Moda na sprzedaż leków OTC, czyli dostępnych bez recepty, w sklepach, drogeriach i na stacjach benzynowych przyszła do Polski z Zachodu. Od ponad 1,5 roku ten asortyment rotuje w kanale pozaaptecznym coraz lepiej. Wszystko za sprawą obowiązującej od 1 stycznia 2012 roku nowelizacji prawa farmaceutycznego, które m.in. wprowadziło zakaz reklamy aptek oraz ich działalności. Brak możliwości korzystania z gazetek promocyjnych, ulotek, plakatów reklamowych i programów lojalnościowych przełożył się na wyraźny spadek sprzedaży leków, w efekcie czego blisko co piąta apteka w Polsce została zamknięta. – To się odbiło na całym rynku, a producentów zmusiło do spojrzenia przychylniejszym okiem na rynek pozaapteczny. Od ponad roku obserwujemy intensyfikację działań skierowanych do tego kanału – mówi Dorota Ruszkowska, dyrektor zarządzająca w firmie UpPharma. Dziś takie produkty oraz suplementy diety, można kupić w większości czołowych sieci handlowych – m.in. w Auchan, Real, E.Leclerc, sklepach Społem oraz mniejszych sieci regionalnych. Klient dostanie je także w sieciach drogeryjnych.
Na wzór Rossmanna
W drogeriach sieci Rossmann półka z lekami była w ostatnim czasie regularnie powiększana i dziś jej długość dochodzi nawet do 3 metrów. – Głównym asortymentem drogerii Rossmann są kosmetyki do pielęgnacji ciała i twarzy, a parafarmaceutyki to kategoria będąca uzupełnieniem naszego asortymentu – przekonuje Eliza Panek, rzecznik prasowy sieci. Czy konsument też tak postrzega ofertę Rossmanna, w którym są środki przeciwbólowe, na przeziębienie, na ból gardła, żołądka, przeciw chorobie lokomocyjnej, suplementy diety, przeróżne zestawy witamin, preparaty ziołowe, a nawet prezerwatywy i lubrykanty, termometry, testy ciążowe oraz owulacyjne? Można w to wątpić, bo wizyta w niemieckich drogeriach spokojnie zastąpi sporej części klientów odwiedziny apteki. Mimo to, niektórzy detaliści podchodzą do tego asortymentu sceptycznie. – To są chyba zapychacze, bo nie można zatowarować 400 mkw. samymi kosmetykami. Dlatego Rossmann wypełnia półki środkami chemii gospodarczej, karmą dla zwierząt, żywnością, a nawet lekami. Ale czy to jest tego warte? Czy tak duża półka zarabia na siebie? – zastanawia się Grzegorz Nowicki, prowadzący kilka niezależnych drogerii. Dorota Ruszkowska nie ma wątpliwości, że tak:
– Współpracujemy z 12 producentami leków, którzy przyznają, że Rossmann jest dla nich bardzo dużym i ważnym klientem. Kiedyś ten asortyment zajmował tam metrową półkę, a dziś jest to 2-3 razy więcej.
Wychodząc z założenia, że nikt nie rozwija półek z niechodliwym towarem, kolejne drogerie – m.in. Vica, Laboo oraz Drogerie Polskie – zdecydowały się wejść w ten asortyment. Ta ostatnia zdecydowała się na taki ruch, mimo iż już kiedyś na lekach się sparzyła.
