StoryEditor
Prawo
01.12.2016 00:00

Wojna o apteki

W Sejmie ważą się losy projektu wprowadzającego zmiany w Prawie farmaceutycznym, które bezpośrednio dotkną przedsiębiorców prowadzących apteki, zatrudnionych w nich farmaceutów oraz dostawców. Nad zmianami pracuje parlamentarny zespół ds. regulacji rynku farmaceutycznego, któremu przewodzi poseł PiS Waldemar Buda. Projekt podzielił środowisko aptekarskie.

W uzasadnieniu projektu wskazuje się na nieprawidłowości na rynku aptek i farmaceutycznym: niebezpieczeństwo monopolizacji i przejęcia rynku przez duże, międzynarodowe podmioty; likwidowanie małych, polskich przedsiębiorstw prowadzących apteki; nielegalny wywóz leków za granicę skutkujący brakiem dostępności leków dla polskich pacjentów; straty dla budżetu państwa; degradowanie roli i znaczenia zawodu farmaceuty; świadome łamanie prawa przez liczne grupy, które wyspecjalizowały się w wykorzystywaniu instytucji apteki ogólnodostępnej do pozyskiwania nielegalnych dochodów; brak odpowiedniej liczby farmaceutów, która zapewniałaby właściwy poziom usług farmaceutycznych; stałe otwieranie się nowych aptek, którym cofnięto zezwolenie na prowadzenie apteki ogólnodostępnej. Projekt popiera Naczelna Izba Aptekarska, czyli organ samorządu zawodowego aptekarzy. Środowisko jest jednak bardzo podzielone i przeciwnych projektowi jest wielu właścicieli aptek, nie tylko sieciowych. Negatywnie oceniają go także Polski Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNet, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Federacja Pacjentów Polskich. Negatywie wypowiadają się środowiska branżowe, które mogą pośrednio odczuć regulacje (np. w związku z ograniczeniem sprzedaży suplementów diety i kosmetyków w aptekach) oraz fundacje pacjentów.

Apteka tylko dla aptekarza

Autorzy projektu ustawy proponują wprowadzenie zasady „apteka dla aptekarza”. Kontrowersyjne zapisy przewidują możliwość prowadzenia aptek wyłącznie przez farmaceutów lub wybrane spółki osobowe farmaceutów mających prawo do wykonywania zawodu (jeden podmiot będzie mógł posiadać maksymalnie 3 apteki). Stopniowo wygaszane będą apteki prowadzone przez innych przedsiębiorców, ponieważ zostanie wprowadzona zasada dziedziczności wśród farmaceutów.

– Przecież apteką zarządza kierownik, farmaceuta z odpowiednim stażem i kwalifikacjami. Dlaczego moja córka lub syn nie będą mogli przejąć ode mnie biznesu, jeśli ukończą inne studia? Pozbawiacie nas prawa do prowadzenia działalności gospodarczej – denerwowali się aptekarze podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu na rzecz wspierania przedsiębiorczości i patriotyzmu ekonomicznego, które odbyło się 11 listopada br. w Sejmie RP w celu konsultacji proponowanych zmian w Prawie farmaceutycznym ze środowiskiem aptekarskim.

Zezwolenia na prowadzenie apteki będą wydawane tak, aby na 3 tys. mieszkańców przypadała maksymalnie 1 apteka, a jeśli aptek będzie mniej, dodatkowo będzie brana pod uwagę także odległość w linii prostej do najbliższej apteki (nie mniej niż 1 kilometr). – To oznacza zabetonowanie rynku i w praktyce wyklucza możliwość otwierania nowych aptek. W dobie intensywnego rozwoju i powstawania nowych osiedli i całych dzielnic w dużych miastach to rozwiązanie utrudni pacjentom dostęp do leków. Poza tym dla wielu przedsiębiorców, którzy nie są farmaceutami, będzie to oznaczać cofnięcie koncesji i zamknięcie apteki – mówiła Aleksandra Golecka-Kuźniak z aptek Gemini.

– Zobaczcie, chcecie doprowadzić do tego, żeby była jedna apteka w promieniu dwóch kilometrów. To jest skandaliczny projekt i jako pacjent nie zgadzam się na to! – protestował założyciel Fundacji 1 Czerwca, ojciec chorego dziecka, który na slajdzie pokazał, że zgodnie z nowym projektem z kilkunastu aptek działających na jego osiedlu w Łodzi pozostałaby jedna. 

Na zamieszaniu wygrają koncerny i hurtownie?

