StoryEditor
Prawo
07.01.2021 00:00

Wprowadzasz kosmetyk do sklepu? Poproś o potwierdzenie oceny bezpieczeństwa

– Skontaktowała się ze mną firma, która zakupiła kilka palet produktów poza Unią Europejską i niestety okazało się, że są to produkty niezgodne z naszą legislacją. Na moją uwagę, że nie da się ich wprowadzić do obrotu pojawiło się najpierw oburzenie, potem łzy. Z jednej strony rozumiem trudne początki, ale czymś niepojętym jest dla mnie rozpoczynanie działalności gospodarczej bez jakiegokolwiek rozeznania branżowego – mówi dr Iwona Białas, inż. chemii, toksykolog, safety assessor, z którą rozmawiamy o nowościach kosmetycznych, o procesie ich wprowadzania na rynek, o bezpieczeństwie kosmetyków, o „dobrych i złych” składnikach, oraz o tym, kto ma kłopot, gdy produkt jest niezgodny z prawem.

Polski sektor kosmetyczny jest wyjątkowo chłonny. GUS podaje, że mamy ponad 1000 podmiotów zarejestrowanych jako producentów kosmetyków, a co roku przybywa nawet 175 nowych firm. Każda z nich, wprowadza na rynek nowe produkty do higieny, pielęgnacji, makijażu. Jaka to jest skala nowości w porównaniu do poprzednich lat?

Rzeczywiście po wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE jesteśmy piątym rynkiem kosmetycznym w Europie. Nie mamy się czego wstydzić, za to są powody do dumy. Branża dysponuje ogromnym zapleczem technologicznym, mamy świetnie przygotowaną kadrę technologów, specjalistów marketingu, sprzedaży… Produkujemy i eksportujemy w znacznych ilościach kosmetyki wysokiej jakości, specyfiką naszego rynku jest także jego duże rozproszenie.

Na pewno branża w Polsce bardzo szybko reaguje na nowe trendy, potrzeby konsumenckie. Obserwowany ostatnimi laty zwrot ku ekologii, ku naturze, na pewno spowodował duże zmiany w portfolio produktowym istniejących marek, jest także siłą napędową do powstawania nowych firm. Zauważamy coraz więcej innowacyjnych graczy na rynku, których wyróżnikiem są specyficzne koncepcje marketingowe, ale także dobór surowców kosmetycznych, metod ich pozyskiwania czy technologii produkcji. Ostatni rok jest zupełnie inny od poprzednich – myślę, że w dobie koronawirusa większość firm, w ekspresowym tempie reagując na zmiany potrzeb konsumenckich, wprowadziła na rynek specyficzne produkty do higieny.

W kontekście skali nowości należy wziąć pod uwagę, że cykl życia kosmetyków na rynku jest stosunkowo krótki. Są oczywiście produkty, pozostające na rynku przez długi czas, stanowiące markę samą w sobie, ale większość firm przyzwyczaja konsumentów do zmian portfolio produktowego.

W zależności od wielkości firmy możemy założyć, że każdy producent kosmetyków wprowadza do obrotu od kilku do kilkudziesięciu nowych produktów rocznie. Nie wszystkie są wielkimi innowacjami, jednakże pamiętajmy o tym, że dysponujemy ogromnym zapleczem składnikowym. Pewne składniki stają się bardziej modne, inne są passé. Stale udoskonalamy formulacje kosmetyczne w zakresie stabilności, właściwości fizykochemicznych, czy sensorycznych. Istotnym stymulatorem zmian jest także legislacja kosmetyczna – obserwowany w ostatnich latach zakres zmian regulacji składnikowych jest czynnikiem, który powoduje, że firmy są zmuszone do zaprzestania produkcji pewnych kosmetyków lub muszą dokonać reformulacji na dużą skalę. Myślę, że co najmniej jedna czwarta wprowadzanych zmian wynika z konieczności dostosowania produktów do obowiązującego prawa.

Jak długo trwa przygotowanie do wprowadzenia nowości na rynek? I jak wygląda technicznie już sam proces wprowadzenia produktu do obrotu?

To jak przebiega proces wprowadzenia na rynek nowego produktu jest ściśle uzależnione od stopnia skomplikowania kosmetyku – pewne receptury optymalizuje się w kilka dni, inne wymagają tygodni, nawet miesięcy. Podobnie jest z badaniami – w pewnych wypadkach można zrezygnować np. z czasochłonnych testów konserwacji, a w innych konieczne jest prowadzenie badań aplikacyjnych, instrumentalnych trwających kilka tygodni. To co istotne, te badania zawsze powinny być prowadzone dla finalnej formulacji, a więc po procesie optymalizacji składu. Osobną kwestią jest opracowanie kampanii promocyjnej dotyczącej produktu. Jeszcze inną sama produkcja – wstrzelenie się w harmonogramy, szczególnie w ramach produkcji kontraktowej, także wymaga przygotowania. Wszystkich tych etapów nie da się zamknąć w 2-3 miesiącach. Wyjątek stanowi sytuacja modyfikacji produktu już istniejącego na rynku – wówczas ramy czasowe mogą być krótsze.

Panuje przekonanie, że konsumenci coraz częściej wybierają kosmetyki świadomie, zwracają uwagę na skład, bezpieczeństwo. Co dla Pani oznacza termin świadomy konsument?

