StoryEditor
Prawo
07.01.2021 00:00

Wprowadzasz kosmetyk do sklepu? Poproś o potwierdzenie oceny bezpieczeństwa

– Skontaktowała się ze mną firma, która zakupiła kilka palet produktów poza Unią Europejską i niestety okazało się, że są to produkty niezgodne z naszą legislacją. Na moją uwagę, że nie da się ich wprowadzić do obrotu pojawiło się najpierw oburzenie, potem łzy. Z jednej strony rozumiem trudne początki, ale czymś niepojętym jest dla mnie rozpoczynanie działalności gospodarczej bez jakiegokolwiek rozeznania branżowego – mówi dr Iwona Białas, inż. chemii, toksykolog, safety assessor, z którą rozmawiamy o nowościach kosmetycznych, o procesie ich wprowadzania na rynek, o bezpieczeństwie kosmetyków, o „dobrych i złych” składnikach, oraz o tym, kto ma kłopot, gdy produkt jest niezgodny z prawem.

Polski sektor kosmetyczny jest wyjątkowo chłonny. GUS podaje, że mamy ponad 1000 podmiotów zarejestrowanych jako producentów kosmetyków, a co roku przybywa nawet 175 nowych firm. Każda z nich, wprowadza na rynek nowe produkty do higieny, pielęgnacji, makijażu. Jaka to jest skala nowości w porównaniu do poprzednich lat?

Rzeczywiście po wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE jesteśmy piątym rynkiem kosmetycznym w Europie. Nie mamy się czego wstydzić, za to są powody do dumy. Branża dysponuje ogromnym zapleczem technologicznym, mamy świetnie przygotowaną kadrę technologów, specjalistów marketingu, sprzedaży… Produkujemy i eksportujemy w znacznych ilościach kosmetyki wysokiej jakości, specyfiką naszego rynku jest także jego duże rozproszenie.

Na pewno branża w Polsce bardzo szybko reaguje na nowe trendy, potrzeby konsumenckie. Obserwowany ostatnimi laty zwrot ku ekologii, ku naturze, na pewno spowodował duże zmiany w portfolio produktowym istniejących marek, jest także siłą napędową do powstawania nowych firm. Zauważamy coraz więcej innowacyjnych graczy na rynku, których wyróżnikiem są specyficzne koncepcje marketingowe, ale także dobór surowców kosmetycznych, metod ich pozyskiwania czy technologii produkcji. Ostatni rok jest zupełnie inny od poprzednich – myślę, że w dobie koronawirusa większość firm, w ekspresowym tempie reagując na zmiany potrzeb konsumenckich, wprowadziła na rynek specyficzne produkty do higieny.

W kontekście skali nowości należy wziąć pod uwagę, że cykl życia kosmetyków na rynku jest stosunkowo krótki. Są oczywiście produkty, pozostające na rynku przez długi czas, stanowiące markę samą w sobie, ale większość firm przyzwyczaja konsumentów do zmian portfolio produktowego.

W zależności od wielkości firmy możemy założyć, że każdy producent kosmetyków wprowadza do obrotu od kilku do kilkudziesięciu nowych produktów rocznie. Nie wszystkie są wielkimi innowacjami, jednakże pamiętajmy o tym, że dysponujemy ogromnym zapleczem składnikowym. Pewne składniki stają się bardziej modne, inne są passé. Stale udoskonalamy formulacje kosmetyczne w zakresie stabilności, właściwości fizykochemicznych, czy sensorycznych. Istotnym stymulatorem zmian jest także legislacja kosmetyczna – obserwowany w ostatnich latach zakres zmian regulacji składnikowych jest czynnikiem, który powoduje, że firmy są zmuszone do zaprzestania produkcji pewnych kosmetyków lub muszą dokonać reformulacji na dużą skalę. Myślę, że co najmniej jedna czwarta wprowadzanych zmian wynika z konieczności dostosowania produktów do obowiązującego prawa.

Jak długo trwa przygotowanie do wprowadzenia nowości na rynek? I jak wygląda technicznie już sam proces wprowadzenia produktu do obrotu?

To jak przebiega proces wprowadzenia na rynek nowego produktu jest ściśle uzależnione od stopnia skomplikowania kosmetyku – pewne receptury optymalizuje się w kilka dni, inne wymagają tygodni, nawet miesięcy. Podobnie jest z badaniami – w pewnych wypadkach można zrezygnować np. z czasochłonnych testów konserwacji, a w innych konieczne jest prowadzenie badań aplikacyjnych, instrumentalnych trwających kilka tygodni. To co istotne, te badania zawsze powinny być prowadzone dla finalnej formulacji, a więc po procesie optymalizacji składu. Osobną kwestią jest opracowanie kampanii promocyjnej dotyczącej produktu. Jeszcze inną sama produkcja – wstrzelenie się w harmonogramy, szczególnie w ramach produkcji kontraktowej, także wymaga przygotowania. Wszystkich tych etapów nie da się zamknąć w 2-3 miesiącach. Wyjątek stanowi sytuacja modyfikacji produktu już istniejącego na rynku – wówczas ramy czasowe mogą być krótsze.

