StoryEditor
Prawo
14.05.2013 00:00

Polska rajem dla zlodziei?

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych chce podnieść z 250 do 1 tys. zł próg, od którego kradzież będzie kwalifikowana jako przestępstwo. To bardzo zły pomysł. Jest jednak szansa, że projekt nie wejdzie w życie w tak radykalnej formie, a potencjalnych złodziei skutecznie odstraszy wprowadzenie aż dziesięciokrotnie wyższej niż obecnie grzywny za kradzież towarów w sklepie.

Jeśli przyłapany na gorącym uczynku złodziej ma dziś przy sobie towar wart mniej niż 250 zł, policja może co najwyżej wypisać mu zwykły mandat – taki jak za przechodzenie na czerwonym świetle lub za złe parkowanie. Poniżej tej kwoty nie ma mowy o żadnym zatrzymaniu czy wpisie o karalności w Krajowym Rejestrze Karnym.

Jeśli rząd podniesie próg do 1000 zł, złodzieje w sklepach staną się praktycznie bezkarni – martwią się detaliści. Według danych Polskiej Izby Handlu (PIH) taka zmiana będzie oznaczać dla sektora detalicznego zwiększenie strat z tytułu kradzieży o 300 proc. A obecnie stanowią one już od 0,5 do 1 proc. rocznej wartości obrotów, co przekłada się dla pojedynczego detalisty na straty w wysokości od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. – Już dziś mamy do czynienia z działalnością wyspecjalizowanych grup przestępców kradnących masowo i regularnie towar o wartości do 249 zł, co pozwala im uniknąć konsekwencji. Problem dotyczy także pracowników sklepów – twierdzi Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny PIH. Z kolei MSW argumentuje, że zmiana ograniczy kosztowne procedury policyjne a także usprawni przepisy i odciąży sędziów. A przy okazji zmniejszy również statystyki przestępczości i – przynajmniej w teorii – będziemy żyć w bezpieczniejszym państwie.– Proponowane zmiany uznajemy za niedopuszczalne uderzenie w bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej przez polski handel, utrudnianie dochodzenia swoich praw oraz wspieranie grup przestępczych – grzmi Maciej Ptaszyński.

Kontrowersyjny projekt trafił do Komisji Nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach. – Trudno powiedzieć, jak potoczą się jego dalsze losy, czy będzie od razu przeznaczony do czytania w sejmie czy wcześniej przyjrzy się mu senat – informuje Ptaszyński. PIH, powołując się na swoje źródła, twierdzi, że prace nad projektem potrwają przynajmniej do końca roku, więc zmiany w prawie wejdą w życie najwcześniej w 2014 roku. To dla handlu pierwsza dobra wiadomość. Druga jest taka, że niekoniecznie będzie to zmiana z 250 zł na proponowane przez MSW 1000 zł. – Otrzymujemy sygnały, że ta kwota może się jeszcze zmienić i to nie na wyższą – informuje Marcin Kraszewski, rzecznik PIH. I dodaje: – Komisja chce przede wszystkim zrewaloryzować kwotę ustaloną kilkanaście lat temu, by dostosować ją do dzisiejszych realiów. W zamian za podniesienie progu wykroczenia, obiecuje uprościć procedury rozpatrywania wykroczeń, by usprawnić reakcje organów ścigania – dzięki czemu, cytuję: „policja będzie się chętniej zajmować takimi sprawami”. Przy okazji zmienić się może również kwota grzywny, jaką dostawałby złodziej przyłapany na wykroczeniu. Obecnie jest to maksymalnie 500 zł, ale padła propozycja podwyższenia limitu do 5000 zł. Taka kwota z pewnością skuteczniej odstraszałaby potencjalnych i przypadkowych złodziei. – Chcemy dopracować projekt dobrze, a nie szybko – twierdzi Krzysztof Kwiatkowski z PO, przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach. Dla dobra całego handlu pozostaje mieć nadzieję, że tak właśnie będzie.

W sieci trwa kampania „Nie dla kradzieży od tysiąca” www.niedlakradziezy1000.pl, w której politycy Solidarnej Polski nawołują Polaków do masowego wysyłania petycji, ze sprzeciwem wobec planowanych zmian przepisów karnych do ministra sprawiedliwości.
„Po zmianach, ani policja, ani prokuratura nie kiwną palcem – Twoja komórka, portfel, tablet, rower i wiele innych rzeczy na pewno się nie odnajdzie. Poprawią się statystyki, policja będzie miała mniej roboty, ale znacznie zwiększy się liczba kradzieży” – straszą twórcy kampanii.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
17.04.2026 10:50
ECHA daje zielone światło dla etanolu. Kluczowa decyzja dla branży kosmetycznej i dezynfekcyjnej
Etanol pod lupą regulacji UE. Decyzja ECHAShutterstock

Po miesiącach niepewności regulacyjnej European Chemicals Agency potwierdza bezpieczeństwo etanolu w produktach biobójczych. Decyzja ma strategiczne znaczenie dla branży kosmetycznej, sektora higieny i producentów środków dezynfekcyjnych w całej Europie.

