StoryEditor
Producenci
16.09.2014 00:00

Franczyza, ale jaka? Za i przeciw konsolidacji

W tym roku, po raz pierwszy w historii, udział małych, niezależnych sklepów w sprzedaży spadnie poniżej 50 proc., a sklepy tradycyjne z kosmetykami i chemią gospodarczą praktycznie już się nie liczą na rynku. Takie tezy publikują ogólnopolskie media. Ratunkiem ma być ucieczka do sieci franczyzowych. Tylko jakich? – zadają sobie to pytanie wszyscy zainteresowani.

O upadku tradycyjnego handlu pisze „Gazeta Wyborcza”, powołując się na wyniki badań firmy PMR i podkreśla, że od dekady trwa powolna agonia tego segmentu. Znikają zwłaszcza sklepy, w sąsiedztwie których pojawiły się dyskonty i supermarkety. Według PMR w tym roku kanały wielkopowierzchniowe będą miały 50,9 proc. udziału w rynku, w przyszłym – już 52,2 proc., a w 2016 – 53,3 proc. Dla porównania w Czechach, Niemczech czy we Francji udział ten sięga już 80 proc. Handel tradycyjny już kilka lat wcześniej utracił swoje większościowe udziały w segmencie dóbr szybko zbywalnych, w tym kosmetyków i chemii domowej. Przy czym „Gazeta Wyborcza” zwraca uwagę, że w tej ostatniej kategorii małe sklepy nie liczą się już od dawna. Ratunkiem ma być konsolidacja w sieciach franczyzowych. Jeśli chodzi pojedyncze sklepy mają szansę przetrwać jedynie te, którym udało się zbudować silne relacje ze swoimi klientami. Gazeta prognozuje jednak, że mimo to przed końcem tej dekady w kraju pozostanie jedynie pięć dużych sieci handlowych, w tym dwie dyskontowe. Wtedy też skończą się czasy niskich cen.

Czy detal się wzmocnił?

