StoryEditor
Porady
22.02.2022 00:00

Monika Krzyżostan, IBK Dr Koziej: Rośliny też działają antybakteryjnie

Mycie rąk jest czynnością codzienną, a ich dezynfekowanie być może pozostanie nawykiem po doświadczeniach spowodowanych pandemią. Jednak skóra wyjałowiona nadmiernym odkażaniem, zamiast być barierą, która nas chroni, staje się otwartymi wrotami do zakażeń i ran – tłumaczy Monika Krzyżostan, kierowniczka Laboratorium R&D w Instytucie Badań Kosmetyków Dr Koziej i podpowiada, jakie roślinne składniki mają działanie antybakteryjnie, a nie niszczą skóry, jak alkohol. Porost alpejski i olejek herbaciany to te najbardziej znane, a jest ich zdecydowanie więcej.

Jesteśmy zachęcani do tego, żeby w związku z koronawirusem stale myć i dezynfekować ręce. Dozowniki z płynami do dezynfekcji nie zniknęły z przestrzeni publicznej. A nawet można się spodziewać, że zostaną na stałe. Czy nadmierną higieną można sobie również zaszkodzić?  

Higiena jest ważna, ale wystarczy ręce myć. Osłonka koronawirusa jest niszczona przez surfaktanty, więc dokładne mycie rąk preparatami na bazie łagodnych substancji myjących – mam tu na myśli mydła, czy żele, jest moim zdaniem wystarczającym zabiegiem na co dzień.

Nie zawsze jednak mamy możliwość umycia rąk, wtedy można je od czasu do czasu zdezynfekować, ale to jest ostateczność. Według mnie nie powinno się tego robić kilkanaście czy nawet kilka razy dziennie – np. wchodząc, wychodząc ze sklepu, bo efekt będzie odwrotny. Owszem, zabijemy bakterie na skórze, ale wszystkie, korzystne i niekorzystne, zniszczymy mikrobiom skóry, czyli bakteryjną równowagę. Kiedy zabijemy dobre bakterie, złe zaczną się szybko namnażać. Taki problem mają np. osoby z atopowym zapaleniem skóry, u których mikrobiom jest zaburzony, bariera naskórkowa jest uszkodzona – dochodzi u nich do szybkiej kolonizacji gronkowcem złocistym. To samo zadzieje się u nas, gdy będziemy ciągle dezynfekować ręce – patogenne bakterie będą się namnażać.

I co się wtedy dzieje?

Wszystkie patogeny, zanieczyszczenia, przenikają przez naskórek do głębszych warstw skóry. Skóra, zamiast być barierą, która nas chroni, staje się otwartymi wrotami do zakażeń. Częste używanie mydeł i żeli surfaktantowych zaburza barierę naskórkową, niszczy naturalny mikrobiom, czyli również dobre bakterie bytujące na naszej skórze. Proszę więc sobie wyobrazić, co dzieje się ze skórą po spryskaniu dłoni kilka razy dziennie agresywnymi środkami odkażającymi. Niestety, dermatolodzy mają obecnie wiele przypadków wśród dorosłych pacjentów, ale także wśród dzieci, których ręce po kilka razy dziennie były odkażane w przedszkolu preparatami z alkoholem. Efekt? Wyprysk, egzema, pieczenie i rany na dłoniach. Uważam, ż  e taka praktyka przynosi więcej szkody, niż pożytku. Dezynfekować można, ale rękawiczki. Dobrze jest je założyć, gdy idziemy na zakupy i je możemy odkażać do woli. To ma sens.

Trzeba też pamiętać, że mikroorganizmy przenikają najszybciej przez błonę śluzową, nie należy więc pocierać oczu, czy śluzówek nosa, ust – przez nie wnikają zakażenia najszybciej. A ręce trzeba po prostu myć.  

Jakie produkty myjące wybierać?

Najlepiej, jeśli jest to mydło na bazie łagodnych surfaktantów, z roślinnymi składnikami, które mają udowodnione działanie antybakteryjne, ale nie niszczą bariery naskórkowej jak alkohol. Ważne jest też, aby znalazły się w nim substancje natłuszczające, np. oleje, emolienty.

Czyli to się jedno z drugim nie wyklucza? Produkt może być antybakteryjny a zarazem pielęgnujący?

Tak. Pod warunkiem, że nie zawiera alkoholu. Jeśli mamy 70 proc. alkohol i trochę aloesu, to niestety niewielkie stężenie ekstraktu z aloesu nie złagodzi agresywnego działania alkoholu na skórę. Jego działanie kojące będzie zbyt słabe w porównaniu z silnym działaniem wysuszającym alkoholu.

