StoryEditor
Rynek i trendy
09.05.2019 00:00

Przyszłość piękna to natura

Rynek produktów naturalnych i organicznych w Europie kwitnie, a ich sprzedaż rośnie w coraz szybszym tempie. Duża ich część to organiczne kosmetyki, bo naturalne piękno w Europie Zachodniej, Ameryce Północnej czy Australii to nie tylko trend, ale też styl życia i ruch społeczny. Czy będziemy w stanie rozwinąć rynek ekoproduktów na takim poziomie jak kraje zachodnie?

Świadomi i zaangażowani w troskę o środowisko konsumenci sprawiają, że rynek certyfikowanych organicznych i naturalnych produktów kosmetycznych ulega ewolucji. Oczekują nie tylko skutecznych kosmetyków, ale liczy się dla nich też fakt, że są bez parabenów, silikonów, detergentów, surowców z roślin genetycznie modyfikowanych, sztucznych barwników i innych dodatków.

Najlepiej gdy są oparte na organicznych, roślinnych składnikach, nietestowane na zwierzętach i sprzedawane w biodegradowalnych opakowaniach. Wegańskie, wyprodukowane w sposób ekologiczny i według zasad fair trade.

Według raportu „Slow life w Polsce”, przygotowanego na zlecenie firmy Naturativ, po naturalne kosmetyki sięga w Polsce już 25 proc. konsumentów, częściej kobiety – blisko 40 proc. z nich deklaruje taki wybór.

Sięganie po ekokosmetyki argumentują ich składem (36 proc.) Następnie biorą pod uwagę pozytywne opinie zamieszczone w internecie oraz atrakcyjne promocje (po 28 proc.). Wśród wymagań wobec kosmetyków ogólnie Polacy najczęściej deklarują, że muszą one dawać jak najlepsze efekty stosowania (25 proc.) oraz być wydajne (24 proc.) 16 proc. osób wskazało, że ważny jest dla nich też naturalny skład produktu.

Kosmetyki naturalne stanowią nadal nieduży procent polskiego rynku kosmetycznego, jednak ze względu na silny trend proekologiczny rynek takich kosmetyków ma u nas jeszcze bardzo duży potencjał rozwoju, co pokazują najbardziej rozwinięte pod tym względem kraje Europy i świata.

Kosmetyki naturalne w natarciu

Nadal jesteśmy pod względem nabywania produktów eko w tyle w porównaniu do krajów Europy Zachodniej. W Wielkiej Brytanii rynek produktów naturalnych wzrósł o 14 proc. tylko w 2018 roku – wynika z niedawno opublikowanego raportu „Organic Soil & Wellbeing Market 2019” organizacji Soil Association. Według „2018 Organic Market Report” rynek organiczny wart jest w tym kraju 2,2 miliarda funtów.

W tym raporcie podano także, że certyfikowana sprzedaż organiczna i naturalna wzrosła do 86,5 miliona funtów. Przy europejskim rynku produktów ekologicznych o wartości 37 miliardów euro i 45 milionach funtów tygodniowo wydawanych na produkty ekologiczne w Wielkiej Brytanii ten wzrost znajduje odzwierciedlenie w sektorze kosmetycznym. Od makijażu z organicznymi składnikami po certyfikowane naturalne rozwiązania do pielęgnacji skóry –  sektor beauty podąża za nowymi trendami w świecie organicznego piękna i higieny osobistej.

To styl życia

Dominacja produktów kosmetycznych z kategorii naturalne, organiczne czy wegańskie była doskonale widoczna na Natural & Organic Products Europe 2019 – największych w Europie targach naturalnych i organicznych produktów, które odbyły się w gigantycznej hali London ExCeL 7 i 8 kwietnia. Wzięło w nich udział 10 tysięcy osób, w tym najwięcej z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Irlandii, Holandii, Francji, Włoch, Niemiec, Szwecji, Danii i Stanów Zjednoczonych. 1300 gości było spoza Europy, 700 wystawców przyjechało z 83 krajów, a wydarzenie obsługiwało prawie 150 dziennikarzy z całego świata.

Na londyńskich targach zaprezentowano najlepsze produkty naturalne, certyfikowane produkty ekologiczne, wegańskie, fair trade i „free from” – między innymi w sektorze kosmetyków. Wiele miejsca i uwagi poświęcono wegańskim kosmetykom, ekologicznym składnikom, problemowi tworzyw sztucznych w kosmetykach, kosmetykom CBD, czyli opartym na kannabidiolu, destygmatyzacji kobiecej higieny osobistej, pięknie pochodzącym z wnętrza, mikrobiomowi skóry.

