StoryEditor
Eksport
30.08.2022 00:00

Jak eksportować kosmetyki do Brazylii? Potencjał rynku, zasobność konsumentów i bariery

Brazylia to największa gospodarka w Ameryce Łacińskiej, czwarty co do wielkości rynek kosmetyków na świecie, trzeci co do liczby nowych produktów wprowadzanych na rynek pod względem wydatków na kosmetyki. Jednak wejście do Brazylii z kosmetyczną marką nie jest łatwe. Utrudnia je skomplikowana struktura podatkowa i protekcjonizm, który chroni lokalny przemysł. Żeby zaistnieć w tym kraju trzeba mieć mocnego partnera i być znakomicie przygotowanym do rozmów z dystrybutorem lub importerem – podkreślają Paweł Szeptycki i Karolina Orlandi, eksperci z Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu.

Brazylijski rynek może kusić polskie firmy kosmetyczne, które szukają nowych rynków eksportowych. Brazylia jest największą gospodarka w Ameryce Łacińskiej z całkowitą wartością PKB na poziomie 1,6 biliona dolarów według analiz ekonomicznych z początku bieżącego roku. Jest to 5 największe państwo na świecie liczące 8,5 mln km kw. Liczba ludności przekracza 210 mln osób i co roku rośnie. Z tego punktu widzenia jest to rynek atrakcyjny, szybko rozwijający się  w wielu obszarach.

Podatki na kosmetyki w Brazylii

Jednak jak podkreśla Paweł Szeptycki, kierownik zagranicznego biura handlowego w Sao Paulo, rynek ten należy także do kategorii trudnych pod względem barier taryfowych, jak i pozataryfowych. Przynależność Brazylii do unii celnej państw Południowej Ameryki powoduje, że taryfy celne dla zewnętrznych graczy są wysokie i utrudnia zawieranie umów o wolnym handlu. Negocjacje z Unią Europejską o wolnym handlu trwają od ponad dwóch dekad. W 2019 r. został osiągnięty kompromis, ale jeszcze długa droga do podpisania i ratyfikacji umowy w najważniejszych obszarach.

– W Brazylii jest też skomplikowana struktura podatkowa, podatki pobierane są na każdym szczeblu administracji rządowej – federalne, stanowe oraz miejscowe. Mogą też wystąpić podatki międzystanowe i mogą się nakładać stawki podatkowe dla tego samego produktu, czy usługi, wywołując niekorzystny efekt kaskadowy, zwłaszcza dla eksporterów i importerów. Kolejnym utrudnieniem mogą być bariery pozatartyfowe, zwłaszcza w obszarach, które zależą od pozyskania pozwoleń i certyfikatów wydawanych przez narodową agencje sanitarną, w tym dotyczących kosmetyków – wyjaśnia Paweł Szeptycki.

Np. w przypadku perfum obowiązuje podatek importowy w wysokości 16 proc. i trzy inne podatki federalne, które wszyscy, również brazylijscy producenci, muszą płacić. Dochodzi też podatek stanowy – w zależności od stanu różne stawki. To wpływa na ceny produktów. Dla porównania – po imporcie flakonik perfum takiej samej pojemności importowany  z USA w Brazylii kosztuje 429 reali, a np. w Australii 162 reale.

Protekcjonizm chroni lokalnych producentów kosmetyków

W październiku w Brazylii odbędą się wybory prezydenckie i gubernatorskie, ale nie należy się spodziewać, że ich wynik przyniesie złagodzenie barier celnych czy  protekcjonistycznych. Wiąże się to ze strategią rozwoju narodowego, która panuje w brazylijskiej myśli ekonomicznej niezależnie od sił politycznych.

– Wielosektorowy protekcjonizm ma chronić rodzimy przemysł i przewagę konkurencyjną wewnątrz kraju. Tradycyjnie stosowane są wysokie bariery wejścia dla produktów z rożnych sektorów – wyjaśnia Paweł Szeptycki.

Zarazem Brazylia w trudnych, kryzysowych czasach wyróżnia się spokojem w stosunkach międzynarodowych, ale również jest w stanie wypełnić pewne luki i zapotrzebowania na poziomie światowym (kryzys żywnościowy), choć kontrowersyjne może być to, że współpracuje z Rosją.  

