StoryEditor
Perfumerie
14.08.2018 00:00

Sephora wychodzi naprzeciw milenialsom

Nowo otwierane perfumerie Sephora pokazują, w jakim kierunku będzie szła sieć. Digitalizacja, połączenie świata offline i online to ukłon w stronę młodych klientów – milenialsów i osób z pokolenia Z oswojonych z nowymi technologiami.

Nowy format perfumerii Sephora jest świeży, dynamiczny, kusi otwartą przestrzenią i skłania do eksperymentowania z wizerunkiem. W jego centrum znajduje się Beauty Hub, czyli miejsce, w którym konsumenci mogą przetestować produkty i skorzystać z bezpłatnych 15-minutowych mini-metamorfoz oraz lekcji makijażu. – Takie edukacyjne podejście do klienta ma ogromny potencjał, co sprawdziliśmy w badaniach. Konsumenci chcą poznawać nowe produkty, uczyć się technik makijażu. U nas trafiają w ręce specjalistów, dzięki którym uczą się, jak wprowadzać w życie nowinki, testują nowe produkty i marki – podkreśla Katarzyna Bielecka, dyrektor generalna Sephora Polska. 

Beauty Hub to serce perfumerii, które tętni życiem, oddaliśmy je do dyspozycji konsumentów i marek, z którymi współpracujemy. Bezpłatne metamorfozy bywają dla niektórych kobiet początkiem przygody z makijażem – dodaje Jarosław Sroczyński, dyrektor handlowy Sephora Polska.

Przenikanie się świata online i offline

Perfumerie Sephora otwierane w nowym koncepcie są często powiększane oraz wyposażane w nowe meble i w narzędzia omnichannel. Wrażenie robią duże ekrany ledowe, na których wyświetlane są promocyjne filmy Sephora oraz partnerskich marek. Na ekranach umieszczonych przy regałach można obejrzeć instruktażowe tutoriale dotyczące  zastosowania i aplikowania kosmetyków danej marki. Klientki Sephora korzystają też z aplikacji Virtual Artist, dzięki której mogą testować kolory pomadek, a następnie – wciąż za pomocą  aplikacji – kupić produkt w wybranym kolorze poprzez sklep internetowy. Narzędzi cyfrowych używają też doradcy w Sephora, np. za pomocą systemu Color Profile stworzonego z firmą Pantone, już od kilku lat dobierają podkład dopasowany do odcienia i rodzaju skóry.

Łączenie świata online i offline to kierunek, w którym zmierzamy – podkreśla Katarzyna Bielecka. Jest przekonana, że internet nie zabije stacjonarnego handlu. – Nie postrzegamy internetu jako zagrożenia, wprost przeciwnie – oba kanały uzupełniają się i to otwiera zupełnie nowe możliwości. Klienci będą nadal kupowali w stacjonarnych sklepach, sądzę jednak, że zyskają centra handlowe, które będą oferowały dużą liczbę marek i usług. Jadąc w jedno miejsce, klienci zechcą aktywnie spędzić czas, mieć jak największy wybór i możliwość kupienia wszystkiego, co zaplanowali. Te zakupy będą uzupełniać zamówieniami online – mówi Katarzyna Bielecka.

E-commerce w całym handlu systematycznie zyskiwać będzie na znaczeniu, nie da się go zatrzymać, ale chęć testowania, próbowania, powąchania etc. są na stałe wpisane są w kategorię kosmetyczną. Chcemy, żeby te dwa światy – tradycyjnej sprzedaży i online’u –  przenikały się i uzupełniały – dodaje Jarosław Sroczyński, dyrektor handlowy Sephora.

