To, jak często dochodzi do przypadkowych uszkodzeń produktów, zależy m.in. od wielkości placówki. – U mnie alejki nie są zbyt szerokie, a mam mnóstwo klientów-podróżnych, którzy regularnie, plecakami albo torbami strącają rzeczy z półki – mówi Sebastian Wołek prowadzący drogerię Jasmin na Dworcu Centralnym w Warszawie. Problem w różnym stopniu dotyczy większości drogerii samoobsługowych i nasila się zimą, gdy ciepłe ubrania utrudniają wymijanie się w alejkach. – Miesięcznie mamy kilkanaście przypadków takich zniszczeń, co przy ponad 400 mkw. powierzchni jest dobrym wynikiem. Zwłaszcza że na frontach półek nie ma ograniczników, przez co łatwo coś niechcący potrącić i zrzucić – mówi Izabela Kępa, kierowniczka Drogerii Europejskiej III w Galerii Krakowskiej. Natomiast w warszawskiej drogerii Jasmin do takich wypadków dochodzi tak często, że właściciel zdecydował się droższe wody toaletowe, w cenie powyżej 30 zł, trzymać na zapleczu, a na półki wystawiać tylko puste pudełka.
Przedstawiciel handlowy na pewno pomoże
– Często klientki przychodzą na zakupy z dziećmi, które potrafią coś strącić z półki, ale nie robimy nigdy z tego powodu problemu – mówi Marek Łaska, właściciel Kosmeterii Markos w Orzeszu. Zdecydowana większość naszych rozmówców za przypadkowe straty nie pociąga do odpowiedzialności klientów. – Niektórzy sami przynoszą uszkodzony produkt do kasy i chcą za niego zapłacić. Zazwyczaj rozstrzygamy takie sytuacje na korzyść klienta i wpisujemy produkt w straty – mówi Krystyna Pilecka, prowadząca kilka drogerii pod szyldem Laboo. Detaliści wolą wziąć koszt na siebie, żeby nie stresować klientów i nie zniechęcić ich do sklepu. Poza tym, jeśli zniszczyło się tylko opakowanie, a sam produkt nie ucierpiał, sprawę prawie na pewno będzie można załatwić z przedstawicielem handlowym producenta, który wymieni produkt na nowy. – Gorzej, jak firma nie ma przedstawiciela liniowego. Na szczęście większość znanych marek ma, a ludzie od kosmetyków kolorowych działają wyjątkowo sprawnie – zauważa Sebastian Wołek. Przypadkowych strat nie da się całkowicie wyeliminować, a jedyne co można zrobić to uczulić personel, by starannie układał towar na półkach, minimalizując ryzyko strącenia czegoś na ziemię. Skutecznie przeciwdziałać można za to celowym zniszczeniom.
Jest tester, nie ma zniszczeń
Drogeria to specyficzny sklep. Klienci, a właściwie głównie klientki, bo to kobiety stanowią zdecydowaną większość, chciałyby wszystko powąchać, wypróbować przed zakupem. Korci je, żeby użyć perfum, sprawdzić, jaką szczoteczkę ma maskara i… robią to. Również, jeśli nie mają do dyspozycji testera. – Sprzedawca, zgodnie z art. 3 ust. 3 ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie kodeksu cywilnego, ma obowiązek umożliwić klientowi zapoznanie się tego rodzaju towarami poprzez udostępnienie testerów – informuje radca prawny Agnieszka Grzesiek. Krystyna Pilecka uważa, że wprowadzenie produktu do sprzedaży bez testera to skazanie go na bycie „półkownikiem”. – Nie ma problemu, żeby dostać testery od przedstawicieli handlowych. Kłopot bywa, gdy ekspedientki nie sprawdzają i nie uzupełniają testerów na bieżąco. Trzeba na to zwracać uwagę, bo klienci często tłumaczą naruszanie opakowań brakiem testera – podkreśla.