Panuje przekonanie, że konsumenci coraz częściej wybierają kosmetyki świadomie, zwracają uwagę na skład, bezpieczeństwo. Co dla Pani oznacza termin świadomy konsument?

Świadomy konsument, w moim mniemaniu, nie jest osobą, która ślepo wystrzega się określonych składników w diecie, kosmetykach, detergentach czy wyrobach farmaceutycznych, etc. Świadomy konsument to dla mnie osoba, która rozumie różnicę między zagrożeniem a ryzykiem oraz czuje przekaz Paraselsusa: „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, tylko dawka ma znaczenie”… I w końcu wie, że cały otaczający nas świat to „sama chemia”, a produkty z długą datą przydatności muszą być konserwowane… Tymczasem obserwowany przez nas w ostatnich latach kryzys wizerunkowy nauki jest spowodowany tym, że świadomość konsumenta zbyt mocno budowana jest przez kampanie marketingowe, które nie zawsze są poparte dowodami i należytą wiedzą.

Wiem, że mówię rzeczy niepopularne, nieprzystające do aktualnych trendów marketingowych, ale – tak jak w życiu nie ma sytuacji czarno-białych, mamy bardzo wiele odcieni szarości – podobnie jest z kosmetykami. Jednorazowe spożycie 6 litrów wody, czy kilkudziesięciu gramów soli kuchennej może być śmiertelne. Czy z tego powodu unikamy wody czy soli w pożywieniu? Nie, bo odpowiednie dawki tych substancji są bezpieczne, a wręcz są niezbędne do życia. Podobnie powinniśmy rozumieć narażenie na składniki kosmetyczne: to że kosmetyk zawiera jakąś substancję, nawet uznaną za niebezpieczną dla zdrowia, nie oznacza, że w warunkach stosowania stanowi ona rzeczywiste ryzyko.

Gdyby influencerzy, blogerzy, czy niektóre media nie wypowiadały się w tych kwestiach zamiast toksykologów i specjalistów oceny ryzyka kosmetyków nasz świat byłby piękniejszy (śmiech). Albo przynajmniej powinni pokusić się o to, aby zrozumieć różnicę między zagrożeniem i ryzykiem, bo jest ona kolosalna.

Co więc decyduje o bezpieczeństwie kosmetyków?

Wydaje mi się, że w tym pytaniu musimy zmienić podmiot – nie „co”, ale „kto” decyduje o bezpieczeństwie kosmetyków? Otóż o bezpieczeństwie produktu decyduje zawsze i wszędzie ten, kto go wprowadza do obrotu. Zgodnie z legislacją kosmetyczną jest to tzw. osoba odpowiedzialna. W drugiej linii mamy oczywiście legislatora. W dzisiejszych realiach rynkowych żaden podmiot nie może sobie pozwolić na straty wizerunkowe, ale także na odpowiedzialność karną wynikającą z celowego wprowadzania do obrotu produktów niebezpiecznych dla zdrowia konsumenta.

Legislacja kosmetyczna jest jedną z najbardziej rygorystycznych i zmiennych – ciągle dostosowujemy to, co i w jakich warunkach możemy stosować w kosmetykach, do aktualnego stanu wiedzy. Mamy obszerną listę substancji zakazanych do stosowania w przypadku, gdy ryzyko dla zdrowia jest istotne oraz pokaźne listy substancji dozwolonych do stosowania z ograniczeniami. Obowiązkiem osoby odpowiedzialnej jest zadbanie o to, aby każdy produkt kosmetyczny na rynku był zgodny z aktualną legislacją. Osoba odpowiedzialna musi także posiadać dowody bezpieczeństwa stosowania produktu, takie jak raport oceny bezpieczeństwa, stosowne wyniki badań. W tym kontekście zaufanie do marki, dbającej o odpowiednie standardy jakościowe zyskuje zupełnie inne znaczenie.

A składniki? W sieci, na forach, toczą się niekończące się dyskusję dotyczące tego, które są lepsze i dlaczego? Jak to wygląda z punktu widzenia oceny bezpieczeństwa?

