StoryEditor
Beauty
10.04.2014 00:00

Katarzyna Maria Zielińska: Piękno płynie z miłości

Szczupła, skromna blondynka, ale jak wychodzi na scenę, nie sposób oderwać od niej oczu – Katarzyna Maria Zielińska, aktorka związana z warszawskim Teatrem Powszechnym. Szerszej widowni znana jest z serialu „BrzydUla”, w którym wcieliła się w rolę Eli. Obecnie można ją obejrzeć m.in. w „Romeo i Julii” oraz w świetnie przyjętym przez krytykę monodramie „Rewolucja balonowa” w Teatrze Powszechnym. Wkrótce także odbędzie się premiera filmu z jej udziałem, pt. „Arbiter uwagi”. Zarówno w teatrze, jak i przed kamerą, daje z siebie sto procent i pokazuje, że pod powłoką grzecznej Kasi drzemie prawdziwy wulkan energii.

Agnieszka Saracyn-Rozbicka: Jonathan Carroll napisał, że „Jedyny sposób, by oszpecić piękno, to ukazać jego szaleństwo”...
Katarzyna Maria Zielińska:
Nie pociąga mnie oszpecanie piękna ani szaleństwo. Dla mnie piękno jest wtedy, gdy patrzymy na drugiego człowieka z otwartym sercem. Piękno jest wtedy, gdy patrzymy ukochanej osobie w oczy i czujemy, że możemy tak trwać i trwać. Piękno jest, gdy podchodzimy do naszego życia, zarówno prywatnego, jak i zawodowego, z pasją i miłością, gdy wiemy, że to co robimy, ma dobre skutki – również dla innych. Piękno – gdy nagle przychodzi wiosna i można ściągnąć kurtki, a ciepły wiatr przyjemnie tańczy pomiędzy spacerującymi przechodniami.
Aktorstwo to była miłość od pierwszej recytacji?
K.M.Z:
Już jako mała dziewczynka, stojąc w sklepie po słynne mleko w butelce, obserwowałam ludzi. Zastanawiałam się, skąd są, co robią, jakie mają zamiłowania, czy lubią swoje życie. Liczyłam na to, że któryś z nich jest producentem z Hollywood. Chciałam zostać zauważona i zatrudniona do grania w filmach, np. Disneya. To były takie pierwsze przejawy ciekawości światem zewnętrznym i światem filmowym jednocześnie. Nie potrafiłam przyjąć do wiadomości, dlaczego ja, Kasia z Ostrowca Świętokrzyskiego, nie mogłabym JUŻ zagrać w filmie Disneya. Wtedy zaczęłam interesować się człowiekiem, odtwarzaniem różnych ról i charakterów. Przejawiałam to na występach domowych dla odwiedzających nas gości – a muszę przyznać, że dom moich rodziców był zawsze domem otwartym – więc tych występów miałam całą masę. Później zapragnęłam grać na skrzypcach. Rozśmieszające publiczność domowe wygibasy przekształciły się w granie „do kotleta” i wtedy nastał bunt: „Stop, albo mnie państwo słuchają, albo gadają” powiedziałam. Ja chciałam być przecież poważaną siedmioletnią skrzypaczką (śmiech).
Miałam wiele pomysłów na życie: chciałam zostać architektem wnętrz, malarką, skrzypaczką, a nawet piosenkarką. I choć już w podstawówce wystawialiśmy mały spektakl z dużego dzieła, bo z „Dziadów” Mickiewicza, to dopiero w liceum poczułam, że realizuję się w pełni, stojąc na scenie i recytując. Dlatego zaczęłam intensywnie przygotowywać się na studia aktorskie, z początku w Miejskim Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim, pod skrzydłami Uli Bilskiej, a następnie przez rok w Krakowie w Studium aktorskim „Lart”. Za drugim razem spełniło się moje marzenie i dostałam się do Akademii Teatralnej w Warszawie. Miałam także plan awaryjny. Jeśli nie dostałabym się na studia, stawiałam na pracę w LOT. Podróże to moja druga miłość.
Dużo poświęciłaś dla zawodu?
K.M.Z:
Nie. Ale to bardzo fajne pytanie, bo tak naprawdę ani w liceum, ani na studiach nikt nie uczy pisania wizji projektu, np. pracy, którą chcielibyśmy wykonywać w przyszłości. Sami musimy sobie zadać pytania: Dlaczego właśnie aktorstwo? Czy lubię grać w teatrze, czy tylko np. w filmie? Do czego chciałabym inspirować publiczność poprzez mój zawód? Jeżeli więc nie mamy tej spójnej z naszym sercem wizji, to tak myślę, że wtedy można mówić o poświęceniu się dla zawodu. Kwestia wyboru. Osobiście po liceum byłam w stu procentach przekonana, że chcę zdawać do Akademii Teatralnej, jednak zupełnie nie wiedziałam, jaka jest moja wizja aktorstwa. Chciałam grać w filmie i w teatrze, ale jakie role? Hm… najlepiej różne, przeróżne! Cały wachlarz ról! Po ukończeniu kilku kursów „School Of Creation” Anny Brandysiewicz i Leny Świadek, znacznie bardziej świadomie podchodzę do zawodu, ale i do życia w ogóle. I wreszcie wiem, po co to robię, dlaczego akurat aktorstwo jest moją pasją numer jeden. Chcę współuczestniczyć w powstawaniu filmów i spektakli teatralnych, które będą inspirować ludzi do patrzenia na świat z otwartym sercem. Tak to czuję na dzień dzisiejszy.