– Przymykamy oko na takie zachowanie i nikogo nie obciążamy kosztami, jeśli rzeczywiście na półce nie było testera – mówi Piotr Klimczak, prowadzący na południu Polski 13 drogerii Kosmyk. To praktyka słuszna z literą prawa. – Jeśli klient nie ma warunków do poznania towaru, umożliwiających podjęcie decyzji o zakupie, i otworzy opakowanie kosmetyku, trudno będzie udowodnić mu winę i żądać zapłaty za wypróbowany produkt – twierdzi Agnieszka Grzesiek. Ale jak dodaje, nie znaczy to, że w każdej sytuacji klient może uzasadniać naruszenie opakowania czy użycie kosmetyku brakiem testera.
Lepiej sprzedać bez zysku niż wcale
Nierzadko jednak, mimo wyeksponowanych próbek do testowania, klient używa egzemplarza przeznaczonego do sprzedaży, przez co towar staje się niepełnowartościowy. Czasem tylko zedrze folię, ale nieraz rozerwie przy okazji opakowanie. – Dla nas to duża strata, bo ofiarą takich praktyk potrafią padać nawet perfumy warte 150 zł – mówi Izabela Kępa. W drogeriach często w ten sposób otwierane są masła do ciała (bo klientki chcą poznać zapach i konsystencję produktu), a także kremy do rąk, testowane przed ewentualnym zakupem. Problem dotyczy zwłaszcza dużych samoobsługowych placówek. To kłopotliwa sytuacja, bo jak zauważa Sebastian Wołek, w przypadku drogich i prestiżowych marek typu Dr Irena Eris, Dermika czy AA Prestige, płaci się nie tylko za produkt, ale również za wygląd i design opakowania.
Pani Izabela z Krakowa prosi klientów, by uregulowali należność za naruszony produkt: – Tłumaczę, że my tego nie możemy później sprzedać. Nie zarobimy już, więc obniżam wandalowi cenę, byśmy chociaż nie byli stratni. Jak tłumaczy Agnieszka Grzesiek, jeśli klient otworzy pełnowartościowy produkt, choć miał do dyspozycji tester, sprzedawca ma prawo żądać zapłaty za uszkodzony towar. – Jeśli kupujący działał w ten sposób świadomie na szkodę sprzedawcy, jego zachowanie można zakwalifikować jako niszczenie, uszkodzenie lub czynienie niezdatnej do użytku cudzej rzeczy. W takim przypadku zasadne będzie wezwanie służb porządkowych. W zależności od rozmiaru szkody oraz innych okoliczności sprawcy może zostać wymierzona kara pozbawienia wolności, aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny – wymienia radca prawny.
Nikt nie chce scen z policją
Izabela Kępa szacuje, że mniej więcej jedna trzecia klientów przyłapana na otwieraniu produktów odmawia płacenia: – Można wtedy wezwać policję, która chcąc uniknąć dodatkowej roboty papierkowej, pewnie zmusi klienta do zapłaty. Jak kiedyś powiedział mi funkcjonariusz, takie niszczenie jest poważniejszą sprawą niż kradzież. Ale to nieprzyjemna i nerwowa sytuacja, staramy się ich unikać i nie robić scen w sklepie. Sprzedawcy dzwonią więc na policję w ostateczności. – Trudno się dziwić – przybycie do sklepu funkcjonariuszy zazwyczaj wzbudza zainteresowanie innych kupujących, a ewentualne kłótnie nie wpłyną pozytywnie na wizerunek firmy – zauważa Agnieszka Grzesiek. Co więc robią detaliści? Puszczają delikwenta wolno, a produkty, których opakowania nie są zniszczone, a jedynie pozbawione folii, sprzedają po niższej cenie. – Jeśli przez ingerencję klienta towar nie nadaje się do sprzedaży, wpisuję go w starty i robię z niego tester. Gorzej jak miesięczny limit jest już wyczerpany – mówi kierowniczka z Krakowa.