Apteki idą w stronę drogerii i na odwrót
– 2-3 lata temu farmacja się u nas nie przyjęła. Być może to była kwestia cen – przyznaje Leszek Rzeszótko, dyrektor ds. rozwoju sieci Drogerie Polskie. Tym razem ma być inaczej. – Na pewno musimy patrzeć na największego gracza, ale w tej chwili wszystkie drogerie rozszerzają asortyment, by klientki mogły kupić tam wszystko, co może je interesować. Apteki wprowadzają kosmetyki i stają się apteko-drogeriami, dlaczego więc my nie mamy iść w drugą stronę? Czemu na lekach mają zarabiać tylko apteki? – pyta dyrektor Rzeszótko. Ponieważ w Drogeriach Polskich nie ma obecnie farmaceutyków, trwa tworzenie nowej kategorii produktowej od podstaw. W sumie w typowej placówce znajdzie się około 50 SKU, ale, zależnie od powierzchni sali sprzedaży, liczba ta będzie wahała się od 40 do 70 indeksów. – We wszystkich sklepach chcielibyśmy wprowadzić metrowe półki. W mniejszych wykorzystamy półki naladowe – informuje Dorota Ruszkowska z UpPharmy, która odpowiada za wdrożenie tego asortymentu w Drogeriach Polskich w ramach projektu „Zachowaj zdrowie”. Od września trwają testy – w kilku placówkach analiza sprzedaży ma pozwolić na ustalenie optymalnego asortymentu.
Sprzedaż nakręciły specjalnie oznakowane szafy
– Nie ukrywam, że wzorujemy się na tym, co jest na Zachodzie – Super-Pharm, Hebe, Rossmann – oni wprowadzają leki, więc my też. Zresztą sami klienci pytali o takie produkty – mówi Tomasz Skrzypiec, dyrektor handlowy Polskiej Sieci Drogerii Vica. Sieć wprowadziła leki OTC rok temu. – Rozwijamy tę kategorię, bo dostrzegamy powolny, ale jednak zauważalny, wzrost sprzedaży i coraz większe zainteresowanie konsumentów. Tak naprawdę handel tym asortymentem ruszył dopiero po wstawieniu specjalnych szaf oznakowanych jako „Moja apteczka”. W przypadku parafarmaceutyków widoczność jest kluczowa, bo nie każdy przychodzi do drogerii po takie produkty – dodaje nasz rozmówca. Jego zdaniem leki OTC to asortyment uzupełniający o charakterze impulsowym – klient przychodzi po inne rzeczy, a te kupuje przy okazji, zwiększając wartość koszyka. Dlatego muszą one koniecznie znaleźć się w strefie kasy. Podobnie myśli Jerzy Guentzel, właściciel sklepu sieci Laboo w Chojnicach: – Farmaceutyki, a zwłaszcza witaminy i suplementy diety, są asortymentem dobrze korespondującym z produktami do pielęgnacji urody. Kobieta, której zależy na dobrej kondycji włosów, kupuje odżywkę, a przy okazji skusi się też na suplement diety poprawiający ich witalność.
Podobnych zestawów kosmetyk plus lek, mających wzajemnie uzupełniające się działanie, jest więcej, czego przykładem mogą być produkty do opalania.
100 proc. marży?
W drogeriach Vica dobrze sprzedają się przede wszystkim suplementy diety, np. przeciwdziałające wypadaniu włosów czy wspomagające odchudzanie, świetnie idą też plastry, słabo rotują prezerwatywy. Z konkretnych produktów trzeba byłoby wymienić Polopirynę S, Cerutin, Rutinoscorbin, różne odmiany magnezu. Jerzy Guentzel z Laboo asortyment farmaceutyków dobiera, zwracając uwagę na kilka aspektów, m.in. sezonowość, działanie uzupełniające dla kosmetyków oraz na to, czy dany produkt jest aktualnie reklamowany w telewizji i prasie kobiecej.
– Aflofarm cały czas wypuszcza nowości i robi ogromne kampanie marketingowe. W ten sposób rozkręciło się wiele kategorii, które wcześniej praktycznie nie istniały. Dobrym przykładem jest Vocaler – środek na chrypę i suchość w gardle – tłumaczy Dorota Ruszkowska. Jednak, jak zauważa Jerzy Guentzel, najpopularniejszą grupą leków są środki przeciwbólowe. To podstawa każdej sklepowej apteczki. Według danych Nielsena segment tych leków w kanale pozaaptecznym był w 2012 roku wart ponad 300 mln zł i odnotował 5-proc. wzrost w porównaniu z 2011 rokiem. W tym czasie sprzedaż przeciwbólowych leków OTC w kanale aptecznym wzrosła o 3 proc. Szacuje się, że w bieżącym roku różnica na korzyść kanału pozaaptecznego będzie jeszcze większa.
