StoryEditor
Producenci
21.12.2021 00:00

Waldemar Ostrowski, Marion: Jesteśmy firmą rodzinną i tak zostanie

– Otrzymujemy nieustannie pytania o sprzedaż firmy, czy wykup udziałów. Nie podejmujemy nawet tematu, szkoda czasu. Marion się rozwija, praktycznie co miesiąc kupujemy nowe maszyny i wdrażamy nowe technologie, mamy środki na innowacje. Powiększamy zaplecze produkcyjne i zespół, przygotowujemy się do stworzenia holdingu z firm, które założyłem – mówi Waldemar Ostrowski, prezes polskiej firmy Marion, która od 30 lat w Gdyni produkuje kosmetyki.

Rocznice, jubileusze, to zawsze okazja do wracania do początków. W tym przypadku sięgamy przynajmniej 30 lat wstecz, bo wtedy zaczęła się historia firmy Marion. Nie był to jednak początek Pana działania w biznesie. Kiedy zaczął Pan myśleć o sobie jako przedsiębiorcy? O byciu „na swoim”?

Zacząłem zarabiać swoje pierwsze pieniądze już w okresie studiów. Studiowałem na Politechnice Gdańskiej, a pracowałem w firmie Techno Service. Zarabiałem całkiem nieźle, mogłem już trochę uniezależnić się od rodziców. A kilka lat po studiach założyłem swoją pierwszą firmę. Prowadziłem działalność w komunistycznej rzeczywistości. Specyficzne czasy. Nie można było dużo zarabiać, bo to nie było dobrze widziane. Firmy prywatne miały bardzo poważne ograniczenia, chociażby w zakupie surowców. Nie było łatwo. Ale udało mi się stworzyć firmę, która pod koniec lat 80. zatrudniała około 30 osób. Produkowaliśmy różne produkty, m.in. zabawki, a za kolekcję noży kuchennych dostawaliśmy nagrody na targach, za wzornictwo, za walory użytkowe.

Pana pierwsza firma nie przetrwała, ale to Pana nie złamało, tylko zmobilizowało do działania i właściwie miało wpływ na całą dalszą karierę zawodową. Jak doszło do tego, że zaczął Pan produkować kosmetyki?

Po upadku komunizmu zostałem z kilkumilionowym kredytem, który w czasie trwania ustroju komunistycznego nie stanowił problemu, ale jak weszła reforma Balcerowicza nagle okazało się, że każdego miesiąca mam o 30 proc. większą kwotę do spłacenia. Sytuacja była katastrofalnie ciężka. Na szczęście udało mi się zamknąć produkcję.

Zatrudniłem się jako przedstawiciel handlowy firmy Schwarzkopf, działałem na terenie województwa pomorskiego. Zajmowałem się tym przez około półtora roku, ale zawsze ciągnęło mnie do produkcji, nie bardzo widziałem siebie w handlu. Zauważyłem, że świetnie sprzedają się farby Palette, które rozwoziłem po sklepach. To był najprostszy pomysł – postanowiłem uruchomić produkcję farb do włosów. Nie było to takie proste, uwzględniając fakt, że skończyłem Politechnikę, Wydział Budowy Maszyn, więc bardzo odległy kierunek od tego, czym postanowiłem się zajmować. Po pół roku udało mi się jednak uruchomić produkcję. To były początki firmy Marion. W międzyczasie zajmowałem się jeszcze importem, sprowadzaliśmy kosmetyki ze Stanów Zjednoczonych.

Wydaje mi się, że nie jest powszechną wiedza, że to również Pana zasługą jest to, że w sklepach nie kupujemy farb do włosów w ciemno, tylko mamy do dyspozycji próbniki z włoskami – tzw. karty kolorów. Wykorzystał Pan rynkową niszę?

Tak można powiedzieć. Wiedziałem, że producenci farb do włosów potrzebują kart kolorów – wzorników ze sztucznymi włosami, które pokazują, jaki odcień można uzyskać po farbowaniu. Wiedziałem też, że będę sam potrzebował takich wzorników do swoich farb, czemu więc nie zacząć ich produkować? Miałem kontakty w Schwarzkopfie – pomyślałem więc, że im zaproponuję współpracę. Dałem dość wysoką cenę, bo nie bardzo liczyłem, że mam szansę na to, żeby przyjęli moją ofertę. Tu mała polska firma, tam koncern – myślałem, że to się raczej nie uda. Ku mojemu zdziwieniu, po kilku miesiącach od złożenia oferty, Schwarzkopf odezwał się do nas z zamówieniem. Ruszyliśmy z produkcją.