Osobiste doświadczenie, czyli jakość obsługi

Nadal ogromną wagę sieć przywiązuje do jakości obsługi w perfumeriach stacjonarnych. Jak mówi Katarzyna Bielecka, współczesny konsument stawia zupełnie nowe, większe żądania. – Klienci mają łatwy dostęp do wszelkich informacji, uczą się poprzez śledzenie blogów, zdobywają wiedzę na różnorodnych kursach, wiedzą o kosmetykach znacznie więcej niż kilka lat temu. W związku z tym nasze ekipy muszą być jeszcze lepiej wyszkolone, muszą znać triki makijażowe, wszelkie niuanse dotyczące składu i stosowania kosmetyków, żeby podczas wizyty w perfumerii klient poczuł, że naprawdę dowiedział się czegoś nowego, czego nie wyczytał w internecie, czego nie powiedział mu bloger – wyjaśnia. Dodaje, że ponad 50 proc. internautów sprawdza online produkty, które chce kupić w sklepie i odwrotnie – są osoby, które przychodzą do perfumerii, żeby obejrzeć produkty, a potem kupić je przez internet. –  To działa w obie strony i mamy do czynienia z dwoma grupami klientów, których potrzeby musimy zaspokoić. Jedna – są to głównie młode osoby – śledzą na bieżąco blogi, spędzają po kilka godzin w internecie, są pod większym wpływem strefy online. Druga – to ciągle duża grupa klientek, które wolą tradycyjną obsługę, ponieważ nie mają czasu na śledzenie nowinek i wyszukiwanie produktów w internecie, traktują też z dystansem dostępną tam wiedzę – tłumaczy.

Przewidywanie trendów

W nowych perfumeriach Sephora bardzo wyraźnie zostały wydzielone poszczególne strefy, zupełnie nową jest „siła natury”, w której zgrupowane zostały kosmetyki oparte na naturalnych, roślinnych składnikach. – Widzimy duży wpływ kategorii spożywczych na przemysł kosmetyczny. Trend eko, organic stwarza pole do rozwoju oferty kosmetyków naturalnych, stąd nasza decyzja o wyodrębnieniu tej strefy – mówi Katarzyna Bielecka. – Milenialsi są bardzo nastawieni na podukty eko. Ważne jest dla nich zaufanie do marki, oczekują, że będzie ona fair w stosunku do klientów, pracowników, środowiska. Bierzemy to pod uwagę we współpracy z partnerami, ale też sami się zmieniamy. Obecnie testujemy w wewnętrznym transporcie ciężarówki elektryczne. Jest to więc zdecydowanie myślenie tymi samymi kategoriami, którymi myśli klient. W całym obszarze dotyczącym funkcjonowania firmy, nie tylko w zakresie oferowanych produktów – podkreśla Katarzyna Bielecka.

Za kluczowe dla przyszłości Sephora Katarzyna Bielecka uznaję przewidywanie trendów. – Przykładowo dwa lata temu wprowadzaliśmy pielęgnację azjatycką, która dziś jest jedną z kluczowych w kosmetyce i kosmetologii. Nasi klienci znajdują w perfumeriach Sephora wyjątkowo szerokie portfolio kosmetyków z nurtu Korean Beauty. Przygotowania do stworzenia tej kategorii i zbudowania atrakcyjnej oferty musieliśmy rozpocząć już kilka lat temu. Byliśmy jednak gotowi, gdy cały rynek się nimi zachwycił, a klienci zaczęli poszukiwać unikalnych, azjatyckich marek – tłumaczy.

Na fali wzrostu segmentu dóbr luksusowych

Sephora – założona we Francji w 1970 r. przez Dominique'a Mandonnauda – jest częścią koncernu LVMH Moët Hennessy Louis Vuitton, wiodącej na świecie grupy dóbr luksusowych. Na polskim rynku jest obecna od 1999 r. Posiada obecnie 94 perfumerie w największych miastach Polski. Sieć nadal będzie rozwijana, ale priorytetem dla zarządu firmy nie jest liczba placówek. Wiele wysiłku firma wkłada w modernizację obiektów już istniejących i dostosowanie ich do nowych standardów.

Najważniejsza jest jakość, stworzenie dobrej atmosfery zakupów, ekskluzywnej, ale swobodnej – mówi Katarzyna Bielecka. – Popyt na dobra luksusowe rośnie, sieci perfumeryjne rozwijają się w Polsce zdecydowanie dynamiczniej niż cały rynek kosmetyczny. To pozwala mi patrzeć na przyszłość Sephora z optymizmem. Mamy wspaniałe warunki do rozwoju – podkreśla Katarzyna Bielecka. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Perfumerie
20.03.2026 14:53
Sephora w natarciu: po Szkocji czas na podbój Belgii. Trwa ofensywa LVMH w Europie
Jedna z perfumerii Sephora w WarszawieSephora serwis prasowy

LVMH, francuski gigant sektora beauty, nie zwalnia tempa. Zaledwie kilka dni po ogłoszeniu wielkiego wejścia do Szkocji (jednocześnie Glasgow i Edynburg), Sephora potwierdziła oficjalną datę debiutu na rynku belgijskim. Już w czerwcu tego roku marka otworzy swój pierwszy flagowy salon w Brukseli, rzucając bezpośrednie wyzwanie historycznym liderom regionu – sieciom Douglas oraz Ici Paris XL.

