StoryEditor
Beauty
22.01.2011 00:00

Aldona Orman: Najlepszy kosmetyk to pozytywna energia

Wywiad z Aldoną Orman –  aktorką filmową i telewizyjną. Szerokiej publiczności znana jest z ról w popularnych serialach „Klan”, „Plebania”, „Pierwsza miłość”, „Ojciec Mateusz”. Widzowie mogli ją zobaczyć również m.in. w takich produkcjach jak: „Życie jak poker”, „Glina”, „Przeznaczenie”. Od 1999 roku związana jest z Teatrem Kwadrat w Warszawie. Wcześniej występowała na deskach niemieckich teatrów: Theater Labor, Modernes Theater, Werkstatt Theater, Pathos-Transport Theater  w Monachium. Prywatnie mama 2-letniej Idalki.

 

Czy ma pani swoją definicję kobiecego piękna?
Dla mnie piękno jest nie tylko fizyczne, bo to jest ulotne i dla każdego znaczy co innego. Myślę, że piękno to jest coś, co przykuwa uwagę. Są kobiety, których nie nazwałybyśmy klasycznymi pięknościami, ale mają to „coś”, co trudno zdefiniować, ale co sprawia, że chce się z nimi nawiązać kontakt, przebywać, rozmawiać. Mają charyzmę. Piękno wynika z ich zachowania, gestu, słowa, harmonii, którą mają w środku, z ich dobroci… Tak, chyba najbardziej przyciąga uwagę dobroć i pozytywna energia.
Z pani też bije pozytywna energia. Mam wrażenie, że można by się wręcz nią ogrzewać w zimne wieczory.
Nie jestem ideałem, każdy ma swoje złe i dobre strony, czasem i ze mnie wychodzi to, co paskudne (śmiech). Ale mam silną świadomość i przekonanie, że człowiek fizyczny, nawet o najpiękniejszej powierzchowności, bez wnętrza, ducha, duszy – każdy nazywa to inaczej – jest po prostu niepełny. Pracuję więc nad tym, żeby być w pełni człowiekiem.
Czy wierzy pani w dobrą i złą energię, która drzemie w ludziach?
Tak. Wierzę, że nic w naszym życiu nie dzieje się przypadkiem. Wierzę też, że ludzie mogą wytwarzać dobrą i złą energię. Jeśli się jest pozytywnie rozedrganym – myślę, że to określenie również do mnie pasuje – to przyciąga się fajnych ludzi. I odwrotnie – ludzie ponurzy, pesymistycznie nastawieni do życia, najczęściej obracają się w gronie podobnych sobie.
Stara się pani unikać ludzi, którzy emanują złą energią?
Nie zawsze jest to możliwe. Raczej staram się szukać porozumienia.
Jest pani człowiekiem kompromisu?
Byłabym nieszczera, gdybym powiedziała, że tak. Bo różnie to bywa (śmiech). Kompromis zależy od okoliczności, sytuacji, relacji z daną osobą. Jestem konkretna i dużo od siebie wymagam. Kiedyś myślałam, że mogę być równie wymagająca wobec innych. Denerwowałam się, że ktoś nie widzi według mnie rzeczy oczywistych. Dziś wiem, że nie każdego stać na to samo, a czasem ma po prostu inną perspektywę, inny bagaż doświadczeń. Chińczycy mówią: „Bądźcie surowi dla siebie samych, pobłażliwi dla innych, a nie będziecie mieli wrogów”. Ale przyznam, że

