StoryEditor
Prawo
01.12.2016 00:00

Wojna o apteki

W Sejmie ważą się losy projektu wprowadzającego zmiany w Prawie farmaceutycznym, które bezpośrednio dotkną przedsiębiorców prowadzących apteki, zatrudnionych w nich farmaceutów oraz dostawców. Nad zmianami pracuje parlamentarny zespół ds. regulacji rynku farmaceutycznego, któremu przewodzi poseł PiS Waldemar Buda. Projekt podzielił środowisko aptekarskie.

W uzasadnieniu projektu wskazuje się na nieprawidłowości na rynku aptek i farmaceutycznym: niebezpieczeństwo monopolizacji i przejęcia rynku przez duże, międzynarodowe podmioty; likwidowanie małych, polskich przedsiębiorstw prowadzących apteki; nielegalny wywóz leków za granicę skutkujący brakiem dostępności leków dla polskich pacjentów; straty dla budżetu państwa; degradowanie roli i znaczenia zawodu farmaceuty; świadome łamanie prawa przez liczne grupy, które wyspecjalizowały się w wykorzystywaniu instytucji apteki ogólnodostępnej do pozyskiwania nielegalnych dochodów; brak odpowiedniej liczby farmaceutów, która zapewniałaby właściwy poziom usług farmaceutycznych; stałe otwieranie się nowych aptek, którym cofnięto zezwolenie na prowadzenie apteki ogólnodostępnej. Projekt popiera Naczelna Izba Aptekarska, czyli organ samorządu zawodowego aptekarzy. Środowisko jest jednak bardzo podzielone i przeciwnych projektowi jest wielu właścicieli aptek, nie tylko sieciowych. Negatywnie oceniają go także Polski Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNet, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Federacja Pacjentów Polskich. Negatywie wypowiadają się środowiska branżowe, które mogą pośrednio odczuć regulacje (np. w związku z ograniczeniem sprzedaży suplementów diety i kosmetyków w aptekach) oraz fundacje pacjentów.

Apteka tylko dla aptekarza

Autorzy projektu ustawy proponują wprowadzenie zasady „apteka dla aptekarza”. Kontrowersyjne zapisy przewidują możliwość prowadzenia aptek wyłącznie przez farmaceutów lub wybrane spółki osobowe farmaceutów mających prawo do wykonywania zawodu (jeden podmiot będzie mógł posiadać maksymalnie 3 apteki). Stopniowo wygaszane będą apteki prowadzone przez innych przedsiębiorców, ponieważ zostanie wprowadzona zasada dziedziczności wśród farmaceutów.

– Przecież apteką zarządza kierownik, farmaceuta z odpowiednim stażem i kwalifikacjami. Dlaczego moja córka lub syn nie będą mogli przejąć ode mnie biznesu, jeśli ukończą inne studia? Pozbawiacie nas prawa do prowadzenia działalności gospodarczej – denerwowali się aptekarze podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu na rzecz wspierania przedsiębiorczości i patriotyzmu ekonomicznego, które odbyło się 11 listopada br. w Sejmie RP w celu konsultacji proponowanych zmian w Prawie farmaceutycznym ze środowiskiem aptekarskim.

Zezwolenia na prowadzenie apteki będą wydawane tak, aby na 3 tys. mieszkańców przypadała maksymalnie 1 apteka, a jeśli aptek będzie mniej, dodatkowo będzie brana pod uwagę także odległość w linii prostej do najbliższej apteki (nie mniej niż 1 kilometr). – To oznacza zabetonowanie rynku i w praktyce wyklucza możliwość otwierania nowych aptek. W dobie intensywnego rozwoju i powstawania nowych osiedli i całych dzielnic w dużych miastach to rozwiązanie utrudni pacjentom dostęp do leków. Poza tym dla wielu przedsiębiorców, którzy nie są farmaceutami, będzie to oznaczać cofnięcie koncesji i zamknięcie apteki – mówiła Aleksandra Golecka-Kuźniak z aptek Gemini.

