StoryEditor
Targi i konferencje
12.05.2014 00:00

Chodzi o sprzedaż, nie o terminologię

Ze 165 placówek Dayli ta na krakowskim Salwatorze jest jedną z najważniejszych. Do swojego najbliższego sklepu pracownicy centrali tej sieci przyjeżdżają nie tylko służbowo, prezentować obecnym i potencjalnym współpracownikom kolejne rozwiązania handlowe, ale także prywatnie zrobić tu zakupy.


– Dyrektor generalna sieci mieszka w okolicy. Na początku jej wizyty bardzo mnie stresowały, ale już się przyzwyczaiłam. Często mamy gości z centrali, a każde ewentualne uwagi z ich strony pomagają usprawnić funkcjonowanie placówki – tłumaczy Agnieszka Leśniak, uśmiechnięta i energiczna brunetka kierująca Dayli na krakowskim Salwatorze. Jeszcze dwa lata temu była szeregową sprzedawczynią w Schleckerze w Nowej Hucie. Po zmianie właściciela i szyldu doczekała się awansu i już jako kierowniczka objęła placówkę na Salwatorze. A w Dayli w Nowej Hucie zakupy robią siostry Radwańskie, które w kampanii telewizyjnej promowały w kwietniu sieć. – Dziewczyny są z Krakowa, więc reklama z udziałem znanych i Krakowie, bo to spora inwestycja. Plakaty już klientom spowszedniały i w żaden sposób nie wyróżniają placówki. Co innego przyciągające wzrok monitory, szczególnie dobrze widoczne, gdy się ściemni – opisuje kierowniczka. Koszt jednego takiego ekranu to kilka tysięcy, w opisywanej placówce działają dwa.
Nie ma czasu na „kierownikowanie”
Bywają kierowniczki, które z bezpośrednią sprzedażą nie mają wiele wspólnego. – Przyjmuję towar, robię zamówienia, czasu na obsługę klienta mam niewiele, większość dnia spędzam przed komputerem na zapleczu – opowiadała mi kierowniczka jednej z placówek zgłoszonych do tegorocznej edycji Drogerii Roku. Agnieszka Leśniak jest całkowitym przeciwieństwem
takiego modelu. Tak się złożyło, że odwiedziłem Dayli w dzień, kiedy miała wolne, jednak bez najmniejszego problemu przyjechała do sklepu w Wielki Piątek po południu, żeby się ze mną spotkać. – Bardzo się cieszę, że moja placówka została wytypowana, to miłe i duże wyróżnienie, bo sieć jest
spora – tłumaczyła. Oglądając sklep anonimowo, miałem okazję zobaczyć, jak pani Agnieszka zakasała rękawy i doczyszczała witrynę. Fizycznej pracy się nie boi, a na sali sprzedaży spędza zdecydowaną większość czasu. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że możliwości samego „kierownikowania” po prostu nie ma. Dayli na Salwatorze to spory obiekt z ponad 200-metrową salą sprzedaży, a w sklepie oprócz kierowniczki zatrudnione są tylko trzy osoby. Ekspedientki służą klientom pomocą, ale jak podkreśla moja rozmówczyni, bez narzucania się, bo nikt nie lubi nachalności i jak się za nim chodzi. O ile przy małym ruchu rzeczywiście nie ma problemu, mam podejrzenia, że już przy kilku osobach robiących zakupy równocześnie tak mała załoga nie wszystkim zdoła pomóc i poświęcić czas.
Niskie ceny wabikiem
Grono regularnych klientów wciąż się zwiększa, ale zdaniem Agnieszki Leśniak placówka jeszcze nie wykorzystuje pełni potencjału. Cały czas trwają starania o zwiększenie wartości koszyka zakupowego. Naprzeciwko Dayli, po drugiej stronie ulicy, znajduje się przystanek. To właśnie tam dojeżdżają i stamtąd odjeżdżają pracujący w Krakowie mieszkańcy pobliskich miasteczek, którzy robią zakupy przed i po pracy, co jest możliwe dzięki długim godzinom otwarcia Dayli od 8 do 20. Klientów jest zdecydowanie więcej w tygodniu niż w weekendy, także ze względu na znajdujące się w pobliżu szkoły – dzieciaki przyciągają do placówki... spożywcze produkty impulsowe. Ten asortyment ma także pomóc w zdobyciu większej liczby okolicznych mieszkańców. – Klientom podoba się, że mamy spożywkę, bo najbliższym sklepem w okolicy jest Alma, a to jak wiadomo drogie miejsce. My natomiast mamy naprawdę fajne ceny – przekonuje Agnieszka Leśniak. To prawda – mnie podczas wizytacji w oczy rzuciła się m.in. Magnesia, woda o jednej z największych zawartości magnezu na rynku, której ceny oscylują standardowo w okolicach 2,5 zł. W Dayli przed Wielkanocą woda była za niespełna 2 zł, a do tego sieć zorganizowała dodatkową promocję – 25 proc. zniżki na cały asortyment spożywczy. Nietrudno mi więc uwierzyć w opowieść kierowniczki o tym, że przy podobnej promocji na artykuły dziecięce jedna z klientek przyjeżdżała po Bebilon i Bebiko z drugiego końca Krakowa. Swoją drogą pieluszki, kaszki, dania oraz inne produkty dziecięce to kolejna dobrze rotująca kategoria w krakowskim Dayli.
Dyskont, drogeria czy sklep convenience?