– jeśli miałabym to odnieść do mojego zawodu – bywa to bardzo trudne. Gdy czuję więc, że pracując z daną osobą nie dojdę do dobrych efektów, to już wiem, że nie ma sensu zatrzymywać się w połowie drogi. Czasem lepiej jest się po prostu wycofać.
Wiele kobiet mówi, że ich spojrzenie na świat i ludzi zmienia się wraz z urodzeniem dziecka. Nazywają to nawet eksplozją nadwrażliwości. Czy w pani przypadku było podobnie?
Moje spojrzenie na życie zmieniło się wcześniej, przed urodzeniem córeczki i było związane z ciężkimi osobistymi przeżyciami. Na szczęście mam ten rozdział za sobą. Od tego momentu zaczęłam jednak szukać innej drogi w życiu, spojrzałam na nie i na ludzi z innej perspektywy. Oczywiście, jak każda mama, jestem teraz jeszcze bardziej wrażliwa na sprawy związane z dziećmi. To naturalne, że te pokłady wrażliwości uaktywniają się w nas, kobietach, po urodzeniu dziecka. Kocham swoją córeczkę nad życie, jednak nie jestem matką nadwrażliwą. Nie zwariowałam, nie trzęsę się nad nią. Po prostu więcej rzeczy robimy teraz razem z Idalką. A kiedy wychodzę do pracy, muszę być absolutnie pewna, że mała jest „zagospodarowana” – bezpieczna, najedzona, zdrowa, uśmiechnięta. Wtedy ja mogę skupić się na swoich zajęciach. Równowaga, o której mówiłyśmy, też jest potrzebna w byciu mamą, kobietą i aktorką. Właśnie wracam do bardziej intensywnej pracy. Pierwszy okres po narodzinach poświęciłam dziecku, trudno było mi powierzyć opiekę nad córeczką dochodzącej osobie, gdy Idalka była malutka. Ale teraz ma dwa latka i gdy zadzwonię do domu, to zdaje mi szczegółową relację ze wszystkiego, co się wydarzyło.
Myślę, że niejednej osobie kłóci się ten wizerunek zwykłej kobiety-mamy z tym, jak myśli się o aktorkach, kobietach show-biznesu: na wszystko je stać, nie zajmują się przyziemnymi sprawami, brylują na bankietach.
Ależ przecież my, kobiety, jesteśmy takie same, mamy te same uczucia, martwimy się o dom, najbliższych, czasem czujemy się piękne, czasem mamy gorsze dni i nie chce nam się spojrzeć w lustro. Aktorstwo to taki sam zawód jak bycie dziennikarką czy kelnerką – każdy niesie ze sobą jakieś wyzwania, ma wady i zalety. Dziwny obraz artystów, ludzi kultury został ostatnio stworzony w mediach – powiedziałabym „napompowany” – wszyscy muszą być „naj”. Każdy krok, gest, ubiór jest poddawany krytyce. Czytelnicy gazet, portali internetowych nie mają nawet świadomości, jak bardzo przedstawiany wizerunek danej osoby bywa daleki od prawdy. A to ma ogromne znaczenie w kontekście dzisiejszej szalonej pogoni za idealną figurą, najmodniejszym wyglądem, młodością – dziewczyny popadają w depresję, chorują na anoreksję, bulimię, bo nie mogą dorównać sztucznie stworzonemu ideałowi. Ideałowi, którego tak naprawdę nie ma! Czy zmarszczki to powód do rozpaczy? Można opóźnić ich pojawianie się, ale ich nie unikniemy i to jest zupełnie normalne. Wszyscy się starzeją. Gwiazdy też.
Pani wygląda świetnie. Korzysta pani z zabiegów medycyny estetycznej?