Świadomy konsument, w moim mniemaniu, nie jest osobą, która ślepo wystrzega się określonych składników w diecie, kosmetykach, detergentach czy wyrobach farmaceutycznych, etc. Świadomy konsument to dla mnie osoba, która rozumie różnicę między zagrożeniem a ryzykiem oraz czuje przekaz Paraselsusa: „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, tylko dawka ma znaczenie”… I w końcu wie, że cały otaczający nas świat to „sama chemia”, a produkty z długą datą przydatności muszą być konserwowane… Tymczasem obserwowany przez nas w ostatnich latach kryzys wizerunkowy nauki jest spowodowany tym, że świadomość konsumenta zbyt mocno budowana jest przez kampanie marketingowe, które nie zawsze są poparte dowodami i należytą wiedzą.

Wiem, że mówię rzeczy niepopularne, nieprzystające do aktualnych trendów marketingowych, ale – tak jak w życiu nie ma sytuacji czarno-białych, mamy bardzo wiele odcieni szarości – podobnie jest z kosmetykami. Jednorazowe spożycie 6 litrów wody, czy kilkudziesięciu gramów soli kuchennej może być śmiertelne. Czy z tego powodu unikamy wody czy soli w pożywieniu? Nie, bo odpowiednie dawki tych substancji są bezpieczne, a wręcz są niezbędne do życia. Podobnie powinniśmy rozumieć narażenie na składniki kosmetyczne: to że kosmetyk zawiera jakąś substancję, nawet uznaną za niebezpieczną dla zdrowia, nie oznacza, że w warunkach stosowania stanowi ona rzeczywiste ryzyko.

Gdyby influencerzy, blogerzy, czy niektóre media nie wypowiadały się w tych kwestiach zamiast toksykologów i specjalistów oceny ryzyka kosmetyków nasz świat byłby piękniejszy (śmiech). Albo przynajmniej powinni pokusić się o to, aby zrozumieć różnicę między zagrożeniem i ryzykiem, bo jest ona kolosalna.

Co więc decyduje o bezpieczeństwie kosmetyków?

Wydaje mi się, że w tym pytaniu musimy zmienić podmiot – nie „co”, ale „kto” decyduje o bezpieczeństwie kosmetyków? Otóż o bezpieczeństwie produktu decyduje zawsze i wszędzie ten, kto go wprowadza do obrotu. Zgodnie z legislacją kosmetyczną jest to tzw. osoba odpowiedzialna. W drugiej linii mamy oczywiście legislatora. W dzisiejszych realiach rynkowych żaden podmiot nie może sobie pozwolić na straty wizerunkowe, ale także na odpowiedzialność karną wynikającą z celowego wprowadzania do obrotu produktów niebezpiecznych dla zdrowia konsumenta.

Legislacja kosmetyczna jest jedną z najbardziej rygorystycznych i zmiennych – ciągle dostosowujemy to, co i w jakich warunkach możemy stosować w kosmetykach, do aktualnego stanu wiedzy. Mamy obszerną listę substancji zakazanych do stosowania w przypadku, gdy ryzyko dla zdrowia jest istotne oraz pokaźne listy substancji dozwolonych do stosowania z ograniczeniami. Obowiązkiem osoby odpowiedzialnej jest zadbanie o to, aby każdy produkt kosmetyczny na rynku był zgodny z aktualną legislacją. Osoba odpowiedzialna musi także posiadać dowody bezpieczeństwa stosowania produktu, takie jak raport oceny bezpieczeństwa, stosowne wyniki badań. W tym kontekście zaufanie do marki, dbającej o odpowiednie standardy jakościowe zyskuje zupełnie inne znaczenie.

A składniki? W sieci, na forach, toczą się niekończące się dyskusję dotyczące tego, które są lepsze i dlaczego? Jak to wygląda z punktu widzenia oceny bezpieczeństwa?

Bezpieczeństwem stosowania składników kosmetycznych zajmuje się Komitet SCCS (Scientific Commitee On Consumer Safety), niezależna grupa toksykologów, która w swojej rygorystycznej, konserwatywnej postawie dotyczącej szacowania ryzyka zaskakuje niejedną firmę kosmetyczną. Komitet jest odpowiedzialny za ocenę tego, w jakich warunkach substancja może być stosowana w kosmetykach. Pamiętajmy także o tym, że składniki kosmetyczne to także chemikalia podlegające legislacji chemicznej, gdzie oceniane jest również zagrożenie dla zdrowia oraz środowiska.

Fora internetowe są pełne dyskusji „składnikowych”, ale czy na pewno komentujący posiadają stosowną wiedzę i doświadczenie do opiniowania składników? Mam wątpliwości.

Istnieje wiele mitów dotyczących składników, tzw. czarne listy składnikowe, które są pełne pozycji opiniowanych przez Komitet SCCS. W mojej ocenie, jeśli składniki są stosowane zgodnie z zaleceniami SCCS i legislacją kosmetyczną – mówienie o ryzyku dla zdrowia jest nadużyciem i w świetle zaleceń dotyczących tworzenia deklaracji marketingowych dla kosmetyków (Rozporządzenie 655/2013) jest zakazane.

Mity kosmetyczne budzą wiele emocji w branży i poza nią. Myślę, że taki dyskusje o składnikach to dla Pani wielki sprawdzian cierpliwości.

Najbardziej denerwują mnie dyskusje na temat „zawiera/nie zawiera”. Samo stwierdzenie, że kosmetyk X zawiera daną substancję Y to za mało, aby określić ryzyko… Ja muszę znać warunki narażenia, czyli stężenie substancji w produkcie gotowym i sposób stosowania wyrobu – dopiero te parametry pozwolą mi oszacować ryzyko. Mamy tutaj niekończące się historie parabenowe, SLS, SLES-free, itp. Śmieszą mnie dyskusje o kosmetykach bezparabenowych, przy jednoczesnym stosowaniu np. niesteroidowych leków zapalnych zawierających p-hydroksybenzoesan metylu, czy propylu – to te same substancje tylko inaczej nazwane! Co więcej, w świecie roślin kwas 4-hydroksybenzoesowy i jego pochodne są powszechnie spotykane – ich źródłem są m.in: jęczmień, truskawki, czarne porzeczki, brzoskwinie, marchew, cebula, ziarna kakaowe, wanilia, winogrona. Czy z tych surowców spożywczych także mamy zrezygnować w imię hasła „produkt nie zawiera”?

