StoryEditor
Ciało
21.01.2014 00:00

Kasia Wilk: Żyć dobrze i niczego nie żałować

Uznawana za jedną z najzdolniejszych polskich wokalistek, właścicielka niezwykle charakterystycznego, mocnego wokalu i charyzmatycznej osobowości, autorka tekstów, kompozytorka i producentka – Kasia Wilk opowiada o muzycznym czarowaniu, eksperymentach z makijażem i niezastąpionym dystansie do siebie.


AGNIESZKA SARACYN-ROZBICKA: „Ludzie nie krzyczą i nie szaleją pod adresem zespołu, robią to z powodu swoich wspomnień” – powiedział Bono. Jak Ty byś się do tego ustosunkowała i co jest dla Ciebie esencją muzyki?
KASIA WILK:
Zgadzam się z tą wypowiedzią. Kiedy ludzie będą utożsamiać się z tekstem utworu, melodia będzie przywoływać ich wspomnienia, wtedy znajdzie się on wysoko w ich osobistym rankingu, w pamięci. Nieważne, czy słyszeli jakąś piosenkę przypadkiem, ważne co wtedy czuli. Jeśli z jakimiś dźwiękami będzie wiązać się konkretny stan emocjonalny, to znaczy, że zadanie, które artysta wypełnia, zostało wykonane. Siłą rzeczy ludzie zainteresują się również zespołem lub artystą, który stworzył produkt.
Każdy w głębi duszy jest egoistą – odbiera piosenki w zależności od stanu wewnętrznego, w jakim się znajduje. Jeśli zakotwiczy się po raz pierwszy w danych dźwiękach jako szczęśliwy, będzie do nich wracał i będzie szczęśliwy w momencie jej słuchania. Czasami może być odwrotnie – tyle przypadków, ile ludzi. Nie wierzę jednak, że człowiek bezwarunkowo zakochuje się w artyście i przyjmuje wszystkie jego owoce z uwielbieniem. Piosenki, z którymi można się utożsamiać albo przywołać wspomnienia, są łącznikiem między słuchającym a tworzącym i to one są najważniejsze.
Dla mnie esencją muzyki jest tekst. Dlatego, gdy tworzę piosenkę, utwór słowno-muzyczny, największy nacisk stawiam właśnie na treść. Staram się pisać tak, żeby być zrozumianą w przekazie, szczerą, dopasowuję słowa do charakteru muzycznego. Kiedy więc słyszę durową, brzmiącą wesoło harmonię, wykluczam poważne, smutne słowa. Chyba że śmieję się przez łzy. Na pierwszym miejscu jest dla mnie przekaz, później ubieram go w dźwięki, produkcję i nadaję mu ogólny charakter.
Pamiętasz swoją pierwszą kupioną płytę?
K.W.:
„Dangerous" Michaela Jacksona kupiona w kiosku przy ul. Kościuszki w Lubinie. Bardzo miło wspominam – à propos wcześniejszego pytania – ten czas spędzony z mamą przy jakichś porządkach domowych. Nieważne, co to było, czułam się szczęśliwa i ta płyta zawsze będzie mi się kojarzyć z czymś beztroskim i z domem rodzinnym. Pamiętam, że tę oryginalną zajechałyśmy wtedy do granic możliwości.
Czyja kariera jest dla Ciebie źródłem inspiracji?
K.W.:
Myślę, że Kayah. Odważnie? Może. Dzieli nas kilkanaście lat i o tyle lat pracy przede mną. Kiedy przyglądam się naszym drogom, to zauważam między nami wiele podobieństw. Tak samo jak ona muszę walczyć o swoje, nic nie przychodzi bez pracy, w naszym przypadku podwójnej. Bóg nie obdarzył mnie ciałem bogini, ani twarzą miss. Kayah kiedyś też chyba powiedziała takie zdanie, że uroda jej nie pomagała. Choć dla mnie zawsze była i jest piękną kobietą.
Same piszemy i komponujemy, eksperymentujemy, a śpiew w chórkach sprawia nam wielką radość. Obie też jesteśmy wrażliwe, namiętne i bardzo uparte w dążeniu do celu. Potrafimy pisać i śpiewać otwarcie o uczuciach. Obie też kochamy czerwone wino. Życzę sobie takiej pozycji, jaką wypracowała Kayah i takiej konsekwencji w działaniach.
Myślisz, że artystom wolno więcej?
K.W.: T
