StoryEditor
Prawo
03.09.2021 00:00

Dalsze uszczelnianie zakazu handlu w niedziele przyniesie zwolnienia i wyższe ceny [OPINIA EKSPERTA]

Nie milkną komentarze po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu handlu w niedziele i święta. Według części ekspertów, nie zamyka on tematu. Należy spodziewać się dalszej walki o zniesienie lub ograniczenie obowiązujących przepisów. Obecna polityka może też doprowadzić do wychodzenia kapitału zagranicznego z naszego rynku oraz fai zwolnień, przed czym ostrzega dr Andrzej Maria Faliński.

– Wyrok TK w sprawie zakazu handlu w niedziele i święta to potwierdzenie polityki nieprzyjaznej sieciom i centrom handlowym. Zwolennicy tego rozwiązania dużo mówią o panoszeniu się obcych, pomocy swoim czy patriotyzmie. Natomiast nie ma ekonomicznych przesłanek, żeby utrzymywać zakaz handlu. Małych sklepów, szczególnie tych niezintegrowanych, jest około 5 proc. I żeby im ulżyć, blokuje się 90% rynku z punktu widzenia obrotu pieniężnego czy towarowego – komentuje dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, były wieloletni dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD).

Ustawa zmieniająca zasady handlu w niedziele miała wesprzeć małe sklepy. Nie brakuje opinii, że tak się stało. Było to widoczne zwłaszcza po wprowadzeniu nowych regulacji. Ale pojawiły się próby obchodzenia ograniczeń. Potwierdzeniem tego jest uruchamianie na masową już skalę tzw. placówek pocztowych.

– Sytuacja małych sklepów na chwilę poprawiła się, ale już zdążyła się pogorszyć. To nie był efekt dodatkowego dnia pracy, a pandemii. W marcu i kwietniu ub.r. wszystkie większe placówki zostały zamknięte albo ograniczono ich działalność. W ciągu miesiąca niewielkim sklepom wzrosły obroty w okolicach 60 proc. Ale stopniowo zaczęły oddawać pole, głównie sieciom convenience, dyskontom oraz proximity markets – dodaje dr Faliński.

Eksperci rynkowi przekonują, że w okresie obowiązywania ustawy nieźle poradziły sobie wybrane sieci. I wskazują przede wszystkim na mniejsze i średnie formaty. One postawiły na promocję i niskie ceny, żeby przyciągnąć klienta w tygodniu, głównie przed weekendem. Natomiast w mniejszym stopniu udały się próby poszukiwania luk i obejść zakazu. To nie przełożyło się znacząco na obroty.

– Gdyby nie ustawa, nie byłoby takiego wysypu dyskontów. Ten i inne formaty zarobiły na konkurowaniu w warunkach ograniczeń. Jednak to nie są zyski na wieki wieków, a idą ciężkie czasy. Oczywiście, niewielkim firmom dzieje się źle. Ale nie tylko z tego powodu, że dyskonty czy markety pracują w niedziele. Po prostu małe sklepy nie są w stanie konkurować z sieciówkami, głównie z placówkami podobnej wielkości, które są wiązane systemami franczyzowymi czy grupami zakupowymi – podkreśla były dyrektor generalny POHiD-u.

Coraz częściej mówi się o pracach nad uszczelnianiem zakazu, aby ukrócić takie działania jak otwieranie placówek pocztowych. Ale eksperci z rynku przekonują, że nawet jeśli zmiana regulacji zwiększy szanse małych podmiotów, to zaszkodzi polskim franczyzobiorcom i krajowym sieciom.

