StoryEditor
Twarz
26.06.2018 00:00

Ekologia wciąż na fali wznoszącej

Najważniejszy trend w kosmetyce ostatnich lat? Natura, ekologia, produkty z certyfikatami. To na nie stawiają nowi producenci, ale też firmy o od lat ugruntowanej pozycji. Kosmetyki naturalne i ekologiczne wprowadzają do swojej oferty drogerie z rynku tradycyjnego, które chcą odróżnić swój asortyment od massmarketowych propozycji, ale handel nowoczesny, w tym wielkopowierzchniowy, również po nie sięga.

W zgłoszeniach do tegorocznego konkursu Drogeria Roku nie było placówki, która nie pochwaliłaby się, że rozbudowała asortyment kosmetyków ekolo gicznych i naturalnych. – Słuchamy tego, o co pytają - konsumentki, i dbamy, by nasza oferta odzwierciedlała najnowsze trendy produktowe, włącznie z coraz bardziej popularnymi kosmetykami naturalnymi – tak tłumaczyła ten ruch Dominika Kot, właścicielka drogerii Laboo w Małogoszczu. Tradycyjne, polskie drogerie, skupione w sieciach franczyzowych, jako pierwsze wyczuły konsumencki trend i rozbudowały asortyment eko produktów.

Kosmetyki przyjazne naturze zajmują także półki u potentatów drogeryjnych. Informowała o tym niedawna akcja sieci Rossmann pod hasłem „Zadbaj o siebie, zadbaj o naturę”. W promocji 2+2 gratis sieć zachęcała konsumentów, by zainteresowali się jej asortymentem naturalnych artykułów kosmetycznych oraz artykułów spożywczych z kategorii zdrowa żywność.

Festiwal Kosmetyków Naturalnych zorganizowały też drogerie Hebe, które zaproponowały swoim klientom produkty naturalne z różnych zakątków świata. Były więc polskie Yope, Ava, Orientana, Vianek czy Nacomi, ale także produkty zza wschodniej granicy: White Agafia czy Natura Siberica, a także kilka innych marek.

Już sama nazwa zobowiązuje sieć Natura do rozbudowywania tego asortymentu. Oferta na półkach drogerii stacjonarnych, a także w sklepie online powiększa się o kolejne produkty w nurcie eko,również takie, których nie można dostać u konkurencji. Sieć systematycznie promuje je w gazetkach reklamowych i w akcjach na portalach społecznościowych.

W tyle nie chcą pozostać również sklepy wielkopowierzchniowe. Najaktywniejszy jest tutaj Carrefour, który stale powiększa ofertę produktów ekologicznych, nie zapominając o kosmetykach. – Stawiamy na ich wysoką jakość i bezpieczeństwo. Zdrowy styl życia jest tematem wielu naszych akcji promocyjnych, bo dobrze wiemy, że właśnie takich działań od Carrefoura oczekują nasi klienci – komentował Marcin Olech, dyrektor działu marketingu, usług, IT i technologii cyfrowych firmy Carrefour Polska, przy okazji kampanii „Z miłości do zdrowia”, w której sieć oferowała naturalne kosmetyki z 30-proc. rabatem.

Konsumenci chcą naturalności nawet kosztem ceny

Takie poszerzanie oferty jest zgodne z konsumenckimi trendami. Cena, marka i właśnie naturalny skład produktów to trzy najważniejsze. czynniki wskazywane przez konsumentów przy wyborze kosmetyków – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę Mands dla „Wiadomości Kosmetycznych” pod koniec ubiegłego roku. W dodatku aż 54 proc. respondentów zadeklarowało, że są gotowi zapłacić więcej za kosmetyk posiadający certyfikat, który potwierdza jego naturalny i ekologiczny skład. Wobec tej koniunktury nie dziwi, że wciąż powstają nowe marki stawiające na ekologię, a te o znanej pozycji rozszerzają ofertę o naturalne linie. Moda nie omija koncernów – np. L’Oréal we współpracy z rolnikami i botanikami stworzył receptury szamponów Botanical oparte o składniki roślinne. – Kobiety przywiązują coraz większą wagę do składu szamponu oraz innych produktów do pielęgnacji włosów. Odpowiadając na ich potrzeby, przesunęliśmy granice naturalności naszych kosmetyków, rozwijając receptury, dzięki którym naturalne pochodzenie składników i naukowa ekspertyza równoważą się – wyjaśnił Damien Drillon, szef projektu z pracowni Botanical.