o by było zbyt zuchwałe. Wszyscy mamy takie same prawo do wyrażania siebie. Artyście po prostu więcej się wybacza, uważając jego inność za nieodzowną część jego natury. Ludzie się do tego przyzwyczaili, że artyści otwarcie pokazują swoje uczucia, o to też chodzi w ich twórczości. Jednak, gdy wykorzystują oni swój status, to nie musimy się na to godzić. Druga sprawa, kiedy widzi się kogoś ekstrawertycznego, wzbudzającego zainteresowanie, to choć odwracamy głowę, oczy same gonią w jego stronę. Tak działa nasza podświadomość – ile wzbudzi kontrowersji, o tyle bardziej będzie ciekawszy dla odbiorcy.
Często to tylko zwykła prowokacja. Jakkolwiek i gdziekolwiek by się nie zdarzyła. Nie zapominajmy, że artystą jest ktoś, kto tworzy i kreuje. Znam wiele barwnych i szalonych postaci, które swoją niezwykłość pokazują w swoich pracach. Są wspaniałe, a ich twórcy nie wzbudzają ogólnego zamieszania swą osobowością, a w tłumie też ich nie widać. Warto o tym pamiętać i nie mierzyć wszystkich jedną miarą.
A w Tobie drzemie dusza prowokatorki?
K.W.:
Jestem spontaniczna, więc czasem robię i mówię głupie rzeczy, ale nie ma to nic wspólnego z odwagą czy prowokacją. Moim celem nie jest przyciągać uwagę byle jak, nie lubię się ośmieszać, choć umiem się z siebie śmiać. Mam dużo dystansu, ale w kwestii wizerunku trzymam się raczej przeciętności, bo to wynika z mojej natury. Nie wpływa to na rozwój mojej kariery, jak twierdzą „eksperci od mediów”, ale ja to tempo nadaję sobie sama. I cenię sobie ten komfort. Prowokować lubię, ale w odpowiednich miejscach. A gdy jestem w tłumie, idealnie się wtapiam. Czasem jestem głośna i przebojowa, nie wstydzę się siebie, ale nie lubię też za bardzo zwracać na siebie uwagi.
Jak wygląda Twój dzień?
K.W.:
Ostatnio zbiega się wiele obowiązków, więc robię wszystko naraz: pracuję nad płytą, remontuję mieszkanie, rozpoczęłam kompleksową regenerację głosu, więc chodzę na regularne zajęcia śpiewu. Piszę piosenki dla siebie i innych, a w międzyczasie koncertuję, biorę udział w różnych eventach, spotykam się z fanami. Ostatnio rankami szybko się „ogarniam" i ruszam głównie do urzędów w przekonaniu, że tym razem coś uda mi się załatwić w sprawie budowy. Kto próbował się z tym zmierzyć, ten wie o czym mówię.
Wieczory zostają mi na śpiewanie, ale już od grudnia zaczęłam odpadać zbyt wcześnie – to wynika z mojego ogólnego samopoczucia zimą. Kładę się więc nieprzyzwoicie wcześnie i szczerze mówiąc mogłabym przespać czas do wiosny (i to bez wina). Ale skoro już nie śpię za dnia, skupiam się głównie na tym, by uporządkować swoją przestrzeń życiową, żeby mieć własne miejsce, zrelaksować się w nim i z czystą głową oraz sercem całkowicie poświęcić się temu, co lubię najbardziej – muzyce i ukończeniu kolejnej płyty.
No właśnie, jak przebiegają prace nad Twoim trzecim solowym albumem?
K.W.:
Prace przebiegają w zależności od mojej energii. I siły. Nikt niczego nie zrobi za mnie, a ja ciągle szukam, ciągle chcę zrealizować wyobrażenie o mojej trzeciej płycie, tylko ja wiem, jaka ma być. Teoretycznie z materiału, który napisałam przez te dwa lata mogę zrobić trzy osobne płyty. Pytanie jednak, czy zrobić trzy czy jedną, ale taką, o jakiej marzę?
Ciągłe bicie się z myślami dręczy, dlatego odpuściłam na chwilę, by, tak jak wspomniałam, ogarnąć swoją przestrzeń życiową. Powiem tylko, że w ostatnim czasie nastąpiły we mnie ogromne zmiany emocjonalne, dojrzałam do ekshibicjonizmu w pewnym zakresie, i płyta z pewnością będzie tego obrazem. W towarzystwie smyków i żywych instrumentów można naprawdę czarować.
Zaczynałaś od gospel, reggae, funky – powrócisz kiedyś do takiej stylistyki?
K.W.:
Zapewne nigdy się z tym nie rozstałam, wszystkie te gatunki przemycam gdzieś do siebie i swojej twórczości, na koncerty i do aranżacji, szczególnie wokali. Niedawno wpadła mi w ręce pewna propozycja reggae – jeśli tylko okaże się w moim guście, wezmę w niej udział.