Z roku na rok targi Natural & Organic Products Europe stają się coraz większe i lepsze. Coraz więcej nowych producentów z Wielkiej Brytanii i Europy przybywa, by dostarczać najnowsze innowacje produktowe i zaspokoić popyt konsumentów na produkty naturalne, zrównoważone i przyjazne dla środowiska. Było ich w tym roku wiele do wyboru – od flagowych marek po adeptów, którzy mają szansę na wprowadzenie ich na rynek – komentuje dyrektor wydarzenia Carol Dunning.

Naturalne produkty kosmetyczne to nie tylko trend, to styl życia – tak eksperci z branży podsumowali targi Natural & Organic Products Europe 2019. Ich zdaniem, jeśli wszyscy w branży kosmetycznej popracują na wyraźnym zdefiniowaniem tego, co organiczne, a producenci zapewnią dostępność takich produktów, wtedy można będzie wykorzystać to rosnące zainteresowanie i kontynuować dynamiczny wzrost kategorii.

Bo dla wielu zwolenników ekologicznego piękna rozwój tego sektora jest postrzegany jako ruch społeczny. Takie jest zdanie ekspertki ds. urody i konsultantki ds. komunikacji Helen Yeardsley, która przewodniczyła dwóm panelom dyskusyjnym w hali ExCeL London.

To ekscytujący czas, czas na naturalne i organiczne piękno. Mamy przeczucie, że jesteśmy u progu czegoś wyjątkowego. Firmy z głęboko zakorzenioną etyką tworzą niesamowite produkty, które sprawiają, że świat urody siada i słucha. Standard doskonałości w tegorocznych nagrodach kosmetycznych był imponujący i zawierał wyróżniające się innowacje. Jesteśmy dumni z marek kosmetycznych i sprzedawców detalicznych, którzy pomagają temu sektorowi rozwijać się w tak szybkim tempie – mówi Rosie Greenaway, redaktorka Natural Products News.

Natural & Organic Products Europe to okno, przez które widać przyszłość. To jedyne targi, które odwiedzamy każdego roku. Pokazują bieżące gorące trendy i wskazują to, co będzie się działo – mówi John McKee, dyrektor Hanover Health Foods.

Dogonić liderów ekokosmetyków

To zainteresowanie naturą chce wykorzystać w rozwoju swojej marki Agnieszka Bogusławska, key account manger z Zojo Elixirs, która była na targach w Londynie.

Jesteśmy polską marką, istniejemy od roku i oferujemy organiczne i wegańskie suplementy diety w formie sproszkowanej. Po raz pierwszy jesteśmy na targach w Anglii i w ogóle za granicą. Obserwujemy ogromne zainteresowanie naszymi produktami, na co wpływa ogólna europejska amerykańska i australijska tendencja do zdrowego odżywiania się – mówi Agnieszka Bogusławska.

Reprezentujemy trend „beauty from within”, czyli chcemy kobietom zwrócić uwagę na to, że nie wystarczy używać drogich kremów na twarz, aby dobrze się czuć i wyglądać, ale należy podejść do urody holistycznie i przede wszystkim odżywiać skórę od wewnątrz. Jesteśmy w Londynie, bo liczymy na to, że rozwiniemy nasza markę w całej Europie. Nasze plany są ogólnoświatowe – chcemy wszędzie szerzyć ideę „beauty from within” – podkreśla.

Jej zdaniem Europa Zachodnia, Stany Zjednoczone, Australia pod względem świadomości znaczenia naturalnych produktów wyprzedziły Polskę, a Polki bardzo potrzebują zdrowego i holistycznego podejścia do swojego wyglądu i zdrowia. Na szczęście szybko te różnice nadrabiamy. – W naszym kraju jest już moda na takie produkty – rośnie liczba wegańskich restauracji, targów, powstaje ogromna liczba organicznych, cruelty free i wegańskich marek beauty. My też nie używamy żadnych sztucznych konserwantów, nasze produkty są organiczne i wegańskie – podkreśla Agnieszka Bogusławska.

Dominik Janas, przedstawiciel firmy Sylveco, producenta kosmetyków naturalnych z okolic Rzeszowa, również obecnej w Londynie, uważa, że rynek kosmetyczny w Polsce się bardzo intensywnie zmienia pod wpływem zainteresowania naturalnymi kosmetykami. – To wydarzyło się w ciągu kilku ostatnich lat i rośnie cały czas w siłę, bo ludzie poszukują ekoproduktów. Dlatego produkcja naturalnych kosmetyków to obecnie strzał w dziesiątkę – stwierdza.

