StoryEditor
Drogerie
08.06.2017 00:00

Monika Nowakowska, wiceprezes sieci Natura: Z Natury zrobimy świetnie prosperującą sieć drogeryjną

Monika Nowakowska – osoba od lat związana z biznesem kosmetycznym – 22 marca 2017 r. została powołana na stanowisko wiceprezesa ds. commercial spółki Natura. W pierwszym wywiadzie po objęciu tej funkcji dzieli się z nami swoją wizją rozwoju sieci Natura. Rozwój oferty kosmetyków naturalnych, wprowadzenie nowych firm i marek na półki, współpraca w zakresie dostaw z lokalnymi dystrybutorami i kilkustekrotnie większa oferta w sklepie internetowym to tylko niektóre z zapowiadanych zmian.

Objęła Pani stanowisko wiceprezesa zarządu spółki Natura ds. commercial. Jaki ma Pani zakres obowiązków?

Jestem odpowiedzialna za część komercyjną, za wszystko, co jest związane z marketingiem sieci, ze sprzedażą, działem zakupów oraz dodatkowo odpowiadam za rozwój marek własnych.


To kolejna zmiana na tym stanowisku w krótkim odstępie czasu. Dlaczego zdecydowała się Pani je objąć?

O współpracy z Naturą z prezesem Pelionu, spółki matki dla Natury, panem Jackiem Szwajcowskim rozmawiałam już jakiś czas temu, ale będąc w zarządzie Miraculum, nie mogłam zaangażować się operacyjnie w Naturze. Poza tym byłby to konflikt interesów. Mam też takie doświadczenia ze spółek, przez które przechodziłam, że rola doradcy, który nie ma przełożenia na decyzje operacyjne, bo ostatecznie podejmuje je zarząd, nie sprawdza się. W takich spółkach, w których trzeba nakreślić odpowiedni kierunek i tempo zmian, musi być osoba w zarządzie, która decyduje i bierze odpowiedzialność za to, co ma się wydarzyć. Myślę, że mam pomysł na Naturę, dlatego zdecydowałam się wejść do zarządu spółki.


Jakie zadania przed Panią postawiono? Ma Pani dokonać rewolucji?

Rewolucja to może zbyt drastycznie brzmi, bo wiele obszarów zostało już poukładanych, ale tak – mam dokonać pewnych zmian w firmie. Spółka od dłuższego czasu poszukiwała osoby, która mogłaby pomóc znaleźć Naturze swoją tożsamość. Chodziło o kogoś, kto potrafi patrzeć oczami producenta, dystrybutora i detalisty i jednocześnie analizować potrzeby konsumentów. Kto nie tylko bierze, co mu rynek przynosi, ale też aktywnie sam poszukuje interesujących marek i produktów.
W Polsce branża kosmetyczna jest bardzo konkurencyjna. Producent, żeby przebić się na rynku, musi wziąć pod uwagę wiele czynników i wnikliwie analizować asortyment w ramach marki, którą zarządza. I taką samą pracę powinien wykonać detalista. Poszukuję więc obiektywnych informacji – na ile oferta zbudowana w drogeriach Natura jest kompleksowa i faktycznie buduje korzyść dla konsumenta i dla nas. Przydaje mi się tu choćby doświadczenie w produkcji i w outsourcingu, które zdobyłam w Miraculum – firma miała 11 brandów w niemal wszystkich kategoriach kosmetycznych, a nie posiadała żadnej własnej linii produkcyjnej. Pracowałam w wielu firmach, które zajmowały się dystrybucją chemii i kosmetyków, np. Komplex-Torus i Interchem, ale również w firmie IP Klucze, obecnie Velvet Care, gdzie stawiałam pierwsze kroki w FMCG i poznałam rynek higieny. Miałam okazję dokonać analizy przyczyn upadku sieci Dayli. Szeroko rozumiany rynek kosmetyczny, czy FMCG jest mi doskonale znany.


Co jest największym wyzwaniem w zarządzaniu asortymentem drogeryjnym?

Przede wszystkim to, że płatność za towar przychodzi dużo szybciej, niż ma on szansę odsprzedać się z półki. Umiejętne zarządzanie zapasami jest więc niezwykle istotnym elementem prowadzenia tego typu biznesu. Jest on bardzo kapitałochłonny, a marże nie są tak atrakcyjne jak np. w branży odzieżowej czy wyposażenia wnętrz. Należy tak skonstruować ofertę, żeby było odpowiednio dużo produktów, które w miarę szybko rotują, żeby były odpowiednie terminy płatności do tej rotacji i przede wszystkim odpowiednie portfolio w każdej grupie asortymentowej. A trzeba pamiętać, że podstawą oferty drogeryjnej jest jej bogactwo. W Polsce klientki są przyzwyczajone, że mają duży wybór, że rynek ciągle proponuje coś nowego. Od bardzo skąpych półek sklepowych w czasach komunizmu przeszliśmy w klęskę urodzaju i konsumenci cieszą się, że z tych półek się dosłownie wylewa.


Zacznijmy od marek własnych, które zawsze były dla Natury ważne. Jaki jest na nie pomysł?

Do tej pory traktowaliśmy markę własną jak każda inna sieć – marka własna, czyli tani produkt dobrej jakości. Ja nie pozbędę się swoich naleciałości – nawet marka własna musi mieć swój klimat, muszą za nią iść konkretne wartości, bo jak każda inna marka na półce musi czymś się wyróżnić. Konsumentka powinna chcieć ją kupić nie dlatego, że jest tania, tylko dlatego, że jest dobra. Taka marka powinna być naszą wizytówką, bo można ją dostać tylko w Naturze.
Robimy teraz przegląd wszystkich produktów, które mamy pod markami własnymi, żeby dopasować politykę asortymentową do standardów rynkowych. Nasze marki własne będą zarządzane tak, jak zarządzają swoimi markami producenci. Oczywiście w modelu outsourcingu, więc tu też doświadczenie producenta, który nie miał własnej fabryki, bardzo mi się przydaje. Trzeba wiedzieć, jak się w tym biznesie poruszać, wiedzieć, która fabryka w czym się specjalizuje, co może wykonać, w jakim czasie i w jakiej cenie. Firmy mają swoje kompetencje i jedni dostawcy mogą coś zrobić lepiej niż inni.