Prognozy brzmią niepokojąco, żeby nie powiedzieć dramatycznie. Czy znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości? Zdania są podzielone. Indywidualni właściciele sklepów raczej nie są optymistami. Zwłaszcza po trudnym dla całej branży, jak co roku, okresie wakacyjnym. Martwi, że nawet ci działający w sieciach mają poważne zastrzeżenia, co do kierunku w jakim zmierza konsolidacja. – To cały czas są nasze prywatne biznesy, z tych najmocniejszych sklepów sieci czerpią korzyści, a nie odwrotnie. Podpierają się obrotami, które robią najlepsze sklepy, a co z resztą? Sklepy się zamykają, ludzie zostają z długami, to są tragedie całych rodzin. Dzięki sieciom detal miał się wzmocnić, a tak się nie stało, wzmocnili się dystrybutorzy, bo pieniądze od producentów zamiast trafiać do detalu idą w ręce pośredników. Sieci nie traktują detalu poważnie, a chyba i dostawcy tak samo, skoro ciągle przychodzą negocjować z nami bezpośrednio, a nie z zarządami sieci – skarżą się rozgoryczeni w rozmowach z „Wiadomościami Kosmetycznymi”. Nie chcą sobie zaszkodzić, więc nie zgadzają się na podanie nazwisk. Są oczywiście i tacy, którzy nie wyobrażają sobie już działania poza siecią i widzą tu ewidentne korzyści, szczególnie marketingowe. – Tak jak podkreślałem wielokrotnie, bez udziału sieci nie byłbym w stanie zorganizować promocji, akcji gazetkowych, nie mówiąc o telewizyjnych reklamach, a takie już się pojawiały w przypadku naszej organizacji – mówi Jarosław Oleszczuk, właściciel dwóch drogerii w sieci Laboo. – Znam koszty takich działań prowadzonych samodzielnie i mogę je porównać. Poza tym mamy do dyspozycji szkolenia, produkty marki własnej, dobre ceny i jeszcze za to premie retro, nie ma na co narzekać – dodaje. Ale i on podkreśla, że sklepy powinny iść w kierunku tzw. twardej franczyzy, bo sieć musi być nią
i w oczach konsumenta, i dostawcy, z którym współpracuje. Nie można być w sieci i jednocześnie w niej nie być. Chciałby też, aby sieci franczyzowe współpracowały ze sobą, stworzyły jeden wspólny front, skupiły się na budowaniu mocnej marki, konkurencyjnej wobec zachodnich sieci drogeryjnych oraz rosnących w siłę dyskontów. W tym twierdzeniu nie jest odosobniony, wiele osób myśli i mówi tak samo, ale od razu dodają: „To nie jest możliwe w obecnej sytuacji, dziś każdy ciągnie w swoją stronę”.
Dokąd to prowadzi?
Dostawcy podkreślają, że zależy im na tzw. rynku tradycyjnym, a szczególnie na mocnych, rozpoznawalnych sieciach franczyzowych, a zarazem nie ukrywają, że ciągle nie jest to taka współpraca, jakiej by sobie życzyli. – Niestety, mimo iż akcje planujemy z sieciami, de facto ciągle musimy sami obsługiwać ten rynek i negocjować z pojedynczymi sklepami, czy i na jakich warunkach wstawią nasze produkty na półki. Cały czas szukamy sposobu, żeby wyjść sieciom i detalistom naprzeciw, żeby towar się sprzedawał, żeby klienci przychodzili do sklepów, ale nie ma jednej, sprawdzonej metody, to jest cały czas „gimnastyka” – mówi dyrektor jednej z polskich firm kosmetycznych, nie zgadza się na podanie nazwiska. Również anonimowo wypowiada się prezes innej polskiej firmy: – Niestety, mimo zakontraktowanych akcji, ciągle jest ten sam problem. Centrale sieci franczyzowych nie mają przełożenia na sklepy, które do nich należą. Efekty są wtedy, kiedy mają chociaż kilkanaście mocnych drogerii, np. własnych, wtedy udaje się przeprowadzić jakieś akcje promocyjne. Niestety współpraca z resztą placówek jest wielką niewiadomą. Zwroty towarów, pieniądze zalegające w rynku – to są ogromne problemy. Szczerze mówiąc, czasem wręcz szkoda mi ludzi, którzy zdecydowali się na organizację tych sieci. Mimo ich starań, efekty ciągle nie są zadowalające. Widać też, że w centralach sieci franczyzowych brakuje dobrej, doświadczonej kadry – mówi nasz rozmówca. Trzeba zarazem podkreślić, że dostawcy doceniają to, co do tej pory udało się franczyzowym sieciom osiągnąć i wśród prekursorów nowoczesnych marketingowych rozwiązań w tzw. handlu tradycyjnym wymieniają najczęściej Drogerie Polskie z ich kuponowym programem lojalnościowym, wewnętrznym radiem i innymi działaniami, po które teraz sięgają konkurencyjne sieci.
Organizatorzy franczyzowych projektów wiedzą, że apetyty producentów są niezaspokojone. Sami też chcieliby dysponować mocnymi organizacjami i markami. Dlatego praktycznie wszyscy zapewniają, że porządkują swoje struktury i nawet jeśli nie chcą tego powiedzieć wprost idą w kierunku twardej franczyzy, w której nie będzie miejsca dla słabych sklepów. Coraz częściej analizują, dokąd zaprowadzi ich inwestowanie w bezwładną masę sklepów, którą nie da się zarządzać.
Koliber wprowadza nowe umowy i lepsze warunki dla lojalnych drogerii
Drogerie Koliber najpierw przez kilka miesięcy analizowały, jakimi sklepami dysponują i jaki mają one potencjał zakupowy, a potem przedstawiły członkom sieci nowe umowy. Ci, których placówki będą spełniały najwyższe standardy sieci, otrzymają jeszcze lepsze warunki zakupowe, jeszcze wyższe retro i szereg przywilejów – zapewnia zarząd sieci. Właściciele tych drogerii będą również korzystali z siły zakupowej i synergii Grupy Eurocash. Na bardzo preferencyjnych warunkach będą mogli zawierać umowy na dostawy energii, u operatorów telefonii komórkowej i ubezpieczycieli, kupować samochody, wyposażenie lokali, terminale, sprzęt komputerowy i oprogramowanie, które negocjuje Eurocash. W okresie wakacyjnym uczestnicy sieci podpisywali nowe umowy zawierające te przywileje i obowiązki, wśród których kluczowym jest lojalność wobec głównego dostawcy – firmy dystrybucyjnej Ambra. Ci, którzy nie spełnią określonych warunków, będą musieli prawdopodobnie pożegnać się z siecią. Drogerie Koliber od 2011 roku są częścią Grupy Eurocash, która jest organizatorem ponad 11 tysięcy sklepów w systemach franczyzowych, takich jak: abc, Delikatesy Centrum, Lewiatan, Groszek, Euro Sklep czy Gama. Ostatnio Drogerie Koliber ogłosiły także, że uruchamiają własne, wewnętrzne radio. Zatrudnieni zostali dodatkowi koordynatorzy i bardzo mocny nacisk ma być położony na szkolenia właścicieli sklepów. Do sieci należy obecnie 110 drogerii.
Drogerie Polskie kontynuują rewolucję
Od dawna rozgłośnią radiową dysponują Drogerie Polskie. Bardzo dobrze przyjął się też – co podkreślają sami detaliści – kuponowy program lojalnościowy działający w sieci. Jej zarząd po analizie wyników sprzedaży w okresie wakacyjnym i w ramach akcji promocyjnej  „Lato na Bogato” zapewnia, że były one lepsze niż w roku poprzednim. – Dotyczy to jednak tych placówek, które zdecydowały się zmodernizować i dostosować do formatu oczekiwanego przez konsumenta, a który powoli staje się standardem w naszej sieci – mówi Leszek Szwajcowski, wiceprezes Drogerii Polskich. – Nadal jednak mamy do czynienia z dwoma przeciwnymi biegunami, obserwujemy drogerie, które dzięki przeprowadzonym zmianom uzyskują dwucyfrowe wzrosty procentowe, ale są też takie, które zwlekają z decyzją dopasowania się do proponowanych przez nas standardów i tam sytuacja nie wygląda tak różowo – mówi. Podkreśla także, że ulegają również zmianie nawyki zakupowe konsumentów. – Bardzo agresywne kampanie reklamowe zagranicznych sieci spowodowały, że proces decyzyjny przeciętnej gospodyni domowej następuje niestety w domu przed telewizorem, a sieci dyskontowe stanowią bardzo poważną konkurencję dla handlu tradycyjnego, oferując klientom coraz bogatszy asortyment, w tym również kosmetyki. Spadają obroty generowane na produktach dużych koncernów kosmetycznych, za to rośnie sprzedaż oferty polskich producentów, takich jak Bielenda, Marion, Verona, JFenzi itp. Doświadczenia ostatnich niełatwych miesięcy dobitnie pokazują, że skutecznie rywalizować z handlem nowoczesnym mogą te sklepy, które aktywnie korzystają z oferowanych im narzędzi. Nowoczesny format sklepu, atrakcyjna oferta promocyjna, odpowiednio dobrany asortyment to czynniki, które z pewnością zostaną zauważone przez coraz bardziej wymagającego oraz świadomego konsumenta – zaznacza Leszek Szwajcowski. W sieci Drogerie Polskie działa 300 sklepów. Około 50 to drogerie w pełni przystosowane do obowiązujących w niej standardów. Sieć kontynuuje swój projekt drogeryjnych rewolucji i stara się jak najszybciej wprowadzić pełną wizualizację w zrzeszonych sklepach.
Laboo chce umocnić franczyzę
Do tzw. utwardzenia franczyzy i w konsekwencji do znacznego podwyższenia standardów działania będzie dążyć sieć Laboo. Organizatorzy sieci zapewniają, że skupią się na zwiększeniu rozpoznawalności marki Laboo, prowadzeniu wspólnych działań promocyjnych opartych na rekomendowanych listach produktowych oraz wzmogą działania marketingowe (reklamy o ogólnopolskim zasięgu w prasie, TV na outdoorze). Priorytetowe są też skuteczna egzekucja realizacji umów centralnych zawartych z producentami oraz zaawansowana komunikacja wewnętrzna – trwają właśnie prace nad drukiem cyklicznego informatora dla członków sieci. Rusza także własny kanał radiowy sieci. Laboo to obecnie 650 sklepów, w tym 164 w formacie Drogerie Laboo (typowe sklepy kosmetyczne), 365 w formacie Partner (sklepy, w których oferta wykracza poza asortyment kosmetyczny, ale stanowi on przewagę) i 121 w formacie Strefa (działy kosmetyczno-chemiczne). Do końca roku w sieci ma działać 850 placówek – nowa organizacja Navo Orbico (w lipcu 70 proc. udziałów Grupy Kapitałowej Navo przeszło w ręce spółki Orbico Zagrzeb) zapewnia, że będzie kontynuować strategię rozwoju sieci. Zmienia się natomiast status firmy Integra Nova – multidystrybutora, który pełnił rolę głównego dostawcy dla sieci Laboo, a także dla innej franczyzowej organizacji – Kosmeterii. Integra Nova nie będzie już świadczyć bezpośrednich usług dystrybucyjnych, ale obejmie funkcję koordynatora i skoncentruje się na dostawie usług i działaniach operacyjnych m.in. na współpracy z producentami. Rekomendowanym dostawcą produktów do sieci Laboo będzie natomiast firma Ambra. Laboo finalizuje rozmowy również z Delko – ogólnopolską siecią hurtowni. Docelowo  
 to właśnie te dwie firmy zajmą się obsługą produktową sieci. Na przełomie września i października przewidziane jest spotkanie, na którym uczestnikom sieci Laboo zostaną zaprezentowane szczegółowe rozwiązania związane z jej strategią na najbliższe lata.
Kosmeteria negocjuje z dystrybutorami
Sieć Kosmeteria-Eksperci Urody chce rozszerzyć listę dystrybutorów, którzy byliby dostawcami produktów do sklepów w ramach oferty standardowej, jak i gazetkowej. To efekt zmian w Grupie Navo i zaprzestania pełnienia przez firmę Integra Nova funkcji oficjalnego dostawcy produktów do Kosmeterii. Od ubiegłego roku sieć współpracuje już z hurtownią Ambra (Grupa Eurocash). Krzysztof Rejman, dyrektor Kosmeterii nie ukrywa, że przetasowania w Navo  przejściowo zakłóciły działania sieci. – Priorytetem jest zagwarantowanie naszym akcjonariuszom 100 proc. dostępności produktów, również gazetkowych, w najlepszych cenach, wraz z bonusem retrospektywnym. Jesteśmy w trakcie rozmów z producentami, jak też dystrybutorami, aby w pełni zrealizować ten cel – mówi. Liczy też na projekt supersam.pl – internetową platformę, do której przystąpiła Kosmeteria. Ma ona przyciągnąć do drogerii konsumentów, którzy lubią kupować online, ale chętnie odbiorą produkty w sklepie obok domu. – Wierzymy, że będzie miał znaczenie dla budowania ruchu w naszych sklepach i zmieni też ich postrzeganie przez konsumentów, na bardziej nowoczesne i idące z duchem czasu – podkreśla Krzysztof Rejman. Przyznaje, że większość rynku tradycyjnego jest w kryzysie. – Największy wpływ ma na to dynamiczny rozwój sieci z kapitałem zagranicznym, choć nie tylko. Często są to również uwarunkowania lokalne, gdzie otwarcie jednej galerii może zupełnie zmienić tradycyjny przepływ konsumentów. Nadal istnieją również takie miejscowości, w których do dzisiaj nie otworzył się żaden sklep ze znanych sieci drogeryjnych i tam właśnie właściciele odnotowują stałe wzrosty sprzedaży powyżej wskaźnika wzrostu całej branży. Mamy też w sieci sklepy, które pomimo „towarzystwa” wszystkich znanych marek sieci drogeryjnych, potrafią odnotowywać wzrosty – ale to nadal pojedyncze przypadki – zaznacza.