Czyli mikstury alkoholowo-aloesowe, które tak wiele osób samodzielnie robiło, żadnych funkcji pielęgnacyjnych nie miały?

Niestety nie. Miały funkcję antybakteryjną, choć aloes sam w sobie nie ma działania antybakteryjnego. Ekstrakt, czy sok z liści aloesu działa łagodząco, kojąco, nawilżająco i zapewne w takim kontekście został użyty w licznych kosmetykach na bazie alkoholu, aby łagodzić działanie drażniące alkoholu etylowego. Można kupić żel aloesowy, można również wyhodować aloes w doniczce i w razie potrzeby pozyskać miąższ z liścia. Trzeba jedynie pamiętać, że w skórce aloesu jest aloina – toksyczna substancja, znajdująca się na liście CMR, na którą trzeba uważać. Miąższ ma wspaniałe właściwości, natomiast skórką aloesu absolutnie nie można pocierać skóry. W odniesieniu do kosmetyków z aloesem – gdy Safety Assessor dokonuje oceny bezpieczeństwa produktu, zwraca uwagę na to, czy stężenie aloiny w ekstrakcie nie jest przekroczone.

A czy siarczany takie jak SLS, SLES, dzięki którym łatwo usuwa się brud i tłuszcz ze skóry dłoni, ciała, włosów i dzięki którym kosmetyki fajnie się pienią, rzeczywiście mają drażniące działanie?

Czysty surowiec oczywiście ma działanie drażniące, ale w takiej formie nie dostajemy go w kosmetyku. W recepturze często znajduje się dodatkowo np. kokamidopropylbetaina, która to działanie łagodzi. Poza tym wszystko zależy od rodzaju skóry – jeśli jest ona normalna, nie jest problematyczna, nie odczujemy działania drażniącego SLS-u. Jeśli ktoś ma wrażliwą, suchą skórę i skłonną do podrażnień to SLS jest dla niego niewskazany. I przy tak częstym myciu rąk, jakie zalecane jest w dobie pandemii, takim osobom zdecydowanie odradzam preparaty z SLS-em.

Jednak musimy myć ręce. Zawsze, a teraz szczególnie. Jakie jest więc wyjście?

Przede wszystkim zwracać uwagę na to, czym myjemy ręce, jaki skład mają mydła czy żele do mycia. Rozwiązaniem jest również szukanie dobrych alternatyw dla preparatów na bazie alkoholu. Mam tu na myśli mydła działające antybakteryjnie i antywirusowo, ale nie na bazie alkoholu. Są składniki roślinne, które działają bakteriostatycznie, bakteriobójczo i jest to potwierdzone badaniami.

Powiedzmy więc o nich. Jakie rośliny mają działanie bakteriobójcze czy antywirusowe?

Jest ich wiele. Kluczowe jest, aby działały one przeciwko konkretnym szczepom bakterii. Wiele surowców działa przeciw bakteriom Propionibacterium acnes, czyli tym, które przyczyniają się do powstawania zmian trądzikowych. Surowce te są idealne do użycia w kosmetykach dla skóry tłustej, mieszanej i trądzikowej, ponieważ mają działanie seboregulujące oraz hamujące wzrost bakterii P. acnes. Takie działanie mają np. ekstrakt z szarotki alpejskiej, wyciąg z szałwii, tymianku, oregano. A jednym z nowszych jest ekstrakt z różowego pieprzu peruwiańskiego – pink pepper, który jest bogaty w polifenole, takie jak np. kwercetyna i ma wielokierunkowe działanie. Oprócz seboregulującego i przeciw bakteriom P. acnes działa przeciwstarzeniowo oraz anti-pollution.

A gdy wrócimy do skóry rąk?

Wtedy musimy poszukać substancji roślinnych przebadanych pod kątem hamowania wzrostu innych szczepów bakterii – gram dodatnich, gronkowca złocistego, bo tego typu bakterie będą występowały na dłoniach.

Na rynku pojawiają się też żele pod prysznic czy balsamy do ciała o działaniu antybakteryjnym. Czy to ma sens? I jakie składniki sprawdzą się w tego rodzaju kosmetykach?