– Uszczelnienie jest jak najbardziej realne. To kontynuacja nieprzyjaznej sieciom linii politycznej, podobno w obronie mniejszych sklepów i pracowników. Zmiana przepisów skrzywdzi konkretnych ludzi i firmy, ale w generalnym wyniku całego sektora handlu to marginalna sprawa. A prędzej czy później i tak znajdzie się obejście – stwierdza wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W przestrzeni publicznej mówi się, że lepszym kierunkiem byłaby realna pomoc właścicielom małych sklepów. Można byłoby wprowadzić m.in. dopłaty z budżetu czy bardzo precyzyjnie zdefiniowane ulgi (np. podatkowe, zusowskie czy związane z zakupami). Wsparcie zależałoby od przychodów oraz wielkości placówki handlowej. Przekroczenie określonych wskaźników, związanych z rozwojem biznesu, oznaczałoby zakończenie pomocy dla przedsiębiorcy.

– Gdyby Skarb Państwa przejął np. koszty ubezpieczenia zdrowotnego, to małe sklepy zyskałyby konkretne wsparcie. Zamiast tego mamy demontaż pod sztandarami narodowej walki o jakieś socjalia. To jest działanie w stylu komuny późnych lat 50. i samorządu robotniczego – mocno podkreśla dr Faliński.

 Znawcy tematu zaznaczają też, że uszczelnianiu przepisów towarzyszy rozwijanie systemów handlowych Orlenu. Koncern tworzy potężną sieć sklepów przy stacjach paliw. Po cichu mówi się, że w ten sposób stwarza konkurencję dla tych, którzy ustawowo mogą pracować w niedziele.

– System handlowy umożliwia Orlenowi robienie w niedziele najlepszych pieniędzy poza core biznesem. Tu mówimy o 2 tysiącach placówek, z których mniej więcej 2/3 będzie na poziomie dużego sklepu convenience. To potężny konkurent. Mnóstwo niewielkich sklepików straci klientów, ponieważ przy dystrybutorze działa supermarkecik – dodaje były dyrektor generalny POHiD-u.

Rynkowi eksperci przedstawiają różne scenariusze. Mówi się, że zmniejszy się liczebność uczestników rynku, głównie wśród wielkich graczy. Konkurencja o półki uderzy w dostawców, a na klienta czekać będą wyższe ceny, bo ograniczenia zmuszą firmy do nadrobienia strat. Nie można też wykluczyć, że kapitał zagraniczny zacznie rozważania nt. wychodzenia z Polski, zwłaszcza ze względu na praktyki administracyjne, wydłużanie się podstępowań sądowych czy zamykanie dróg odwoławczych, np. do UE. To w dalszej perspektywie może oznaczać zwalnianie pracowników, nieprzedłużanie umów z dostawcami czy nawet wyprzedawanie majątku.

– Ciekaw jestem, gdzie wtedy zwolennicy uszczelniania przepisów znajdą winnych. Na razie jest dobrze, ale to nie potrwa długo, jeżeli taka polityka będzie kontynuowana. Teraz sprzyja koniunktura, jest eksport, bo w wielu krajach widzimy popyt na żywność czy wyroby przemysłowe z Polski. Ale jeżeli staniemy się partnerem niewiarygodnym, niedotrzymującym reguł prawnych, to zaczniemy tracić te rynki – podsumowuje dr Faliński.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
12.03.2026 15:27
Estée Lauder pozywa Jo Malone i Zarę. Walka o prawo do nazwiska w segmencie luksusowych perfum
Jo Malone z perfumami Jo Loves, które stworzyła we współpracy z Zarą. Proces dotyczy praw do nazwiska kreatorkimat.pras.

Amerykański gigant kosmetyczny Estée Lauder Companies (ELC) złożył w brytyjskim sądzie pozew przeciwko legendarnej kreatorce zapachów Jo Malone, jej nowej marce „Jo Loves” oraz brytyjskiemu oddziałowi sieci Zara. Spór dotyczy naruszenia praw do znaku towarowego oraz złamania warunków umowy z 1999 roku. To kolejna w ostatnich miesiącach agresywna operacja prawna koncernu mająca na celu ochronę kapitału jego marek luksusowych.

Kontekst sporu: kto jest właścicielem nazwiska?