Korzystam z fal radiowych i jestem bardzo zadowolona z efektów, polecam. Poddawałam się też zabiegom endermologii, które pomogły mi wrócić do dobrej formy po ciąży. Każda kobieta lubi wyglądać dobrze, ja też. Dziś mamy większe możliwości, niż 20 lat temu, żeby czuć się lepiej w swoim ciele. Daje je nam nauka, medycyna, kosmetologia. Byłoby dziwne gdybyśmy z nich nie korzystały. To tak, jakby mając do wyboru wiele herbat oprócz czarnej, nigdy nie spróbować innego smaku. Jak we wszystkim, tak i w dbaniu o urodę trzeba jednak zachować umiar, równowagę. Fizyczny wygląd w ogromnej mierze związany jest z naszą kondycją psychiczną i zdrowiem. Najpierw trzeba o nie zadbać.
Kiedy sięgnęła pani po pierwsze kosmetyki? Była pani małą kobietką czy raczej chłopczycą?
Mam starszą siostrę, wiadomo co to oznacza – podglądanie, podkradanie kosmetyków. Zdecydowanie byłam kobietką, ale muszę przyznać, że w porównaniu do mojej córeczki, która już wie, do czego służy tusz, pędzelki, ma swoje kosmetyki, którymi można udawać, że się maluje – zaczynałam późno (śmiech).
A dziś pokazuje się pani bez makijażu?
Oczywiście. Jeśli tylko nie muszę, nie maluję się. Najwyżej lekko przypudruję twarz. A gdy bardzo nie chcę, żeby mnie oglądano bez makijażu, zakładam ciemne okulary (śmiech).
Przypuszczam, że ma pani dość ciągłego nakładania i zmywania charakteryzacji na planie filmowym i w teatrze. Cera bardzo cierpi?
Nie… teraz kosmetyki są naprawdę świetne. W teatrze używam dokładnie tego samego fluidu, który stosuję na co dzień. Nakładam go tylko odrobinę grubiej, bo w silnych światłach cera inaczej wygląda. Jest makijaż, potem się go zmywa, nawilża skórę i wszystko jest w porządku.
Ulubione kosmetyki?
Dobre jakościowo. Niestety, wiele produktów to dziś czysty marketing, nie spełniają obietnic składanych w reklamach. Ale mam swoje ulubione marki. Z selektywnych, pielęgnacyjne kosmetyki Kanebo i Shiseido są dla mnie bezwzględnie najlepsze. Odkryłam też kosmetyki apteczne, zachwyciłam się na przykład marką Bioderma. Jeśli chodzi o kosmetyki do makijażu, lubię Estée Lauder, Diora, Helena Rubinstein ma bardzo dobre cienie, a Bourjouis – róż do twarzy.
Jak pani się relaksuje?
Najchętniej podróżuję. Gdy tylko mam wolną chwilę, pakuję się i wyjeżdżam w ciepłe miejsca. Idalka oczywiście lata razem z nami. Swoją pierwszą podróż samolotem odbyła, gdy miała sześć miesięcy. Jestem zakochana w Azji. Są tam miejsca i krajobrazy, których nie znajdzie się nigdzie. Ale w Polsce też mam swoje ulubione ścieżki. Ustroń, Wisła, Brenna, czyli Beskid Śląski – przepiękne miejsca i wspaniali ludzie. Uwielbiam przyrodę i właśnie na łonie natury najpełniej wypoczywam.
A domowe Spa, bardzo dziś modne?
Nie jest łatwo (śmiech). Jeśli już relaks w wannie, to tylko razem z córeczką. Pachnidła, dużo piany i dużo zabawy. Bardzo chętnie robię sobie w domu maseczki nawilżające, pilingi – podstawowe zabiegi. I ćwiczę na siłowni, oczywiście z Idalką (śmiech). Jest już zaprzyjaźniona ze wszystkimi urządzeniami. Bywamy też razem w kinie. Ale do teatru wybieram się sama. Już bardzo zatęskniłam za sceną…