Naturalne równa się droższe

Fernando Perez, export manager hiszpańskiej marki Naturtint, producenta naturalnych farb do włosów, który zajmuje się rynkami Europy Środkowo-Wschodniej, uważa, że największym wyzwaniem dla producentów kosmetyków naturalnych wchodzących na polski rynek są ceny.

–  Dla nas jako producentów priorytetem jest dać klientowi to, co najlepsze w kosmetykach. Tymczasem polski rynek jest ograniczony w kwestii cen naturalnych i organicznych produktów – mówi Fernando Perez.

Zdaniem Pereza w Wielkiej Brytanii istotne jest, aby wyróżnić się, określić, w czym jest się lepszym od konkurentów. Nie jest istotna kwestia ceny, tylko dobrej promocji i komunikacji. Natomiast w takich krajach jak Polska konsumenci domagają się naturalnych i organicznych produktów, bo są świadomi, jak ważne jest to nie tylko dla ich skóry, ale i środowiska naturalnego, ale najważniejsza jest nadal cena produktu.

W jego opinii takie sieci jak Rossmann rządzą rynkiem i dyktują bardzo niskie dyskontowe ceny, w pewien sposób blokując nowym i dobrym markom wejście na polski rynek.

Tymczasem naturalne kosmetyki niosą ze sobą całą filozofię. To nie tylko naturalne i organiczne składniki i formuły, ale i metody produkcji. Aby produkować naturalnie, potrzebne są fabryki, które są dostosowane do takich wymagań i całego procesu selekcji składników, więc niemożliwe jest wyprodukowanie kosmetyków po obniżonych cenach, bo należy przestrzegać naturalnych procedur – tłumaczy Fernando Perez.Perez podkreśla, że to również kwestia odpowiedzialności największych graczy na rynku, którzy powinni podążać za tymi trendami i zmienić tradycyjne reguły rynku. – Jeśli naprawdę zależy ci na konsumentach i chcesz im zaoferować dobre, zdrowe produkty i wyprodukować „zielone” kosmetyki, może wymaga to zmiany twoich zasad? – zastanawia się.

Europejski rynek eko wyzwaniem dla producentów zza oceanu

Rob Martens, wiceprezes kanadyjskiej firmy Attitude, oferującej produkty do pielęgnacji skóry cruelty-free i przyjazne środowisku, odpowiedzialny za sprzedaż w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce, uważa, że europejski rynek produktów naturalnych jest bardzo zróżnicowany.

Jego zdaniem największym błędem amerykańskich i kanadyjskich producentów, gdy przyjadą do Europy w celach biznesowych, jest postrzeganie jej jako jednego, homogenicznego rynku. Tymczasem nie jest to prawda, bo zaraz po wylądowaniu można zaobserwować, jak duże są różnice nawet w obrębie jednego kraju w podejściu do naturalnych produktów. Między konsumentem mieszkającym na południu Portugalii a tym na północy Finlandii jest przepaść. Mają inny zestaw wartości, inne priorytety.

Rynek europejski jest bardziej skoncentrowany i bardziej różnorodny, a oczekiwania handlowców i wysiłek włożony we wprowadzenie produktu na rynek są zupełnie inne niż w Kanadzie. W zasadzie nie można mówić o europejskim rynku jako całości, podczas gdy rynek amerykański jest dużo bardziej jednolity, podobnie jak kanadyjski – tłumaczy Rob Martens.

Producenci kosmetyków z Ameryki Północnej popełniają sporo błędów, bo myślą, że da się podejść do tego rynku podobnie jak do rodzimego. A tu, aby odnieść sukces, potrzebna jest wrażliwość kulturowa, współpraca z miejscowymi specjalistami, zrozumienie lokalnego rynku. To jest jedyna droga – podkreśla.

Kolejna różnicą według Martensa jest to, że w Europie jest mnóstwo niezależnych sklepów i dużo wariacji w asortymencie kosmetyków w zależności od sklepu. Trzeba pracować o wiele ciężej, aby produkty marki znalazły się w odpowiednim miejscu, a w Stanach Zjednoczonych jest to inaczej zorganizowane.

Równie istotny jest fakt, że konsumenci w Europie są bardziej krytyczni i to jest ich wspólna cecha. Zadają więcej pytań o naturalne produkty kosmetyczne, wątpią, nie przyjmują wszystkich informacji i zapewnień bezrefleksyjnie. Upewniają się, czy cechy i działanie produktu są zgodne z prawdą.

W Ameryce Północnej jest większe zaufanie i wiara w producentów ekokosmetyków. Myślę jednak, że podejście Europejczyków jest właściwe. Powinno się zadawać pytania, upewniać, dociekać, a producenci muszą się uwiarygodnić i udowodnić, że ich kosmetyki zasługują na zaufanie – uważa Rob Martens.