Korzenie konfliktu sięgają 1999 roku, kiedy Estée Lauder wykupiło od Jo Malone jej autorską markę perfum, nabywając jednocześnie wyłączne prawa do posługiwania się jej imieniem i nazwiskiem w celach komercyjnych. Malone opuściła strukturę koncernu w 2006 roku, a po wygaśnięciu zakazu konkurencji, w 2011 roku, założyła nowy brand – „Jo Loves”.

Zarzuty Estée Lauder koncentrują się na niedawnej współpracy marki „Jo Loves” z siecią Zara. Na opakowaniach i w materiałach marketingowych kolekcji perfum pojawiła się informacja: „Created by Jo Malone CBE, founder of Jo Loves”.

Według ELC takie sformułowanie wykracza poza ramy prawnych ustaleń i bezpośrednio uderza w unikalną wartość marki Jo Malone London, która pozostaje w portfelu amerykańskiego giganta.

Zarzuty o naruszenie kontraktu

Rzecznik Estée Lauder w oficjalnym oświadczeniu podkreślił, że pozew opiera się na trzech filarach:

  1. Naruszenie znaków towarowych: wykorzystanie nazwiska „Jo Malone” w kontekście handlowym zastrzeżonym dla ELC.
  2. Niedopełnienie warunków umowy: złamanie ustaleń, w których Malone zobowiązała się do nieużywania swojego nazwiska w marketingu zapachów.
  3. „Passing off”: termin prawny odnoszący się do wprowadzania konsumentów w błąd i sugerowania, że produkty „Jo Loves” sprzedawane w Zarze są tożsame z marką Jo Malone London.

image

Twórca odchodzi, marka zostaje. Prawa do nazwiska w branży kosmetycznej

Aktualnie na stronie internetowej Zara UK produkty z kolaboracji są opisywane jako stworzone przez Jo Malone CBE. Nie jest jeszcze jasne, czy i w jakim stopniu te oznaczenia zostaną wycofane z fizycznych opakowań produktów znajdujących się już w sprzedaży.

Strategiczna ochrona segmentu premium

Pozew pojawia się w momencie, gdy sektor perfumeryjny notuje rekordowe wzrosty, napędzane głównie przez konsumentów z pokolenia Z. Dla Estée Lauder ochrona segmentu zapachów premium jest obecnie priorytetem strategicznym.

image

Estée Lauder pozywa Walmart. Spór o podróbki kosmetyków ujawnia ryzyka e-commerce wartego biliony dolarów

To nie jedyne działanie prawne koncernu w marcu 2026 roku. Niedawno firma pozwała amerykańskiego giganta – sieć hipermarketów Walmart, oskarżając go o sprzedaż podróbek marek takich jak Clinique, Tom Ford oraz Le Labo. Agresywna polityka procesowa ELC pokazuje, że w obliczu rosnącej konkurencji i trendu dupe culture (szukania tańszych zamienników), ochrona autentyczności marki staje się dla liderów rynku walką o przetrwanie marży.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
04.03.2026 09:03
Kosmetyki inspirowane słodyczami. Jak legalnie korzystać z cudzych znaków towarowych?
Przykłady kampanii i produktów powstałych we współpracy znanych marek kosmetycznych i spożywczychinternet

Czekolada, słony karmel czy wanilia, a coraz częściej także konkretna, rozpoznawalna marka słodyczy coraz częściej kojarzy się z kosmetykami. Współpraca producentów kosmetyków z wytwórcami popularnych słodkości staje się stałym elementem strategii marketingowych, opartych na rozpoznawalności i emocjach konsumentów. Jednak wykorzystanie cudzej nazwy, logo czy charakterystycznej apetycznej grafiki wymaga uprzedniego zawarcia odpowiedniej umowy licencyjnej. W przeciwnym razie przedsiębiorca naraża się na zarzut naruszenia prawa ochronnego na znak towarowy oraz związane z tym konsekwencje prawne i finansowe – wyjaśnia Natalia Basałaj, radca prawny z Kancelariii Hansberry Tomkiel.