Bezpieczeństwem stosowania składników kosmetycznych zajmuje się Komitet SCCS (Scientific Commitee On Consumer Safety), niezależna grupa toksykologów, która w swojej rygorystycznej, konserwatywnej postawie dotyczącej szacowania ryzyka zaskakuje niejedną firmę kosmetyczną. Komitet jest odpowiedzialny za ocenę tego, w jakich warunkach substancja może być stosowana w kosmetykach. Pamiętajmy także o tym, że składniki kosmetyczne to także chemikalia podlegające legislacji chemicznej, gdzie oceniane jest również zagrożenie dla zdrowia oraz środowiska.

Fora internetowe są pełne dyskusji „składnikowych”, ale czy na pewno komentujący posiadają stosowną wiedzę i doświadczenie do opiniowania składników? Mam wątpliwości.

Istnieje wiele mitów dotyczących składników, tzw. czarne listy składnikowe, które są pełne pozycji opiniowanych przez Komitet SCCS. W mojej ocenie, jeśli składniki są stosowane zgodnie z zaleceniami SCCS i legislacją kosmetyczną – mówienie o ryzyku dla zdrowia jest nadużyciem i w świetle zaleceń dotyczących tworzenia deklaracji marketingowych dla kosmetyków (Rozporządzenie 655/2013) jest zakazane.

Mity kosmetyczne budzą wiele emocji w branży i poza nią. Myślę, że taki dyskusje o składnikach to dla Pani wielki sprawdzian cierpliwości.

Najbardziej denerwują mnie dyskusje na temat „zawiera/nie zawiera”. Samo stwierdzenie, że kosmetyk X zawiera daną substancję Y to za mało, aby określić ryzyko… Ja muszę znać warunki narażenia, czyli stężenie substancji w produkcie gotowym i sposób stosowania wyrobu – dopiero te parametry pozwolą mi oszacować ryzyko. Mamy tutaj niekończące się historie parabenowe, SLS, SLES-free, itp. Śmieszą mnie dyskusje o kosmetykach bezparabenowych, przy jednoczesnym stosowaniu np. niesteroidowych leków zapalnych zawierających p-hydroksybenzoesan metylu, czy propylu – to te same substancje tylko inaczej nazwane! Co więcej, w świecie roślin kwas 4-hydroksybenzoesowy i jego pochodne są powszechnie spotykane – ich źródłem są m.in: jęczmień, truskawki, czarne porzeczki, brzoskwinie, marchew, cebula, ziarna kakaowe, wanilia, winogrona. Czy z tych surowców spożywczych także mamy zrezygnować w imię hasła „produkt nie zawiera”?

Który z mitów uważa Pani za najbardziej niebezpieczny?

Wydaje mi się, że najbardziej niebezpiecznym mitem kosmetycznym są opowieści o rakotwórczych kosmetykach. Pamiętajmy, że zgodnie z art. 15 Rozporządzenia 1223/2009 składniki CMR, czyli działające mutagennie, rakotwórczo i szkodliwie na rozrodczość, są zakazane do stosowania. Oczywiście zaraz podniosą się głosy, że przecież substancje CMR są lub były stosowane w kosmetykach. Prawo nie działa wstecz, także wiedza o chemikaliach i ich wpływie na zdrowie się zmienia. Mówimy tutaj o aktualnym stanie wiedzy, wszędzie tam, gdzie pojawiają się dowody na właściwości CMR substancji bardzo szybko podejmowane są działania legislacyjne mające na celu zminimalizowanie ryzyka dla zdrowia. W pewnych szczególnych przypadkach, np. w przypadku tak popularnej witaminy A, substancja wykazuje właściwości CMR, ale w warunkach kosmetycznej aplikacji ryzyko dla zdrowia jest minimalne. Innym przykładem jest formaldehyd, gdzie uznano, że ryzyko dla zdrowia jest zbyt duże i zakazano stosowania tego składnika. Zawsze tego typu sytuacje wymagają jednak szczegółowej analizy przez Komitet SCCS i są one podstawą do uregulowania stosowania substancji.

Jako toksykologa mierzi mnie także podejście do prowadzenia testów na zwierzętach w odniesieniu do surowców kosmetycznych. Wszyscy wiemy, że obowiązuje nas zakaz prowadzenia testów na zwierzętach wyłącznie do celów kosmetycznych. Zgadzam się oczywiście z tym, że cierpienie zwierząt należy zminimalizować, ale pamiętajmy, że jak na razie nie mamy innych metod oceny toksyczności ogólnoustrojowej, czy rakotwórczości właśnie.

Sprecyzujmy – jest zakaz testowania na zwierzętach składników używanych w kosmetykach, ale nie oznacza to, że składniki te nie zostały już przetestowane w przeszłości.