W tym artykule przeczytasz:

  • Przełomowa decyzja regulatora
  • Spór o klasyfikację etanolu
  • Dlaczego to ważne dla rynku?
  • Branża zabrała głos
  • To jeszcze nie koniec procesu
  • Branża pozostaje w gotowości

 

Przełomowa decyzja regulatora

Komitet ds. Produktów Biobójczych (BPC) działający przy European Chemicals Agency wydał pozytywną opinię dotyczącą stosowania etanolu w produktach do dezynfekcji rąk, powierzchni oraz urządzeń w sektorze spożywczym.

To długo oczekiwany krok w procesie regulacyjnym, który istotnie ogranicza ryzyko wprowadzenia restrykcyjnych ograniczeń dla jednej z kluczowych substancji stosowanych w higienie i ochronie zdrowia publicznego.

Spór o klasyfikację etanolu

Choć etanol od dekad stanowi fundament skutecznej dezynfekcji, w ostatnich latach znalazł się w centrum debaty regulacyjnej.

W 2024 roku pojawiły się propozycje jego klasyfikacji jako substancji potencjalnie rakotwórczej lub szkodliwej dla rozrodczości (CMR), co mogło doprowadzić do istotnych ograniczeń w jego stosowaniu.

Analizy wykazały jednak, że dostępne alternatywy nie spełniają jednocześnie wymagań skuteczności, bezpieczeństwa i zastosowania w różnych sektorach.

image

Dlaczego „procenty” znikają z perfum? Nowe standardy i regulacje rynkowe 2026

Dlaczego to ważne dla rynku?

Pozytywna opinia BPC oznacza realne zmniejszenie ryzyka zniknięcia produktów na bazie etanolu z rynku, zarówno w segmencie profesjonalnym, jak i konsumenckim.

Etanol pozostaje jednym z najważniejszych składników środków do dezynfekcji, wykorzystywanym m.in. w:

  • ochronie zdrowia,
  • przemyśle spożywczym,
  • kosmetykach i higienie osobistej.

Jak podkreślają eksperci, jego dostępność ma bezpośredni wpływ na poziom bezpieczeństwa sanitarnego.

Branża zabrała głos

Decyzja ECHA to w dużej mierze efekt szerokiej mobilizacji branży na poziomie europejskim i krajowym.

W działania zaangażowało się Polskie Stowarzyszenie Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego, które wspierało m.in. kampanię A.I.S.E. #HandsUpForEthanol.

Pod wspólnym apelem w obronie etanolu podpisało się ponad 100 polskich firm, co pokazuje skalę znaczenia tej substancji dla rynku.

image

Nowy mandat SCCS o ocenę łącznego narażenia na kwas salicylowy

To jeszcze nie koniec procesu

Choć opinia Komitetu stanowi istotny krok, proces regulacyjny nie został zakończony.

Kolejnym etapem będzie przygotowanie aktu wykonawczego przez Komisję Europejską, który formalnie zatwierdzi etanol jako substancję czynną w produktach biobójczych.

Równolegle planowane są dalsze prace nad jego klasyfikacją w ramach przepisów CLP, które mogą potrwać do 2027–2028 roku.

Branża pozostaje w gotowości

Eksperci podkreślają, że mimo pozytywnej decyzji ryzyko regulacyjne nie znika całkowicie. Część państw członkowskich może nadal opowiadać się za bardziej restrykcyjnym podejściem.

Dlatego kolejne miesiące będą kluczowe, zarówno dla utrzymania obecnego statusu etanolu, jak i dla stabilności regulacyjnej całego sektora.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
10.04.2026 10:42
Jo Malone CBE odpowiada na pozew Estée Lauder: „Nie sprzedałam swojej tożsamości”
Jo Malone w kampanii perfum, które powstały dla sieci Zaramat.pras.

W świecie luksusowych zapachów doszło do rzadko spotykanego starcia między korporacyjnym gigantem a legendarną kreatorką, która stworzyła jego potęgę. Jo Malone CBE, założycielka marek Jo Malone London (obecnie własność Estée Lauder) oraz Jo Loves, oficjalnie odpowiedziała na pozew o naruszenie znaków towarowych wytoczony przez Estée Lauder Companies (ELC). Spór, w który zaangażowany jest również gigant retailu – Grupa Inditex (Zara), stawia kluczowe pytania o granice prawa do nazwiska w biznesie luksusowym.