Choć leków przeciwbólowych sprzedaje się najwięcej, z reguły są one tanie. Dlatego najlepszy interes robi się na suplementach diety. – To wdzięczne produkty dla handlu, bo są mocno reklamowane i ludzie o nie pytają, a większość kosztuje powyżej 20 zł. – twierdzi Tomasz Skrzypiec. W drogeriach Vica marże na parafarmaceutyki oscylują wokół 25-30 proc. W Drogeriach Polskich są wyższe i dochodzą nawet do 40 proc. Mimo tak wysokich marż, sieć zapewnia, że pozostanie konkurencyjna nie tylko wobec sieci handlowych, ale również Rossmanna. Na pytanie, czy wynika to z tak dobrych warunków zakupowych UpPharmy, czy może sklepy narzucają na leki tak wysokie marże, dochodzące do 100 proc., nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
– Wszystko zależy od indywidualnych potrzeb klienta, kategorii oraz produktu. W przypadku parafarmaceutyków bardzo ważna jest cena i często to ona determinuje wybór – mówi Katarzyna Jagiełowicz, starszy specjalista ds. marketingu Drogerii Hebe. To kolejny gracz, który stawia na ten asortyment.
Lek jako impuls do odwiedzenia drogerii
W zeszłym roku Jeronimo Martins ogłosiło, że chce mieć w Polsce docelowo 600 sklepów kosmetycznych Hebe, których integralną część będą stanowić punkty apteczne. Równocześnie w drogerie zostały przekształcone wszystkie apteki Na Zdrowie. Przedstawiciele sieci zapewnili, że nie zamierzają już otwierać w Polsce pojedynczych aptek, a wszystkie nowe zlokalizowane będą wewnątrz drogerii Hebe. Obecnie Hebe posiada 45 sklepów kosmetycznych, a w czterech z nich działają apteki. We wszystkich pozostałych leki OTC można znaleźć w sekcji dermopharm. – Do tej pory segment drogeryjny nie oferował szerokiej gamy farmaceutyków. Tworząc ofertę Hebe chcemy to zmienić. W związku z tym rola tej kategorii, w kolejnych etapach rozwoju sprzedaży, będzie się zmieniać. Dziś możemy powiedzieć, że oferta jest zarówno uzupełniająca jak i budująca przewagę, ale coraz częściej staje się impulsem do odwiedzenia Hebe – mówi Katarzyna Jagiełowicz. Jedną z istotniejszych grup w portugalskich drogeriach są suplementy zwiększające odporność w okresie grypy i przeziębienia. Jak informuje przedstawicielka sieci, te pozycje w sezonie odnotowują nawet kilkudziesięcioprocentowe wzrosty sprzedaży. Podobne spostrzeżenia ma Eliza Panek z Rossmanna: – Parafarmaceutyki to kategoria sezonowa, wzrost liczby zachorowań, okres jesienny i zimowy, sprzyjają zwiększonej sprzedaży Mocno sezonowe są również suplementy diety. – Po sylwestrze i wiosną, gdy wszyscy chcą się odchudzać, rośnie sprzedaż preparatów typu Linea, a latem środków, takich jak Lokomotiv czy Belissa Sun, wspomagająca opalanie – wylicza Tomasz Skrzypiec.