Tak, myślę, że znakomita większość powszechnie stosowanych surowców kosmetycznych była badana na zwierzętach. Proszę pamiętać, że np. nie ma ograniczeń testowania składników w farmacji. Należy jednak rozumieć, że to, w jaki sposób testy są prowadzone obecnie nie ma nic wspólnego z warunkami, jakie obowiązywały np. w połowie ubiegłego wieku. Dziś nikt nie wyda zezwolenia na wykonanie badań, jeśli surowiec był testowany w przeszłości i wyniki są już dostępne. A same badania są obwarowane obostrzeniami mającymi na celu minimalizowanie liczby zwierząt oraz ich cierpienia. Testy wykonywane są naprawdę w ostateczności.

A jak wygląda praca nad metodami alternatywnymi?

Zakaz testów na zwierzętach to ogromy paradoks legislacyjny, bo obecnie nie wolno nam badać kosmetyków ani składników na zwierzętach, a z drugiej strony Komitet SCCS do oceny bezpieczeństwa stosowania substancji wymaga pełnego dossier toksykologicznego, w tym testów na zwierzętach właśnie. Pomimo ciągłych prac i ogromnych nakładów finansowych na ten cel, dostępne metody alternatywne do testów na zwierzętach są niedoskonałe, nie pozwalają na pełną ocenę toksykologiczną. Z tego względu od 2013 roku obserwujemy impas innowacyjny w zakresie składników regulowanych, takich jak konserwanty, barwniki, filtry UV – w odpowiednich załącznikach do Rozporządzenia 1223/2009 nie pojawiają się nowe pozycje. Branża nie może korzystać z nowych składników, ograniczamy się do tych, które są już dostępne i przebadane.

Wróćmy jeszcze do bezpieczeństwa kosmetyków i procedur legislacyjnych. Ustaliłyśmy, że przeprowadzenie oceny bezpieczeństwa produktu należy do osoby odpowiedzialnej. Jak to się odbywa w praktyce?

Osoba odpowiedzialna zleca wykonanie oceny bezpieczeństwa swoim pracownikom, bądź zewnętrznym safety assessorom. Zgodnie z art. 10 Rozporządzenia 1223/2009: safety assessor to osoba posiadająca dyplom lub inny dowód formalnych kwalifikacji, przyznany w wyniku ukończenia teoretycznych i praktycznych studiów uniwersyteckich w dziedzinie farmacji, toksykologii, medycyny lub innej zbliżonej dyscypliny lub kursu uznawanego przez dane państwo członkowskie za równorzędny. W mojej ocenie samo ukończenie odpowiedniego kierunku studiów czy kursu to początek drogi – ocena bezpieczeństwa wymaga interdyscyplinarnej wiedzy i doświadczenia, a w szczególności znajomości specyfiki branży.

Samo wprowadzenie produktu do obrotu – czy trzeba mieć na to specjalne zgody?

Całościowo za wprowadzenie do obrotu odpowiada osoba odpowiedzialna, z tego względu nie ma tutaj żadnej procedury rejestracji, udzielania zezwoleń, uiszczania opłat itp.

A gdyby okazało się, że kosmetyk wywołuje niepożądane skutki lub zawiera substancje zabronione, kto za to odpowie?

Kosmetyk wprowadzony na rynek podlega monitoringowi – czasami okazuje się, że konieczne jest np. skorygowanie zapachu, lepkości – potrzebne są drobne zmiany recepturowe, to nie stanowi problemu. Obowiązkiem osoby odpowiedzialnej jest także monitoring potencjalnych działań niepożądanych. Jeśli wystąpią łagodnie działania niepożądane, np. reakcja uczuleniowa o łagodnym przebiegu, podrażnienie, należy zastanowić się czy produkt nie wymaga zmian recepturowych. Jeśli liczba notowanych przypadków jest istotna safety assessor może zalecić zmiany w produkcie.

Poważne działania niepożądane wymagają zgłoszenia organom nadzoru, czyli Inspekcji Sanitarnej, i tym bardziej wymagają pogłębionej analizy w kontekście bezpieczeństwa stosowania.

Za wszelkie skutki zdrowotne odpowiada wprowadzający do obrotu, dlatego tak ważne jest przeprowadzenie oceny bezpieczeństwa przez odpowiednio wykfalifikowanego eksperta, który wyłapie ewentualne ryzyko przed wprowadzeniem kosmetyku na rynek.

Z punktu widzenia formalnego celowe wprowadzenie do obrotu produktu zawierającego substancje zabronione podlega odpowiedzialności karnej. Zgodnie z Art. 33. Ustawy o produktach kosmetycznych z 2018 roku: Kto wprowadza do obrotu produkt kosmetyczny z naruszeniem ograniczeń dotyczących substancji, (…) podlega karze pieniężnej w wysokości do 100 000 zł. Ten sam wymiar kary jest przewidziany w przypadku wprowadzenia do obrotu produktu bez przeprowadzonej oceny bezpieczeństwa.