Nowa struktura w spółce Espiro Group i drogeriach Sekret Urody

Spółka Espiro Group zarządzająca siecią Sekret Urody przebudowuje swoją strukturę. Centrala spółki została oddzielona od firmy dystrybucyjnej Sonia, z której się wywodzi. Siedziba Espiro przeniosła się do Biznes Parku przy ul. Przemysłowej 5 w Rzeszowie, natomiast biuro terenowe powstało w Krakowie, przy ul. Wielickiej 44 C.
Zostało także utworzone nowe stanowisko – dyrektora handlowego. Objęła je Bernadetta Ziemińska, do niedawna związana z firmą Donegal. Bernadetta Ziemińska odpowiada za politykę sprzedaży Espiro Group w Polsce, podlegają jej także koordynatorzy sieci kontaktujący się z właścicielami sklepów. – Ja niezmiennie jestem optymistą – mówi Marcin Małysz, dyrektor operacyjny sieci Sekret Urody. – Udaje nam się organizować z producentami ciekawe akcje na wyłączność. Coraz więcej sklepów przekonuje się do wdrażania naszych standardów wyglądu i wyposażenia. Nie spodziewam się już żadnej fali upadłości drogerii. Moim zdaniem niewiele placówek całkowicie znika z rynku, raczej następuje przekazywanie biznesów pomiędzy przedsiębiorcami. Wchodzą też na rynek zupełnie nowe osoby, które otwierają drogerie i chcą to robić pod szyldami sieci – przekonuje Marcin Małysz. Do  Sekretów Urody należy ponad 140 sklepów. – My już uporządkowaliśmy sieć, teraz będziemy przyjmowali kolejne drogerie – zapowiada Marcin Małysz.

Jawa zapowiada kolejne otwarcia

– Do końca bieżącego roku sieć Jawa planuje otwarcie 10 drogerii własnych i zintegrowanych oraz pozyskanie do sieci 10 drogerii franczyzowych i 30 marketów spożywczych – poinformował „Wiadomości Kosmetyczne” Paweł Drewnowski, doradca ds. detalu sieci Jawa. Według danych z końca lipca w sieci Jawa działało 400 placówek. Najwięcej – 322 w formacie Jawa Czysto i Pięknie (stoisko chemiczno-kosmetyczne w markecie spożywczym), kolejne 58 to drogerie franczyzowe Jawa, 16 drogerii własnych oraz 4 drogerie działające na zasadzie twardej franczyzy, tzw. drogerie zintegrowane. – Na rynku widzimy cały czas przepływ klientów od sklepów tradycyjnych do nowoczesnych formatów. Od pojedynczych sklepów zlokalizowanych na ulicach do małych lokalnych centrów handlowych – mówi Paweł Drewnowski. – Największe zagrożenie to rozwój lidera rynku Rossmanna, który, otwierając kolejne lokalizacje w nowych miastach i miasteczkach, zabiera obroty lokalnym drogeriom tradycyjnym we wszystkich kategoriach. Powoduje to obniżenie rentowności drogerii, a w niektórych przypadkach konieczność zakończenia działalności. Kolejne zagrożenia płyną z takich sieci jaki Kaufland, Tesco, Biedronka, Lidl, Netto – ich działania obniżają obroty drogerii w kategoriach chemii gospodarczej i artykułów papierniczych, w mniejszym stopniu w kosmetykach. Paradoksalnie, lokalizacja obok dyskontu zwiększa natężenie klientów, więc daje też szansę drogeriom tradycyjnym odrobienia strat na innych kategoriach  – dodaje Paweł Drewnowski.  Zauważa, że producenci wspierają franczyzowe projekty i na ten cel uruchomili dodatkowe budżety.
 