W Polsce jest obecnie 390 sieci aptecznych, z czego 385 należy do polskich przedsiębiorców, przy czym za sieć uważa się już 5 (!) aptek działających pod jednym szyldem. Tylko 5 sieci pozostaje w rękach podmiotów z kapitałem zagranicznym. Najprężniej rozwijają się niewielkie przedsiębiorstwa, które zostały uznane za sieci po otwarciu piątej apteki. To w nich, oraz w pacjentów, najbardziej uderzą ewentualne zmiany w prawie – alarmuje Polski Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNet.

Tego samego zdania są przedsiębiorcy prowadzący sieci aptek. Jan Zając, właściciel sieci aptek Ziko, 11 lat temu wraz z żoną otworzył pierwszą aptekę w Krakowie. Dziś ma ich 130. – Tylko 4 proc. rynku stanowią sieci zachodnie. Istniały, kiedy zaczynaliśmy działalność od zera. I my, polska firma, dawno prześcignęliśmy ich w dynamice rozwoju – mówił podczas konsultacji w Sejmie, nawiązując do tego, że projekt nowelizacji Prawa farmaceutycznego ma rzekomo ograniczyć rozwój zachodnich sieci i doprowadzić do repolonizacji rynku. Zdaniem większości środowiska aptekarskiego stanie się dokładnie odwrotnie – w siłę urosną zagraniczne koncerny farmaceutyczne oraz hurtownie, które będą dyktować warunki na rozdrobnionym rynku. – Trzeba pamiętać, że po jednej stronie mamy bardzo silny hurt – 80 proc. rynku trzymają w swoich rękach trzy największe spółki giełdowe – oraz zachodnie koncerny farmaceutyczne, bardzo wyspecjalizowane w procesie sprzedaży, potężne firmy, których budżety porównywane są do budżetów całych państw. Po drugiej stronie jest 15 tys. aptek, które zaczęły się dopiero organizować i nabierać umiejętności negocjacji cen i przeciwstawiania się koncernom – argumentował Jan Zając.

Projekt niezgodny z konstytucją

– Ta ustawa uderzy właśnie w tych, których ma chronić, bo jeśli sieci prowadzącej 100 aptek ubędzie 10, to ona sobie poradzi, ale ten, kto ma jedną aptekę, już nie – mówił podczas posiedzenia w Sejmie Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Przestrzegał, że nowelizacja przepisów w proponowanym teraz kształcie spowoduje silne ograniczenie konkurencji na tym rynku. Zdaniem ZPP, nie będzie de facto możliwości otwierania nowych aptek, więc już działające nie będą musiały starać się o lepsze oferty cenowe czy podniesienie jakości usług. Pozostawienie na rynku niewielkich podmiotów zahamuje rozwój gospodarczy – przedsiębiorcy nie będą zainteresowani inwestowaniem w sektor, w którym prawo prowadzenia działalności mają tylko farmaceuci, a działalności nie da się skalować poprzez otwieranie nowych lub przejmowanie kolejnych placówek. Ograniczenie możliwości zbywania aptek spowoduje także spadek ich wartości. ZPP przestrzega także, że projekt w obecnym kształcie stanowi naruszenie konstytucyjnie chronionej zasady wolności działalności gospodarczej oraz ochrony prawa własności.

Pacjent pionkiem w rozgrywce

– Przede wszystkim jednak projekt proponowany w obecnym kształcie uderzy w pacjentów, bo mniejsza konkurencja zawsze prowadzi do spadku wydajności usług oraz do wyższych cen – przestrzegał Cezary Kaźmierczak.

Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, podkreślał, że pacjenta struktura właścicielska aptek absolutnie nie interesuje. – Istotna jest dostępność do apteki, żeby była blisko jego miejsca zamieszkania, dostępność do leków, cena oraz możliwości ich refundacji, a także opieka farmaceuty. Proponowane rozwiązania to nie jest jednak kierunek propacjencki – mówił.