Beauty × słodycze – przykłady współprac marek

Na polskim rynku pojawiają się już takie projekty:

  • Spółki OnlyBio oraz Stars from the Stars we współpracy z E.Wedel stworzyły linie kosmetyków pielęgnacyjnych i kolorowych inspirowane m.in. czekoladą malinową, Ptasim Mleczkiem oraz Torcikiem Wedlowskim.
  • Candly&Co. wprowadziła świece i dyfuzory inspirowane czekoladami E.Wedel.
  • Corsair Toiletries Ltd oferuje balsamy do ust oraz zestawy do rąk i paznokci o zapachu i z logo lizaków „Chupa Chups”.

Działania marketingowe na zasadzie co-brandingu, czyli kiedy dwie marki łączą siły i wspólnie tworzą produkt, usługę lub kampanię sygnowaną obiema nazwami, są bardzo skuteczne, ale wymagają starannie wynegocjowanej i dobrze skonstruowanej umowy licencyjnej.

image
Patyczki zapachowe o aromacie wedlowskiej czekolady
mat.pras.

Jak legalnie używać cudzy znak towarowy?

Jeżeli producent kosmetyków planuje wykorzystać rozpoznawalną nazwę, logo lub grafikę na opakowaniu, np. balsamu do ciała czy różu do policzków, najpierw powinien zwrócić się o zgodę właściciela marki, a potem zawrzeć umowę licencyjną na znak towarowy.

Dobrze skonstruowana umowa precyzyjnie określa wynegocjowane zasady współpracy i zabezpiecza interesy obu stron. Kluczowe elementy takiej umowy to:

  • Zakres licencji – wskazanie, jakie oznaczenia (nazwa, logo, elementy graficzne) oraz które produkty są objęte zgodą na używanie.
  • Terytorium i czas trwania – określenie, gdzie i jak długo znak może być wykorzystywany.
  • Charakter licencji – wskazanie czy jest wyłączna, czy niewyłączna oraz czy dopuszczalne są sublicencje.
  • Wynagrodzenie – stała opłata licencyjna, procent od sprzedaży albo model mieszany.
  • Zasady używania znaku – wytyczne graficzne, sposób prezentacji na opakowaniu oraz prawo licencjodawcy do nadzoru nad korzystaniem ze znaku.
  • Kontrola jakości – uprawnienie właściciela marki do monitorowania jakości produktów wprowadzanych pod jego oznaczeniem.
  • Zakaz modyfikacji oznaczenia – ustalenie, czy znak towarowy ma być używany w zatwierdzonej formie, np. w określonej kolorystyce, czcionce lub z symbolem ®.

Przepisy prawa własności przemysłowej wymagają, aby umowa licencyjna na znak towarowy była zawarta na piśmie. Warto ją także skonsultować ze specjalistą, aby upewnić się, że wszystkie najważniejsze kwestie – w tym zakres licencji, wynagrodzenie oraz zasady używania znaku – są odpowiednio dookreślone.

Wykorzystanie cudzego chronionego znaku towarowego bez zgody właściciela lub w sposób sprzeczny z umową może skutkować nakazem zaprzestania używania znaku, obowiązkiem zapłaty odszkodowania lub zwrotu bezprawnie uzyskanych korzyści, grzywną oraz zobowiązaniem do wycofania towarów z rynku.

image

Pistacja na topie. Czy każdy przedsiębiorca może używać określeń takich jak „czekolada dubajska” lub „Dubaj”?

Wnioski dla marek kosmetycznych

Silna marka zaczyna się od unikalnej nazwy i spójnego designu. Kreatywne oznaczenia nie tylko przyciągają uwagę klientów, lecz także umożliwiają skuteczną ochronę znaku towarowego. Natomiast przemyślana strategia licencyjna otwiera drzwi do współpracy z innymi branżami i pozwala zdobyć klientów z nowych rynków, zamieniając kreatywność w realny przychód i większy zasięg marki.

Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel

Podstawa prawna:

Art. 163 ust. 1 w zw. z art. 76 ust. 1 ustawy z 30 czerwca 2000 r. oraz art. 296 Prawo własności przemysłowej (Dz.U.2017.776).  

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
12. marzec 2026 16:03