrost o 9,3 proc. był drugim najwyższym w Unii Europejskiej i niemal dwukrotnie przewyższał dynamikę całego unijnego rynku, która wyniosła 4,8 proc. Polska odpowiada już za 7 proc. wartości rynku kosmetycznego UE.

image

Koniec rytuałów? Jeden kosmetyk chce zastąpić trzy. Skinimalizm i hybrydyzacja zmieniają rynek beauty [RAPORT WK]

Obok wzrostu sprzedaży i eksportu autorzy raportu wskazują jednak na wyzwania związane z konkurencją spoza Europy, kosztami i nowymi regulacjami.

Polski rynek kosmetyków rośnie szybciej niż unijny

W ciągu dekady wartość rynku kosmetycznego w Polsce zwiększyła się o 85 proc., podczas gdy w całej Unii Europejskiej wzrosła o 46 proc. W latach 2015–2025 średnie roczne tempo wzrostu wynosiło w Polsce 6,4 proc., wobec 3,9 proc. w UE. Według komunikatu towarzyszącego premierze raportu wzrost w 2025 roku napędzały przede wszystkim większy wolumen sprzedaży i rosnące wydatki konsumentów.

– Branża kosmetyczna w Polsce – różnorodna, kreatywna, tak sprawnie mobilizująca się do wysiłku – przestała być rynkiem, o którym mówi się głównie w kategoriach potencjału. Ten potencjał już się materializuje. Od lat zajmujemy pozycję piątego rynku kosmetycznego w Unii Europejskiej. Od 2025 r. odpowiadamy za 7% unijnego rynku. Tempo naszego wzrostu wyraźnie przewyższyło średnią europejską. To znakomita pozycja, którą musimy umieć utrzymać w coraz bardziej wymagającym otoczeniu konkurencyjnym – mówi Justyna Żerańska, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Eksport kosmetyków przekroczył 6,5 mld euro

Wartość eksportu kosmetyków z Polski przekroczyła w 2025 roku rekordowe 6,5 mld euro, przy imporcie wynoszącym około 4,3 mld euro. Sprzedaż zagraniczna wzrosła o 16,7 proc. rok do roku, wyraźnie szybciej niż cały polski eksport.

Polska awansowała z dziewiątego na ósme miejsce wśród największych eksporterów kosmetyków na świecie. Jej udział w globalnym eksporcie tej kategorii zwiększył się do 4,3 proc.

image

60 proc. młodych woli kosmetyki z dyskontów. „Dupe culture” zmienia układ sił na rynku

Kosmetyki odpowiadają już za 1,8 proc. całego polskiego eksportu. Dla porównania średnia światowa wynosi 0,7 proc., co pokazuje znaczenie tej kategorii w strukturze polskiej sprzedaży zagranicznej.

Specjalizacja eksportowa obejmuje kilka segmentów. Jak wskazuje PZPK, Polska zajmuje czołowe pozycje w Unii Europejskiej m.in. w eksporcie produktów do higieny jamy ustnej, kosmetyków do golenia, dezodorantów oraz produktów do pielęgnacji skóry i włosów.

1389 producentów kosmetyków. Ponad 91 proc. to mikrofirmy

W 2025 roku w rejestrze REGON figurowało 1389 przedsiębiorstw prowadzących działalność w zakresie produkcji kosmetyków. To o 69 więcej niż rok wcześniej i o 57 proc. więcej niż w 2015 roku.

Za niemal cały ubiegłoroczny przyrost liczby firm odpowiadały mikroprzedsiębiorstwa. Podmioty zatrudniające do dziewięciu osób stanowiły 91,1 proc. wszystkich przedsiębiorstw w sektorze.

image
W ciągu dekady wartość rynku kosmetycznego w Polsce zwiększyła się o 85 proc.
PZPK/Wise Europe

Konkurencja, koszty i regulacje wyzwaniem dla branży

W komunikacie towarzyszącym raportowi PZPK wskazuje, że sektor korzysta z rosnącej siły nabywczej konsumentów, popularności produktów premium i większej świadomości pielęgnacyjnej. Jednocześnie mierzy się z nasilającą się konkurencją producentów spoza Europy, zmianami w łańcuchach dostaw, presją kosztową oraz kumulacją nowych regulacji.

– Utrzymanie przewag w takim momencie będzie wymagało jeszcze większych nakładów na inwestycje i znacznie bardziej przewidywalnego otoczenia regulacyjnego. Raport „Kosmetyczna Polska 2026” ma być jednym z narzędzi prowadzenia debaty pomiędzy przedsiębiorcami i administracją, która powinna docenić znaczenie sektora kosmetycznego dla polskiej gospodarki – dodaje Paweł Chrościcki, prezes Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego i SVP CB Continental Europe/Managing Director Coty Central Eastern Europe.

image

Konsument beauty chce wartości, a nie tylko niskiej ceny. Raport McKinsey

Trzecia edycja raportu „Kosmetyczna Polska”, przygotowana przez Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego wraz z Fundacją WiseEuropa, jest dostępna na stronie Kosmetyczni.pl w zakładce Baza wiedzy.

Źródło: informacja prasowa Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego z 8 września 2026 r.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
10. wrzesień 2026 20:09