Który z mitów uważa Pani za najbardziej niebezpieczny?

Wydaje mi się, że najbardziej niebezpiecznym mitem kosmetycznym są opowieści o rakotwórczych kosmetykach. Pamiętajmy, że zgodnie z art. 15 Rozporządzenia 1223/2009 składniki CMR, czyli działające mutagennie, rakotwórczo i szkodliwie na rozrodczość, są zakazane do stosowania. Oczywiście zaraz podniosą się głosy, że przecież substancje CMR są lub były stosowane w kosmetykach. Prawo nie działa wstecz, także wiedza o chemikaliach i ich wpływie na zdrowie się zmienia. Mówimy tutaj o aktualnym stanie wiedzy, wszędzie tam, gdzie pojawiają się dowody na właściwości CMR substancji bardzo szybko podejmowane są działania legislacyjne mające na celu zminimalizowanie ryzyka dla zdrowia. W pewnych szczególnych przypadkach, np. w przypadku tak popularnej witaminy A, substancja wykazuje właściwości CMR, ale w warunkach kosmetycznej aplikacji ryzyko dla zdrowia jest minimalne. Innym przykładem jest formaldehyd, gdzie uznano, że ryzyko dla zdrowia jest zbyt duże i zakazano stosowania tego składnika. Zawsze tego typu sytuacje wymagają jednak szczegółowej analizy przez Komitet SCCS i są one podstawą do uregulowania stosowania substancji.

Jako toksykologa mierzi mnie także podejście do prowadzenia testów na zwierzętach w odniesieniu do surowców kosmetycznych. Wszyscy wiemy, że obowiązuje nas zakaz prowadzenia testów na zwierzętach wyłącznie do celów kosmetycznych. Zgadzam się oczywiście z tym, że cierpienie zwierząt należy zminimalizować, ale pamiętajmy, że jak na razie nie mamy innych metod oceny toksyczności ogólnoustrojowej, czy rakotwórczości właśnie.

Sprecyzujmy – jest zakaz testowania na zwierzętach składników używanych w kosmetykach, ale nie oznacza to, że składniki te nie zostały już przetestowane w przeszłości.

Tak, myślę, że znakomita większość powszechnie stosowanych surowców kosmetycznych była badana na zwierzętach. Proszę pamiętać, że np. nie ma ograniczeń testowania składników w farmacji. Należy jednak rozumieć, że to, w jaki sposób testy są prowadzone obecnie nie ma nic wspólnego z warunkami, jakie obowiązywały np. w połowie ubiegłego wieku. Dziś nikt nie wyda zezwolenia na wykonanie badań, jeśli surowiec był testowany w przeszłości i wyniki są już dostępne. A same badania są obwarowane obostrzeniami mającymi na celu minimalizowanie liczby zwierząt oraz ich cierpienia. Testy wykonywane są naprawdę w ostateczności.

A jak wygląda praca nad metodami alternatywnymi?

Zakaz testów na zwierzętach to ogromy paradoks legislacyjny, bo obecnie nie wolno nam badać kosmetyków ani składników na zwierzętach, a z drugiej strony Komitet SCCS do oceny bezpieczeństwa stosowania substancji wymaga pełnego dossier toksykologicznego, w tym testów na zwierzętach właśnie. Pomimo ciągłych prac i ogromnych nakładów finansowych na ten cel, dostępne metody alternatywne do testów na zwierzętach są niedoskonałe, nie pozwalają na pełną ocenę toksykologiczną. Z tego względu od 2013 roku obserwujemy impas innowacyjny w zakresie składników regulowanych, takich jak konserwanty, barwniki, filtry UV – w odpowiednich załącznikach do Rozporządzenia 1223/2009 nie pojawiają się nowe pozycje. Branża nie może korzystać z nowych składników, ograniczamy się do tych, które są już dostępne i przebadane.

Wróćmy jeszcze do bezpieczeństwa kosmetyków i procedur legislacyjnych. Ustaliłyśmy, że przeprowadzenie oceny bezpieczeństwa produktu należy do osoby odpowiedzialnej. Jak to się odbywa w praktyce?

Osoba odpowiedzialna zleca wykonanie oceny bezpieczeństwa swoim pracownikom, bądź zewnętrznym safety assessorom. Zgodnie z art. 10 Rozporządzenia 1223/2009: safety assessor to osoba posiadająca dyplom lub inny dowód formalnych kwalifikacji, przyznany w wyniku ukończenia teoretycznych i praktycznych studiów uniwersyteckich w dziedzinie farmacji, toksykologii, medycyny lub innej zbliżonej dyscypliny lub kursu uznawanego przez dane państwo członkowskie za równorzędny. W mojej ocenie samo ukończenie odpowiedniego kierunku studiów czy kursu to początek drogi – ocena bezpieczeństwa wymaga interdyscyplinarnej wiedzy i doświadczenia, a w szczególności znajomości specyfiki branży.

Samo wprowadzenie produktu do obrotu – czy trzeba mieć na to specjalne zgody?

Całościowo za wprowadzenie do obrotu odpowiada osoba odpowiedzialna, z tego względu nie ma tutaj żadnej procedury rejestracji, udzielania zezwoleń, uiszczania opłat itp.

