StoryEditor
Rynek i trendy
23.11.2013 00:00

Leki szturmują drogeryjne półki

Farmaceutyki już raz się w drogeriach nie przyjęły. Teraz znów do nich wracają. Czy tym razem będzie inaczej? Nadzieje detalistów są duże, bo mowa o produktach wysokomarżowych. Ale nie brak też sceptycznych głosów.

Moda na sprzedaż leków OTC, czyli dostępnych bez recepty, w sklepach, drogeriach i na stacjach benzynowych przyszła do Polski z Zachodu. Od ponad 1,5 roku ten asortyment rotuje w kanale pozaaptecznym coraz lepiej. Wszystko za sprawą obowiązującej od 1 stycznia 2012 roku nowelizacji prawa farmaceutycznego, które m.in. wprowadziło zakaz reklamy aptek oraz ich działalności. Brak możliwości korzystania z gazetek promocyjnych, ulotek, plakatów reklamowych i programów lojalnościowych przełożył się na wyraźny spadek sprzedaży leków, w efekcie czego blisko co piąta apteka w Polsce została zamknięta. – To się odbiło na całym rynku, a producentów zmusiło do spojrzenia przychylniejszym okiem na rynek pozaapteczny. Od ponad roku obserwujemy intensyfikację działań skierowanych do tego kanału – mówi Dorota Ruszkowska, dyrektor zarządzająca w firmie UpPharma. Dziś takie produkty oraz suplementy diety, można kupić w większości czołowych sieci handlowych – m.in. w Auchan, Real, E.Leclerc, sklepach Społem oraz mniejszych sieci regionalnych. Klient dostanie je także w sieciach drogeryjnych.
Na wzór Rossmanna
W drogeriach sieci Rossmann półka z lekami była w ostatnim czasie regularnie powiększana i dziś jej długość dochodzi nawet do 3 metrów. – Głównym asortymentem drogerii Rossmann są kosmetyki do pielęgnacji ciała i twarzy, a parafarmaceutyki to kategoria będąca uzupełnieniem naszego asortymentu – przekonuje Eliza Panek, rzecznik prasowy sieci. Czy konsument też tak postrzega ofertę Rossmanna, w którym są środki przeciwbólowe, na przeziębienie, na ból gardła, żołądka, przeciw chorobie lokomocyjnej, suplementy diety, przeróżne zestawy witamin, preparaty ziołowe, a nawet prezerwatywy i lubrykanty, termometry, testy ciążowe oraz owulacyjne? Można w to wątpić, bo wizyta w niemieckich drogeriach spokojnie zastąpi sporej części klientów odwiedziny apteki. Mimo to, niektórzy detaliści podchodzą do tego asortymentu sceptycznie. – To są chyba zapychacze, bo nie można zatowarować 400 mkw. samymi kosmetykami. Dlatego Rossmann wypełnia półki środkami chemii gospodarczej, karmą dla zwierząt, żywnością, a nawet lekami. Ale czy to jest tego warte? Czy tak duża półka zarabia na siebie? – zastanawia się Grzegorz Nowicki, prowadzący kilka niezależnych drogerii. Dorota Ruszkowska nie ma wątpliwości, że tak:
– Współpracujemy z 12 producentami leków, którzy przyznają, że Rossmann jest dla nich bardzo dużym i ważnym klientem. Kiedyś ten asortyment zajmował tam metrową półkę, a dziś jest to 2-3 razy więcej.
Wychodząc z założenia, że nikt nie rozwija półek z niechodliwym towarem, kolejne drogerie – m.in. Vica, Laboo oraz Drogerie Polskie – zdecydowały się wejść w ten asortyment. Ta ostatnia zdecydowała się na taki ruch, mimo iż już kiedyś na lekach się sparzyła.