Od 9 lat jesteś związana z warszawskim Teatrem Powszechnym, występujesz w serialach i na dużym ekranie. Co sprawia Ci większą radość: praca na scenie czy przed kamerą?
K.M.Z:
Kocham pracę z kamerą i uwielbiam grać w teatrze. Ponieważ od zawsze ufam, że „Ktoś” – Bóg nade mną czuwa, dostaję cudowne lekcje i niespodzianki. Tak, miałam szczęście uczyć się i pracować z mistrzami polskiej sceny. Jeszcze na studiach zostałam zaproszona do jednego z najlepszych zespołów teatralnych w Polsce. To już dziewięć lat? (śmiech).
Obecnie pracujemy z Piotrem Ratajczakiem nad komedią, pt. „Dziewczyny do wzięcia” w adaptacji Piotra Rowickiego. Tekst ten jest w dużej mierze zainspirowany filmowym scenariuszem Janusza Kondratiuka o tym samym tytule. Kto nie widział, zachęcam, zwłaszcza ze względu na świetną kreację Ewy Szykulskiej. Mam nadzieję, że po tym spektaklu widzowie poczują się lekko i będą się tak samo dobrze bawić jak my podczas prób.
 Jeśli chodzi o pracę przed kamerą, to aktualnie bardzo tęsknię do pracy na planie. Ostatnio zagrałam w filmie Jakuba Polakowskiego, pt. „Arbiter uwagi” – premiera już wkrótce. Cenię kino polskie, ale i uwielbiam niszowe produkcje zagraniczne. Chciałabym skupić teraz swoją uwagę na filmie, a najbardziej zagrać taką rolę, która będzie spójna z moją wizją aktorstwa.
W Teatrze Powszechnym możemy Cię zobaczyć, m.in. w „Romeo i Julii” w reżyserii Grażyny Kani czy „Rewolucji Balonowej” Sławomira Batyry, który to monodram o polskiej transformacji ustrojowej lat 90. widzianej oczami małej dziewczynki specjalnie dla Ciebie napisała Julia Holewińska. Jaka jest, a raczej była ta Twoja rewolucja balonowa?
K.M.Z:
Ten tekst jest mi bardzo bliski i myślę, że uniwersalny dla naszego pokolenia trzydziestolatków, które wzrastało w latach 90. My już nie musieliśmy tak jak nasi rodzice się buntować, natomiast dotknęły nas skutki okresu przemiany. Nie mieliśmy klarownej informacji ze strony rodziców czy społeczeństwa, w którą stronę powinniśmy się rozwijać. Dlatego większość z nas zachłysnęła się wszystkim naraz. Osobiście uczyłam się na przemian trzech języków – w rezultacie poza angielskim żadnego nie opanowałam do perfekcji, bo było jeszcze wiele innych „rozpraszaczy”, które po pustkach w sklepach dawały obietnicę „szczęśliwości”. Fascynowałam się malarstwem, tańczyłam, uprawiałam sport, grałam na skrzypcach i robiłam to wszystko oczywiście jednocześnie. Pozostaje mi być wdzięczną, bo na nudę czy brak pomysłów, kreatywność nie mogę narzekać. Czego mi zabrakło? Dziś myślę że niczego, tak miało być.
Kiedyś zastanawiałam się jednak, gdzie bym teraz była, gdybym dostała inny pakiet z biznes planem i jasną ścieżką rozwoju? Teraz już jestem gdzie indziej, a tamtą „małą Kasię” z lat 90. już poprzytulałam. Może dlatego, że sama stoję już bardziej obiema nogami na ziemi? I jestem szczęśliwa i spokojniejsza, bo świadomiej podchodzę do pracy i do relacji z moimi bliskimi. Może dlatego, że bardziej kieruję się tym, jak czuję i co czuję, co jest dobre dla mnie. A może dlatego, że taka „Rewolucja balonowa” to po prostu był taki przełom w dojrzewaniu... Po trzydziestce nauczyłam się bardziej świadomie, ze zrozumieniem i z miłością patrzeć na moje wcześniejsze działania i mój rozwój, który wciąż trwa.
Jak się wyciszasz po spektaklu?
K.M.Z:
Temat rzeka. Między innymi o tym w przyszłości pragnę napisać doktorat.  Każdy spektakl wymaga odpowiedniego czasu do „powrotu do siebie”, do bycia znów w jednym kawałku energetycznie i psychicznie. Raz wystarczy dobra kolacja, innym razem słuchanie muzyki. Czasem jest to przytulenie siebie samej, a innym razem krótka medytacja, modlitwa czy rozmowa z Bogiem – po prostu chwila dla siebie.
Twój ulubiony sposób na spędzanie czasu wolnego?
K.M.Z:
Kocham podróżować. Uwielbiam spędzać czas z moim ukochanym i przyjaciółmi. Bardzo lubię jeździć na snowboardzie, fotografować, gotować, wymyślać nowe projekty i rozwijać firmę modową, którą w zeszłym roku założyłam z przyjaciółką. Obecnie pracujemy nad nową letnią kolekcją SUNASU i już nie mogę się doczekać, by nosić wymyślone przez nas i Martę Brandysiewicz kreacje. Wiem, że w życiu wszystko wymaga czasu. Jeżeli nie zmierzamy od razu do efektu, ale szanujemy proces tworzenia, to wtedy każdy projekt ma szanse na sukces. Uwielbiam też chodzić do kina i słuchać muzyki. Ale najbardziej na świecie uwielbiam śpiewać! Oj dużo tego (śmiech).
A jak dbasz o urodę?
K.M.Z:
Muszę bardzo dbać o skórę, bo jest bardzo wrażliwa i sucha. Testowałam mnóstwo kremów do ciała, rąk i cały czas szukam tego jedynego. Ostatnio zakochałam się w olejku japońskim Jacob Hoody z linii kosmetyków ekologicznych, który poleciła mi Mania z „Luca Bandita” na Nowym Świecie. Podobno używają go też Japonki. Dla mnie jest to kosmetyk uniwersalny, używam go na całe ciało zamiast balsamu, a dzięki przepięknemu, intensywnemu zapachowi z nutą świeżej zielonej herbaty świetnie zastępuję nim czasem perfumy. Poza tym jest bardzo wydajny. Używam go rano i wieczorem od dwóch miesięcy, i w dalszym ciągu mam ponad pół butelki. Po takiej aplikacji moja skóra czuje się w stu procentach dopieszczona (śmiech). Jestem wielką zwolenniczką domowego SPA. Prawie zawsze wieczorem, a szczególnie po długiej pracy, relaksuję się zażywając kąpieli solnych bądź czekoladowych. Czasem nakładam na twarz maseczkę i odprężam się w wannie. W ten sposób ładuję baterie na następne dni.
Jesteś uzależniona od wizyt w drogeriach?
K.M.Z:
O dziwo nie. Oczywiście lubię wiedzieć, jakie nowości pojawiają się na rynku, jednak bardzo ascetycznie podchodzę do kosmetycznych zakupów. Nie kolekcjonuję balsamów czy kremów. Po nowy sięgam dopiero, gdy poprzedni się skończy. Dlatego półki w łazience nie uginają się pod ciężarem kosmetyków – mam tylko to, czego potrzebuję, za to staram się, by były to produkty ekologiczne i dobrej jakości. Lubię zainwestować w dobry szampon, odżywkę czy krem pielęgnacyjny. Przy wyborze kosmetyków staram się sprawdzić, jak reagują w kontakcie ze skórą. Jeżeli odpowiada mi konsystencja lub zapach, wtedy decyduję się na zakup. Reklamy chyba nie mają dla mnie większego znaczenia, chociaż lubię poczytać o nowych produktach pojawiających się w branży kosmetycznej.
Lubisz się malować?
K.M.Z:
Lubię. Praktycznie maluję się codziennie. Wyjątkiem jest okres wakacyjny, gdy moja skóra złapie lekką opaleniznę. Wtedy daję jej odpocząć od podkładu. Ale najbardziej lubię być malowaną przez profesjonalistki, np. Agnieszkę Patrycję Rudzińską i Salamandrę Plewako-Szczerbińską, Martę Kierozalską. Jeżeli jednak używam kosmetyków do makijażu, to staram się, by dodatkowo pielęgnowały moją skórę twarzy, a nie tylko ją upiększały.
Nad czym teraz pracujesz, poza przygotowywaniem premiery „Dziewczyny do wzięcia"?
K.M.Z:
Ostatnio większą część mojego czasu i uwagi pochłania praca nad międzynarodowym projektem, spektaklem w języku angielskim. Marzy mi się, żeby zainspirować nim w niedalekiej przyszłości jeden z warszawskich teatrów. Scenariusz dopiero się tworzy, dlatego nie mogę nic więcej powiedzieć na ten temat. Chodzę też na castingi do filmów i mam nadzieję, że niedługo uda mi się zagrać wymarzoną rolę. Poza aktorstwem, o czym już wspomniałam, wspólnie z Charlottą Zielińską, świeżo dyplomowaną aktorką po PWST w Krakowie, współtworzę markę SUNASU – Sukienki Na Suwaki. Właśnie przygotowujemy nową kolekcję.
Oby wraz z nadejściem wiosny wszystkie te pomysły się zrealizowały.
Dziękuję za rozmowę.