Czy producenci zdają sobie z tego sprawę? Jak ocenia Pani przygotowanie, wiedzę przedsiębiorców na temat prowadzenia działalności? My w redakcji dostajemy telefony tego typu: „Wprowadzam właśnie nową markę na rynek, jakie obowiązują mnie przepisy?” Czy to Panią zaskakuje, że najpierw ktoś tworzy lub sprowadza produkty, a potem zastanawia się nad wymogami prawnymi?

Wydaje mi się, że większość firm jest odpowiednio przygotowana do spełniania wymagań legislacyjnych i jest ich w pełni świadoma. Problemy na pewno występują w przypadku nowych firm, mikroprzedsiębiorstw. Ja również często otrzymuję zapytania o rejestrację kosmetyku, wykonanie oceny bezpieczeństwa na podstawie karty charakterystyki produktu importowanego z krajów azjatyckich. Miałam kiedyś taką sytuację, że skontaktowała się ze mną firma, która zakupiła kilka palet produktów poza Unią Europejską i niestety okazało się, że są to produkty niezgodne z naszą legislacją. Na moją uwagę, że nie da się ich wprowadzić do obrotu pojawiło się najpierw oburzenie, potem łzy. Z jednej strony rozumiem trudne początki, ale czymś niepojętym jest dla mnie rozpoczynanie działalności gospodarczej bez jakiegokolwiek rozeznania branżowego. Bardzo „lubię” również telefony od osób, które chałupniczo produkują kosmetyki, często w domu, w kuchni, chcą je komercjalizować i są zdziwione, że muszą spełniać te same wymagania co wielkie fabryki produkcyjne.

Jak wygląda kontrola produktów, które są dostępne na rynku?

Rozporządzenie UE stanowi, że każde państwo osobno wyznacza organy kontroli kosmetyków i ich producentów. W Polsce nadzór nad wytwarzaniem i wprowadzaniem do obrotu produktów kosmetycznych sprawuje Państwowa Inspekcja Sanitarna, czyli sanepid oraz Inspekcja Handlowa.

Nie tak dawno mieliśmy wyjątkową sytuację z produktami antybakteryjnymi i biobójczymi. Jedna z firm zajmujących się produkcją biobójczych preparatów informowała detalistów, że grozi im odpowiedzialność karna za wprowadzenie na półki produktów niespełniających wymogów i przepisów prawa. Inny przykład to odżywka do paznokci z zakazanym formaldehydem w znanej sieci drogeryjnej. Co detaliści mogą zrobić, żeby uniknąć takich sytuacji, czy faktycznie oni również odpowiadają za to, co wprowadzają na półki?

Odpowiedzialność zawsze spoczywa na wprowadzającym do obrotu, nie ma tutaj wyjątków. Może to być producent, importer, dystrybutor – ten, kto dopełnia wszystkich formalności, o których rozmawiałyśmy. Najczęściej sieci handlowe, detaliści, nie biorą na siebie takiej odpowiedzialności, skupiają się na sprzedaży. Uniknąć takich sytuacji można jedynie poprzez gruntowną znajomość legislacji kosmetycznej. Dobrym rozwiązaniem, kiedy brak nam ekspertyzy, jest skorzystanie z usług firm doradczych, które pomogą rozwiać wątpliwości. Doskonałym źródłem wiedzy i pomocy są także nasze organizacje branżowe: Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego oraz Polskie Stowarzyszenie Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego.

Załóżmy, że jestem kupcem w sieci drogeryjnej, albo po prostu właścicielem drogerii. Jakie dokumenty powinnam zobaczyć zanim zdecyduję się wprowadzić dany produkt do sprzedaży?

Na pewno powinniśmy w takim wypadku otrzymać od klienta potwierdzenie, że produkt przeszedł pozytywnie proces oceny bezpieczeństwa, co można rozumieć jako zgodność z legislacją kosmetyczną oraz został zanotyfikowany w CPNP. To jest niezbędne minimum. Nie spodziewajmy się natomiast od razu udostępnienia pełnej treści raportu oceny bezpieczeństwa czy dokumentacji produktowej, ponieważ są to dane poufne i know-how wprowadzającego do obrotu. Większość firm posługuje się stosownymi oświadczeniami w tym zakresie.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ!

JAK PRZEBIEGA OCENA BEZPIECZEŃSTWA KOSMETYKU?