200 drogerii Jasmin
Wakacje były pracowite dla sieci Drogerii Jasmin. W tym uznawanym za bardzo trudny dla handlu okresie sklepy pod  szyldem Jasmin otwierały się jeden za drugim. Dwusetna placówka powstała w Drawsku Pomorskim i z tej okazji w całej sieci odbyły się specjalne akcje promocyjne. W lipcu do Drogerii Jasmin zapraszały klientów kampanie w ogólnopolskich mediach. To zgodne z zapowiedziami zarządu sieci. – Chcemy wzmocnić rozpoznawalność i zainteresowanie konsumenta naszą marką, szyldem Jasmin. W tym roku wszystkie nasze działania będą ukierunkowane na konsumenta. Nasze logo musi być wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe – mówiła w kwietniu tego roku, w rozmowie z „Wiadomościami Kosmetycznymi” Teresa Stachnio, wiceprezes sieci. Dziś dodaje, że kondycja detalu jest bardzo różna. – Są właściciele drogerii, którzy radzą sobie znakomicie, wykorzystują wszelkie możliwości i narzędzia, otwierają nowe sklepy i są niestety tacy, którzy muszą zamykać biznesy – przyznaje.
Dostawcy chcą jednej, mocnej sieci
Organizatorzy sieci franczyzowych uważają, że rynek nadal ma potencjał i są na nim jeszcze do pozyskania dobre sklepy.  – Migracja trwa, ciągle dostajemy pytania o warunki współpracy – potwierdza Marcin Małysz. Również Katarzyna Niemiec, prezes sieci Drogerie Koliber, mówi że zgłaszają się do niej właściciele sklepów i to często bardzo świadomi, z dużym doświadczeniem, którzy chcą zmienić barwy sieci. – Migracja między sieciami występuje cały czas, ale wynosi kilka procent i jest związana z osłabianiem się niektórych dystrybutorów. Właściciele sklepów coraz mocniej starają się uczestniczyć w działaniach drogeryjnych sieci franczyzowych, szczególnie jest to widoczne wtedy, gdy sami są bardzo zaangażowani w biznes, lub gdy muszą się zmierzyć z powstającymi w ich miejscowościach nowymi drogeriami lub dyskontami  – zauważa Paweł Drewnowski.
– Najlepiej  byłoby gdyby wszystkie franczyzowe sieci połączyły się w jeden silny i sprawny organizm, który dałby radę sprostać konkurencji – niezmiennie twierdzą dostawcy. 
Katarzyna Bochner


Czy sieci franczyzowe są lekarstwem na problemy detalu? Czy dobrze spełniły swoje zadanie? Co powinno się zmienić w ich funkcjonowaniu? Jesteś zadowolony ze współpracy z siecią? Byłeś w sieci, ale wystąpiłeś z niej? Napisz do nas, podziel się swoją opinią z innymi: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
24.08.2026 15:37
The Ritual of Karma. Nowe oblicze letniej pielęgnacji według Rituals
Materiał Partnera

Kategoria ochrony przeciwsłonecznej wyraźnie zmieniła swoje miejsce w codziennej pielęgnacji. Produkty z SPF są stosowane regularnie, a konsumenci zwracają uwagę nie tylko na wysokość ochrony przeciwsłonecznej, lecz także na formułę, sposób aplikacji i właściwości pielęgnacyjne.

Współczesny rynek kosmetyczny przechodzi wyraźną ewolucję, w której ochrona przeciwsłoneczna przestaje być jedynie sezonowym produktem plażowym, a staje się fundamentem codziennej, całorocznej pielęgnacji. Zjawisko to wpisuje się w szeroki trend tzw. skinification - rosnącego zapotrzebowania na produkty wielofunkcyjne, połączonego z holistycznym i prewencyjnym podejściem konsumentów do zdrowia skóry. 

Badania Euromonitor International wykazują, że ochrona z filtrem SPF jest dziś postrzegana nie tylko jako tarcza przed poparzeniami, ale przede wszystkim jako podstawowe narzędzie zapobiegające fotostarzeniu, powstawaniu przebarwień i utracie nawilżenia. Konsumenci coraz rzadziej traktują pielęgnację i ochronę UV jako dwa osobne etapy, oczekując zaawansowanych formuł łączących działanie ochronne z aktywnymi składnikami odżywczymi. Zmianę tych postaw i priorytetów zakupowych wyraźnie odzwierciedlają poniższe dane:

Wraz z trendami w zakresie dbania o skórę rozwija się segment samoopalaczy, oferujących możliwość uzyskania efektu opalonej skóry bez dodatkowej ekspozycji na promieniowanie UV. The Ritual of Karma marki Rituals wpisuje oba te kierunki w jedną, spójną rutynę pielęgnacyjną.

Kiedy SPF staje się częścią codziennej rutyny

Dobry krem przeciwsłoneczny musi dziś zrobić więcej niż zapewnić wysoki poziom ochrony. SPF 50+ pozostaje podstawą świadomej pielęgnacji przeciwsłonecznej, ale równie istotne stały się właściwości samego kosmetyku. Lekka konsystencja, łatwa aplikacja, możliwość wygodnej reaplikacji, brak białych śladów czy wykończenie na skórze potrafią zdecydować o tym, czy produkt rzeczywiście stanie się częścią codziennej pielęgnacji.

Odpowiedzią na te oczekiwania są między innymi nowe propozycje The Ritual of Karma, w których wysoka ochrona SPF została połączona z formułami i sposobami aplikacji odpowiadającymi współczesnym nawykom pielęgnacyjnym. Pianka z filtrem SPF 50+ ma lekką, puszystą konsystencję, łatwo rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania. Wodoodporna formuła nie pozostawia uczucia lepkości ani białych śladów, a matowe wykończenie sprawia, że produkt dobrze odnajduje się również w codziennej pielęgnacji. Za komfort skóry odpowiada Hydra-Boost Complex, łączący skwalan, aloes i algi. Formuła jest wegańska i przeznaczona do codziennego stosowania.