To zależy, jaki efekt chcemy osiągnąć. Jeśli mówimy o problemie z trądzikiem na plecach, klatce piersiowej czy np. na ramionach to potrzebne będą surowce działające na bakterie P. acnes. Natomiast jeśli ma to być produkt przygotowany w kontekście COVID-19 to powinien zawierać składniki działające na szerokie spektrum bakterii oraz przeciwwirusowo. Wybierając takie składniki możemy się kierować danymi literaturowymi oraz opisanym działaniem przeciwbakteryjnym i przeciwwirusowym danej rośliny. Ekstrakty roślinne, które są wykorzystywane w recepturach produktów, muszą być standaryzowane, czyli zawierać określone stężenie danej substancji o działaniu przeciwbakteryjnym, aby miały szansę zadziałać w taki sposób.

Które więc rośliny będą miały takie działanie?

Do moich ulubionych surowców należy składnik pochodzący z porostu alpejskiego, inaczej nazywanego brodaczką. Jest on bogaty w kwas usninowy, który ma potwierdzone w badaniach działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze. Może być stosowany na skórę głowy, skórę z łupieżem, reguluje mikroflorę, działa na bakterie, które występują w pocie. Może być wykorzystywany w mydłach jako składnik antybakteryjny.

Kolejnym, jednym ze skuteczniejszych składników antybakteryjnych, jest substancja wyizolowana z olejku z drzewa herbacianego – terpinen-4-ol. Wiadomo, że olejek z drzewa herbacianego działa silnie antybakteryjnie, przeciwwirusowo, przeciwgrzybiczo, jednak ma bardzo intensywny i dla niektórych osób drażniący zapach. Olejki eteryczne są bogactwem wielu substancji zapachowych, które niestety należą do potencjalnych alergenów. Aby zminimalizować ryzyko alergii idealnym rozwiązaniem jest wyizolowanie z olejku konkretnej substancji o silnym działaniu antybakteryjnym. Jest nią terpinen-4-ol- związek, który działa antybakteryjnie i przeciwwirusowo. Jest głównym składnikiem olejku z drzewa herbacianego.

Popularnymi roślinami stosowanymi w antybakteryjnych produktach są również lawenda, tymianek, szałwia. Ciekawym składnikiem jest propolis. Świetnie sprawdzi się w preparatach do twarzy i do ciała. Jest szeroko przebadany i opisany. O tyle kontrowersyjny, że może dawać reakcje uczuleniowe, jest potencjalnym alergenem dla osób wrażliwych na tę substancję, ale jest to indywidualna kwestia.

Przychodzi mi też na myśl czosnek. Szeroko znany i wykorzystywany m.in. w farmacji składnik o działaniu antybakteryjnym i przeciwwirusowym.

Wymieniła Pani czosnek? W kosmetykach też go możemy zastosować?

Jak najbardziej. Ma on właściwości bakteriobójcze głównie dzięki obecności alliny – aminokwasu zawierającego siarkę oraz allicyny, która działa przeciwgrzybiczo, przeciwwirusowo i przeciwpasożytniczo. Czosnek uważany jest za naturalny antybiotyk.

Już spotkała się Pani z czosnkiem w kosmetykach?

Jeszcze nie, ale surowiec jest dostępny i mógłby zostać zastosowany. Choć być może przeszkodą jest tu jego intensywny i charakterystyczny zapach.

A kurkuma? W ostatnich latach ta roślina, znana nam przede wszystkim jako orientalna przyprawa, zaczęła się pojawiać w kosmetykach do ciała, włosów, w pastach do zębów, a także w kosmetykach do makijażu i w perfumach.

Tak, jest to modny ostatnio składnik o szeroko opisanym w literaturze działaniu przeciwbakteryjnym i przeciwwirusowym, chętnie stosowany m.in. w preparatach do twarzy, szczególnie w maseczkach pielęgnacyjnych, ale nie tylko. Pomaga walczyć z trądzikiem, reguluje nadmierne wydzielanie sebum, zwalcza grzyby z gatunku Malessezia odpowiedzialne za powstawanie łupieżu. Nie spotkałam się z zastosowaniem kurkumy, a właściwie kurkuminy, w kosmetykach wprowadzanych na rynek w kontekście ochrony przed koronawirusem, ale występuje np. w mydłach przeznaczonych do skóry wrażliwej, trądzikowej.

A imbir?

Ekstrakt z imbiru jest również popularny i lubiany w kosmetologii, stosowany od lat, ale w preparatach przeciwtrądzikowych. Chętnie jest używany również w mydłach do rąk jako substancja o działaniu przeciwwolnorodnikowym.

Czy pojawiają się jakieś surowce naturalne, roślinne, które dotychczas nie były wykorzystywane, a zostały odkryte na fali poszukiwań antybakteryjnych zamienników alkoholu?