Powstała firma Marc Kolor, która dzisiaj jest mocno zaawansowanym technologicznie producentem kart kolorów. W firmie zatrudniamy około 150 osób, produkujemy karty kolorów na zlecenie zachodnich koncernów i eksportujemy je do 30-40 krajów. W Polsce, w sklepach detalicznych już rzadziej karty kolorów są eksponowane, ale wykonujemy też zlecenia dla salonów fryzjerskich i mogę się pochwalić, że jesteśmy jedną z czterech firm na świecie, które biorą udział w przetargach dla takich koncernów jak Henkel czy Procter & Gamble. Obecnie, w przeciwieństwie do lat 90. kiedy zaczynaliśmy, wymogi stawiane przez koncerny są bardzo wysokie, trzeba je spełnić, żeby móc w ogóle przystąpić do przetargu. Radzimy sobie dobrze, produkcja idzie z dużym sukcesem.

Wróćmy do firmy Marion, co – patrząc z perspektywy 30 lat działania firmy – daje Panu największą satysfakcję biznesową?

Na pewno dużym sukcesem jest to, że udało nam się tę firmę rozbudować, bo nie miałem żadnego wsparcia finansowego, żadnego zaplecza. Dziś pracuje ze mną mój syn, który nie będzie musiał zaczynać od zera, co w sposób istotny ułatwia wejście w biznes. U mnie było inaczej.

Marion to dziś duża, licząca się na rynku firma. Zatrudniamy 350 osób. Mamy 10 tys. mkw. pod dachem, ponadto w bardzo dobrym miejscu działki z możliwością rozbudowy dalszej infrastruktury. Produkujemy dziennie nawet do 400 tys. kosmetyków.

Warto w tym miejscu powiedzieć, że na początku naszej działalności w Marion, to nie trwałe farby ostatecznie były strzałem w dziesiątkę tylko szampony koloryzujące 4-8 myć. To jest produkt, który wytwarzamy od 28 lat i sprzedajemy obecnie w setkach tysięcy miesięcznie. Jesteśmy numerem 1 w Polsce, robimy w tym segmencie większą sprzedaż niż Schwarzkopf.

Dzisiaj Marion to nie tylko koloryzacja, ale też szampony, odżywki, olejki, specjalistyczne kuracje do włosów. To także kosmetyki do twarzy i ciała. Które z tych kategorii są obecnie najważniejsze w biznesie firmy i dają jej stabilną podstawę?

Na pewno same koloranty nie dałyby nam szansy na taki rozwój, nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym dziś jesteśmy. Wejście szeroko w kosmetykę dało nam ilościowy i wartościowy wzrost sprzedaży. Dochody z kosmetyków pielęgnacyjnych znacznie przewyższają dochody z kolorantów. Duże znaczenie ma także produkcja kontaktowa na zlecenie innych podmiotów.

Czy jest już większa niż produkcja własnych brandów Mariona?

Od roku tak – usługi na zewnątrz przewyższają produkcję naszych marek. Zlecenia kontraktowe idą na Zachód. Nie staramy się natomiast specjalnie wchodzić z marką Marion w eksport, bo widzę, że nawet bardzo mocne polskie firmy nie osiągają takich wyników, jak by chciały i jak planowały. My poszliśmy w kierunku realizacji produktów dla marek zachodnich. Najczęściej odbywa się to tak, że my proponujemy receptury, masy, opakowania, etykiety – pełna usługa.

Kiedyś, wcale nie tak dawno, współpraca z sieciami handlowymi, a szczególne z dyskontami była dla firm kosmetycznych czymś wstydliwym, czym raczej nie chciały się chwalić. Dziś to się zmieniło, wielu chciałoby się dowiedzieć, jak dostać się na półki dyskontów. Czy współpraca z takimi kontrahentami jest trudna? Na co trzeba być gotowym?