Gdybyś nie była wokalistką, to…
K.W.:
Studiowałabym technologię żywności, ale to mogę zrobić w każdej chwili. Robiłabym make-up albo aranżowałabym wnętrza, bo lubię to wykonywać hobbistycznie. Prowadziłabym też sprzedaż produktów eko, ponieważ ze względu na problemy z nadwagą, od zawsze byłam zmuszona interesować się zdrową żywnością i omijaniem śmieci w artykułach spożywczych. Myślę, że spożytkowałabym swój zapał i energię do granic możliwości. Pewnie teraz miałabym już kilka ekosklepów. Może śpiewałabym w jakimś chórze gospel i byłabym mamą trojga dzieci? Kto wie (śmiech)?

Twoje motto życiowe?
K.W.:
Żyć dobrze i niczego nie żałować. Słuchać siebie i dbać o tych, których kocham.
Pokusisz się o swoją definicję piękna?
K.W.:
Wygląd – naturalny, zadbany, stonowany. Tak naprawdę piękno to pojecie względne, dla jednych to umysł, dla innych twarz, ciało, włosy. Dla mnie to uśmiech. Jeśli zdobi twarz, to jest ona zawsze piękna.
Podobają Ci się Polki? Umiemy o siebie zadbać i jesteśmy świadome swojej kobiecości?
K.W.:
Jesteśmy świadome, ale mamy mnóstwo kompleksów. To wynika z mody, którą kreują media. Co druga z nas ma zaburzenia pokarmowe, co druga ma depresję lub cierpi na zakupoholizm. Ciągle czegoś od siebie chcemy. Z jednej strony to dobrze, bo się motywujemy, ale z drugiej musimy nauczyć się odpuszczać.
Ostatnio kilkakrotnie byłam na Wschodzie. Tam wciąż dziewczyny chodzą w sukienkach, mają perfekcyjny, pełen meke-up, zadbane dłonie, rozpuszczone długie włosy. Nie mają niczego, taka jest sytuacja w kraju, żadnych szans na rozwój, równouprawnienie, żadnych możliwości, a mimo to są szczęśliwe. My w Polsce mamy wszystko i wciąż jesteśmy niezadowolone.
Polki są oczywiście pięknymi kobietami o zadziornych charakterkach – takie temperamenty lubię najbardziej. Gdy rozglądam się na ulicach, widzę, jak kobiety kreują swój styl, jak dbają o swój wizerunek i w konfrontacji z krajami mody: Francją czy Włochami, wypadamy naprawdę bardzo dobrze. Obserwuję też programy i blogi modowe. Cieszą się one dużą popularnością i to też świadczy o tym, że kobiety chcą o siebie dbać i pięknie wyglądać. Niekiedy jednak odnoszę wrażenie, że zatracamy się w pędzie do pięknego wyglądu, zapominając, że wizerunek i powierzchowność to dodatki do nas samych. Musimy nauczyć się dbać o siebie i swoje wnętrze, i właśnie nabycia tej umiejętności wszystkim Polkom życzę.