Temat antybakteryjności i działania w kontekście COVID-u zamienników alkoholu jest świeży. Firmy, które produkowały ekstrakty antybakteryjne skupiały się wcześniej na działaniu przeciw bateriom P. acnes, czyli głównie przeciwtrądzikowym, a obecnie zaczynają pracować nad tym, aby te same ekstrakty z roślin mające działanie antybakteryjne zastosować w produktach do ciała i do rąk. Wspomniane przeze mnie porost alpejski czy terpinen-4-ol mają już takie rozszerzone badania, a w przypadku innych surowców, jak imbir czy kurkuma z pewnością one się pojawią.

To co mnie zainteresowało ostatnio, a o czym nie było dotychczas głośno w kontekście antybakteryjności, to biosurfaktanty – substancje myjące, które mają dodatkowo udowodnione działanie przeciwwirusowe i przeciwbakteryjnie. Soforolipidy są znakomicie pod tym kątem opisane, jest dostępna bardzo szeroka literatura, a nie są w przemyśle kosmetycznym powszechnie stosowane. Wydaje mi się, że jest to rozwojowy temat. Biosurfaktanty powstają w procesie biofermentacji a następnie biokonwersji z pszenicy, rzepaku oraz z glukozy. Procesy te są zgodne z zasadami zielonej chemii, dzięki czemu ich produkcja ma na uwadze ograniczenie śladu węglowego w środowisku. Dodatkowo mamy do czynienia z recyklingiem, bo to czego nie wykorzystano z rzepaku i pszenicy w obróbce do przemysłu spożywczego jest wykorzystywane do produkcji soforolipidów w przemyśle kosmetycznym.

Można powiedzieć, że to idealny surowiec: biomasa, z recyklingu, zgodny z zieloną chemią, łagodny na skóry, o działaniu antybakteryjnym – bardzo na czasie. Biosurfaktanty są w stanie zastąpić tak nielubiany przez konsumentów SLES. Obecnie w takiej roli występują już np. surfaktanty z owsa, z jabłek, bardzo delikatne, które jednak mało się pienią, co jest pewnym problemem, bo konsumenci chcieliby produktów naturalnych, ale takich, które by się pieniły, myły, odtłuszczały jak te zawierające SLES.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
15.07.2026 12:41
Ranking widoczności AI: TOP 10 drogerii w Polsce. Jak mniejsze marki ogrywają sieci premium?
shutterstock

W e-handlu beauty powstaje drugi system dystrybucji widoczności. W pierwszym półkę ustawia wyszukiwarka i sprzedawca. W drugim — chatbot. W obu układ marek może wyglądać zupełnie inaczej. Którą drogerię poleca teraz AI zapytana np. o idealny zapach na lato? Firma Delante sprawdziła to w czerwcu dla topowej dziesiątki polskich drogerii. Wyniki "Rankingu widoczności AI" zaskakują.

image
Katarzyna Śliwa, Senior Off-site SEO Specialist, Delante
Delante
Przez lata recepta na cyfrowy sukces drogerii była stosunkowo czytelna: szeroki asortyment, duży budżet SEO, tysiące fraz w Google i mocna domena. Sztuczna inteligencja zaczęła jednak układać własną półkę z markami — i nie zawsze góra należy największych graczy.

Coraz więcej konsumentów przy zakupie kieruje się najpierw rekomendacjami w czatach, a dopiero potem szuka konkretnych produktów w sieci. Co się stanie gdy zamiast scrollować Google, zapytamy od razu AI o najlepszy krem z retinolem albo idealny zapach na lato? 

Z raportu firmy Delante, który Wiadomości Kosmetyczne publikują jako pierwsze, wynika, że odpowiedź nie zależy już tylko od pozycji w Google i skali marki. Liczą się specjalizacja, konstrukcja kategorii, poradniki oraz obecność marki w serwisach internetowych, zwłaszcza w mediach społecznościowych, w których konsumenci naprawdę rozmawiają o produktach.

image
Drogerie najczęściej cytowane - faza zakupowa
Delante

Przyspieszony rozwój nowych technologii ich wpływ na zachowania i decyzje zakupowe konsumentow kosmetyków będzie jednym z wiodących tematów  podczas Forum Branży Kosmetycznej 2026, które odbędzie się 15 października w Warszawie. Ekserci i uczestnicy rynku opowiedzą o skutecznych strategiach omnichannel, wykorzystaniu technologii i modeli AI w e-commerce, sposobach prowadzenia i integracji sprzedaży online z offline, menedżerowie największych firm kosmetycznych, drogerii i retailu nakreślą mapę rozwoju branzy beauty i wskażąb drogi, które pozwolą wielu firmom wyść zwycięsko z rynkowych przetasowań w kolejnych latach.

