StoryEditor
Prawo
18.03.2014 00:00

Samoobsługa pod specjalnym nadzorem

Ochrona, bramki antykradzieżowe czy monitoring nie ustrzegą samoobsługowych drogerii przed kradzieżami. Zniechęcą jednak złodziei do działania. Podobnie jak czujny personel.

– Mam monitoring, system antynapadowy i umowę z agencją ochrony. Na sali są lustra antykradzieżowe, a przy wejściu bramki, bo droższe produkty zabezpieczam czipami. Nie wiem, co jeszcze mógłbym zrobić, by ograniczyć liczbę kradzieży? Nie postawię przecież ekspedientek przy każdym regale – mówi Piotr Klimczak, prowadzący na południu Polski 13 samoobsługowych drogerii Kosmyk. Zdarzające się czasem kradzieże uważa za wkalkulowane w handel. Podobnie jak reszta naszych rozmówców, którzy wiedzą, że nie ma szans, by całkowicie wyeliminować to zjawisko. Według szacunków Izabeli Turowskiej, właścicielki kilku sklepów w sieci Sekret Urody, kradzieże i zniszczenia towaru rocznie pochłaniają około 1000 zł na każde 100 mkw. powierzchni sali sprzedaży. Jej zdaniem to nieduży i akceptowalny poziom.
– Trzeba się z tymi stratami liczyć – mówi Sebastian Wołek, właściciel drogerii Jasmin na warszawskim Dworcu Centralnym. I dodaje: – Jeśli pochłaniają one mniej niż 1 proc. obrotu, to wszystko jest w porządku. Staram się je pokrywać m.in. z rabatów retro.

Bramki i ochrona – zbyt kosztowne
Dla pana Sebastiana kradzieże były tak uciążliwym problemem, że musiał ograniczyć ofertę asortymentową. – Nie mam żadnej drogiej marki w kremach i lakierach ani perfum, tylko wody toaletowe – mówi nasz rozmówca. Choć w ten sposób zmniejszył straty spowodowane kradzieżami, ma świadomość niedoskonałości tego rozwiązania: – Gdybym sprzedawał te drogie, wysokomarżowe produkty koszyk zakupowy byłby wyższy, a mój zarobek większy.
Inną metodą walki ze złodziejami są bramki antykradzieżowe. Piotr Klimczak zainstalował je tylko w tych drogeriach, w których zaobserwował nasiloną aktywność złodziei: – Rozwiązanie przyniosło efekt, liczba kradzieży spadła, ale miesięczny koszt czipów do oklejania produktów
– kilkaset złotych – to spory wydatek. Do tego trzeba doliczyć jeszcze koszt instalacji bramek, który w zależności od lokalizacji, może wynieść do kilku do nawet 10 tys. zł – opowiada.
– Miałam bramki, ale zrezygnowałam z nich, gdyż nie miałam z kradzieżami aż tak dużego problemu, a koszty tego typu zabezpieczeń były zbyt wysokie – tłumaczy swoją decyzję Izabela Turowska.
Sposobem na obniżenie kosztów może być porozumienie się z innymi detalistami, najlepiej właścicielami kilku placówek i kupowanie czipów hurtowo, co pozwala sporo zaoszczędzić. Wysokie ceny powodują, że posiadacze bramek oklejają czipami tylko najdroższe produkty, jak perfumy, wody toaletowe popularnych marek (im coś jest droższe i bardziej znane, tym łatwiej złodziejowi to później odsprzedać za wyższą kwotę). Sebastian Wołek uważa jednak, że w niektórych lokalizacjach bramki nie sprawdzą się: – Nawet jak zapiszczą, gonienie za złodziejem w tak ruchliwym miejscu jak warszawski Dworzec Centralny nie ma sensu. Z powodu kosztów pan Sebastian zrezygnował również z zatrudniania ochroniarza. – Moja placówka działa od 5.00 do 22.00. Z kalkulacji wyszło mi, że nawet przy większej liczbie kradzieży będę wciąż do przodu, jeśli odejdzie mi koszt wynajmowania ochrony – tłumaczy.