Czy zamierzacie zwiększać liczbę marek własnych? Do jakich proporcji dążycie?

Tak, będziemy zwiększać asortyment marek własnych. Teraz te proporcje są duże, bo już dwucyfrowe. Mamy silne brandy w kosmetykach do makijażu, takie jak Kobo, My Secret czy Sensique, które są bardzo dobrze postrzegane przez konsumentki i mają bardzo korzystną relację jakości w stosunku do ceny. Kobo to marka używana przez wielu profesjonalnych wizażystów. Wprowadziliśmy też marki własne w kosmetykach do pielęgnacji ciała i artykułach higienicznych, takie jak Seyo czy Intimelle.


Czy marki własne pojawią się w nowych kategoriach?

Na razie chcemy uporządkować to, co mamy. To konieczne ze względu na specyfikę produkcji marek własnych. Żeby ceny na półce były przyzwoite, to zamówienie u podwykonawcy, w zależności od produktu, waha się od 5 tys. do 100 tys. sztuk. Ponieważ ograniczamy się tylko do własnej sieci, czyli mamy do dyspozycji 300 sklepów, musimy postawić na kategorie szybko rotujące. Ich sprzedaż musi być na tyle duża, żebyśmy byli w stanie całe szarże produkcyjne skonsumować. Myślę, że pojawi się na przykład więcej produktów do kąpieli i mycia ciała. Wprawdzie są już one dostępne pod naszą marką własną Seyo, ale myślimy, że jeszcze jest tu pole do rozwoju w innych markach, bo to bardzo duża kategoria.
Oczywiście nie tylko na markach własnych będziemy się opierać. W moim odczuciu półki produktów koncernowych są w Naturze ciągle zbyt mocno eksponowane, poszukujemy więc nowych dostawców lokalnych i z importu. Chcemy odejść od konceptu supermarketowego i iść w kierunku dobrej, klimatycznej drogerii. Jak mawia przysłowie, tylko szlachetne ryby płyną pod prąd, więc choć Rossmann narzuca nam wszystkim tempo, my zamierzamy podążać swoją drogą.


To znaczy jaką?

Pracujemy nad innym konceptem merchandisingowym, niż proponuje to główny rozgrywający na rynku, żeby wyróżniać się nie tylko częścią oferty asortymentowej, ale również wyglądem i ekspozycją produktów kosmetycznych w sklepie. Jesteśmy bardzo silni w make-upie, pielęgnacji twarzy i ciała, i w tym będziemy się specjalizować. Rossmann coraz mocniej rozwija inne kategorie, pozakosmetyczne i wydaje mi się, że odbywa się to kosztem kategorii pielęgnacyjnych. Patrząc na format sklepu – przeciętna Natura ma powierzchnię ok. 150 mkw. – można powiedzieć, że u nas produktów do pielęgnacji twarzy i ciała jest więcej.

Tak naprawdę teraz jest raczej era kosmetyków healthy niż typowo naturalnych i my pójdziemy w kierunku mocnego rozbudowania półki właśnie z takimi produktami.


Rywalizacja z Rossmannem w jego formacie jest chyba z góry skazana na porażkę, ale na rynku wyrosła jeszcze jedna konkurencja sklepom, które chcą być drogerio-perfumeriami – Hebe. Bardzo dobrze oceniana sieć na rynku. Jaki więc Natura ma pomysł na siebie? Może wreszcie produkty naturalne?

Tak, też zawsze zastanawiałam się, dlaczego Natura, mając taką nazwę, nie wykorzystuje w swojej strategii tak silnego trendu, jakim jest moda na kosmetyki naturalne. Teraz mam okazję to zmienić. Jedyny kłopot z kosmetykami naprawdę naturalnymi jest taki, że mają krótkie daty ważności i są dość drogie. Teraz takie produkty są dla sklepów stacjonarnych bardzo ryzykownym asortymentem. Musimy więc do tego odpowiednio podejść i znaleźć takich producentów, którzy zgodzą się na współpracę z zastrzeżeniem, że jeżeli towar nie zdąży się sprzedać w terminie daty ważności, to go nam wymienią na taki z bieżącą datą produkcji. Producenci naturalnych kosmetyków nie do końca są na to przygotowani. Wielu wzięło dofinansowanie z Unii Europejskiej, pracują na zasadzie manufaktury, nie są w stanie zrealizować dużych zleceń ani ponieść ryzyka. Owszem są takie firmy, które umocniły ten trend, jak Sylveco, które zalały rynek swoimi markami. Jednak tak naprawdę teraz jest raczej era kosmetyków healthy niż typowo naturalnych i my pójdziemy w kierunku mocnego rozbudowania półki właśnie z takimi produktami. Będziemy też chcieli wkrótce zaoferować naszym klientkom kosmetyki bardziej naturalne, ale powoli, w takim tempie, na jakie gotowy będzie rynek.

To wymaga również odpowiedniego marketingu, nagłośnienia nowej strategii i oferty. 

Badania mówią o tym, że każda kobieta lubi wyglądać dobrze, ale naturalnie – nawet w make-upie. Będziemy więc promować stylizację i pielęgnację bliżej natury, wykorzystując do tego również nasze marki własne. Wcześniej mamy jednak do zrobienia jeszcze parę rzeczy.