Ekspansja w Belgii to kolejny element szeroko zakrojonej strategii wypełniania białych plam na mapie Europy przez koncern należący do francuskiego giganta LVMH.

Bruksela na celowniku: dwie kluczowe lokalizacje

Operacyjne wejście Sephory do Belgii rozpocznie się dwoma silnymi uderzeniami w samym sercu stolicy:

  • czerwiec 2026: inauguracja salonu w prestiżowym centrum handlowym Docks Bruxsel. Sklep o powierzchni ponad 270 mkw. będzie w pełni odzwierciedlał nowoczesną identyfikację wizualną marki.
  • lipiec 2026: otwarcie drugiego punktu w kompleksie City 2 – jednej z najbardziej ruchliwych destynacji zakupowych w Brukseli.

Benoît Ponte, dyrektor Sephory na rynek Francji i Belgii, podkreśla, że debiut ten to kamień milowy, który ma zaoferować belgijskim konsumentom wyjątkowe, niespotykane nigdzie indziej doświadczenie zakupowe, oparte na ekspertyzie i unikalnym portfolio marek.

Strategia viral & exclusive jako broń przeciwko konkurencji

W Belgii Sephora zmierzy się z silnymi graczami (sieci perfumeryjne Ici Paris XL oraz Douglas), dlatego stawia na to, co potrafi najlepiej – ekskluzywność i trendy prosto z mediów społecznościowych. Katalog inauguracyjny obejmie ponad 90 marek, w tym brandy, które w Belgii stacjonarnie były dotąd niemal niedostępne:

Technologia w służbie pielęgnacji

Nowe sklepy będą naszpikowane cyfrowymi narzędziami ułatwiającymi dobór produktów. Klienci skorzystają m.in. z Beauty Hub (strefa makijażu) oraz urządzenia Beauty Scan, które za pomocą zaawansowanej analizy skóry dobiera spersonalizowaną rutynę pielęgnacyjną.

Podbój Europy – od Szkocji po Brukselę

Warto przypomnieć, że ogłoszenie debiutu w Belgii następuje tuż po informacji o ekspansji Sephory w Szkocji. Jak informowaliśmy kilka dni temu, już latem 2026 roku sieć otworzy salony w Glasgow (centrum handlowe Silverburn) oraz Edynburgu (St James Quarter).

image

Ekspansja LVMH: Sephora wkracza do Szkocji

Obie te decyzje – dotyczące rynku szkockiego i belgijskiego – pokazują, że Sephora czuje się niezwykle pewnie po rekordowych wynikach finansowych za 2025 rok. Przypomnijmy, że dywizja Selective Retailing grupy LVMH odnotowała 23-procentowy wzrost przychodów, osiągając pułap 18,3 mld euro. 

Globalna sieć marki liczy już około 3 tys. sklepów w 35 krajach, a rok 2026 ma być rokiem dalszego umacniania dominacji w Europie Zachodniej i Północnej.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
20.03.2026 11:32
Anna Lahey, Typebea: Brand kosmetyczny musi jasno określić, czym jest i co oferuje
Anna Lahey

O tym, jak Typebea konsekwentnie buduje swoją pozycję w segmencie haircare premium oraz o współpracy na wyłączność z siecią Douglas rozmawiałam z Anną Lahey, współtwórczynią marki – prawie dokładnie rok po premierze pierwszej linii produktów. Teraz na półkach Douglas pojawia się nowa, druga linia kosmetyków pielęgnacyjnych tego młodego, obiecującego brandu.

Ubiegłoroczna premiera Typebea w sieci Douglas była znaczącym krokiem w europejskiej ekspansji marki. Przez ostatnie miesiące Polska stała się dla brandu najlepiej sprzedającym się rynkiem w Europie, co – jak podkreśla Anna Lahey – wynika m.in. z wysokiej świadomości konsumentek i ich dużej wiedzy na temat pielęgnacji włosów.

