StoryEditor
Ciało
21.01.2014 00:00

Kasia Wilk: Żyć dobrze i niczego nie żałować

Uznawana za jedną z najzdolniejszych polskich wokalistek, właścicielka niezwykle charakterystycznego, mocnego wokalu i charyzmatycznej osobowości, autorka tekstów, kompozytorka i producentka – Kasia Wilk opowiada o muzycznym czarowaniu, eksperymentach z makijażem i niezastąpionym dystansie do siebie.


AGNIESZKA SARACYN-ROZBICKA: „Ludzie nie krzyczą i nie szaleją pod adresem zespołu, robią to z powodu swoich wspomnień” – powiedział Bono. Jak Ty byś się do tego ustosunkowała i co jest dla Ciebie esencją muzyki?
KASIA WILK:
Zgadzam się z tą wypowiedzią. Kiedy ludzie będą utożsamiać się z tekstem utworu, melodia będzie przywoływać ich wspomnienia, wtedy znajdzie się on wysoko w ich osobistym rankingu, w pamięci. Nieważne, czy słyszeli jakąś piosenkę przypadkiem, ważne co wtedy czuli. Jeśli z jakimiś dźwiękami będzie wiązać się konkretny stan emocjonalny, to znaczy, że zadanie, które artysta wypełnia, zostało wykonane. Siłą rzeczy ludzie zainteresują się również zespołem lub artystą, który stworzył produkt.
Każdy w głębi duszy jest egoistą – odbiera piosenki w zależności od stanu wewnętrznego, w jakim się znajduje. Jeśli zakotwiczy się po raz pierwszy w danych dźwiękach jako szczęśliwy, będzie do nich wracał i będzie szczęśliwy w momencie jej słuchania. Czasami może być odwrotnie – tyle przypadków, ile ludzi. Nie wierzę jednak, że człowiek bezwarunkowo zakochuje się w artyście i przyjmuje wszystkie jego owoce z uwielbieniem. Piosenki, z którymi można się utożsamiać albo przywołać wspomnienia, są łącznikiem między słuchającym a tworzącym i to one są najważniejsze.
Dla mnie esencją muzyki jest tekst. Dlatego, gdy tworzę piosenkę, utwór słowno-muzyczny, największy nacisk stawiam właśnie na treść. Staram się pisać tak, żeby być zrozumianą w przekazie, szczerą, dopasowuję słowa do charakteru muzycznego. Kiedy więc słyszę durową, brzmiącą wesoło harmonię, wykluczam poważne, smutne słowa. Chyba że śmieję się przez łzy. Na pierwszym miejscu jest dla mnie przekaz, później ubieram go w dźwięki, produkcję i nadaję mu ogólny charakter.
Pamiętasz swoją pierwszą kupioną płytę?
K.W.:
„Dangerous" Michaela Jacksona kupiona w kiosku przy ul. Kościuszki w Lubinie. Bardzo miło wspominam – à propos wcześniejszego pytania – ten czas spędzony z mamą przy jakichś porządkach domowych. Nieważne, co to było, czułam się szczęśliwa i ta płyta zawsze będzie mi się kojarzyć z czymś beztroskim i z domem rodzinnym. Pamiętam, że tę oryginalną zajechałyśmy wtedy do granic możliwości.
Czyja kariera jest dla Ciebie źródłem inspiracji?
K.W.:
Myślę, że Kayah. Odważnie? Może. Dzieli nas kilkanaście lat i o tyle lat pracy przede mną. Kiedy przyglądam się naszym drogom, to zauważam między nami wiele podobieństw. Tak samo jak ona muszę walczyć o swoje, nic nie przychodzi bez pracy, w naszym przypadku podwójnej. Bóg nie obdarzył mnie ciałem bogini, ani twarzą miss. Kayah kiedyś też chyba powiedziała takie zdanie, że uroda jej nie pomagała. Choć dla mnie zawsze była i jest piękną kobietą.
Same piszemy i komponujemy, eksperymentujemy, a śpiew w chórkach sprawia nam wielką radość. Obie też jesteśmy wrażliwe, namiętne i bardzo uparte w dążeniu do celu. Potrafimy pisać i śpiewać otwarcie o uczuciach. Obie też kochamy czerwone wino. Życzę sobie takiej pozycji, jaką wypracowała Kayah i takiej konsekwencji w działaniach.
Myślisz, że artystom wolno więcej?
K.W.: T