Za sprawą artykułów spożywczych, stanowiących 20 proc. asortymentu, Dayli bywa nazywane drogerią spożywczą. Konkurencja skupiona wyłącznie na kosmetykach podśmiewuje się, że „Dayli to żadna drogeria, a sklepy typu mydło i powidło”. Lilianna Kaletka, kierownik rozwoju sieci, woli określenie „drogerie convenience” od popularnego formatu sklepów spożywczych, którego flagowym szyldem jest Żabka. Dla mnie Dayli jest hybrydą, która zaadaptowała do swoich potrzeb cechy obu rodzajów sklepów. Nie zaryzykowałbym nazwania jej rasową drogerią, m.in. z powodu braku atmosfery charakterystycznej dla takich placówek. Moje pierwsze skojarzenie było wręcz przeciwne – z dyskontem. Po wejściu do placówki moją uwagę od razu przykuły stojące na środku sali koszyki z produktami w promocjach. A wśród nich, oprócz kosmetyków, m.in. proszki, płyny do WC, produkty dla dzieci, słodycze, soki i kisiele... Dopiero w drugiej kolejności dostrzegłem stojące za promocyjnymi koszami szafy z kolorówkami marek Rimmel, Astor, Miss Sporty i Bell... – Kolorówka bardzo dobrze się u nas sprzedaje i jest grupa klientek, które przychodzą wyłącznie po ten asortyment. Kosmetyki Bell są rewelacyjne, a szafa z tymi produktami nie stoi w każdej drogerii. Co więcej, ta firma, jako jedyna, może w naszych placówkach zajmować się merchandisingiem, a poza tym szkoli naszych pracowników i organizuje pokazy makijażu – mówi kierowniczka krakowskiego Dayli. Spożywki broni Lilianna Kaletka: – Rzeczywiście, artykuły spożywcze to nowość, jednak obserwując to co dzieje się na rynku – biorąc pod uwagę zmieniające się tendencje zakupowe podjęliśmy decyzję o ich wprowadzeniu. Wcześniej działające drogerie Schlecker musiały przekonywać klientów do tego asortymentu, natomiast teraz w nowo otwieranych placówkach artykuły spożywcze są od początku i nie budzą zdziwienia. Zwłaszcza matki, przychodzące na zakupy z wózkami, doceniają to rozwiązanie, bo mogą zrobić wszystkie podstawowe zakupy w jednym miejscu – mówi.
Chemia z Niemiec działa jak magnes
Krakowskie Dayli postawiło na duży wybór i oferuje około 14 tys. indeksów. Z typowo drogeryjnego asortymentu (odpowiada za około połowę obrotów) najlepiej rotują żele pod prysznic, mydła, dezodoranty, farby do włosów i kremy, zaś z chemii – papier toaletowy, ręczniki, płyny do mycia, żele do wc oraz do szyb. Część chemii sprzedaje się tak dobrze dzięki atrakcyjnym cenom dobrych jakościowo produktów marki własnej Dayli. Niedawno w placówce pojawiła się chemia z Niemiec.
– Już samo hasło działa jak magnes. Schlecker na południu kraju przyzwyczaił klientów do tego asortymentu. Myślimy o utworzeniu stałego kącika z chemią niemiecką – mówi pani Agnieszka. I przekonuje, że produkty od naszych zachodnich sąsiadów nie osłabiły sprzedaży polskich marek, ale pozwoliły na przyciągnięcie nowych kupujących. O chemię z Niemiec pytali klienci, więc w końcu została wprowadzona do sprzedaży, podobnie jak inne produkty – np. wata czy mydło Biały Jeleń. – Dzięki sprowadzaniu towaru na życzenie, wiele osób zaczęło u nas regularnie kupować. Ale takie działania, przy tak dużej konkurencji, to dziś za mało. Zaskakujemy więc klientów dając im np. drobne
gratisy do zakupów czy czekoladki na Dzień Kobiet – opowiada Agnieszka Leśniak.
Dodatkowe usługi i asortyment
Kamil Kliniewski, prezes Hygieniki, do której należy Dayli, mówił jakiś czas temu, że chce, by jego placówki łączyły funkcje wielu sklepów. I sieć faktycznie poszerza usługi, choć zdecydowanie nie w tak szybkim tempie, jak zapowiadał. Tu w Krakowie można kupić bilety MPK (przystanek naprzeciwko), liquidy do e-papierosów oraz zwykłe papierosy, o które pytali ludzie. A jak klient przyjdzie po papierosy, to jest szansa, że przy okazji kupi też coś innego. – Super przyjęła się usługa cash back pozwalająca na wypłacanie gotówki z konta, gdy klient ma takie życzenie. Od miesiąca jest też prasa i zaczyna się coraz lepiej sprzedawać – wylicza moja rozmówczyni. W maju w życie wszedł program lojalnościowy, który ma pomóc zwiększyć koszyk zakupowy, podobnie jak program motywacyjny dla pracowników (kolejna nowość) – na razie w fazie testów. Na brak nowinek na pewno nie można narzekać. Nie wiadomo, czy wszystkie przyjmą się równie dobrze, ale prawdopodobnie pomogą przyciągnąć nowych klientów. A, że Dayli coraz mniej będzie miało wspólnego ze zwykłą drogerią to już inna sprawa. I chyba mniej ważna, bo w biznesie nie o terminologiczne spory chodzi, a o zwiększanie sprzedaży oraz zysku.