Raport widoczności drogerii w AI to jeszcze nie ranking rynku 

Liderzy rynku nie muszą być więc liderami rekomendacji, mniejszy sklep może ograć wielką sieć dzięki lepszej architekturze treści i wyraźniejszej specjalizacji. W pierwszym Raporcie widoczności AI Delante z czerwca 2026 r. największy znak ostrzegawczy otrzymały sieci premium.

Wyniki należy traktować jako wyraźny sygnał, ale nie jako ostateczny ranking popularności drogerii w AI. Badanie promptów obejmuje 23 pytania i miesięczny okres monitoringu. Dane SEO pochodzą z globalnego Ahrefs, a część wskaźników, takich jak Brand Score, z panelu Chatbeat. Poszczególne modele zmieniają się szybko, a odpowiedzi mogą zależeć od sposobu sformułowania pytania.

Rossmann synonimem drogerii

Raport Delante zestawia tradycyjną widoczność organiczną dziesięciu e-sklepów beauty: Notino, Hebe, Rossmann, Sephora, Cocolita, Douglas, Super-Pharm, Cosibella.pl, eZebra oraz Minti Shop z ich obecnością w odpowiedziach ChatGPT, Gemini, Perplexity, Copilota, Groka i Google AI Overviews. Autorzy przeanalizowali 23 pytania odpowiadające kolejnym etapom ścieżki zakupowej: od poszukiwania porady przez porównanie produktów aż po wybór sklepu.

Król Google nie zgarnia całej puli

W klasycznym wyszukiwaniu układ sił nie zaskakuje. Według danych Ahrefs (ruch organiczny, wartość tego ruchu, liczba fraz w TOP 3 i TOP 10 oraz baza domen odsyłających dla każdej marki) Rossmann generuje blisko 3,86 mln wizyt organicznych miesięcznie. To ponad dwa razy więcej niż Hebe i trzy razy więcej niż Notino. Marka ma także 66,8 tys. fraz w TOP 3 wyników wyszukiwania.

Rossmann również pozostaje liderem w szerokim zestawieniu cytowań w modelach AI z wynikiem 20 650.

Problem pojawia się, gdy porównamy ten wynik ze skalą ruchu. Wskaźnik efektywności tzw. Ratio LLM Citation - stosunek liczby cytowań w chatbotach do tradycyjnego ruchu organicznego -  Rossmanna wynosi 3,2, a dla eZebry — 8,2.

Oznacza to, że eZebra, dysponująca około 18 razy mniejszym ruchem organicznym, znacznie sprawniej przekłada swój cyfrowy autorytet na cytowania przez modele językowe AI. Kolejne miejsca pod względem efektywności zajmują Notino z wynikiem 6,8 i Super-Pharm — 6,1.

image
Ratio LLM Citation: efektywność
ponad wolumenem
Delante

Dla zarządów sieci detalicznych to ważny sygnał. Przewaga wypracowana w Google nie znika, ale przestaje być polisą gwarantującą dominację w nowym kanale dotarcia.

Bitwa na prompty: Hebe wygrywa chwilę, w której klient wyciąga portfel

Jeszcze ciekawszy obraz daje kontrolowane badanie 23 promptów. W rankingu łącznym Hebe i Rossmann zdobywają po 56 cytowań. Ich wyniki powstają jednak w zupełnie inny sposób.

image
Jak autorytet rynkowy sieci wpływa na bezpośrednie rekomendacje Al.
Delante

Rossmann korzysta z olbrzymiego śladu cyfrowego. W polskim internecie marka jest tak często zestawiana ze słowem „drogeria”, że dla modeli AI staje się synonimem drogerii i domyślnie się ustawia. Z kolei Hebe przy pytaniach informacyjnych zdobywa tylko cztery cytowania, podczas gdy Notino ma ich 20, a Rossmann, Cosibella i Super-Pharm po 16. Kiedy jednak użytkownik zaczyna porównywać produkty i wybierać miejsce zakupu, Hebe wysuwa się na prowadzenie: uzyskuje 24 cytowania przy intencji porównawczej i 28 przy zakupowej.

Według autorów raportu źródłem tej przewagi są dobrze opisane kategorie i filtry obejmujące między innymi kosmetyki koreańskie, naturalne i wegańskie - czyli chatbot potrafi zrozumieć, co sklep oferuje, komu i w jakim kontekście.