Zanim pojawił się Pelion, zostały na dwa lata wstrzymane wszelkie inwestycje w sklepy. Spółka wysprzedawała zapas, nie inwestowała w sieć, czekała na nowego inwestora. Dwa lata takiego przestoju to jest dla sieci strata trudna do nadrobienia. Pelion odblokował tę część inwestycyjną mniej więcej półtora roku temu. Zaczęło się odnawianie sklepów. Warszawa jest w najlepszej sytuacji, sklepy są odświeżone, doświetlone, ale jest jeszcze wiele miejsc w Polsce, gdzie nasze punkty wyglądają po prostu źle. We wszystkich odnawianych sklepach robimy remodeling, od nowa ustawiamy planogramy, komunikację, nawigację, żeby podzielić drogerię na cztery światy – makijażu, pielęgnacji, zapachów i włosów. Ten kierunek chcemy kontynuować, ale promowanie i przyciąganie klienta do sklepów ma sens wtedy, kiedy on ma już odpowiedni wybór asortymentu,a jeśli chodzi o kosmetyki naturalne dopiero co trzecia nasza drogeria nimi dysponuje – około 100 placówek na 300. Możemy ruszyć z komunikacją, promocją naturalnej oferty dopiero wtedy, kiedy zakończymy proces kompletowania i uzupełniania półek o ten asortyment. Przyspieszamy w tym zakresie.


Czasem wystarczy mocno wyeksponować to, co już się ma, zadziałać marketingowo.

Też chcemy to robić. Tu akurat przydaje mi się doświadczenie z Duki, gdzie visual merchandising jest bardzo ważny i pracuje się na kolekcjach, a witryna wciąga klienta do sklepu. Moim zdaniem zaklejenie witryny plakatami promocyjnymi nie jest dobre dla Natury. To wygląd sklepu,oferta dostrzegalna już z zewnątrz kusi i zachęca do wejścia.


To ciekawe, bo od lat mówi się na szkoleniach, że właśnie wnętrze sklepu ma być widoczne z ulicy, a tymczasem większość sieci drogeryjnych poszła w przeciwnym kierunku – oplakatowania witryn informacjami o niskich cenach i promocjach.

Cena to za mało, żeby wygrać, nie wybieram się na wyścig ani z Rossmannem, ani z Hebe czy z Biedronką, w której jest coraz więcej kosmetyków, bo to jest droga donikąd. Zawsze powtarzam handlowcom – w przypadku cukru cena jest może najważniejsza, ale nie w przypadku kosmetyków! Tu są zupełnie inne powody zakupowe. Konsumentka ma w portfelu określoną sumę i porusza się w zakresie swoich możliwości, wybiera marki i produkty, które są dla niej dostępne, które jej się podobają i które może w danym momencie kupić. Wobec jednych marek i produktów jest lojalna,wobec innych nie. Jeden kosmetyk kupi w tym tygodniu, inne w kolejnych. Te wszystkie elementy trzeba wziąć pod uwagę.


Drogerie to bardzo kobiecy świat. Dobrze, że spółka wprowadziła do zarządu kobietę.

Mam nadzieję, że koledzy z zarządu mi wybaczą to, co powiem, ale mężczyzna nigdy nie zrozumie, dlaczego kobieta kupuje tyle kosmetyków (śmiech). Mężczyźni są bardzo lojalni wobec brandów, które kupują. Siła przyzwyczajenia do tego samego produktu, tego samego zapachu, tej samej marki jest ogromna. A kobieta potrzebuje ciągle czegoś nowego, innego, ciągle chce coś zmieniać. Kosmetyki kupujemy często na poprawę nastroju. Może tylko w kategorii pielęgnacji twarzy jest większa lojalność do marek, ale i tak klientki przechodzą między nimi – raz sobie kupią Niveę, a innym razem Dermikę, prawie każda w łazience ma Ziaję. I jest to dla nich zupełnie normalne. Kobiety i mężczyźni jako konsumenci to zupełnie inny świat emocji.


Natura po drodze nabierała też trochę aptecznego charakteru.

Ze względu na to, że Pelion – właściciel Natury – jest firmą, która wyrosła na farmacji i zarządza największą siecią aptek DOZ, faktycznie tak było. Jednak mi bliższe są klimaty Starej Mydlarni, Organique’a czy nawet dobrych sieci drogeryjnych działających na tzw. tradycyjnym rynku – w nich kobieta czuje, że naprawdę jest w świecie kosmetyków. Tak samo, jeśli idzie do salonu MAC-a, Inglota, czuje się bezpiecznie w kategorii, której szuka. Bliżej mi więc do światów kompetencyjnych niż do aptecznych, pod linijkę poukładanych półek. Myślę, że nasza, polska konsumentka tego nie lubi – jest porządek, to nie ma życia.
Patrząc wstecz, chyba tylko w kategoriach związanych z włosami nie mam osobistego doświadczenia jako producent, ale przecież też jestem kobietą i konsumentką. Moja łazienka zawsze wyglądała jak drogeria. Mamy już z zespołem Natury opracowany koncept na każdą kategorię i każdą markę, i kierunkowo ustalone, jak będziemy się rozwijać. Konsumentka musi poczuć różnicę pomiędzy Naturą a innymi drogeriami i musi wiedzieć, jakie korzyści będzie mieć z tego, że do nas przyjdzie.

Która kategoria jest trzonem biznesu Natury i ma ją identyfikować?

Obecnie jest to makijaż, ale w przyszłości będzie to także pielęgnacja, ta blisko natury. Gdybym miała ustawiać hierarchię, to będą to w kolejności: szeroko rozumiana pielęgnacja, makijaż i stylizacja oraz zapachy.