Monitoring może być skuteczniejszy
Inny sposób walki z kradzieżami to zamontowanie monitoringu, ale wielu detalistów jest sceptycznie nastawionych do tego systemu. Raz, że złodzieje kamer się nie boją, dwa – aby monitoring był skuteczny, ktoś musi cały czas obserwować w monitorach sklep. To z kolei zwiększa koszty pracownicze. Często zdarza się tak, że nagranie z kamer, choć nie pomogło przyłapać złodzieja na gorącym uczynku, jest przekazywane policji jako dowód rzeczowy. Czasami wykorzystuje się je, by przekonać przyłapanego złodzieja, by przestał udawać niewinnego. Istnieje jednak rozwiązanie, które może zwiększyć skuteczność działań monitoringu.
– W ruchliwym miejscu na sali sprzedaży warto zainstalować dodatkowy monitor, pokazujący obraz z monitoringu. Złodziej będzie bardziej odczuwał, że jest pod nadzorem. A poza tym może zostać przyłapany przez przypadkowego klienta sklepu – ludzie z ciekawości często i chętnie zerkają na ekran – opowiada Robert Adamski projektujący sklepy dla Makro.
 

Ugoda rodzi poczucie bezkarności
– Monitoring mam tylko w jednym sklepie, bo uważam, że nic nie jest skuteczniejszym zabezpieczeniem, niż chodzący po sali, czujny personel – mówi Krystyna Pilecka, prowadząca kilka placówek drogerii Laboo. Z kolei Izabela Turowska zauważa, że przy niefrasobliwej postawie personelu do drogerii zaczynają ściągać złodzieje z całego miasta. – To hermetyczne środowisko. Jak złodziej się dowie, że łatwo kraść, powie kolegom po fachu i problem się nasili. Między innymi dlatego Izabela Kępa, kierowniczka Drogerii Europejskiej III, działającej na terenie Galerii Krakowskiej, prowadzi politykę zero tolerancji i każdego przyłapanego złodzieja oddaje w ręce policji. – Nie chodzimy ze złodziejami na ugodę, bo jak raz pójdziemy, to poczują się bezkarnie i na pewno wrócą na kolejne występy – mówi. Podobnie robi wielu innych detalistów. Jarosław Oleszczuk, właściciel drogerii Laboo w Siedlcach, wspomina, jak kiedyś przyłapał dwie dziewczyny z gimnazjum: – Zalewały się łzami, zaklinały i obiecywały, że już więcej tego nie zrobią. Ale jak się nastraszy takie dziewczynki, które z nudów kradły dla rozrywki, zawiadomieniem na policję i do szkoły, to wyjdzie im tylko na dobre na przyszłość. Następnym razem na pewno zastanowią się dwa razy, nim znów spróbują coś ukraść.

Ekspedientki bawią się w złodzieja i pilnujących
Nasi rozmówcy mówią, że nierzadko mają do czynienia z osobami już przyłapanymi kiedyś na kradzieży lub przed którymi ostrzegają pracownicy okolicznych sklepów. – Z takimi delikwentami radzimy sobie w najprostszy z możliwych sposobów – ekspedientki chodzą za nimi krok w krok po drogerii, aż w końcu takie osoby, widząc, że nie będą miały szansy czegoś ukraść, rezygnują i wychodzą – mówi Jarosław Oleszczuk. To dobitny przykład potwierdzający wagę pracy ekspedientki, która, zdaniem Izabeli Turowskiej, nie może zastępować ochrony, ale nie powinna też być niefrasobliwa: – Aby ograniczyć kradzieże trzeba przede wszystkim umiejętnie rozmieścić personel na sali sprzedaży i wspomóc go lustrami antykradzieżowymi. Dlatego przed każdym nowym otwarciem „bawi się” z ekspedientkami w złodzieja i pilnujących. Personel zajmuje miejsca na sali i rozgląda się po niej, a kierowniczka próbuje coś niepostrzeżenie schować do torby. W ten sposób wyznaczane są strefy, w upilnowaniu których pomoże zamontowanie luster. – Czasem trwa to i pół dnia, ale warto poświęcić tyle czasu, bo angażujemy personel i ekspedientki same sugerują, gdzie chciałyby mieć lustra, a przy okazji załoga się integruje – opowiada Izabela Turowska.