Naszym największym odbiorcą sieciowym jest Biedronka. Dobrze nam się współpracuje, chociaż początki były różne. Zanim wypracowaliśmy formułę współpracy to były wzloty i upadki. Bardziej upadki (śmiech). Ale teraz, po prawie dwóch latach współpracy, jesteśmy chyba wygodnym i atrakcyjnym partnerem dla Biedronki. Robimy produkty w oczekiwanej cenie, na które jest popyt.

Generalnie, trzeba mieć, jak w każdym biznesie, szczęście. I trzeba je podeprzeć wiedzą, umiejętnością rozmowy i elastycznością w negocjacjach.

Ważne jest też to, że trzeba wykazać niezwykłą otwartość na wprowadzanie innowacji, zmian. Tak jak kiedyś sieci, szczególnie duże, chciały mieć produkty z udokumentowaną dobrą sprzedażą rynkową, tak teraz wszystko zmieniło się diametralnie – badania rynkowe nie są najważniejsze, sieci handlowe chcą przede wszystkim otrzymać coś nowego, innowacyjnego.

Czy planuje Pan wchodzenie w kolejne kategorie produktów?

My już produkujemy bardzo szeroką gamę produktów z różnych kategorii, mamy bardzo rozbudowany park maszynowy, ale gdy widzę, że jest zapotrzebowanie na ciekawy asortyment, to jestem szczególnie zainteresowany uruchomieniem takiej produkcji. W praktyce to wygląda tak, że natychmiast zastanawiamy się, jakie urządzenia trzeba kupić. Mam też grupę specjalistów, którzy znakomicie radzą sobie z modernizacją urządzeń i jesteśmy w stanie szybko przestawić produkcję na innowacyjne rozwiązania.

Z tego, co Pan mówi wynika, że był Pan przygotowany mentalnie na to, co zgotowała nam pandemia, kiedy trzeba było zacząć działać w biznesie bardzo szybko i elastycznie, czasem podejmować decyzje z dnia na dzień.

Tak, to prawda, nie boję się wyzwań. Jeśli widzę, że projekt jest ciekawy i oceniam, że warto w niego wejść, robię to. Obecnie, z racji zwiększenia obrotów i wejścia w szeroką dystrybucję, mamy więcej środków na inwestycje. Właściwie co miesiąc kupujemy nowe maszyny i wdrażamy technologie, których kiedyś nie mógłbym wziąć pod uwagę po prostu ze względu na brak funduszy. Liczę na to, że firma będzie się nadal rozwijać, rozpędzać, bo są środki na to, żeby wdrażać nowości.

Co jest głównym celem biznesowym, który stawia Pan przed sobą i firmą na najbliższy rok?

Mamy ambitne plany wzrostu obrotów. Rozbudowujemy w tym celu halę produkcyjną. Potwierdzamy certyfikaty bezpieczeństwa i higieny BRC oraz HCCP. Budujemy również nową strukturę firmy, ponieważ z przedsiębiorstw, które prowadzę, chcę utworzyć holding i na tej bazie rozwijać nowe gałęzie działalności. Mamy rozpisane na trzy lata do przodu plany dotyczące rozwoju produkcji.

Proszę powiedzieć więcej o holdingu. Jakie firmy mają wejść w jego skład?

Marion, Marc Kolor i …. nie wykluczamy akwizycji. Rozmawiamy też o nowych działalnościach i chcemy stworzyć takie podstawy, żeby każda nowa gałąź, którą będziemy rozwijać, finansowała się sama, bo wtedy jest łatwiej rozliczać takie przedsięwzięcia osobno niż w ramach jednej firmy. Nie mówiąc o ryzyku, które po drodze może się pojawić i spowodować poważne kłopoty, a tak tylko część firmy jest narażona na ewentualne perturbacje.

Marion jest firmą rodzinną?

Tak. I wszystkie moje inne firmy też. Dostaję stale zapytania o sprzedaż udziałów, wykup. Nie jestem zainteresowany. Zastanawiałem się nad wejściem na giełdę, nie wykluczam tego, ale nie mam konkretnych planów w tym zakresie. Na razie stawiamy mocno na rozwój własny bez kapitału obcego, bo banki na ten moment są na tyle otwarte i jest taka nadpodaż pieniądza na rynku, że jeśli firma ma dobre wyniki, to chętnie udzielają kredytów. Jeśli chodzi o finansowanie, nie mamy żadnych problemów.