Często słyszę od producentów i zwracają na to uwagę też sami pracownicy drogerii, że w Naturze jest za mało towaru, półki mocno przerzedzone, że za mało kupujecie.

Nie będę zaprzeczała. Mało kupujemy, bo bardzo pilnujemy wskaźników rotacji. Nie sztuką jest kupić, sztuką jest sprzedać. Przez to, że były zaniedbania, jeśli chodzi o inwestycje w sieć, to zostały duże „ogony” zapasu nierotującego. To jest dla spółki duże obciążenie, bo już dawno musiała za ten towar zapłacić, a on nie rotuje na półce i blokuje nam niemałe środki finansowe. Jesteśmy firmą, która bardzo mocno pilnuje sald zapasów i sald zobowiązań, żeby nie zdarzyła się taka sytuacja jak kiedyś, że spółka stała się niewypłacalna. Reżim płatnościowy jest tak duży, że limity zakupowe na produkty, nawet w promocji, są bardzo restrykcyjne. Towar promocyjny wjeżdża do sklepu i zdarza się, że zaraz znika. Taka trochę polityka Lidla… ale dzięki temu nie zostaje nam zapas, z którym nie wiemy, co potem zrobić. 

Alior Bank, który przejął Naturę przed Pelionem, odchudził zapas do granic absurdu. A teraz oczekiwanie banku nas finansującego jest takie, że szybko wrócimy na ścieżkę wzrostu i majątek obrotowy spółki, który mamy do dyspozycji, będzie taki sam jak kiedyś. To jest praktycznie niemożliwe, żebyśmy otwierając nowe sklepy, ciągle z mniejszego zapasu „wykręcali” większe obroty. Natura od kilku lat jest na deficytach, co nie jest żadną tajemnicą. Musimy doprowadzić do tego, żeby zaczęła na siebie zarabiać, żeby była rentowna z dodatnim poziomem EBITD-y, czyli wrócić do parametrów zyskowności. Tego się jednak nie da zrobić oszczędnościami, tylko musimy iść w kierunku zwiększenia sprzedaży. Żeby więcej sprzedawać, musimy więcej kupować, ale mądrze. Tak jak wspominałam wcześniej, łatwo jest kupić towar, który nie rotuje i z którym później jest problem.

Natura ma jednego głównego konkurenta w postaci Rossmanna, a dystrybutorzy prowadzący swoje sklepy konkurencją dla nas nie są. Rozmawiam więc z kilkoma dystrybutorami, z którymi mam dobre relacje. Szukamy tego, co nas łączy, gdzie mamy wspólny biznes i takich rozwiązań, żeby sobie wzajemnie pomóc.


A rozwiązanie?

Szukam rozwiązania. Nie chcę zbierać z rynku tego, czego inne sieci nie chcą, a mam wrażenie, że Natura stała się dla niektórych dostawców takim miejscem zrzutu na towary, których nie chce np. Rossmann. Chcę dostawać ciekawe, dobre towary w dobrej cenie. Dziś koncernowe produkty kupujemy drożej niż dystrybutorzy, wiem to, bo wyrosłam z tego środowiska, znam rynek, mogę porównać oferty. Musimy więc teraz najwięcej wysiłku włożyć w przepracowanie asortymentu i umów, tak żeby otrzymać dobre ceny, ale też warunki zakupów, które spowodują, że termin płatności spotka się z terminem rotacji produktów. Jak będzie to uzasadnione ekonomicznie, to zaczniemy kupować od lokalnych dystrybutorów.

Uważam, że Natura ma jednego głównego konkurenta w postaci Rossmanna, a dystrybutorzy prowadzący swoje sklepy konkurencją dla nas nie są. Rozmawiam więc z kilkoma dystrybutorami, z którymi mam dobre relacje. Szukamy tego, co nas łączy, gdzie mamy wspólny biznes i takich rozwiązań, żeby sobie wzajemnie pomóc.

Rozpoczynamy już współpracę z rzeszowską firmą Sonia i z warszawską spółką Komplex-Torus, która jest mocna w chemii gospodarczej. Dla Natury chemia jest uzupełnieniem asortymentu, nigdy nie będziemy się na niej fokusować, więc trudno wypracować optymalną ofertę w dobrych cenach. Natomiast kupując od dystrybutora miks produktów, będziemy w stanie skroić to zamówienie na miarę naszych potrzeb. Dystrybutorzy muszą robić większe obroty, żeby dostawać lepsze bonusy od producentów. Korzyść jest więc obopólna. We współpracy z dostawcami nie liczą się tylko dobre ceny, ale także ciągłość asortymentowa i kompetencje w danej kategorii. Każdy ma swoją specjalizację.


Era świętej księgi Nielsena w Naturze powoli się skończy, bo to jest de facto księga Rossmanna, czy sieci supermarketów, które mają największe udziały w rynku i swoją ofertę oraz ceny konfrontują teraz z Biedronką.

Cały czas mówi Pani o nowych markach i producentach, którzy mają szansę wejść do Natury. Kogo chcecie wprowadzić na półki?

Na pewno musimy uciekać od produktów, które są bardzo eksponowane w naszej głównej konkurencji, czyli Rossmannie, Hebe czy Super-Pharmie. W przypadku firm, które traktują nas jako uzupełnienie rynku dystrybucji i nie inwestują w nas, będziemy ograniczać ich ekspozycję na półkach i asortyment tylko do najlepiej rotujących produktów. Jestem przekonana, że to nie spowoduje spadków, a poprawi wskaźniki sprzedaży z metra bieżącego półki. 

