W 1982 roku Dorota i Wojciech Soszyńscy zdecydowali się na zakup terenu o powierzchni 43 tys. mkw. w miejscowości Trąbki Małe pod Gdańskiem i budowę fabryki kosmetyków dla alergików. Obszar ten dziesięciokrotnie przewyższał potrzeby ówczesnego zakładu, ale liczyło się to, że znajduje się w ekologicznie czystej strefie. Właściciele przeczuwali zresztą, że to inwestycja z dużym potencjałem na przyszłość. Nie bez obaw, ale z ogromnymi nadziejami, przeznaczyli na nią wszystkie swoje pieniądze. W latach 2000-2002 zainwestowali po raz kolejny, przeznaczając 60 mln zł na budowę i modernizację części naukowo-badawczej i fabryki. Dziś zakłady Oceanic w Trąbkach Małych to laboratoria, hale produkcyjne oraz centrum logistyczne o pow. prawie 12 tys. mkw. Wszystkie obiekty wyposażone są w najnowocześniejsze urządzenia, którymi mogą pochwalić się jedynie najlepsze światowe firmy. Produkcja odbywa się tutaj zgodnie z systemem spełniającym najwyższe normy obowiązujące zakłady farmaceutyczne. Fabryka jest systematycznie kontrolowana przez Głównego Inspektora Farmaceutycznego, który wystawia dokument zaświadczający o tzw. dobrej praktyce wytwarzania, czyli GMP (Good Manufacturing Practice). Oprócz kosmetyków Oceanic produkuje bowiem lecznicze maści oraz preparaty dostępne tylko w aptekach. Firma ma w planach także zakup serii preparatów farmaceutycznych. Obecnie trwają na ten temat rozmowy.
Jeśli akwizycja dojdzie do skutku, nie będzie problemu ze zwiększeniem produkcji. Nawet w tej chwili w fabryce wykorzystywanych jest 40 proc. mocy przerobowych. Zwykle zakład opuszcza ok. 2 mln gotowych produktów miesięcznie, ale bywa, że ich liczba wzrasta do 4 mln, gdy w krótkim czasie trzeba zrealizować większe zamówienie dla jednej z wielkich sieci.
Marka AA ma obecnie 11 proc. udziałów w polskim rynku kremów do pielęgnacji twarzy. Jakiś czas temu zagroziła nawet pozycji koncernów w tym segmencie, choć jej nakłady na reklamę nie mogą im się równać. Kosmetyki AA są obecne we wszystkich kanałach sprzedaży, łącznie z dyskontami.
Specjaliści od nowych receptur
Droga kosmetyków z Trąbek Małych na sklepowe półki zaczyna się w ultranowoczesnym laboratorium, w którym pracuje 26 specjalistów z dziedziny dermatologii, chemii, biotechnologii, farmacji i mikrobiologii. To dzięki nim mogły powstać liczne linie kosmetyczne, takie jak choćby ostatni bestseller marki AA – kremy Mezzolaser, specjalistyczne dermokosmetyki dostępne tylko w aptekach, takie jak Oncoderma dla pacjentów onkologicznych czy Oillan Baby dla niemowląt i małych dzieci, a także jedna z pierwszych na świecie ekologicznych serii dla alergików – AA ECO, nad którą pracowano 3 lata, a efekt wzbudził podziw nawet światowej konkurencji. Dziś firma oferuje ponad 800 referencji. Swoje produkty sprzedaje nie tylko w Polsce. Coraz mocniej stawia na eksport. Tylko tam można bowiem dziś liczyć na jakieś znaczące wzrosty. – Bardzo cieszymy się, że w końcu udało nam się podpisać kontrakt z Rosją, która jest bardzo chłonnym rynkiem – zdradza Magdalena Burgiel, PR & advertising manager Oceanic.
