StoryEditor
Twarz
24.11.2010 00:00

Siła roślinnych komórek macierzystych

Rośliny są niewyczerpanym źródłem cennych substancji w kosmetyce. Niejednokrotnie zielone zasoby świata pozwoliły pozyskać substancje analogiczne do ludzkich czy zwierzęcych, a co fundamentalne, znacznie bezpieczniejsze. Jednym z najbardziej innowacyjnych odkryć ostatnich lat jest wykorzystanie w kosmetologii roślinnych komórek macierzystych.


Przyzwyczajeni do tradycyjnych, budzących zaufanie składników receptur kosmetycznych nagle dostajemy produkty nowatorskie, trudne technicznie do zrozumienia. Stawiamy sobie pytania. Kupić? Użyć? Czy przyniosą obiecane efekty? A jeśli nie kupię i nie wypróbuję, to czy zostanę w tyle za koleżankami, nie będę piękniejsza, młodsza? Ot, dylematy codzienności z zakresu pielęgnacji i urody. Oby tylko takie mieć…
Nauka dokonuje postępu coraz szybciej, trudno nam przyzwyczaić się do doniesień jak nie z tego świata, tak nowatorskich, że czasem budzących lęk przed konsekwencjami. Nowe odkrycia coraz szybciej pojawiają się w wielu przemysłach, budząc kontrowersje z powodu krótkiego czasu od prób do zastosowania. Tak jest przede wszystkim z odkryciami farmacji, medycyny, inżynierii genetycznej, biochemii czy biotechnologii. Trudno jednak nie iść z postępem, jeśli w innych dziedzinach nowość zyskuje uznanie i daje szansę na walkę z uciążliwymi chorobami, daje nadzieję. Naturalnie przyszłość zweryfikuje nasze bieżące opinie, ale bez pewnego ryzyka nie byłoby milowych kroków człowieka. Tak też jest z komórkami macierzystymi.
Według ustawy o kosmetykach zakazuje się stosowania w produktach kosmetycznych komórek, tkanek oraz innych substancji lub ich ekstraktów pochodzących z ciała ludzkiego. Ze względów humanitarnych nie stosuje się też surowców pochodzenia zwierzęcego. Jak więc przenieść do kosmetyki obiecujące perspektywy badań nad komórkami macierzystymi w leczeniu ludzi? Temat tyleż trudny, co intrygujący i perspektywiczny spowodował, że znaleziono analogi w świecie roślin. Efekty widać na półkach, bo coraz więcej firm wytwarzających kosmetyki wprowadza linie produktowe oparte na idei komórek macierzystych. I nie są to już tylko firmy selektywne najwyższych półek. Obecnie to zarówno kosmetyki apteczne, jak i massmarketowe. Aby zrozumieć ich ideę marketingową zacznijmy od początku, by zamiast się bać i mieć wątpliwości spróbować poznać i oswoić kolejną nowość.
Czym są komórki macierzyste?
Zacznijmy od organizmu ludzkiego. Większość komórek żyje, dzieli się, odbudowuje tkanki, by sprawnie i długo funkcjonowało nasze ciało. Każda z nich ma ściśle ustalony czas i miejsce swojego istnienia, ma to zapisane w informacji genetycznej, dzieli się określoną ilość razy, po czym umiera i jest zastępowana nowymi o tym samym charakterze. Pozostałe komórki, a jest to niewielki procent, to komórki macierzyste. Te różnią się od reszty dwoma istotnymi właściwościami:
- nieograniczoną potencjalną możliwością podziałów, czyli odnawiania swojej liczby,
- umiejętnością tworzenia różnych typów komórek, nie tylko jednego.
Zwykłe komórki ciała, te które są w większości, robią zawsze to do czego zostały „wynajęte”. Specjalizują się w pełnieniu określonej funkcji w organizmie, a więc komórka skóry nie stanie się komórką wątroby, a komórka mięśniowa nie będzie pracowała jako komórka trzustki, bo może jedynie dawać komórki potomne tego samego rodzaju co ona. To tak jak dziecko państwa Kowalskich zawsze genetycznie będzie dzieckiem państwa Kowalskich, nawet gdyby z nadzwyczajnych, życiowych przyczyn wychowywało się u państwa Malinowskich. Natomiast wyjątkowe komórki naszego organizmu, jakimi są komórki macierzyste, nie mają przypisanej funkcji, oczekują dopiero na hasło „kim” mają być. I tu kończy się chwilowo rodzinna analogia do Kowalskich i Malinowskich. Chwilowo, bo rozwój nauki już daje wiele możliwości na przyszłość, ale te ograniczone są zasadami etyki. Wracając do komórek macierzystych, indywidualne hasło decyduje, w jaką komórkę mają się przekształcić i jaką tkankę tworzyć. Gdy takiego specjalnego sygnału nie ma, dalej tworzą identyczne komórki macierzyste.