– Zobaczcie, chcecie doprowadzić do tego, żeby była jedna apteka w promieniu dwóch kilometrów. To jest skandaliczny projekt i jako pacjent nie zgadzam się na to! – protestował założyciel Fundacji 1 Czerwca, ojciec chorego dziecka, który na slajdzie pokazał, że zgodnie z nowym projektem z kilkunastu aptek działających na jego osiedlu w Łodzi pozostałaby jedna. 

Na zamieszaniu wygrają koncerny i hurtownie?

W Polsce jest obecnie 390 sieci aptecznych, z czego 385 należy do polskich przedsiębiorców, przy czym za sieć uważa się już 5 (!) aptek działających pod jednym szyldem. Tylko 5 sieci pozostaje w rękach podmiotów z kapitałem zagranicznym. Najprężniej rozwijają się niewielkie przedsiębiorstwa, które zostały uznane za sieci po otwarciu piątej apteki. To w nich, oraz w pacjentów, najbardziej uderzą ewentualne zmiany w prawie – alarmuje Polski Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNet.

Tego samego zdania są przedsiębiorcy prowadzący sieci aptek. Jan Zając, właściciel sieci aptek Ziko, 11 lat temu wraz z żoną otworzył pierwszą aptekę w Krakowie. Dziś ma ich 130. – Tylko 4 proc. rynku stanowią sieci zachodnie. Istniały, kiedy zaczynaliśmy działalność od zera. I my, polska firma, dawno prześcignęliśmy ich w dynamice rozwoju – mówił podczas konsultacji w Sejmie, nawiązując do tego, że projekt nowelizacji Prawa farmaceutycznego ma rzekomo ograniczyć rozwój zachodnich sieci i doprowadzić do repolonizacji rynku. Zdaniem większości środowiska aptekarskiego stanie się dokładnie odwrotnie – w siłę urosną zagraniczne koncerny farmaceutyczne oraz hurtownie, które będą dyktować warunki na rozdrobnionym rynku. – Trzeba pamiętać, że po jednej stronie mamy bardzo silny hurt – 80 proc. rynku trzymają w swoich rękach trzy największe spółki giełdowe – oraz zachodnie koncerny farmaceutyczne, bardzo wyspecjalizowane w procesie sprzedaży, potężne firmy, których budżety porównywane są do budżetów całych państw. Po drugiej stronie jest 15 tys. aptek, które zaczęły się dopiero organizować i nabierać umiejętności negocjacji cen i przeciwstawiania się koncernom – argumentował Jan Zając.

Projekt niezgodny z konstytucją

– Ta ustawa uderzy właśnie w tych, których ma chronić, bo jeśli sieci prowadzącej 100 aptek ubędzie 10, to ona sobie poradzi, ale ten, kto ma jedną aptekę, już nie – mówił podczas posiedzenia w Sejmie Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Przestrzegał, że nowelizacja przepisów w proponowanym teraz kształcie spowoduje silne ograniczenie konkurencji na tym rynku. Zdaniem ZPP, nie będzie de facto możliwości otwierania nowych aptek, więc już działające nie będą musiały starać się o lepsze oferty cenowe czy podniesienie jakości usług. Pozostawienie na rynku niewielkich podmiotów zahamuje rozwój gospodarczy – przedsiębiorcy nie będą zainteresowani inwestowaniem w sektor, w którym prawo prowadzenia działalności mają tylko farmaceuci, a działalności nie da się skalować poprzez otwieranie nowych lub przejmowanie kolejnych placówek. Ograniczenie możliwości zbywania aptek spowoduje także spadek ich wartości. ZPP przestrzega także, że projekt w obecnym kształcie stanowi naruszenie konstytucyjnie chronionej zasady wolności działalności gospodarczej oraz ochrony prawa własności.

Pacjent pionkiem w rozgrywce

– Przede wszystkim jednak projekt proponowany w obecnym kształcie uderzy w pacjentów, bo mniejsza konkurencja zawsze prowadzi do spadku wydajności usług oraz do wyższych cen – przestrzegał Cezary Kaźmierczak.

Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, podkreślał, że pacjenta struktura właścicielska aptek absolutnie nie interesuje. – Istotna jest dostępność do apteki, żeby była blisko jego miejsca zamieszkania, dostępność do leków, cena oraz możliwości ich refundacji, a także opieka farmaceuty. Proponowane rozwiązania to nie jest jednak kierunek propacjencki – mówił.

Dlaczego? Przeciwnicy zmian argumentują, że ograniczenie konkurencji i stopniowa eliminacja małych i średnich przedsiębiorstw, zmierzająca do pozostawienia na rynku w zasadzie wyłącznie aptek indywidualnych, doprowadzi do spadku dostępności leków dla pacjentów oraz do wzrostu cen leków nierefundowanych. Dziś ceny leków refundowanych na receptę są wszędzie takie same, ale ceny nierefundowanych oraz dostępnych bez recepty są niższe o 9-12 proc. w aptekach sieciowych niż w indywidualnych. – Pojedyncza apteka nie ma siły negocjacyjnej, jest skazana na dyktat dostawców – kupuje to, co oni chcą sprzedać i za ile chcą sprzedać. Im bardziej rynek będzie rozdrobniony, tym ten dyktat będzie silniejszy – podkreślał Jan Zając, właściciel aptek Ziko. Największe hurtownie farmaceutyczne dyktują warunki handlowe dzięki programom partnerskim i marketingowym: premiują farmaceutów za sprzedaż określonego asortymentu oraz uzależniają dostępność leków i ich ceny od wielkości sprzedaży. Jak podaje w swoim raporcie Fundacja Republikańska, największy dystrybutor w kraju, kontrolujący jedną trzecią rynku hurtowego, skupia w ramach programów partnerskich i marketingowych ponad 6500 aptek stanowiących 44 proc. rynku detalicznego.

Krystian Szulc, radca prawny, ze śląskiej izby aptekarskiej wskazywał na patologie występujące w branży farmaceutycznej i na rynku aptekarskim informując za co w 2016 r. zwolniono kierownika apteki: – Za nienależytą kontrolę nad procesem udzielania rabatu pacjentom przez personel apteki, niestosowanie polityki i zaleceń przełożonych dotyczących wydawania kart i kalendarzy oraz dokonywanie zakupów poza kanałami dystrybucji wybranymi przez właściciela. To jest biznes, pacjent się nie liczy! Nawet gdyby kierownik apteki miał nie wydać pacjentowi leku, nie wolno mu poza wybranym kanałem dystrybucji go kupić. W izbie mamy ponad sto kilkadziesiąt maili od kierowników aptek, którzy piszą, że nie mogą kupić leków, ale koncerny wskazują, w której sieci są one dostępne i że tam należy pacjenta odesłać – mówił Krystian Szulc.

I to jest realny problem, ale projekt ustawy w obecnym kształcie go nie rozwiązuje.

Komu zmiany w ustawie mają służyć?

Tego chcieli się dowiedzieć przedstawiciele środowiska aptekarskiego uczestniczący w spotkaniu w Sejmie. – Czy Naczelna Rada Aptekarska może nam udowodnić, że były zrobione badania wśród farmaceutów? Czy może się pochwalić wynikami opinii, kwestionariuszy? Czy była robiona ocena skutków regulacji wśród całej zawodowej grupy, którą reprezentujecie? – z tymi pytaniami Witold Lelental z sieci Super-Pharm zwrócił się do Marka Tomkowa, wiceprezesa NRA, który reprezentował radę na posiedzeniu.