Dlaczego? Przeciwnicy zmian argumentują, że ograniczenie konkurencji i stopniowa eliminacja małych i średnich przedsiębiorstw, zmierzająca do pozostawienia na rynku w zasadzie wyłącznie aptek indywidualnych, doprowadzi do spadku dostępności leków dla pacjentów oraz do wzrostu cen leków nierefundowanych. Dziś ceny leków refundowanych na receptę są wszędzie takie same, ale ceny nierefundowanych oraz dostępnych bez recepty są niższe o 9-12 proc. w aptekach sieciowych niż w indywidualnych. – Pojedyncza apteka nie ma siły negocjacyjnej, jest skazana na dyktat dostawców – kupuje to, co oni chcą sprzedać i za ile chcą sprzedać. Im bardziej rynek będzie rozdrobniony, tym ten dyktat będzie silniejszy – podkreślał Jan Zając, właściciel aptek Ziko. Największe hurtownie farmaceutyczne dyktują warunki handlowe dzięki programom partnerskim i marketingowym: premiują farmaceutów za sprzedaż określonego asortymentu oraz uzależniają dostępność leków i ich ceny od wielkości sprzedaży. Jak podaje w swoim raporcie Fundacja Republikańska, największy dystrybutor w kraju, kontrolujący jedną trzecią rynku hurtowego, skupia w ramach programów partnerskich i marketingowych ponad 6500 aptek stanowiących 44 proc. rynku detalicznego.

Krystian Szulc, radca prawny, ze śląskiej izby aptekarskiej wskazywał na patologie występujące w branży farmaceutycznej i na rynku aptekarskim informując za co w 2016 r. zwolniono kierownika apteki: – Za nienależytą kontrolę nad procesem udzielania rabatu pacjentom przez personel apteki, niestosowanie polityki i zaleceń przełożonych dotyczących wydawania kart i kalendarzy oraz dokonywanie zakupów poza kanałami dystrybucji wybranymi przez właściciela. To jest biznes, pacjent się nie liczy! Nawet gdyby kierownik apteki miał nie wydać pacjentowi leku, nie wolno mu poza wybranym kanałem dystrybucji go kupić. W izbie mamy ponad sto kilkadziesiąt maili od kierowników aptek, którzy piszą, że nie mogą kupić leków, ale koncerny wskazują, w której sieci są one dostępne i że tam należy pacjenta odesłać – mówił Krystian Szulc.

I to jest realny problem, ale projekt ustawy w obecnym kształcie go nie rozwiązuje.

Komu zmiany w ustawie mają służyć?

Tego chcieli się dowiedzieć przedstawiciele środowiska aptekarskiego uczestniczący w spotkaniu w Sejmie. – Czy Naczelna Rada Aptekarska może nam udowodnić, że były zrobione badania wśród farmaceutów? Czy może się pochwalić wynikami opinii, kwestionariuszy? Czy była robiona ocena skutków regulacji wśród całej zawodowej grupy, którą reprezentujecie? – z tymi pytaniami Witold Lelental z sieci Super-Pharm zwrócił się do Marka Tomkowa, wiceprezesa NRA, który reprezentował radę na posiedzeniu.

Naczelna Rada Aptekarska to organ samorządu aptekarskiego, który ma reprezentować interesy zawodu. Tym razem jednak wielu aptekarzy ma poczucie, że NRA, jako inicjator zmian na rynku, występuje przeciwko nim, broniąc interesów tylko części aptek indywidualnych. – 4 tys. aptek jest zagrożonych upadkiem, w ostatnich 5 latach upadło kolejnych 5 tys. Dziś setki aptek są do sprzedaży, można je kupić za złotówkę, można przejąć za długi. Gdzie jest miejsce dla aptek typu B, które dziś funkcjonują na granicy opłacalności? Projekt zakłada bardzo wiele rozwiązań, które pozwalają zachować stabilność na tym rynku. Apteka będzie mogła zostać sprzedana wraz z lekami, co pozwala uniknąć strat wynikających z utylizacji leków przy likwidacji apteki. Dotyczy to także ochrony miejsc pracy, bo przy obecnej koncentracji rynku i tak dużej liczbie aptek nawet uczciwie działające apteki sieciowe mają bardzo duże problemy, żeby się utrzymać. Znane są miejscowości, gdzie na jedną aptekę przypada 300-400 osób, a jak podaje IMS powinno być od 2,6 tys. do 3,4 tys. Jednocześnie brakuje aptek w najmniejszych miejscowościach – argumentował Marek Tomków, wiceprezes NRA.

– Porównywanie zamykania nowoczesnych aptek do aptek typu B jest nie na miejscu. Apteki typu B to takie, które absolutnie nie spełniają dzisiejszych wymogów stawianych lokalom aptek i stanowią realne zagrożenie dla zdrowia pacjentów. Są trudno dostępne, często ze schodami, do których pacjent niepełnosprawny nie ma szansy się dostać. Co do dostępności aptek i leków w małych miejscowościach, to trzeba zapytać, co mali, indywidualni aptekarze robili przez ostatnich 25 lat i dlaczego tam nie otwierali aptek? – ripostowała Aleksandra Golecka-Kuźniak z aptek Gemini, nawiązując do tego, że zmiany w prawie mają rozwiązać problem nierównomiernego w skali kraju rozmieszczenia aptek ogólnodostępnych i zagwarantować równy dostęp do usług farmaceuty.