Wiedza i nauka
Istnieją dwa typy komórek macierzystych: embrionalne i dorosłe. Dorosłe występują w wykształconych już tkankach. Ich istnienie stwierdzono w mózgu, szpiku kostnym, krwi, mięśniach szkieletowych, wątrobie, a także w skórze. Komórki macierzyste dorosłe stanowią bardzo niewielki odsetek danej tkanki. W opinii uczonych mogą pozostawać latami w konkretnej tkance, gdzie czekają, aż będą potrzebne do odbudowy miejsc zniszczonych lub wymagających wymiany ze starości. Z kolei embrionalne komórki macierzyste, mające umiejętność różnicowania się w każdy rodzaj komórek, teoretycznie mogłyby zastąpić dowolną tkankę. Ale w ich przypadku do praktyki daleka droga. Natomiast już niejednokrotnie użyto dorosłych komórek macierzystych do leczenia różnych schorzeń. Były np. stosowane do produkcji odpowiedników naskórka służących do leczenia oparzeń. Co ważne, dorosłe komórki macierzyste mogą być pobrane z własnego organizmu pacjenta, dzięki czemu eliminuje się ryzyko ich odrzucenia, w przeciwieństwie do embrionalnych, które mogą być odrzucone. Istotne jest pozyskiwanie dorosłych komórek macierzystych, bo nie jest związane z kontrowersyjnym niszczeniem embrionu, a więc nie wywołuje dyskusji w sferze etycznej.
Analogi z roślin
Niewyczerpanym źródłem cennych substancji w kosmetyce są rośliny. Niejednokrotnie zielone zasoby świata pozwoliły pozyskać substancje analogiczne do ludzkich czy zwierzęcych, a co fundamentalne, znacznie bezpieczniejsze. Przykładem mogą być fitohormony, czyli analogi roślinne hormonów płciowych, które nie zaburzają gospodarki organizmu, tak jak stosowane w ubiegłym wieku pochodne zwierzęce czy nawet ludzkie, bo pozostają w strefie wierzchnich warstw skóry a nie penetrują głębiej.
Zaczęto więc szukać analogów komórek macierzystych wśród roślin. I sukces. W obrębie tkanki twórczej roślin, obecnej na wierzchołkach pędów i korzeni, są tak zwane wierzchołki wzrostu. To miejsca, w których następuje wzrost rośliny poprzez systematyczny podział komórek. Obecne tam komórki macierzyste pozwalają roślinom na budowę nowych organów przez całe ich życie. Wszystkie wystające ponad ziemię części roślin, liście, łodygi, kwiaty i nasiona powstają z komórek niewielkiej tkanki zajmującej wierzchołkową część łodygi. To różnica w stosunku do zwierzęcych komórek macierzystych, które, po tym jak zwierzę przestaje być embrionem, mogą produkować tylko specyficzny rodzaj tkanki. Dzięki temu rośliny mogą rosnąć przez wiele lat, rozwijać się i tworzyć zróżnicowane organy z komórek macierzystych.
Przełomowe odkrycie w dziedzinie kosmetologii
By pozyskane, cenne komórki macierzyste roślin ochronić i osiągnąć lepszą możliwość przenikania do wierzchnich warstw skóry zapakowano tę zdobycz w liposomową otoczkę. Ten naturalny, a jednak innowacyjny i zarazem pierwszy składnik aktywny z roślinnymi komórkami macierzystymi, uważa się za dość przełomowe odkrycie w kosmetologii. Wykorzystano go do ochrony ludzkich komórek macierzystych skóry, bo w prawidłowym naskórku ludzkim, a konkretnie w warstwie podstawnej i mieszku włosowym, jest 2 do 7 proc. tego typu komórek. To źródło, z którego skóra czerpie siłę do odbudowy. Jednak wraz z wiekiem także i te komórki tracą powoli swoje zdolności, a efektem ich zużycia jest proces starzenia się. Analogi roślinne wspomagają funkcje komórek macierzystych skóry, dzięki czemu dbają o jej kondycję od podstaw. Substancje aktywne zawarte w roślinnych „koleżankach” to białka, węglowodany i lipidy. Ich obecność pomaga skórze w regeneracji i chroni „miejscowe” odpowiedniki.