Apteki idą w stronę drogerii i na odwrót

– 2-3 lata temu farmacja się u nas nie przyjęła. Być może to była kwestia cen – przyznaje Leszek Rzeszótko, dyrektor ds. rozwoju sieci Drogerie Polskie. Tym razem ma być inaczej. – Na pewno musimy patrzeć na największego gracza, ale w tej chwili wszystkie drogerie rozszerzają asortyment, by klientki mogły kupić tam wszystko, co może je interesować. Apteki wprowadzają kosmetyki i stają się apteko-drogeriami, dlaczego więc my nie mamy iść w drugą stronę? Czemu na lekach mają zarabiać tylko apteki? – pyta dyrektor Rzeszótko. Ponieważ w Drogeriach Polskich nie ma obecnie farmaceutyków, trwa tworzenie nowej kategorii produktowej od podstaw. W sumie w typowej placówce znajdzie się około 50 SKU, ale, zależnie od powierzchni sali sprzedaży, liczba ta będzie wahała się od 40 do 70 indeksów. – We wszystkich sklepach chcielibyśmy wprowadzić metrowe półki. W mniejszych wykorzystamy półki naladowe – informuje Dorota Ruszkowska z UpPharmy, która odpowiada za wdrożenie tego asortymentu w Drogeriach Polskich w ramach projektu „Zachowaj zdrowie”. Od września trwają testy – w kilku placówkach analiza sprzedaży ma pozwolić na ustalenie optymalnego asortymentu.