Rynek kosmetyczny w Brazylii

Rynek brazylijski może być interesujący dla polskich eksporterów, ponieważ pomimo różnych światowych kryzysów (pandemia, wojna) nadal się rozwija i ma ogromny potencjał.

Brazylia jest 4 na świecie rynkiem jeśli chodzi o sektor beauty zaraz po Stanach Zjednoczonych, Chinach i Japonii. To trzeci kraj co do liczby nowych produktów wprowadzanych na rynek oraz trzeci, gdzie najwięcej wydaje się na kosmetyki.

1,4 mld dolarów wyniósł bilans handlowy sektora kosmetycznego w 2021 r. i jest to wzrost o około 16,2 proc.

Od stycznia do grudnia 2021 r. import sektora kosmetycznego wyniósł 688,4 mln dolarów – wzrost o 17,5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego.

Francja i Chiny przodują na liście 75 krajów, które sprzedają kosmetyki do Brazylii.

Obecność polskich firm w Brazylii jest znikoma. Natomiast jedną z bardziej popularnych marek perfum w Brazylii jest polska marka La Rive.

Na jakie kosmetyki jest popyt w Brazylii?

Brazylijski rynek jest drugim po Stanach Zjednoczonych rynkiem perfum. To dynamiczna i innowacyjna kategoria. – Brazylijczycy bardzo przejmują się swoim wyglądem i perfumy są jednym z ważnych elementów wizerunku. Jednak ponad 90 proc. perfum kupowanych na rynku brazylijskim pochodzi od lokalnych producentów. Importerzy napotykają na  trudności – mówi Karolina Orlandi, ekspert zagranicznego biura handlowego PAIH w Sao Paulo.

Podkreśla, że brazylijscy konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na ochronę środowiska oraz sprawiedliwy handel. Coraz większą popularnością cieszą się kosmetyki naturalne i wegańskie, które rosną rocznie o 4 proc.  

– Tendencję wzrostową od pandemii wykazuje kategoria pielęgnacji skóry. Najczęściej importowanymi produktami do Brazylii są produkty o wysokiej wartości dodanej, takie jak kremy, produkty do opalania i zapachy, a także środki do higieny jamy ustnej – wymienia Karolina Orlandi.

Udziały firm kosmetycznych w Brazylii

Na liście największych producentów kosmetyków w Brazylii, według danych Eromonitora za 2019 r., znajdują się:

Natura&Co 11,9 proc.

Grupa O Boticario 11,8 proc.

Unilever 11,5 proc.

Colgate-Palmolive 6,1 proc.

L’Oreal 6,1 proc.

Procter & Gamble 5,9 proc.

Coty 4,6 proc.

Avon 4,1 proc.

Johnson & Johnson 3,7 proc.

Beiersdorf 3,2 proc.

Dwie pierwsze firmy to producenci brazylijscy. Natura&Co na początku 2020 r. kupiła firmę Avon i stała się czwartą  co do wielkości firmą kosmetyczną świata zaraz po L’Oreal, P&G i Unileverze. O Boticário to druga co do wielkości brazylijska firma kosmetyczna i największa franczyza kosmetyczna na świecie. Ma 4070 sklepów w Brazylii, Portugalii, Meksyku, Gujanie Boliwii, Peru, Stanach Zjednoczonych, Paragwaju, Japonii, Francji, Angoli, Kolumbii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.  

Potencjał konsumencki i podział na klasy społeczne w Brazylii

Brazylia jest krajem bardzo rozwarstwionym społecznie Ponad 50 proc. społeczeństwa Brazylii należy do klasy społecznej D i E – najbiedniejszych, którzy zarabiają 2,8 tys. reali miesięcznie na  gospodarstwo domowe. Klasy A i B, czyli najbogatsze, których reprezentacji zarabia więcej niż 6,8 tys. reali na gospodarstwo domowe to ok. 16 proc. społeczeństwa.