Co chronimy?
Komórki macierzyste naskórka dają początek komórkom budującym go. W momencie podziału powstają dwie, z których jedna nadal pozostaje komórką macierzystą i zachowuje zdolność do podziału, a druga przesuwa się w kierunku wyższej warstwy naskórka. To keratynocyt, który wraz z innymi wędruje ku powierzchni skóry. Każdy z nich, na początku żywy cylindryczny, przekształca się stopniowo w płaskie martwe komórki naskórka. Jest to proces keratynizacji, który trwa w normalnej, zdrowej skórze około 28 dni. W trakcie trwania tej wędrówki komórki ulegają znaczącym zmianom: zrogowaceniu, pozbawieniu jądra komórkowego, odwodnieniu, a ostatecznie złuszczeniu na powierzchni skóry w warstwie rogowej naskórka. To proces stały, ważny i z wiekiem ulegający zaburzeniom związanym z upływem czasu oraz czynnikami szkodzącymi naszej skórze. Zatem podstawową rolą komórek macierzystych jest podział oraz utrzymanie prawidłowej postaci skóry poprzez naturalną odbudowę ochronnego naskórka, który dzięki temu procesowi ulega całkowitemu odnowieniu, a także gwarantuje prawidłowy proces gojenia się ran i ochronę przed zewnętrznymi zagrożeniami. Brak takich komórek powoduje zanikanie funkcji skóry, zwłaszcza jej zdolności do regeneracji. W efekcie pojawiają się widoczne oznaki starzenia: zmarszczki, zwiotczenie, brak elastyczności. Komórki macierzyste posiadają specyficzny metabolizm, dlatego należy zadbać o dostarczenie im odpowiednich składników odżywczych. Roślinne komórki macierzyste są bogate w takie substancje. Zawierają metabolity, które podtrzymują ich aktywność. Ten specyficzny mix młodości chroni skórę przed starzeniem, ogranicza negatywne działanie wolnych rodników i wielu uszkodzeń DNA, stymuluje skórę do regeneracji. Ważne jest, że materiał roślinny, z którego pozyskano komórki macierzyste jest pozbawiony zanieczyszczeń środowiska. Firmy konkurują ze sobą w produkcji kosmetyków wykorzystujących to ciekawe odkrycie. Łączą je w recepturach z innymi składnikami przeciwstarzeniowymi by osiągnąć efekt synergii. Oferują także liczne zabiegi jako alternatywę lasera czy ostrzykiwań. Odmładzające, regenerujące, gojące działanie komórek macierzystych ma szansę na szerokie zastosowanie w medycynie estetycznej, badania trwają. Trzeba sobie uświadomić, że koszt pozyskiwania roślinnych komórek macierzystych jest wysoki.
Dla kogo taki produkt?
Wydaje się, że nie ma określonego przedziału wiekowego, można o takim składniku w kosmetyku pomyśleć, gdy skóra zaczyna tracić swoje napięcie, jędrność, nawilżenie. Trzeba jednak uwzględnić stężenie komórek macierzystych w produktach. Dla skóry młodej odpowiednie będą kosmetyki o słabszym stężeniu substancji aktywnych, dla skóry dojrzałej stosowne będą te z wyższym stężeniem.
Oswojona innowacja
Wszystko co nowe i trudne do zrozumienia budzi pewien opór, jednak historia pokazuje, że mimo nieufności, wynalazki i naukowe rewolucje stają się po czasie czymś zespolonym z naszym życiem i szybko zapominamy o wcześniejszej podejrzliwości. Nie możemy obejść się bez postępu. Przykładem są choćby telefony komórkowe, kuchenki mikrofalowe czy internet, które jeszcze nie tak bardzo dawno nie istniały w naszej świadomości a teraz bez nich nie wyobrażamy sobie życia. Mówi się żartobliwie, że gdy czegoś lub kogoś nie ma w internecie to nie ma go wcale. Informacje o komórkach macierzystych i ich roli są w internecie liczne.