o by było zbyt zuchwałe. Wszyscy mamy takie same prawo do wyrażania siebie. Artyście po prostu więcej się wybacza, uważając jego inność za nieodzowną część jego natury. Ludzie się do tego przyzwyczaili, że artyści otwarcie pokazują swoje uczucia, o to też chodzi w ich twórczości. Jednak, gdy wykorzystują oni swój status, to nie musimy się na to godzić. Druga sprawa, kiedy widzi się kogoś ekstrawertycznego, wzbudzającego zainteresowanie, to choć odwracamy głowę, oczy same gonią w jego stronę. Tak działa nasza podświadomość – ile wzbudzi kontrowersji, o tyle bardziej będzie ciekawszy dla odbiorcy.
Często to tylko zwykła prowokacja. Jakkolwiek i gdziekolwiek by się nie zdarzyła. Nie zapominajmy, że artystą jest ktoś, kto tworzy i kreuje. Znam wiele barwnych i szalonych postaci, które swoją niezwykłość pokazują w swoich pracach. Są wspaniałe, a ich twórcy nie wzbudzają ogólnego zamieszania swą osobowością, a w tłumie też ich nie widać. Warto o tym pamiętać i nie mierzyć wszystkich jedną miarą.
A w Tobie drzemie dusza prowokatorki?
K.W.:
Jestem spontaniczna, więc czasem robię i mówię głupie rzeczy, ale nie ma to nic wspólnego z odwagą czy prowokacją. Moim celem nie jest przyciągać uwagę byle jak, nie lubię się ośmieszać, choć umiem się z siebie śmiać. Mam dużo dystansu, ale w kwestii wizerunku trzymam się raczej przeciętności, bo to wynika z mojej natury. Nie wpływa to na rozwój mojej kariery, jak twierdzą „eksperci od mediów”, ale ja to tempo nadaję sobie sama. I cenię sobie ten komfort. Prowokować lubię, ale w odpowiednich miejscach. A gdy jestem w tłumie, idealnie się wtapiam. Czasem jestem głośna i przebojowa, nie wstydzę się siebie, ale nie lubię też za bardzo zwracać na siebie uwagi.
Jak wygląda Twój dzień?
K.W.:
Ostatnio zbiega się wiele obowiązków, więc robię wszystko naraz: pracuję nad płytą, remontuję mieszkanie, rozpoczęłam kompleksową regenerację głosu, więc chodzę na regularne zajęcia śpiewu. Piszę piosenki dla siebie i innych, a w międzyczasie koncertuję, biorę udział w różnych eventach, spotykam się z fanami. Ostatnio rankami szybko się „ogarniam" i ruszam głównie do urzędów w przekonaniu, że tym razem coś uda mi się załatwić w sprawie budowy. Kto próbował się z tym zmierzyć, ten wie o czym mówię.
Wieczory zostają mi na śpiewanie, ale już od grudnia zaczęłam odpadać zbyt wcześnie – to wynika z mojego ogólnego samopoczucia zimą. Kładę się więc nieprzyzwoicie wcześnie i szczerze mówiąc mogłabym przespać czas do wiosny (i to bez wina). Ale skoro już nie śpię za dnia, skupiam się głównie na tym, by uporządkować swoją przestrzeń życiową, żeby mieć własne miejsce, zrelaksować się w nim i z czystą głową oraz sercem całkowicie poświęcić się temu, co lubię najbardziej – muzyce i ukończeniu kolejnej płyty.
No właśnie, jak przebiegają prace nad Twoim trzecim solowym albumem?
K.W.:
Prace przebiegają w zależności od mojej energii. I siły. Nikt niczego nie zrobi za mnie, a ja ciągle szukam, ciągle chcę zrealizować wyobrażenie o mojej trzeciej płycie, tylko ja wiem, jaka ma być. Teoretycznie z materiału, który napisałam przez te dwa lata mogę zrobić trzy osobne płyty. Pytanie jednak, czy zrobić trzy czy jedną, ale taką, o jakiej marzę?
Ciągłe bicie się z myślami dręczy, dlatego odpuściłam na chwilę, by, tak jak wspomniałam, ogarnąć swoją przestrzeń życiową. Powiem tylko, że w ostatnim czasie nastąpiły we mnie ogromne zmiany emocjonalne, dojrzałam do ekshibicjonizmu w pewnym zakresie, i płyta z pewnością będzie tego obrazem. W towarzystwie smyków i żywych instrumentów można naprawdę czarować.
Zaczynałaś od gospel, reggae, funky – powrócisz kiedyś do takiej stylistyki?
K.W.:
Zapewne nigdy się z tym nie rozstałam, wszystkie te gatunki przemycam gdzieś do siebie i swojej twórczości, na koncerty i do aranżacji, szczególnie wokali. Niedawno wpadła mi w ręce pewna propozycja reggae – jeśli tylko okaże się w moim guście, wezmę w niej udział.