Joanna Rokicka
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
19.08.2026 11:38
Suplementy beauty & wellness - nowy silnik wzrostu branży kosmetycznej. Koncerny FMCG i Big Pharma konsolidują rynek
shutterstock

Granice między branżą farmaceutyczną, spożywczą i kosmetyczną ulegają zatarciu. Przejęcia producentów suplementów diety i marek „wellness” przez gigantów FMCG, Beauty oraz Big Pharma to obecnie jeden z najsilniejszych trendów rynkowych. Miliardowe transakcje pozwalają prognozować, że będzie to najbardziej rentowny obszar rynku. W ubiegłym tygodniu Procter & Gamble ogłosił plan przejęcia firmy Thorne, w kwietniu br. Unilever kupił Grüns, producenta żelków „superfoods”. Nie brakuje też polskich przykładów.

Według najnowszego raportu Fortune Business Insights (sierpień 2026) wartość globalnego rynku suplementów i witamin w 2026 r. ma wzrosnąć do 174,45 mld dolarów (ze 164,4 mld w ub.r.), a w 2034 r. przekroczy 284 mld dol.. Oznacza to średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 6,29 proc.

Tylko jedna podkategoria tzw. suplementów beauty (obejmującej m.in. kolagen, witaminy i minerały, kwasy omega-3, kwas hialuronowy, antyoksydanty oraz probiotyki przeznaczone do wspierania skóry, włosów i paznokci)  obecnie wyceniana jest - przez różne ośrodki analityczne - na około 4 mld dolarów. 

Także nutrikosmetyki stają się coraz wyraźniejszą częścią światowego rynku zdrowia i urody.  Według Euromonitor International już 20 proc. suplementów diety wprowadzonych na rynek od drugiej połowy 2024 r. do teraz zawierało przynajmniej jedno pozycjonowanie związane z urodą. W 2025 r. internetowa sprzedaż suplementów beauty wzrosła o 8 proc., przy czym USA i Chiny odpowiadały za 86 proc. monitorowanej sprzedaży online. 

 

Fala fuzji i przejęć w sektorze health&wellness

Koncepcja "Beauty from Within" (uroda od wewnątrz), bazująca na nutrikosmetykach i specjalistycznych suplementach (skóra, włosy, paznokcie, sen, stres), przestała więc być niszowym trendem. Rynek jest bardzo rozdrobniony – istnieje na nim tysiące małych marek. Trwa więc faza "wielkiej konsolidacji" - koncerny FMCG kupują mniejsze marki z dojrzałym kanałem sprzedaży e-commerce, bazą lojalnych klientów. 

W sierpniu 2026 roku P&G ogłosiło przejęcie marki Thorne za kwotę blisko 3,8 mld dolarów. Marka została założona w 1984 roku i produkuje suplementy diety, których skuteczność jest potwierdzona klinicznie -  rozwój produktów odpowiada bowiem wewnętrzny zespół lekarzy i badaczy. W sektorze zdrowia i urody jest pozycjonowana jako marka „premium”, kojarzona z nauką, często rekomendowana lekarzy oraz sportowców. 

 - To ważny krok dla działu opieki zdrowotnej P&G” – powiedział Paul Gama, dyrektor generalny działu opieki zdrowotnej P&G. - Thorne wzmacnia naszą pozycję w segmencie premium wellness dzięki zaufanej, popartej badaniami naukowymi marce, która uzupełnia nasze obecne portfolio.

Colin Watts, dyrektor generalny Thorne, powiedział, że wierzy, iż P&G jest właściwym partnerem, który pomoże firmie zwiększyć zasięg, jednocześnie pozostając wierną jej wartościom i standardom. 

P&G wraz z Thorne przejęło także platformę Taia - wirtualnego doradcę ds. dobrego samopoczucia, opartego na sztucznej inteligencji, który korzysta z ponad 40-letniego doświadczenia firmy w badaniach klinicznych, wiedzy specjalistów i materiałów edukacyjnych. Oferuje on klientom środowisko czatu, dzięki któremu mogą oni zasięgać porad i podejmować decyzje zakupowe.

Także koncern Unilever od kilku lat mocno konsoliduje rynek supelementów. Przejął m.in. OLLY Nutrition (2019) oraz SmartyPants Vitamins (2020) – pionierów na rynku witamin w żelkach. Z kolei w kwietniu 2026 r. za ok. 1,2 mld dolarów kupił markę Grüns, produkującą „zielone superfoods” w formie żelków, o niesamowicie szybkich wzrostach sprzedaży na Amazonie i w modelu subskrypcyjnym.