Marion – choć ma znakomite produkty – nie jest marką powszechnie dostępną. Nie sposób kupić farby do włosów w pełnej gamie odcieni w wiodących sieciach drogeryjnych, choć marka ma bardzo dobrą opinię. Dlaczego tak się dzieje?

Faktycznie nie jesteśmy mocno obecni w największych sieciach handlowych. Prowadzimy sprzedaż poprzez przedstawicieli handlowych do mniejszych sieci lokalnych i franczyzowych, tu mamy dość dobrze zbudowaną dystrybucję, ale wiadomo, że potencjał tego kanału jest o wiele mniejszy. W tej chwili rozpoczęliśmy rozmowy z Rossmannem. Mogę powiedzieć, że jako producent jesteśmy obecni w tej sieci poprzez markę, którą robimy dla innej firmy, ale teraz chcemy rozpocząć współpracę wprowadzając na półki nasze produkty. Mogę powiedzieć, że zatrudniliśmy obecnie kilka osób, które mają zająć się naszą obecnością w wiodących sieciach. Ostatnio mocno stawialiśmy na usługi, produkcję kontraktową i niestety nie do końca wykorzystaliśmy potencjał polskiego rynku i sprzedaży w sieciach, ale mamy to nadrobić.

Jak to zrobicie?

Złotego środka nie ma. Na pewno ważne są dobre produkty i korzystne ceny, ale trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że nie są to jedyne warunki sukcesu. Są też inne składowe. Na pewno reklama telewizyjna, z której nie korzystaliśmy. Raz, niedawno, sięgnęliśmy po reklamę telewizyjną promując maseczki ochronne, które zaczęliśmy produkować na początku pandemii. To kosztowna inwestycja, w którą nie do końca wierzyłem, zwłaszcza, że maseczki najpierw sprzedawały się na pniu, potem w ogóle. Jednak w końcowym rozrachunku reklama telewizyjno-prasowa przyniosła efekty, bo w tej chwili sprzedajemy dużo maseczek, mimo że są one dwu-trzykrotnie droższe od podobnych maseczek chińskich. Będziemy więc też więcej inwestować w marketing.

Skoro mówimy o produkcji maseczek ochronnych, to też pokazuje, że szybko podejmuje Pan nawet ryzykowne decyzje.

Fakt, to była ryzykowna decyzja. Wiele firm na płynach antybakteryjnych, mówiąc dosadnie, utopiło się. Rynek był przez krótki czas bardzo chłonny, a potem nagle ich sprzedaż stanęła. Firmy zostały z zapasami produktów. My również, ale po rozliczeniach księgowych ostatecznie wyszliśmy na plus. Jednak, jeśli ktoś nie miał zaplecza finansowego, to mógł boleśnie odczuć tę sytuację, bo to była gwałtowna zmiana zapotrzebowania rynku, który właściwie przestawił się tylko na maseczki.

Jaka będzie, Pana zdaniem, przyszłość naszego rynku, przyszłość polskich producentów? Co działa na korzyść firm, a co może być największą przeszkodą w rozwoju?

Przeszkodą na pewno może się okazać brak stabilności gospodarczo-politycznej, podatkowej. Nasza obecność w Unii Europejskiej jest też bardzo ważnym elementem budowania dalszego rozwoju firm. Wiadomo, że biznes potrzebuje spokoju i stabilności, a żyjemy w takich czasach, że trudno przewidzieć, co może się wydarzyć nawet w najbliższych miesiącach.

A jeżeli chodzi o samą produkcję – bezsprzecznie widać, że rynek będzie poszukiwał nowości. Ja to odbieram jako trwały trend. Firmy będą musiały umieć szybko przestawiać produkcję. Z racji tych wielokrotnych wdrożeń trzeba będzie nauczyć się produkować mniejszymi partiami, co w wielu zakładach może się okazać kłopotem, bo to wymaga i innych urządzeń i innych rozwiązań. My na szczęście nie mamy z tym problemu, produkujemy setki różnych produktów i to nie są długie serie.

Myślę, że potrzeby kobiet się nie zmienią. Będą nadal podobne jak teraz, kobiety będą chciały dbać o wygląd, urodę. A jeżeli zarobki będą w Polsce szły w górę to również sprzedaż będzie rosła wartościowo i ilościowo.