Najskuteczniejszym sposobem radzenia sobie z takimi celowymi zniszczeniami jest jednak prewencja. – Staramy się unikać sytuacji, że klient jest sam na dziale. Po to na sali są konsultantki, by udzielać informacji o produktach i pomóc w wyborze. Ochrona też zwraca uwagę, czy klient nie narusza opakowań – mówi pani Izabela. Z podobnego założenia wychodzi Krystyna Pilecka: – Jeśli z jakichś powodów nie ma testera to w pobliżu powinna być ekspedientka, która zaprezentuje klientowi zapach, np. pokazując inny produkt z linii.
Straty wynikające z przypadkowych i celowych uszkodzeń produktów mogą sięgać nawet kilkuset złotych miesięcznie. Przy uczuleniu personelu na ten problem, niespełna kilkadziesiąt. – Obsługa musi zawsze mieć czas dla klienta – kończy Izabela Turowska, prowadząca kilka sklepów w sieci Sekret Urody.
Sebastian Szczepaniak
Sektor ochrony zdrowia nieustannie poszukuje wykwalifikowanych kadr. Bezpłatne szkoły policealne stanowią efektywną czasowo alternatywę dla studiów wyższych, koncentrującą się na kształtowaniu praktycznych kompetencji zawodowych. Absolwenci kierunków medycznych uzyskują kwalifikacje umożliwiające podjęcie stabilnego zatrudnienia w sektorze o wysokiej odporności na wahania koniunktury, zarówno na rynku krajowym, jak i międzynarodowym. Wystarczy wybrać specjalizację zgodną ze swoimi predyspozycjami, by rozpocząć nową drogę zawodową.
Dlaczego warto zdecydować się na kształcenie w szkole policealnej?
Szkoły policealne kładą ogromny nacisk na praktyczną naukę zawodu, co wyróżnia je na tle innych placówek edukacyjnych. Słuchacze spędzają wiele godzin w nowocześnie wyposażonych pracowniach, gdzie poznają tajniki przyszłej pracy pod okiem specjalistów. Programy nauczania są na bieżąco aktualizowane, aby odpowiadały one realnym potrzebom dynamicznie zmieniającego się rynku medycznego. Dzięki temu absolwenci opuszczają mury szkoły w pełni przygotowani do podjęcia odpowiedzialnych zadań w placówkach zdrowia.
Wybór bezpłatnej szkoły policealnej to decyzja przynosząca wiele wymiernych korzyści, które warto wziąć pod uwagę planując karierę:
- Brak konieczności wnoszenia opłat za czesne sprawia, że edukacja staje się dostępna dla każdego zainteresowanego rozwojem.
- Elastyczny system zajęć weekendowych pozwala na swobodne łączenie nauki z pracą zawodową oraz życiem rodzinnym.
- Uzyskanie państwowego dyplomu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe jest honorowane przez pracodawców we wszystkich krajach Unii Europejskiej.
- Szeroki wachlarz dostępnych kierunków umożliwia precyzyjne dopasowanie ścieżki edukacyjnej do indywidualnych zainteresowań i talentów słuchacza.
- Realizacja praktyk zawodowych w renomowanych szpitalach i przychodniach pozwala na zdobycie pierwszego, bezcennego doświadczenia branżowego.
- Zajęcia prowadzone są przez doświadczonych praktyków, którzy chętnie dzielą się swoją wiedzą oraz wieloletnim doświadczeniem.
- Przyjazna atmosfera oraz indywidualne podejście do każdego słuchacza sprzyjają szybkiemu przyswajaniu nawet skomplikowanej wiedzy medycznej.
- Możliwość nawiązania cennych kontaktów zawodowych już na etapie edukacji ułatwia późniejsze znalezienie satysfakcjonującej pracy.