NIE MOGĘ SIĘ OBEJŚĆ BEZ...

Tusz do rzęs: często zmieniam
Fluid: Kiko – z lotniska
Pomadka: Chanel – od siostry
Baza pod makijaż: krem sandałowy z Indii – od przyjaciółki Moniki
Do twarzy: tonik usuwający oznaki zmeczenia Yves Rocher, 3 Thes Detoxifiants, Lotion Tonique Perfectrice – rewlelacja!, płyn micelarny Yves Rocher, 3 Thes Detoxifiants
Do ciała: japoński olejek Jacob Hoody – z Luka Bandita
Perfumy: Boss Women

Rozmawiała
Agnieszka Saracyn-Rozbicka
Zdjęcie: Michał Mazurkiewicz


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Praca
05.10.2026 15:43
Pracownicy GSK Services dołączają do Związkowej Alternatywy
Pracownicy GSK Services przystąpili do Związkowej Alternatywy         Shutterstock

Pracownicy GSK Services przystąpili do Związkowej Alternatywy. Nowo utworzony związek ma wejść w skład Międzyzakładowego Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa Pracowników Korporacji. Organizacja nie podaje, ilu pracowników GSK Services przystąpiło do związku ani jakie konkretne kwestie skłoniły ich do jego utworzenia.

Związkowa Alternatywa działa na rzecz wzmocnienia praw pracowniczych. Wśród jej postulatów znajdują się m.in. wzrost płac, ograniczenie pozapracowniczych form zatrudnienia, szersze stosowanie umów o pracę, skrócenie tygodniowego czasu pracy oraz wydłużenie urlopów wypoczynkowych. Organizacja postuluje także jawność wynagrodzeń i obowiązek podawania stawek w ogłoszeniach o pracę.

Związek chce również zwiększenia uprawnień organizacji pracowniczych. Postuluje m.in. większy udział związków zawodowych w procesach decyzyjnych w przedsiębiorstwach, rozszerzenie zakresu sporów zbiorowych i uproszczenie procedur strajkowych. Na liście postulatów znalazły się także większe kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy oraz surowsze konsekwencje dla pracodawców naruszających prawa pracowników.

Wśród postulatów są również kwestie dotyczące bezpieczeństwa i warunków pracy, w tym przeciwdziałanie mobbingowi i dyskryminacji, ograniczenie nierówności płacowych oraz działania na rzecz większej równowagi między życiem zawodowym i rodzinnym.

image

Strajk w fabryce Puig pod Barceloną. Związki zawodowe protestują przeciw nierównym płacom

Związkowa Alternatywa nie wskazuje, które z tych kwestii były bezpośrednim powodem przystąpienia pracowników GSK Services do związku. Z komunikatu organizacji wynika jedynie, że pracownicy zdecydowali się na wspólne reprezentowanie swoich interesów.