Rozmawiała
Katarzyna Bochner

NIE MOGĘ SIĘ OBEJŚĆ BEZ:

Tusz do rzęs: DIOR SHOW ICONIC lub RIMMEL INTENSE BLACK SEXY CURVES
– zapewnia intensywne wydłużenie, pogrubienie i intensywnie czarny kolor od rana do wieczora, cena również jest bardzo przyjazna
Fluid: KANEBO SENSAI CELLULAR PERFORMANCE CREAM FUNDATION NR CF22-NATURAL BEIGE
– kryje niedoskonałości, nie robiąc jednocześnie efektu maski
Pomadka: na co dzień zawsze nawilżająca firmy BEBE lub NIVEA. Gdy chcę nieco natłuścić usta
– używam granatowej Nivea. Kolorowe pomadki stosuję rzadziej, ale lubię kolory MAX FACTORA
Baza pod makijaż: tylko SEPHORA-LISSANTE
Kremy: KANEBO – szczególnie linia CELLULAR PERFORMANCE oraz BIODERMA – najbardziej lubię linię Matriciane. Chętnie też używam kosmetyków IWOSTIN – dobrych polskich, opartych na wodzie termalnej z Iwonicza-Zdroju, a także doskonałych kosmetyków polskiej firmy ZIAJA, zarówno z serii oliwkowej, kakaowej czy z mleka koziego. Ziaja ma też rewelacyjne kosmetyki do kąpieli, a także kremy do rąk, choćby z serii jaśminowej.
Mleczko do ciała: LA ROCHE-POSAY, ZIAJA, BIODERMA
Perfumy: FIRST-VAN CLEEF & ARPELS; EURFORIA CALVIN KLEIN; MUST CARTIER; LOLITA LEMPICKA; CODE ARMANI


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zapachy
12.10.2026 16:09
e.l.f. wchodzi w zapachy i pielęgnację ciała. Czy ma szansę przebić liderów?
e.l.f. rozszerza portfolio o zapachy. Przed marką trudna walka o ryneke.l.f Cosmetics

e.l.f. Beauty rozszerza działalność o zapachy i pielęgnację ciała. Marka, która zbudowała pozycję na przystępnym cenowo makijażu, chce wykorzystać popularność produktów zapachowych. W nowym segmencie czeka ją jednak silna konkurencja – od Bath & Body Works po Sol de Janeiro.

W tym artykule przeczytasz

  • Zapachy kuszą marki. Ale konkurencja nie czeka ...
  • Niska cena to za mało, by odebrać klientów liderom
  • Rozpoznawalność marki nie przenosi się automatycznie na nową kategorię
  • e.l.f. musi zbudować nową pozycję, nie tylko poszerzyć ofertę

e.l.f. Beauty wchodzi w kolejną kategorię rynku kosmetycznego. Firma uruchomiła e.l.f. POP – linię zapachów i produktów do pielęgnacji ciała, która ma rozwijać się wokół kompozycji inspirowanych konkretnymi miejscami. Pierwsza kolekcja, e.l.f. POP: Tromsø, to limitowana edycja przygotowana na sezon świąteczny. Jej motywem przewodnim jest norweskie miasto i zimowa sceneria, a zapach Spicy Bundt Nice łączy nuty korzennego ciasta, skórki pomarańczy, kardamonu, cedru i piżma.

Debiutancka kolekcja obejmuje mgiełkę zapachową, krem do ciała i zestaw podróżny. Ceny na rynku amerykańskim wynoszą odpowiednio 13, 13 i 12 dolarów. W projekt zaangażowano norweską ilustratorkę Esrę Røise, odpowiedzialną za oprawę wizualną, oraz artystkę Skaar, która przygotowała ścieżkę dźwiękową kampanii. Pełniejsza oferta e.l.f. POP, z kolejnymi zapachami inspirowanymi różnymi miejscami, ma zostać zaprezentowana w styczniu 2027 roku.

To kolejny krok w rozszerzaniu portfolio e.l.f. Beauty. Firma rozwijała już działalność poza makijaż, m.in. w pielęgnacji skóry i włosów, a wcześniej testowała zainteresowanie zapachami poprzez współpracę z H&M. Teraz stawia na własną linię, która ma szansę stać się osobnym filarem oferty.

image

Cła i oszczędni klienci: Elf Beauty notuje spadki

Zapachy kuszą marki. Ale konkurencja nie czeka ...