Wiele osób dorosłych obawia się, że powrót do edukacji będzie wiązał się z wysokimi kosztami finansowymi. Na rynku funkcjonują jednak placówki, które oferują wysoki poziom nauczania bez pobierania jakichkolwiek opłat od słuchaczy. Doskonałym przykładem są bezpłatne szkoły medyczne Cosinus, które cieszą się dużym zaufaniem wśród osób zmieniających zawód. Dzięki nim zdobycie uprawnień do wykonywania zawodu medycznego jest możliwe bez obciążania domowego budżetu.
Jakie zawody medyczne gwarantują stabilne zatrudnienie po ukończeniu nauki?
Postępujące starzenie się populacji przekłada się na systematyczny wzrost zapotrzebowania na wykwalifikowane usługi opiekuńcze skierowane do osób starszych. Domy pomocy społecznej oraz prywatne firmy opiekuńcze nieustannie poszukują empatycznych i wykwalifikowanych pracowników do swoich placówek. Praca opiekuna medycznego daje ogromne poczucie sensu oraz gwarancję stałego zatrudnienia w każdych warunkach gospodarczych. Jest to zawód przyszłościowy, który oferuje również możliwość legalnej i bardzo dobrze płatnej pracy za granicą.
Dużym zainteresowaniem cieszy się również zawód technika masażysty, który łączy w sobie wiedzę medyczną z rehabilitacją. Specjaliści w tej dziedzinie znajdują zatrudnienie w szpitalach, uzdrowiskach, klubach sportowych oraz w prywatnych gabinetach masażu. Równie perspektywicznym wyborem jest terapeuta zajęciowy, który poprzez odpowiednio dobrane formy aktywności wspiera pacjentów w odzyskiwaniu sprawności i życiowej samodzielności. Innym ciekawym kierunkiem jest technik sterylizacji medycznej, który odpowiada za czystość i bezpieczeństwo narzędzi chirurgicznych. To niezwykle odpowiedzialna funkcja, bez której nie mógłby bezpiecznie funkcjonować żaden nowoczesny szpital ani przychodnia.
Czy zdobycie nowych kwalifikacji zawodowych jest trudne dla osób pracujących?
Tryb zaoczny jest rozwiązaniem dedykowanym osobom aktywnym zawodowo, które dysponują ograniczonym czasem w ciągu tygodnia. Zajęcia organizowane są najczęściej w weekendy, co umożliwia efektywne łączenie procesu kształcenia z obowiązkami zawodowymi. Taka forma kształcenia wymaga dobrej organizacji czasu, ale jest w pełni wykonalna dla zdeterminowanych osób. Dzięki temu można zdobywać nowe kwalifikacje bez konieczności rezygnowania ze stałego źródła dochodu i bezpieczeństwa.
Kadra dydaktyczna w szkołach dla dorosłych doskonale rozumie specyficzne potrzeby osób łączących naukę z pracą. Wykładowcy starają się przekazywać wiedzę w sposób przystępny i skupiają się na najważniejszych, praktycznych aspektach. Brak trudnych egzaminów wstępnych sprawia, że powrót do szkolnej ławy jest mniej stresujący dla kandydatów.
Akademia Drogistów to program nauczania on-line, kierowany do osób chcących podnieść swoje kwalifikacje i zostać drogistą. Kilkunastu ekspertów m.in. doktorzy nauk farmaceutycznych, dermatolog, psycholożka, kosmetolożka, dietetyczka czy trener personalny dzielą się wiedzą jak dbać o siebie i innych w holistyczny sposób.
Akademia jest wspólną inicjatywą firmy szkoleniowej questus, Rossmanna oraz Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
– Drogiści pojawili się w XIX wieku oferując szeroką gamę produktów codziennego użytku. Potrafili doradzić w każdej kwestii związanej z dbaniem o urodę. Na miejscu przygotowywali różne mikstury, mieszanki i kosmetyki. Kompetencje drogistów były związane z poradnictwem kosmetycznym i chemicznym, ale nie medycznym. Cieszyli się dużym zaufaniem społecznym jako eksperci z unikalnymi kompetencjami. Klienci ufali im, tak jak my dzisiaj ufamy – jeśli chodzi o nasze zdrowie – farmaceutom w aptekach – wyjaśnia profesor Robert Kozielski z firmy Questus.