W wynikach AI mały sklep może pokonać sieć premium

Najbardziej niewygodnym wnioskiem dla dużych sieci jest pozycja Minti Shop. Sklep zamyka ranking tradycyjnego ruchu organicznego z wynikiem około 82,6 tys. wizyt miesięcznie. W zestawieniu 23 promptów zajmuje jednak czwarte miejsce.

Minti Shop nie istnieje na etapie rozpoznawania produktów, ale pojawia się 20 razy przy porównywaniu ofert i 16 razy przy pytaniach zakupowych. Wygrywa dzięki wyraźnemu profilowi, szczególnie w obszarze pielęgnacji azjatyckiej.

image
Drogerie najczęściej cytowane i polecane - suma ze wszystkich systemów AI (ChatGPT, Gemini itd)
Delante

Odwrotną historię opowiadają wyniki sieci premium. Sephora zdobywa 12 cytowań informacyjnych i osiem porównawczych, lecz ani jednego zakupowego. Douglas ma w całym badaniu zaledwie cztery cytowania. W pytaniach edukacyjnych i porównawczych nie pojawia się wcale.

To zaskakujący paradoks: marki mające mocny wizerunek, rozbudowaną ofertę i wysoką rozpoznawalność mogą być dla algorytmu mniej czytelne niż wyspecjalizowany e-sklep.

AI najpierw czyta poradnik, później kategorię

Raport pokazuje również, że różne formaty treści pracują na różnych etapach lejka zakupowego. Przy pytaniach typu „jakie serum z witaminą C wybrać” albo „jak stosować retinol” modele preferują blogi eksperckie, poradniki i sekcje inspiracyjne. Dzięki temu w fazie edukacyjnej mocne są Notino, Cosibella i Super-Pharm.

Gdy użytkownik pyta już o ranking podkładów, kosmetyki koreańskie albo najlepszą drogerię z produktami wegańskimi, znaczenia nabierają logiczne nazwy kategorii, filtry oraz konkretne marki przypisane do odpowiednich segmentów.

Dla producentów kosmetyków oznacza to, że nie wystarczy mieć dobrze przygotowaną kartę produktu. Marka musi pojawiać się również w poradnikach sprzedawców, rankingach, opisach kategorii, recenzjach wideo i rozmowach konsumentów.

image
TOP3 najczęściej cytowanych w AI drogerii
Raport Delante

Reddit i YouTube ważniejsze niż firmowy komunikat

Wśród zewnętrznych źródeł wykorzystywanych w analizowanej próbie najczęściej pojawiają się Reddit — 42 razy — i YouTube — 39 razy. Kolejne miejsce zajmuje serwis wydawajdobrze.com z 32 wystąpieniami.

To może oznaczać przesunięcie budżetów komunikacyjnych. Tradycyjny artykuł sponsorowany i link prowadzący do strony sklepu przestają wystarczać. Dla modeli AI ważny jest kontekst: recenzje, porównania, dyskusje użytkowników i odpowiedzi na bardzo konkretne problemy zakupowe.

JAK CZYTAĆ RAPORT I WYNIKI RANKINGU WIDOCZNOSCI

Na pytania odpowiada: Katarzyna Śliwa, Senior Off-Site SEO Specialist Delante

image
Katarzyna Śliwa, Senior Off-site SEO Specialist, Delante
Delante

W raporcie używacie określeń „cytowanie”, „wzmianka”, „polecenie” i „rekomendacja”. Czy każde pojawienie się nazwy marki jest przez was traktowane tak samo? Gdzie przebiega granica między neutralnym cytowaniem a realną rekomendacją zakupową?

Katarzyna Śliwa, Senior Off-Site SEO Specialist Delante: -  Zdecydowanie nie traktujemy ich tożsamo. W metodologii wyraźnie oddzielamy neutralne cytowanie od rekomendacji zakupowej.

Cytowanie/Wzmianka pojawia się głównie w koszyku informacyjnym – model LLM odsyła do domeny (często do bloga) jako do źródła wiedzy (np. o filtrach SPF). Marka występuje tu w roli eksperta. Rekomendacja/Polecenie to domena koszyka transakcyjnego. Algorytm dokonuje tu wartościowania i wprost wskazuje markę jako najlepsze miejsce na zakupy (np. odpowiadając na prompt „Gdzie tanio kupić oryginalne perfumy?”).

Dlaczego zdecydowaliście się dokładnie na 23 prompty? Czy udostępnicie pełną listę pytań, aby inni badacze mogli powtórzyć analizę?