Era świętej księgi Nielsena w Naturze powoli się skończy, bo to jest de facto księga Rossmanna, czy sieci supermarketów, które mają największe udziały w rynku i swoją ofertę oraz ceny konfrontują teraz z Biedronką. Na szczęście oprócz Rossmanna i Hebe są inne sieci, w tzw. handlu tradycyjnym, który wbrew pozorom nieźle
sobie radzi. Wystarczy pojechać np. do drogerii Noel, Sekretów Urody, Jawy, Jasmina, Laboo czy Drogerii Polskich i zobaczyć, jakie są tam produkty. Sądzę, że jak w Naturze półki z koncernowymi produktami zmniejszymy z trzech metrów do półtora metra, to obroty nam nie spadną.

Szukamy producentów, którzy chcą w nas inwestować i z nami rozwijać biznes. Na pewno będziemy się starali mieć różnorodną ofertę i już wkrótce będzie to widać na półkach. A najszybciej zmiana będzie zauważalna w naszym sklepie internetowym i tam nowości będzie najwięcej w najbliższym czasie.

Oferta internetowa będzie kilkasetkrotnie większa niż w naszych sklepach stacjonarnych. Tu wejście dla nowych firm i marek zostało szeroko otwarte, chcemy jak najszybciej rozbudować asortyment.


Internet będzie uzupełnieniem stacjonarnych punktów Natury?

Tutaj bardzo przyspieszamy. Internet będzie się rozwijał szybciej i w pewnym sensie niezależnie od stacjonarnego biznesu. Oferta internetowa kosmetyków naturalnych, ale także tych do pielęgnacji i stylizacji oraz zapachów będzie kilkasetkrotnie większa niż w naszych sklepach stacjonarnych. Adres www.drogerienatura.pl ma być pierwszym skojarzeniem osób, które chcą kupić kosmetyki w internecie. Tu wejście dla nowych firm i marek zostało szeroko otwarte, chcemy jak najszybciej rozbudować asortyment. Dajemy szansę każdemu, nawet niszowemu producentowi. Towar nie blokuje nam półek, więc bariery wejścia są niskie, zastrzegamy sobie jedynie prawo zwrotu nierotujących i przeterminowanych produktów. Mamy duże zaplecze magazynowe, dobrych ludzi, poradzimy sobie logistycznie z obsługą internetowej sprzedaży. Nic nas nie ogranicza.


Nie mogę nie zapytać o pracowników drogerii Natura. Wiem, że odwiedza Pani osobiście sklepy, więc być może miała Pani okazję usłyszeć pewne opinie i wyrobić sobie pogląd na to, co i jak szybko można zmienić, bo pracownicy mają sporo krytycznych uwag.

Pracownicy są zmęczeni między innymi brakami w towarze i tym, jak wyglądają sklepy. Oczekują podniesienia standardów pracy, zwiększenia zatrudnienia, nieco innego zarządzania. Rozumiem to. To nie są dobre emocje i trzeba je zmienić. W tej chwili jest dysproporcja pomiędzy tym, co dajemy ludziom, a tym, czego oczekujemy. Trzeba to zbilansować, zatrzymać rotację w sklepach, poprawić komfort pracy. Jednak wszystkiego naraz nie zmienimy. Ten proces siłą rzeczy będzie trwał. Jestem pewna, że stopniowo dopracujemy się lepszych rozwiązań. Najpierw musimy jednak odpowiednio zatowarować drogerie, uzupełnić zapasy i zadbać o kompetencje personelu poprzez szkolenia, to jest punkt wyjścia do wszystkich innych zmian. Na pewno jeden problem odpadnie dość szybko. Pojawi się u nas bardzo dużo nowości. Jeśli więc nawet będzie się kończyła jakaś promocja w gazetce, to personel drogerii nie będzie miał problemu z zainteresowaniem klientów innym, równie ciekawym, asortymentem.


Jakie są plany otwarć nowych drogerii?

Dotychczas co roku przybywało około 10-20 nowych drogerii i myślę, że to tempo utrzymamy. Ale otwieranie nowych punktów nie jest teraz priorytetem. Najpierw chcemy dopracować końcowy model Natury i wyremontować już istniejące placówki.


Model combo łączący drogerie z aptekami nie będzie kontynuowany?

Ze względów prawnych nie, ale drogerie obok aptek powstają nadal. Ponieważ spółki Pelionu zarządzają siecią aptek i dostarczają do nich towar, zgłasza się do nas wielu aptekarzy, którzy chcą otwierać drogerie. Tym bardziej teraz, po wprowadzeniu ustawy „apteka dla aptekarza”, która ograniczy rozwój sieci aptecznych. Jesteśmy otwarci na współpracę, ale wiemy, że takiemu przedsiębiorcy będzie trzeba bardzo pomóc na początku jego drogi, bo drogerie i apteki to zupełnie inny biznes, tak samo jak zupełnie czym innym jest prowadzenie drogerii i sklepu spożywczego. Inna rotacja, inna praca z zapasami, inne powody zakupowe. Każdego biznesu trzeba się nauczyć. I my mamy kompetencje, dzięki którym pomagamy aptekarzom sprawnie zarządzać drogerią.


Dla franczyzy musimy stworzyć nowy model, który byłby interesujący dla przedsiębiorców działających obecnie na rynku drogeryjnym.

Czy Natura wróci do projektu franczyzy?

Myślę, że tak, ale w dalszej przyszłości. Teraz lepiej sprawdza nam się model ajencyjny. Dla franczyzy musimy stworzyć nowy model, który byłby interesujący dla przedsiębiorców działających obecnie na rynku drogeryjnym. Ci, którzy na nim pozostali, mają swój własny pomysł na biznes i dziś są na tyle silni, że radzą sobie z konkurencją. Jak wdrożymy wszystkie zmiany, być może będą chcieli iść dalej razem z Naturą.