Decyzja e.l.f. nie jest przypadkowa. Zapachy i produkty do pielęgnacji ciała należą do kategorii, które przyciągają uwagę marek poszukujących nowych źródeł wzrostu. Mgiełki zapachowe są dostępniejsze cenowo niż wiele klasycznych perfum, a przy tym dobrze wpisują się w popularność wieloetapowych rytuałów pielęgnacyjnych i łączenia kilku produktów zapachowych. Marki mogą budować całe kolekcje wokół jednej kompozycji, sprzedając mgiełkę, balsam, krem czy produkty do włosów.

Problem w tym, że e.l.f. nie odkrywa niezagospodarowanego rynku. W segmencie mgiełek i zapachowej pielęgnacji ciała działają już marki z rozpoznawalnymi kompozycjami, lojalnymi klientami i rozbudowanymi systemami sprzedaży. Bath & Body Works od lat rozwija ofertę sezonowych zapachów i produktów do ciała, a Sol de Janeiro zbudowało silną rozpoznawalność wokół charakterystycznych kompozycji oraz całych linii pielęgnacyjno-zapachowych. Istotnym graczem pozostaje również Victoria’s Secret, a konkurencję uzupełniają zarówno duże koncerny kosmetyczne, jak i młodsze marki rozwijające sprzedaż przede wszystkim w internecie. 

W takim otoczeniu samo wejście do kategorii nie daje przewagi. e.l.f. musi przekonać konsumentów, że jego produkty są warte uwagi obok marek, które już mają własne zapachowe bestsellery i wypracowały rozpoznawalny styl. Klient kupujący kolejną mgiełkę nie podejmuje decyzji wyłącznie na podstawie ceny. Znaczenie mają również trwałość i charakter zapachu, opakowanie, doświadczenie z produktem oraz to, czy dana kompozycja staje się rozpoznawalna w mediach społecznościowych.

Niska cena to za mało, by odebrać klientów liderom

Przystępna cena od lat stanowi jeden z fundamentów strategii e.l.f. Marka zdobyła popularność, oferując produkty do makijażu, które pozwalają konsumentom testować trendy bez wydawania kwot typowych dla segmentu premium. W nowej kategorii może wykorzystać tę samą przewagę, szczególnie wśród młodszych odbiorców i osób, które chcą eksperymentować z zapachami bez dużego wydatku.

Tyle że rynek mgiełek już oferuje szeroki wybór produktów w przystępnych cenach. Bath & Body Works opiera swoją pozycję na szerokości asortymentu, sezonowych premierach, dostępności i mechanizmach lojalnościowych. Sol de Janeiro udowodniło z kolei, że zapach produktów do ciała może stać się znakiem rozpoznawczym marki i napędzać zainteresowanie całym portfolio. 

Dla e.l.f. oznacza to konieczność znalezienia własnego wyróżnika. Cena może ułatwić pierwszą próbę, ale nie gwarantuje powrotu klienta. W przypadku makijażu konsument może szybko ocenić kolor, krycie czy łatwość aplikacji. Przy zapachu decyzja jest bardziej subiektywna, a przywiązanie do konkretnej kompozycji często buduje się z czasem. Marka będzie więc musiała udowodnić, że e.l.f. POP oferuje coś więcej niż atrakcyjnie wyceniony produkt z modnymi nutami.

image

Sol de Janeiro ma nowy cel: mężczyźni. Marka wchodzi do segmentu męskich zapachów

Rozpoznawalność marki nie przenosi się automatycznie na nową kategorię

e.l.f. ma istotny atut – własną społeczność i rozpoznawalność wśród konsumentów beauty. Firma potrafi prowadzić komunikację w mediach społecznościowych, reagować na trendy i rozwijać produkty, które szybko zdobywają zainteresowanie. W nowej kategorii może wykorzystać te kompetencje do budowania świadomości e.l.f. POP.