Sprzedaż nakręciły specjalnie oznakowane szafy

– Nie ukrywam, że wzorujemy się na tym, co jest na Zachodzie – Super-Pharm, Hebe, Rossmann – oni wprowadzają leki, więc my też. Zresztą sami klienci pytali o takie produkty – mówi Tomasz Skrzypiec, dyrektor handlowy Polskiej Sieci Drogerii Vica. Sieć wprowadziła leki OTC rok temu. – Rozwijamy tę kategorię, bo dostrzegamy powolny, ale jednak zauważalny, wzrost sprzedaży i coraz większe zainteresowanie konsumentów. Tak naprawdę handel tym asortymentem ruszył dopiero po wstawieniu specjalnych szaf oznakowanych jako „Moja apteczka”. W przypadku parafarmaceutyków widoczność jest kluczowa, bo nie każdy przychodzi do drogerii po takie produkty – dodaje nasz rozmówca. Jego zdaniem leki OTC to asortyment uzupełniający o charakterze impulsowym – klient przychodzi po inne rzeczy, a te kupuje przy okazji, zwiększając wartość koszyka. Dlatego muszą one koniecznie znaleźć się w strefie kasy. Podobnie myśli Jerzy Guentzel, właściciel sklepu sieci Laboo w Chojnicach: – Farmaceutyki, a zwłaszcza witaminy i suplementy diety, są asortymentem dobrze korespondującym z produktami do pielęgnacji urody. Kobieta, której zależy na dobrej kondycji włosów, kupuje odżywkę, a przy okazji skusi się też na suplement diety poprawiający ich witalność.
Podobnych zestawów kosmetyk plus lek, mających wzajemnie uzupełniające się działanie, jest więcej, czego przykładem mogą być produkty do opalania. 
100 proc. marży?
W drogeriach Vica dobrze sprzedają się przede wszystkim suplementy diety, np. przeciwdziałające wypadaniu włosów czy wspomagające odchudzanie, świetnie idą też plastry, słabo rotują prezerwatywy. Z konkretnych produktów trzeba byłoby wymienić Polopirynę S, Cerutin, Rutinoscorbin, różne odmiany magnezu. Jerzy Guentzel z Laboo asortyment farmaceutyków dobiera, zwracając uwagę na kilka aspektów, m.in. sezonowość, działanie uzupełniające dla kosmetyków oraz na to, czy dany produkt jest aktualnie reklamowany w telewizji i prasie kobiecej.
– Aflofarm cały czas wypuszcza nowości i robi ogromne kampanie marketingowe. W ten sposób rozkręciło się wiele kategorii, które wcześniej praktycznie nie istniały. Dobrym przykładem jest  Vocaler – środek na chrypę i suchość w gardle – tłumaczy Dorota Ruszkowska. Jednak, jak zauważa Jerzy Guentzel, najpopularniejszą grupą leków są środki przeciwbólowe. To podstawa każdej sklepowej apteczki. Według danych Nielsena segment tych leków w kanale pozaaptecznym był w 2012 roku wart ponad 300 mln zł i odnotował 5-proc. wzrost w porównaniu z 2011 rokiem. W tym czasie sprzedaż przeciwbólowych leków OTC w kanale aptecznym wzrosła o 3 proc. Szacuje się, że w bieżącym roku różnica na korzyść kanału pozaaptecznego będzie jeszcze większa.
Choć leków przeciwbólowych sprzedaje się najwięcej, z reguły są one tanie. Dlatego najlepszy interes robi się na suplementach diety. – To wdzięczne produkty dla handlu, bo są mocno reklamowane i ludzie o nie pytają, a większość kosztuje powyżej 20 zł. – twierdzi Tomasz Skrzypiec. W drogeriach Vica marże na parafarmaceutyki oscylują wokół 25-30 proc. W Drogeriach Polskich są wyższe i dochodzą nawet do 40 proc. Mimo tak wysokich marż, sieć zapewnia, że pozostanie konkurencyjna nie tylko wobec sieci handlowych, ale również  Rossmanna. Na pytanie, czy wynika to z tak dobrych warunków zakupowych UpPharmy, czy może sklepy narzucają na leki tak wysokie marże, dochodzące do 100 proc., nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
– Wszystko zależy od indywidualnych potrzeb klienta, kategorii oraz produktu. W przypadku parafarmaceutyków bardzo ważna jest cena i często to ona determinuje wybór – mówi Katarzyna Jagiełowicz, starszy specjalista ds. marketingu Drogerii Hebe. To kolejny gracz, który stawia na ten asortyment.
Lek jako impuls do odwiedzenia drogerii
W zeszłym roku Jeronimo Martins ogłosiło, że chce mieć w Polsce docelowo 600 sklepów kosmetycznych Hebe, których integralną część będą stanowić punkty apteczne. Równocześnie w drogerie zostały przekształcone wszystkie apteki Na Zdrowie. Przedstawiciele sieci zapewnili, że nie zamierzają już otwierać w Polsce pojedynczych aptek, a wszystkie nowe zlokalizowane będą wewnątrz drogerii Hebe. Obecnie Hebe posiada 45 sklepów kosmetycznych, a w czterech z nich działają apteki. We wszystkich pozostałych leki OTC można znaleźć w sekcji dermopharm.  – Do tej pory segment drogeryjny nie oferował szerokiej gamy farmaceutyków. Tworząc ofertę Hebe chcemy to zmienić. W związku z tym rola tej kategorii, w kolejnych etapach rozwoju sprzedaży, będzie się zmieniać. Dziś możemy powiedzieć, że oferta jest zarówno uzupełniająca jak i budująca przewagę, ale coraz częściej staje się impulsem do odwiedzenia Hebe – mówi Katarzyna Jagiełowicz. Jedną z istotniejszych grup w portugalskich drogeriach są suplementy zwiększające odporność w okresie grypy i przeziębienia. Jak informuje przedstawicielka sieci, te pozycje w sezonie odnotowują nawet kilkudziesięcioprocentowe wzrosty sprzedaży. Podobne spostrzeżenia ma Eliza Panek z Rossmanna: – Parafarmaceutyki to kategoria sezonowa, wzrost liczby zachorowań, okres jesienny i zimowy, sprzyjają zwiększonej sprzedaży  Mocno sezonowe są również suplementy diety. – Po sylwestrze i wiosną, gdy wszyscy chcą się odchudzać, rośnie sprzedaż preparatów typu Linea, a latem środków, takich jak Lokomotiv czy Belissa Sun, wspomagająca opalanie – wylicza Tomasz Skrzypiec.
Leki a kosmetyki
Choć leki OTC to produkty wysokomarżowe i dobrze sprzedają się w dużych sieciach, nie zawsze ma to przełożenie na inne placówki. – Nie wiem dlaczego w Rossmannie leki idą tak dobrze. U nas rotują głównie tabletki na ból głowy i suplementy diety. Ceny mamy dobre, ale generalnie sprzedaż jest słaba i wynosi kilkadziesiąt opakowań miesięcznie. Trochę ratuje ją reklama telewizyjna – mówi Anna Grzyb z drogerii Wispol. Grzegorz Nowicki z drogerii Noel, który leki OTC oferował kilka lat temu, ale w końcu zrezygnował, ma swoją teorię. – Ten asortyment kłóci się z najważniejszym towarem w drogerii, czyli kosmetykami. Klientki przychodzą tu, bo chcą sobie poprawić urodę i nastrój. Konotacją leków jest choroba – ten towar przypomina o złym samopoczuciu, a ludzie zazwyczaj nie chcą tego pamiętać – przekonuje Nowicki. Niektóre drogerie, jak Jasmin, oferują tylko suplementy diety. – Na takie artykuły jak Colostrum, zwiększający odporność, Antydetoks czy Collagen firmy Noble Health, mamy stałych klientów, którzy przychodzą regularnie.  W tej chwili takiego asortymentu, jak leki OTC, nie mamy. Może wprowadzimy go w przyszłym roku – informuje Teresa Stachnio, wiceprezes sieci Drogerie Jasmin.
Ile to kosztuje?
Drogeria, która chciałaby zacząć handlować takim asortymentem, musi się liczyć z wydatkami na starcie.  Szafa z zatowarowaniem to wydatek kilku tys. zł, ale można zacząć od naladowej apteczki ze środkami przeciwbólowymi. – To podstawa, do tego dochodzą leki gastryczne i na ból gardła, które najlepiej rotują w okresie jesiennym i zimowym. W sumie na start potrzeba 20-25 indeksów, aby zaspokoić najważniejsze potrzeby. Stawiamy wtedy na silne marki znanych producentów, takie jak Apap, Ibuprom, Panadol, Gripex, Aspiryna, Etopiryna, Polopiryna, Cholinex, Nurofen, Rennie – doradza Adam Łysakowski, dyrektor handlowy Hurtowni Farmaceutycznej „Monika”. Jak przestrzega, leki słabo sprzedają się w placówkach ladowych.
– Parafarmaceutyki wymagają samoobsługi, bo klient musi mieć miejsce i czas, by na spokojnie przeczytać, jaki skład ma lek i do czego służy – kończy nasz rozmówca.
Sebastian Szczepaniak