Ile czasu daje Pani sobie na przełożenie planów na efekty, na tzw. egzekucję w sklepach?

Lubię działać szybko, więc nie więcej niż rok. A myślę, że do świąt Bożego Narodzenia naturalność oferty Natury będzie już widoczna jako element naszej długoterminowej strategii.


Na koniec pytanie, które nurtuje wszystkich. Specjalizuje się Pani w restrukturyzacji spółek. Czy ma Pani przygotować Naturę na sprzedaż?

Wiem, że na rynku krążą pogłoski, że Natura jest do sprzedania. Przede mną nie postawiono jednak takiego zadania. Prezes Pelionu, Jacek Szwajcowski, założył swoją firmę w 1990 roku i do dziś stoi na jej czele. W mojej ocenie ma naturę budowniczego. Myślę, że Natura to raczej element dużego detalicznego biznesu, który ma być postawiony w końcu na nogi i mamy z niej zrobić świetnie prosperującą sieć drogeryjną.

Monika Nowakowska ma wieloletnie doświadczenie w branży kosmetycznej i drogeryjnej. Była związana z firmami Interchem, Komplex-Torus. Zasiadała w zarządach m.in. takich firm jak Grass, Duka, Zoo-Factory. Ostatnio pełniła funkcję prezesa zarządu firmy Miraculum. Jest także prezesem spółki RDM Partners specjalizującej się w restrukturyzacjach.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Drogerie
27.08.2026 11:00
Rossmann uruchamia „GPS” po drogerii. Aplikacja poprowadzi klienta do właściwej półki
Nawigacja do produktów nie jest jednak całkowitą nowością w aplikacji RossmannaShutterstock

Rossmann rozbudował aplikację mobilną o funkcję „Znajdź produkt w drogerii”. Interaktywna mapa wskazuje klientowi drogę do miejsca, w którym znajduje się wybrany kosmetyk lub inny artykuł. Rozwiązanie ma skrócić czas zakupów, a jednocześnie odciążyć pracowników sklepów.

„Przepraszam, gdzie znajdę…?” – według Rossmanna jest to jedno z pytań najczęściej zadawanych przez klientów drogerii. Odpowiedzią sieci jest Nawigacja 2.0, dostępna dla użytkowników aplikacji Rossmann PL.

Aby z niej skorzystać, należy wyszukać produkt, przejść do jego karty, wybrać konkretną drogerię i kliknąć „Znajdź produkt w drogerii”. Na ekranie pojawia się wizualizacja układu sklepu oraz trasa prowadząca do odpowiedniego regału.

Rozwiązanie może być szczególnie przydatne w większych placówkach, podczas pierwszej wizyty w danej drogerii oraz dla klientów robiących zakupy w pośpiechu. Ma również ograniczyć liczbę najprostszych pytań kierowanych do personelu, dzięki czemu pracownicy będą mogli poświęcić więcej czasu na doradztwo.

Każda drogeria Rossmann ma inny układ

Jednym z największych wyzwań przy tworzeniu funkcji było odwzorowanie różniących się metrażem i rozmieszczeniem regałów placówek. Rossmann podaje, że rozwiązanie rozwijano wspólnie z pracownikami drogerii i klientami. Załogi testowały wyznaczane ścieżki w swoich sklepach, natomiast konsumenci oceniali czytelność map oraz prostotę obsługi.

image

Nowy gracz na polskim rynku drogeryjnym? Duński Normal może rzucić wyzwanie gigantom.

Nawigacja do produktów nie jest jednak całkowitą nowością w aplikacji Rossmanna. Jej wcześniejsza wersja działała już w 2020 roku i potrafiła wskazać regał, półkę, a nawet położenie konkretnego artykułu. Obecne wdrożenie jest rozwinięciem tego rozwiązania, z uproszczoną ścieżką uruchamiania i bardziej czytelną mapą.

Aplikacje nie tylko do punktów. Z MrNavi trafisz, z Mój Carrefour zapłacisz

Tak precyzyjna nawigacja do półki nadal należy w polskim handlu do rzadkości. Podobny kierunek reprezentuje polska aplikacja MrNavi, która prowadzi użytkowników po galeriach handlowych do sklepów, parkingów czy wind. Z kolei Carrefour wykorzystuje aplikację Mój Carrefour do usługi Scan&Go, pozwalającej skanować produkty podczas zakupów i płacić bez ich ponownego wykładania przy kasie.

image

Hubert Iwanowski, WPE Retail Advisor: O przyszłości drogerii nie zdecyduje liczba placówek, lecz jakość doświadczenia zakupowego i omnichannel

Rozwiązania te wpisują się w rozwój handlu phygital, łączącego doświadczenie cyfrowe ze sklepem stacjonarnym. Aplikacja sieci handlowej przestaje być wyłącznie cyfrową kartą lojalnościową i zbiorem kuponów. Coraz częściej przejmuje rolę osobistego asystenta klienta – pomaga znaleźć produkt, sprawdzić jego dostępność, dokonać wyboru i sfinalizować zakupy.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Drogerie
26.08.2026 12:21
Nowy gracz na polskim rynku drogeryjnym? Duński Normal może rzucić wyzwanie gigantom.
Normal

Duńska sieć Normal, łącząca model drogerii i dyskontu, przyspiesza ekspansję w Europie Środkowej. Po wejściu na Słowację i do Czech kolejnym rynkiem będzie Rumunia. Sieć ma już ponad 1070 sklepów w 13 krajach, a jesienią otworzy pierwszy sklep w Bukareszcie. Polska pozostaje niewiadomą, choć eksperci wskazują, że skala krajowego rynku może czynić ją atrakcyjnym kierunkiem. Jednocześnie ostrzegają, że wejście do Polski oznaczałoby konfrontację z bardzo silnymi graczami, przede wszystkim Rossmannem.