Proces oceny bezpieczeństwa (OB) kosmetyków jest szczegółowo opisany w legislacji kosmetycznej. Najistotniejsze są: załącznik I Rozporządzenia 1223/2009, wytyczne Komitetu SCCS do oceny bezpieczeństwa (aktualnie 10 poprawka, SCCS/1602/18) oraz Decyzja Wykonawcza w sprawie wytycznych dotyczących załącznika I (2013/674/UE).

Ocena ryzyka związanego ze stosowaniem produktów kosmetycznych w znaczącej mierze dotyczy analizy danych dla składników produktu i zazwyczaj zawiera 4 etapy:

  1. identyfikacja zagrożeń (określenie w jaki sposób substancja może być toksyczna)
  2. charakterystyka zagrożenia (ocena zależności dawka-odpowiedź)
  3. ocena ekspozycji związanej z aplikacją danego wyrobu (ocena, na jaką dawkę substancji konsumenci są narażeni)
  4. charakterystyka ryzyka (porównanie pomiędzy dawkami nie dającymi efektów toksycznych, a dawką związaną z aplikacją kosmetyku)

Pełna ocena ryzyka może być przeprowadzona jedynie wtedy, gdy zarówno zagrożenie, jak i ekspozycja, są możliwe do scharakteryzowania.

Poza analizą składnikową, ostatnim etapem jest weryfikacja danych dla wyrobu gotowego (stabilność, właściwości mikrobiologiczne, tolerancja w miejscu aplikacji, dowody na skuteczność działania, jeśli to działanie związane jest ze zdrowiem (np. kosmetyki promieniochronne, hipoalergiczne, ect.).

Przygotowanie do wprowadzenia produktu na rynek odbywa się w następujących etapach:

  • opracowanie receptury produktu
  • przygotowanie odpowiedniej komunikacji produktowej i oznakowania wyrobu
  • zgromadzenie dokumentacji produktu (tzw. PIF – Product Information File) dot. surowców opakowań, wyników niezbędnych badań potwierdzających stabilność fizykochemiczną, czystość i stabilność mikrobiologiczną, skuteczność i bezpieczeństwo produktu, opis technologii produkcji, etc.
  • przeprowadzenie oceny bezpieczeństwa produktu
  • zgłoszenie produktu do CPNP (Cosmetic Products Notification Portal)
  • dbanie o spełnianie wymagań GMP w trakcie produkcji kosmetyku
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Surowce
16.02.2026 11:08
Srebro mikro w kosmetykach: jest projekt wstępnej opinii Komitetu SCCS
Srebro jest powszechnie stosowane w produktach kosmetycznych jako barwnik w kosmetykach do makijażu, takich jak cienie do powiek, rozświetlacze, lakiery do paznokci Cosmo Group

Na stronie internetowej Komitetu ds. Bezpieczeństwa Konsumentów (SCCS) opublikowano wstępną opinię o numerze SCCS/1687/25 dotyczącą oceny bezpieczeństwa stosowania mikro srebra w produktach kosmetycznych. Uwagi do projektu opinii można zgłaszać do 23 lutego 2026 roku.

Srebro w kosmetykach – dlaczego wraca ponowna ocena bezpieczeństwa?

Srebro (Numer CAS: 7440-22-4, Numer EC: 231-131-3) jest powszechnie stosowane w produktach kosmetycznych jako barwnik CI 77820, w szczególności w kosmetykach do makijażu, takich jak cienie do powiek, rozświetlacze, lakiery do paznokci oraz pudry do ciała, gdzie nadaje produktom metaliczny, srebrny odcień. Jako barwnik dopuszczony do stosowania zostało ono ujęte w pozycji 142 załącznika IV do rozporządzenia (WE) nr 1223/2009 dotyczącego produktów kosmetycznych.

Regulacyjna historia srebra w postaci mikrocząstek rozpoczęła się w lutym 2023 roku, kiedy Europejski Komitet ds. Oceny Ryzyka (RAC) działający przy ECHA wydał opinię, w której m.in. zalecił klasyfikację srebra jako substancji toksycznej dla rozrodczości, kategoria Repr. 2.

W poprzedniej opinii  SCCS/1665/24 przedstawiono dane dotyczące wchłaniania srebra przez skórę, oparte na badaniach in vitro z wykorzystaniem skóry świni. Na ich podstawie Komitet SCCS oszacował dawkę narażenia ogólnoustrojowego, która skutkowała wyznaczeniem marginesu bezpieczeństwa (MoS) poniżej wartości 100 dla większości ocenianych kategorii produktów.

Ze względu na niekorzystne wartości MoS, Komitet SCCS zrezygnował z dalszego, odrębnego rozpatrywania wkładu pochodzącego od jonów srebra w aktualnie stosowanych recepturach kosmetycznych.