Zapisy o dekoncentracji nie działają

– Dziś co 4. apteka sieciowa narusza przepisy antykoncentracji – podkreślał Marek Tomków, wskazując na nieudolność prawa w egzekwowaniu dotychczasowych zapisów, według których pojedynczy właściciel nie może uzyskać nowego zezwolenia na prowadzenie apteki, jeśli już posiada w danym województwie co najmniej 1 proc. ogółu aptek.

– W obecnie obowiązującej ustawie jest zapis dekoncentracyjny, który miał chronić rynek i demonopolizować go. Skoro sieciówki wykorzystują słabe działanie naszego wymiaru sprawiedliwości, może zamiast robić rewolucje i wprowadzać kolejną ustawę, trzeba się zastanowić, co zrobić, aby te zapisy zaczęły funkcjonować. Taką rekomendację przekażemy ministrowi zdrowia – skomentował poseł Adam Abramowicz, przewodniczący parlamentarnego zespołu na rzecz wspierania przedsiębiorczości i patriotyzmu ekonomicznego, za co zebrał gromkie brawa od uczestników spotkania.

Brak nadzoru nad rynkiem i zarzuty wobec izby aptekarskiej

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców opracował ocenę skutków ewentualnej regulacji rynku aptecznego, w której wskazuje, że projekt w obecnym kształcie nie rozwiąże problemów istniejących na rynku aptek, ponieważ nie zawiera żadnych przepisów prowadzących do powstawania nowych placówek w miejscach, gdzie ich obecnie nie ma, ani przepisów służących poprawie skuteczności nadzoru nad działalnością aptek czy też nielegalnym wywozem leków.

Eksperci wskazują, że problem nieprawidłowości lub nadużyć na rynku aptek rozwiązywany jest w innych krajach głównie dzięki sprawności działania organów odpowiedzialnych za nadzór nad aptekami oraz wyposażeniu ich w kompetencje niezbędne do efektywnego wykrywania i zwalczania występujących na rynku nieprawidłowości. Sugerują, że rozwiązaniem tego problemu mogłoby być ustanowienie ustawowej kompetencji po stronie wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych do dokonywania samodzielnej oceny w zakresie rękojmi należytego prowadzenia apteki.

Dziś oceny takiej oceny inspektorzy dokonują na podstawie opinii właściwej okręgowej rady aptekarskiej. „Chociaż wojewódzcy inspektorzy farmaceutyczni posiadają szerokie kompetencje w zakresie nadzoru nad aptekami, w tym do wydawania i cofania zezwoleń na prowadzenie apteki, to efektywne zwalczanie wykrywanych patologii jest nieskuteczne, albowiem wymaga współpracy i jednomyślności z organami izb aptekarskich. Stwierdzenie bowiem, czy określony podmiot daje rękojmię należytego prowadzenia apteki (warunek niezbędny do uzyskania i posiadania zezwolenia), dokonywane jest na podstawie opinii właściwej okręgowej rady aptekarskiej. Nieodpowiednia współpraca i brak koordynacji między tymi organami skutkuje funkcjonowaniem na rynku nieuczciwych podmiotów” – czytamy w raporcie ZPP.

NRA zbiera podpisy pod nowelizacją ustawy

Naczelna Rada Aptekarska zbiera tymczasem podpisy pod projektem nowelizacji Prawa farmaceutycznego i apeluje o jego poparcie. W liście opublikowanym na stronie internetowej NRA czytamy: „Wszyscy jesteśmy świadkami, jak bardzo w ostatnim czasie zmienił się nie tylko obraz apteki, ale również naszej codziennej pracy. Po wielu latach starań mamy szansę na wprowadzenie zmian pozwalających przywrócić normalność. Powstał projekt parlamentarny zakładający realizację postulatów, o które całe nasze środowisko zabiega od dawna”. Podpisana pod apelem prezes NRA Elżbieta Piotrowska-Rutkowska podkreśla, że zmiany dotyczyć mają nowo powstających aptek, a tym samym, że wszystkie argumenty o wywłaszczeniach, miliardowych odszkodowaniach, likwidacji miejsc pracy, wzroście cen leków czy zamykaniu tysięcy aptek są jedynie pustym sloganem mającym na celu wywołanie strachu przed zmianami.