W wywiadzie współtwórczyni marki (której biznesową wspólniczką jest piosenkarka Rita Ora) opowiada o strategii współpracy z Douglas, dalszych planach rozwoju portfolio oraz o tym, dlaczego przyszłość kategorii haircare należy do marek, skupionych na rozwiązywaniu ukierunkowanych, konkretnych problemów konsumentów.

Anno, minął już rok od momentu, kiedy wasza marka pojawiła się w Polsce. Jak podsumowałabyś ten czas? Czy było to spełnieniem twoich i Rity oczekiwań? 

To był niesamowity rok! W marcu 2025 zadebiutowaliśmy na wyłączność w sieci Douglas jako ich pierwsza ekskluzywna marka haircare – i właśnie mija dokładnie dwanaście miesięcy od tej pory. Kiedy otrzymujesz taką szansę od największego w Europie omnichannelowego sprzedawcy kosmetyków premium, trudno ją odrzucić. Dziś jesteśmy obecni w 22 krajach Europy i w ponad 1500 sklepach.

Douglas okazał się dla nas świetnym partnerem, szczególnie jeśli chodzi o edukację konsumentów. W Polsce jest to wyjątkowo ważne, bo tutejsi klienci są bardzo dobrze wyedukowani w zakresie pielęgnacji włosów i składników kosmetycznych. Są wymagający – ale w bardzo pozytywnym sensie. Chcą dokładnie wiedzieć, czego używają i jak działa dany produkt. Jednocześnie ufają markom obecnym w ofercie Douglas, dlatego ta współpraca jest dla nas kluczowa w budowaniu pozycji marki. 

Teraz koncentrujemy się przede wszystkim na dalszym wzmacnianiu jej rozpoznawalności u boku tak ikonicznego partnera.

Czyli Typebea jest w dalszym ciągu dostępna na wyłączność w tej jednej sieci?

Tak – jesteśmy w sprzedaży stacjonarnej i online Douglas.

Co sądzisz o polskich konsumentkach?

Są fantastyczne!

Pamiętam, jak podczas ubiegłorocznego eventu Rita opowiadała, że była pod wielkim wrażeniem liczby pięknych, zadbanych kobiet, które spotkałyście w Warszawie…

To akurat bardzo oczywiste. Polacy oraz Polki są niezwykle zadbani i przywiązują dużą wagę do swojego wyglądu. Wystarczy spojrzeć na ludzi na ulicy – wszyscy są bardzo zadbani. 

Ale jest też coś więcej, co chciałabym podkreślić. Jedna z rzeczy, która najbardziej mnie w Polsce zaskoczyła, to profesjonalizm ludzi. Chciałabym zatrudniać więcej Polaków w naszej firmie. Są bardzo efektywni, pełni energii, życzliwi i zwracają ogromną uwagę na detale. Uwielbiam to.

A jeśli chodzi o konsumentów haircare, są naprawdę wyjątkowi! Zresztą, Polska jest obecnie naszym najlepiej sprzedającym się rynkiem w Europie.

Naprawdę? Aż tak?

Tak. Myślę, że wynika to właśnie z podejścia klientów do zakupów. Polscy konsumenci chcą dokładnie zrozumieć produkt – co robi, jak działa, jakie przynosi korzyści oraz jak skutecznie włączyć go do swojej rutyny pielęgnacyjnej.

Teraz rozszerzacie portfolio Typebea – stąd zresztą twoja wizyta w Warszawie. Możesz opowiedzieć więcej o nowej linii i o tym, skąd wziął się pomysł na jej stworzenie? Na jakie problemy konsumentek mają odpowiadać?

Pierwszym krokiem, rok temu, było wprowadzenie przez nas na rynek czterech produktów z linii G (Growth), której zadaniem było wspieranie wzrostu włosów. W tamtym czasie, gdy startowała marka Typebea, równolegle pracowaliśmy też nad linią naprawczą R (Repair), która właśnie teraz ma premierę. Zależało nam jednak, aby na początku jasno komunikować jeden główny obszar – wzrost włosów. Ta linia koncentruje się na zdrowiu skóry głowy, problemie wypadania włosów i ich przerzedzania, a także na wyzwaniach związanych z okresem poporodowym, perimenopauzą i menopauzą. Po roku działalności przyjrzeliśmy się głównym problemom konsumentek. Okazuje się, że 40-50 proc. kobiet doświadcza wypadania lub przerzedzania włosów. 