Naczelna Rada Aptekarska to organ samorządu aptekarskiego, który ma reprezentować interesy zawodu. Tym razem jednak wielu aptekarzy ma poczucie, że NRA, jako inicjator zmian na rynku, występuje przeciwko nim, broniąc interesów tylko części aptek indywidualnych. – 4 tys. aptek jest zagrożonych upadkiem, w ostatnich 5 latach upadło kolejnych 5 tys. Dziś setki aptek są do sprzedaży, można je kupić za złotówkę, można przejąć za długi. Gdzie jest miejsce dla aptek typu B, które dziś funkcjonują na granicy opłacalności? Projekt zakłada bardzo wiele rozwiązań, które pozwalają zachować stabilność na tym rynku. Apteka będzie mogła zostać sprzedana wraz z lekami, co pozwala uniknąć strat wynikających z utylizacji leków przy likwidacji apteki. Dotyczy to także ochrony miejsc pracy, bo przy obecnej koncentracji rynku i tak dużej liczbie aptek nawet uczciwie działające apteki sieciowe mają bardzo duże problemy, żeby się utrzymać. Znane są miejscowości, gdzie na jedną aptekę przypada 300-400 osób, a jak podaje IMS powinno być od 2,6 tys. do 3,4 tys. Jednocześnie brakuje aptek w najmniejszych miejscowościach – argumentował Marek Tomków, wiceprezes NRA.

– Porównywanie zamykania nowoczesnych aptek do aptek typu B jest nie na miejscu. Apteki typu B to takie, które absolutnie nie spełniają dzisiejszych wymogów stawianych lokalom aptek i stanowią realne zagrożenie dla zdrowia pacjentów. Są trudno dostępne, często ze schodami, do których pacjent niepełnosprawny nie ma szansy się dostać. Co do dostępności aptek i leków w małych miejscowościach, to trzeba zapytać, co mali, indywidualni aptekarze robili przez ostatnich 25 lat i dlaczego tam nie otwierali aptek? – ripostowała Aleksandra Golecka-Kuźniak z aptek Gemini, nawiązując do tego, że zmiany w prawie mają rozwiązać problem nierównomiernego w skali kraju rozmieszczenia aptek ogólnodostępnych i zagwarantować równy dostęp do usług farmaceuty.

Zapisy o dekoncentracji nie działają

– Dziś co 4. apteka sieciowa narusza przepisy antykoncentracji – podkreślał Marek Tomków, wskazując na nieudolność prawa w egzekwowaniu dotychczasowych zapisów, według których pojedynczy właściciel nie może uzyskać nowego zezwolenia na prowadzenie apteki, jeśli już posiada w danym województwie co najmniej 1 proc. ogółu aptek.

– W obecnie obowiązującej ustawie jest zapis dekoncentracyjny, który miał chronić rynek i demonopolizować go. Skoro sieciówki wykorzystują słabe działanie naszego wymiaru sprawiedliwości, może zamiast robić rewolucje i wprowadzać kolejną ustawę, trzeba się zastanowić, co zrobić, aby te zapisy zaczęły funkcjonować. Taką rekomendację przekażemy ministrowi zdrowia – skomentował poseł Adam Abramowicz, przewodniczący parlamentarnego zespołu na rzecz wspierania przedsiębiorczości i patriotyzmu ekonomicznego, za co zebrał gromkie brawa od uczestników spotkania.

Brak nadzoru nad rynkiem i zarzuty wobec izby aptekarskiej

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców opracował ocenę skutków ewentualnej regulacji rynku aptecznego, w której wskazuje, że projekt w obecnym kształcie nie rozwiąże problemów istniejących na rynku aptek, ponieważ nie zawiera żadnych przepisów prowadzących do powstawania nowych placówek w miejscach, gdzie ich obecnie nie ma, ani przepisów służących poprawie skuteczności nadzoru nad działalnością aptek czy też nielegalnym wywozem leków.

Eksperci wskazują, że problem nieprawidłowości lub nadużyć na rynku aptek rozwiązywany jest w innych krajach głównie dzięki sprawności działania organów odpowiedzialnych za nadzór nad aptekami oraz wyposażeniu ich w kompetencje niezbędne do efektywnego wykrywania i zwalczania występujących na rynku nieprawidłowości. Sugerują, że rozwiązaniem tego problemu mogłoby być ustanowienie ustawowej kompetencji po stronie wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych do dokonywania samodzielnej oceny w zakresie rękojmi należytego prowadzenia apteki.