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.08.2026 13:08
Peptydy w kosmetykach – czy nadchodzą zmiany regulacyjne po aktualnych doniesieniach z USA?
Kaboompics

Tegoroczne regulacyjne lato w FDA jest gorące. Komitet Doradczy ds. Compoundingu Aptecznego FDA zarekomendował dopuszczenie sześciu peptydów, które wcześniej znajdowały się na liście substancji zakazanych. Decyzja ta ponownie wywołała dyskusję na temat bezpieczeństwa stosowania peptydów, zasad ich regulacji, a także konsekwencji, jakie mogą za sobą nieść dla dostępu pacjentów do preparatów funkcjonujących dotychczas w regulacyjnej „szarej strefie”.

Nadchodzi zmiana podejścia FDA do peptydów? Pozytywne rekomendacje dla sześciu substancji

23 i 24 lipca 2026 roku, podczas posiedzenia panelu ekspertów FDA, sześć z siedmiu ocenianych peptydów otrzymało pozytywną rekomendację. Wcześniej te substancje zostały objęte ograniczeniami dotyczącymi stosowania u ludzi, stąd stanowisko panelu wskazuje na istotną zmianę w podejściu amerykańskich regulatorów do tej grupy substancji.

Na liście pozytywnie ocenionych substancji znalazły się BPC-157 oraz TB-500, znane szerzej pod inną nazwą jako tzw.,,Wolverine stack” popularne m.in. w środowisku biohakingowym. Panel pozytywnie odniósł się również do KPV w kontekście chorób zapalnych skóry, MOTS-c w zaburzeniach metabolicznych, emideltide w zastosowaniach związanych ze snem oraz Semaxu w leczeniu migreny. Negatywną rekomendację otrzymał natomiast Epitalon, który rozpatrywany był pod kątem łagodzenia bezsenności.

Nowe stanowiska panelu FDA mogą mieć duże znaczenie na rozwój i tak już dynamicznie rozwijającego się rynku amerykańskiego, a tym samym również na inne kraje. Warto pamiętać, że pozytywna rekomendacja panelu nie jest jednak równoznaczna z dopuszczeniem peptydów do obrotu, ani zatwierdzeniem ich przez FDA jako produktów leczniczych. Stanowi ona jeden z etapów procesu regulacyjnego, a dalsza dostępność tych substancji będzie zależała od kolejnych decyzji FDA oraz warunków, na jakich mogłyby być stosowane i wprowadzane na rynek.

image

Zjedz sobie urodę: shoty, soki, słodkie suplementy

Kolejnym etapem będzie analiza stanowiska ekspertów przez FDA i podjęcie właściwych decyzji regulacyjnych. Proces ten może potrwać od kilku miesięcy do nawet kilku lat, dlatego ewentualne zmiany w dostępności tych substancji mogą nastąpić dopiero w 2027 roku lub później. Choć FDA często uwzględnia rekomendacje swoich paneli doradczych, nie jest nimi formalnie związana i w przeszłości zdarzało się, że podejmowała decyzje odmienne od stanowiska ekspertów.