A gdyby okazało się, że kosmetyk wywołuje niepożądane skutki lub zawiera substancje zabronione, kto za to odpowie?

Kosmetyk wprowadzony na rynek podlega monitoringowi – czasami okazuje się, że konieczne jest np. skorygowanie zapachu, lepkości – potrzebne są drobne zmiany recepturowe, to nie stanowi problemu. Obowiązkiem osoby odpowiedzialnej jest także monitoring potencjalnych działań niepożądanych. Jeśli wystąpią łagodnie działania niepożądane, np. reakcja uczuleniowa o łagodnym przebiegu, podrażnienie, należy zastanowić się czy produkt nie wymaga zmian recepturowych. Jeśli liczba notowanych przypadków jest istotna safety assessor może zalecić zmiany w produkcie.

Poważne działania niepożądane wymagają zgłoszenia organom nadzoru, czyli Inspekcji Sanitarnej, i tym bardziej wymagają pogłębionej analizy w kontekście bezpieczeństwa stosowania.

Za wszelkie skutki zdrowotne odpowiada wprowadzający do obrotu, dlatego tak ważne jest przeprowadzenie oceny bezpieczeństwa przez odpowiednio wykfalifikowanego eksperta, który wyłapie ewentualne ryzyko przed wprowadzeniem kosmetyku na rynek.

Z punktu widzenia formalnego celowe wprowadzenie do obrotu produktu zawierającego substancje zabronione podlega odpowiedzialności karnej. Zgodnie z Art. 33. Ustawy o produktach kosmetycznych z 2018 roku: Kto wprowadza do obrotu produkt kosmetyczny z naruszeniem ograniczeń dotyczących substancji, (…) podlega karze pieniężnej w wysokości do 100 000 zł. Ten sam wymiar kary jest przewidziany w przypadku wprowadzenia do obrotu produktu bez przeprowadzonej oceny bezpieczeństwa.

Czy producenci zdają sobie z tego sprawę? Jak ocenia Pani przygotowanie, wiedzę przedsiębiorców na temat prowadzenia działalności? My w redakcji dostajemy telefony tego typu: „Wprowadzam właśnie nową markę na rynek, jakie obowiązują mnie przepisy?” Czy to Panią zaskakuje, że najpierw ktoś tworzy lub sprowadza produkty, a potem zastanawia się nad wymogami prawnymi?

Wydaje mi się, że większość firm jest odpowiednio przygotowana do spełniania wymagań legislacyjnych i jest ich w pełni świadoma. Problemy na pewno występują w przypadku nowych firm, mikroprzedsiębiorstw. Ja również często otrzymuję zapytania o rejestrację kosmetyku, wykonanie oceny bezpieczeństwa na podstawie karty charakterystyki produktu importowanego z krajów azjatyckich. Miałam kiedyś taką sytuację, że skontaktowała się ze mną firma, która zakupiła kilka palet produktów poza Unią Europejską i niestety okazało się, że są to produkty niezgodne z naszą legislacją. Na moją uwagę, że nie da się ich wprowadzić do obrotu pojawiło się najpierw oburzenie, potem łzy. Z jednej strony rozumiem trudne początki, ale czymś niepojętym jest dla mnie rozpoczynanie działalności gospodarczej bez jakiegokolwiek rozeznania branżowego. Bardzo „lubię” również telefony od osób, które chałupniczo produkują kosmetyki, często w domu, w kuchni, chcą je komercjalizować i są zdziwione, że muszą spełniać te same wymagania co wielkie fabryki produkcyjne.

Jak wygląda kontrola produktów, które są dostępne na rynku?

Rozporządzenie UE stanowi, że każde państwo osobno wyznacza organy kontroli kosmetyków i ich producentów. W Polsce nadzór nad wytwarzaniem i wprowadzaniem do obrotu produktów kosmetycznych sprawuje Państwowa Inspekcja Sanitarna, czyli sanepid oraz Inspekcja Handlowa.

Nie tak dawno mieliśmy wyjątkową sytuację z produktami antybakteryjnymi i biobójczymi. Jedna z firm zajmujących się produkcją biobójczych preparatów informowała detalistów, że grozi im odpowiedzialność karna za wprowadzenie na półki produktów niespełniających wymogów i przepisów prawa. Inny przykład to odżywka do paznokci z zakazanym formaldehydem w znanej sieci drogeryjnej. Co detaliści mogą zrobić, żeby uniknąć takich sytuacji, czy faktycznie oni również odpowiadają za to, co wprowadzają na półki?

Odpowiedzialność zawsze spoczywa na wprowadzającym do obrotu, nie ma tutaj wyjątków. Może to być producent, importer, dystrybutor – ten, kto dopełnia wszystkich formalności, o których rozmawiałyśmy. Najczęściej sieci handlowe, detaliści, nie biorą na siebie takiej odpowiedzialności, skupiają się na sprzedaży. Uniknąć takich sytuacji można jedynie poprzez gruntowną znajomość legislacji kosmetycznej. Dobrym rozwiązaniem, kiedy brak nam ekspertyzy, jest skorzystanie z usług firm doradczych, które pomogą rozwiać wątpliwości. Doskonałym źródłem wiedzy i pomocy są także nasze organizacje branżowe: Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego oraz Polskie Stowarzyszenie Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego.

Załóżmy, że jestem kupcem w sieci drogeryjnej, albo po prostu właścicielem drogerii. Jakie dokumenty powinnam zobaczyć zanim zdecyduję się wprowadzić dany produkt do sprzedaży?