Leki a kosmetyki
Choć leki OTC to produkty wysokomarżowe i dobrze sprzedają się w dużych sieciach, nie zawsze ma to przełożenie na inne placówki. – Nie wiem dlaczego w Rossmannie leki idą tak dobrze. U nas rotują głównie tabletki na ból głowy i suplementy diety. Ceny mamy dobre, ale generalnie sprzedaż jest słaba i wynosi kilkadziesiąt opakowań miesięcznie. Trochę ratuje ją reklama telewizyjna – mówi Anna Grzyb z drogerii Wispol. Grzegorz Nowicki z drogerii Noel, który leki OTC oferował kilka lat temu, ale w końcu zrezygnował, ma swoją teorię. – Ten asortyment kłóci się z najważniejszym towarem w drogerii, czyli kosmetykami. Klientki przychodzą tu, bo chcą sobie poprawić urodę i nastrój. Konotacją leków jest choroba – ten towar przypomina o złym samopoczuciu, a ludzie zazwyczaj nie chcą tego pamiętać – przekonuje Nowicki. Niektóre drogerie, jak Jasmin, oferują tylko suplementy diety. – Na takie artykuły jak Colostrum, zwiększający odporność, Antydetoks czy Collagen firmy Noble Health, mamy stałych klientów, którzy przychodzą regularnie. W tej chwili takiego asortymentu, jak leki OTC, nie mamy. Może wprowadzimy go w przyszłym roku – informuje Teresa Stachnio, wiceprezes sieci Drogerie Jasmin.
Ile to kosztuje?
Drogeria, która chciałaby zacząć handlować takim asortymentem, musi się liczyć z wydatkami na starcie. Szafa z zatowarowaniem to wydatek kilku tys. zł, ale można zacząć od naladowej apteczki ze środkami przeciwbólowymi. – To podstawa, do tego dochodzą leki gastryczne i na ból gardła, które najlepiej rotują w okresie jesiennym i zimowym. W sumie na start potrzeba 20-25 indeksów, aby zaspokoić najważniejsze potrzeby. Stawiamy wtedy na silne marki znanych producentów, takie jak Apap, Ibuprom, Panadol, Gripex, Aspiryna, Etopiryna, Polopiryna, Cholinex, Nurofen, Rennie – doradza Adam Łysakowski, dyrektor handlowy Hurtowni Farmaceutycznej „Monika”. Jak przestrzega, leki słabo sprzedają się w placówkach ladowych.
– Parafarmaceutyki wymagają samoobsługi, bo klient musi mieć miejsce i czas, by na spokojnie przeczytać, jaki skład ma lek i do czego służy – kończy nasz rozmówca.
Sebastian Szczepaniak
Światowa Organizacja Zdrowia zakwalifikowała solaria jako czynnik rakotwórczy z grupy 1. Wielka Brytania chce pójść w ślady innych krajów, rozważa całkowity zakaz działalność komercyjnych solariów. Eksperci ostrzegają przed negatywnymi skutkami oraz obalają mity dotyczące wątpliwych korzyści.
Jak podaje Ministerstwo Zdrowia, sztuczne promieniowanie ultrafioletowe nie jest zdrowe dla naszej skóry. Dawki UV występujące podczas rekreacyjnego opalania się w solarium są nawet 12 razy wyższe niż w świetle słonecznym. Jak wskazują badania, ryzyko wystąpienia czerniaka wzrasta wraz z czasem spędzonym na korzystaniu z łóżek do opalania.
Statystyki opublikowane przez ministerstwo pokazują, że częste korzystanie z solarium wiąże się ze wzrostem ryzyka wystąpienia czerniaka. Ilość sesji zwiększa prawdopodobieństwo choroby:
- od 1 do 14 sesji ryzyko to 19 proc.
- od 15 do 30 sesji ryzyko to 31 proc.
- a przy 40 sesjach to 55 proc.
Ciemna strona solarium
Wizyta w solarium dla wielu konsumentów jest przyjemnym rytuałem. Czy taka forma opalania jest zdrowa? O szkodliwości tej usługi przypomina dermatolożka dr Ophelia Veraitch, która podkreśla, że WHO zakwalifikowało solaria w tej samej kategorii co papierosy i pluton.