Gdybyś nie była wokalistką, to…
K.W.:
Studiowałabym technologię żywności, ale to mogę zrobić w każdej chwili. Robiłabym make-up albo aranżowałabym wnętrza, bo lubię to wykonywać hobbistycznie. Prowadziłabym też sprzedaż produktów eko, ponieważ ze względu na problemy z nadwagą, od zawsze byłam zmuszona interesować się zdrową żywnością i omijaniem śmieci w artykułach spożywczych. Myślę, że spożytkowałabym swój zapał i energię do granic możliwości. Pewnie teraz miałabym już kilka ekosklepów. Może śpiewałabym w jakimś chórze gospel i byłabym mamą trojga dzieci? Kto wie (śmiech)?

Twoje motto życiowe?
K.W.:
Żyć dobrze i niczego nie żałować. Słuchać siebie i dbać o tych, których kocham.
Pokusisz się o swoją definicję piękna?
K.W.:
Wygląd – naturalny, zadbany, stonowany. Tak naprawdę piękno to pojecie względne, dla jednych to umysł, dla innych twarz, ciało, włosy. Dla mnie to uśmiech. Jeśli zdobi twarz, to jest ona zawsze piękna.
Podobają Ci się Polki? Umiemy o siebie zadbać i jesteśmy świadome swojej kobiecości?
K.W.:
Jesteśmy świadome, ale mamy mnóstwo kompleksów. To wynika z mody, którą kreują media. Co druga z nas ma zaburzenia pokarmowe, co druga ma depresję lub cierpi na zakupoholizm. Ciągle czegoś od siebie chcemy. Z jednej strony to dobrze, bo się motywujemy, ale z drugiej musimy nauczyć się odpuszczać.
Ostatnio kilkakrotnie byłam na Wschodzie. Tam wciąż dziewczyny chodzą w sukienkach, mają perfekcyjny, pełen meke-up, zadbane dłonie, rozpuszczone długie włosy. Nie mają niczego, taka jest sytuacja w kraju, żadnych szans na rozwój, równouprawnienie, żadnych możliwości, a mimo to są szczęśliwe. My w Polsce mamy wszystko i wciąż jesteśmy niezadowolone.
Polki są oczywiście pięknymi kobietami o zadziornych charakterkach – takie temperamenty lubię najbardziej. Gdy rozglądam się na ulicach, widzę, jak kobiety kreują swój styl, jak dbają o swój wizerunek i w konfrontacji z krajami mody: Francją czy Włochami, wypadamy naprawdę bardzo dobrze. Obserwuję też programy i blogi modowe. Cieszą się one dużą popularnością i to też świadczy o tym, że kobiety chcą o siebie dbać i pięknie wyglądać. Niekiedy jednak odnoszę wrażenie, że zatracamy się w pędzie do pięknego wyglądu, zapominając, że wizerunek i powierzchowność to dodatki do nas samych. Musimy nauczyć się dbać o siebie i swoje wnętrze, i właśnie nabycia tej umiejętności wszystkim Polkom życzę.
Pielęgnacja to dla Ciebie obowiązek czy przyjemność?
K.W.:
Kiedy oddaję się chwili relaksu, to wszystkie zabiegi – szczególnie te, przy użyciu kosmetyków o wyjątkowych zapachach – to dla mnie prawdziwa przyjemność. Na co dzień w pielęgnacji, ze względu na brak czasu, ograniczam się do podstawowego minimum: buzia – krem, paznokcie – lakier, prysznic, włosy – szampon, odżywka i mogę zdobywać świat.
Jakie zabiegi lubisz najbardziej?
K.W.:
Takie, w których ja leżę, a miła pani wmasowuje we mnie wszystkie pachnące cuda natury (śmiech).
Jesteś zwolenniczką domowego spa?
K.W.:
W domu moim jedynym spa jest długa kąpiel – jestem wręcz jej „przezwolenniczką”. Potem, głównie z poczucia obowiązku, wcieram w ciało krem ujędrniający lub antycellulitowy.
Na co zwracasz szczególną uwagę przy wyborze kremu: na konsystencję, zapach czy działanie?
K.W.:
Dopasowuję krem do potrzeb mojej skóry. Zazwyczaj na mojej półce można znaleźć kilka produktów o różnych specyfikacjach. Mam cerę mieszaną, przetłuszczającą się w strefie T, a bardzo suchą na policzkach. Niedawno zauważyłam też kilka pękniętych naczynek. Moja mama dostrzegła u siebie trądzik różowaty – istnieje więc prawdopodobieństwo, że jeśli nie zadbam odpowiednio o skórę, to również mogę cierpieć na tę przykrą chorobę skóry.
Jestem w pełni świadoma, jakim obciążeniom poddaję skórę: makijażem kryjącym, gęstym podkładem i matującymi warstwami pudru. Używam produktów mineralnych, ale dla skóry kilka godzin uwięzionej pod tym wszystkim w gorącym świetle i pocie czoła, to prawdziwa masakra. Staram się kłaść grube warstwy kremu nawilżającego i maski nawilżające po każdym takim zdarzeniu, a w dni, gdy nie występuję, pozwalam skórze pooddychać nie obciążając jej makijażem. Unikam słońca i stosuję filtry. Aplikuję też krem na naczynka w miejscach, w których widzę takie zmiany.
Zimą zaś stosuję tłusty krem zmieszany z lekkim pudrem marki Iwostin, przeznaczony do cery naczynkowej w celu ochrony skóry przed działaniem czynników zewnętrznych. Mam na półce kilka różnych kremów, różnych producentów. Nie uważam, że polskie kremy odbiegają od tych znanych marek. Nie dajmy się zwariować.