Tekst i zdjęcia:
Sebastian Szczepaniak



ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Beauty
24.09.2026 14:52
Czym jest Milan Beauty Week? Mediolan chce zostać stolicą włoskiego beauty
Milan Beauty Weekmat. prasowe

Mediolan kojarzy się przede wszystkim jako stolica mody, designu i dobrego jedzenia. Zaraz obok pięknych kreacji i zjawiskowej architektury mieści się jeszcze jeden filar – beauty. Choć kiedy myślimy o urodzie, przychodzi nam na myśl modne koreańskie K-beauty, a gdy o zapachu – francuskie perfumerie, do tego zestawienia chcą dołączyć Włochy i wynieść swoje kosmetyki do rangi równie wysokiej, co włoska moda.

W tym artykule przeczytasz:

  • Czym właściwie jest Milan Beauty Week?
  • Jak wygląda Milan Beauty Week?
  • Beauty Week, czyli nie tylko kosmetyki
  • Za włoskim beauty stoi potężny przemysł
  • Włoskie beauty stawia na technologię
  • Beauty Gives Back – kiedy kosmetyki pomagają
  • Czy Milan Beauty Week może stać się wydarzeniem pokroju Fashion Week?

Tego, czym jest włoski Fashion Week czy Design Week, nikomu zapewne nie trzeba tłumaczyć. Jedne z największych wydarzeń obu tych branż cieszą się wielką sławą i popularnością na całym świecie. Milan Beauty Week chce dołączyć do tych wydarzeń i na jeden tydzień w roku zwrócić oczy wszystkich na kategorię beauty.