Z kolei aż 60 proc. zmaga się z problemem włosów zniszczonych – rozdwajającymi się końcówkami, włosami rozjaśnianymi chemicznie czy nadmiernie stylizowanymi wysoką temperaturą – stąd idea stworzenia linii R.

image

Rita Ora i Anna Lahey gościły w Warszawie, promując autorską linię kosmetyków do włosów

Wydaje się, że to bardzo uniwersalne, powszechne problemy…

Dokładnie. Do tego dochodzi jeszcze problem puszenia się włosów – dotyczy on nawet 70 proc. kobiet. Dlatego chcemy być marką, która odpowiada na konkretne potrzeby. Analizujemy najczęstsze problemy naszych klientów i tworzymy rozwiązania właśnie pod nie. W ten sposób powstała zielona linia Repair – i dlatego zdecydowałyśmy się na rozszerzenie oferty o nową kategorię.

Ile nowych produktów pojawi się na półkach w ramach linii R?

Cztery. Pierwszym z nich jest maska stosowana przed myciem włosów.

Aplikuje się ją na suche włosy?

Tak. Maskę nakłada się na włosy około 20 minut przed wejściem pod prysznic – na całej długości. Po 20 minutach można umyć włosy jak zwykle. Włosy są bardzo delikatne, gdy są mokre i wtedy łatwo się łamią. Dlatego chcemy je przygotować na proces mycia i zapewnić im optymalną ochronę.

Co ważne, jest to produkt do stosowania raz, maksymalnie dwa razy w miesiącu – jest to specjalistyczna maska kuracyjna. W linii R mamy też szampon i odżywkę.

Pomysł na maskę przed myciem pojawił się, ponieważ zauważyłam, jak bardzo konsumenci lubią rytuały pielęgnacyjne. Lubią nałożyć maskę na włosy i zostawić ją na dłużej – na przykład kiedy kończą kolację albo odpowiadają na maile przed wzięciem prysznica. Nasz nowy flagowy produkt działa w trzy minuty, ale wiemy, że wielu użytkowników lubi też dłuższe zabiegi. Dlatego wprowadziliśmy nowy produkt, który można pozostawić na włosach przez 20 minut przed myciem.

Czy planujecie dalsze rozszerzanie oferty w ramach brandu, na przykład o akcesoria czy kolejne kategorie kosmetyków?

Na razie trudno powiedzieć. Oczywiście pracujemy nad kolejnymi produktami zarówno w linii Growth (czyli tej pierwszej, żółtej), jak i w ramach nowej linii Repair. Ale chcemy zachować koncentrację, nie rozdrabniać się. Typebea to bardzo młoda marka – nie ma jeszcze nawet dwóch lat. Najważniejsze jest teraz, aby klienci dobrze zrozumieli, kim jesteśmy jako marka i jakie są nasze priorytety. Dlatego obecnie skupiamy się na dwóch filarach: wzroście włosów i regeneracji zniszczonych włosów.

Ile czasu zajmuje wdrożenie produktu – od pomysłu i zdefiniowania potrzeby do pojawienia się fizycznego kosmetyku na sklepowej półce?

To zależy od produktu, ale zwykle jest to od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu miesięcy. Linia Repair była opracowywana przez około dwa lata przed premierą. Linia Growth powstawała około 18 miesięcy.

Nowa linia R wykorzystuje unikalną technologię RDS Bond Technology. W formule wykorzystujemy trzy mieszanki keratyny pochodzącej z hydrolizowanej wełny owiec nowozelandzkich, która w 91 proc. jest zgodna z ludzkim włosem, i dzięki temu naśladuje jego strukturę.