Marion jest firmą polską i rodzinną. Czy to jest dla Pana ważne?

Tak. Syn wpisał się w firmę, prowadzi działalność razem ze mną, jest udziałowcem, ma przełożenie w zarządzie do wykonywania ważnych ruchów. W tej chwili, dzięki temu, że tylko we dwóch decydujemy, elastyczność firmy jest bardzo duża, nie trzeba każdego ruchu konsultować gdzieś dalej.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
04.08.2026 15:06
Puig zwiększa sprzedaż. Perfumy i Charlotte Tilbury napędzają wzrost
Puig zwiększa sprzedaż. Zapachy pozostają największym motorem wzrostufot. Shutterstock

Hiszpańska grupa Puig zakończyła drugi kwartał 2026 rok z lepszymi od oczekiwań wynikami. Sprzedaż wzrosła o 4,1 proc. do 1,14 mld euro, a motorem wzrostu pozostają przede wszystkim perfumy, makijaż oraz dermokosmetyki. Firma podtrzymała całoroczne prognozy i przekonuje, że mimo niespokojnej sytuacji geopolitycznej nadal rośnie szybciej niż globalny rynek beauty premium.

W tym artykule przeczytasz:

  • Perfumy pozostają fundamentem biznesu
  • Charlotte Tilbury napędza makijaż
  • Dermokosmetyki równoważą słabszy skincare premium
  • Azja rośnie najszybciej
  • Bliski Wschód wpłynął na wyniki
  • Po zakończeniu rozmów z Estée Lauder Puig stawia na samodzielny rozwój

Właściciel takich marek jak Rabanne, Carolina Herrera, Charlotte Tilbury, Jean Paul Gaultier, Uriage czy Dries Van Noten opublikował wyniki za drugi kwartał i pierwsze półrocze 2026 roku Zarząd podkreśla, że firma umacnia udziały rynkowe we wszystkich kluczowych segmentach działalności.

Perfumy pozostają fundamentem biznesu

Największy udział w przychodach Puig niezmiennie mają perfumy i marki modowe. W pierwszym półroczu segment odpowiadał za 73 proc. całkowitej sprzedaży, generując 1,7 mld euro przychodów i wzrost o 3,8 proc. w ujęciu porównywalnym.

To właśnie kategoria zapachów pozostaje największą przewagą konkurencyjną hiszpańskiej grupy. Udział Puig w światowym rynku perfum wzrósł do 11,1 proc., a największy wkład we wzrost miały rynki Azji i Pacyfiku, Ameryki Północnej oraz kanał travel retail.

Firma podkreśla również rosnące znaczenie segmentu zapachów niszowych, który obok klasycznych perfum premium pozostaje jednym z najszybciej rozwijających się obszarów rynku.

image

Puig i Estée Lauder kończą rozmowy o fuzji wartej 40 mld dolarów. Rynek odetchnął

Charlotte Tilbury napędza makijaż

Drugim najszybciej rosnącym filarem biznesu pozostaje makijaż.

Sprzedaż w tej kategorii wzrosła w pierwszym półroczu o 9,1 proc., osiągając 359 mln euro. Segment odpowiada już za 15 proc. przychodów całej grupy.

Największy udział we wzroście miała marka Charlotte Tilbury, która zwiększyła udział w rynku makijażu premium i utrzymała pozycję lidera w Wielkiej Brytanii. Marka rozwija również sprzedaż w Europie kontynentalnej oraz nowych krajach, a w drugim kwartale pojawiła się w około 30 kolejnych sklepach sieci Boots w Wielkiej Brytanii.

Dermokosmetyki równoważą słabszy skincare premium

Najmniejszym segmentem działalności Puig pozostaje pielęgnacja skóry, odpowiadająca za 12 proc. sprzedaży.

Przychody w pierwszym półroczu wyniosły 279 mln euro, co oznacza wzrost o 2,3 proc. w ujęciu porównywalnym.

Najlepiej radzi sobie marka Uriage, która – jak podkreśla spółka – nadal notuje dwucyfrowe wzrosty i rozwija się szybciej niż cały rynek dermokosmetyków.