Na pewno powinniśmy w takim wypadku otrzymać od klienta potwierdzenie, że produkt przeszedł pozytywnie proces oceny bezpieczeństwa, co można rozumieć jako zgodność z legislacją kosmetyczną oraz został zanotyfikowany w CPNP. To jest niezbędne minimum. Nie spodziewajmy się natomiast od razu udostępnienia pełnej treści raportu oceny bezpieczeństwa czy dokumentacji produktowej, ponieważ są to dane poufne i know-how wprowadzającego do obrotu. Większość firm posługuje się stosownymi oświadczeniami w tym zakresie.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ!

JAK PRZEBIEGA OCENA BEZPIECZEŃSTWA KOSMETYKU?

Proces oceny bezpieczeństwa (OB) kosmetyków jest szczegółowo opisany w legislacji kosmetycznej. Najistotniejsze są: załącznik I Rozporządzenia 1223/2009, wytyczne Komitetu SCCS do oceny bezpieczeństwa (aktualnie 10 poprawka, SCCS/1602/18) oraz Decyzja Wykonawcza w sprawie wytycznych dotyczących załącznika I (2013/674/UE).

Ocena ryzyka związanego ze stosowaniem produktów kosmetycznych w znaczącej mierze dotyczy analizy danych dla składników produktu i zazwyczaj zawiera 4 etapy:

  1. identyfikacja zagrożeń (określenie w jaki sposób substancja może być toksyczna)
  2. charakterystyka zagrożenia (ocena zależności dawka-odpowiedź)
  3. ocena ekspozycji związanej z aplikacją danego wyrobu (ocena, na jaką dawkę substancji konsumenci są narażeni)
  4. charakterystyka ryzyka (porównanie pomiędzy dawkami nie dającymi efektów toksycznych, a dawką związaną z aplikacją kosmetyku)

Pełna ocena ryzyka może być przeprowadzona jedynie wtedy, gdy zarówno zagrożenie, jak i ekspozycja, są możliwe do scharakteryzowania.

Poza analizą składnikową, ostatnim etapem jest weryfikacja danych dla wyrobu gotowego (stabilność, właściwości mikrobiologiczne, tolerancja w miejscu aplikacji, dowody na skuteczność działania, jeśli to działanie związane jest ze zdrowiem (np. kosmetyki promieniochronne, hipoalergiczne, ect.).

Przygotowanie do wprowadzenia produktu na rynek odbywa się w następujących etapach:

  • opracowanie receptury produktu
  • przygotowanie odpowiedniej komunikacji produktowej i oznakowania wyrobu
  • zgromadzenie dokumentacji produktu (tzw. PIF – Product Information File) dot. surowców opakowań, wyników niezbędnych badań potwierdzających stabilność fizykochemiczną, czystość i stabilność mikrobiologiczną, skuteczność i bezpieczeństwo produktu, opis technologii produkcji, etc.
  • przeprowadzenie oceny bezpieczeństwa produktu
  • zgłoszenie produktu do CPNP (Cosmetic Products Notification Portal)
  • dbanie o spełnianie wymagań GMP w trakcie produkcji kosmetyku
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
26.10.2026 10:35
Kto jest wytwórcą opakowania w rozumieniu PPWR? [OKIEM PRAWNIKA]
Agata Grysiak

Jednym z kluczowych pojęć, którymi posługuje się PPWR, jest pojęcie wytwórcy opakowania. Prawidłowe ustalenie, komu przysługuje status wytwórcy, ma istotne znaczenie, ponieważ to właśnie na nim spoczywa szereg obowiązków przewidzianych w PPWR, w tym dotyczących oceny zgodności opakowania z wymaganiami rozporządzenia, sporządzenia dokumentacji technicznej oraz deklaracji zgodności UE.

Co jednak istotne, wytwórcą nie zawsze jest przedsiębiorca, który fizycznie wyprodukował opakowanie. W określonych przypadkach status ten może przysługiwać również podmiotowi, który jedynie zleca jego zaprojektowanie lub wytworzenie. Może się więc okazać, że przedsiębiorca zamawiający opakowania u zewnętrznego dostawcy sam będzie zobowiązany do zapewnienia ich zgodności z PPWR.

Należy przy tym zaznaczyć, że PPWR przewiduje również szczególny wyjątek dotyczący ustalania statusu wytwórcy w przypadku mikroprzedsiębiorców, który zostanie omówiony w odrębnym artykule.

Kto zatem jest wytwórcą opakowania w rozumieniu PPWR i jakie okoliczności mają znaczenie przy ustalaniu tego statusu?

Wytwórcą co do zasady jest ten, kto wytwarza opakowanie lub produkt w opakowaniu

Punktem wyjścia dla ustalenia, kto jest wytwórcą, jest art. 3 ust. 1 pkt 13 PPWR, zgodnie z którym przez wytwórcę należy co do zasady rozumieć każdą osobę fizyczną lub prawną, która wytwarza opakowanie lub produkt w opakowaniu. Nie musi to jednak być podmiot, który fizycznie produkuje opakowanie.