 

 


mgr Barbara Włudyka Konsultant
ds. badań  rozwoju branży kosmetycznej,
biolog, kosmetolog, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego


Bibliografia:
Materiały firm surowcowych oraz producentów kosmetyków Serwis kosmetologiczny


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
26.10.2026 10:00
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku? / Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Gallery

Konsumentka szukająca serum do skóry wrażliwej coraz częściej nie wpisuje już w wyszukiwarkę dwóch słów. Opisuje typ skóry, składniki, budżet i oczekiwany efekt, a następnie prosi AI o zawężenie wyboru. Dla marek beauty oznacza to zmianę nie tylko w mediach, ale w całej ścieżce decyzji zakupowej.

Od frazy do rozmowy

Przez lata wyszukiwanie można było opisywać dość prostą ścieżką: potrzeba, fraza, wynik, karta produktu. Ten model nie znika, ale obok niego pojawia się rozmowa, np. w ChatGTP. Użytkownik może zadać dłuższe pytanie, doprecyzować oczekiwania i oczekiwać odpowiedzi uwzględniającej konkretny kontekst. Widać to również w rozwoju samego Google. Firma testuje formaty reklamowe oparte na Gemini, które mają odpowiadać na konkretne pytania i pojawiać się jako pomocny element konwersacyjnego wyszukiwania. 

Dla beauty ma to szczególne znaczenie. Wybór kosmetyku rzadko sprowadza się przecież do samej kategorii produktowej. Znaczenie mają rodzaj skóry lub włosów, skład, rutyna, budżet, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwany efekt.

Różnica polega więc nie tylko na długości zapytania. Zmienia się również sposób podejmowania decyzji. Użytkownik może najpierw zapytać o problem, później o składnik, następnie porównać kilka rozwiązań, a dopiero na końcu zainteresować się konkretną marką. Dla marketera oznacza to, że komunikacja produktowa powinna odpowiadać nie tylko na pytanie „co sprzedajemy?”, ale również „na jaki problem użytkownika odpowiadamy?” i „dlaczego właśnie ten produkt ma sens w danym kontekście?”.

Widoczność, wiarygodność i konwersja

Pierwszym wyzwaniem jest widoczność. Marka powinna myśleć nie tylko o zapytaniach takich jak „serum z witaminą C”, ale również o pytaniach opisujących potrzebę: „co stosować przy skórze reaktywnej?”, „jak pielęgnować włosy wysokoporowate?” czy „jaki kosmetyk wybrać przy pierwszych przebarwieniach?”. To wymaga szerszego spojrzenia na content. Opisy produktów nadal są ważne, ale coraz większą rolę odgrywają także poradniki, treści edukacyjne, FAQ, materiały eksperckie i odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania pojawiające się przed zakupem.

Drugim wyzwaniem jest wiarygodność. W środowisku, w którym użytkownik oczekuje konkretnej odpowiedzi, coraz większe znaczenie mają jasne informacje o produkcie, składnikach, zastosowaniu i efektach. Ogólny claim marketingowy może budować zainteresowanie, ale nie zawsze odpowiada na pytanie, które poprzedza zakup. Szczególnie w branży kosmetycznej istotna staje się spójność informacji. Jeśli reklama obiecuje jeden efekt, karta produktu opisuje go inaczej, a treść edukacyjna pozostaje bardzo ogólna, marka utrudnia użytkownikowi podjęcie decyzji. Im więcej punktów styku pojawia się po drodze, tym większe znaczenie ma konsekwencja w komunikowaniu właściwości i zastosowania produktu.