Jakich kosmetyków jest najwięcej w Twojej łazience?
K.W.:
Zdecydowanie perfum, następnie kremów do rąk (zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym staram się dbać o ręce) i na końcu produktów do pielęgnacji twarzy. Nie mogę też nie wspomnieć o kosmetykach do pielęgnacji włosów. Zawsze miałam długie włosy i prawdziwego bzika na punkcie ich wyglądu. Pilnuję, żeby były błyszczące i zdrowe, mimo wielu eksperymentów z ich kolorem i strukturą. Od kilku lat zaniechałam farbowania, kiedy nie muszę, to nie suszę ich suszarką, używam łagodnych środków, a kiedy oddaję je w ręce fryzjera dwa razy przemyślę, kto to ma być i jak obchodzi się z włosami. Najczęściej stylizuję fryzurę sama sobie. Taka ze mnie Zosia-Samosia...
Absolutne must have w Twojej kosmetyczce?
K.W.:
Płyn do demakijażu (bez usunięcia makijażu nie idę spać), pęseta i krem nawilżający.
Lubisz eksperymentować z makijażem?
K.W.:
Bardzo. Czasem próbuję różnych rozwiązań na sobie, nawet jeśli nie ma specjalnej ku temu okazji. Zawsze lubiłam się malować. Kiedy byłam w liceum mój tata nie był tym zachwycony, więc nauczyłam się robić sobie czarne kreski w drodze do szkoły w autobusie bez lustra. Dziś zazwyczaj maluję się sama, bo tylko ja wiem, w jakiej kresce moje oko wygląda najlepiej. Z czasem maluję się też mniej – to chyba zawsze tak działa, odwrotnie proporcjonalnie. Im jestem starsza, tym mniejszą mam potrzebę zewnętrznego liftingu, a większą samoakceptację.
W teledysku do utworu „Być może” jesteś ucharakteryzowana na mężczyznę. Skąd pomysł?
K.W.:
Aby złamać stereotyp związany z roszczeniami kobiet w stosunku do mężczyzn. Tekst piosenki „Być może” opowiada o niepewności. Śpiewa go kobieta, jednak celowo przeobraziłam się w mężczyznę, by opowiedzieć tę historię z jego perspektywy. To dowód na to, że teksty pisane przez kobietę mogą trafiać również do mężczyzn, którzy tak samo jak my z pewnymi uczuciami nie mogą ani nie muszą się godzić. Taki unisex treści.
Jakie są Twoje marzenia i plany na najbliższą przyszłość?
K.W.:
Kąt, kat, własny kąt! Moje postanowienia noworoczne to: samodzielne skoki ze spadochronem, zakup motoru i skończenie kursu na prawo jazdy w kategorii A. Poza tym doprowadzenie strun głosowych do porządku, nagranie płyty, wyjazd do stanów od LA do NYC kamperem (najlepszy przyspieszony kurs języka angielskiego) i przeczytanie wszystkich książek, które dostałam pod choinkę.
W takim razie życzę zrealizowania tych wszystkich licznych postanowień w nowym roku i dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała:
Agnieszka Saracyn-Rozbicka
fot. materiały prasowe 