Technologia wiąże się z mostkami dwusiarczkowymi we włosie, naprawiając je i zapewniając konkretne efekty: zmniejszenie łamliwości o 80 proc., ograniczenie blaknięcia koloru o 67 proc., zwiększenie wytrzymałości włosa o 52 proc. oraz poprawę połysku o 40 proc. Największym wyzwaniem było stworzenie produktu typu bond, który nie będzie tak ciężki jak wiele innych dostępnych na rynku formuł, opartych głównie na białkach.

Flagowym produktem linii R jest maska bez spłukiwania. Po umyciu włosów szamponem należy je osuszyć ręcznikiem, pominąć odżywkę i nałożyć maskę od nasady aż po końce. Produkt pozostaje na włosach i działa jak zabieg salonowy. Aktywuje się w trzy minuty, a potem można stylizować włosy – jak zwykle.

Podziwiam twoje włosy przez całą naszą rozmowę i muszę o to zapytać: czy testujesz wszystkie kosmetyki Typebea właśnie na nich? 

Oczywiście, zawsze!

A czy Rita (Ora, współwłaścicielka marki - red.) też nadal ich używa?

Tak. Rita niedawno bardzo skróciła włosy i ma teraz mocno rozjaśniony blond, więc obecnie jest wręcz uzależniona od linii Repair. Bardzo angażuje się w swoje stylizacje – zarówno w karierze aktorskiej, jak i muzycznej – więc jej włosy przechodzą sporo eksperymentów.  

Hmmm, czyli wasze nowe produkty, kolejne linie nie powstają przypadkiem…

Dokładnie. Ja sama nie byłabym w stanie robić z włosami tego, co ona, ale naprawdę podziwiam jej zaangażowanie w kreowanie wizerunku [śmiech]

Myślicie już o kolejnych rynkach zbytu dla swojej marki? Na przykład o Ameryce Południowej, gdzie kategoria haircare bardzo szybko rośnie i tamtejszy rynek wręcz chłonie nowości?

Myślimy o wszystkich rynkach, bo jesteśmy marką globalną. Aktualnie jesteśmy obecni w Australii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, w Europie – wyłącznie z Douglas. W przyszłym tygodniu startujemy w Kanadzie. Najważniejsze jest jednak zachowanie koncentracji.

Indie to także ogromny rynek kosmetyczny, z dużym potencjałem…

Zgadza się. Podobnie jak Chiny czy Bliski Wschód. Otrzymujemy dużo zapytań z Brazylii, z krajów Zatoki Perskiej czy z Chin. Ale jesteśmy młodą marką i musimy bardzo rozsądnie zarządzać zasobami. Wejście na nowy rynek to ogromne przedsięwzięcie – wymaga czasu, ludzi i dużych inwestycji. Chcemy przede wszystkim dobrze rozwijać się tam, gdzie już jesteśmy.

Anno, co sądzisz o globalnym rynku haircare? Wydaje się, że wciąż ma duży potencjał rozwoju. Czy widać gdzieś granice, horyzont tego wzrostu?

Myślę, że ten rynek będzie nadal rosnąć. Istnieje ogromna różnorodność typów włosów, a konsumenci szukają coraz bardziej wyspecjalizowanych produktów. Jednocześnie obserwujemy ciekawy trend: klienci są lojalni wobec produktów, ale niekoniecznie wobec marek. Dostrzegamy to w przypadku pielęgnacji skóry czy makijażu – i podobny kierunek pojawia się w haircare. Dlatego dla nowych brandów szczególnie kluczowe jest jasne określenie: czym jest ich oferta, i w czym się specjalizują.

Do tego mamy obecny silny trend skinifikacji… 

Tak – czyli traktowanie włosów podobnie jak skóry, pielęgnowanie ich. Ja wolę mówić raczej o „wellness dla włosów”. Ludzie chcą mieć naturalnie zdrowe, rosnące włosy. Jednocześnie też wciąż lubią eksperymentować – z kolorem, przedłużaniem czy stylizacją. Dlatego marka musi bardzo jasno określić, kim jest i co oferuje. Nie da się być wszystkim dla wszystkich.

Serdecznie podziękowania dla Douglas Polska za umożliwienie przeprowadzenia tej rozmowy, która miała miejsce 16 marca w perfumerii Douglas w Westfield-Arkadia w Warszawie

image

Douglas pod presją cen, ale z jasną strategią ekskluzywności. Nowe marki jako motor odbudowy marż

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
21. marzec 2026 23:14