W ślad za marką L’Oréal Paris podążył także Garnier. Najpierw w ramach linii Skin Naturals zaoferował serię do pielęgnacji twarzy Garnier Botanical z 96-proc. zawartością składników pochodzenia naturalnego. – Kosmetyki zostały wyprodukowane z pominięciem zbędnych chemicznych dodatków, takich jak parabeny, silikony i większość substancji zapachowych. Są więc odpowiedzią na trend, zgodnie z którym konsumenci poszukują produktów z jak najkrótszą listą składników i wybierają te o naturalnym rodowodzie – wyjaśnił podczas premiery serii Bartosz Stawikowski, senior product manager Garnier Face Care. Według niego zainteresowanie produktami naturalnymi i ekologicznymi, choć już wysokie, przez najbliższe dwa lata będzie nadal wzrastać. – W efekcie tego trendu wszystkie marki i produkty zawierające naturalne składniki rozwijają się o wiele szybciej niż pozostałe. Widać wyraźnie, że konsumenci właśnie takich kosmetyków poszukują i po nie sięgają najchętniej – dodał w rozmowie z „Wiadomościami Kosmetycznymi”.

Kolejną odpowiedzią marki Garnier na trend naturalny, tym razem w pielęgnacji włosów, była linia szamponów i odżywek Botanic Therapy. W jej ramach do stworzenia sześciu receptur pielęgnacyjnych firma wykorzystała naturalne składniki, takie jak olejki oraz ekstrakty z roślin, kwiatów i owoców.

Chwilę temu nową linię AA Vegan wprowadziła na rynek firma Oceanic. To kosmetyki z bogactwem roślinnych wyciągów, przebadane alergologicznie. Nie zawierają składników pochodzenia odzwierzęcego i oleju palmowego. Posiadają certyfikat fundacji Viva! – międzynarodowego ruchu na rzecz zwierząt.

100 proc. składników aktywnych pochodzenia naturalnego zawierają kosmetyki do pielęgnacji ciała z nowej linii Botanic Spa Rituals firmy Bielenda. „O Twoją skórę zadbają starannie wyselekcjonowane naturalne składniki aktywne o udowodnionej skuteczności działania: wyciągi, wody roślinne, oleje, masła oraz ekstrakty, pochodzące w dużej mierze z czystych polskich łąk i ogrodów, zatopione w formułach bez silikonów, parabenów i sztucznych barwników” – tak reklamuje tę linię polski producent.

To tylko przykłady – nie ma dnia, żeby do naszej redakcji nie spłynęły informacje o kolejnej, nowej naturalnej linii lub marce kosmetyków.

Naturalne składniki także dla domu

Na naturalne olejki czy zapachy inspirowane naturą stawiają już także producenci detergentów. Ekologiczna chemia domowa znajduje uznanie w oczach konsumentów, więc coraz więcej dzieje się również w tym obszarze i to nie tylko w kontekście zapachów inspirowanych naturą. – Powstają produkty, które są mniej agresywne od tradycyjnych detergentów. I choć są oczywiście droższe, rekompensuje to ich jakość i wydajność – mówi Bernadeta Ziemińska, dyrektor handlowy sieci Sekret Urody. Według niej klienci szukają takich preparatów, a drogerie, które wsłuchały się w ich potrzeby i wprowadziły je na swoje półki, są bardzo zadowolone z efektów sprzedaży.

Na kosmetyki z naturalnymi składnikami i certyfikatami eko stawia polska sieć drogerii Vica. W jej asortymencie pojawia się coraz więcej tego typu produktów. Są to nie tylko kosmetyki, ale także ekologiczne artykuły higieniczne i środki czystości. Na naturalnych składnikach roślinnych jest oparta hypoalergiczna linia środków czystości Duo Power. Produkty w dużych pojemnościach, bardzo wydajne, w estetycznych opakowaniach, eksponowane na nawiązujących do eko trendów  ekspozytorach cieszą się coraz większym zainteresowaniem klientów drogerii. W tej chwili w linii Duo Power jest dostępnych pięć produktów do pielęgnacji domu, trzy kolejne wejdą na półki za chwilę. – Rośnie nie tylko zainteresowanie kosmetykami, ale też produktami eko z innych kategorii – potwierdza Dariusz Tomczak, prezes zarządu sieci Vica. – Konsumenci zwracają uwagę na to, czy produkty posiadają certyfikaty ekologiczności, z czego są wykonane ich opakowania. Cena ich nie odstrasza, bo zaczyna ona być coraz bardziej zbliżona do poziomu innych produktów z tych kategorii – dodaje.