Analiza z 2021 roku obejmująca 14 tys. osób chorych na czerniaka — najgroźniejszą postać raka skóry — jednoznacznie wykazała zwiększone ryzyko zachorowania związane z korzystaniem z solarium.
Warto dodać, że Brytyjski Komitet ds. Medycznych Aspektów Promieniowania w Środowisku (COMARE), działający przy Departamencie Zdrowia i Opieki Społecznej, poinformował w raporcie opublikowanym w ubiegłym miesiącu, że korzystanie z solarium przed ukończeniem 35. roku życia zwiększa ryzyko zachorowania na czerniaka o 75 procent. Poza zwiększaniem ryzyka nowotworów solaria przyspieszają proces starzenia się skóry. Uszkadzają DNA komórek i prowadzą do rozpadu kolagenu.
W jakich krajach solarium jest zakazane?
Brazylia, Iran i Australia już wcześniej zakazały działalności solariów. Lekarz medycyny estetycznej dr Joseph Hkeik mówi, że takie rozwiązanie przyniosło bardzo dobre efekty w ograniczaniu liczby zachorowań na czerniaka. Podkreśla również, że reszta świata powinna wprowadzić taki zakaz.
- Ryzyko jest na tyle poważne, że w styczniu Brytyjskie Stowarzyszenie Dermatologów (British Association of Dermatologists — BAD) ogłosiło, iż popiera całkowity zakaz działalności komercyjnych solariów w Wielkiej Brytanii, powołując się na dobrze udokumentowany związek między korzystaniem z solarium a rakiem skóry oraz na niewystarczające egzekwowanie obowiązujących przepisów — mówi dermatolożka konsultantka dr Clare Kiely.
Solaria w social mediach. Niezdrowy marketing
Brytyjskie stowarzyszenie w czerwcu udostępniło raport “Comare”, w którym wskazano, że niektóre firmy świadczące usługi solaryjne w swoich reklamach rozpowszechniają dezinformacje.
Fałszywe informacje i niepotwierdzone naukowo stwierdzenia o rzekomych korzyściach zdrowotnych ma wzmocnić treści publikowane w social mediach. Wielka Brytania rozważa zakaz działalności komercyjnych solarium, ale myśli również nad ograniczeniem reklamowania tego typu usług.
Niektóre firmy oferujące usługi solaryjne mówią o nieprawdziwych korzyściach zdrowotnych tej usługi. Zastosowanie światła podczerwonego obok promieniowania UV ma wspomagać produkcję kolagenu.
- To po prostu śmieszne. Promieniowanie UV wyrządza kolagenowi nieporównywalnie większe szkody niż jakiekolwiek korzyści, jakie mogłoby przynieść światło czerwone — komentuje specjalistka medycyny estetycznej dr Sophie Shotter.
Pogarszająca się sytuacja branży solariów może być szansą biznesową dla sektora beauty. Salony kosmetyczne mogą wykorzystać ten trend, edukując klientów na temat zagrożeń związanych z opalaniem i rozwinąć ofertę bezpiecznych alternatyw. Takich jak: kosmetyki samoopalające, opalanie natryskowe czy produkty nadające skórze efekt opalenizny bez ekspozycji na promieniowanie UV.
A co z rzekomymi korzyściami?
Mimo wielu zagrożeń związanych z promieniowaniem UV, klienci solarium często wskazują, że usługa poprawia im samopoczucie, łagodzi stany zapalne skóry oraz zwiększa poziom witaminy D. Czy faktycznie tak jest?
Istnieją badania sugerujące, że ekspozycja na promieniowanie UV może ograniczać stan zapalny skóry i przynosić ulgę osobom cierpiącym na egzemę, łuszczycę czy trądzik. Oznacza to, że korzystanie z solarium może czasowo łagodzić objawy tych chorób, jednak nie oznacza to, że jest bezpieczną metodą leczenia.