Pielęgnacja to dla Ciebie obowiązek czy przyjemność?
K.W.:
Kiedy oddaję się chwili relaksu, to wszystkie zabiegi – szczególnie te, przy użyciu kosmetyków o wyjątkowych zapachach – to dla mnie prawdziwa przyjemność. Na co dzień w pielęgnacji, ze względu na brak czasu, ograniczam się do podstawowego minimum: buzia – krem, paznokcie – lakier, prysznic, włosy – szampon, odżywka i mogę zdobywać świat.
Jakie zabiegi lubisz najbardziej?
K.W.:
Takie, w których ja leżę, a miła pani wmasowuje we mnie wszystkie pachnące cuda natury (śmiech).
Jesteś zwolenniczką domowego spa?
K.W.:
W domu moim jedynym spa jest długa kąpiel – jestem wręcz jej „przezwolenniczką”. Potem, głównie z poczucia obowiązku, wcieram w ciało krem ujędrniający lub antycellulitowy.
Na co zwracasz szczególną uwagę przy wyborze kremu: na konsystencję, zapach czy działanie?
K.W.:
Dopasowuję krem do potrzeb mojej skóry. Zazwyczaj na mojej półce można znaleźć kilka produktów o różnych specyfikacjach. Mam cerę mieszaną, przetłuszczającą się w strefie T, a bardzo suchą na policzkach. Niedawno zauważyłam też kilka pękniętych naczynek. Moja mama dostrzegła u siebie trądzik różowaty – istnieje więc prawdopodobieństwo, że jeśli nie zadbam odpowiednio o skórę, to również mogę cierpieć na tę przykrą chorobę skóry.
Jestem w pełni świadoma, jakim obciążeniom poddaję skórę: makijażem kryjącym, gęstym podkładem i matującymi warstwami pudru. Używam produktów mineralnych, ale dla skóry kilka godzin uwięzionej pod tym wszystkim w gorącym świetle i pocie czoła, to prawdziwa masakra. Staram się kłaść grube warstwy kremu nawilżającego i maski nawilżające po każdym takim zdarzeniu, a w dni, gdy nie występuję, pozwalam skórze pooddychać nie obciążając jej makijażem. Unikam słońca i stosuję filtry. Aplikuję też krem na naczynka w miejscach, w których widzę takie zmiany.
Zimą zaś stosuję tłusty krem zmieszany z lekkim pudrem marki Iwostin, przeznaczony do cery naczynkowej w celu ochrony skóry przed działaniem czynników zewnętrznych. Mam na półce kilka różnych kremów, różnych producentów. Nie uważam, że polskie kremy odbiegają od tych znanych marek. Nie dajmy się zwariować.