„W obecnych realiach ekonomicznych, kiedy kilka tysięcy podmiotów stoi na skraju bankructwa, otwarcie każdej kolejnej apteki oznacza zamknięcie już istniejącej. Kiedy w Sejmie właściciele sieci łamiącej wielokrotnie zapisy antykoncentracyjne żądają możliwości dalszego rozwoju, oznacza to, że ich ambicje będą realizowane kosztem innych. Drzwi w drzwi, apteka obok apteki. Ostra często nieuczciwa walka o każdego pacjenta. Efekt łatwy do przewidzenia. Natychmiast po zapowiedziach zmian ci biznesmeni zaczęli składać lawinę wniosków o otwarcie nowych aptek nawet na przysłowiową „dziurę w ziemi” licząc, że zdążą przed wejściem ustawy w życie „złapać” jeszcze więcej” – władze NRA nie przebierają w słowach.                                     

***

Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP, zaapelował, by projekt ustawy zmieniającej prawo farmaceutyczne był rozpatrywany w trybie rządowym, a nie poselskim. Ten ostatni nie przewiduje konieczności prowadzenia konsultacji społecznych. Tymczasem zdaniem ZPP ze względu na skalę zmian, ich wpływ na strukturę aptek w Polsce oraz skutki dla pacjentów i gospodarki kraju powinien zostać objęty konsultacjami społecznymi w pełnym zakresie. Szczególnie powinien uwzględnić stanowisko ministra zdrowia, ministra rozwoju oraz prezesa UOKiK. Z tą opinią zgodził się poseł Adam Abramowicz.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
25.09.2026 14:49
Koniec z „eko” bez dowodów. Nowe zasady zielonych claimów coraz bliżej branży kosmetycznej
Anna Shvets

Dyrektywa Empowering Consumers for the Green Transition (UE) 2024/825 zaostrza zasady komunikowania środowiskowych cech produktów. Dla branży kosmetycznej oznacza to konieczność weryfikacji claimów na opakowaniach, stronach internetowych, w e-commerce i reklamach. W Polsce przepisy mają zacząć obowiązywać 27 września 2027 r. – o rok później niż przewiduje unijny termin.

„Ekologiczny”, „zielony”, „przyjazny dla środowiska”, „neutralny klimatycznie” czy „zero waste” – tego rodzaju określenia coraz częściej pojawiają się w komunikacji marek kosmetycznych. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/825, przyjęta 28 lutego 2024 r., zmienia jednak zasady wykorzystywania takich przekazów. Jej przepisy zmieniają dyrektywy 2005/29/WE dotyczące nieuczciwych praktyk rynkowych oraz 2011/83/UE dotyczącą praw konsumentów. Państwa członkowskie powinny były dokonać transpozycji do 27 marca 2026 r., a unijne przepisy mają być stosowane od 27 września 2026 r.

Polska implementacja jest już na końcowym etapie parlamentarnym. Sejm uchwalił 4 września 2026 r. ustawę zmieniającą ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawę o prawach konsumenta. 24 września Senat przyjął ją bez poprawek. W toku prac parlamentarnych zmieniono termin wejścia ustawy w życie z 27 września 2026 r. na 27 września 2027 r. (⁠Sejm)

Skala greenwashingu

Za zaostrzeniem przepisów stoją konkretne dane. Według Komisji Europejskiej analiza przeprowadzona w 2020 r. wykazała, że 53,3 proc. badanych deklaracji środowiskowych przekazywało informacje niejasne, wprowadzające w błąd lub bezpodstawne, a 40 proc. nie było popartych dowodami. W innym badaniu, obejmującym 344 deklaracje dotyczące zrównoważonego rozwoju, organy ochrony konsumentów uznały w 57,5 proc. przypadków, że przedsiębiorcy nie przedstawili wystarczających informacji pozwalających ocenić prawdziwość deklaracji.