Drugą nowością jest krem przeciwsłoneczny SPF 50+ w sztyfcie. Jego forma została stworzona z myślą o wygodnej ochronie na co dzień – produkt można łatwo aplikować bezpośrednio na skórę i ponownie nakładać w ciągu dnia. Gładka, nawilżająca formuła nie pozostawia białych śladów, a Hydra-Boost Complex uzupełnia działanie ochronne o pielęgnację.

Właśnie w takich rozwiązaniach widać zmianę, jaka dokonała się w kategorii sun care. Filtr przeciwsłoneczny przestał być produktem używanym jedynie w okresie letnim, a stał się nieodłącznym elementem codziennej pielęgnacji. 

Nowy rozdział ochrony przeciwsłonecznej Rituals

W kolekcji The Ritual of Karma szczególnie wyraźnie widać charakterystyczne dla Rituals podejście do pielęgnacji. Produkty mają swoje konkretne funkcje, ale równie istotne jest to, jak łączą się ze sobą i jak wpisują się w codzienne nawyki. The Ritual of Karma została pomyślana tak, aby odpowiadać na różne momenty letniej pielęgnacji. Ochrona SPF jest podstawą, kiedy skóra ma kontakt ze słońcem, natomiast pianka samoopalająca daje możliwość budowania efektu opalenizny bez konieczności dodatkowej ekspozycji na promieniowanie UV. Jej aplikację uzupełnia Self Tanning Mitt, zaprojektowana tak, aby ułatwić równomierne rozprowadzenie produktu. Poszczególne elementy kolekcji mają więc własne zastosowanie, ale razem pozwalają stworzyć kompletną rutynę, w której ochrona i efekt opalonej skóry nie muszą być ze sobą sprzeczne.

To właśnie w takim podejściu tkwi siła kolekcji. Nie próbuje ona rozdzielać ochrony, pielęgnacji i efektu opalenizny, lecz pozwala traktować je jako elementy jednego doświadczenia. W kategorii, która przez lata kojarzyła się przede wszystkim z sezonowością, Rituals proponuje bardziej współczesne spojrzenie. Pielęgnację, która może być skuteczna i świadoma, ale jednocześnie pozostaje przyjemną częścią codzienności.

Naturalny efekt opalenizny, niezależnie od słońca

Rosnące znaczenie pielęgnacyjnych właściwości produktów przeciwsłonecznych jest częścią większej zmiany w branży beauty. Konsumenci coraz dokładniej przyglądają się składom, zwracają uwagę na funkcje poszczególnych składników i oczekują od kosmetyków więcej niż jednego działania. SPF coraz częściej jest więc traktowany jak pełnoprawny produkt pielęgnacyjny.

W przypadku Rituals pielęgnacyjny charakter kolekcji nie jest dodatkiem do ochrony przeciwsłonecznej, ale jednym z jej założeń. Ta sama filozofia przyświeca produktom do uzyskania efektu opalenizny. Pianka samoopalająca pozwala stopniować intensywność koloru i została opracowana tak, aby zapewnić równomierny efekt bez smug, przy jednoczesnym zachowaniu komfortu skóry. Opalenizna rozwija się stopniowo i utrzymuje do tygodnia.

Pianka samoopalająca została opracowana tak, aby można było kontrolować intensywność opalenizny. Formuła ogranicza ryzyko powstawania smug, a efekt rozwija się równomiernie i utrzymuje do tygodnia. To propozycja dla tych, którzy chcą zachować charakterystyczny dla lata blask skóry, ale niekoniecznie chcą uzyskiwać go poprzez długą ekspozycję na słońce.

Kolekcja, która podąża za potrzebami skóry

The Ritual of Karma nie zatrzymuje się na pojedynczym produkcie. Kolekcja obejmuje pielęgnację przed, w trakcie i po ekspozycji na słońce. Jej poszczególne elementy można łączyć w zależności od potrzeb.

Po ochronę SPF można sięgnąć rano i reaplikować ją w ciągu dnia. Samoopalacz pozwala uzyskać kolor skóry niezależnie od pogody i bez dodatkowej ekspozycji na promieniowanie UV. Dedykowana rękawica Self Tanning Mitt ułatwia jego aplikację i pozwala równomiernie rozprowadzić produkt.

Całość łączy charakterystyczny dla The Ritual of Karma zapach kwiatu lotosu i białej herbaty. Lotos wnosi do kompozycji kwiatową miękkość, biała herbata nadaje jej świeżości. To detal, który sprawia, że produkty nie są wyłącznie częścią funkcjonalnej rutyny ochronnej, ale również doświadczeniem sensorycznym.

Odpowiedzialność wpisana w markę

W przypadku Rituals pielęgnacja nie kończy się na formule kosmetyku. Marka rozwija również inicjatywy związane z wpływem biznesu na środowisko i społeczeństwo. Jedną z nich jest Profit Pledge, w ramach którego Rituals przeznacza 10 proc. rocznego zysku netto na rzecz organizacji i działań wspierających dobrostan ludzi i planety.

Jednym z beneficjentów programu jest Pristine Seas, organizacja zajmująca się ochroną i odbudową najcenniejszych ekosystemów morskich. Wybór ten dobrze koresponduje z kolekcją, której centralnym motywem jest doświadczenie lata, kontakt z naturą i świadoma pielęgnacja skóry.

– Ochrona oceanów to jedno z najpilniejszych wyzwań naszych czasów, dlatego praca Pristine Seas jest niezbędna dla zabezpieczenia i odbudowy najcenniejszych ekosystemów dla przyszłych pokoleń. W Rituals wierzymy, że firmy mają obowiązek wprowadzać realne zmiany, dlatego w ramach naszej inicjatywy Profit Pledge z dumą wspieramy ich działania i przyczyniamy się do ochrony błękitnego serca naszej planety – mówi Niki Schilling, Executive Director of Impact w Rituals.

Pełny rytuał The Ritual of Karma

W kolekcji The Ritual of Karma szczególnie wyraźnie widać charakterystyczne dla Rituals podejście do pielęgnacji. Poszczególne produkty mają swoje konkretne funkcje, ale zostały pomyślane tak, by można było połączyć je w spójną rutynę. Ochrona przeciwsłoneczna stanowi jej podstawę, samoopalacz pozwala uzyskać efekt opalonej skóry, a Self Tanning Mitt uzupełnia proces aplikacji.