- Liczba 23 promptów to efekt selekcji. Chcieliśmy stworzyć reprezentatywny ekosystem realnych zachowań zakupowych Polek i Polaków. Wybrane zapytania precyzyjnie pokrywają trzy kluczowe etapy ścieżki klienta (consumer journey): edukację, porównywanie ofert oraz samą transakcję. Jako zwolennicy pełnej transparentności, udostępniamy kompletną listę pytań w raporcie. Chcemy, aby badanie było w pełni replikowalne.

Odpowiedzi modeli bywają zmienne. Ile razy powtarzaliście każdy prompt i w jaki sposób eliminowaliście losowość?

- Jednorazowe odpytanie modeli generatywnych daje przypadkowe wyniki. Aby wyeliminować losowość, zastosowaliśmy miesięczny monitoring ciągły za pomocą narzędzia Chatbeat. Każdy z 23 promptów był powtarzany w regularnych odstępach czasu przez okres 30 dni. Dane prezentowane w raporcie (np. 56 czy 52 cytowania) to zagregowana suma wskazań z całego miesiąca, a nie chwilowy zrzut ekranu.

W jakich konkretnie dniach wykonano badanie? Jakie wersje ChatGPT, Perplexity i pozostałych modeli były wtedy aktywne?

- Zarówno dane o Share of Voice (Chatbeat), jak i globalne statystyki cytowań (Ahrefs) zostały zaktualizowane i zebrane na przełomie drugiego kwartału 2026 roku. W badaniu brały udział najnowsze, stabilne wersje produkcyjne modeli: ChatGPT (GPT-4o z funkcją search), Perplexity (silnik Sonar), Google Gemini oraz wdrożone na polskim rynku wyszukiwarki Google AI Overviews (AIO), a także Copilot i Grok.

Czy zapytania wykonywano na nowych, niezalogowanych kontach? Czy modele mogły korzystać z historii rozmów, lokalizacji albo personalizacji?

- Wszystkie testy realizowaliśmy w środowisku całkowicie czystym (clean lab). Boty odpytujące symulowały zapytania z nowych sesji – bez historii wcześniejszych czatów i bez personalizacji konta. Jedynym kontrolowanym parametrem była polska geolokalizacja (IP) oraz język polski, co było niezbędne do rzetelnego zbadania rodzimego rynku e-commerce.

Dane o ruchu organicznym z Ahrefs są globalne, a raport dotyczy polskiego e-commerce. Czy to nie zaburza porównania dla marek międzynarodowych?

- To ważna uwaga, dlatego w naszej analizie odpowiednio przefiltrowaliśmy dane z Ahrefs, izolując statystyki wyłącznie dla rynku polskiego. Prezentowane liczby dotyczące ruchu organicznego i fraz w TOP 3/TOP 10 dotyczą wyłącznie widoczności w domenie google.pl. Porównanie gigantów takich jak np. Notino (aktywnego na wielu rynkach) z markami lokalnymi jest dzięki temu w pełni miarodajne i sprawiedliwe.

Jak dokładnie liczony jest Ratio LLM Citation? Czy ten wskaźnik nie premiuje automatycznie mniejszych domen?

- Ratio LLM Citation to stosunek łącznej liczby cytowań w modelach AI do liczby domen odsyłających (Referring Domains – RD) danej marki. Pokazuje on, jak efektywnie dany brand konwertuje swój historycznie zbudowany profil linków i autorytet domeny na bezpośrednie rekomendacje w chatbotach. Czy to premiuje mniejsze domeny? Nie, ten wskaźnik po prostu pokazuje brak efektywności poszczególnych marek.

Brand Score to algorytmiczna ocena wiarygodności marki. Jakie sygnały składają się na ten wynik i co ma największą wagę?

- Brand Score to metryka w skali od 0 do 100%, która wprost wskazuje, jak często i jak wysoko dana marka pojawia się w odpowiedziach chatbotów AI. Wynik 100% oznacza maksymalną możliwą ekspozycję – czyli sytuację, w której dany brand zajmuje pierwsze miejsce we wszystkich kluczowych zapytaniach.

Na ten wskaźnik składają się trzy kluczowe parametry mierzone w panelu Chatbeat: Częstotliwość występowania marki w odpowiedziach AI, pozycja, na której występuje marka w porównaniu do konkurencji oraz w jakiej części monitorowanych promptów występuje (w ilu spośród wszystkich testowanych zapytań - informacyjnych, porównawczych i transakcyjnych - marka zdołała wygenerować widoczność) 

Raport łączy dane Ahrefs i Chatbeat. Czy te narzędzia mierzą to samo, czy to dwa różne, nieporównywalne światy?