Problem jest szczególnie istotny dla kategorii kosmetycznej i produktów higieny osobistej. W unijnym przeglądzie z 2020 r. kosmetyki i produkty personal care stanowiły 17 proc. analizowanych przypadków dotyczących potencjalnie wprowadzających w błąd deklaracji dotyczących zrównoważonego rozwoju.

image

L’Oréal Polska z zarzutem greenwashingu. UOKiK kwestionuje eko-oznaczenia kosmetyków Garnier

Nowe przepisy wprowadzają do katalogu tzw. czarnych praktyk kolejne zachowania, które będą zakazane niezależnie od kontekstu. Jednym z nich jest stosowanie ogólnych twierdzeń środowiskowych bez możliwości wykazania odpowiedniej, uznanej efektywności środowiskowej. Dotyczy to m.in. określeń takich jak „eko”, „zielony”, „ekologiczny” czy „przyjazny dla środowiska”. Co istotne, deklaracja środowiskowa może być przekazem nie tylko tekstowym. Unijna definicja obejmuje także ilustracje, grafiki, symbole, oznakowania, nazwy marek, przedsiębiorstw i produktów, jeżeli sugerują korzystny wpływ na środowisko.

W praktyce nie oznacza to automatycznego zakazu każdego użycia słowa „eko”. Problemem będzie ogólne twierdzenie, którego przedsiębiorca nie jest w stanie poprzeć odpowiednimi dowodami. Dyrektywa przewiduje bowiem możliwość przedstawienia konkretnego uzasadnienia na tym samym nośniku. Przykładowo ogólne określenie dotyczące „przyjaznego dla klimatu opakowania” różni się od precyzyjnej informacji o tym, że 100 proc. energii wykorzystanej do produkcji opakowania pochodzi ze źródeł odnawialnych.

Opakowanie, reklama i e-commerce pod lupą

Szczególne znaczenie dla kosmetyków będzie miała regulacja dotycząca oznakowań związanych ze zrównoważonym rozwojem. Przedsiębiorcy nie będą mogli posługiwać się dowolnymi, własnymi „zielonymi” symbolami sugerującymi certyfikowaną ekologiczność produktu. Dyrektywa przewiduje, że takie oznaczenia powinny być oparte na systemie certyfikacji albo ustanowione przez organ publiczny.

Ograniczenia obejmą także deklaracje dotyczące neutralności klimatycznej. Dyrektywa wprost zakazuje twierdzeń, że produkt ma neutralny, ograniczony lub pozytywny wpływ na klimat, jeżeli takie przekazy opierają się na kompensowaniu emisji gazów cieplarnianych poza łańcuchem wartości produktu. Dotyczy to m.in. komunikatów typu „climate neutral”, „carbon neutral”, „climate compensated” czy „reduced climate impact”.

Osobną kategorię stanowią deklaracje dotyczące przyszłych celów środowiskowych. Komunikat w rodzaju „do 2030 r. osiągniemy neutralność klimatyczną” będzie musiał opierać się na jasnych, obiektywnych, publicznie dostępnych i możliwych do zweryfikowania zobowiązaniach, zawartych w szczegółowym i realistycznym planie. Plan powinien obejmować m.in. mierzalne i określone w czasie cele oraz środki potrzebne do ich realizacji, a jego wykonanie ma być regularnie weryfikowane przez niezależnego eksperta.

image

Sejm odracza walkę z greenwashingiem. Dla branży kosmetycznej stawką są miliony opakowań

Dla producentów kosmetyków oznacza to konieczność spojrzenia na komunikację szerzej niż tylko przez pryzmat pojedynczego hasła na opakowaniu. Audytu będą wymagały również strony internetowe, karty produktów w e-commerce, materiały reklamowe, kampanie w mediach społecznościowych, komunikacja korporacyjna oraz symbole i oznaczenia wykorzystywane przy produktach.

– Nowe przepisy dotyczące komunikacji to dla branży kosmetycznej znacznie więcej niż kwestia zmiany kilku haseł na opakowaniu. Firmy będą musiały z jeszcze większą ostrożnością oceniać treści, które wykorzystują w komunikacji marketingowej, a same komunikaty projektować precyzyjnie, tak aby konsumenci mieli jasność, czego one dotyczą – tłumaczy Magdalena Turowska, regulatory affairs managerka w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Jak dodaje, deklaracja środowiskowa powinna mieć konkretne i adekwatne uzasadnienie, które przedsiębiorca będzie w stanie wykazać i obronić. W praktyce oznacza to konieczność współpracy działów marketingu, regulatory, prawnych, ESG i osób odpowiedzialnych za opakowania oraz e-commerce.