- Każda opalenizna uzyskana pod wpływem słońca lub promieniowania UV jest oznaką uszkodzenia skóry. Ciemniejszy kolor skóry to mechanizm obronny organizmu przed dalszymi uszkodzeniami — wyjaśnia dr Veraitch.
Światłoterapia jest wykorzystywana przez dermatologów, ale nie ma nic wspólnego z korzystaniem z solarium. Dr Clare Kiely wyjaśnia, że w terapii wykorzystuje się ściśle kontrolowane dawki promieniowania UVB pod nadzorem lekarza. Natomiast komercyjne solaria emitują głównie promieniowanie UVA, które wnika głębiej w skórę, a ekspozycja odbywa się bez kontroli medycznej.
- To zupełnie inna sytuacja niż leczenie dermatologiczne — dodaje.
Z tego samego powodu solaria nie są dobrym źródłem witaminy D. Dr Veraitch wyjaśnia, że do jej produkcji organizm potrzebuje promieniowania UVB. Choć moda na opaleniznę nie przemija, coraz więcej dowodów wskazuje, że nie warto płacić za nią własnym zdrowiem.
Zdrowie, kondycja fizyczna i psychiczna oraz codzienne nawyki coraz silniej definiują sposób, w jaki Polacy postrzegają piękno. Z badania DOZ.pl wynika, że w perspektywie najbliższych pięciu lat największe znaczenie dla rozumienia urody będzie miało zdrowie i dobra kondycja fizyczna, podczas gdy medycyna estetyczna i chirurgia plastyczna pozostają na marginesie wskazań konsumentów. Jednocześnie niewielki odsetek respondentów wiąże przyszłość beauty z rozwiązaniami opartymi na sztucznej inteligencji.
Zdrowe odżywianie, aktywność fizyczna, zdrowie psychiczne, sen i profilaktyka coraz częściej są postrzegane nie jako elementy towarzyszące dbaniu o wygląd, ale jako jego podstawy. Taki obraz wyłania się z raportu DOZ.pl „Piękno zaczyna się od zdrowia”, przygotowanego na podstawie badania przeprowadzonego w lipcu 2026 roku na reprezentatywnej próbie 1027 dorosłych Polaków.
Wyniki wskazują na przesunięcie akcentów w sposobie definiowania piękna. Konsumenci w większym stopniu łączą atrakcyjny wygląd z ogólną kondycją organizmu i stylem życia, a w mniejszym z działaniami nastawionymi wyłącznie na zmianę wyglądu. Dla rynku kosmetycznego, farmaceutycznego i szerzej rozumianego sektora consumer health oznacza to rosnące znaczenie kategorii znajdujących się na styku urody, zdrowia i profilaktyki.
Kondycja fizyczna najważniejszym czynnikiem
Największa grupa respondentów – 51 proc. – uważa, że w ciągu najbliższych pięciu lat na sposób rozumienia piękna najbardziej wpłynie zdrowie i dobra kondycja fizyczna. Oznacza to, że ponad połowa badanych wskazuje właśnie ten obszar jako kluczowy dla przyszłości kategorii beauty.
Na drugim miejscu znalazło się zdrowie psychiczne, wskazane przez 43 proc. respondentów. Niewiele mniej, bo 42 proc., uznało za istotny czynnik zdrowe odżywianie. Kolejne miejsca zajęły odpowiednia ilość snu oraz profilaktyka. Sen wskazało 35 proc. badanych, natomiast profilaktykę – 32 proc.
Zestawienie pokazuje, że pięć najczęściej wskazywanych czynników związanych z przyszłością piękna dotyczy przede wszystkim zdrowia i stylu życia. Żaden z nich nie odnosi się bezpośrednio do zabiegów ingerujących w wygląd.
Różnica jest szczególnie widoczna w przypadku medycyny estetycznej i chirurgii plastycznej. Zabiegi medycyny estetycznej wskazało 9 proc. respondentów, a operacje plastyczne zaledwie 6 proc. Obie odpowiedzi znalazły się na końcu zestawienia.