Koszyk – najlepsza metoda prewencji
Niestety kradzieże zdarzają się mimo najlepszych zabezpieczeń. Właściciel drogerii, mając tego świadomość, powinien dołożyć wszelkich starań, by złodziejowi życie utrudnić, a nie ułatwiać. Innym sposobem jest samo rozmieszczenie asortymentu – rzeczy tanich w najbardziej odległych zakątkach sali sprzedaży i droższych – bliżej kas, koło obsługi. No i przede wszystkim trzeba stosować koszyki. – Uczulmy obsługę, by grzecznie przypominała klientom o konieczności brania koszyka, który jest podstawowym sposobem ograniczenia liczby kradzieży. Ludzie często tłumaczą, że się im spieszy, przyszli tylko po jedną rzecz itd. Nie przejmujmy się tym, wyróbmy w stałych klientach nawyk używania koszyków, bo straty spowodowane działalnością regularnie odwiedzających sklep złodziei są znacznie dotkliwsze niż w przypadku kradzieży dokonywanych przez okazjonalnych klientów – przekonuje Robert Adamski. O sile działania tego sklepowego mebla przekonała się już Izabela Turowska:
– Kiedyś znana nam złodziejka pakowała na sali produkty do torby. Zauważyła to kierowniczka. Podeszła do niej z pustym koszykiem i z uśmiechem na ustach podała mówiąc: „Nie musi pani chować rzeczy do torby, proszę tu jest koszyk”. Złodziejka w ułamek sekundy zrobiła się cała czerwona… 
 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
11.08.2026 13:48
PPWR wchodzi w życie. Branża kosmetyczna zaczyna nową erę obowiązków
PPWR wchodzi w życie. Nowe obowiązki dla branży kosmetycznejShutterstock

12 sierpnia 2026 rok zaczyna się stosowanie unijnego rozporządzenia PPWR dotyczącego opakowań i odpadów opakowaniowych. Dla producentów kosmetyków oznacza to przede wszystkim nowe zasady odpowiedzialności, dokumentowania zgodności i wymiany danych w łańcuchu dostaw. Branża podkreśla jednak, że to dopiero początek wieloletniej transformacji.

W tym artykule przeczytasz:

  • 12 sierpnia to nie koniec, ale początek zmian
  • Producent musi wiedzieć, za co odpowiada
  • Największe zmiany dla opakowań dopiero przed nami
  • Recyklat w pompkach i aplikatorach? Branża wskazuje problem
  • Branża kosmetyczna przygotowywała się do PPWR od lat
  • PPWR będzie zmieniał kosmetyczne opakowania przez lata

12 sierpnia to nie koniec, ale początek zmian

Po miesiącach przygotowań PPWR (Packaging and Packaging Waste Regulation) zaczyna być stosowane na rynku europejskim. Rozporządzenie weszło w życie 11 lutego 2025 roku, a od 12 sierpnia 2026 roku zaczynają obowiązywać jego pierwsze przepisy. Kolejne wymagania będą uruchamiane etapami, a część najważniejszych zmian dla branży kosmetycznej zacznie obowiązywać dopiero od 2030 roku.

To ważne rozróżnienie, ponieważ wokół PPWR narosło wiele nieporozumień. Firmy nie muszą więc 12 sierpnia mieć wszystkich opakowań przeprojektowanych zgodnie z docelowymi wymaganiami rozporządzenia. Muszą natomiast być gotowe na obowiązki, które właśnie zaczynają obowiązywać.

– 12 sierpnia to pierwszy krok w transformacji opakowań, która potrwa jeszcze wiele lat. Firmy koncentrują się dziś na tych obowiązkach, które rzeczywiście zaczynają obowiązywać, i równolegle przygotowują się do kolejnych etapów – mówi dr inż. Ewa Starzyk, dyrektor ds. regulacji i zrównoważonego rozwoju w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego.

image

PPWR zmienia rynek opakowań. Branża beauty pokazuje nowe rozwiązania

Producent musi wiedzieć, za co odpowiada

Jedną z najważniejszych zmian na obecnym etapie jest uporządkowanie odpowiedzialności za opakowanie. PPWR wprowadza bardziej precyzyjne zasady dotyczące ról poszczególnych uczestników rynku. Od podmiotów projektujących i zlecających produkcję opakowania po importerów, dystrybutorów i firmy wprowadzające produkt na rynek.

Dla producentów kosmetyków oznacza to konieczność uporządkowania m.in. dokumentacji technicznej, identyfikowalności, oceny zgodności oraz deklaracji zgodności UE. Istotny staje się również dostęp do danych od dostawców opakowań i ich komponentów.