To dwa skrajnie różne obrazy, ale ich zderzenie stanowi największą wartość raportu. Ahrefs mierzy tradycyjne SEO (gdzie użytkownicy szukali produktów wczoraj), a Chatbeat bada AISO (dokąd AI skieruje ich jutro). Dopiero zestawienie tych dwóch światów pozwala markom zdiagnozować swoją lukę technologiczną i zrozumieć, czy ich wielomilionowe budżety SEO przekładają się na widoczność w tych dwóch ekosystemach. 

 

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Perfumerie
26.05.2026 07:49
Świadome piękno i nowoczesna technologia. Douglas uruchamia Szkołę Pielęgnacji w całej Polsce
Połączenie nowoczesnej technologii z unikalnym doświadczeniem konsultantów sprawia, że wizyta w perfumerii staje się czymś więcej niż tylko transakcjąDouglas

Personalizacja, świadome dbanie o kondycję skóry oraz dynamiczny rozwój innowacyjnych technologii to obecnie najważniejsze trendy kształtujące globalny rynek kosmetyczny. Odpowiedzią na te rosnące potrzeby konsumentów jest najnowsza inicjatywa sieci Douglas. Usługa pod nazwą Szkoła Pielęgnacji zadebiutowała właśnie w pięćdziesięciu perfumeriach na terenie całego kraju, oferując klientom indywidualne konsultacje oparte na zaawansowanej diagnostyce.

Nowy wymiar doradztwa w świecie beauty

W dobie wszechobecnych trendów i ogromnej liczby produktów dostępnych na półkach, konsumenci coraz częściej czują się zagubieni. Zamiast testować kosmetyki pod wpływem chwilowej popularności w mediach społecznościowych, poszukują konkretnych, eksperckich rekomendacji, które odpowiedzą na realne problemy ich cery.

Szkoła Pielęgnacji to dokładnie sześćdziesięciominutowa, indywidualna konsultacja, podczas której eksperci marki Douglas pomagają precyzyjnie określić potrzeby skóry. Cały proces wspiera nowoczesne urządzenie diagnostyczne wykorzystujące zaawansowaną technologię, co pozwala na bezbłędną ocenę kondycji cery i ułożenie spersonalizowanego planu działania.

„Współczesny konsument nie szuka już przypadkowych produktów. Oczekuje spersonalizowanego doświadczenia, rzetelnej wiedzy oraz opieki eksperta, która przyniesie namacalne efekty dla jego zdrowia i wyglądu.”

image

Globalny hit już w Polsce: Jennifer Aniston wprowadza markę LolaVie na wyłączność do sieci Douglas

Kompleksowy rytuał „na miarę”

Nowa usługa została zaprojektowana w taki sposób, aby dostarczyć klientowi maksymalną wartość, edukację oraz gotowy zestaw rozwiązań do wdrożenia w domu. Koszt godzinnego spotkania wynosi 129 złotych, a bezpieczną rezerwację terminu można wykonać bezpośrednio w perfumeriach stacjonarnych.

W ramach pełnego pakietu Szkoły Pielęgnacji klient otrzymuje:

  • Kompleksową i profesjonalną diagnostykę skóry przy użyciu zaawansowanej aparatury,
  • Indywidualne porady eksperckie dotyczące doboru składników aktywnych,
  • Rekomendację spersonalizowanej rutyny pielęgnacyjnej na dzień i na noc,
  • Możliwość bezpłatnego przetestowania wyselekcjonowanych produktów na własnej skórze,
  • Ekspresowy makijaż wykonany kosmetykami z linii Douglas Collection na zakończenie spotkania.

Piękno jako osobiste doświadczenie

Wprowadzenie Szkoły Pielęgnacji to element szerszej strategii sieci Douglas, która konsekwentnie rozwija segment tak zwanego experiential beauty. Tradycyjne zakupy coraz mocniej ustępują miejsca profesjonalnym usługom, w których kluczową rolę odgrywa edukacja oraz bezpośredni kontakt z ekspertem.

Połączenie nowoczesnej technologii z unikalnym doświadczeniem konsultantów sprawia, że wizyta w perfumerii staje się czymś więcej niż tylko transakcją – staje się praktyczną lekcją świadomego dbania o siebie, która pozwala lepiej zrozumieć sygnały wysyłane przez własną skórę.

 

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
07. sierpień 2026 00:38