W 2026 roku miały miejsce także inne transakcje np. w marcu gigant odżywczy Herbalife zainwestował w markę Bioniq, specjalizującą się w personalizowanej suplementacji. 

Dotąd najbardziej agresywnym graczem w tym sektorze było Nestlé (Nestlé Health Science), które w sierpniu 2021 roku kupiło od firmy The Bountiful Company za 5,75 miliarda dolarów kluczowe marki: Nature‘s Bounty i Solgar (witaminy premium), Vital Proteins (kolagen) oraz Nuun (tabletki elektrolitowe z kategorii active lifestyle).

"Beauty from Within"  motorem napędowym branży kosmetycznej

Zjawisko to jest silnie powiązane ze zmianą mentalności konsumentów, którzy odchodzą od tradycyjnych leków (OTC) leczących objawy, na rzecz profilaktyki i wysokomarżowych produktów prozdrowotnych. Chcą inwestować w zapobieganie, długowieczność (longevity), odporność i ogólny dobrostan. To rynek, który rośnie znacznie szybciej niż tradycyjne FMCG.

Kolagen i kwas hialuronowy stanowią absolutny fundament nowej kategorii. Globalny rynek kwasu hialuronowego wyceniany jest na miliardy dolarów, a to właśnie preparaty kolagenowe królują zarówno na rynkach zachodnich, jak i azjatyckich. Od czasów pandemii do najlepiej sprzedających się kosmetyków dołączyły produkty ułatwiające dobry sen oraz wspierające radzenie sobie ze stresem ("Beauty Sleep").

Zmieniają się też kanały dystrybucji. Zamiast budować e-commerce od zera, korporacje kupują zwinne, "cyfrowe" marki, które opierają się na subskrypcjach. Pozwala to ominąć tradycyjne sieci handlowe i pozyskać cenne dane bezpośrednio od konsumentów.

Suplementy diety – zwłaszcza te z kategorii „premium” czy oparte na naturalnych składnikach – mają znacznie wyższe marże niż szampony, proszki do prania czy margaryna. (Unilever niedawno wręcz zdecydował się odsprzedać swój dział żywnościowy m.in. z majonezami Hellmann‘s na rzecz produktów Health & Beauty).

Suplementy dla urody i zdrowia. Jak wygląda rynek w Polsce?

Polska jest jednym z największych rynków suplementów diety w Europie (Polacy przodują w ich spożyciu).  Według danych PMR  w 2024 r. był on wart 7,1 mld zł, a do 2027 r. ma przekroczyć  9 mld zł.

Ale w Polsce strategie firm wyglądają nieco inaczej.Polscy liderzy farmaceutyczni często "wypuszczają" dziesiątki własnych, tanich w produkcji marek suplementów wspieranych agresywnym marketingiem telewizyjnym.

Konsolidacja i przejęcia również mają miejsce, choć inicjatorami są raczej giganci farmacji. Zaczynają oni coraz częściej przejmować gotowe firmy, gdy chcą szybko zaistnieć za granicą lub w bardzo konkretnej niszy (np. sport, e-commerce, lifestyle, sex). W połowie 2026 roku Polpharma sfinalizowała gigantyczną transakcję (wartą ok. 1,1 mld zł), przejmując rumuńską spółkę Biofarm. Cel? M.in. skokowe poszerzenie portfolio w rentownym segmencie suplementów diety i leków bez recepty (OTC) na rynku europejskim.

 Aflofarm, który jest królem polskiego rynku suplementów tworzonych od podstaw (dzięki potężnej machinie reklamowej), zdecydował się na przejęcie marki Trec Nutrition (znanego producenta odżywek dla sportowców). Chodziło o wejście w niszę, której nie mogli łatwo podbić swoimi standardowymi aptecznymi brandami.

Przykładem strategii zbliżonej do rynków zachodnich jest inwestycja Grupy USP (właściciela m.in. USP Zdrowie) w przejęcie polskiej marki Health Labs Care.

Health Labs Care to polski, rynkowy fenomen założony w 2019 r., który zrewolucjonizował rodzimy rynek suplementów diety premium (w tym nutrikosmetyków), budując potężną sprzedaż w e-commerce w oparciu o influencer marketing (m.in. na Instagramie). Przejęcie lidera sprzedaży online (który w 2025 r. osiągnął ponad 137 mln zł przychodów) przez tradycyjnego giganta leków OTC pokazuje wyraźnie, gdzie przesuwa się dziś kategoria dbania o zdrowie. 