– Nastąpił wzrost popytu na kosmetyki w klasach społecznych D i E, czyli najbiedniejszych, co daje możliwości rozwoju markom ekonomicznym. Klasy te są jednak najbardziej wrażliwe jeśli chodzi o wahania koniunktury i najbardziej cierpią w kryzysie. Obecnie w Brazylii mamy wysokie stopy procentowe oraz wysoką inflację i te klasy D i E najbardziej to odczuwają – zaznacza Karolina Orlandi.

Kanały dystrybucji kosmetyków w Brazylii

W  Brazylii  działa ponad 19 tys. sklepów z artkułami  kosmetycznymi i ponad milion salonów fryzjerskich. Główne kanały dystrybucji kosmetyków to handel detaliczny, sklepy specjalistyczne, drogerie, sprzedaż bezpośrednia oraz internetowa. Supermarkety są jednym z popularniejszych miejsc zakupów, ale w nich konsumenci kupują produkty z niższej półki cenowej. Drugim popularnym kanałem są apteki. Apteki też drugi popularny kanał. – Podczas pandemii, w 2020 r., bardzo wzrosła sprzedaż internetowa i osiągnęła 34 proc. całkowitej sprzedaży. E-commerce bardzo intensywnie się rozwija i szczególnie duże brazylijskie marki inwestują w ten typ dystrybucji umożliwiając na swoich stronach „przymierzenie” i „przetestowanie” danego produktu online – mówi Karolina Orlandi.

Warunki eksportu kosmetyków do Brazylii

Jak podkreśla Karolina Orlandi, już do pierwszej rozmowy z brazylijskim dystrybutorem lub importerem należy się bardzo dobrze przygotować. – Należy podać wszystkie informacje dotyczące produktów – kody celne, składniki oraz warunki transportu. Przez skomplikowany system podatkowy panujący w Brazylii tylko wtedy, jeżeli importer dysponuje wszystkimi informacjami dotyczącymi produktów jest w stanie podjąć szybką decyzję, czy jest nimi zainteresowany czy nie – zaznacza.

Wszystkie produkty, które są importowane do Brazylii muszą zostać zarejestrowane w Anviza. Jeżeli produkt zawiera jakąś substancję, która jest zawarta w protokole z Montrealu, musi zostać zarejestrowany w Ibama – to organizacja związana z ochroną środowiska. Anviza publikuje listę substancji zabronionych, która obowiązuje w Brazylii, dlatego tak ważna jest analiza wszystkich składników przed podjęciem decyzji o imporcie. 

Wszystkie substancje zawarte w kosmetykach muszą zostać przetłumaczone na język portugalski, zgodnie z międzynarodowym nazewnictwem składników kosmetycznych. Mogą być wydrukowane na oryginalnym opakowaniu, lub na naklejce komplementarnej.

Dla firm, które chcą importować kosmetyki do Brazylii bardzo przydatna będzie strona brazylijskiego stowarzyszenia dystrybutorów perfum i kosmetyków adipec.com.br  Można tu znaleźć informacje prawne, dotyczące, logistyki i sprzedaży. Znajdują się tu również kontakty do dystrybutorów i importerów zrzeszonych w stowarzyszeniu. Stowarzyszenie nadaje też oznakowanie, które dla konsumentów jest sygnałem jakości oraz oryginalności kosmetyków, które są do Brazylii eksportowane.

Polskie stoisko narodowe na Beauty Fair – największych targach kosmetycznych w Ameryce Łacińskiej

Beaty Fair – to największe targi w Ameryce Łacińskiej. Powierzchnia targów to 82 km kw. Ich najbliższa edycja odbędzie się 2-6 września w Brazylii. Polska Agencja Handlu i Dystrybucji zorganizowała misję handlową oraz stoisko narodowe na targach. – Te targi od blisko 20 lat kształtują przyszłe tendencje dla całego sektora, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej. Będą to pierwsze stacjonarne targi od 2019 r., po przerwie spowodowanej pandemią. Weźmie w nich udział ponad 2 tys. marek z całego świata. Przygotowano ok. 500 stoisk, również polskie stoisko narodowe. Liczymy na obecność ponad 200 tys. osób zwiedzających – podsumowuje Paweł Szeptycki.