Nie oznacza to jednak, że sukces w makijażu automatycznie przełoży się na sprzedaż zapachów. Konsumenci mogą ufać marce w kwestii tuszu do rzęs czy różu, ale przy wyborze mgiełki kierować się zupełnie innymi kryteriami. Zapach jest silnie związany z osobistymi preferencjami i wizerunkiem. Nie wystarczy więc, że produkt jest viralowy albo ma atrakcyjne opakowanie... musi jeszcze odpowiadać gustom odbiorców.

Ważne będzie także to, czy e.l.f. POP pozostanie sezonowym projektem, czy stanie się pełnoprawną linią z własnymi bestsellerami. Limitowana kolekcja inspirowana Tromsø może przyciągnąć uwagę w okresie świątecznym, ale długofalowa obecność na rynku wymaga regularnego rozwijania oferty i budowania powtarzalnych zakupów. Zapowiedziane na styczeń 2027 roku kolejne kompozycje będą pierwszym sygnałem, jak firma zamierza rozwijać ten kierunek.

e.l.f. musi zbudować nową pozycję, nie tylko poszerzyć ofertę

Ekspansja ma biznesowy sens. Pozwala marce docierać do konsumentów w kolejnych momentach ich codziennych rytuałów i zwiększać liczbę kategorii, w których mogą wybierać jej produkty. e.l.f. Beauty ma zresztą za sobą okres mocnego wzrostu. W pierwszym kwartale roku fiskalnego 2027, zakończonym 30 czerwca 2026 roku, przychody firmy wzrosły o 36 proc. rok do roku. Spółka podniosła też prognozę wzrostu sprzedaży na cały rok fiskalny do 18–20 proc. 

Dobre wyniki i silna marka dają firmie przestrzeń do testowania nowych kategorii, ale nie rozwiązują problemu konkurencyjności. Na rynku zapachów e.l.f. będzie konkurować nie tylko ceną, lecz także rozpoznawalnością kompozycji, szerokością oferty, dostępnością i lojalnością klientów wobec istniejących marek.

Największym wyzwaniem nie będzie więc samo wprowadzenie mgiełek i kremów do ciała, ale sprawienie, by konsumenci zaczęli traktować e.l.f. jako markę zapachową. Na zatłoczonym rynku łatwo zdobyć chwilowe zainteresowanie premierą. Znacznie trudniej zbudować linię, po którą klienci będą wracać, nawet gdy zniknie efekt nowości.

 

Źródło: Beautypackaging.com

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
12.10.2026 10:02
Sprawdź jak zasada 6-2-7 porządkuje wybór w świecie K-beauty
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu. / Materiał Partnera
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
/ Materiał Partnera
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
/ Materiał Partnera
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Wyzwaniem dla kupców i Category Managerów w sieciach drogeryjnych oraz dyskontowych nie jest już pytanie czy posiadać w ofercie koreańską pielęgnację, ale jak efektywnie zarządzać nią na półce bez ryzyka paraliżu decyzyjnego u konsumentki i generowania nadmiernych zapasów magazynowych. / Materiał Partnera
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Gallery

Świat koreańskiej pielęgnacji słynie z bogactwa formuł, składników i innowacji. Gdy marka oferuje kilkadziesiąt produktów odpowiadających na różnorodne potrzeby skóry, kluczowa staje się prosta i intuicyjna nawigacja. Koreańska marka SKIN627 stworzyła autorski system 6-2-7 – przejrzysty i prosty algorytm, który pomaga konsumentkom bezbłędnie komponować własne, dopasowane zestawy pielęgnacyjne.

Eksport koreańskich kosmetyków w 2025 roku wygenerował wartość 11,43 miliarda dolarów, notując ponad dwunastoprocentowy wzrost rok do roku. Korea Południowa zajmuje pozycję drugiego największego eksportera kosmetyków na świecie. Kategoria K-Beauty przestała być sezonowym trendem napędzanym mediami społecznościowymi. Stała się stałym, wysokomarżowym filarem handlu detalicznego.