Jakich kosmetyków jest najwięcej w Twojej łazience?
K.W.:
Zdecydowanie perfum, następnie kremów do rąk (zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym staram się dbać o ręce) i na końcu produktów do pielęgnacji twarzy. Nie mogę też nie wspomnieć o kosmetykach do pielęgnacji włosów. Zawsze miałam długie włosy i prawdziwego bzika na punkcie ich wyglądu. Pilnuję, żeby były błyszczące i zdrowe, mimo wielu eksperymentów z ich kolorem i strukturą. Od kilku lat zaniechałam farbowania, kiedy nie muszę, to nie suszę ich suszarką, używam łagodnych środków, a kiedy oddaję je w ręce fryzjera dwa razy przemyślę, kto to ma być i jak obchodzi się z włosami. Najczęściej stylizuję fryzurę sama sobie. Taka ze mnie Zosia-Samosia...
Absolutne must have w Twojej kosmetyczce?
K.W.:
Płyn do demakijażu (bez usunięcia makijażu nie idę spać), pęseta i krem nawilżający.
Lubisz eksperymentować z makijażem?
K.W.:
Bardzo. Czasem próbuję różnych rozwiązań na sobie, nawet jeśli nie ma specjalnej ku temu okazji. Zawsze lubiłam się malować. Kiedy byłam w liceum mój tata nie był tym zachwycony, więc nauczyłam się robić sobie czarne kreski w drodze do szkoły w autobusie bez lustra. Dziś zazwyczaj maluję się sama, bo tylko ja wiem, w jakiej kresce moje oko wygląda najlepiej. Z czasem maluję się też mniej – to chyba zawsze tak działa, odwrotnie proporcjonalnie. Im jestem starsza, tym mniejszą mam potrzebę zewnętrznego liftingu, a większą samoakceptację.
W teledysku do utworu „Być może” jesteś ucharakteryzowana na mężczyznę. Skąd pomysł?
K.W.:
Aby złamać stereotyp związany z roszczeniami kobiet w stosunku do mężczyzn. Tekst piosenki „Być może” opowiada o niepewności. Śpiewa go kobieta, jednak celowo przeobraziłam się w mężczyznę, by opowiedzieć tę historię z jego perspektywy. To dowód na to, że teksty pisane przez kobietę mogą trafiać również do mężczyzn, którzy tak samo jak my z pewnymi uczuciami nie mogą ani nie muszą się godzić. Taki unisex treści.
Jakie są Twoje marzenia i plany na najbliższą przyszłość?
K.W.:
Kąt, kat, własny kąt! Moje postanowienia noworoczne to: samodzielne skoki ze spadochronem, zakup motoru i skończenie kursu na prawo jazdy w kategorii A. Poza tym doprowadzenie strun głosowych do porządku, nagranie płyty, wyjazd do stanów od LA do NYC kamperem (najlepszy przyspieszony kurs języka angielskiego) i przeczytanie wszystkich książek, które dostałam pod choinkę.
W takim razie życzę zrealizowania tych wszystkich licznych postanowień w nowym roku i dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała:
Agnieszka Saracyn-Rozbicka
fot. materiały prasowe 


NIE MOGĘ OBEJŚĆ SIĘ BEZ:


Tusz do rzęs: Yves Saint Laurent – świetnie pogrubia i wydłuża, sporą wadą jest cena i niewydajność
Fluid: Double wear Estee Lauder – mocno kryjący, matujący idealny na scenę
Pomadka: Nivea Pure & Natural, Olive & Lemon – dobrze chroni i ładnie pachnie; Dior Addict – moim zdaniem zapewnia średnie krycie, za to daje piękny winylowy połysk
Baza pod makijaż: Kanebo, Sensai, Smoothing water make-up o konsystencji lekkiego żelu – nie zatyka porów i nie obciąża skóry, a w połączeniu z podkładem Double wear Estee Lauder mój makijaż utrzymuje się przez całą noc;
Kremy: nawilżający Dior Hydra Life – stosuję głównie na noc. W zimie sięgam po ochronny tłusty krem marki Ziaja i krem do cery naczynkowej marki Iwostin
Perfumy: DKNY – Be Delicious, DKNY – Woman, Versace – Versense, Versace – Diamond, Cavalli – Just Cavalli, Jimmy Choo – Flash, Burberry – Brit i Body, Armani – Code


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Mężczyzna
23.02.2026 10:07
Kosmetyki i pielęgnacja męska – ten trend rośnie globalnie. Ale dlaczego?
adobestock

Segment kosmetyków i pielęgnacji męskiej rozwija się dynamicznie, stając się jednym z kluczowych kierunków wzrostu w branży beauty – wskazują zgodnie eksperci i retailerzy. Coraz większa liczba mężczyzn włącza regularną pielęgnację do swojej codziennej rutyny – nie tylko w zakresie higieny, ale także pielęgnacji ciała, włosów i zarostu (grooming’u). To zmienia tradycyjne archetypy rynku kosmetycznego i stwarza nowe możliwości dla producentów, dystrybutorów i detalistów.

Dlaczego rynek pielęgnacji męskiej rośnie?