Tegoroczna, piąta już edycja odbyła się od 16 do 20 września 2026 roku. Wraz z jej końcem rozpoczął się Milan Fashion Week. Oba wydarzenia są więc ze sobą połączone i tworzą swoistą syntezę, choć każde z nich opowiada o innej części włoskiego przemysłu kreatywnego.

Czym właściwie jest Milan Beauty Week?

Milan Beauty Week to inicjatywa organizowana przez Cosmetica Italia, czyli włoskie stowarzyszenie reprezentujące krajowy przemysł kosmetyczny, we współpracy z Cosmoprof i Esxence. Nie jest to więc klasyczne targi kosmetyczne ani zamknięte wydarzenie przeznaczone wyłącznie dla przedstawicieli branży.

Organizatorzy określają je jako wydarzenie miejskie i terytorialne, którego celem jest pokazanie wartości i charakterystycznych cech włoskiego sektora kosmetycznego oraz jego miejsca w świecie Made in Italy. Program łączy edukację, doświadczenie, rozrywkę i udział publiczności.

I właśnie to otwarcie na zwykłych mieszkańców i turystów jest jednym z najważniejszych elementów całego wydarzenia. Beauty Week nie odbywa się w jednym centrum konferencyjnym, do którego trzeba przyjechać z konkretnym celem. Wychodzi na ulice, do zabytkowych pałaców, sklepów, przestrzeni pop-upowych i charakterystycznych punktów miasta.

W 2026 roku głównymi hubami wydarzenia były Palazzo Giureconsulti, położony kilka kroków od mediolańskiej katedry, Palazzo Castiglioni oraz Palazzo Bovara. Do tego dochodziły Beauty Cubes, Beauty Trams, specjalne instalacje oraz wydarzenia organizowane bezpośrednio przez marki kosmetyczne i partnerów detalicznych.

 

image
Milan Beauty Week
mat. prasowe

 

Jak wygląda Milan Beauty Week?

Głównym filarem mediolańskiego Beauty Week są rozrzucone po całym mieście punkty, pop-upy i wydarzenia skupiające się na beauty. Można znaleźć tam zarówno wielkie światowe marki i koncerny, jak i mniejsze włoskie marki.

Głównym elementem wyróżniającym to wydarzenie od pozostałych tygodni jest otwarcie na publiczność. W większości wydarzeń mogą brać udział zwykli ludzie. Cały proces bookowania miejsc automatyzuje specjalnie przygotowana do tego aplikacja. Użytkownicy mogą zapisać się na interesujące ich wydarzenia, przez co czas oczekiwania i płynność w przemieszczaniu się jest znacznie ułatwiona. Choć kolejki i tak w większości miejsc ciągnęły się na kilometr.

Uczestnicy mogli skorzystać m.in. z analiz skóry, makijażowych masterclass, dowiedzieć się więcej o pielęgnacji włosów, a także o zapachach. W większości miejsc na odwiedzających czekały też różnego rodzaju upominki i próbki.

Nie bez znaczenia jest również lokalizacja. Zamiast budować całkowicie nową przestrzeń dla beauty, wydarzenie wykorzystuje istniejącą tkankę Mediolanu. Zabytkowe pałace, sklepy, ulice czy charakterystyczne dla miasta tramwaje stają się częścią doświadczenia. Beauty nie jest więc zamknięte w jednym miejscu, a stało się kolejnym elementem miejskiego krajobrazu.

 

image
Milan Beauty Week
mat. prasowe

 

image

Interparfums przedłuża licencję Roberto Cavalli na perfumy do końca 2046 roku

Beauty Week, czyli nie tylko kosmetyki

Tegoroczna edycja miała również konkretny temat przewodni – essentiality, czyli istotną rolę kosmetyków w codziennym życiu. Organizatorzy zwracali uwagę na to, że kosmetyki są obecne w naszych codziennych rytuałach od rana do wieczora. Według materiałów Milano Beauty Week przeciętnie korzystamy z około ośmiu produktów kosmetycznych dziennie. Ich rola nie ogranicza się przy tym wyłącznie do poprawiania wyglądu – mają służyć higienie, ochronie, profilaktyce, pielęgnacji i ogólnemu dobrostanowi fizycznemu oraz psychicznemu.