NIE MOGĘ OBEJŚĆ SIĘ BEZ:


Tusz do rzęs: Yves Saint Laurent – świetnie pogrubia i wydłuża, sporą wadą jest cena i niewydajność
Fluid: Double wear Estee Lauder – mocno kryjący, matujący idealny na scenę
Pomadka: Nivea Pure & Natural, Olive & Lemon – dobrze chroni i ładnie pachnie; Dior Addict – moim zdaniem zapewnia średnie krycie, za to daje piękny winylowy połysk
Baza pod makijaż: Kanebo, Sensai, Smoothing water make-up o konsystencji lekkiego żelu – nie zatyka porów i nie obciąża skóry, a w połączeniu z podkładem Double wear Estee Lauder mój makijaż utrzymuje się przez całą noc;
Kremy: nawilżający Dior Hydra Life – stosuję głównie na noc. W zimie sięgam po ochronny tłusty krem marki Ziaja i krem do cery naczynkowej marki Iwostin
Perfumy: DKNY – Be Delicious, DKNY – Woman, Versace – Versense, Versace – Diamond, Cavalli – Just Cavalli, Jimmy Choo – Flash, Burberry – Brit i Body, Armani – Code


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
15.07.2026 13:05
Polacy wydają miliony na urodę! Koszyk kosmetyczny osiągnął rekordową wartość
Koszyk kosmetyczny w Polsce wzrósł do 18,5 mld złshutterstock

Polski rynek kosmetyków dynamicznie rośnie, a jego roczna wartość zbliża się do poziomu 20 miliardów złotych. Najnowsze dane YouGov pokazują, że niemal połowa sprzedaży w tej kategorii odbywa się w promocji. Klienci coraz mocniej doceniają jakość i chętnie wybierają droższe produkty markowe.

Kremy do twarzy na czele wzrostów

Polski rynek kosmetyków dynamicznie się rozwija. Według analiz YouGov za okres 2024–2025 wartość koszyka kosmetycznego w naszym kraju osiągnęła już 18,5 miliarda złotych. Co istotne, branża rośnie zarówno pod względem wartości sprzedaży, jak i wolumenu kupowanych towarów. Kosmetyki skutecznie przyciągają kolejnych kupujących, co stale zwiększa skalę ich domowych zakupów.

Kremy do twarzy napędzają wzrost całego sektora. Kategoria ta generuje 8,7 proc. udziału wartościowego w koszyku, wyprzedzając szampony, dezodoranty oraz perfumy. Liczba nabywców kremów wzrosła o 5 proc., a wolumen zakupów skoczył o 9 proc. Przełożyło się to na sprzedaż przekraczającą 1,6 miliarda złotych, co oznacza wzrost o 8,2 proc.

Codzienna pielęgnacja w koszykach Polaków

Wypada zauważyć, że szampony pozostają towarem o najwyższym poziomie penetracji rynkowej. Sięga po nie aż 83,6 proc. gospodarstw domowych, co daje niemal 11,7 miliona klientów w skali kraju. Przeciętne polskie gospodarstwo domowe kupuje średnio 7,3 opakowania szamponu rocznie. Wydatki na ten cel wzrosły o 8 proc. rok do roku, osiągając średnio około 108 złotych.