Za tworzenie nowych receptur odpowiada w sumie ośmiu technologów. Czterech z nich opracowuje składy kremów i płynów kosmetycznych szeroko dostępnych, a kolejnych czterech odpowiada za produkty lecznicze. – Możemy stworzyć praktycznie każdą recepturę, jaką sobie wymyślimy. Jesteśmy przygotowani na wszelkie pomysły działu marketingu. Naprawdę trudno nas zaskoczyć – zapewnia Janusz Curyło, zastępca kierownika Laboratorium Badawczo-Wdrożeniowego Oceanic, który oprowadza nas po fabryce.
– Współpracujemy z najbardziej renomowanymi dostawcami surowców z całego świata. I tylko takimi, którzy pozyskują składniki w sposób humanitarny. Ważne jest również, by jakość surowców była zawsze na najwyższym poziomie. Sprawdzamy to, najczęściej metodami analizy instrumentalnej zalecanymi przez Farmakopeę Europejską. Między innymi przy pomocy spektrofotometru wykonujemy widmo każdego materiału wyjściowego, które jest jak odcisk palca, i porównujemy je z komputerową bazą danych. A jeśli potrzebujemy np. całkiem nowej substancji nawilżającej, wysyłamy zapytanie do jednego z współpracujących z nami dostawców. Realizacja takiego zamówienia odbywa się błyskawicznie. Te krótkie terminy są bardzo ważne, bo technologiczne opracowanie nowej formuły trwa kilka miesięcy, a nawet rok, jeśli weźmiemy pod uwagę testy prowadzone z udziałem osób cierpiących na alergie, którym poddajemy każdy nowy czy choćby o nieznacznie zmodyfikowanym składzie produkt – mówi Janusz Curyło.
Każdy ułamek procentu robi różnicę
Zanim jednak do takich testów z udziałem ludzi dojdzie, każda kompozycja jest poddawana dokładnym analizom – jak wygląda pod mikroskopem, jak pachnie, jak się rozsmarowuje, czy jest stabilna w czasie. Następnie receptura jest udoskonalana i optymalizowana tak, by przy zachowaniu swoich właściwości, produkt był równocześnie jak najprzyjemniejszy w użytkowaniu. W pracach laboratoryjnych nigdy nie zapomina się także o tym, co znalazło się u podstaw marki AA. Formuły preparatów są tworzone ze specjalną troską o skórę wrażliwą i alergiczną. Jeżeli wytyczne mówią, że danego konserwantu w kosmetyku można zastosować nie więcej niż 1 proc., to technolodzy starają się tę zawartość obniżyć przynajmniej pięciokrotnie. Jak to możliwe? – W laboratorium przygotowujemy próbkę z bardzo małą zawartością konserwantu, a następnie w pracowni mikrobiologicznej wykonujemy testy, które pokazują nam, czy formuła jest wystarczająco chroniona przed zakażeniami mikrobiologicznymi – opowiada Curyło. Jako że fabryka pracuje zgodnie z najwyższymi normami farmaceutycznymi, nie ma obaw o jakiekolwiek zanieczyszczenia chorobotwórczymi mikroorganizmami podczas produkcji. Pod stałym nadzorem jest higiena pracowników, pomieszczeń i urządzeń.
Na tym oczywiście proces tworzenia nowych preparatów się nie kończy. Przechodzimy do kolejnej wydzielonej strefy, w której produkty poddawane są badaniu na stabilność w czasie. Czy to stojąc na sklepowych półkach, czy już w domach konsumentów, formuła kremów i emulsji musi pozostać homogeniczna, bez sedymentacji, śmietankowania lub wytrącania się osadów.
Kontrola na każdym etapie produkcji
Czas zajrzeć do hal produkcyjnych. Ubrani w ochronne stroje wchodzimy przez tzw. śluzę osobową, która gwarantuje utrzymanie odpowiednich warunków higienicznych. Wrażenie robią idealnie gładkie ściany wykonane w specjalnym, modułowym systemie. Bierzemy głęboki wdech, bo i oddycha się tutaj jakby inaczej. Dowiadujemy się, że powietrze ma ściśle określoną czystość mikrobiologiczną, a doprowadzane jest poprzez system wentylacyjno-klimatyzacyjny z filtrami HEPA.