To ważny punkt całej narracji wydarzenia. Organizatorzy nie chcą mówić o kosmetykach wyłącznie przez pryzmat nowości, trendów czy kolejnych produktów pojawiających się na półkach. Beauty ma być częścią codziennego życia i kultury. Taka jest też zresztą ich szersza definicja tego, czym jest Italian Beauty. Cosmetica Italia opisuje ją jako połączenie nauki, technologii i kreatywności, ale także tradycyjnego rzemiosła, lokalnej bioróżnorodności, designu i włoskiego stylu życia. Wśród charakterystycznych elementów wymieniane są m.in. bergamotka, cytryna, irys, oliwka czy aloes.

To właśnie ta mieszanka ma być wyróżnikiem włoskiego podejścia do kosmetyków. Z jednej strony mamy laboratoria, badania i technologię, z drugiej – rzemiosło, opakowania, zapachy, design i przywiązanie do lokalnych surowców.

Za włoskim beauty stoi potężny przemysł

Milan Beauty Week nie jest wyłącznie próbą stworzenia kolejnego atrakcyjnego wydarzenia dla turystów. W tle znajduje się bardzo duży sektor gospodarki.

W 2025 roku wartość obrotów włoskiego przemysłu kosmetycznego osiągnęła rekordowe 18 mld euro. Cały łańcuch wartości obejmujący m.in. surowce, opakowania, maszyny, produkcję oraz dystrybucję – wygenerował 49 mld euro obrotu. Branża zapewnia około 500 tys. miejsc pracy, z czego 105 tys. to zatrudnienie bezpośrednie.

Włoskie kosmetyki są przy tym mocno nastawione na eksport. W 2025 roku eksport osiągnął 8,6 mld euro, czyli odpowiadał za 48 proc. obrotów sektora. Według danych Cosmetica Italia Włochy są piątym największym eksporterem kosmetyków na świecie, a do najważniejszych rynków należą Stany Zjednoczone, Francja, Niemcy, Hiszpania i Wielka Brytania.

Cosmetica Italia reprezentuje około 650 przedsiębiorstw – od międzynarodowych koncernów po małe i średnie firmy działające we Włoszech.

image

Notino zwiększa sprzedaż. Polska odpowiada już za ponad 15 proc. obrotów

Włoskie beauty stawia na technologię

Choć włoska kosmetyka jest mocno kojarzona z designem i stylem, równie istotnym elementem jej pozycjonowania jest technologia.

Według danych Cosmetica Italia firmy kosmetyczne przeznaczają około 6 proc. swoich obrotów na badania i rozwój. To dwa razy więcej niż średnia dla włoskiego przemysłu. W 2025 roku wartość inwestycji w technologie związane z transformacją ekologiczną wyniosła około 300 mln euro.

„This is Bellezza” - to hasło promowane przez Cosmetica Italia, którego promocji towarzyszył film ukazujący ten kierunek jako połączenie naukowej precyzji, badań, technologii i kreatywności. Włoska branża podkreśla również znaczenie jakości produkcji. Część międzynarodowych firm wybiera właśnie włoskie zakłady jako miejsce produkcji swoich kosmetyków.

Design pozostaje przy tym jednym z mocnych punktów włoskiego przemysłu. Cosmetica Italia wskazuje na połączenie tradycyjnego rzemiosła z rozwiązaniami technicznymi, przywołując m.in. przykład Bormioli i jego udziału w tworzeniu charakterystycznych flakonów perfumeryjnych.

Beauty Gives Back – kiedy kosmetyki pomagają

Jednym z najbardziej wyrazistych elementów Milan Beauty Week jest jego część charytatywna. Wydarzenia Beauty Gives Back odbywają się w Palazzo Castiglioni i są związane z działalnością La forza e il sorriso Onlus – organizacji prowadzącej bezpłatne warsztaty kosmetyczne dla kobiet w trakcie leczenia onkologicznego.