Dziś oceny takiej oceny inspektorzy dokonują na podstawie opinii właściwej okręgowej rady aptekarskiej. „Chociaż wojewódzcy inspektorzy farmaceutyczni posiadają szerokie kompetencje w zakresie nadzoru nad aptekami, w tym do wydawania i cofania zezwoleń na prowadzenie apteki, to efektywne zwalczanie wykrywanych patologii jest nieskuteczne, albowiem wymaga współpracy i jednomyślności z organami izb aptekarskich. Stwierdzenie bowiem, czy określony podmiot daje rękojmię należytego prowadzenia apteki (warunek niezbędny do uzyskania i posiadania zezwolenia), dokonywane jest na podstawie opinii właściwej okręgowej rady aptekarskiej. Nieodpowiednia współpraca i brak koordynacji między tymi organami skutkuje funkcjonowaniem na rynku nieuczciwych podmiotów” – czytamy w raporcie ZPP.

NRA zbiera podpisy pod nowelizacją ustawy

Naczelna Rada Aptekarska zbiera tymczasem podpisy pod projektem nowelizacji Prawa farmaceutycznego i apeluje o jego poparcie. W liście opublikowanym na stronie internetowej NRA czytamy: „Wszyscy jesteśmy świadkami, jak bardzo w ostatnim czasie zmienił się nie tylko obraz apteki, ale również naszej codziennej pracy. Po wielu latach starań mamy szansę na wprowadzenie zmian pozwalających przywrócić normalność. Powstał projekt parlamentarny zakładający realizację postulatów, o które całe nasze środowisko zabiega od dawna”. Podpisana pod apelem prezes NRA Elżbieta Piotrowska-Rutkowska podkreśla, że zmiany dotyczyć mają nowo powstających aptek, a tym samym, że wszystkie argumenty o wywłaszczeniach, miliardowych odszkodowaniach, likwidacji miejsc pracy, wzroście cen leków czy zamykaniu tysięcy aptek są jedynie pustym sloganem mającym na celu wywołanie strachu przed zmianami.

„W obecnych realiach ekonomicznych, kiedy kilka tysięcy podmiotów stoi na skraju bankructwa, otwarcie każdej kolejnej apteki oznacza zamknięcie już istniejącej. Kiedy w Sejmie właściciele sieci łamiącej wielokrotnie zapisy antykoncentracyjne żądają możliwości dalszego rozwoju, oznacza to, że ich ambicje będą realizowane kosztem innych. Drzwi w drzwi, apteka obok apteki. Ostra często nieuczciwa walka o każdego pacjenta. Efekt łatwy do przewidzenia. Natychmiast po zapowiedziach zmian ci biznesmeni zaczęli składać lawinę wniosków o otwarcie nowych aptek nawet na przysłowiową „dziurę w ziemi” licząc, że zdążą przed wejściem ustawy w życie „złapać” jeszcze więcej” – władze NRA nie przebierają w słowach.                                     

***

Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP, zaapelował, by projekt ustawy zmieniającej prawo farmaceutyczne był rozpatrywany w trybie rządowym, a nie poselskim. Ten ostatni nie przewiduje konieczności prowadzenia konsultacji społecznych. Tymczasem zdaniem ZPP ze względu na skalę zmian, ich wpływ na strukturę aptek w Polsce oraz skutki dla pacjentów i gospodarki kraju powinien zostać objęty konsultacjami społecznymi w pełnym zakresie. Szczególnie powinien uwzględnić stanowisko ministra zdrowia, ministra rozwoju oraz prezesa UOKiK. Z tą opinią zgodził się poseł Adam Abramowicz.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
05.01.2026 16:11
Rzeczpospolita: Mikroprzedsiębiorcy wejdą w KSeF wcześniej, niż zakłada ustawa
KSeF wzbudza gorące emocje wśród przedsiębiorców.Shutterstock