Kolejnego posiedzenia Pharmacy Compounding Advisory Committee (PCAC) możemy spodziewać się przed końcem lutego 2027 roku. Ocenie ma zostać poddanych pięć kolejnych peptydów: LL-37, GHK-Cu, melanotan II, octan Dihexa oraz PEG-MGF. Szczególnie interesujący z perspektywy branży kosmetycznej może być GHK-Cu, szeroko wykorzystywany i promowany w produktach do pielęgnacji skóry.

Na tle działań amerykańskich regulacji warto pamiętać, że przyjęta w grudniu 2022 roku ustawa Modernization of Cosmetics Regulation Act (MoCRA) znacząco rozszerzyła kompetencje organizacji FDA w zakresie nadzoru nad rynkiem kosmetycznym. Biorąc pod uwagę rosnące zainteresowanie peptydami oraz coraz śmielszymi deklaracjami dotyczącymi ich działania można spodziewać się, że status regulacyjny peptydów będzie jednym z ważniejszych zagadnień dla amerykańskiej branży kosmetycznej w najbliższych latach.

Między rekomendacją a zatwierdzeniem, czyli problemy z interpretacją statusu peptydów

W ciągu zaledwie kilku godzin od pierwszego głosowania w sieci pojawiły się hasła sugerujące, że „FDA zatwierdziła peptydy". Takie sformułowanie jest dość dużym uproszczeniem i wprowadziło wielu odbiorców w błąd. Termin,,zatwierdzenie” oznacza, że sponsor przeprowadził badania kliniczne, przedłożył je, a agencja FDA uznała lek za bezpieczny i skuteczny dla określonego zastosowania.

image

Peptydy peptydom nierówne. Dlaczego sama obecność składnika w INCI nie mówi wszystkiego o kosmetyku?

W rzeczywistości panel ekspertów wydał rekomendację dotyczącą możliwości umieszczenia ocenianych substancji na liście składników, które mogą być wykorzystywane przez apteki do sporządzania leków recepturowych w ramach tzw. compounding. Oznacza to, że przedmiotem oceny nie było dopuszczenie gotowych produktów leczniczych zawierających te peptydy ani zatwierdzenie ich skuteczności w określonych wskazaniach terapeutycznych.

Warto mieć na uwadze, że to, co się rzeczywiście wydarzyło, to wyłącznie rekomendacja komitetu doradczego, by dodać substancje do listy składników, które apteki mogą przygotowywać leki recepturowe w ramach tzw. compounding, co jest kwestią praktyki aptecznej, a nie tego, czy dany związek działa.

Dyrektorka farmaceutyczna wyraziła się w tym temacie dość bezpośrednio: „Głosowania nie sprawiają, że peptydy stają się lekami zatwierdzonymi przez FDA, zamiast tego stanowią rekomendację, że związki te zostaną dodane do listy substancji, które apteki wykonujące compounding mogą przygotowywać dla pacjentów na receptę”.

Głosowania mają wyłącznie charakter doradczy. Ostateczna decyzja należy do FDA, która nie jest formalnie związana rekomendacją ekspertów. Dlatego na obecnym etapie nie można mówić ani o „zatwierdzeniu peptydów przez FDA”, ani o uzyskaniu przez nie statusu leków zatwierdzonych przez Agencję.

Peptydy w USA a rynek europejski – czy decyzje FDA mają znaczenie dla UE?

Z perspektywy Unii Europejskiej rekomendacje amerykańskiego FDA nie mają bezpośredniego wpływu na zmiany regulacyjne peptydów na terenie UE. Sekcja 503A amerykańskiej ustawy Federal Food, Drug and Cosmetic Act określa zasady, na jakich apteki w Stanach Zjednoczonych mogą sporządzać leki recepturowe w ramach tzw. compoundingu. Przepisy te nie mają wpływu na status prawny ani klasyfikację omawianych peptydów na rynku unijnym.

W tym samym czasie w Unii Europejskiej pojawiły się natomiast nowe wytyczne naukowe Europejskiej Agencji Leków (EMA) dotyczące rozwoju i wytwarzania syntetycznych peptydów, obowiązujące od 1 czerwca 2026 roku. Dokument ten dotyczy jednak odrębnego zagadnienia i nie odnosi się ani do amerykańskiego systemu compoundingu, ani nie jest bezpośrednią reakcją na ocenę substancji w ramach sekcji 503A.

image

Syntetyczne peptydy sprzedawane online zagrożeniem dla zdrowia – GIS i GIF ostrzegają

Znaczenie wydarzeń w Stanach Zjednoczonych dla europejskiego rynku ma więc obecnie przede wszystkim charakter naukowy, rynkowy i informacyjny, a nie prawny. Decyzje FDA same w sobie nie determinują statusu danego peptydu na terenie UE – jest on oceniany na podstawie obowiązujących przepisów unijnych oraz w określonych przypadkach, regulacji krajowych.