To właśnie przepływ informacji może okazać się jednym z pierwszych praktycznych testów nowych przepisów. Producent kosmetyku nie jest bowiem w stanie samodzielnie potwierdzić zgodności opakowania, jeśli nie otrzyma odpowiednich danych od dostawców.

Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego zwraca przy tym uwagę na inne zjawisko: firmy w łańcuchu dostaw zaczynają oczekiwać od siebie coraz większej liczby dokumentów i deklaracji, nie zawsze wynikających bezpośrednio z przepisów.

– PPWR nie da się wdrożyć przez samo przesyłanie kolejnych oświadczeń między firmami. Potrzebna jest współpraca całego łańcucha dostaw, jasny podział odpowiedzialności i rzetelne dane o opakowaniach – podkreśla Ewa Starzyk.

Największe zmiany dla opakowań dopiero przed nami

Firmy kosmetyczne muszą patrzeć jednak znacznie dalej niż na 12 sierpnia. Recyklowalność, minimalizacja opakowań, zawartość recyklatu czy ograniczenia dotyczące określonych formatów będą wprowadzane w kolejnych etapach. W przypadku części wymogów kluczową datą będzie 2030 rok.

Przykładowo od 2030 roku opakowania będą musiały być projektowane tak, aby ich masa i objętość były ograniczone do niezbędnego minimum. Rozporządzenie ma tym samym ograniczyć tzw. overpackaging, czyli stosowanie zbędnych elementów zwiększających ilość materiału opakowaniowego.

To szczególne wyzwanie dla beauty, gdzie opakowanie często jest częścią pozycjonowania produktu. Pudełka, dodatkowe elementy, ciężkie szkło czy wielomateriałowe konstrukcje mają znaczenie zarówno funkcjonalne, jak i marketingowe.

Recyklat w pompkach i aplikatorach? Branża wskazuje problem

Kosmetycy zwracają uwagę, że nie wszystkie rozwiązania zapisane w PPWR da się łatwo zastosować do specyfiki produktów beauty.

Problemem mogą być między innymi małe, precyzyjne elementy opakowań, takie jak pompki, aplikatory, mechanizmy szminek czy specjalistyczne zamknięcia. Wykorzystanie w nich materiałów pochodzących z recyklingu może być ograniczone przez wymagania techniczne, jakościowe i bezpieczeństwa.

Kolejną kwestią są małe opakowania. Jak wskazuje Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego, nawet prawidłowo zaprojektowane niewielkie opakowania mogą nie zostać wychwycone przez system sortowania i trafić do frakcji odrzutowej.

Sama zmiana materiału opakowania nie zawsze wystarczy, aby osiągnąć rzeczywistą cyrkularność. Potrzebne są również odpowiednie technologie sortowania i recyklingu.

image

PPWR: opublikowano pierwsze wytyczne – co oznaczają dla branży?

Branża kosmetyczna przygotowywała się do PPWR od lat

Dla producentów kosmetyków 12 sierpnia nie jest więc dopiero początkiem prac nad opakowaniami. Firmy już od dłuższego czasu analizują swoje portfolio, zbierają dane od dostawców i przygotowują dokumentację.

W ostatnich miesiącach rynek otrzymał także dodatkowe wskazówki dotyczące interpretacji PPWR. Komisja Europejska opublikowała wytyczne, które mają pomóc państwom członkowskim i przedsiębiorcom w jednolitym stosowaniu nowych regulacji. Dokument doprecyzowuje m.in. role poszczególnych uczestników łańcucha opakowaniowego.

Nie wszystkie wątpliwości zostały jednak rozwiane. W przypadku części praktycznych kwestii przedsiębiorcy nadal czekają na dalsze wyjaśnienia i akty wykonawcze.

PPWR będzie zmieniał kosmetyczne opakowania przez lata

Branża kosmetyczna deklaruje poparcie dla głównego kierunku regulacji: ograniczenia ilości odpadów, poprawy recyklingu i bardziej odpowiedzialnego projektowania opakowań. Jednocześnie wskazuje, że niektóre rozwiązania muszą uwzględniać realia technologiczne i specyfikę produktów kosmetycznych.

– PPWR musi jednak uwzględniać realne możliwości technologiczne i specyfikę opakowań kosmetycznych. Niektóre rozwiązania wymagają doprecyzowania lub korekty, aby ambitne cele środowiskowe nie prowadziły do pogorszenia bezpieczeństwa, jakości i funkcjonalności produktów – mówi Ewa Starzyk.