Żeby jednak w pełni wykorzystać trend K-Beauty w Polsce trzeba go dobrze zrozumieć i dopasować ofertę do oczekiwań polskiej klientki. Koreańskie rutyny i rytuały muszą tutaj pogodzić się ze słowiańską cerą i europejskim klimatem. Należy też pamiętać, że przy pierwszym kontakcie wieloetapowe procesy mogą onieśmielać, stąd kluczowa jest dobra komunikacja i nawigacja po ofercie.

6-2-7: Uporządkowana odpowiedź na każdy problem skóry

Szerokie portfolio marek azjatyckich często prowadzi do przebodźcowania klienta. Niezrozumienie funkcji produktu wydłuża proces zakupowy lub prowadzi do rezygnacji. Marka SKIN627 eliminuje to ryzyko za pomocą sprzętowego wręcz algorytmu 6-2-7. 

Cyfra sześć definiuje punkt wyjścia, pokrywając najczęstsze wyzwania dermatologiczne. Dwójka przyporządkowuje każdemu problemowi ścisły duet składników aktywnych. Siódemka zamyka proces, oferując pełne spektrum formatów produktowych. 

image
Niezrozumienie funkcji produktu wydłuża proces zakupowy lub prowadzi do rezygnacji. Marka SKIN627 eliminuje to ryzyko za pomocą sprzętowego wręcz algorytmu 6-2-7.
Materiał Partnera

Klientka nie musi posiadać wiedzy chemicznej czy doskonale orientować się w składach. Czytelny komunikat na opakowaniu przejmuje rolę doradcy. Ta dwuskładnikowa nawigacja drastycznie obniża ryzyko błędu zakupowego. Z perspektywy zarządzania kategorią jest to darmowy, wbudowany w produkt system nawigacji, który płynnie prowadząc konsumenta od identyfikacji problemu do finalizacji transakcji

Synergia duetów: Składniki, które wspierają swoje działanie

Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.

Ceramidy i pantenol: Ochrona i odbudowa bariery

Uszkodzona bariera hydrolipidowa generuje powtarzalny problem, który przyciąga klientkę po skuteczne produkty. Konsumentka z szorstką, reaktywną i przesuszoną skórą to klientka lojalna, wymuszająca stałą dostępność ratunkowego produktu na półce. Krem CERAMIDE with PANTHENOL Intense Cream (50 g) precyzyjnie przejmuje ten koszyk zakupowy, oferując skuteczną regenerację i bezpieczeństwo klienta.

- Cholesterol to jeden z moich ulubionych surowców kosmetycznych, pięknie regeneruje, więc staram się go wypatrywać - tutaj w połączeniu z kompleksem 5 ceramidów naprawdę pomaga utrzymywać szczelną i prawidłowo funkcjonującą barierę naskórkową - mówi Zuzanna Panuszewska, mgr kosmetologii.

Kolagen i peptydy: Zagęszczenie i elastyczność

W odpowiedzi na potrzeby skóry tracącej sprężystość SKIN627 oferuje serum COLLAGEN with PEPTIDE Facial Serum (50 ml). Wykorzystano w nim hydrolizowany kolagen o małej cząsteczce, co poprawia jego wnikanie, oraz zaawansowany kompleks peptydów (w tym tripeptyd miedziowy i peptydy o działaniu wygładzającym). 

Zamiast typowych 30 ml, producent oferuje opakowania 50 ml. Dla klienta to ważny argument. Jednocześnie szybszy efekt wizualny na skórze gwarantowany zastosowanymi składnikami to również gwarancja regularnych powrotów klientek do sklepu po uzupełnienie zapasów.

PDRN i kolagen: Nowa generacja regeneracji

Polinukleotydy (PDRN) opuściły sektor gabinetowy. Obecnie to silnie rotujący surowiec na półce drogeryjnej. Skuteczna sprzedaż wymaga szybkiego reagowania na sprecyzowane oczekiwania docelowych odbiorców. 