Oznacza to, że między najczęściej wskazywanym czynnikiem – zdrowiem i kondycją fizyczną, z wynikiem 51 proc. – a medycyną estetyczną istnieje różnica 42 punktów procentowych. W przypadku chirurgii plastycznej różnica wynosi już 45 punktów procentowych.
Dane sugerują więc, że w perspektywie pięciu lat konsumenci nie oczekują przede wszystkim dalszej eskalacji działań nastawionych na modyfikowanie wyglądu. Znacznie częściej wskazują na rozwiązania związane z utrzymaniem dobrej kondycji i zapobieganiem problemom zdrowotnym.
Piękno jako efekt codziennych nawyków
Wyniki badania wpisują się w szerszą zmianę sposobu myślenia o self-care. Dbanie o siebie coraz częściej obejmuje kilka obszarów jednocześnie: od sposobu odżywiania, przez aktywność fizyczną i sen, po zdrowie psychiczne i działania profilaktyczne.
– Obserwujemy, jak zmieniają się potrzeby i oczekiwania naszych użytkowników. Dlatego postanowiliśmy zapytać Polaków nie tylko o to, jak dziś dbają o siebie, ale także jak wyobrażają sobie przyszłość zdrowia i urody – mówi Katarzyna Majcher, Head of Commercial DOZ.pl.
Jak podkreśla, wyniki wskazują, że dobry wygląd jest coraz częściej traktowany jako rezultat zdrowych nawyków, a nie cel sam w sobie. Z perspektywy rynku oznacza to również zmianę oczekiwań wobec marek i sprzedawców. Sam dostęp do szerokiego portfolio produktów może być niewystarczający. Rosnące znaczenie mają również informacje pozwalające konsumentom podejmować świadome decyzje oraz rozwiązania ułatwiające codzienne dbanie o zdrowie.
Taki kierunek może mieć znaczenie szczególnie dla kategorii, które tradycyjnie funkcjonowały na pograniczu segmentów health i beauty. Suplementy diety, produkty wspierające zdrowie skóry i włosów, preparaty związane ze snem czy produkty do pielęgnacji mogą być coraz częściej oceniane przez konsumentów nie tylko przez pryzmat efektu kosmetycznego, ale także ich miejsca w szerszym modelu dbania o organizm.
Zdrowie psychiczne i sen w centrum self-care
Na uwagę zasługują również wyniki dotyczące zdrowia psychicznego i snu. 43 proc. respondentów wskazało zdrowie psychiczne jako jeden z najważniejszych czynników, które będą kształtować rozumienie piękna w perspektywie pięciu lat. To wynik o 8 punktów procentowych niższy od zdrowia i kondycji fizycznej, ale jednocześnie wyższy niż wskazania dotyczące zdrowego odżywiania, snu czy profilaktyki.
Odpowiednią ilość snu wskazało 35 proc. badanych, co plasuje ten czynnik na czwartym miejscu. W porównaniu z zabiegami medycyny estetycznej różnica wynosi 26 punktów procentowych, a w porównaniu z operacjami plastycznymi – 29 punktów procentowych.
Podobnie wygląda sytuacja w przypadku profilaktyki. 32 proc. respondentów uznało ją za czynnik mający istotne znaczenie dla przyszłego rozumienia piękna. Wynik ten jest ponad trzykrotnie wyższy niż wskazanie medycyny estetycznej i ponad pięciokrotnie wyższy niż wskazanie operacji plastycznych.
– Coraz więcej osób pyta nie tylko o leczenie, ale przede wszystkim o to, jak skutecznie dbać o zdrowie na co dzień. Coraz więcej osób rozumie, że dobra kondycja, zdrowy sen, właściwe odżywianie czy profilaktyka nie są dodatkiem do atrakcyjnego wyglądu, ale jego fundamentem – ocenia dr Michał Domaszewski, prezes Ambasadorów Zdrowia.