Artykuł powstał na podstawie webinaru zorganizowanego przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu oraz prezentacje Pawła Szeptyckiego, kierownika zagranicznego biura handlowego PAIH w Sao Paulo oraz Karolinę Orlandi, ekspertkę zagranicznego biura handlowego PAIH w Sao Paulo. PAIH wspiera polskie firmy kosmetyczne w eksporcie. Identyfikuje ryzyka, oferuje kompleksową informację w w sferze administracyjnej i prawno-handlowej, łączy producentów z dystrybutorami i importerami.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
23.09.2026 12:26
Indie wprowadzają nowe oznaczenia kosmetyków: eksporterze, przeczytaj
Wiadomości Kosmetyczne

Indie wprowadzają obowiązek oznaczania kosmetyków i produktów higieny osobistej symbolem wskazującym, czy zawierają składniki pochodzenia zwierzęcego. Nowe przepisy obejmują m.in. mydła, szampony i pasty do zębów. Dla producentów i importerów oznaczają konieczność weryfikacji receptur oraz pochodzenia surowców wykorzystywanych w produktach.

Jak donoszą New Delhi Television i Firstpost, Indyjskie Ministerstwo Spraw Konsumenckich wprowadziło nowe wymagania dotyczące oznakowania opakowań kosmetyków i produktów higieny osobistej. Zmiana została dokonana poprzez nowelizację Legal Metrology (Packaged Commodities) Rules, 2011, czyli przepisów regulujących m.in. informacje umieszczane na opakowaniach produktów wprowadzanych do obrotu. Nowe zasady weszły w życie w poniedziałek. Ich istotnym elementem jest obowiązek wskazania, czy produkt ma pochodzenie wegetariańskie, czy zawiera składniki pochodzenia zwierzęcego.

Zgodnie z nowymi wymogami produkty sklasyfikowane jako wegetariańskie mają być oznaczane zieloną kropką, natomiast produkty zawierające składniki pochodzenia zwierzęcego – czerwoną lub brązową kropką. Symbol ma być umieszczony w górnej części głównego panelu ekspozycyjnego opakowania, czyli w miejscu, które konsument widzi podczas wyboru produktu na półce. System nawiązuje do oznaczeń funkcjonujących już od lat na indyjskim rynku żywności, gdzie kolorowe symbole informują o rodzaju wykorzystanych składników.

Pochodzenie surowców pod kontrolą

Nowe przepisy mają zwiększyć przejrzystość informacji o pochodzeniu składników stosowanych w produktach do pielęgnacji i higieny. Jest to istotne nie tylko dla konsumentów kierujących się dietą, lecz także dla osób, których wybory zakupowe wynikają z przekonań etycznych lub praktyk religijnych. W przypadku kosmetyków kwestia ta jest bardziej złożona niż w przypadku produktów spożywczych, ponieważ składniki pochodzenia zwierzęcego mogą być wykorzystywane w wielu różnych funkcjach technologicznych.

Wśród potencjalnie problematycznych surowców znajdują się m.in. gliceryna, łój, kolagen, keratyna i skwalan. Samo wskazanie nazwy składnika nie zawsze pozwala jednak ustalić jego pochodzenie. Część z tych substancji może być bowiem pozyskiwana zarówno ze źródeł zwierzęcych, jak i roślinnych lub wytwarzana syntetycznie. W praktyce oznacza to, że dla prawidłowego zaklasyfikowania produktu konieczna będzie analiza nie tylko receptury, lecz także źródła poszczególnych surowców.

image

Indie kuszą branżę beauty. Polskie marki mają tam większy potencjał, niż mogłoby się wydawać

Dotyczy to również komponentów wykorzystywanych w stosunkowo niewielkich ilościach. Firmy będą musiały zweryfikować pochodzenie olejów, dodatków, substancji pomocniczych oraz innych komponentów receptur. Z perspektywy producenta oznacza to konieczność zebrania i uporządkowania informacji pochodzących z całego łańcucha dostaw, a nie wyłącznie danych dotyczących głównych składników aktywnych.

Kosmetyczny łańcuch dostaw

Nowe wymagania mogą mieć konsekwencje zarówno dla dużych koncernów FMCG i firm kosmetycznych, jak i dla mniejszych producentów oraz marek DTC. W przypadku przedsiębiorstw korzystających z wielu dostawców szczególnego znaczenia nabierze możliwość udokumentowania pochodzenia surowców wykorzystanych w konkretnych recepturach. Dotyczy to także produktów importowanych, w przypadku których producent lub importer będzie musiał zapewnić zgodność oznakowania z indyjskimi regulacjami.