Prawidłowe ustalenie, komu przysługuje status wytwórcy, może być skomplikowane, szczególnie że w procesie prowadzącym do wprowadzenia opakowania do obrotu często uczestniczy kilka podmiotów. Przykładowo producent kosmetyku może zlecić operatorowi logistycznemu zorganizowanie opakowań handlowych oznaczonych nazwą lub znakiem towarowym producenta kosmetyku oraz przepakowanie w nie produktów z opakowań zbiorczych/transportowych. Operator logistyczny zleca następnie wykonanie opakowań wyspecjalizowanemu producentowi opakowań, a po ich otrzymaniu zajmuje się przepakowaniem kosmetyków i przygotowaniem ich do dalszej dystrybucji.

image

PPWR już obowiązuje. Kto może kontrolować wykonanie nowych obowiązków? [OKIEM PRAWNIKA]

W takim przypadku, pomimo zaangażowania kilku podmiotów, za wytwórcę opakowań w rozumieniu PPWR należy co do zasady uznać producenta kosmetyków. Przemawia za tym zarówno wykładnia językowa i celowościowa definicji wytwórcy, jak i wytyczne Komisji Europejskiej dotyczące stosowania PPWR. Decydujące znaczenie ma bowiem to, że opakowania są wytwarzane na zlecenie producenta kosmetyków i pod jego nazwą lub znakiem towarowym, natomiast pozostałe podmioty wykonują czynności związane z realizacją tego zlecenia.

Jak wskazuje Komisja Europejska, konstrukcja definicji wytwórcy w PPWR zakłada, że w łańcuchu dostaw dla danego opakowania występuje tylko jeden wytwórca. Konieczne jest zatem ustalenie, któremu z uczestników tego łańcucha należy przypisać ten status. Znaczenie ma przy tym nie tylko rola poszczególnych podmiotów w procesie projektowania lub wytwarzania opakowania, lecz także to, pod czyją nazwą lub znakiem towarowym opakowanie jest projektowane lub wytwarzane.

Zlecasz wytworzenie lub zaprojektowanie opakowania? Nadal możesz być jego wytwórcą

Co do zasady podmiot, który wytwarza opakowanie (lub produkt w opakowaniu), jest jego wytwórcą. Biorąc jednak pod uwagę realia gospodarcze, powszechną praktyką jest zlecanie innym przedsiębiorcom zaprojektowania lub wytworzenia opakowania (produktu w opakowaniu) pod marką podmiotu zamawiającego.

W takiej sytuacji, zgodnie z podstawową definicją wytwórcy, za wytwórcę mógłby zostać uznany podmiot, który fizycznie wyprodukował opakowanie, np. butelkę oznaczoną znakiem towarowym zamawiającego. PPWR przewiduje jednak w tym zakresie wyjątek – jeżeli dany podmiot zleca zaprojektowanie lub wytworzenie opakowania (produktu w opakowaniu) pod swoją własną nazwą lub swoim własnym znakiem towarowym, to właśnie on jest uznawany za wytwórcę w rozumieniu PPWR (art. 3 ust. 1 pkt 13 lit. a PPWR). Co istotne, zasada ta znajduje zastosowanie nawet wówczas, gdy na opakowaniu lub produkcie w opakowaniu widoczny jest również inny znak towarowy.

image

PPWR od 12 sierpnia 2026 r. – jakie obowiązki już znajdują zastosowanie? [OKIEM PRAWNIKA]

Posiadanie statusu wytwórcy nie wymaga zatem bezpośredniego wykonania opakowania. Przedsiębiorca może powierzyć innemu podmiotowi jego zaprojektowanie, wytworzenie, a nawet wytworzenie całego produktu w opakowaniu i nadal sam pozostawać wytwórcą. Decydujące znaczenie ma w takim przypadku to, na czyje zlecenie oraz pod czyją nazwą lub znakiem towarowym opakowanie albo produkt w opakowaniu są projektowane lub wytwarzane.

Rodzaj opakowania a ustalenie statusu wytwórcy w praktyce

Definicja wytwórcy zawarta w PPWR nie uzależnia bezpośrednio tego statusu od rodzaju opakowania. O tym, który przedsiębiorca jest wytwórcą, decydują przesłanki określone w art. 3 ust. 1 pkt 13 PPWR, niezależnie od tego, do jakiej kategorii zalicza się dane opakowanie. W praktyce jednak sposób organizacji produkcji i wykorzystania poszczególnych rodzajów opakowań może prowadzić do odmiennych rezultatów przy stosowaniu tych samych kryteriów prawnych. Na takie rozróżnienie zwróciła uwagę również Komisja Europejska w wytycznych dotyczących PPWR.

Przykładowo, w przypadku opakowań handlowych, czyli opakowań przeznaczonych do sprzedaży produktu użytkownikowi końcowemu, wytwórcą zazwyczaj nie będzie podmiot, który fizycznie wyprodukował opakowanie. Status ten będzie najczęściej przysługiwał przedsiębiorcy, który wykonuje końcowe czynności związane z przygotowaniem opakowania, napełnia je swoim produktem, a następnie wprowadza opakowanie lub produkt w opakowaniu do obrotu w Unii. Wynika to w szczególności z faktu, że opakowania handlowe są zazwyczaj związane z określoną marką produktu, a podmiot zlecający ich wykonanie ma wpływ na ich wygląd i właściwości.

Z kolei w przypadku opakowań transportowych, czyli opakowań służących do ułatwienia transportu produktów i ochrony ich przed uszkodzeniem, wytwórcą będzie zazwyczaj przedsiębiorca, który fizycznie wyprodukował opakowanie. Wynika to jednak nie z odmiennej definicji wytwórcy, lecz z praktyki rynkowej, w której opakowania transportowe, takie jak folie czy palety, często nie są oznaczane nazwą lub znakiem towarowym przedsiębiorcy wykorzystującego je do transportu swoich produktów. Jeżeli natomiast opakowanie transportowe jest wyraźnie oznaczone nazwą lub znakiem towarowym tego przedsiębiorcy, to co do zasady właśnie on będzie uznawany za wytwórcę.

image

PPWR zmieni branżę kosmetyczną. Kto zapłaci za rewolucję opakowaniową? [FBK 2026]

Należy zatem podkreślić, że sam rodzaj opakowania nie przesądza o przypisaniu statusu wytwórcy określonemu przedsiębiorcy. Przedstawione różnice wynikają z typowych realiów gospodarczych, a nie z ustanowienia przez PPWR odrębnych kryteriów ustalania statusu wytwórcy dla opakowań handlowych i transportowych. W każdym przypadku konieczna jest ocena rzeczywistej roli poszczególnych podmiotów oraz sposobu oznaczenia opakowania lub produktu w opakowaniu. 