Od 1 lutego 2026 r. Krajowy System e-Faktur obejmie w praktyce także mikro- i małe firmy, mimo że formalny obowiązek wystawiania przez nie faktur sprzedażowych w KSeF zacznie się dopiero 1 stycznia 2027 r. Jak informuje Rzeczpospolita, decydujące znaczenie ma fakt, że od lutego 2026 r. duże przedsiębiorstwa będą mogły wystawiać faktury zakupowe wyłącznie w systemie KSeF. Oznacza to, że najmniejsi przedsiębiorcy, aby w ogóle odebrać dokumenty od swoich kontrahentów, będą musieli uzyskać dostęp do systemu już na tym etapie.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami mikroprzedsiębiorcy mają czas do 2027 r. na rozpoczęcie wystawiania faktur sprzedażowych w KSeF. W praktyce jednak, jak podkreśla cytowany przez „Rzeczpospolitą” doradca podatkowy i partner w Crido Maciej Dybaś, od 1 lutego 2026 r. będą zmuszeni korzystać z systemu jako nabywcy. Bez dostępu do KSeF nie będą mogli pobrać faktur zakupowych wystawianych przez duże firmy, co uniemożliwi ich prawidłowe rozliczenie.

Od tego momentu faktury zakupowe nie będą już przekazywane e-mailem w formacie PDF ani w wersji papierowej. Jedyną prawnie obowiązującą fakturą stanie się dokument ustrukturyzowany w formacie XML, dostępny w KSeF. Duży sprzedawca nie będzie mógł wystawić faktury w inny sposób, a ewentualne przesłanie wizualizacji dokumentu będzie wyłącznie jego dobrą wolą i nie będzie miało mocy prawnej.

Eksperci zwracają uwagę, że obowiązek ten obejmie w praktyce niemal wszystkich przedsiębiorców, niezależnie od skali działalności. Jak wskazuje Izabela Leśniewska, doradczyni podatkowa w kancelarii Alo-2, każdy przedsiębiorca korzystający z usług telekomunikacyjnych, internetu, paliwa na stacjach sieciowych czy dokonujący zakupów firmowych w dużych sieciach handlowych otrzyma fakturę wyłącznie poprzez KSeF. Tym samym nawet najmniejsze firmy zostaną włączone w system już od jego startu w 2026 r.

Dodatkowym wyzwaniem jest brak automatycznych powiadomień o nowych dokumentach w systemie. KSeF nie będzie informował przedsiębiorców o wystawieniu faktury, co oznacza konieczność regularnego i samodzielnego sprawdzania systemu. Eksperci ostrzegają, że może to zwiększyć ryzyko przeoczenia faktur i opóźnień w płatnościach, szczególnie wśród małych firm, które – jak podkreśla Izabela Leśniewska – często nie są jeszcze świadome, że w praktyce wejdą w KSeF już w lutym 2026 r.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
05.01.2026 13:02
Bez logo, bez ochrony? Czy to koniec ery quiet luxury w branży beauty?
Marzena Szulc

Trend quiet luxury wciąż dominuje w branżach fashion oraz beauty, zwłaszcza w segmencie premium. W 2026 roku trend ten raczej nie straci na znaczeniu. Moda na minimalizm ewoluuje jedynie w kierunku nieco bardziej wyrazistych faktur i materiałów, dopracowanych detali i zmysłowych form.

Dla producentów kosmetyków to wyzwanie: nie każde subtelne oznaczenie marki da się zastrzec jako znak towarowy. O tym, czy oznaczenia marki utrzymane w eleganckiej prostej estetyce będą prawnie chronione, czy pozostaną dostępne dla konkurencji, decydują urzędy patentowe. Dlatego strategię ochrony brandu warto planować z wyprzedzeniem.

Jak rozumieć trend quiet luxury?

Quiet luxury to styl życia oparty na powściągliwej elegancji i świadomej konsumpcji bez ostentacyjnego manifestowania statusu. Określany także jako „ukryte bogactwo”, „estetyka starych pieniędzy” czy „cichy luksus”, stawia na jakość, ponadczasowość i detale zamiast eksponowania logo drogiej marki.

image

Niełatwo podrobić nową serię kosmetyków Louis Vuitton. Jak dom mody chroni swoje wzory i oznaczenia?