Zmiana może więc przełożyć się nie tylko na sam wygląd opakowań, ale również na procesy związane z zarządzaniem recepturami, dokumentacją produktową i dostawcami. Firmy będą musiały ustalić, które produkty wymagają zielonego oznaczenia, a które symbolu wskazującego na obecność składników pochodzenia zwierzęcego. W przypadku produktów o identycznej formule sprzedawanych na różnych rynkach konieczne może być także przygotowanie odmiennych wersji opakowań.

Dla branży kosmetycznej istotne jest również to, że indyjski regulator nie ograniczył nowych zasad do jednej kategorii produktów. Obowiązek obejmuje produkty określane jako kosmetyki i artykuły toaletowe, w tym mydła, szampony i pasty do zębów, a więc kategorie należące do podstawowego segmentu FMCG. Skala potencjalnych zmian zależeć będzie od liczby produktów objętych regulacją oraz od tego, w ilu recepturach wykorzystywane są surowce pochodzenia zwierzęcego.

image

Indyjski tygrys beauty e-commerce wrzuca wyższy bieg: Nykaa z najszybszym wzrostem od 3 lat

Nieprzestrzeganie wymogów dotyczących oznakowania opakowań może skutkować działaniami organów egzekwujących przepisy Legal Metrology, w tym sankcjami przewidzianymi w indyjskich regulacjach. Dla producentów oznacza to, że weryfikacja pochodzenia składników staje się elementem nie tylko polityki informacyjnej wobec konsumentów, ale również zgodności regulacyjnej.

Indyjska zmiana wpisuje się jednocześnie w szerszy trend zwiększania transparentności dotyczącej składu i pochodzenia produktów kosmetycznych. W praktyce oznacza ona przesunięcie części odpowiedzialności za identyfikację źródeł surowców na producentów i importerów. Dla rynku beauty może to oznaczać większe znaczenie danych dotyczących łańcucha dostaw, certyfikacji surowców i możliwości prześledzenia ich pochodzenia – także w przypadku składników, które z perspektywy konsumenta pozostają niewielkim elementem gotowego produktu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
10.09.2026 14:09
Chińskie perfumy ruszają na podbój świata. Eksport rośnie w tempie ponad 30 proc.
Zestaw Breeze & Bloom Perfume Duo SetFlower Knows

Kiedy podczas tegorocznych targów Esxence w Mediolanie odwiedzający zatrzymywali się przy chińskich stoiskach, nie witały ich tanie kopie europejskich bestsellerów. Zamiast tego uderzał ich zapach świeżo parzonej herbaty, wilgotnego bambusa i rześkiej pomarańczy. Chińskie marki perfumeryjne coraz aktywniej wychodzą poza rynek krajowy. Rodzimi producenci próbują przy tym budować przewagę nie tylko ceną, ale przede wszystkim oryginalnymi kompozycjami i własnym językiem kulturowym.

Jeszcze kilka lat temu chińskie marki perfumeryjne były na światowych rynkach przede wszystkim ciekawostką. Dziś coraz częściej próbują konkurować o uwagę konsumentów w segmentach, w których od lat dominują firmy z Europy i Stanów Zjednoczonych. Jednym z miejsc, w których widać tę zmianę, jest Esxence w Mediolanie – jedno z najważniejszych wydarzeń światowej branży perfumeryjnej. Chińskie stoiska przyciągały odwiedzających kompozycjami wykorzystującymi m.in. nuty herbaty, osmantusa i agarowca. Ponad 20 rodzimych chińskich marek perfumeryjnych zaprezentowało się również wspólnie podczas Paris-Shanghai Perfume Exhibition ledwie rok temu. Dla lokalnych producentów udział w międzynarodowych targach to jednak dopiero początek drogi. Znacznie trudniejszym zadaniem pozostaje zbudowanie rozpoznawalności i emocjonalnej więzi z konsumentami poza Chinami.