Najważniejszym surowcem w produkcji kosmetyków jest woda. Także ona znajduje się tutaj pod szczególnym nadzorem. Pobierana jest z własnej studni, z głębokości 200 metrów, a następnie oczyszczana jest metodą odwróconej osmozy. W tym procesie pozbawiana jest wszelkich zanieczyszczeń, mikroorganizmów oraz rozpuszczonych soli mineralnych i metali. Powstaje czysta, niczym nieskażona H2O.
Beczki, beczułki, kartony i pojemniki, w których przechowywane są substancje do wytwarzania mas produktów opatrzono kolorowymi naklejkami. Stanowią one element systemu kontroli jakości. Służą do łatwej identyfikacji tego, czy dany składnik został przebadany. Używać można jedynie substancji opatrzonych na opakowaniu zieloną etykietą, co oznacza, że laboratorium kontroli jakości zaakceptowało próbkę.
Gdy mamy opracowaną formułę oraz wszelkie niezbędne składniki z idealnie czystą wodą w roli głównej, możemy przystąpić do produkcji. Sterowanie procesem produkcyjnym odbywa się poprzez liczne sterowniki i systemy komputerowe, które umożliwiają nadzorowanie poszczególnych jego etapów. Do dyspozycji są dwa niezależne od siebie ciągi technologiczne przeznaczone do wytwarzania emulsji (kremy, balsamy, mleczka do demakijażu) oraz płynów i żeli (toniki, płyny micelarne, płyny do higieny intymnej, szampony, żele do mycia). Ich elementami są mieszalniki homogenizujące o pojemnościach 500 i 1500 litrów oraz mieszalniki o poj. 1000 i 2000 litrów. Szybkie zmiany produkcji z kremów do twarzy na balsamy do ciała, czy z płynów micelarnych na żele do higieny intymnej, są możliwe dzięki bardzo sprawnie działającym głowicom myjącym zainstalowanym bezpośrednio w mieszalnikach. Dodatkowo cały proces – mycie, dezynfekcja, płukanie wszystkich elementów urządzeń biorących udział w produkcji – sterowany jest komputerowo. Zapewnia to najwyższe standardy higieny przed przystąpieniem do wytworzenia kolejnego preparatu.
Kolejne etapy, zbliżające nas do gotowego kosmetyku, to napełnianie słoiczków lub butelek, zamykanie, naklejanie etykiet i ewentualnie pakowanie w kartoniki i foliowanie. Odbywa się to automatycznie, ale pod nadzorem pracowników, których zadaniem jest stałe kontrolowanie procesów.
Pięknie zapakowany kosmetyk może już opuścić zakład produkcyjny. My również wychodzimy, by skierować się do magazynu. W takiej formie jak widzimy go dzisiaj, powstał w 2009 roku. Jego powierzchnia to 3,5 tys. mkw., a wysokość robocza – 8 m. Zmieścić może 4 tys. palet. Każda z nich ma swój numer i kod kreskowy. Tutaj bowiem pracę magazynierów znów wspiera system komputerowy, który podpowiada im, jaką trasą mają się poruszać, by była ona najprostsza i najkrótsza, i by na skompletowanie zamówienia mogli poświęcić jak najmniej czasu. Dostawy są realizowane w ciągu 24 godzin od momentu zamówienia. A więc w drogę na drogeryjne półki!
Anna Zawadzka-Szewczyk
zdjęcia: Oceanic i materiały redakcji
Kategoria ochrony przeciwsłonecznej wyraźnie zmieniła swoje miejsce w codziennej pielęgnacji. Produkty z SPF są stosowane regularnie, a konsumenci zwracają uwagę nie tylko na wysokość ochrony przeciwsłonecznej, lecz także na formułę, sposób aplikacji i właściwości pielęgnacyjne.