Ponad 1070 sklepów w 13 krajach

Normal rozpoczął działalność w kwietniu 2013 r. w Silkeborgu w Danii. Koncept od początku zakładał połączenie cech drogerii i dyskontu. W ofercie znajdują się przede wszystkim produkty do pielęgnacji ciała, włosów i jamy ustnej, kosmetyki do makijażu, detergenty oraz inne artykuły potrzebne w codziennym gospodarstwie domowym. Wśród nich są zarówno produkty znanych marek, jak i mniej rozpoznawalne marki.

Kluczowym elementem modelu jest stała, niska cena. Normal nie opiera sprzedaży na klasycznych promocjach i krótkotrwałych obniżkach. Zamiast tego sieć deklaruje utrzymywanie niskich cen oraz regularną rotację części asortymentu. Dzięki temu klienci mają przy kolejnych wizytach znajdować nowe produkty.

Skala działalności wyraźnie zmieniła się w ciągu ostatniej dekady. Po pięciu latach od uruchomienia pierwszego sklepu, w 2018 r., Normal miał około 100 placówek. W tym samym roku rozpoczął ekspansję poza Danię, otwierając pierwszy sklep w Holandii. Rok później wszedł do Francji.

Dzisiaj sieć liczy ponad 1070 sklepów. Działa w 13 krajach: Danii, Norwegii, Szwecji, Holandii, Francji, Finlandii, Portugalii, Hiszpanii, Włoszech, Irlandii, Austrii, Słowacji i Czechach. Jesienią lista rynków ma powiększyć się do 14. Normal planuje bowiem otwarcie pierwszej placówki w Rumunii.

Europa Środkowa kolejnym obszarem wzrostu

Wejście do Europy Środkowej rozpoczęło się pod koniec maja 2026 r. Pierwszy sklep Normal na Słowacji został otwarty w Bratysławie. Obecnie w stolicy kraju działają już dwie placówki sieci.

Kolejnym krokiem były Czechy. W połowie sierpnia Normal uruchomił pierwszy sklep w Pradze, w centrum handlowym Flora. Debiut spotkał się z dużym zainteresowaniem konsumentów. Według relacji czeskich mediów przed sklepem pojawiły się tłumy klientów, wśród których byli także konsumenci znający markę z zakupów podczas zagranicznych podróży.

Ekspansja w Czechach szybko wyszła poza pierwszą lokalizację. Obecnie w Pradze działają już trzy sklepy Normal. Następnym rynkiem będzie Rumunia. Pierwszy sklep ma zostać otwarty jesienią w centrum handlowym Mega Mall w Bukareszcie. Będzie to jednocześnie 14. kraj działalności duńskiej sieci.

Tempo ekspansji pokazuje, że Europa Środkowa staje się dla Normal jednym z istotnych kierunków rozwoju. W krótkim czasie firma uruchomiła sklepy na dwóch kolejnych rynkach, a następnie zapowiedziała wejście do trzeciego. Naturalnym pytaniem jest więc to, czy kolejnym przystankiem będzie Polska.

Polska bez oficjalnej decyzji

Na tym etapie Normal nie potwierdza planów wejścia na polski rynek. Firma nie wyklucza jednak ekspansji i deklaruje, że analizuje kolejne możliwości.

Mette Digmann Nygaard, odpowiedzialna za globalną komunikację Normal, przekazała, że firma „stale ocenia nowe potencjalne rynki” w ramach długoterminowej strategii ekspansji. Jednocześnie zaznaczyła, że polityką Normal jest niekomentowanie potencjalnych wejść na nowe rynki, trwających analiz, harmonogramów ani konkretnych planów ekspansji przed ich oficjalnym ogłoszeniem.

Oznacza to, że brak informacji o Polsce nie jest równoznaczny z decyzją o pominięciu tego rynku. Firma nie ujawnia jednak, które państwa znajdują się obecnie na jej liście potencjalnych kierunków.

Polska jest największym rynkiem konsumenckim Europy Środkowej i pod względem skali może być atrakcyjna dla sieci, która w ciągu 13 lat rozbudowała działalność do ponad 1070 sklepów.

„Niszowe miejsce” na dużym rynku

Potencjał Polski dostrzegają eksperci obserwujący europejski handel detaliczny. Jesper Veber Knudsen, dziennikarz duńskiego serwisu branżowego RetailNews, ocenia, że koncept Normal jest na tyle charakterystyczny, że może znaleźć swoje miejsce na większości europejskich rynków.

Jego zdaniem Polska byłaby dla sieci interesującym kierunkiem ze względu na liczbę ludności oraz tempo wzrostu gospodarczego. Jednocześnie wskazuje na istotny warunek: Normal może potrzebować lokalnego partnera franczyzowego, jeżeli chciałby szybko budować większą skalę działalności.

To istotna kwestia z punktu widzenia potencjalnego wejścia. Polska jest rynkiem dużym, ale jednocześnie mocno konkurencyjnym i wymagającym pod względem lokalizacji, logistyki, zakupów oraz znajomości zachowań konsumentów. Model sprawdzony w Danii, Francji czy Holandii nie musi automatycznie przełożyć się na sukces w Polsce.

Rossmann, Hebe i dyskonty tworzą wysoką barierę

Największym wyzwaniem byłaby konkurencja. Agnieszka Górnicka, prezeska Inquiry, określa w wypowiedzi dla portalu XYZ polski rynek drogeryjny jako w znacznym stopniu „zabetonowany”.

Najsilniejszą pozycję ma Rossmann, którego sklepy są obecne w bardzo wielu lokalizacjach w całym kraju. Konkurencję stanowi również Hebe, należące do grupy Jeronimo Martins, a także dyskonty spożywcze, które w ostatnich latach konsekwentnie rozwijają ofertę kosmetyczną i higieniczną.