Trzecim wyzwaniem pozostaje konwersja. Nawet dobrze dopasowana rekomendacja niewiele daje, jeśli użytkownik trafia na stronę, która nie rozwija obietnicy, utrudnia znalezienie produktu albo nie prowadzi czytelnie do zakupu.

Reklama powinna pomagać, a nie przerywać

Reklamy w środowiskach konwersacyjnych nie warto traktować jak kolejnego miejsca do wyświetlenia tego samego komunikatu. Ich potencjał pojawia się wtedy, gdy reklama rzeczywiście odpowiada na intencję użytkownika i prowadzi do treści lub produktu związanego z jego potrzebą.

Można to sprowadzić do prostego modelu:

pytanie konsumenta → pomocna odpowiedź → wiarygodny dowód → właściwy kanał → mierzalne działanie.

AI nie zastępuje przy tym wyszukiwarki, social mediów, video czy remarketingu. Dokłada kolejny punkt styku do ścieżki, która już wcześniej była wielokanałowa. Google rozwija rozwiązania pozwalające lepiej dopasowywać reklamy i strony docelowe do bardziej konwersacyjnych zapytań, co pokazuje, że granica między wyszukiwaniem informacji a wyborem produktu będzie coraz mniej wyraźna. 

Dla marki kosmetycznej oznacza to konieczność większego uporządkowania całego ekosystemu komunikacji. Social media mogą inspirować i budować zainteresowanie, Search przechwytywać konkretną intencję, video demonstrować produkt lub sposób użycia, a remarketing przypominać o ofercie na późniejszym etapie decyzji. Środowiska AI dochodzą do tego układu jako kolejne miejsce, w którym użytkownik może zetknąć się z rekomendacją, porównaniem albo wyjaśnieniem.

Nie chodzi więc o zastępowanie jednego kanału drugim. Chodzi o to, aby odpowiedź na tę samą potrzebę pozostawała spójna niezależnie od miejsca, w którym konsument rozpoczyna swoją ścieżkę. Dlatego ważna jest obecność w miejscach, gdzie użytkownicy zadają pytania. Dobrym pomysłem jest korzystanie np. z ChatGPT Ads.

Co powinien sprawdzić marketer beauty?

Przed dokładaniem kolejnego narzędzia do media planu warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • Czy znamy pytania, które konsumenci zadają przed zakupem?
  • Czy opisujemy efekt produktu językiem klienta, a nie wyłącznie językiem marki?
  • Czy treści odpowiadają na różne potrzeby skóry, włosów i rutyn pielęgnacyjnych?
  • Czy materiały produktowe zawierają konkretne i możliwe do zweryfikowania informacje?
  • Czy landing page rozwija obietnicę reklamy?
  • Czy kreacje odpowiadają etapowi decyzji?
  • Czy mierzymy nie tylko kliknięcia, ale także wartościowe działania po wejściu na stronę?
  • Czy Search, social media, video, remarketing i nowe środowiska AI tworzą jedną ścieżkę, czy funkcjonują osobno?

Strategia przed technologią

 – Największym błędem byłoby potraktowanie AI jak kolejnej powierzchni reklamowej. Marka kosmetyczna musi najpierw zrozumieć pytanie konsumenta, a dopiero potem dobrać komunikat, format i kanał. Widzimy to także w działaniach dla Sessio z portfolio Chantal, gdzie łączymy Search, Meta, TikTok, Performance Max i remarketing. Każdy z tych punktów styku pełni inną rolę, ale razem powinny prowadzić użytkownika drogą od zainteresowania produktem do zakupu – mówi Mateusz Bojanowski, Head of Digital w agencji Cityboard Digital.

Cityboard Digital odpowiada w przypadku Sessio za zintegrowane działania obejmujące m.in. kampanie Meta Ads, kampanie na TikToku, Google Search, Performance Max i remarketing, łącząc budowanie świadomości z generowaniem ruchu i sprzedaży online. 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
26. październik 2026 16:56