Stanowisko Komitetu SCCS: Przenikanie skórne i narażenie inhalacyjne mikro srebra

Wraz z aktualnym wnioskiem o ocenę bezpieczeństwa mikro srebra wnioskodawca przedstawił nowe dane pochodzące z badań ex vivo przeprowadzonych na skórze świni oraz człowieka, a także z badania z udziałem ochotników. Najnowsze wyniki wskazują na brak lub jedynie pomijalne przenikanie skórne cząstek Microsilver BG, co przekłada się na brak istotnego wkładu do dawki narażenia ogólnoustrojowego na srebro. 

Komitet SCCS przeprowadził niezależne obliczenia dawki narażenia ogólnoustrojowego oraz następczą ocenę ryzyka związaną z jonami srebra obecnymi w formulacjach kosmetycznych. Dodatkowo Komitet oszacował potencjalną dawkę narażenia płucnego na cząstki Microsilver BG, wynikającą z inhalacji produktów rozpylanych przy użyciu pompki. Podkreślono przy tym, że zastosowane podejście miało charakter wysoce konserwatywny. 

Z opublikowanej opinii wynika, że w świetle nowo dostępnych danych cząstki srebra w rozmiarze mikro (100 nm < średnica cząstki < 1 mm) nie przenikają przez skórę. Komitet SCCS uznał stosowanie mikro srebra za bezpieczne przy maksymalnym stężeniu 0,2% w produktach spłukiwanych (rinse-off) oraz 0,3% w produktach pozostających na skórze (leave-on).

Opinia nie obejmuje stosowania cząstek srebra w rozmiarze mikro (100 nm < średnica cząstki < 1 mm) w produktach w sprayu na bazie propelentu, ponieważ takie zastosowania nie zostały uwzględnione we wniosku i nie były przedmiotem oceny bezpieczeństwa prowadzonej przez Komitet SCCS.

Do opublikowanego projektu opinii można zgłaszać uwagi do 23 lutego 2026 roku.

Znaczenie opinii SCCS dla branży kosmetycznej

Opublikowana wstępna opinia Komitetu SCCS stanowi istotny sygnał dla branży kosmetycznej, wskazując, że w świetle nowych danych naukowych możliwe jest dalsze stosowanie mikro srebra w określonych warunkach. Potwierdzenie braku istotnego przenikania skórnego oraz akceptowalnego poziomu narażenia ogólnoustrojowego przekłada się na większą przewidywalność regulacyjną dla producentów wykorzystujących ten składnik w swoich recepturach. Jednocześnie wyznaczenie maksymalnych stężeń dla produktów typu rinse-off i leave-on oraz wyłączenie zastosowań w aerozolach podkreślają konieczność świadomego projektowania formuł i dokładnej analizy form aplikacji.

Dla podmiotów odpowiedzialnych oznacza to niezmiennie potrzebę bieżącego monitorowania procesu legislacyjnego, weryfikacji portfolio produktowego oraz przygotowania się na potencjalne dalsze zmiany regulacyjne, które mogą zostać wprowadzone po przyjęciu ostatecznej wersji opinii SCCS.

Aleksandra Kondrusik

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Trendy formulacyjne w kolorowej kosmetyce proszkowej: vegan & clean w praktyce produkcyjnej
Jednym z największych wyzwań w trendzie clean jest utrzymanie wysokiej pigmentacjiDela Cosmetics

Segment kosmetyków kolorowych przechodzi obecnie jedną z najbardziej wymagających transformacji w swojej historii. Z jednej strony konsumenci oczekują coraz wyższej jakości: intensywnej pigmentacji, trwałości, komfortu aplikacji i efektu „soft focus”. Z drugiej – rośnie presja na transparentność składu, ograniczenie surowców uznawanych za kontrowersyjne oraz dostosowanie produktów do standardów vegan i clean beauty. W przypadku kosmetyków proszkowych te dwa światy – technologii i marketingu – muszą się spotkać w bardzo precyzyjny sposób – pisze Karolina Starmach, export manager w Dela Cosmetics.

Clean beauty w kosmetykach proszkowych – co to realnie oznacza?

Pojęcie „clean beauty” funkcjonuje dziś równolegle w komunikacji marketingowej, strategiach zakupowych sieci handlowych oraz w wymaganiach klientów B2B. Mimo braku jednej, ustawowej definicji, termin ten przestał być wyłącznie hasłem wizerunkowym – stał się realnym czynnikiem wpływającym na proces projektowania produktu już na etapie koncepcji receptury.

W przypadku kosmetyków proszkowych clean beauty oznacza przede wszystkim: 

  • świadomy dobór surowców, 
  • ograniczenie składników postrzeganych jako kontrowersyjne,
  • maksymalną transparentność deklaracji. 