Istotne będą również nowe zasady dotyczące praktyk wprowadzających w błąd. Dyrektywa obejmuje nie tylko bezpośrednio fałszywe deklaracje, lecz także komunikaty dotyczące cech środowiskowych, społecznych i aspektów gospodarki o obiegu zamkniętym, takich jak trwałość, naprawialność czy możliwość recyklingu. Regulacja obejmuje również eksponowanie korzyści, które nie wynikają z rzeczywistych cech produktu, a także przedstawianie jako przewagi środowiskowej cechy, która jest w rzeczywistości obowiązkowym wymogiem prawnym.

image

Green is the new black. Greenwashing w branży kosmetycznej [Rocznik WK 2025/26]

Z punktu widzenia firm kosmetycznych kluczowe będzie więc nie tylko to, co marka komunikuje, ale również czego dotyczy claim, na jakich danych się opiera i czy zakres deklaracji odpowiada rzeczywistej właściwości produktu. Przedsiębiorcy powinni już teraz przejrzeć stosowane oznaczenia, claims i materiały marketingowe oraz sprawdzić, czy dla każdego komunikatu istnieje odpowiednia dokumentacja potwierdzająca jego prawdziwość. Unijna dyrektywa ustanawia ramy ochrony przed greenwashingiem, a szczegółowe zasady uzasadniania deklaracji środowiskowych mają być dodatkowo rozwijane w kolejnych regulacjach.

Dla branży kosmetycznej oznacza to zmianę podejścia do komunikacji środowiskowej: od atrakcyjnego, ogólnego hasła w kierunku precyzyjnego claimu, którego zakres można jednoznacznie określić, a podstawę – udokumentować. Przy 27 września 2027 r. jako dacie przewidzianego w polskiej ustawie wejścia przepisów w życie firmy zyskują dodatkowy rok, ale kierunek zmian jest już określony.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
22.09.2026 13:11
Ponad 904 mln zł kar dla największych hurtowni farmaceutycznych. UOKiK: przez ponad dekadę ograniczały konkurencję
Kaboompics

UOKiK uznał, że największe hurtownie farmaceutyczne w Polsce przez ponad 10 lat wymieniały się informacjami o cenach i warunkach handlowych oferowanych aptekom. Łączna wartość kar nałożonych na Neucę, Farmacol-Logistykę, Farmacol i Świat Zdrowia wyniosła 904,97 mln zł. Sprawa pokazuje również znaczenie danych handlowych pozyskiwanych za pośrednictwem cyfrowych programów partnerskich.

Grupy Neuca, Farmacol oraz Polska Grupa Farmaceutyczna należą do największych hurtowych sprzedawców produktów farmaceutycznych w Polsce. Według ustaleń UOKiK ich łączny udział w rynku sprzedaży hurtowej leków w latach 2015–2022 przekraczał 70 proc. Skala działalności tych podmiotów ma bezpośrednie znaczenie dla funkcjonowania rynku aptecznego, ponieważ hurtownie są jednym z kluczowych ogniw łańcucha dostaw produktów leczniczych.

Według UOKiK przedsiębiorcy przez ponad dekadę wymieniali między sobą informacje mające wartość gospodarczą, w tym dotyczące cen leków, wielkości sprzedaży oraz warunków handlowych oferowanych poszczególnym aptekom. Mechanizm wykorzystywał narzędzia informatyczne funkcjonujące w ramach programów partnerskich dla aptek. Hurtownie, oferując aptekom m.in. rabaty, szkolenia czy wsparcie marketingowe, uzyskiwały dostęp do danych dotyczących ich zakupów. Następnie informacje te były udostępniane innym uczestnikom porozumienia i wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji handlowych.

Dane z tysięcy aptek elementem mechanizmu

Istotne było to, że nie chodziło o publicznie dostępne cenniki konkurentów. UOKiK wskazuje, że przedsiębiorcy uzyskiwali informacje o cenach, po których konkretne produkty były sprzedawane konkretnym aptekom, a także o innych warunkach transakcji. Dzięki temu uczestnicy porozumienia mogli obserwować zachowania konkurentów na znacznie bardziej szczegółowym poziomie, niż byłoby to możliwe na podstawie informacji dostępnych publicznie.