Taką filozofię reprezentują m.in. luksusowe marki modowe Tom Ford czy Max Mara, budujące rozpoznawalność nie przez logo, lecz przez formę, materiał i konsekwencję estetyczną.

Zależność między estetyką „quiet luxury” a ochroną prawną marki doskonale ilustruje sprawa zgłoszenia graficznego znaku towarowego Charlotte Tilbury, która pokazuje, że minimalistyczna elegancja nie zawsze zapewnia wymaganą minimalną zdolność odróżniającą w rozumieniu prawa własności przemysłowej.

Sprawa zgłoszenia znaku towarowego graficznego Charlotte Tilbury

12 grudnia 2025 roku Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (dalej: „EUIPO” lub „Urząd”) wydał decyzję o braku pierwotnej zdolności odróżniającej unijnego graficznego znaku towarowego „” zgłoszonego 11 kwietnia 2025 r. przez Charlotte Tilbury TM Limited (dalej: „Charlotte Tilbury” lub „Zgłaszająca”) dla kosmetyków (EUTM 019172020).

Postępowanie zgłoszeniowe dotyczy oznaczenia w postaci kształtu geometrycznego przeciętego linią, bez elementów słownych ani logo marki. EUIPO uznało, że taki znak nie posiada pierwotnej zdolności odróżniającej: opiera się wyłącznie na podstawowych formach geometrycznych, powszechnie stosowanych w branży kosmetycznej (zwłaszcza premium), przez co przeciętny konsument odbierze go jedynie jako dekorację opakowania, a nie wskazówkę pochodzenia towaru.

Zgłaszająca nie zgodziła się z tą oceną, podkreślając nietypową formę znaku, jego wewnętrzny kontrast, a wskutek tego efekt zapamiętywalności. Argumentowała też, że znak wpisuje się w aktualne trendy „quiet luxury” oraz powoływał się na wcześniejsze pozytywne decyzje dotyczące podobnych znaków graficznych (geometrycznych kształtów) i rejestracje identycznego oznaczenia w kilku państwach spoza UE (m.in. w Wielkiej Brytanii, Bahrajnie, Omanie, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich).

image

Dior vs Empik: Sąd Najwyższy o granicach sprzedaży luksusowych kosmetyków poza autoryzowaną siecią

Stanowisko EUIPO

EUIPO odrzuciło te argumenty. Urząd podkreślił, że:

  • trend „quiet luxury” odnosi się do wysokiej jakości produktu, doskonałego rzemiosła i stonowanego oznakowania marki, ale nie do charakteru odróżniającego samego znaku towarowego;
  • nawet celowy minimalizm nie zwalnia znaku z konieczności spełnienia minimalnego progu zdolności odróżniającej w odniesieniu do towarów, dla których Zgłaszająca ubiega się o ochronę, co nie ma miejsca w niniejszym przypadku;
  • fakt, że konsumenci są przyzwyczajeni do prostych form, nie oznacza automatycznie, że dana forma będzie pełnić funkcję znaku towarowego;
  • wcześniejsze decyzje oraz rejestracje w innych jurysdykcjach nie są wiążące – każdy znak UE jest oceniany autonomicznie, według aktualnej praktyki EUIPO.

EUIPO podkreśla, że w tej sprawie znak nie zawierał żadnego elementu słownego ani dodatkowego elementu graficznego, który mógłby nadać mu choćby minimalny stopień odróżniający.

Skutek decyzji

EUIPO uznało, że konsumenci odbieraliby zgłoszony znak jedynie jako prosty element dekoracyjny, a nie jako oznaczenie pochodzenia towarów. W konsekwencji Urząd stwierdził brak pierwotnej zdolności odróżniającej zgłoszonego znaku.

Zgłaszająca może odwołać się od decyzji w terminie dwóch miesięcy od jej doręczenia.