Z ofertą chemii domowej premium opartej na naturalnych woskach i olejach zadebiutowała jakiś czas temu firma Madonis. Po rynkowym sukcesie marki Mill Clean zdecydowała się na rozszerzenie oferty produktów inspirowanych naturą. Właśnie wprowadziła markę fitokosmetyków do higieny osobistej – Nutka. – Dzięki bogatej recepturze, opracowanej w oparciu o naturalną, delikatną bazę myjącą bez SLES i ropopochodnych składników, naturalne ekstrakty roślinne i finezyjne nuty zapachowe, stworzyliśmy linię produktów, które pozwolą zadowolić grupę klientów poszukujących kosmetyków delikatnie pielęgnujących już podczas mycia – mówi Elżbieta Andrzejak, dyrektor marketingu w firmie Madonis.– Polscy konsumenci lubią nowości i coraz częściej sięgają po produkty naturalne, ekologiczne czy organiczne – dodaje Elżbieta Andrzejak. Według niej ważna jest jednak cena tych preparatów, ich funkcjonalność, skuteczność oraz opakowanie. Zestaw tych cech sprawia, że klienci sięgają po konkretne produkty częściej. – Badania fokusowe na różnych grupach kobiet pokazały też, że kosmetyk, nawet określany mianem naturalnego, musi mieć ładny zapach, odpowiednią konsystencję czy opakowanie – wyjaśnia nasza rozmówczyni z firmy Madonis.

W Polsce rynek produktów eko rozwija się dynamicznie, konsumenci coraz częściej czytają składy i zwracają uwagę na to, czym myją i pielęgnują ciało czy czyszczą swój dom. Jednak należy też zwrócić uwagę, że polskie kosmetyki już od dawna czerpią z bogactwa naturalnych składników. Pozyskując z nich aktywne substancje, komponują ciekawe i funkcjonalne preparaty, które są doceniane na świecie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
26.10.2026 10:00
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku? / Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Gallery

Konsumentka szukająca serum do skóry wrażliwej coraz częściej nie wpisuje już w wyszukiwarkę dwóch słów. Opisuje typ skóry, składniki, budżet i oczekiwany efekt, a następnie prosi AI o zawężenie wyboru. Dla marek beauty oznacza to zmianę nie tylko w mediach, ale w całej ścieżce decyzji zakupowej.

Od frazy do rozmowy

Przez lata wyszukiwanie można było opisywać dość prostą ścieżką: potrzeba, fraza, wynik, karta produktu. Ten model nie znika, ale obok niego pojawia się rozmowa, np. w ChatGTP. Użytkownik może zadać dłuższe pytanie, doprecyzować oczekiwania i oczekiwać odpowiedzi uwzględniającej konkretny kontekst. Widać to również w rozwoju samego Google. Firma testuje formaty reklamowe oparte na Gemini, które mają odpowiadać na konkretne pytania i pojawiać się jako pomocny element konwersacyjnego wyszukiwania. 

Dla beauty ma to szczególne znaczenie. Wybór kosmetyku rzadko sprowadza się przecież do samej kategorii produktowej. Znaczenie mają rodzaj skóry lub włosów, skład, rutyna, budżet, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwany efekt.

Różnica polega więc nie tylko na długości zapytania. Zmienia się również sposób podejmowania decyzji. Użytkownik może najpierw zapytać o problem, później o składnik, następnie porównać kilka rozwiązań, a dopiero na końcu zainteresować się konkretną marką. Dla marketera oznacza to, że komunikacja produktowa powinna odpowiadać nie tylko na pytanie „co sprzedajemy?”, ale również „na jaki problem użytkownika odpowiadamy?” i „dlaczego właśnie ten produkt ma sens w danym kontekście?”.

Widoczność, wiarygodność i konwersja

Pierwszym wyzwaniem jest widoczność. Marka powinna myśleć nie tylko o zapytaniach takich jak „serum z witaminą C”, ale również o pytaniach opisujących potrzebę: „co stosować przy skórze reaktywnej?”, „jak pielęgnować włosy wysokoporowate?” czy „jaki kosmetyk wybrać przy pierwszych przebarwieniach?”. To wymaga szerszego spojrzenia na content. Opisy produktów nadal są ważne, ale coraz większą rolę odgrywają także poradniki, treści edukacyjne, FAQ, materiały eksperckie i odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania pojawiające się przed zakupem.