Nie tylko osmantus i herbata

Jednym z wyzwań związanych z międzynarodową ekspansją jest przełożenie chińskich skojarzeń kulturowych na język zrozumiały dla odbiorców z innych rynków. W Chinach jaśmin czy gardenia od dawna kojarzą się z elegancją i wyrafinowaniem, podobnie jak herbata, bambus, osmantus czy agarowiec mogą przywoływać określone elementy tradycyjnej estetyki. Nie oznacza to jednak, że zagraniczny konsument będzie automatycznie interpretował te składniki w taki sam sposób.

Kilka najpopularniejszych chińskich marek perfumeryjnych

  • Melt Season – marka z Szanghaju, która zdobyła międzynarodową uwagę; w 2025 r. została nawet wskazana przez Jing Daily jako najważniejsza marka chińskiego boomu indie fragrance.  
  • Boitown – jeden z największych lokalnych graczy pod względem popularności konsumenckiej; w rankingu iiMedia 2025 zajęła pierwsze miejsce wśród chińskich marek perfum.
  • RECLASSIFIED – marka określana jako chiński odpowiednik „light niche fragrance”, rozwijająca także doświadczenia związane z komponowaniem zapachów.
  • Black Paw – marka wykorzystująca orientalne i kulturowe odniesienia w nowoczesnym, niszowym wydaniu.
  • ImSole – przykład nowej generacji chińskich marek, które bardzo dobrze wykorzystują kanały cyfrowe; w 2025 r. sprzedaż marki na Douyin wyniosła ok. 203 mln juanów, a więc ok. 80 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • Documents – Awangardowa marka, w którą zainwestował fundusz L’Oréal. Słynie z surowego designu i bardzo odważnych, niszowych kompozycji (np. z nutami czosnku czy popiołu).
  • To Summer – Mistrzowie orientalnego minimalizmu i poetyckiego opowiadania o zapachach. Sprzedają estetykę, z którą łatwo rezonuje zachodni millenials.
  • Scent Library – Pionierzy przekładania chińskiej codzienności na zapachy (to oni spopularyzowali zapach kultowych chińskich cukierków White Rabbit czy lokalnych napojów).

Dlatego część chińskich producentów zmienia sposób opowiadania o swoich produktach. Zamiast wymagać od odbiorcy znajomości chińskiej kultury, marki próbują odwoływać się do uniwersalnych emocji i wspomnień. Przykładem jest zapach „Summer Juice”, którego inspiracją była popularna w Chinach pomarańczowa oranżada Arctic Ocean. Kompozycję oparto na nutach pomarańczy i czerwonej pomarańczy. Na TikToku zainteresowanie zapachem wykazywali także europejscy konsumenci, którzy niekoniecznie znali historię stojącą za produktem. Dla nich istotniejsze były świeżość cytrusowej kompozycji i skojarzenie z chłodnym, gazowanym napojem podczas upalnego lata.

To podejście wskazuje na szerszą zmianę w strategii chińskich marek. Ich celem nie musi być bezpośrednie tłumaczenie zagranicznym konsumentom chińskich symboli kulturowych. Zamiast tego próbują tworzyć doświadczenia zapachowe, które są zrozumiałe niezależnie od pochodzenia odbiorcy, a dopiero później pozwalają odkrywać stojącą za nimi historię. Równolegle rozwijany jest drugi kierunek – budowanie bardziej wyrazistej tożsamości opartej na charakterystycznych dla Chin składnikach i estetyce. Oba modele mają wspólny cel: stworzenie dialogu z globalnym konsumentem, a nie jedynie dostosowanie chińskiego produktu do zachodnich gustów.

Eksport perfum rośnie o ponad 30 proc.

Rosnące ambicje marek znajdują odzwierciedlenie w danych handlowych. Według danych General Administration of Customs of China w pierwszej połowie 2026 r. wartość eksportu perfum i wód toaletowych z Chin wyniosła 2,502 mld juanów, czyli około 349 mln dolarów, i była o 31,05 proc. wyższa niż rok wcześniej. W całym 2025 r. eksport tej kategorii sięgnął 4,577 mld juanów i zwiększył się o 26,22 proc. rok do roku.