Kontekst sporu: dziedzictwo pod młotkiem

Przypomnijmy: w 1999 roku Jo Malone sprzedała swój pierwotny brand, Jo Malone London, koncernowi Estée Lauder, pozostając jego dyrektor kreatywną do 2006 roku. Po okresie karencji powróciła na rynek z nowym projektem – Jo Loves. Problemy zaczęły się, gdy Malone nawiązała szeroką współpracę z siecią Zara, tworząc kolekcje zapachów sygnowane jako „Jo Loves x Zara”, na których często pojawiało się jej pełne nazwisko w kontekście autorskim.

Estée Lauder Companies (ELC) twierdzi, że sposób ekspozycji nazwiska „Jo Malone” na produktach Zary wprowadza konsumentów w błąd, sugerując powiązania z marką Jo Malone London, co ma stanowić naruszenie praw do znaku towarowego i nieuczciwą konkurencję.

image

Estée Lauder pozywa Jo Malone i Zarę. Walka o prawo do nazwiska w segmencie luksusowych perfum

Linia obrony: nazwisko jako atrybut twórcy, a nie tylko znak

W oficjalnej odpowiedzi na pozew Jo Malone CBE oraz jej zespół prawny przedstawili argumentację, która może zrewolucjonizować podejście do „marek założycielskich” w branży beauty:

Prawo do identyfikacji autora: Malone argumentuje, że ma niezbywalne prawo do informowania opinii publicznej o tym, kto jest twórcą danego zapachu. Według niej użycie nazwiska w kampaniach Zary ma charakter deskryptywny (opisowy), a nie służy budowaniu nowej marki konkurencyjnej wobec Jo Malone London.

Transparentność brandingu: obrona podkreśla, że na produktach Zary widnieje wyraźne logo „Jo Loves”, a nazwisko Jo Malone pojawia się w kontekście „created by” (stworzone przez). Zdaniem projektantki, konsument segmentu luksusowego oraz masstige jest dziś na tyle świadomy, by odróżnić historyczny brand od aktualnej działalności twórczej artystki.

Brak „sprzedaży tożsamości”: najmocniejszy punkt argumentacji dotyczy umowy z 1999 roku. Jo Malone CBE twierdzi, że sprzedając firmę, sprzedała markę handlową, a nie prawo do bycia osobą publiczną i profesjonalistą występującym pod własnym imieniem i nazwiskiem.

To walka o prawo do bycia sobą w branży, którą współtworzyłam. Sprzedałam biznes, ale nie sprzedałam swojej duszy ani nazwiska, które noszę od urodzenia” – sugeruje linia obrony kreatorki.

image

Twórca odchodzi, marka zostaje. Prawa do nazwiska w branży kosmetycznej

Dlaczego ten proces jest tak ważny dla branży?

Dla branży beauty – od menedżerów wyższego szczebla po prawników korporacyjnych i założycieli startupów – proces ten stanowi case study  jest o ogromnym znaczeniu:

  • Wycena personal brand w umowach M&A: spór pokazuje, jak precyzyjnie muszą być konstruowane umowy sprzedaży marek osobistych. Brak jasnych wytycznych dotyczących aktywności założyciela po 20 latach od transakcji generuje dziś miliony dolarów kosztów procesowych.
  • Siła gigantów vs. autentyczność: ELC walczy o ochronę wartych miliardy dolarów aktywów. Z drugiej strony, Jo Malone reprezentuje rosnący trend founder-led brands, gdzie autentyczność twórcy jest silniejsza niż korporacyjny logotyp.
  • Rola partnera strategicznego (Zara): Inditex  jako współpozwany, dysponuje ogromnym zapleczem prawnym. Ich zaangażowanie po stronie Malone sugeruje, że gigant retailu był świadomy ryzyka i jest gotowy bronić modelu demokratyzacji luksusu poprzez współpracę z wielkimi nazwiskami.

Co dalej? Scenariusze na przyszłość

Eksperci przewidują dwa główne scenariusze:

  1. Ugoda pozasądowa: ELC, dbając o wizerunek marki „przyjaznej twórcom”, może dążyć do ograniczenia wielkości fontu nazwiska Malone na produktach Zary w zamian za wycofanie pozwu.
  2. Precedensowy wyrok: jeśli sprawa znajdzie finał w sądzie, wyrok zdefiniuje, czy założyciel, który sprzedał markę-nazwisko, może kiedykolwiek ponownie użyć go w celach komercyjnych bez zgody nabywcy.
Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
18. kwiecień 2026 08:22