Rosnące zainteresowanie kosmetykami męskimi można wyjaśnić kilkoma kluczowymi czynnikami. Pierwszy z nich to zmiana społecznych postaw – pielęgnacja twarzy i ciała przez mężczyzn przestaje być tabu, a staje się wyrazem troski o zdrowie i wygląd. Nie bez znaczenia jest też rozwój kultury self-care i wellness – coraz więcej mężczyzn utożsamia grooming z dbaniem o siebie, zarówno w aspekcie estetycznym, jak i zdrowotnym.

W zmianie postaw dużą rolę grają media społecznościowe i edukacja produktowa – influencerzy i treści edukacyjne powszechnie obalają stereotyp „męskiej pielęgnacji jako luksusu”, co przekłada się na powszechność i popularność trendu, wzrost świadomości i zakupów. Ponadto producenci oferują cały czas coraz bardziej zaawansowane formuły i produkty, dopasowane do specyfiki męskiej skóry czy włosów. 

image

RALLS. – polska marka męskiej pielęgnacji premium, która podbija Europę

Jakie są perspektywy wzrostu dla tej kategorii?

Według najnowszych analiz rynkowych, globalny rynek produktów do pielęgnacji męskiej (men’s grooming) ma przed sobą długoterminowy wzrost. Prognozuje się, że globalny rynek kosmetyków do pielęgnacj zarostu osiągnie wartość powyżej 106 mld dolarów do 2035 r., przy średniorocznym wskaźniku wzrostu CAGR ~5,6 proc. w latach 2025–2035.

Segmenty mniej popularne do tej pory, takie jak pielęgnacja ciała dla mężczyzn, rosną jeszcze szybciej -- tu prognozy CAGR sięgają nawet 6-7 proc. w najbliższych latach. Niektóre źródła (np. futuremarketinsights.com) wskazują nawet wyższe CAGR (ok. 7-8 proc. lub więcej) dla niektórych produktów, rynków premium lub personalizowanych rozwiązań groomingowych.

Takie tempo wzrostu wskazuje na rosnące zapotrzebowanie na innowacyjne kosmetyki męskie, zaawansowaną pielęgnację twarzy i produkty do pielęgnacji zarostu.

Pielęgnacja męska – dookoła świata

Zjawisko wzrostu popytu na kosmetyki męskie jest globalne, ale pewne regiony szczególnie mocno napędzają tę dynamikę:

  • Ameryka Północna – duża świadomość konsumencka i wysokie wydatki na grooming premium.
  • Europa Zachodnia – silna kultura self-care i rosnące zainteresowanie zaawansowanymi produktami skincare.
  • Azja i region APAC – szczególnie Korea Południowa i Japonia, gdzie pielęgnacja męska jest już głęboko zakorzeniona, a młode pokolenia dalej zwiększają ten popyt.
  • Rynki wschodzące – Indie, Chiny i kraje Bliskiego Wschodu jako obszary o najszybszym CAGR dzięki urbanizacji i wzrostowi klasy średniej.

image

Maja Justyna, PAIH: Dominacja K-beauty: pielęgnacja, makijaż i co dalej? [ROCZNIK WK]

Najpopularniejsze kategorie produktów dla mężczyzn

Dynamika popytu różni się w zależności od segmentu:

  • Pielęgnacja twarzy (facial skincare) – to najszybciej rosnąca kategoria, obejmuje oczyszczanie, nawilżanie twarzy oraz preparaty przeciwstarzeniowe.
  • Haircare i pielęgnacja zarostu – kosmetyki do włosów, trymery, olejki do brody oraz balsamy groomingowe.
  • Produkty do pielęgnacji ciała – żele pod prysznic, balsamy i peelingi dostosowane do specyfiki męskiej skóry.
  • Zapachy i grooming luksusowy – perfumy i kosmetyki premium.

Co rozwój tego trendu oznacza dla branży?