To podejście pozwala spojrzeć na letnią pielęgnację szerzej – nie jako zbiór niezależnych produktów, lecz kolejne etapy jednego rytuału. W The Ritual of Karma ochrona, pielęgnacja i samoopalanie wzajemnie się uzupełniają, tworząc kolekcję, którą można dopasować do własnych potrzeb i sposobu spędzania lata.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 15:21
Beauty wysyła sprzeczne sygnały. Co mówią o kondycji branży wyniki gigantów i jakie są wnioski dla polskiej półki? [ANALIZA WK]
L‘Oréal został uznany za najpopularniejszą markę kosmetyczną w Azji, Europie i Ameryce Południowej.fot. Shutterstock

Rekordowy wzrost sprzedaży ilościowej Unilevera i rekordowa marża L’Oréal potwierdzają odporność branży kosmetycznej. Nie jest to jednak boom, z którego korzystają wszyscy. Nivea notuje spadki, Coty dopiero wchodzi w fazę stabilizacji, a w makijażu konsumenci i sieci handlowe coraz ostrzej selekcjonują produkty. Wyniki największych koncernów pokazują, że o wzroście nie decyduje już prosty podział na segment premium i masowy. Wygrywają marki, które potrafią uzasadnić cenę produktu – innowacją, skutecznością, jakością albo siłą bestsellerów.

Wyniki opublikowane przez największe koncerny kosmetyczne po pierwszej połowie 2026 roku wysyłają pozornie sprzeczne sygnały. Z jednej strony L’Oréal, Unilever, Henkel i Estée Lauder pokazują rosnącą sprzedaż w kluczowych kategoriach. Z drugiej – Nivea mierzy się z wyraźnym spadkiem, Coty pozostaje poniżej dynamiki rynku, a część segmentów codziennej pielęgnacji i makijażu odczuwa większą ostrożność konsumentów.

Wspólny mianownik jest jednak czytelny: beauty pozostaje kategorią odporną, ale pieniądze konsumentów płyną coraz bardziej selektywnie. Wzrost koncentruje się wokół innowacji, marek eksperckich, produktów premiumizowanych oraz tzw. hero products, czyli sprawdzonych bestsellerów, na których producenci skupiają marketing i dystrybucję.

– Wzrost napędzały dwa główne silniki: konsekwentna realizacja strategii innowacji oraz rozwój e-commerce, najdynamiczniejszego kanału w branży – podsumował wyniki Nicolas Hieronimus, CEO L’Oréal.

Włosy, dermokosmetyki i zapachy ciągną rynek

Z wyników największych grup wyłaniają się trzy szczególnie mocne kategorie: pielęgnacja włosów, dermokosmetyki oraz zapachy. Każda odpowiada na nieco inną potrzebę konsumenta, ale wszystkie pozwalają markom przekonująco uzasadnić wyższą cenę.

Pielęgnacja włosów: premiumizacja wychodzi poza salon

Haircare jest obecnie jednym z najbardziej konsekwentnych motorów wzrostu branży. L’Oréal podał dwucyfrowy wzrost tej kategorii w dziale Consumer Products. Jednocześnie segment Professional Products zwiększył sprzedaż o 11,6 proc., korzystając z rosnącego zainteresowania profesjonalną i premiumizowaną pielęgnacją włosów.

Dobrze radzą sobie zarówno marki salonowe, takie jak Kérastase i Redken, jak i produkty rynku masowego, w tym linie L’Oréal Paris Elvive i Garnier Fructis. Pokazuje to, że premiumizacja kategorii nie musi oznaczać wyłącznie przechodzenia konsumenta do najdroższych marek. Może także polegać na kupowaniu bardziej wyspecjalizowanych, droższych produktów w ramach oferty masowej.

Podobną dynamikę widać w Henklu. Segment Hair osiągnął 4,2 proc. organicznego wzrostu i był głównym motorem całego pionu Consumer Brands. Największy wkład miały koloryzacja i stylizacja, a koncern dodatkowo wzmacnia pozycję w profesjonalnej i prestiżowej pielęgnacji włosów poprzez przejęcia Olaplex oraz Not Your Mother’s.

– W Consumer Brands segment Hair kontynuował bardzo silną trajektorię wzrostu – stwierdził Carsten Knobel, CEO Henkel.

W P&G organiczna sprzedaż Beauty wzrosła w czwartym kwartale roku fiskalnego o 4 proc. Pielęgnacja włosów osiągnęła średni jednocyfrowy wzrost, wspierany między innymi przez zwiększenie wolumenów w Europie i regionie Azji i Pacyfiku. Także Unilever korzystał z dobrej dynamiki marek Sunsilk i Dove.

Dermokosmetyki: skuteczność ważniejsza niż tradycyjny podział cenowy

Drugim wyraźnym zwycięzcą są dermokosmetyki. Konsumenci pozostają gotowi płacić więcej za udokumentowaną skuteczność, aktywne składniki, rekomendacje ekspertów i produkty odpowiadające na precyzyjnie nazwane problemy skóry.

Dywizja Dermatological Beauty L’Oréal zwiększyła sprzedaż o 10,6 proc. Dwucyfrowo rosły La Roche-Posay, CeraVe i SkinCeuticals, a dobre wyniki produktów przeciwsłonecznych wspierała premiera CeraVe Sun oraz szerszy wzrost zainteresowania skuteczną ochroną przed promieniowaniem UV.

Podobny kierunek widać w Beiersdorfie. Segment Derma, skupiający między innymi Eucerin i Aquaphor, urósł organicznie o 7,8 proc. Sprzedaż wspierały innowacje składnikowe, w tym Epicelline i Thiamidol, a także ekspansja marek na nowe rynki i do kolejnych kategorii produktowych.

Dermo staje się w ten sposób nie tyle podsegmentem tradycyjnej pielęgnacji, ile jednym z głównych obszarów wzrostu całego rynku. Jego przewagą jest połączenie wartości premium z łatwą do zakomunikowania obietnicą skuteczności.

Zapachy: odporny luksus i siła marek modowych

Trzecią kategorią są zapachy, które nadal pełnią funkcję dostępnego luksusu. W Estée Lauder Companies ich sprzedaż organiczna wzrosła w całym roku fiskalnym o 10 proc. Za wzrost odpowiadały przede wszystkim luksusowe marki Le Labo, Tom Ford i Kilian Paris.