Drugim wyzwaniem jest wiarygodność. W środowisku, w którym użytkownik oczekuje konkretnej odpowiedzi, coraz większe znaczenie mają jasne informacje o produkcie, składnikach, zastosowaniu i efektach. Ogólny claim marketingowy może budować zainteresowanie, ale nie zawsze odpowiada na pytanie, które poprzedza zakup. Szczególnie w branży kosmetycznej istotna staje się spójność informacji. Jeśli reklama obiecuje jeden efekt, karta produktu opisuje go inaczej, a treść edukacyjna pozostaje bardzo ogólna, marka utrudnia użytkownikowi podjęcie decyzji. Im więcej punktów styku pojawia się po drodze, tym większe znaczenie ma konsekwencja w komunikowaniu właściwości i zastosowania produktu.

Trzecim wyzwaniem pozostaje konwersja. Nawet dobrze dopasowana rekomendacja niewiele daje, jeśli użytkownik trafia na stronę, która nie rozwija obietnicy, utrudnia znalezienie produktu albo nie prowadzi czytelnie do zakupu.

Reklama powinna pomagać, a nie przerywać

Reklamy w środowiskach konwersacyjnych nie warto traktować jak kolejnego miejsca do wyświetlenia tego samego komunikatu. Ich potencjał pojawia się wtedy, gdy reklama rzeczywiście odpowiada na intencję użytkownika i prowadzi do treści lub produktu związanego z jego potrzebą.

Można to sprowadzić do prostego modelu:

pytanie konsumenta → pomocna odpowiedź → wiarygodny dowód → właściwy kanał → mierzalne działanie.

AI nie zastępuje przy tym wyszukiwarki, social mediów, video czy remarketingu. Dokłada kolejny punkt styku do ścieżki, która już wcześniej była wielokanałowa. Google rozwija rozwiązania pozwalające lepiej dopasowywać reklamy i strony docelowe do bardziej konwersacyjnych zapytań, co pokazuje, że granica między wyszukiwaniem informacji a wyborem produktu będzie coraz mniej wyraźna. 

Dla marki kosmetycznej oznacza to konieczność większego uporządkowania całego ekosystemu komunikacji. Social media mogą inspirować i budować zainteresowanie, Search przechwytywać konkretną intencję, video demonstrować produkt lub sposób użycia, a remarketing przypominać o ofercie na późniejszym etapie decyzji. Środowiska AI dochodzą do tego układu jako kolejne miejsce, w którym użytkownik może zetknąć się z rekomendacją, porównaniem albo wyjaśnieniem.

Nie chodzi więc o zastępowanie jednego kanału drugim. Chodzi o to, aby odpowiedź na tę samą potrzebę pozostawała spójna niezależnie od miejsca, w którym konsument rozpoczyna swoją ścieżkę. Dlatego ważna jest obecność w miejscach, gdzie użytkownicy zadają pytania. Dobrym pomysłem jest korzystanie np. z ChatGPT Ads.

Co powinien sprawdzić marketer beauty?

Przed dokładaniem kolejnego narzędzia do media planu warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • Czy znamy pytania, które konsumenci zadają przed zakupem?
  • Czy opisujemy efekt produktu językiem klienta, a nie wyłącznie językiem marki?
  • Czy treści odpowiadają na różne potrzeby skóry, włosów i rutyn pielęgnacyjnych?
  • Czy materiały produktowe zawierają konkretne i możliwe do zweryfikowania informacje?
  • Czy landing page rozwija obietnicę reklamy?
  • Czy kreacje odpowiadają etapowi decyzji?
  • Czy mierzymy nie tylko kliknięcia, ale także wartościowe działania po wejściu na stronę?
  • Czy Search, social media, video, remarketing i nowe środowiska AI tworzą jedną ścieżkę, czy funkcjonują osobno?

Strategia przed technologią

 – Największym błędem byłoby potraktowanie AI jak kolejnej powierzchni reklamowej. Marka kosmetyczna musi najpierw zrozumieć pytanie konsumenta, a dopiero potem dobrać komunikat, format i kanał. Widzimy to także w działaniach dla Sessio z portfolio Chantal, gdzie łączymy Search, Meta, TikTok, Performance Max i remarketing. Każdy z tych punktów styku pełni inną rolę, ale razem powinny prowadzić użytkownika drogą od zainteresowania produktem do zakupu – mówi Mateusz Bojanowski, Head of Digital w agencji Cityboard Digital.

Cityboard Digital odpowiada w przypadku Sessio za zintegrowane działania obejmujące m.in. kampanie Meta Ads, kampanie na TikToku, Google Search, Performance Max i remarketing, łącząc budowanie świadomości z generowaniem ruchu i sprzedaży online. 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
29. październik 2026 00:39