Nie oznacza to jednak, że rozwój sytuacji w USA pozostaje bez znaczenia dla Europy. Ewentualne zmiany w dostępności i wykorzystaniu peptydów na rynku amerykańskim mogą pośrednio wpływać na zainteresowanie badawcze, dostępność surowców, globalny popyt oraz działania dostawców. Z tego względu dalsze decyzje FDA warto obserwować również z perspektywy europejskiej, choć nie należy ich utożsamiać ze zmianami regulacyjnymi w UE.

Peptydy w kosmetykach pod lupą regulatorów

Rosnąca popularność peptydów w pielęgnacji skóry coraz częściej zwraca uwagę regulatorów. W przypadku substancji takich jak GHK-Cu (peptyd miedziowy), Matrixyl czy inne peptydy stosowane w produktach kosmetycznych istotne znaczenie ma nie tylko ich skład i sposób działania, ale również deklarowane przeznaczenie produktu oraz sposób komunikacji dotyczące jego działania.

To właśnie sposób komunikowania jego właściwości może zdecydować, czy w świetle amerykańskich przepisów pozostanie on kosmetykiem, czy zostanie zakwalifikowany jako produkt leczniczy podlegający znacznie bardziej rygorystycznym wymaganiom. Kosmetyk, któremu przypisywane jest działanie związane z leczeniem, zapobieganiem chorobom lub wpływem na funkcje organizmu, może zostać zakwalifikowany jako produkt leczniczy, a tym samym podlegać znacznie bardziej rygorystycznym wymaganiom FDA.

Wzmożone zainteresowanie FDA tą kategorią może nieść za sobą konsekwencje dla dynamicznie rozwijającego się rynku kosmetyków peptydowych. Dla producentów i marek oznacza to przede wszystkim konieczność uważnej oceny deklaracji marketingowych, sposobu prezentowania działania produktów oraz zgodności komunikacji z ich statusem prawnym tak, aby komunikacja pozostawała zgodna z jego statusem prawnym.

image

Ingredion: Konsumenci domagają się kosmetyków czystych, zrównoważonych i wielofunkcyjnych

W kosmetologii peptydy stosowane miejscowo zazwyczaj klasyfikowane są ze względu na kategorię swojej funkcjonalności m.in. na peptydy sygnałowe, peptydy nośnikowe, peptydy hamujące neuroprzekaźnictwo oraz peptydy hamujące enzym.

Aby można mówić o skutecznym działaniu miejscowym produktu zawierającego peptydy, powinny one mieć masę cząsteczkową poniżej 500 Daltonów, co znacznie ułatwia przenikanie przez barierę skóry. Nie oznacza to jednak, że masa cząsteczki poniżej 500 Da automatycznie gwarantuje skuteczne przenikanie peptydu – jest to wyłącznie jeden z kilku czynników wpływających na jego biodostępność miejscową.

GHK-Cu – jeden z najlepiej poznanych peptydów kosmetycznych

GHK-Cu, szerzej znany na rynku kosmetycznym jako peptyd miedziowy jest kompleksem miedzi z tripeptydem glicylo-L-histydylo-L-lizyną. Cząsteczka GHK naturalnie występujące w organizmie człowieka, m.in. w osoczu, a jej charakterystyczną cechą jest jej wysokie powinowactwo do dwuwartościowych jonów miedzi (Cu²⁺), prowadzące do powstania biologicznie aktywnego kompleksu chelatowego GHK-Cu. Stężenie GHK w osoczu zmienia się wraz z wiekiem – najwyższe wartości obserwowane są u młodych osób dorosłych, natomiast z upływem lat jego poziom stopniowo się obniża. W literaturze dla osób około 20. roku życia opisywane są stężenia rzędu około 200 ng/mL.

GHK-CU należy do jednych z najwcześniej odkrytych i najlepiej poznanych bioaktywnych peptydów. Może on pełnić funkcję zarówno peptydu sygnałowego, jak i nośnikowego, przyczyniając się do przebudowy macierzy zewnątrzkomórkowej oraz uwalniając miedź w miejscach, gdzie pojawiają się uszkodzenia tkanek lub stany zapalne. W badaniach opisywano jego wpływ m.in. na syntezę kolagenu, elastyny, proteoglikanów i glikozaminoglikanów, a także właściwości przeciwzapalne i antyoksydacyjne.