Jego zdaniem znaczenie mają przede wszystkim codzienne działania, a nie jednorazowe interwencje. Taka perspektywa może wpływać na sposób, w jaki konsumenci będą w kolejnych latach wybierać produkty i usługi związane zarówno ze zdrowiem, jak i urodą.
AI nie jest jeszcze motorem przyszłości beauty
Wyniki badania pokazują jednocześnie, że konsumenci nie przypisują obecnie dużego znaczenia technologiom związanym ze sztuczną inteligencją. Pomimo dynamicznego rozwoju narzędzi AI w handlu, marketingu i personalizacji oferty, rozwiązania tego typu zajęły odległe miejsca w zestawieniu.
Zaledwie 4 proc. respondentów uznało, że wsparcie AI w wyborze produktów będzie jednym z najważniejszych czynników kształtujących przyszłość piękna. Jeszcze mniej – 2 proc. – wskazało technologie umożliwiające wirtualne testowanie kosmetyków.
Oznacza to, że między zdrowiem i kondycją fizyczną, wskazanymi przez 51 proc. badanych, a wsparciem AI w wyborze produktów istnieje różnica aż 47 punktów procentowych. W przypadku wirtualnego testowania kosmetyków różnica wynosi 49 punktów procentowych.
Dane te nie oznaczają, że konsumenci odrzucają nowe technologie. Pokazują natomiast, że na poziomie deklaracji nie są one obecnie postrzegane jako najważniejszy element przyszłości beauty. Zdecydowanie większą rolę przypisuje się podstawowym elementom stylu życia i zdrowia.
Rynek beauty coraz bliżej consumer health
Raport DOZ.pl wskazuje więc na kierunek, w którym granica między rynkiem kosmetycznym a sektorem zdrowotnym może stawać się coraz mniej wyraźna. Dla konsumentów pielęgnacja wyglądu jest częścią szerszego podejścia do dobrostanu, obejmującego zarówno kondycję fizyczną, jak i psychiczną.
Znaczenie poszczególnych kategorii dobrze obrazuje rozkład odpowiedzi. 51 proc. badanych wskazało zdrowie i kondycję fizyczną, 43 proc. zdrowie psychiczne, 42 proc. zdrowe odżywianie, 35 proc. sen, a 32 proc. profilaktykę. Dla porównania, 9 proc. wybrało medycynę estetyczną, a 6 proc. chirurgię plastyczną. Jeszcze niżej znalazły się technologie: 4 proc. dla AI wspierającej wybór produktów i 2 proc. dla wirtualnego testowania kosmetyków.
W praktyce oznacza to, że największy potencjał rozwoju może być związany nie tyle z kolejnymi sposobami ingerowania w wygląd, ile z produktami i usługami odpowiadającymi na potrzebę kompleksowego dbania o siebie. Jednocześnie rośnie znaczenie edukacji konsumentów, wiarygodnych informacji i prostych rozwiązań, które można włączyć do codziennego życia.
Raport „Piękno zaczyna się od zdrowia” został po raz pierwszy zaprezentowany podczas brunchu prasowego inaugurującego trzecią edycję Plebiscytu Znakomitość Roku DOZ.pl. Badanie ma stanowić punkt wyjścia do dyskusji o zmieniających się potrzebach konsumentów. Sam plebiscyt jest natomiast jego praktycznym uzupełnieniem – użytkownicy DOZ.pl wybierają produkty, którym ufają i które, w ich ocenie, najlepiej wspierają codzienne dbanie o zdrowie i urodę.
Badanie przeprowadzono w lipcu 2026 roku metodą ilościową na reprezentatywnej próbie 1027 dorosłych Polaków. Jego wyniki pokazują, że w deklaracjach konsumentów przyszłość piękna jest przede wszystkim związana ze zdrowiem i jakością życia. Technologie oraz działania skoncentrowane wyłącznie na zmianie wyglądu pozostają zdecydowanie mniej istotne.