Zapachy rosły dwucyfrowo również w L’Oréal Luxe, napędzane przez takie marki i linie jak Prada, Yves Saint Laurent, Valentino oraz Emporio Armani. Koncern dodatkowo wzmacnia ten obszar poprzez aktywa Kering Beauté i przejęcie licencji Gucci Beauty, która ma trafić do L’Oréal w lipcu 2027 roku.

image

Przetasowanie na rynku dóbr luksusowych. L’Oréal za 400 mln dol. przejmuje Gucci Beauty od Coty już w 2027 r.

Wyniki potwierdzają, że w niepewnym otoczeniu konsumenci nie rezygnują całkowicie z luksusu. Są jednak bardziej skłonni wybierać produkty rozpoznawalne, emocjonalne i posiadające silną historię marki.

Rynek masowy nie przegrywa. Musi jednak dostarczać wartość

Dobre wyniki segmentów premium nie oznaczają, że rynek masowy pozostaje skazany na stagnację. Najlepszym przykładem jest Unilever, który w drugim kwartale osiągnął 5,5-procentowy wzrost wolumenu – najwyższy od ponad dekady. Bazowa sprzedaż segmentu Beauty & Wellbeing wzrosła w pierwszym półroczu o 5,9 proc., a Personal Care o 4,8 proc.

– Osiągnęliśmy mocny, napędzany wolumenem wynik, a drugi kwartał był dla Unilevera najlepszym kwartałem wolumenowym od ponad dekady – powiedział Fernando Fernandez, CEO Unilever.

Wzrost wspierały zarówno marki dostępne cenowo, takie jak Dove, Sunsilk i Vaseline, jak i produkty premiumizowane wprowadzane pod znanymi markami masowymi. To ważne rozróżnienie: rynek nie dzieli się dziś wyłącznie na rosnące premium i słabnący mass market. Rosną te produkty masowe, które oferują innowację, atrakcyjne doświadczenie użycia albo bardzo czytelny stosunek jakości do ceny.

W P&G Beauty również okazało się najsilniejszym segmentem w czwartym kwartale. Organiczna sprzedaż całej grupy pozostała bez zmian, podczas gdy Beauty urosło o 4 proc. Wzrost pochodził przede wszystkim z haircare i personal care. Pielęgnacja skóry pozostała natomiast na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego: dobre wyniki superpremiumowej marki SK-II zostały zrównoważone przez spadek wolumenów w Chinach.

Marże, koszty, promocja marek a walka o konsumenta

W wynikach koncernów widać również zmianę modelu zarządzania kosztami. Największe firmy nie rezygnują z inwestycji w reklamę, innowacje i pozyskiwanie konsumentów. Oszczędności szukają przede wszystkim w administracji, strukturach organizacyjnych, łańcuchach dostaw i nadmiernie rozbudowanym portfolio.

L’Oréal osiągnął rekordową dla pierwszego półrocza marżę operacyjną w wysokości 21,3 proc. Koszty sprzedaży i administracji zmniejszyły się w relacji do przychodów, natomiast wydatki reklamowe i promocyjne wzrosły.

Jak podkreślił Nicolas Hieronimus: koncentracja na kontroli kosztów pozwoliła grupie zwiększyć środki przeznaczone na rozwój marek.

Jeszcze wyraźniej mechanizm ten widać w Estée Lauder Companies. Grupa wróciła do wzrostu: raportowana sprzedaż zwiększyła się w roku fiskalnym o 5 proc., a organiczna o 3 proc. Jednocześnie skorygowana marża operacyjna poprawiła się o 3,2 pkt proc., do 11,2 proc. Firma zwiększyła inwestycje skierowane do konsumentów o 7 proc., finansując je między innymi efektami programu restrukturyzacji.

– Przywróciliśmy wzrost: sprzedaż organiczna zwiększyła się o 3 proc., a poprawa objęła szerokie portfolio marek – powiedział Stéphane de La Faverie, prezes i CEO Estée Lauder Companies.

Program naprawy rentowności Estée Lauder zakłada redukcję od 5,8 tys. do 7 tys. stanowisk netto. Łącznie z eliminacją części nieobsadzonych etatów zmiany mają objąć około 10 tys. stanowisk. Docelowe roczne korzyści brutto z programu mają sięgnąć około 1,2 mld dolarów.

Podobny kierunek obrało Coty. Spółka upraszcza kalendarz innowacji i liczbę SKU w makijażu, przenosząc środki na mniejszą liczbę premier o większym potencjale oraz na sprawdzone hero products. To sygnał istotny również dla handlu: szerokość portfolio przestaje być wartością samą w sobie, jeśli nie przekłada się na rotację.

Nivea: spadek sprzedaży nie oznacza załamania popytu

Wyniki Beiersdorfu pokazują „dwie prędkości” kosmetycznego portfolio. Podczas gdy Derma urosła o 7,8 proc., sprzedaż Nivei spadła organicznie o 6,8 proc. w pierwszym półroczu.

Firma tłumaczyła ten wynik między innymi konfliktami z partnerami handlowymi, redukcją zapasów w handlu, przesunięciami premier oraz późniejszym rozpoczęciem sezonu produktów przeciwsłonecznych w Europie. Czynniki te uderzyły przede wszystkim w sell-in, czyli dostawy do handlu. Sprzedaż do konsumentów końcowych pozostała natomiast na plusie.

Nie oznacza to, że problemy Nivei można sprowadzić wyłącznie do technicznych przesunięć. Beiersdorf przyznał, że podstawowe portfolio marki nadal mierzy się z wyzwaniami, a dotychczasowe działania przyniosły zbyt punktowe efekty, aby poprawić wyniki globalne.

Podejmujemy bardziej zdecydowane działania, aby przywrócić Niveę na ścieżkę wzrostu, wdrażając 18-miesięczny plan naprawczy – zapowiedział Vincent Warnery, CEO Beiersdorf.

Plan ma objąć innowacje we wszystkich kategoriach, zwiększenie dostępności marki i mocniejsze dostosowanie produktów do lokalnych potrzeb. W drugim półroczu Beiersdorf zamierza zwiększyć wydatki mediowe na Niveę o 100 mln euro.

Coty wychodzi z dołka? Na razie widać pierwsze oznaki stabilizacji

W przypadku Coty określenie „wyjście z dołka” byłoby nadal przedwczesne. W czwartym kwartale spółka wróciła do raportowanego wzrostu sprzedaży na poziomie 1 proc., a spadek LFL wyhamował do 1 proc. Był to wynik lepszy od oczekiwań i wyraźnie lepszy niż w poprzednich kwartałach.