Kto zatem jest wytwórcą opakowania w rozumieniu PPWR?

Ustalenie, kto jest wytwórcą opakowania, nie zawsze jest oczywiste. Nie musi nim być podmiot, który fizycznie wyprodukował opakowanie. Znaczenie ma przede wszystkim rola poszczególnych przedsiębiorców w łańcuchu dostaw, to, pod czyją nazwą lub znakiem towarowym opakowanie jest wytwarzane, a w praktyce również rodzaj opakowania.

Prawidłowe ustalenie tego statusu jest szczególnie istotne, ponieważ wiąże się z nim szereg obowiązków wynikających z PPWR. Dlatego przedsiębiorcy, również ci, którzy jedynie zamawiają opakowania u zewnętrznych dostawców, powinni zweryfikować, czy w świetle nowych przepisów nie są uznawani za ich wytwórców.

image
Autorzy: Apl. Radc. Kamil Tychmanowicz i Apl. Adw. Agata Łuksza
Kancelaria Prawna Kruś

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
16.10.2026 09:20
PPWR już obowiązuje. Kto może kontrolować wykonanie nowych obowiązków? [OKIEM PRAWNIKA]
Obecnego stanu prawnego, w którym brakuje krajowej regulacji procedury kontroli i nadzoru PPWR nie należy rozumieć jako stanu pełnej egzekwowalności PPWR, ani jako stanu całkowitego braku kontroli.Agata Grysiak

Od 12 sierpnia 2026 r. przedsiębiorców wiąże zasadnicza część przepisów Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2025/40 z dnia 19 grudnia 2024 r. w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych, zmiany rozporządzenia (UE) 2019/1020 i dyrektywy (UE) 2019/904 oraz uchylenia dyrektywy 94/62/WE (Dz. U. UE. L. z 2025 r. poz. 40) [dalej jako: PPWR] ustanawiających nowe obowiązki przedsiębiorców w zakresie całego cyklu życia opakowań i ich wprowadzania do obrotu.

Samo bezpośrednie stosowanie rozporządzenia unijnego nie rozstrzyga jednak, który organ krajowy może skontrolować ich wykonanie, wydać decyzję nakazującą określone działania albo nałożyć karę. Z punktu widzenia prawa administracyjnego trzeba rozdzielić obowiązywanie normy materialnej, kompetencję organu oraz podstawę zastosowania sankcji.

PPWR podlega systemowi nadzoru rynku

Stwierdzenie, że do czasu uchwalenia polskiej ustawy PPWR w ogóle nie podlega kontroli jest nieprawidłowe. Art. 66 PPWR włącza rozporządzenie 2025/40 do załącznika I rozporządzenia (UE) 2019/1020 w sprawie nadzoru rynku i zgodności produktów. Oznacza to objęcie opakowań dotychczas obowiązującym horyzontalnym unijnym systemem nadzoru rynku, jednak tylko w zakresie rozporządzenia 2019/1020.

Art. 14 obowiązującego już rozporządzenia 2019/1020 tym samym pozwala organom m.in. żądać dokumentacji, prowadzić kontrole, pobierać próbki, badać produkty i żądać działań naprawczych. PPWR uzupełnia ten mechanizm w art. 58–62. W razie stwierdzenia niezgodności możliwe jest także ograniczenie lub zakazanie udostępniania opakowania, jego wycofanie albo odzyskanie. Na poziomie prawa Unii instrumentarium kontrolne zatem istnieje.

Problem właściwości organu pozostaje jednak krajowy

Zgodnie z art. 10 rozporządzenia 2019/1020 państwo członkowskie wyznacza organy nadzoru rynku

i określa zakres ich kompetencji. Sam fakt, że organy wyznaczone na podstawie tego rozporządzenia np. Inspekcja Handlowa albo Inspekcja Ochrony Środowiska należą do krajowego systemu kontroli, nie daje im generalnej kompetencji do egzekwowania całego PPWR. W prawie administracyjnym kompetencji organu nie można domniemywać.

image

PPWR od 12 sierpnia 2026 r. – jakie obowiązki już znajdują zastosowanie? [OKIEM PRAWNIKA]

Polskie prawo nie jest jednak całkowitą pustką. Ustawa z dnia 13 kwietnia 2016 r. o systemach oceny zgodności i nadzoru rynku (t.j. Dz. U. z 2025 r. poz. 568) tworzy krajowy system nadzoru rynku,

a Ustawa z dnia 15 grudnia 2000 r. o Inspekcji Handlowej (t.j. Dz. U. z 2026 r. poz. 656) pozwala kontrolować wyroby przeznaczone dla konsumentów w zakresie spełniania przez nie wymagań wynikających z unijnego prawodawstwa harmonizacyjnego. Zatem, może to stanowić argument

za możliwością weryfikowania części wymagań PPWR odnoszących się do opakowań przeznaczonych dla konsumentów, w tym dokumentacji technicznej, deklaracji zgodności czy parametrów materiałowych, już teraz, czyli przed uregulowaniem kwestii nadzoru PPWR na szczeblu krajowym. Jednakże należy podkreślić, że jest to kwestia wątpliwa, a w przypadku podjęcia działań nadzorczych przez organy przy pozostającym braku odpowiedniej regulacji krajowej, ich prawidłowość będzie rozstrzygana przez sądy administracyjne.