12 sierpnia 2026 roku jest więc ważną datą, ale nie datą końcową. Dla branży kosmetycznej rozpoczyna się okres, w którym coraz większą rolę będą odgrywały dane o opakowaniach, dokumentacja i odpowiedzialność poszczególnych podmiotów. W kolejnych latach ciężar przesunie się natomiast na sam projekt opakowania: jego materiał, masę, możliwość recyklingu, udział recyklatu i sposób funkcjonowania w gospodarce obiegu zamkniętego.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
10.08.2026 15:33
Lush obronił znak towarowy przed rejestracją „LushVibe”. EUIPO uznało ryzyko konfuzji konsumentów
Lush

Brytyjska firma kosmetyczna Lush skutecznie zablokowała próbę rejestracji znaku „LushVibe” przez chińską spółkę Enshi Qiqun E-Commerce. EUIPO uznało, że podobieństwo oznaczeń może prowadzić konsumentów do przekonania, że nowa marka jest submarką lub linią produktową Lush. Sprawa pokazuje znaczenie monitorowania znaków towarowych na międzynarodowym rynku kosmetycznym, na którym rosnąca liczba marek zwiększa ryzyko konfliktów dotyczących własności intelektualnej.

Spór o cztery pierwsze litery

Jak donosi portal Law360, przedmiotem postępowania była próba rejestracji znaku towarowego „LushVibe” przez chińską spółkę Enshi Qiqun E-Commerce Ltd. dla produktów kosmetycznych oraz powiązanych usług. Wniosek został zakwestionowany przez Cosmetic Warriors Ltd., spółkę siostrzaną Lush Cosmetics Ltd. i właściciela praw do nazwy Lush.

Sprzeciw został wniesiony w sierpniu 2025 r. Ostatecznie Opposition Division Europejskiego Urzędu ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) uznał, że „LushVibe” nie może zostać zarejestrowany jako znak towarowy dla wskazanych kategorii produktów i usług.

Kluczowe znaczenie dla decyzji miało podobieństwo obu oznaczeń. „LushVibe” rozpoczyna się od dokładnie tych samych czterech liter co „Lush”. Według EUIPO element ten jest identyczny zarówno pod względem wizualnym, jak i fonetycznym. Urząd zwrócił również uwagę na sposób, w jaki konsumenci zazwyczaj odbierają znaki towarowe. Początkowa część oznaczenia może przyciągać większą uwagę niż jego dalszy człon, dlatego słowo „vibe” nie wystarczyło, aby wyeliminować ryzyko skojarzenia z istniejącą marką.

image

Lush redukuje straty i zwiększa sprzedaż, ale walczy z rosnącymi kosztami

EUIPO uznało za „wysoce możliwe”, że konsumenci potraktowaliby „LushVibe” jako submarkę albo wariant Lush stworzony z myślą o nowej linii kosmetyków.

Lush ma ponad 880 sklepów na świecie

Znaczenie decyzji jest związane również ze skalą działalności brytyjskiej marki. Lush, znany przede wszystkim z kul do kąpieli oraz kosmetyków sprzedawanych bez opakowań lub z ograniczonym wykorzystaniem opakowań, posiada prawa do nazwy „Lush” od 2001 r. Według informacji publikowanych przez firmę marka prowadzi obecnie ponad 880 sklepów na całym świecie.

Oznacza to, że nazwa Lush stanowi aktywo wykorzystywane na wielu rynkach i w różnych kategoriach produktowych. Ochrona takiego oznaczenia nie ogranicza się więc do zabezpieczenia nazwy pojedynczego produktu. Dotyczy również możliwości rozwijania kolejnych linii, submarek i formatów produktowych bez ryzyka, że podobne oznaczenie zostanie wcześniej zarejestrowane przez inny podmiot.

Właśnie ten aspekt znalazł odzwierciedlenie w argumentacji EUIPO. Urząd wskazał, że producenci często tworzą warianty istniejących znaków towarowych poprzez dodawanie kolejnych elementów słownych. Takie działanie może służyć oznaczaniu nowych linii produktowych albo nadaniu marce bardziej aktualnego czy „modnego” charakteru.

W przypadku „LushVibe” konstrukcja nazwy mogła zatem zostać odczytana jako typowy sposób rozszerzania istniejącego brandu, a nie jako całkowicie niezależne oznaczenie.