Mechanizm jest prosty. Odwiedzający mogą przekazać darowiznę, a w zamian wybrać produkty kosmetyczne przekazane przez firmy wspierające inicjatywę. W poprzednich edycjach wydarzeniu towarzyszył także projekt Love is in the Hair, w ramach którego można było skorzystać z usług fryzjerskich w zamian za dobrowolną wpłatę. Zebrane środki trafiały na rozwój i rozszerzanie warsztatów organizowanych przez La forza e il sorriso dla kobiet w trakcie leczenia onkologicznego.

Skala zbiórki pokazuje, że nie jest to wyłącznie symboliczny dodatek do programu. W 2023 roku Beauty Gives Back i Love is in the Hair przyniosły łącznie 68 tys. euro, a rok później zebrano ponad 63,5 tys. euro. Środki przeznaczano na rozszerzanie bezpłatnych warsztatów beauty dla kobiet w trakcie leczenia onkologicznego.

image

Zendaya reklamuje nowy zapach Prada Paradoxe. Kampanię wyreżyserował laureat Oscara

Czy Milan Beauty Week może stać się wydarzeniem pokroju Fashion Week?

Milan Beauty Week jest znacznie młodszy od Fashion Week czy Design Week. Jego historia dopiero się tworzy. Organizatorzy konsekwentnie budują jednak wydarzenie, które ma działać według podobnego mechanizmu. Ma wykorzystać miasto jako scenę, zaprosić do niego zarówno profesjonalistów, jak i publiczność, a przy okazji pokazać światu konkretną gałąź włoskiego przemysłu.

Mediolan ma już swoją modę, design, gastronomię i sztukę. Teraz próbuje do tej listy dopisać beauty. I patrząc na to, jak miasto podczas kilku dni września zamienia się w jedną wielką przestrzeń poświęconą kosmetykom, trudno nie zauważyć, że włoska branża ma ambicję, by Italian Beauty stało się równie rozpoznawalnym określeniem jak Italian Fashion.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
14.07.2026 15:45
L‘Oréal stawia na AI. Tak będą wyglądały kosmetyki i urządzenia przyszłości
L‘Oréal prezentuje Beauty OdysseyL‘Oréal

Sztuczna inteligencja, cyfrowe bliźniaki włosów, biologiczny wiek skóry i urządzenia wykorzystujące technologię LED – tak według L‘Oréal będzie wyglądać przyszłość branży beauty. Podczas targów VivaTech 2026 w Paryżu koncern zaprezentował szereg nowych technologii, które mają zmienić sposób projektowania kosmetyków, diagnozowania potrzeb skóry i włosów oraz kontaktu konsumentów z markami.

W tym artykule przeczytasz:

  • Beauty Tech wchodzi na kolejny poziom
  • Cyfrowy bliźniak włosów
  • Jak AI diagnozuje skórę głowy?
  • Stylizacja bez wysokiej temperatury
  • Od anti-aging do longevity

  • LED i mikroalgi

  • AI zmienia także marketing beauty

  • Beauty coraz bardziej oparte na danych

Tegoroczna edycja VivaTech była dla L‘Oréal wyjątkowa. Firma po raz dziesiąty pojawiła się na największym wydarzeniu technologicznym w Europie, prezentując koncepcję Beauty Odyssey – wizję rynku kosmetycznego, w którym nauka, dane i sztuczna inteligencja stają się równie ważne jak same formuły kosmetyków.

Beauty Tech wchodzi na kolejny poziom

Jeszcze kilka lat temu technologie beauty kojarzyły się głównie z wirtualnym doborem makijażu czy analizą skóry w aplikacji. Dziś L‘Oréal idzie o krok dalej.

Podczas VivaTech firma pokazała rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję do przewidywania efektów pielęgnacji jeszcze przed zastosowaniem kosmetyku. W centrum uwagi znalazły się urządzenia oraz platformy analizujące kondycję skóry i włosów na podstawie ogromnych zbiorów danych biologicznych.

– Doświadczenie konsumentów w świecie beauty przechodzi dziś fundamentalną zmianę, ponieważ modele językowe stają się nowym punktem wyjścia do odkrywania produktów – powiedziała Asmita Dubey, Chief Digital & Marketing Officer L‘Oréal.