Znacznie słabsze wyniki odnotował natomiast segment premium skincare. Według prezesa José Manuela Albessy konsumenci coraz częściej poszukują produktów oferujących wysoką skuteczność przy bardziej atrakcyjnej cenie, co wpływa na sprzedaż luksusowej pielęgnacji. Dodatkowym czynnikiem była reorganizacja portfolio produktów pielęgnacyjnych Charlotte Tilbury.

Azja rośnie najszybciej

Największym zaskoczeniem wyników pozostaje region Azji i Pacyfiku.

Sprzedaż wzrosła tam aż o 20,9 proc., co czyni go najszybciej rozwijającym się rynkiem Puig. Za wzrost odpowiada przede wszystkim wysoki popyt na perfumy premium i niszowe oraz dobra sprzedaż Charlotte Tilbury.

Europa, Bliski Wschód i Afryka nadal pozostają największym regionem działalności grupy, odpowiadając za ponad połowę przychodów. Sprzedaż wzrosła tam o 2,6 proc., mimo negatywnego wpływu konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Ameryki odpowiadają z kolei za 37 proc. przychodów grupy. Szczególnie dobrze radzi sobie Ameryka Północna, gdzie Puig zwiększa udziały w rynku perfum i notuje mocną sprzedaż kosmetyków do makijażu.

image

Charlotte Tilbury żąda renegocjacji umowy z Puig. Fuzja z Estée Lauder pod znakiem zapytania

Bliski Wschód wpłynął na wyniki

Spółka oszacowała, że napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie obniżyły sprzedaż w pierwszym półroczu o około 14 mln euro, czyli około 0,6 proc. całkowitych przychodów.

Najbardziej ucierpiał kanał travel retail, podczas gdy sprzedaż na lokalnych rynkach zaczyna stopniowo wracać do normy.

Po zakończeniu rozmów z Estée Lauder Puig stawia na samodzielny rozwój

Podczas prezentacji wyników prezes José Manuel Albesa odniósł się również do zakończonych w maju rozmów dotyczących potencjalnej transakcji z Estée Lauder Companies.

Jak podkreślił, wydarzenia ostatnich miesięcy utwierdziły firmę w przekonaniu o sile własnego modelu biznesowego.

– Mamy dziś jeszcze większą pewność co do naszej samodzielnej strategii rozwoju – powiedział Albesa, dodając, że spółka pozostaje skoncentrowana na realizacji długoterminowych celów.

Puig podtrzymał prognozy na cały 2026 rok. Firma zakłada dalszy wzrost szybszy od rynku beauty premium oraz utrzymanie rentowności na poziomie zbliżonym do ubiegłego roku. Wyniki pierwszego półrocza pokazują, że strategia oparta na silnym portfolio zapachów, rozwijaniu makijażu i umacnianiu pozycji dermokosmetyków nadal przynosi oczekiwane efekty.

 

Źródło: WWD

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
04.08.2026 11:37
Johnson & Johnson zawiera ugodę za 5,5 mld dol. To może zakończyć spór o talk
Po 10 latach procesów Johnson & Johnson idzie na ugodę. Stawką miliardy dolarów (fot. Shutterstock)Shutterstock

Po ponad dekadzie procesów sądowych Johnson & Johnson zawarł przełomową ugodę dotyczącą pozwów związanych z talkiem. Koncern zgodził się wypłacić co najmniej 5,5 mld dolarów osobom, które twierdzą, że stosowanie pudru dla dzieci i innych produktów na bazie talku doprowadziło u nich do rozwoju raka jajnika. Jeśli porozumienie zostanie zaakceptowane przez zdecydowaną większość powodów, może zakończyć jeden z najgłośniejszych sporów w historii branży kosmetycznej.

W tym artykule przeczytasz:

  • Ugoda warta miliardy dolarów
  • Warunek: zgoda 95 proc. powodów
  • Koncern nadal nie przyznaje się do winy
  • Seria zwycięstw w sądach
  • Spór trwa od ponad dekady
  • To nie koniec wszystkich pozwów

Ugoda obejmuje około 76 tys. roszczeń dotyczących raka jajnika i dotyczy niemal wszystkich toczących się jeszcze spraw przeciwko Johnson & Johnson związanych z produktami zawierającymi talk. Wcześniej firma zawarła już odrębne porozumienia dotyczące pozwów związanych z międzybłoniakiem opłucnej (mesotheliomą).