Początkowo drogerie pełniły funkcję podobną do aptek, sprzedając nie tylko kosmetyki, ale także substancje chemiczne i lecznicze. Z biegiem czasu zaczynały powstawać pierwsze manufaktury i fabryki kosmetyków. Lata mijały, handel rozwijał się coraz dynamiczniej, a zawód drogisty zaczynał odchodzić w zapomnienie. W Polsce zniknął z rynku na początku lat dwutysięcznych.
Drogiści XXI wieku
Tymczasem klienci potrzebują ekspertów z dziedziny dbania o urodę i zdrowie. Najlepszym przykładem są Niemcy czy Szwajcaria, gdzie zawód drogisty cały czas funkcjonuje i cieszy się dużym prestiżem.
Reaktywacja tej profesji w Polsce ma duże szanse zakończyć się powodzeniem dzięki Akademii Drogistów – programowi nauczania on-line. Całość składa się z 37 godzin zajęć ze 173 merytorycznymi lekcjami wideo (każda od 7 do 20 minut). Zagadnienia są podzielone na osiem modułów: „Wprowadzenie do zawodu drogisty”, „Uważność na siebie”, „Twarz”, „Skóra głowy i włosy”, „Ciało”, „Technologia kosmetyków”, „Uważność na drugiego człowieka” i „Współczesny drogista”.
Akademię stworzyło 17 ekspertów: pracowników naukowych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi (doktorzy nauk farmaceutycznych, medycznych, chemicznych, dermatolog), praktyków tworzących kosmetyki z firmy Oceanic, badaczy z agencji Minds & Roses oraz niezależnych specjalistów.
– mówi prezes Rossmann SDP Marcin Grabara.Holistyczne podejście do pielęgnacji
Drogistą może zostać każdy, w tym np. osoby szukające nowych wyzwań zawodowych, chcące się przekwalifikować. Projekt skierowany jest przede wszystkim do pracowników drogerii, salonów kosmetycznych oraz wszystkich tych, którzy interesują się holistycznym podejściem do pielęgnacji.
Akademia buduje specjalistyczne umiejętności i kompetencje, podnosząc szanse na rozwój zawodowy, ale jest też „instrukcją" jak w czasach zmian nie zatracić w sobie dbałości o osobisty dobrostan, wrażliwość na drugiego człowieka i siebie. Dostęp do platformy i programu nauczania kosztuje 2 490 zł.
– Współpraca z Akademią Drogistów pokazuje, że nowoczesne podejście do zdrowia i pielęgnacji wymagają dyskusji między akademickością a praktyką zawodową. Dzisiejszy drogista to profesjonalista o szerokiej wiedzy, zdolny doradzać klientom w sposób odpowiedzialny, oparty na rzetelnych podstawach naukowych i empatii. Cieszy mnie, że nasi wykładowcy i eksperci mają swój udział w kształtowaniu tych kompetencji, wspierając rozwój zawodowy osób pracujących w branży kosmetyczno-zdrowotnej. Wierzę, że dzięki takim inicjatywom budujemy most między uczelnią a środowiskiem praktyków, wspólnie podnosząc jakość doradztwa i zaufania społecznego – dodaje prof. dr hab. n. med. Janusz Piekarski, Rektor Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
W cenie jest też egzamin, zapewniający certyfikację Instytutu Badań Edukacyjnych. Niebawem drogista będzie wpisany na listę Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji, a certyfikat honorowany w całej Unii Europejskiej. Naukę w akademii można rozpocząć w dowolnym momencie i prowadzić ją w elastycznym trybie on-line – indywidualnym tempie, zgodnie z własnymi możliwościami czasowymi.