Ampułka PDRN COLLAGEN Ampoule (34 ml) precyzyjnie monetyzuje tę intencję zakupową. Producent zaimplementował w formule roślinny PDRN (Sodium DNA) wsparty stężeniem 14 700 ppm wody kolagenowej oraz adenozyną. Wprowadzenie na półkę produktu opartego na zaawansowanych składnikach bezpośrednio buduje wiarygodność i wzbudza zaufanie konsumenta.

Potencjał sprzedażowy tej innowacji potwierdza Zuzanna Panuszewska. – Sama mam skórę reaktywną i alergiczną, więc na mojej półce zawsze stoją produkty regenerujące. Oczywiście CICA pozostaje w moim sercu, ale nowość od SKIN627 z PDRN jest naprawdę warta uwagi. Zaskakująco lekkie serum sprawdzi się wszystkim rodzajom skóry, również mieszanym i tłustym, które potrzebują wsparcia przy retinoidach, kwasach albo kuracjach dermatologicznych. Jednocześnie adenozyna i hydrolizowany kolagen fajnie dodają sprężystości i zdrowo napinają skórę.

image
Polinukleotydy (PDRN) opuściły sektor gabinetowy. Obecnie to silnie rotujący surowiec na półce drogeryjnej. Skuteczna sprzedaż wymaga szybkiego reagowania na sprecyzowane oczekiwania docelowych odbiorców. 
Materiał Partnera

Retinol i bakuchiol lub pantenol: Retinoidy bez obaw

Dla osób poszukujących efektu odnowy skóry, ale obawiających się podrażnień typowych dla kuracji retinoidami, SKIN627 przygotowało dwa dopełniające się rozwiązania. Krem SKIN627 Retinol with Bakuchiol Intense Cream (50 g) oraz ampułka Retinol Panthenol Ampoule (34 ml) bazują na łagodzeniu potencjalnych podrażnień. Bakuchiol i pantenol amortyzują agresywne działanie retinoidów. Konsument otrzymuje wysoce tolerowany produkt, a drogeria unika problemu niezadowolonych klientów i zwrotów.

Modułowa pielęgnacja SKIN627

K-Beauty od dawna nie jest modą z mediów społecznościowych, a stało się stałym, wysokomarżowym filarem kategorii Beauty w polskim handlu detalicznym. Wyzwaniem dla kupców i Category Managerów w sieciach drogeryjnych oraz dyskontowych nie jest już pytanie czy posiadać w ofercie koreańską pielęgnację, ale jak efektywnie zarządzać nią na półce bez ryzyka paraliżu decyzyjnego u konsumentki i generowania nadmiernych zapasów magazynowych.

Marka SKIN627 oferuje dojrzały, komercyjny model Smart Care. Szerokie portfolio marki (ponad 40 wyspecjalizowanych SKU w pełnym wachlarzu formatów: od bestsellerowych maseczek w płachcie, przez innowacyjne Toner Pads, po ampułki i kremy) nie stanowi w tym przypadku obciążenia ale umożliwia odpowiedzenie na zróżnicowane problemy współczesnych, wymagających klientek.

Ograniczenie listingu wyłącznie do popularnych i symbolicznych dla trendu K-beauty maseczek to mrożenie kapitału na najniższych marżach. Koreańska kosmetyka ujawnia swój pełen potencjał przy implementacji całościowych rutyn pielęgnacyjnych, które konsumują wypracowane już zaufanie do marki. Pełna specyfikacja asortymentowa niezbędna do optymalizacji półki znajduje się na platformie B2B.

image
Wyzwaniem dla kupców i Category Managerów w sieciach drogeryjnych oraz dyskontowych nie jest już pytanie czy posiadać w ofercie koreańską pielęgnację, ale jak efektywnie zarządzać nią na półce bez ryzyka paraliżu decyzyjnego u konsumentki i generowania nadmiernych zapasów magazynowych.
Materiał Partnera
ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
12. październik 2026 17:58