Działają też mechanizmy szczególne. Krajowa Administracja Skarbowa kontroluje na granicach zewnętrznych UE produkty wprowadzane na rynek na podstawie art. 25 rozporządzenia 2019/1020. Ministerstwo Finansów potwierdziło, że kontrola może obejmować opakowania podlegające PPWR, zastrzegając jednak, że organy celne nie są samodzielnym organem nadzoru PPWR. 

Luka instytucjonalna nadal istnieje

Problem braku odpowiedniej regulacji krajowej w zakresie egzekwowania PPWR najlepiej widać na przykładzie art. 15–21 PPWR. Próbując odpowiedzieć na pytanie - „który organ może dziś przyjść do producenta kosmetyków, zażądać dokumentacji technicznej i deklaracji zgodności, a następnie zakazać dalszego udostępniania opakowania?” - na dzień dzisiejszy odpowiedź nie jest całkowicie jednoznaczna. Istnieją podstawy do stosowania mechanizmów nadzoru rynku, lecz nadal brakuje krajowej regulacji, która generalnie i wyraźnie przypisywałaby właściwość organów dla wszystkich kategorii opakowań i obowiązków PPWR.

Dotyczy to zwłaszcza opakowań stosowanych wyłącznie w obrocie b2b oraz obowiązków wykraczających poza klasyczne wymagania produktowe. Sam art. 40 PPWR zakłada konieczność wyznaczenia przez państwa członkowskie właściwych organów do wykonywania i egzekwowania wskazanych obowiązków.

Projekt Ustawy UC100 ma tę lukę uporządkować

Projektowana ustawa o opakowaniach i odpadach opakowaniowych (UC100) ma być m.in. odpowiedzią na aktualny brak regulacji krajowej w zakresie kontroli i nadzoru PPWR. Według stanu prawnego na dzień 7 października 2026 r. projekt ustawy znajduje się nadal w Rządowym Centrum Legislacji. W dniu 9 września br. projekt został przyjęty przez Komitet do Spraw Europejskich w trybie obiegowym, który zarekomendował jego rozpatrzenie przez Stały Komitet Rady Ministrów wraz z protokołem rozbieżności.

Dostępny projekt wskazuje jednak kierunek regulacji modelu kontroli. Zgodnie z art. 7 ust. 1 projektowanej ustawy organem nadzoru rynku w sprawach objętych PPWR ma być właściwy wojewódzki inspektor Inspekcji Handlowej. Art. 189 projektu przypisuje temu organowi kompetencje do wymierzania zasadniczej części kar związanych z wymaganiami produktowymi, pozostawiając określone kompetencje także Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, marszałkom województw i wojewódzkim inspektorom ochrony środowiska.

image

Jerzy Szyda, Pol-Hun/General Fresh: Okres przejściowy rozwiązałby wiele problemów z PPWR

Projekt przewiduje również, że wytwórca wprowadzający opakowanie niezgodne z mającymi zastosowanie wymaganiami art. 5–12 PPWR albo bez prawidłowej oceny zgodności, dokumentacji technicznej lub deklaracji zgodności UE ma wycofać je z obrotu na własny koszt i podlega karze od 10 000 do 2 000 000 zł. Za część naruszeń formalnych przewidziano kary w granicach od 5 000 do 50 000 zł. Natomiast art. 190 ust. 4 projektu ma chronić podmiot, który wykaże dochowanie należytej staranności i podjęcie wszystkiego, czego można było od niego rozsądnie oczekiwać, aby naruszeniu zapobiec.

Nie można jednak traktować tych sankcji tak, jakby już obowiązywały. Są one dopiero rozwiązaniami projektowanymi. Dotyczy to również art. 239 projektu, który jako zasadniczą datę wejścia ustawy w życie wskazuje 12 sierpnia 2026 r., mimo że data ta już upłynęła. Podkreślenia wymaga, że dopóki ustawa nie zostanie uchwalona i ogłoszona, projekt nie może stanowić podstawy nałożenia kary ani rozszerzenia kompetencji organu.

Wnioski

Obecnego stanu prawnego, w którym brakuje krajowej regulacji procedury kontroli i nadzoru PPWR nie należy rozumieć jako stanu pełnej egzekwowalności PPWR, ani jako stanu całkowitego braku kontroli. Egzekwowanie PPWR jest aktualnie niepełne i rozproszone. Obowiązują dotychczasowe unijne mechanizmy nadzoru rynku, kontrola graniczna, regulacje sektorowe oraz istniejące kompetencje krajowych organów. Natomiast brakuje w szczególności bezpośredniego przypisania właściwości konkretnym organom oraz pełnego systemu sankcji dostosowanego do PPWR.

Dla przedsiębiorcy nie oznacza to jednak zwolnienia z obowiązków przewidzianych w PPWR, jako że obowiązuje ono w zasadniczej części bezpośrednio od 12 sierpnia 2026 r. Jednak obecny stan prawny oznacza dla organów administracji  konieczność szczególnie starannego wskazania podstawy kompetencyjnej każdego działania w zakresie nadzoru PPWR. UC100 ma ten stan uporządkować, ale dopóki pozostaje projektem, przewidziane w nim rozstrzygnięcia nie mogą być utożsamianie z obowiązującą normą kompetencyjną ani sankcyjną.

image
Autor: Apl. Radc. Kamil Tychmanowicz
Kancelaria Prawna Kruś
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
27. październik 2026 05:18