Jeszcze wyraźniej skalę zmian pokazuje dłuższa perspektywa. W ciągu pięciu lat wartość chińskiego eksportu perfum wzrosła z około 140 mln dolarów w 2020 r. do 640 mln dolarów w 2025 r. Oznacza to skumulowaną roczną stopę wzrostu przekraczającą 34 proc. Perfumy są przy tym częścią znacznie większego strumienia eksportowego chińskiej branży beauty.

W pierwszej połowie 2026 r. Chiny wyeksportowały 932,3 tys. ton produktów z kategorii beauty, kosmetyków i środków myjących, o 33,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Wartość tego eksportu zwiększyła się o 28,4 proc., osiągając 4,577 mld dolarów. Jeżeli spojrzeć na Chiny nie tylko jako producenta, ale jako potencjalnego konkurenta dla zachodnich marek perfumeryjnych, ważniejsze od obecnego udziału jest jednak tempo wzrostu i zmiana modelu eksportowego.

Chińskie firmy nadal mają relatywnie niski udział w wartościowym światowym handlu – dodatkowo średnia wartość eksportowanych przez Chiny perfum wynosiła w 2025 r. zaledwie 6893 dolarów za tonę, wobec 43 207 dolarów średnio na świecie, co pokazuje różnicę w strukturze i pozycjonowaniu eksportu. Jednocześnie wzrost o ponad 25 proc. w ciągu roku sugeruje, że chińscy producenci stopniowo przesuwają się z roli dostawców dużych wolumenów w kierunku budowania własnej obecności na rynkach zagranicznych. To właśnie rozwój rodzimych marek premium i niszowych w kolejnych latach zwiększać wartość chińskiego eksportu szybciej niż jego wolumen. 

Dane pokazują więc, że zagraniczna ekspansja chińskich firm kosmetycznych nie ogranicza się do pojedynczych marek próbujących wejść do europejskich perfumerii. Obejmuje coraz większą część krajowego łańcucha wartości – od produkcji i składników po gotowe produkty konsumenckie.

Według Yan Jiangying, przewodniczącej China Association of Fragrance Flavor and Cosmetic Industries, za wzrostem zainteresowania chińskimi produktami stoją trzy czynniki: większa pewność kulturowa rodzimych przedsiębiorstw, rozwój przemysłowych i technologicznych możliwości produkcji oraz rosnące zainteresowanie orientalnymi nutami zapachowymi.

Chińskie marki szukają własnej niszy

Potencjał dalszej ekspansji jest związany m.in. z rosnącym popytem na produkty beauty w Azji Południowo-Wschodniej, Brazylii i na Bliskim Wschodzie. Chińscy producenci korzystają również z rozbudowanego krajowego zaplecza produkcyjnego i kompletnego łańcucha dostaw, co ułatwia rozwój marek i zwiększanie skali działalności.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że sama przewaga produkcyjna nie wystarczy do zbudowania globalnej marki. Zhang Yi, CEO i główny analityk iMedia Research, wskazuje, że chińskie przedsiębiorstwa nie powinny koncentrować się na zastępowaniu zagranicznych produktów tańszymi odpowiednikami. Ich przewagą mają być większa oryginalność, jakość oraz specjalizacja w niszowych segmentach.

To istotna zmiana z punktu widzenia światowego rynku perfumeryjnego. Chińskie firmy coraz częściej próbują przejść od roli producenta do roli właściciela marki, koncepcji i produktu. W tym modelu znaczenie mają nie tylko receptury, ale również storytelling, identyfikacja wizualna, media społecznościowe i umiejętność dopasowania komunikacji do lokalnych regulacji.

Kolejnym etapem ekspansji będzie zatem nie tyle zwiększanie liczby eksportowanych flakonów, ile budowanie marek, które będą rozpoznawalne poza Chinami. Dla globalnego rynku perfumeryjnego oznacza to pojawienie się kolejnego źródła konkurencji – firm dysponujących dużym zapleczem produkcyjnym, ale jednocześnie próbujących stworzyć własną, rozpoznawalną narrację zapachową. Herbata, osmantus i agarowiec mogą być jej najbardziej charakterystycznymi składnikami, ale równie skutecznym punktem wyjścia może okazać się uniwersalne wspomnienie zimnego, pomarańczowego napoju w upalny dzień.