Cyfrowy bliźniak włosów

Jedną z najciekawszych premier był Hair Digital Twin – trójwymiarowy model włosa oparty na największej bazie danych naukowych dotyczących różnych typów włosów.

Technologia pozwala naukowcom symulować działanie składników aktywnych jeszcze przed rozpoczęciem klasycznych badań laboratoryjnych. Według L‘Oréal może to nawet trzykrotnie skrócić proces opracowywania nowych produktów i zwiększyć precyzję ich dopasowania do różnych potrzeb konsumentów.

image

L’Oréal mianował Harolda Jamesa na stanowisko swojego głównego wizażysty

Jak AI diagnozuje skórę głowy?

Nowe technologie trafią również do salonów fryzjerskich.

L‘Oréal rozwija system K-SPA marki Kérastase, który rozpoczyna pielęgnację od diagnostyki AI przy użyciu urządzenia K-SCAN. Następnie odpowiednio dobrane zabiegi wykonywane są z wykorzystaniem systemu K-STATION.

Firma poinformowała, że rozwiązanie działa już w 9 tys. salonów fryzjerskich na świecie.

Stylizacja bez wysokiej temperatury

Kolejną nowością jest Light Straight Multi-Styler.

Urządzenie wykorzystuje technologię bliskiej podczerwieni zamiast bardzo wysokiej temperatury. Dzięki temu modeluje włosy poprzez zmianę wiązań wodorowych wewnątrz włókna, ograniczając ryzyko uszkodzeń, które często towarzyszy tradycyjnym prostownicom.

To kolejny przykład rosnącego znaczenia urządzeń beauty, które mają nie tylko stylizować, ale również chronić kondycję włosów.

Od anti-aging do longevity

Jednym z najmocniej wybrzmiewających trendów podczas prezentacji była koncepcja skin longevity.

L‘Oréal zaprezentował platformę Longevity AI Cloud, analizującą ponad 260 biomarkerów skóry, aby określić jej biologiczny wiek oraz przewidywać skuteczność konkretnych składników aktywnych.

Firma rozwija również projekt Human Skin Bio-Engineering, realizowany wspólnie z Uniwersytetem Oregonu. Zakłada on drukowanie biologicznie postarzonej skóry w technologii 3D, co pozwala testować skuteczność nowych formuł jeszcze przed rozpoczęciem badań z udziałem ludzi.

image

Kosmetyki w wersji refill. Czy konsumenci uważają je za atrakcyjną opcję? [BADANIE]

LED i mikroalgi

Podczas wydarzenia zaprezentowano także protokół pielęgnacyjny Lancôme, który łączy analizę biologicznego wieku skóry z terapią LED.

Ultracienka maska LED o grubości zaledwie 2 mm ma zadebiutować globalnie w 2027 roku.

L‘Oréal poinformował również o współpracy ze startupem Microphyt, wykorzystującym mikroalgi do opracowywania nowych składników aktywnych wspierających długowieczność skóry przy jednoczesnym ograniczeniu wpływu na środowisko.

AI zmienia także marketing beauty

Nowości zaprezentowane w Paryżu nie dotyczą wyłącznie laboratoriów.

Koncern rozwija również platformę CreAItech, która wykorzystuje generatywną sztuczną inteligencję do tworzenia materiałów marketingowych. Narzędzie, oparte m.in. na modelach Google i Adobe, pozwala nie tylko szybciej produkować treści, ale również szacować ich ślad węglowy.

Drugim rozwiązaniem jest Beauty Knowledge Graph, baza obejmująca ponad 116 lat wiedzy naukowej L‘Oréal, wykorzystywana przez asystentów AI oraz systemy rekomendacji produktów.

Beauty coraz bardziej oparte na danych

Prezentacja L‘Oréal pokazuje, że sztuczna inteligencja przestaje być dodatkiem do świata kosmetyków, a staje się jednym z filarów jego rozwoju. Firmy inwestują dziś nie tylko w nowe składniki aktywne, ale również w technologie, które pozwalają lepiej diagnozować potrzeby skóry i włosów, przewidywać efekty pielęgnacji oraz personalizować rekomendacje. To kierunek, który w najbliższych latach może wyznaczać tempo innowacji w całej branży beauty.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
25. październik 2026 04:08