Szczególne znaczenie ma rozwój marek własnych dyskontów. Ich jakość jest coraz lepiej oceniana przez konsumentów, a niższa cena może ograniczać przewagę, jaką Normal uzyskuje dzięki sprzedaży znanych marek w atrakcyjnych cenach.

– W tej sytuacji zdobycie pozycji na naszym rynku nie będzie prostym zadaniem. Trzeba bowiem znaleźć atrakcyjne lokalizacje, zaoferować unikatowy asortyment i przekonać klientów, że warto go wypróbować – ocenia Agnieszka Górnicka.

Jednym z potencjalnych atutów Normal może być natomiast skandynawskie pochodzenie. Ekspertka zwraca uwagę, że polscy konsumenci pozytywnie postrzegają marki wywodzące się z tego regionu.

Drogeria jako doświadczenie zakupowe

Normal próbuje odróżnić się od klasycznych drogerii nie tylko ceną i asortymentem, ale również sposobem organizacji sklepu. Placówki mają układ przypominający labirynt. Klient porusza się pomiędzy kolejnymi alejkami i ekspozycjami, a produkty są zestawiane w sposób, który ma zachęcać do odkrywania oferty.

To istotne, ponieważ model Normal opiera się nie tylko na zakupie zaplanowanym. Sieć chce generować również zakupy impulsowe. Produkty są regularnie wymieniane, a część asortymentu ma charakter zmienny lub sezonowy. Konsument może więc znaleźć podczas kolejnej wizyty produkty, których wcześniej nie widział.

Pod tym względem koncept jest porównywany do duńskich sieci Flying Tiger i Søstrene Grene, które również wykorzystują szeroki wybór produktów, przystępne ceny i układ sklepu sprzyjający eksploracji. Normal pozostaje jednak mocniej skoncentrowany na kategoriach drogeryjnych, higienicznych, kosmetycznych i chemii gospodarczej. Według informacji firmy około 80 proc. klientów Normal stanowią kobiety. To istotny parametr z punktu widzenia potencjalnej konkurencji z tradycyjnymi drogeriami.

Skala daje możliwości, ale Polska byłaby innym wyzwaniem

Założycielami Normal są Torben Mouritsen i Bo Kristensen. W późniejszym okresie do grona współwłaścicieli dołączył Anders Holch Povlsen, właściciel grupy Bestseller. Obecnie jest on głównym udziałowcem Normal. „Forbes” szacuje jego majątek na 16,8 mld dolarów, czyli około 62 mld zł, co plasuje go na 171. miejscu światowej listy najbogatszych osób.

Zaplecze kapitałowe i obecna skala działalności dają Normal możliwość dalszego rozwoju. Sieć zwiększyła liczbę sklepów z około 100 w 2018 r. do ponad 1070 obecnie. Oznacza to ponad dziesięciokrotny wzrost liczby placówek w ciągu około ośmiu lat.

Jednocześnie ekspansja w Polsce wymagałaby znalezienia odpowiedzi na kilka kwestii: wyboru właściwego formatu lokalizacji, zapewnienia konkurencyjnych cen, zbudowania odpowiedniego łańcucha dostaw oraz stworzenia asortymentu wystarczająco odmiennego od tego, który konsumenci mogą już znaleźć w Rossmannie, Hebe, dyskontach i innych kanałach sprzedaży.

Warto pamiętać, z jakimi liczbami będzie musiał się mierzyć Normal: Rossmann jest zdecydowanie największą siecią. Oficjalne dane firmy wskazują na 2103 drogerie w Polsce w styczniu 2026 r. Hebe zakończyło 2025 r. z 394 placówkami w Polsce. W 2025 r. otworzyło 16 nowych sklepów w kraju, ale ponieważ jednocześnie następowały zamknięcia, przyrost netto wyniósł 11 placówek. Drogerie Natura są obecnie znacznie mniejszą siecią – na początku 2026 r. zarząd mówił o około 200 placówkach. Plan na cały 2026 r. zakłada osiągnięcie 210–215 sklepów. dm-drogerie markt miało w kwietniu 2026 r. 75 sklepów w Polsce. Sieć zapowiedziała na 2026 r. otwarcie około 15 kolejnych, co oznaczałoby dojście do około 90 placówek na koniec roku, jeśli plan zostanie zrealizowany. To daje razem ok. 2572 konkurentów, jeśli chodzi o lokalizacje.

Normal ma więc dziś zarówno argumenty przemawiające za wejściem do Polski, jak i poważne bariery do pokonania. Firma nie potwierdza, że taki ruch jest planowany. Faktem pozostaje natomiast, że po ekspansji w Europie Zachodniej duńska sieć coraz wyraźniej kieruje uwagę na Europę Środkową: Słowacja, Czechy i zapowiedziana na jesień Rumunia tworzą już wyraźny regionalny kierunek.

Jeżeli Polska znajdzie się w kolejnej fazie ekspansji, Normal nie będzie wchodził na rynek pusty. Będzie musiał konkurować z siecią dysponującą bardzo dużą skalą, silną znajomością marki i gęstą siecią sklepów, a także z Hebe oraz dyskontami rozwijającymi segment beauty. Z drugiej strony ponad 1070 sklepów w 13 krajach pokazuje, że duński koncept nie jest już eksperymentem lokalnego detalisty, lecz rozwiniętym europejskim formatem. To, czy sprawdzi się również w Polsce, pozostaje na razie pytaniem bez oficjalnej odpowiedzi.

Redakcja zwróciła się do sieci z pytaniem o zamary dt. rynku polskiego.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
27. sierpień 2026 23:37