Co istotne, w tej kategorii produktowej „czystość” formuły nie sprowadza się wyłącznie do skracania listy INCI. Kluczowe staje się zrozumienie funkcji technologicznej każdego komponentu oraz jego wpływu na końcowe parametry użytkowe.

Kosmetyki proszkowe – takie jak cienie do powiek, róże, bronzery czy pudry – opierają się na bardzo precyzyjnie dobranych proporcjach pigmentów, wypełniaczy, substancji wiążących i dodatków poprawiających sensorykę. Każdy z tych elementów odpowiada za konkretne właściwości: przyczepność do skóry, intensywność koloru, łatwość blendowania, odporność na kruszenie czy stabilność prasowanej struktury. Eliminacja jednego surowca – nawet jeśli wynika z trendów konsumenckich – wymaga często przebudowania całego układu formulacyjnego.

W praktyce clean beauty w kosmetykach proszkowych oznacza:

•    rezygnację z wybranych barwników syntetycznych lub ich ograniczenie,

•    eliminację surowców pochodzenia zwierzęcego,

•    poszukiwanie alternatyw dla składników objętych debatą regulacyjną,

•    zwiększoną kontrolę nad czystością surowców i ich pochodzeniem,

•    gotowość do udokumentowania deklaracji „vegan”, „talc-free” czy „mineral”.

Równocześnie konsumenci nie akceptują kompromisu jakościowego. Oczekują, że produkt clean będzie równie trwały i napigmentowany jak jego tradycyjny odpowiednik. Oznacza to, że formulacja musi być nie tylko „czystsza”, ale technologicznie bardziej dopracowana.

image

Kosmetyki bio, eco czy natural? Zielone oznaczenia w branży beauty

Warto podkreślić, że w kosmetykach proszkowych trend clean nie polega na prostym „usunięciu” składnika, lecz na świadomym przeprojektowaniu receptury. To proces wymagający ścisłej współpracy działów R&D, zakupów surowcowych oraz zespołów odpowiedzialnych za zgodność regulacyjną.

Clean beauty w tym segmencie staje się więc nie tyle modą, ile nowym standardem projektowania produktu – standardem, który łączy bezpieczeństwo, transparentność i wysoką jakość sensoryczną.

Formuły wegańskie: wyzwania technologiczne

W kosmetykach kolorowych przez lata stosowano surowce pochodzenia zwierzęcego, takie jak karmin (CI 75470). Zastąpienie go alternatywnymi pigmentami wymaga nie tylko zmiany surowca, ale często całej koncepcji formulacyjnej. Dotyczy to także składników wiążących i emolientów, które wpływają na strukturę produktu. 

Kluczowe staje się znalezienie równowagi pomiędzy trwałością produktu, łatwością aplikacji, odpowiednim „slipem” podczas rozprowadzania oraz stabilnością w czasie.

image

Karolina Starmach, Dela Cosmetics: Unijne regulacje są impulsem do innowacji kosmetycznych, a nie barierą rozwoju

Talk – aspekt regulacyjny i przyszłość formulacji

Talk od dekad był jednym z podstawowych surowców w kosmetykach proszkowych ze względu na swoje właściwości poprawiające prasowalność i sensorykę produktu. Jednak w ostatnich latach surowiec ten znajduje się pod zwiększoną uwagą organów regulacyjnych oraz opinii publicznej.

W związku z tym wielu producentów już dziś opracowuje alternatywne formulacje, które minimalizują lub całkowicie eliminują talk, przygotowując się na przyszłe ograniczenia prawne. Wymaga to zastosowania innych wypełniaczy, takich jak mika, krzemionka czy skrobie modyfikowane, a także dostosowania parametrów produkcyjnych i procesu prasowania.

Naturalność vs. intensywność pigmentacji

Jednym z największych wyzwań w trendzie clean jest utrzymanie wysokiej pigmentacji. Rozwiązaniem bywa optymalizacja wielkości cząstek pigmentu, łączenie pigmentów mineralnych z syntetycznymi odpowiednikami dopuszczonymi w standardach clean oraz modyfikacja systemu wiążącego.

Transparentność jako element strategii eksportowej

Trendy vegan i clean są szczególnie istotne w kontekście rynków eksportowych. Klienci coraz częściej pytają nie tylko o listę INCI, ale także o pochodzenie surowców i deklaracje dotyczące braku składników odzwierzęcych. Oznacza to konieczność ścisłej współpracy z dostawcami surowców i monitorowania zmian legislacyjnych.

Współczesne formulacje vegan i clean nie są już kompromisem jakościowym. Są efektem świadomego projektowania produktu, łączącego wiedzę technologiczną z rozumieniem globalnych trendów rynkowych.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
17. luty 2026 14:21