Jako że Zgłaszająca złożyła tzw. wniosek pomocniczy, w przypadku uprawomocnienia się decyzji Urzędu, postępowanie zgłoszeniowe zostanie wznowione, a znak będzie mógł zostać zarejestrowany pod warunkiem wykazania przez Charlotte Tilbury wtórnej zdolności odróżniającej jej znaku, tj. że w wyniku konsekwentnego i długotrwałego używania w obrocie jest postrzegany przez odbiorców jako oznaczenie pochodzenia towarów.

image

Nowa era beauty marketingu? Prawne aspekty współpracy z AI influencerami

Jak chronić oznaczenia marek „quiet luxury” – w skrócie

Oznaczeń marki w stylu quiet luxury nie chroni się jednym instrumentem prawnym. Minimalistyczne oznaczenia rzadko posiadają samoistną zdolność odróżniającą, dlatego skuteczna ochrona wymaga łączenia praw do znaków towarowych, rejestracji wzorów przemysłowych oraz – w odpowiednim zakresie – prawa autorskiego. Strategię ochrony warto planować równolegle z kształtowaniem estetyki marki, a nie dopiero na etapie sporu z urzędem lub konkurentem.

Komentarz ekspercki

Aby wykazać wspomnianą wtórną zdolność odróżniającą znaku towarowego, należy udowodnić, że przed dokonaniem zgłoszenia był on używany w taki sposób, że klienci z Unii Europejskiej kojarzyli go z konkretnym przedsiębiorcą. Może to zostać potwierdzone m.in. poprzez badania rynku, materiały reklamowe, katalogi, faktury, a także dane sprzedażowe i finansowe.

Urząd bada w szczególności skalę i okres używania znaku, jego zasięg terytorialny, poniesione nakłady na reklamę oraz stopień rozpoznawalności wśród odbiorców w UE. Największe znaczenie mają dowody bezpośrednie (np. badania rynku, oświadczenia niezależnych instytucji), natomiast pozostałe dowody mają charakter uzupełniający. Jeżeli Charlotte Tilbury wykaże, że unijni konsumenci rozpoznają po powyższej grafice jej produkty kosmetyczne, to uzyska prawo ochronne na wskazany graficzny znak towarowy.

Należy jednak zaznaczyć, że marka zgłaszającej pozostaje silnie chroniona niezależnie od wyniku tej sprawy, gdyż Charlotte Tilbury posiada m.in. znaki towarowe słowne oraz niemal identyczny znak słowno-graficzny, obejmujący geometryczne grafiki wraz z dodanym logo „CT”: „” (EUTM 011193414). Sam znak towarowy graficzny zapewniałby szerszą ochronę, m.in. przed używaniem podobnej grafiki nawet z innymi literami, jednak uzyskanie tak szerokiego monopolu na proste formy nie jest łatwe.

Wnioski dla branży beauty

Sprawa Charlotte Tilbury stanowi istotny sygnał ostrzegawczy dla marek kosmetycznych opierających swój wizerunek na minimalizmie. Trendy i estetyka nie zawsze idą w parze z ochroną prawną – im prostsze oznaczenie, tym większe ryzyko, że zostanie uznane wyłącznie za element dekoracyjny, a nie za znak identyfikujący pochodzenie produktu.

Dlatego marki kosmetyczne, w szczególności z segmentu premium, powinny od początku konsultować działania brandingowe z prawnikiem zajmującym się ochroną marki oraz stosować kompleksowe podejście do ochrony własności intelektualnej. Wymogi prawa własności przemysłowej należy uwzględniać już na etapie projektowania brandingu, a nie dopiero po rozpoczęciu używania oznaczeń w obrocie.

Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel

Podstawa prawna:

Art. 7 ust. 1 lit. b) oraz ust. 3, art. 66 ust. 2 oraz art. 97 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/1001 z 14 czerwca 2017 r. w sprawie znaku towarowego Unii Europejskiej.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
07. styczeń 2026 11:41