Własność intelektualna jako aktywo branży kosmetycznej

Sprawa Lush i Enshi Qiqun E-Commerce wpisuje się w szerszy problem ochrony własności intelektualnej w sektorze beauty. W branży kosmetycznej nazwa marki, logo, opakowanie czy charakterystyczne oznaczenia produktów są istotnymi elementami wartości przedsiębiorstwa. Ich rozpoznawalność jest budowana przez lata inwestycji w produkt, dystrybucję i komunikację marketingową.

image

Lush wznawia franczyzę we Francji, stawiając na model licencjonowania

Ryzyko pojawia się szczególnie w sytuacji ekspansji międzynarodowej. Marka może funkcjonować na wielu rynkach jednocześnie, podczas gdy systemy ochrony znaków towarowych mają określony zakres terytorialny. Jednocześnie rozwój e-commerce powoduje, że konsumenci mogą zetknąć się z oznaczeniami pochodzącymi z innych państw, nawet jeśli dana marka nie prowadzi tam tradycyjnej sieci sprzedaży.

Dla firm kosmetycznych oznacza to konieczność systematycznego monitorowania nowych zgłoszeń znaków towarowych. Potencjalny konflikt może dotyczyć nie tylko identycznej nazwy, ale również oznaczenia, które zawiera charakterystyczny element już istniejącego brandu.

W omawianej sprawie nie chodziło o identyczność obu nazw. „LushVibe” zawiera dodatkowy element „Vibe”. EUIPO uznało jednak, że jego obecność nie usuwa wystarczająco silnego podobieństwa wynikającego z identycznego początku oznaczenia.

Początek nazwy może przesądzać o podobieństwie

Decyzja zwraca uwagę na praktyczny aspekt oceny podobieństwa znaków. W przypadku „Lush” i „LushVibe” wspólny element znajduje się na początku obu nazw. EUIPO uznało, że konsumenci mogą przywiązywać większą wagę właśnie do pierwszej części oznaczenia, a dalszy element może być postrzegany jako dodatkowe określenie.

Z perspektywy rynku kosmetycznego ma to znaczenie szczególnie w przypadku nazw tworzonych według schematu: istniejąca marka + dodatkowe słowo opisujące produkt, kolekcję, grupę odbiorców lub charakter linii. Taka konstrukcja może być atrakcyjna marketingowo, ale jednocześnie zwiększać ryzyko kolizji z wcześniejszymi znakami.

image

Lush zamyka sklepy w Wielkiej Brytanii w geście solidarności z Gazą

W przypadku „LushVibe” dodatkowe słowo nie zostało więc potraktowane jako element wystarczający do stworzenia wyraźnie odmiennego oznaczenia. Decydujące okazało się prawdopodobieństwo, że przeciętny konsument uzna oba znaki za pozostające w relacji biznesowej.

Konflikty znaków towarowych mogą dotyczyć nowych kategorii

Dla właścicieli marek kosmetycznych szczególnie istotny jest również zakres ochrony znaków. Rozwijające się przedsiębiorstwa często rozszerzają działalność o nowe kategorie – od makijażu i pielęgnacji po produkty do kąpieli, zapachy, akcesoria czy usługi związane z beauty.

W efekcie nazwa, która pierwotnie była kojarzona z jedną kategorią, może z czasem stać się oznaczeniem szerszego portfolio. W przypadku marek o wysokiej rozpoznawalności zwiększa to wartość znaku, ale równocześnie może powodować większą liczbę potencjalnych konfliktów.

Lush jest przykładem firmy, dla której nazwa stanowi centralny element identyfikacji biznesowej. Marka posiada prawa do oznaczenia „Lush” od 2001 r.; próba rejestracji podobnego znaku może zatem mieć znaczenie nie tylko dla pojedynczego produktu, ale również dla możliwości dalszego rozwijania architektury marki.

Dla sektora kosmetycznego istotniejszy od samego sporu jest jednak jego szerszy wymiar. Przy rosnącej liczbie marek i produktów ochrona własności intelektualnej staje się elementem zarządzania ryzykiem biznesowym. Monitoring rejestracji znaków, szybkie reagowanie na potencjalnie kolizyjne oznaczenia oraz odpowiednie zabezpieczenie nazwy na kluczowych rynkach mogą ograniczać ryzyko utraty kontroli nad identyfikacją marki.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
12. sierpień 2026 07:55