Żelek na młodość, szot na sen. Tradycyjne tabletki źle się kojarzą

Półki sklepowe i e-commerce wypełniają się więc obecnie nowymi formatami: żelkami, szotami i proszkami, które ułatwiają codzienne nawyki. Suplementy w formie żelków (gummies), proszków do rozpuszczania, czy szotów to produkty lifestylowe. Konsumenci traktują je jak zdrową przekąskę i przyjemny codzienny rytuał.

Ogromną popularnością cieszą się tzw. „stacks” (złożone, synergiczne zestawy składników ukierunkowane na konkretny cel, np. sen, skupienie, longevity) oraz rozwiązania personalizowane. Klasyczna branża beauty, oparta na aplikacji miejscowej (kremy, sera, maski), także osiąga nasycenie. Najnowsze dane wskazują, że konsumenci oczekują synergii działania od zewnątrz i od wewnątrz.

Zdaniem ekspertów suplementy beauty i nutrikosmetyki właśnie przestają być domeną firm suplementacyjnych, a własne linie będą chciały mieć niedługo nie tylko duże koncerny FMCG, ale także klasyczne marki kosmetyczne, aby zdywersyfikować portfolio i budować dynamicznie rozwijającą się kategorię „beauty &wellness”. 

 

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Beauty
18.08.2026 09:56
Refy już w polskiej Sephorze. Jak marka Jess Hunt podbiła świat beauty?
Refy wchodzi do polskiej Sephory. Co stoi za sukcesem marki?instagram

Refy, marka beauty współzałożona przez brytyjską influencerkę Jess Hunt, debiutuje w polskiej Sephorze. Jej historia to jeden z ciekawszych przykładów tego, jak marka zbudowana wokół osobistej marki twórczyni internetowej, wiralowych produktów i społeczności może w ciągu kilku lat przejść drogę od internetowego debiutu do globalnego retailu. Co stoi za jej sukcesem?

W tym artykule przeczytasz:

  • Wszystko zaczęło się od... brwi 
  • Produkt był ważniejszy niż sam influencer
  • TikTok zrobił swoje. Ale nie był jedynym bohaterem
  • Sephora pojawiła się szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał
  • Jak z jednego produktu powstał cały „Refy look”?
  • Estetyka, którą łatwo rozpoznać
  • Refy nie jest tylko kolejnym "influencer brand"
  • Najpierw TikTok, potem półka

Refy nie jest w Polsce zupełną nowością. Produkty marki od dawna można było znaleźć w mediach społecznościowych, a jej charakterystyczne opakowania i efekt „sculpted” brows regularnie pojawiały się w tutorialach makijażowych. Produkty można było zamówić z oficjalnej strony brandu oraz sklepów sprowadzających kosmetyki z USA. Teraz jednak marka robi krok, który dla internetowych brandów wciąż ma znaczenie symboliczne: wchodzi do fizycznej sieci Sephora na polskim rynku.

Europejski debiut Refy w Sephorze obejmuje 13 rynków. Sprzedaż online ruszyła 17 sierpnia, a od 31 sierpnia produkty mają pojawić się w 57 sklepach stacjonarnych w Europie, w tym w Polsce. To największa ekspansja detaliczna w historii marki. 

I właśnie dlatego Refy jest ciekawym przykładem tego, jak zmieniła się droga produktu beauty od wirala do półki.

Wszystko zaczęło się od... brwi 

Historia Refy zaczyna się nie od laboratorium ani wielkiego koncernu kosmetycznego, lecz od rutyny makijażowej Jess Hunt.

Hunt była już popularną twórczynią internetową, kiedy podczas jednej z sesji zdjęciowych poznała Jennę Meek, specjalistkę od rozwoju produktów. Meek zauważyła, że przygotowanie charakterystycznych brwi Hunt wymagało kilku produktów, szczoteczek i wielu etapów. Hunt sama wspominała później, że używała dwóch żeli i trzech szczoteczek, aby uzyskać efekt, który chciała nosić na co dzień.

Zamiast uznać to za część beauty routine, którą trzeba po prostu zaakceptować, obie zobaczyły w tym problem do rozwiązania.

Tak powstał Brow Sculpt – produkt, który miał zastąpić wieloetapową stylizację brwi jednym rozwiązaniem. Refy wystartowało w listopadzie 2020 roku, w środku pandemii, czyli w momencie, gdy klasyczne zasady wprowadzania produktów na rynek były mocno zaburzone. Paradoksalnie okazało się to dla marki korzystne. Konsumenci spędzali więcej czasu w telefonach, a media społecznościowe stały się głównym miejscem odkrywania nowych produktów.

Pierwszy zapas, który według założycielek miał wystarczyć na około dziewięć miesięcy, sprzedał się w sześć tygodni. Potem pojawiła się lista oczekujących licząca ponad 100 tys. osób.