Przykłady firm, w których działają związki zawodowe

Branża kosmetyczna

  • L’Oréal Polska
  • Avon

Branża farmaceutyczna 

  • Bayer Polska
  • Pfizer Polska
  • Sanofi

GSK ma w Polsce rozbudowane centra usługowe

GSK prowadzi w Polsce globalne centra kompetencji w Poznaniu i Warszawie. Obejmują one m.in. finanse, technologie, zakupy, HR, badania i rozwój oraz globalny łańcuch dostaw. Firma podaje, że polskie centra świadczą wyspecjalizowane usługi na rzecz jej oddziałów na całym świecie.

Jedną ze spółek tworzących polską strukturę koncernu jest GSK Services sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu. Podmiot odpowiada za dostarczanie leków na rynek krajowy oraz zarządzanie GSK Poland Hub. Spółka ma kapitał zakładowy w wysokości 258,05 mln zł.

To właśnie pracownicy tej spółki przystąpili do Związkowej Alternatywy. O ich decyzji 25 września bieżącego roku poinformowała propracownicza organizacja.

Co działalność związku może oznaczać dla GSK Services?

Obecność związku zawodowego może oznaczać dla GSK Services bardziej formalny sposób prowadzenia dialogu z pracownikami. Organizacja może reprezentować zatrudnionych w rozmowach dotyczących m.in. wynagrodzeń, czasu pracy, warunków zatrudnienia czy bezpieczeństwa pracy.

Może także przedstawiać pracodawcy postulaty dotyczące polityki zatrudnienia i występować w obronie praw pracowników. Związki zawodowe mają ustawowo określoną rolę w reprezentowaniu i obronie praw oraz interesów osób wykonujących pracę zarobkową.

image

Strajki pracowników Amazon w Niemczech w Black Friday: 3 tys. osób przerwało pracę

Skala wpływu związku będzie zależała m.in. od jego aktywności oraz od tego, jak pracodawca będzie reagował na przedstawiane postulaty. Jeśli organizacja będzie aktywnie korzystać ze swoich uprawnień, może wywierać presję na spółkę w sprawach dotyczących warunków zatrudnienia. W przypadku braku porozumienia może również dojść do sporu zbiorowego.

Związek nie musi jednak oznaczać wyłącznie konfliktu z pracodawcą. Stała reprezentacja pracowników może ułatwiać prowadzenie rozmów dotyczących zmian organizacyjnych, wynagrodzeń czy warunków pracy. Potencjalnie może też pozwolić na wcześniejsze sygnalizowanie problemów i szukanie rozwiązań, zanim przerodzą się one w większy konflikt.

Czy związki mogą zmienić rynek pracy?

Znaczenie takich organizacji może być większe, jeśli podobne związki będą powstawać w kolejnych dużych firmach. Wtedy postulaty dotyczące wynagrodzeń, stabilności zatrudnienia, czasu pracy czy jawności płac mogą stać się częścią szerszej dyskusji o warunkach pracy w dużych przedsiębiorstwach.

image

Boots może zmienić właściciela. Transakcja wycenia brytyjską sieć na ok. 9 mld dolarów

Jeśli presja pracowników na poprawę warunków zatrudnienia będzie rosła w wielu firmach, przedsiębiorstwa mogą w większym stopniu konkurować o pracowników nie tylko wysokością wynagrodzeń, ale również warunkami pracy i dodatkowymi świadczeniami. Taki efekt nie jest jednak automatyczny i zależy m.in. od siły poszczególnych organizacji oraz ich zdolności do prowadzenia negocjacji.

W dłuższej perspektywie większa aktywność związków zawodowych może również zwiększać znaczenie ich postulatów w debacie o prawie pracy. Dotyczy to m.in. wynagrodzeń, czasu pracy, form zatrudnienia, jawności płac czy uprawnień organizacji pracowniczych. Przystąpienie pracowników GSK Services do związku nie oznacza jednak samo w sobie zmian na poziomie całego rynku czy prawa.

Żródło: Związkowa Alternatywa

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
07. październik 2026 08:05