Ugoda warta miliardy dolarów

Jak poinformowała agencja Reuters, wartość porozumienia szacowana jest obecnie na 5,5 mld dolarów, jednak ostateczna kwota może okazać się znacznie wyższa.

Według Chrisa Seegera, jednego z prawników reprezentujących powodów i uczestniczącego w negocjacjach, wypłaty mogą przekroczyć nawet 7 mld dolarów, ponieważ ugoda nie wyznacza górnego limitu odpowiedzialności finansowej koncernu. Ostateczna wartość będzie zależeć od liczby osób, które zdecydują się przystąpić do porozumienia.

Johnson & Johnson planuje wypłacić około 3 mld dolarów w 2027 roku, a pozostałe środki w kolejnym roku.

image

Kontrowersje wokół talku wracają. Johnson & Johnson na celowniku

Warunek: zgoda 95 proc. powodów

Porozumienie nie weszło jeszcze w życie. Aby stało się wiążące, musi zostać zaakceptowane przez 95 proc. osób, które złożyły pozwy dotyczące raka jajnika zarówno w sądach federalnych, jak i stanowych.

Kancelarie reprezentujące powodów oceniły, że ugoda stanowi satysfakcjonujące zakończenie wieloletniego sporu.

Koncern nadal nie przyznaje się do winy

Mimo zawarcia ugody Johnson & Johnson nie zmienia swojego stanowiska dotyczącego bezpieczeństwa produktów.

Erik Haas, wiceprezes ds. postępowań sądowych w spółce, podkreślił, że firma uważa wszystkie zarzuty za bezpodstawne i jest przekonana, że ostatecznie wygrałaby większość procesów. Jak zaznaczył, decyzja o zawarciu ugody ma pozwolić zakończyć wieloletni spór i skoncentrować się na podstawowej działalności firmy związanej z rozwojem leków i wyrobów medycznych.

Seria zwycięstw w sądach

Reuters zwraca uwagę, że decyzja o zawarciu porozumienia zapadła po korzystnej dla Johnson & Johnson serii orzeczeń.

W ostatnich miesiącach firma wygrywała kolejne procesy indywidualne, skutecznie podważała opinie ekspertów powoływanych przez stronę powodową, a w ubiegłym tygodniu federalny sędzia zakwestionował możliwość jednoznacznego wykazania, że to właśnie talk był przyczyną zachorowania na raka jajnika.

image

Azbestowa saga przenosi się na Wyspy Brytyjskie; 3000 osób pozywa Johnson & Johnson

Spór trwa od ponad dekady

Procesy dotyczące talku należą do najdłuższych i najbardziej kosztownych sporów sądowych w historii branży kosmetycznej. Johnson & Johnson od lat konsekwentnie utrzymuje, że stosowany w jego produktach talk był bezpieczny i nie zawierał azbestu.

W 2020 roku firma wycofała jednak z rynku amerykańskiego puder dla dzieci na bazie talku, zastępując go produktem opartym na skrobi kukurydzianej.

W międzyczasie koncern trzykrotnie próbował zakończyć spór poprzez procedurę upadłościową specjalnie powołanej spółki zależnej – strategię określaną jako "Texas two-step". Wszystkie te próby zostały jednak odrzucone przez sądy.

To nie koniec wszystkich pozwów

Obecna ugoda obejmuje wyłącznie już złożone pozwy i nie zamyka drogi do ewentualnych przyszłych roszczeń. Jednocześnie, jak podkreślają prawnicy reprezentujący powodów, pozwoli ona znacznie szybciej wypłacić odszkodowania obecnym uczestnikom postępowania. Ma się to odbyć w ciągu około 18 miesięcy, zamiast rozkładać płatności na ponad dekadę, jak zakładały wcześniejsze propozycje.

Jeśli ugoda zostanie zatwierdzona przez wymaganą liczbę powodów, zakończy jeden z najbardziej medialnych sporów dotyczących bezpieczeństwa produktów konsumenckich, który przez lata wpływał zarówno na wizerunek Johnson & Johnson, jak i na dyskusję o odpowiedzialności producentów kosmetyków.

 

Źródło: Reuters

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
05. sierpień 2026 05:18