Jedwabny czy piżmowy szlak?

Dla importera kluczowe powinno być jednak nie samo „chińskie pochodzenie”, lecz jakość marki, jej potencjał premium i gotowość do spełnienia europejskich wymogów. Chiński rynek nadal jest zdominowany przez międzynarodowych graczy, a wiele rodzimych marek pozostaje na wczesnym etapie skalowania – według analiz branżowych niewiele z nich przekraczało 100 mln juanów sprzedaży.  

Z drugiej strony właśnie ten etap rozwoju może być atrakcyjny dla polskich dystrybutorów: można pozyskać markę przed jej szerokim wejściem do Europy, ale trzeba dokładnie zweryfikować dokumentację produktu, zgodność z regulacjami UE, stabilność dostaw, zdolność produkcyjną oraz prawa do dystrybucji. Warto też pamiętać, że perfumy wymagają doświadczenia offline – konsument musi móc zapach przetestować – dlatego model selektywnej dystrybucji + e-commerce + ekspozycja w wybranych perfumeriach/drogeriach może być dla takich marek skuteczniejszy niż masowe wprowadzenie do całej sieci. Chińskie doświadczenia pokazują bowiem, że rozwój zapachu odbywa się równocześnie online i offline, a inwestorzy tacy jak L’Oréal czy Estée Lauder już dostrzegają potencjał lokalnych marek. 

I nie dziwota, bo aktualnie przez chiński rynek przelewa się trend na guochao, co można przetłumaczyć jako „chiński szyk” (China Chic) lub „narodowy trend”. To potężne zjawisko kulturowo-biznesowe polega na wplataniu tradycyjnych chińskich motywów, estetyki i mitologii do nowoczesnych produktów konsumenckich. Jest to również odpowiedź na dekady dominacji zachodnich marek. Kiedyś chiński konsument kupował produkty z Europy czy USA, by poczuć luksus i prestiż. Dzisiaj, zwłaszcza wśród pokolenia Z i milenialsów, największym powodem do dumy jest noszenie, używanie i promowanie tego, co rodzime – pod warunkiem, że jest świetnie zaprojektowane i nowoczesne.

Ikony trendu Guochao:

  • Florasis (Hua Xizi): Marka kosmetyczna, której palety cieni i szminki to dosłownie płaskorzeźby przedstawiające chińskie legendy, smoki czy feniksy. Zdetronizowali wiele zachodnich gigantów na lokalnym rynku, a dziś z sukcesem wchodzą do Europy i USA.
  • Li-Ning: Chińska marka sportowa, która z producenta tanich dresów przeobraziła się w ikonę globalnego streetwearu. Ich pokazy na New York Fashion Week, pełne nawiązań do taoizmu i chińskiej typografii, zdefiniowały na nowo azjatycką modę.
  • Chicecream (Zhong Xue Gao): Marka lodów premium z Szanghaju, która stworzyła lody w kształcie tradycyjnych chińskich dachówek, używając unikalnych lokalnych smaków (np. jaśminu czy czarnego sezamu) i sprzedając je w cenach wyższych niż zachodni giganci tacy jak Häagen-Dazs.

Guochao to nie cepelia. To kaligrafia przeniesiona na streetwear, starożytne receptury medycyny chińskiej użyte w zaawansowanych technologicznie kosmetykach czy motywy z Zakazanego Miasta na luksusowych flakonach perfum. Klienci kupują lokalne produkty z dumą, ale są bezlitośni, jeśli jakość kuleje. Marka nie przetrwa tylko dlatego, że jest chińska – musi oferować realną wartość (tzw. premiumization). Młodzi Chińczycy z pokolenia Z dorastali w kraju będącym gospodarczą i technologiczną potęgą. Nie pamiętają czasów, gdy chińskie oznaczało „tanie i gorsze”. Zamiast tego widzą marki, które jakością dorównują zachodnim, ale znacznie lepiej rozumieją ich lokalną tożsamość.

Może się więc okazać niebawem, że „chińszczyzna” przestanie być pejoratywnym określeniem na tani import z Shein czy Alibaby.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
06. październik 2026 08:12