To był moment, w którym Refy przestało być eksperymentem.

 

 

image

Nawet milion funtów za kampanię. Marki beauty coraz więcej inwestują w influencerów

Produkt był ważniejszy niż sam influencer

W przypadku marek tworzonych przez influencerów łatwo założyć, że ich sukces jest prostą funkcją liczby obserwujących. Refy pokazuje, że to tylko część układanki.

Jess Hunt miała już ogromną społeczność, ale jej pierwszym produktem nie był kosmetyk stworzony po to, żeby dobrze wyglądał na Instagramie. Brow Sculpt odpowiadał na konkretną potrzebę, a jego działanie było natychmiast widoczne.

To niezwykle ważne w przypadku produktów, które mają szansę na sukces w krótkich formatach wideo. Efekt można pokazać w kilka sekund: brwi przed aplikacją, aplikator, kilka ruchów szczoteczką i gotowy rezultat.

Właśnie taki mechanizm jest dziś jednym z fundamentów beauty commerce w mediach społecznościowych. Produkt nie musi być długo tłumaczony. Musi być demonstracyjny.

W przypadku Refy dochodzi do tego jeszcze jeden element: uproszczenie.

Założycielki od początku budowały markę wokół idei robienia makijażu łatwiej i szybciej. Sama Hunt mówiła, że nie jest makijażystką, tylko osobą, która chce stworzyć efektowny makijaż w mniej niż 20 minut. Pytanie "co jeszcze możemy uprościć w codziennej rutynie?” stało się jednym z fundamentów rozwoju marki.

 

 

TikTok zrobił swoje. Ale nie był jedynym bohaterem

Refy jest dziś często opisywane jako marka, która "wyrosła na TikToku”. To prawda, ale niepełna.

Początkowo Hunt była zdecydowanie bardziej związana z Instagramem. Sama przyznawała, że dorastała wraz z tą platformą i początkowo uważała TikToka za chwilową modę. Dopiero pandemia i zmiana charakteru aplikacji sprawiły, że zaczęła traktować ją jako poważne narzędzie dla marki.

Efekt był spektakularny. Według danych Launchmetrics przywoływanych przez Forbes Refy wygenerowało w ciągu sześciu miesięcy 48,1 mln dolarów Media Impact Value, a 30 proc. tej wartości pochodziło z TikToka. Co szczególnie istotne, 88 proc. TikTokowego MIV marki generowali influencerzy.

Najbardziej interesujące są sytuacje, w których Refy nie musi nawet inicjować wirala.

W kwietniu 2024 roku nieznana wcześniej użytkowniczka TikToka opublikowała około 10-sekundowe nagranie, na którym nakładała tusz Lash Sculpt. Miała około 200 obserwujących. Nie pokazała opakowania, nie wymieniła nazwy produktu i nie prowadziła kampanii reklamowej. Film zebrał 76 mln wyświetleń i ponad 5 mln polubień.

Jeszcze mocniejszy przykład Hunt przytaczała w rozmowie z „Marie Claire”: nagranie klientki pokazującej Lash Sculpt z Sephory miało przekroczyć 100 mln wyświetleń, a produkt wyprzedał się w Sephora US.

To już nie influencer marketing w klasycznym rozumieniu. To community marketing, w którym marka stworzyła produkt na tyle rozpoznawalny i łatwy do pokazania, że użytkownicy zaczęli wykonywać pracę marketingową za nią.

image

Kendall Jenner nową twarzą Anua. To pierwsza globalna ambasadorka marki K-beauty

Sephora pojawiła się szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał

Jednym z najbardziej znaczących momentów w historii Refy był kontakt z Sephorą.

Około sześć tygodni po premierze Brow Sculpt jeden z filmów marki zaczął gwałtownie rosnąć na TikToku. Niedługo później do Hunt zgłosiła się Sephora US z propozycją współpracy. Dla założycielki był to wymarzony partner detaliczny.

Marka trafiła na półki Sephory już w 2021 roku. 

To ciekawy moment, bo pokazuje zmianę logiki, według której marka beauty buduje swoją dystrybucję. Jeszcze niedawno typowa droga wyglądała mniej więcej tak:

produkt → kampania → influencerzy → zainteresowanie konsumentów → retail.

Refy przeszło ją niemal w odwrotną stronę:

twórca → społeczność → produkt → viral → retailer.

Sephora nie musiała więc tworzyć popytu na Refy. Popyt był już widoczny.

 

 

Jak z jednego produktu powstał cały „Refy look”?

Problemem wielu wiralowych produktów jest to, że pozostają pojedynczym hitem. Refy próbowało zrobić coś trudniejszego: stworzyć cały system makijażowy.