Od lat 80 XX wieku, GHK-Cu jest ceniony medycynie estetycznej. Szczególne zainteresowanie budzi jego wykorzystanie w produktach kosmetycznych przeciwstarzeniowych, co wynika przede wszystkim z wcześniej wspomianych właściwości związanych z procesami regeneracyjnymi, przebudową skóry oraz działaniem przeciwzapalnym.

Interesującym kierunkiem badań jest również połączenie GHK-Cu z kwasem hialuronowym (HA). W badaniach eksperymentalnych obserwowano synergistyczne działanie tych składników, przy czym najsilniejsze efekty zaobserwowane zostały przy zastosowaniu stosunku GHK-Cu do niskocząsteczkowego kwasu hialuronowym wynoszącym 1:9. Takie synergistyczne działanie może wspierać integralność połączenia skórno-naskórkowego, a tym samym przyczyniając się do zwiększenia jędrności skóry oraz jej odporności mechanicznej.

image

K-beauty opuszcza niszę. Masowa ekspansja zmieni reguły gry na polskim rynku kosmetycznym

Potencjał kosmetologiczny GHK-Cu nie ogranicza się jednak wyłącznie do skóry. Peptyd ten jest również badany pod kątem jego wpływu na mieszki włosowe i wzrost włosów. W modelach eksperymentalnych, w tym badaniach ex vivo na ludzkich mieszkach włosowych, dość intensywną stymulację wydłużania ludzkich mieszków włosowych już przy bardzo niskich stężeniach, co świadczy o jego bardzo wysokiej aktywności biologicznej.

Palmitoyl Pentapeptide-4 (Matrixyl)

W ostatnich latach obserwowany znaczący rozwój technologii opartych na białkach i peptydach w obszarze pielęgnacji przeciwstarzeniowej skupił uwagę kosmetologów również na palmitoyl pentapeptide-4 (Matrixyl). Zainteresowanie tym peptydem sygnałowym wynika przede wszystkim z jego potencjału do stymulacji fibroblastów, zwiększając syntezę kolagenu, elastyny, fibronektyny i kwasu hialuronowego poprzez szlaki TGF-β, co może przekładać się na poprawę właściwości skóry oraz zmniejszenie widoczności oznak starzenia.

Jednym z głównych wyzwań związanych z wykorzystaniem peptydów w kosmetykach pozostaje jednak ich skuteczne dostarczenie do miejsca działania. Bariera warstwy rogowej ogranicza przenikanie wielu substancji aktywnych, dlatego też nauka skupia się również na rozwijaniu systemów mających poprawiać stabilność peptydów, chronić je przed degradacją oraz zwiększać ich biodostępność.

Palmitoyl Pentapeptide-4 (Matrixyl) po przeniknięciu przez warstwę rogową do skóry właściwej, wiąże się z receptorami na powierzchni komórek i aktywuje szlaki zwiększające produkcję kolagenu typu I i III. Może także ograniczać degradację kolagenu, przyspieszać produkcję prokolagenu, a także regulować syntezę kwasu hialuronowego w fibroblastach.

Jednym z badanych rozwiązań systemów dostarczania substancji są ethosomy – elastyczne pęcherzyki fosfolipidowe zawierające stosunkowo wysokie stężenie etanolu, sięgające nawet 45% stężenia. Alkohol etylowy zwiększa płynność lipidów warstwy rogowej, a deformowalna struktura pęcherzyków może ułatwiać ich przenikani.

Innym rozwiązaniem są liposomy, które są pęcherzykami zbudowanymi z jednej lub wielu dwuwarstw fosfolipidowych otaczających fazę wodną. Dzięki swojej budowie mogą enkapsulować substancje o różnych właściwościach fizykochemicznych, a w przypadku peptydów przede wszystkim chronić je przed degradacją, poprawiać ich stabilność oraz zwiększać kontakt z warstwą rogową.

Jaka przyszłość czeka peptydy na rynku kosmetycznym?

Peptydy stanowią jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się grup substancji aktywnych, znajdujących zastosowanie zarówno w obszarze farmaceutycznym, jak i kosmetycznym. Rosnące zainteresowanie peptydami oraz ostatnie działania FDA pokazują, że grupa ta będzie coraz częściej skupiać swoją uwagę regulatorów. Choć decyzje podejmowane w USA nie wpływają bezpośrednio na status prawny peptydów w Unii Europejskiej, mogą wyznaczać kierunki rozwoju rynku, badań i nowych technologii.