Współczesny rynek kosmetyczny przechodzi wyraźną ewolucję, w której ochrona przeciwsłoneczna przestaje być jedynie sezonowym produktem plażowym, a staje się fundamentem codziennej, całorocznej pielęgnacji. Zjawisko to wpisuje się w szeroki trend tzw. skinification - rosnącego zapotrzebowania na produkty wielofunkcyjne, połączonego z holistycznym i prewencyjnym podejściem konsumentów do zdrowia skóry.
Badania Euromonitor International wykazują, że ochrona z filtrem SPF jest dziś postrzegana nie tylko jako tarcza przed poparzeniami, ale przede wszystkim jako podstawowe narzędzie zapobiegające fotostarzeniu, powstawaniu przebarwień i utracie nawilżenia. Konsumenci coraz rzadziej traktują pielęgnację i ochronę UV jako dwa osobne etapy, oczekując zaawansowanych formuł łączących działanie ochronne z aktywnymi składnikami odżywczymi. Zmianę tych postaw i priorytetów zakupowych wyraźnie odzwierciedlają poniższe dane:
Wraz z trendami w zakresie dbania o skórę rozwija się segment samoopalaczy, oferujących możliwość uzyskania efektu opalonej skóry bez dodatkowej ekspozycji na promieniowanie UV. The Ritual of Karma marki Rituals wpisuje oba te kierunki w jedną, spójną rutynę pielęgnacyjną.
Kiedy SPF staje się częścią codziennej rutyny
Dobry krem przeciwsłoneczny musi dziś zrobić więcej niż zapewnić wysoki poziom ochrony. SPF 50+ pozostaje podstawą świadomej pielęgnacji przeciwsłonecznej, ale równie istotne stały się właściwości samego kosmetyku. Lekka konsystencja, łatwa aplikacja, możliwość wygodnej reaplikacji, brak białych śladów czy wykończenie na skórze potrafią zdecydować o tym, czy produkt rzeczywiście stanie się częścią codziennej pielęgnacji.
Odpowiedzią na te oczekiwania są między innymi nowe propozycje The Ritual of Karma, w których wysoka ochrona SPF została połączona z formułami i sposobami aplikacji odpowiadającymi współczesnym nawykom pielęgnacyjnym. Pianka z filtrem SPF 50+ ma lekką, puszystą konsystencję, łatwo rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania. Wodoodporna formuła nie pozostawia uczucia lepkości ani białych śladów, a matowe wykończenie sprawia, że produkt dobrze odnajduje się również w codziennej pielęgnacji. Za komfort skóry odpowiada Hydra-Boost Complex, łączący skwalan, aloes i algi. Formuła jest wegańska i przeznaczona do codziennego stosowania.
Drugą nowością jest krem przeciwsłoneczny SPF 50+ w sztyfcie. Jego forma została stworzona z myślą o wygodnej ochronie na co dzień – produkt można łatwo aplikować bezpośrednio na skórę i ponownie nakładać w ciągu dnia. Gładka, nawilżająca formuła nie pozostawia białych śladów, a Hydra-Boost Complex uzupełnia działanie ochronne o pielęgnację.
Właśnie w takich rozwiązaniach widać zmianę, jaka dokonała się w kategorii sun care. Filtr przeciwsłoneczny przestał być produktem używanym jedynie w okresie letnim, a stał się nieodłącznym elementem codziennej pielęgnacji.
Nowy rozdział ochrony przeciwsłonecznej Rituals
W kolekcji The Ritual of Karma szczególnie wyraźnie widać charakterystyczne dla Rituals podejście do pielęgnacji. Produkty mają swoje konkretne funkcje, ale równie istotne jest to, jak łączą się ze sobą i jak wpisują się w codzienne nawyki. The Ritual of Karma została pomyślana tak, aby odpowiadać na różne momenty letniej pielęgnacji. Ochrona SPF jest podstawą, kiedy skóra ma kontakt ze słońcem, natomiast pianka samoopalająca daje możliwość budowania efektu opalenizny bez konieczności dodatkowej ekspozycji na promieniowanie UV. Jej aplikację uzupełnia Self Tanning Mitt, zaprojektowana tak, aby ułatwić równomierne rozprowadzenie produktu. Poszczególne elementy kolekcji mają więc własne zastosowanie, ale razem pozwalają stworzyć kompletną rutynę, w której ochrona i efekt opalonej skóry nie muszą być ze sobą sprzeczne.