W całym roku fiskalnym sprzedaż Coty spadła jednak o 5 proc. w ujęciu porównywalnych placówek wzrosła o 1 proc Segment Prestige zmniejszył się o 4 proc., a Consumer Beauty o 7 proc. Zarząd przyznaje także, że sell-out obu dywizji nadal rośnie wolniej niż rynek.

– Wyniki czwartego kwartału dają pierwsze oznaki stabilizacji, chociaż proces odbudowy nie będzie przebiegał liniowo – ocenił Markus Strobel, executive chairman i tymczasowy CEO Coty.

Coty nazywa rok fiskalny 2027 okresem przejściowym. Spółka upraszcza portfolio, ogranicza koszty stałe i przygotowuje się do wcześniejszego zwrotu licencji Gucci Beauty. Jednocześnie chce zwiększyć wsparcie kluczowych marek i poprawić ich widoczność nie tylko w tradycyjnych kanałach cyfrowych, lecz także w rekomendacjach generowanych przez platformy AI.

To ważny sygnał dla całej branży: walka o konsumenta rozszerza się z półki sklepowej, wyszukiwarki i mediów społecznościowych na odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję.

Polska wśród najmocniejszych rynków L’Oréal

Polska została wprost wyróżniona przez L’Oréal jako jeden z europejskich rynków o szczególnie dobrych wynikach, obok Hiszpanii i Portugalii. W Europie koncern zwiększył sprzedaż porównywalną o 6,1 proc., a wzrost obejmował wszystkie dywizje.

Dla polskiego handlu istotne jest to, że europejską sprzedaż L’Oréal napędzały między innymi pielęgnacja włosów i makijaż w segmencie Consumer Products, zapachy w Luxe oraz dermokosmetyki. Są to kategorie mające dużą reprezentację w polskich drogeriach, perfumeriach i aptekach.

Inny sygnał płynie z Coty, którego sprzedaż w regionie EMEA pozostawała pod presją, w tym na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Pokazuje to, że dobra kondycja polskiego rynku nie gwarantuje automatycznego wzrostu wszystkim dostawcom. Coraz większe znaczenie mają atrakcyjność konkretnych marek, jakość innowacji, polityka cenowa, dostępność produktu i siła wsparcia marketingowego.

Wnioski dla polskich drogerii i dostawców

1. Półka haircare wymaga nowej segmentacji

Tradycyjny podział według ceny i podstawowej funkcji produktu przestaje odpowiadać sposobowi, w jaki rozwija się kategoria. Oferta powinna wyraźniej eksponować takie potrzeby jak odbudowa włosów, pielęgnacja skóry głowy, ochrona koloru, przeciwdziałanie wypadaniu czy efekty inspirowane profesjonalnymi zabiegami.

Mass market, premium i professional coraz częściej tworzą jeden ekosystem konkurujących ze sobą rozwiązań. Dla klienta ważniejszy od formalnego segmentu staje się obiecywany efekt.

2. Dermo i SPF stają się kategoriami całorocznymi

Sukces L’Oréal Dermatological Beauty oraz marek Eucerin i Aquaphor wskazuje, że dermokosmetyki powinny być traktowane jako jedna z podstawowych części oferty pielęgnacyjnej, a nie specjalistyczna nisza.

Podobnie zmienia się rola ochrony przeciwsłonecznej. SPF coraz mocniej łączy się z codzienną pielęgnacją, profilaktyką przebarwień i healthy aging. O sprzedaży decydują jednak nie tylko produkty, lecz również edukacja, rekomendacje ekspertów i czytelna komunikacja skuteczności.

3. Makijaż czeka dalsza selekcja 

Wzrost w kosmetykach kolorowych jest wybiórczy. Dobrze radzą sobie konkretne marki i innowacje, między innymi Maybelline, NYX Professional Makeup oraz M·A·C, ale część biznesu makijażowego Coty i Estée Lauder pozostaje pod presją.

Dla sieci oznacza to konieczność szybszego analizowania rotacji, ograniczania martwych indeksów i kierowania większego wsparcia do bestsellerów. Taką samą drogą idą sami producenci, upraszczając portfolio i koncentrując inwestycje na mniejszej liczbie premier.

4. Prawidłowe czytanie danych

Spadek dostaw do sklepu nie zawsze oznacza kryzys danej marki. Przykład Nivea udowadnia, że spadki w zamówieniach mogą wynikać z polityki magazynowej sieci handlowych, podczas gdy popyt rynkowy (sell-out) pozostaje dodatni

Komentarz Wiadomości Kosmetycznych:

Anita Leowska-Skiba, redaktor prowadząca: Beauty pozostaje odporne, ale coraz bardziej selektywne

Wyniki największych koncernów nie potwierdzają prostego scenariusza, w którym premium rośnie, a rynek masowy traci. Luksusowe zapachy, profesjonalna pielęgnacja włosów i dermokosmetyki rzeczywiście należą do najmocniejszych segmentów, ale równie dobre wyniki osiągają dostępne cenowo marki Dove, Sunsilk czy Vaseline.

Granica przebiega gdzie indziej: między produktami, które dają konsumentowi wyraźny powód do zakupu, a ofertą pozbawioną czytelnej przewagi. W warunkach utrzymującej się presji na domowe budżety konsumenci nie przestają kupować kosmetyków. Dokładniej wybierają jednak marki, produkty i okazje zakupowe.

Najwięksi producenci odpowiadają na tę zmianę w podobny sposób: ograniczają koszty zaplecza, upraszczają portfolio, inwestują w innowacje i przesuwają większe środki na k

omunikację z konsumentem. W 2026 roku wzrost w beauty pozostaje osiągalny – ale nie jest już rozdzielany równo.

 

* Materiał opracowano na podstawie wyników L’Oréal, Unilever, Henkel i Beiersdorf za pierwsze półrocze 2026 roku oraz wyników P&G, Estée Lauder Companies i Coty za rok fiskalny zakończony 30 czerwca 2026 roku. Dane poszczególnych koncernów obejmują różne okresy sprawozdawcze i nie powinny być porównywane bezpośrednio jako identyczne okresy kalendarzowe. Cytaty zostały przetłumaczone z języka angielskiego przez redakcję.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
24. sierpień 2026 17:04