Po produktach do brwi pojawiły się m.in. produkty do ust, cery, rzęs, bronzery, róże, rozświetlacze i baza Glow and Sculpt. Marka weszła również w pielęgnację skóry. Sephora opisuje dziś portfolio Refy jako obejmujące makijaż, narzędzia, produkty do pielęgnacji oraz kolejne elementy codziennej rutyny.

W 2025 roku Refy rozszerzyło działalność o skincare, wprowadzając m.in. Face Cleanse i Face Sculpt. Również w tym przypadku marka pozostaje wierna idei upraszczania rutyny i szybkiego efektu.

To ważny etap rozwoju. Refy nie chce być już marką od brwi Jess Hunt. Chce być marką od całego sposobu wykonywania makijażu.

Estetyka, którą łatwo rozpoznać

Nie bez znaczenia jest również sam wygląd Refy

Minimalistyczne opakowania, neutralna kolorystyka, charakterystyczne aplikatory i mocno "clean”, ale nie laboratoryjne podejście sprawiają, że produkty są łatwe do rozpoznania w feedzie. Marka wypracowała własny język wizualny, który działa zarówno w sklepie, jak i na ekranie telefonu.

To istotne, bo dzisiejsze opakowanie kosmetyku musi często funkcjonować jednocześnie jako opakowanie, rekwizyt do tutorialu i obiekt pożądania.

Refy bardzo dobrze rozumie tę zależność. Co więcej, aplikatory są częścią produktu, a nie wyłącznie dodatkiem. W Brow Sculpt trzy różne funkcje zostały umieszczone w jednym rozwiązaniu. To właśnie tego rodzaju połączenie funkcjonalności i designu pozwalało marce wyróżnić się na tle tradycyjnych produktów do brwi.

Najciekawsze jest to, że Refy zaczęło słuchać własnej społeczności

W miarę rozwoju marka zaczęła zmieniać relację z odbiorcami. Społeczność nie jest już tylko grupą osób, które kupują produkty. Stała się również źródłem danych dla działu produktowego.

Hunt opowiadała, że Refy regularnie pyta swoją bazę klientów, czego chcą dalej – od nowych produktów po konkretne kolory. Jej zdaniem społeczność wpływa dziś na rozwój produktów i odcieni.

To model szczególnie interesujący dla współczesnego beauty. Marka nie musi wyłącznie przewidywać trendów. Może je testować bezpośrednio na swojej społeczności.

I co ważne, Refy nauczyło się również reagować na krytykę. Pierwsza negatywna recenzja na TikToku miała wywołać u Hunt panikę. Później okazała się jednak lekcją: marka zaczęła precyzyjniej komunikować, dla kogo konkretny produkt jest przeznaczony i jakiego efektu należy się po nim spodziewać.

image

Estée Lauder ma chętnych na swoje marki. Co dalej z Too Faced i Dr. Jart+?

Refy nie jest tylko kolejnym "influencer brand"

Skala biznesu zaczęła szybko wykraczać poza działalność typową dla influencer brandu. Już w 2022 roku Forbes informował, że Refy sprzedało ponad 2,5 mln produktów, miało 8 mln odwiedzin strony i było wyceniane na 50 mln funtów. 

Dziś marka działa w znacznie szerszym ekosystemie sprzedaży. Poza własnym e-commerce obecna jest m.in. w Sephorze, a także w innych kanałach detalicznych. Jej rozwój obejmuje również USA, Kanadę i Bliski Wschód, a teraz także Europę.

Najpierw TikTok, potem półka

Paradoks Refy polega na tym, że marka została zbudowana w świecie, w którym fizyczny sklep nie był potrzebny do rozpoczęcia sprzedaży. A jednak dziś właśnie wejście do sklepów jest jednym z najważniejszych etapów jej dalszego rozwoju.

Viral można kupić. Można zaplanować kampanię, zatrudnić twórców i wygenerować miliony wyświetleń. Znacznie trudniej stworzyć produkt, który użytkownicy sami chcą pokazywać, markę, którą chcą obserwować, oraz estetykę, którą rozpoznają bez logo.

Refy udało się połączyć te elementy.

I właśnie dlatego wejście marki do polskiej Sephory jest interesujące nie tylko dla fanek Brow Sculpt. To kolejny dowód na to, że granica między influencerem, założycielem marki, medium i kanałem sprzedaży praktycznie się zatarła. Dziś jedna osoba może być twarzą produktu, jego pierwszym testerem, twórcą contentu, dyrektorem kreatywnym i punktem wyjścia do budowania całej społeczności.

 

Źródło: Forbes, Vogue, Marieclaire

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
19. sierpień 2026 23:06