Dla producentów, dystrybutorów i detalistów beauty obecna faza rozwoju rynku kosmetyków męskich oznacza:

  • wzmacnianie oferty produktowej dedykowanej mężczyznom, z segmentacją linii 
  • inwestycje w marketing edukacyjny i komunikację lifestyle, uwzględniającą zmieniające się postawy i aspiracje męskich konsumentów.
  • rozwój kanałów e-commerce i omnichannel – mężczyźni chętnie korzystają z zakupów online oraz personalizowanych rekomendacji.

Segment pielęgnacji męskiej to dziś nie tylko kosmetyki codzienne, ale rosnący obszar innowacji i premiumizacji, który może stać się trwałym filarem wzrostu w branży beauty na najbliższe lata.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
08.01.2026 10:21
Popularność trendu wellness będzie rosnąć - do łask powróci m.in. parafina
Wyraźnie widać wielki powrót parafiny, szczególnie do zabiegów dla dłoni i stópIG paraffin_treatment

Z danych zebranych przez platformę Fresha, specjalizującą się w tematyce beauty i wellness, wyłania się obraz usług, zabiegów i trendów urodowych, które będą zwiększać swoją popularność w 2026 roku. Dane te wskazują jednoznacznie na wzrost popularności nowych zabiegów wellness, usług spa oraz odradzania się zainteresowania tradycyjnymi metodami leczenia, napędzanych przez obecność w social mediach. Wskazują one nie tylko na rosnące zainteresowanie konsumentów, ale też szersze zmiany kulturowe, nakierowane na dbanie o siebie, radzenie sobie ze stresem oraz profilaktykę wellness.

Na szczycie listy znajduje się antyoksydant o nazwie glutation, który odnotował prawie 10 mln wyszukiwań między grudniem 2024 a listopadem 2025 roku. Glutation chroni komórki przed uszkodzeniami, wspierając detoksykację (wątroba, metale ciężkie), wzmacniając odporność, poprawiając zdrowie skóry (trądzik, starzenie) i wspomagając w zapobieganiu chorobom serca, płuc i cukrzycy poprzez redukcję stanu zapalnego i stresu oksydacyjnego.

Oprócz glutationu, wysoko w rankingu znalazły się również wyszukiwania dotyczące terapii dożylnej, infuzji i nawadniania dożylnego. W branży beauty i wellness trend ten odzwierciedla rosnące zainteresowanie zabiegami ukierunkowanymi na energię, regenerację i ogólne dobre samopoczucie, podkreślając jednocześnie wagę przestrzegania zasad i nadzoru nad praktykami.

image

Raport piękna Oriflame: dobrostan emocjonalny jako kluczowy trend

Trendy z wyszukiwarek wskazują też na utrzymujący się popyt na zabiegi wellness w spa, przy czym spa wellness, termy, sauna i łaźnia parowa znajdują się w top 10. Dzieje się tak, ponieważ oferta wellness skupiona na relaksie i regeneracji psychicznej pozostaje priorytetem dla konsumentów.

Tradycyjne usługi, takie jak masaż relaksacyjny i wellness, również zajęły wysokie pozycje, co wzmacnia niesłabnącą atrakcyjność zabiegów manualnych, które wspierają redukcję stresu i komfort fizyczny.

image

Plastry transdermalne zmieniają rynek suplementów, ale nie dla wszystkich składników

Wyraźnie widać wielki powrót parafiny, szczególnie do zabiegów dla dłoni i stóp. Choć jest ona od dawna ceniona w spa i salonach kosmetycznych, zabiegi przy użyciu parafiny odzyskały ostatnio popularność dzięki platformom takim jak TikTok i Instagram. Liczne treści, pokazujące efekty „przed i po” przybliżyły ten zabieg młodszej publiczności, prezentując go jako zabieg zarówno satysfakcjonujący, jak i funkcjonalny.

Rok 2026 przynieść ma równowagę pomiędzy innowacją a rzeczami sprawdzonymi i uznanymi. Konsumenci wydają się zainteresowani nowymi koncepcjami wellness – szczególnie tymi związanymi z długowiecznością, jednocześnie ceniąc sprawdzone zabiegi spa, które sprzyjają relaksowi i regeneracji.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
16. marzec 2026 02:22