Decyzje FDA dla europejskiej branży kosmetycznej oznaczają przede wszystkim konieczność uważnego śledzenia oceny bezpieczeństwa i skuteczności działania peptydów. Na dziś w sprawie stosowania peptydów w produktach kosmetycznych nic się nie zmienia. Więcej informacji w tej sprawie można spodziewać się po kolejnym posiedzeniu Pharmacy Compounding Advisory Committee (PCAC), które planowane jest przed końcem lutego 2027 roku.

Aleksandra Kondrusik

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.08.2026 11:10
Chemia gospodarcza i higiena osobista drożeje. Koszty produkcji przekładają się na ceny detaliczne
Agata Grysiak

Chemia gospodarcza znalazła się w lipcu 2026 r. wśród kategorii produktów codziennego użytku, które drożały najszybciej. Ceny w tej grupie były średnio o 5,4 proc. wyższe niż rok wcześniej. Wyższe wzrosty odnotowano jedynie w przypadku napojów bezalkoholowych, które podrożały o 5,6 proc. Dane pochodzą z badania UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito obejmującego ponad 103 tys. cen z przeszło 47,3 tys. sklepów.

Chemia gospodarcza wśród liderów podwyżek

W lipcu 2026 r. chemia gospodarcza była drugą kategorią z najwyższą dynamiką cen rok do roku. Produkty z tego segmentu podrożały średnio o 5,4 proc. W tym samym czasie ceny codziennych zakupów, liczonych dla wszystkich 17 analizowanych kategorii, wzrosły średnio o 1,9 proc. 

Oznacza to, że dynamika cen chemii gospodarczej była niemal trzykrotnie wyższa niż średni wzrost cen całego badanego koszyka. Jeszcze wyższy wzrost odnotowano w kategorii napojów bezalkoholowych – 5,6 proc. rok do roku. Kolejne miejsca zajęły pieczywo ze wzrostem o 5,2 proc. oraz słodycze i desery, które podrożały o 5,1 proc.

Energia, surowce i praca pod presją kosztową

Zdaniem dr. Piotra Araka, głównego ekonomisty VeloBanku, który wypowiedział się dla Monday News, wzrosty przekraczające 5 proc. są efektem połączenia kilku czynników: kosztów produkcji, energii, pracy oraz surowców. Znaczenie ma również efekt bazy, czyli odniesienie aktualnych cen do poziomu obserwowanego w analogicznym okresie poprzedniego roku.

W przypadku chemii gospodarczej szczególne znaczenie ma energochłonność procesu produkcyjnego. Wytwarzanie części produktów wymaga wykorzystania energii zarówno na etapie produkcji, jak i przygotowania oraz przetwarzania surowców. Wzrost kosztów energii może więc bezpośrednio wpływać na koszty wytwarzania, a następnie na ceny oferowane konsumentom.

Jednocześnie na poziomie całego rynku widoczne jest wyraźne wyhamowanie dynamiki wzrostu cen. W czerwcu 2026 r. codzienne zakupy były średnio o 2,7 proc. droższe niż rok wcześniej, natomiast w maju wzrost wynosił 3,4 proc. Lipcowy wynik na poziomie 1,9 proc. był zatem niższy odpowiednio o 0,8 pkt proc. i 1,5 pkt proc. 

Higiena osobista droższa o 3,9 proc.

Wysoką dynamikę cen odnotowano także w kategorii środków higieny osobistej. W lipcu produkty z tego segmentu kosztowały średnio o 3,9 proc. więcej niż rok wcześniej. Wzrost cen był więc niższy niż w przypadku chemii gospodarczej o 1,5 pkt proc., ale nadal znacząco przewyższał średnią dla całego analizowanego koszyka.

Ponad 103 tys. cen z 47,3 tys. sklepów

Raport „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych” przygotowywany jest cyklicznie od ponad dziewięciu lat. W najnowszej edycji porównano ceny z lipca 2026 r. z cenami z lipca 2025 r. Analiza objęła 17 kategorii oraz ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku.

Łącznie zestawiono ponad 103 tys. cen regularnych i promocyjnych z przeszło 47,3 tys. sklepów należących do 64 sieci handlowych. W badaniu uwzględniono dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sklepy convenience oraz placówki cash&carry. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
22. sierpień 2026 17:39