Warto podkreślić, że Polacy najczęściej wybierają się po dezodoranty, które kupują średnio 5,7 raza w roku. Mimo że częstotliwość ta spadła o 2 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem, łączny wolumen tej kategorii wyniósł blisko 99 milionów opakowań. 

Cały koszyk kosmetyczny charakteryzuje się dużym udziałem perfum, które stanowią 6,5 proc. ogółu wydatków konsumentów.

image

Nowoczesne formuły kosmetyków myjących - między skutecznością oczyszczania a komfortem skóry

Drogerie i internet dystansują konkurencję

Kanały sprzedaży kosmetyków przechodzą widoczną transformację. Tradycyjne dyskonty posiadają 44,4 proc. udziału w całym koszyku FMCG, jednak w segmencie kosmetycznym dominują drogerie, które kontrolują aż 50,5 proc. wydatków. Dyskonty zajmują tu drugie miejsce z wynikiem 25,3 proc. Najszybciej rośnie e-commerce, notując wzrost o 10,1 proc.

Warto przy tym wspomnieć, że promocje rządzą decyzjami zakupowymi Polaków. O ile w całym FMCG zakupy promocyjne stanowią 32,3 proc. wydatków, o tyle w chemii i kosmetykach wskaźnik ten rośnie do 46,4 proc. W przypadku kremów do twarzy promocje odpowiadają za 61 proc. sprzedaży. W sieci Rossmann na promocji kupuje się 59 proc. produktów, w Hebe 58 proc., a w dm 26 proc.

Siła marki wygrywa z tanią alternatywą

– Widzimy wyraźnie, że promocja w kosmetykach przestała być jedynie wsparciem sprzedaży, a stała się stałym elementem strategii zakupowej konsumentów. Największą atrakcyjność mają klasyczne obniżki cenowe oraz mechanizmy typu “drugi produkt 50 proc. taniej” czy pakiety 2+1. Konsumenci potrafią bardzo świadomie oceniać atrakcyjność różnych typów promocji i wybierają te, które dają im realną, odczuwalną korzyść – komentuje Agnieszka Górecka, local & regional clients director w YouGov.

Warto dodać, że marki producentów zdecydowanie wygrywają z markami własnymi, które generują tylko 11,8 proc. wartości koszyka. “Konsumenci coraz uważniej analizują, czy wybierają markę producenta czy markę własną i są gotowi zapłacić więcej, jeśli widzą realną wartość produktu” – podsumowuje Magdalena Pac-Pomarnacka, senior consultant w YouGov.

image

Rossmann dystansuje konkurentów w sieci. Raport IMM ujawnia układ sił na rynku drogerii

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Ciało
15.07.2026 09:00
Codzienna pielęgnacja na nowo – odkryj wymiar harmonii z marką Aura Care
Codzienna pielęgnacja na nowo – odkryj wymiar harmonii z marką Aura CareMateriał Partnera

Codzienna pielęgnacja skóry wcale nie musi być skomplikowana i czasochłonna – wystarczy kilka odpowiednich kroków i precyzyjnie dobrane kosmetyki. Aura Care to nowa marka na rynku, która wkracza z jasną misją: sprawić, by codzienna pielęgnacja stała się relaksującym rytuałem pełnym harmonii i przyjemności. Naturalne składniki, lekkie formuły i skuteczne działanie potwierdzone badaniami sprawiają, że nasze kosmetyki aktywnie wspierają naturalne procesy regeneracji naskórka, zapewniając mu optymalne nawilżenie i barierową ochronę. Poznaj wyjątkowe produkty Aura Care, dzięki którym Twoja skóra będzie zdrowa, jedwabiście gładka i pełna naturalnego blasku.

Codzienna pielęgnacja a równowaga skóry – innowacyjne nawilżenie z Aura Care

W bogatej gamie produktów Aura Care znajdziesz żele pod prysznic, mydła do rąk oraz mydła uzupełniające o wyjątkowych zapachach i aksamitnych konsystencjach. Kluczową rolę w ich działaniu odgrywa innowacyjny kompleks nawilżający, zainspirowany naturalnym czynnikiem nawilżającym (NMF), który fizjologicznie występuje w ludzkim naskórku.