Z ustaleń Urzędu wynika, że z mechanizmu od października 2015 r. korzystały Neuca i Polska Grupa Farmaceutyczna, natomiast od stycznia 2017 r. dołączyły do niego również spółki z grupy Farmacol. Dane pochodzące z aptek pozwalały przedsiębiorcom ustalać, jakie produkty kupował dany odbiorca, od którego dostawcy, po jakiej cenie i na jakich warunkach.

image

Czy Żabka może zostać apteką? Blisko 13 tys. punktów zmienia układ sił na rynku zdrowia i kosmetyków

W ocenie UOKiK taka wymiana ograniczała przestrzeń do niezależnego konkurowania o apteki. Hurtownia mogła bowiem dostosować własną ofertę do warunków, jakie znała z oferty konkurenta. W materiałach postępowania znalazła się również korespondencja pracowników jednej z hurtowni, w której pojawiło się określenie „nie wywołać wojny cenowej”. Według Urzędu wymiana informacji pozwalała uczestnikom porozumienia unikać intensywnej rywalizacji cenowej.

UOKiK wskazuje, że konsekwencją mechanizmu było ograniczenie konkurencji pomiędzy największymi hurtowniami oraz utrwalanie istniejącego układu sił. W komunikacie Urząd zwraca uwagę, że skutki były odczuwalne również przez apteki, które mogły otrzymywać mniej konkurencyjne warunki zaopatrzenia. Ostatecznym odbiorcą leków jest natomiast pacjent.

Ponad 904 mln zł kar

Decyzja Prezesa UOKiK z 21 września 2026 r. zakwalifikowała opisane działania jako praktykę ograniczającą konkurencję polegającą na wymianie informacji handlowych mających wartość gospodarczą. Urząd zastosował przepisy polskiej ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz art. 101 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Decyzja została pozytywnie zaopiniowana przez Komisję Europejską, która potwierdziła kwalifikację praktyki i argumentację UOKiK w świetle zgromadzonego materiału dowodowego.

Łączna wysokość kar wyniosła 904 969 744,47 zł. Na Neucę nałożono 499 037 763,85 zł, na Farmacol-Logistykę 400 532 440 zł, na Farmacol 3 488 520 zł, a na Świat Zdrowia 1 911 020,62 zł. Maksymalna kara, jaka może zostać nałożona za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję, wynosi 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy.

image

Po 14 latach zakaz znika. Apteki będą mogły walczyć o klientów reklamą

Sankcji finansowej uniknęła Polska Grupa Farmaceutyczna. Spółka skorzystała z programu łagodzenia kar, przekazała UOKiK informacje i dowody oraz współpracowała z Urzędem w toku postępowania. Według UOKiK to właśnie jej wniosek pomógł w wykryciu i udokumentowaniu mechanizmu.

Decyzja nie jest prawomocna

Postępowanie ma również wymiar istotny dla innych sektorów wykorzystujących dane sprzedażowe. Programy partnerskie i lojalnościowe pozwalają przedsiębiorstwom uzyskiwać szczegółową wiedzę o zachowaniach klientów, a dane te mogą mieć wysoką wartość gospodarczą. Granica między wykorzystaniem informacji do poprawy oferty a działaniem ograniczającym konkurencję jest szczególnie istotna na rynkach, na których kilka podmiotów kontroluje znaczącą część sprzedaży.

Znaczenie sprawy wykracza więc poza sam rynek farmaceutyczny. Dotyczy również sposobu wykorzystywania danych handlowych w sektorach o wysokiej koncentracji, w tym w handlu detalicznym i hurtowym produktami zdrowotnymi, kosmetycznymi czy FMCG. W przypadku kosmetyków szczególne znaczenie mogą mieć dane o cenach, rabatach, sprzedaży i warunkach handlowych przekazywane w ramach programów dla detalistów i partnerów biznesowych.

image

DM umacnia się w segmencie aptecznym. Aplikacja dm-med rozszerza ekosystem drogerii

Decyzja UOKiK nie jest prawomocna. Przedsiębiorcom przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Neuca poinformowała, że nie zgadza się z zarzutami i zamierza skorzystać z prawa do odwołania. Grupa podkreśliła, że ostateczna wysokość ewentualnej kary oraz termin jej zapłaty zostaną ustalone po zakończeniu postępowania odwoławczego i wydaniu prawomocnego wyroku.

Dane dotyczące zwłaszcza aktualnej pozycji Neuki pokazują skalę podmiotów objętych sprawą. Grupa jest liderem krajowego rynku hurtowej sprzedaży leków, a średnioroczny udział spółek z grupy Neuca w krajowym rynku hurtu aptecznego wyniósł w 2024 r. 29,5 proc. W przypadku rynku o takiej koncentracji sposób gromadzenia, udostępniania i wykorzystywania danych handlowych może mieć istotne znaczenie dla warunków konkurencji w całym łańcuchu dostaw.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
25. wrzesień 2026 15:52