Co dokładnie kryje się w naszych formułach?

  • Naturalne ekstrakty roślinne: Odświeżający ekstrakt z limonki oraz kojący ekstrakt z kwiatu lotosu, które tonizują i odżywiają naskórek.
  • Bogate składniki pielęgnacyjne: Odbudowujące proteiny pszenicy i mleka, drogocenna oliwa z oliwek oraz egzotyczny olejek monoi.
  • Gliceryna roślinna: Działa jak magnes na wilgoć, pomagając utrzymać odpowiedni poziom nawodnienia w komórkach.

W efekcie codzienna pielęgnacja sprawia, że ciało i dłonie pozostają miękkie, elastyczne i gładkie – nawet po wielokrotnym, rutynowym myciu.

Sensoryczna codzienna pielęgnacja – kosmetyki stworzone z myślą o zmysłach

Szeroki wybór kolorów i urzekających aromatów sprawia, że każdy znajdzie tu idealny produkt dla siebie, a rutynowa, codzienna pielęgnacja stanie się jeszcze przyjemniejsza. Marka Aura Care to kosmetyki, które wysoce skutecznie, a zarazem niezwykle delikatnie oczyszczają skórę, pozostawiając długotrwałe uczucie czystości i świeżości.

Starannie opracowane formuły o idealnej konsystencji, niezwykle bogate w składniki aktywne, zapewniają bardzo wydajne użytkowanie produktów, w nieustannej trosce o nawilżenie i głębokie odżywienie Twojego ciała.

Dlaczego codzienna pielęgnacja z Aura Care jest tak skuteczna i bezpieczna?

Nasze produkty to nie tylko piękny zapach, ale przede wszystkim bezkompromisowe bezpieczeństwo dla Twojego zdrowia i otoczenia:

  • Przebadane dermatologicznie: Kosmetyki Aura Care przeszły rygorystyczne testy, dając gwarancję bezpieczeństwa.
  • Fizjologiczne pH: Posiadają odczyn dopasowany do naturalnego środowiska skóry, dzięki czemu są w pełni odpowiednie i bezpieczne nawet dla skóry bardzo wrażliwej i skłonnej do podrażnień.
  • Formuły bez mikroplastiku (Microplastic-free): Brak szkodliwych drobin czyni nasze produkty w 100% świadomym i ekologicznym wyborem dla osób dbających o środowisko naturalne.

Dzięki tym cechom, kosmetyki marki świetnie nadają się do regularnego stosowania. Nie tylko łagodnie oczyszczają, ale przede wszystkim aktywnie dbają o barierę hydrolipidową.

Eksperckie formuły – fundament bezpiecznej codziennej pielęgnacji

Każdy z naszych kosmetyków powstaje w wyniku starannie zaplanowanego procesu, który rozpoczyna się już na etapie rygorystycznego opracowywania i testowania receptur w laboratoriach.

„Każdy z naszych kosmetyków powstaje w wyniku starannie zaplanowanego procesu, który rozpoczyna się już na etapie opracowywania receptur. Nad ich składem pracuje zespół doświadczonych specjalistów – chemików, biotechnologów i kosmetologów – łączących wiedzę naukową z praktyką oraz znajomością najnowszych trendów w branży. Dzięki temu tworzymy formuły, które są nie tylko innowacyjne, ale przede wszystkim skuteczne w działaniu i bezpieczne dla użytkowników. Każdy kosmetyk, który trafia w Twoje ręce, jest dopracowany w najmniejszym szczególe” – podkreśla kierownik działu laboratoryjnego marki Aura Care.

To wszystko sprawia, że kosmetyki Aura Care to obietnica najwyższej jakości, a ich użycie to wyjątkowy, odprężający rytuał pełen przyjemności i otulających zapachów. Postaw na sprawdzone rozwiązania i zatroszcz się o swoją skórę. Niech codzienna pielęgnacja z produktami Aura Care, które znajdziesz w sklep.bispol.pl, stanie się Twoim ulubionym momentem w ciągu dnia!

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
02. sierpień 2026 00:06