To właśnie w takim podejściu tkwi siła kolekcji. Nie próbuje ona rozdzielać ochrony, pielęgnacji i efektu opalenizny, lecz pozwala traktować je jako elementy jednego doświadczenia. W kategorii, która przez lata kojarzyła się przede wszystkim z sezonowością, Rituals proponuje bardziej współczesne spojrzenie. Pielęgnację, która może być skuteczna i świadoma, ale jednocześnie pozostaje przyjemną częścią codzienności.
Naturalny efekt opalenizny, niezależnie od słońca
Rosnące znaczenie pielęgnacyjnych właściwości produktów przeciwsłonecznych jest częścią większej zmiany w branży beauty. Konsumenci coraz dokładniej przyglądają się składom, zwracają uwagę na funkcje poszczególnych składników i oczekują od kosmetyków więcej niż jednego działania. SPF coraz częściej jest więc traktowany jak pełnoprawny produkt pielęgnacyjny.
W przypadku Rituals pielęgnacyjny charakter kolekcji nie jest dodatkiem do ochrony przeciwsłonecznej, ale jednym z jej założeń. Ta sama filozofia przyświeca produktom do uzyskania efektu opalenizny. Pianka samoopalająca pozwala stopniować intensywność koloru i została opracowana tak, aby zapewnić równomierny efekt bez smug, przy jednoczesnym zachowaniu komfortu skóry. Opalenizna rozwija się stopniowo i utrzymuje do tygodnia.
Pianka samoopalająca została opracowana tak, aby można było kontrolować intensywność opalenizny. Formuła ogranicza ryzyko powstawania smug, a efekt rozwija się równomiernie i utrzymuje do tygodnia. To propozycja dla tych, którzy chcą zachować charakterystyczny dla lata blask skóry, ale niekoniecznie chcą uzyskiwać go poprzez długą ekspozycję na słońce.
Kolekcja, która podąża za potrzebami skóry
The Ritual of Karma nie zatrzymuje się na pojedynczym produkcie. Kolekcja obejmuje pielęgnację przed, w trakcie i po ekspozycji na słońce. Jej poszczególne elementy można łączyć w zależności od potrzeb.
Po ochronę SPF można sięgnąć rano i reaplikować ją w ciągu dnia. Samoopalacz pozwala uzyskać kolor skóry niezależnie od pogody i bez dodatkowej ekspozycji na promieniowanie UV. Dedykowana rękawica Self Tanning Mitt ułatwia jego aplikację i pozwala równomiernie rozprowadzić produkt.
Całość łączy charakterystyczny dla The Ritual of Karma zapach kwiatu lotosu i białej herbaty. Lotos wnosi do kompozycji kwiatową miękkość, biała herbata nadaje jej świeżości. To detal, który sprawia, że produkty nie są wyłącznie częścią funkcjonalnej rutyny ochronnej, ale również doświadczeniem sensorycznym.
Odpowiedzialność wpisana w markę
W przypadku Rituals pielęgnacja nie kończy się na formule kosmetyku. Marka rozwija również inicjatywy związane z wpływem biznesu na środowisko i społeczeństwo. Jedną z nich jest Profit Pledge, w ramach którego Rituals przeznacza 10 proc. rocznego zysku netto na rzecz organizacji i działań wspierających dobrostan ludzi i planety.
Jednym z beneficjentów programu jest Pristine Seas, organizacja zajmująca się ochroną i odbudową najcenniejszych ekosystemów morskich. Wybór ten dobrze koresponduje z kolekcją, której centralnym motywem jest doświadczenie lata, kontakt z naturą i świadoma pielęgnacja skóry.
– Ochrona oceanów to jedno z najpilniejszych wyzwań naszych czasów, dlatego praca Pristine Seas jest niezbędna dla zabezpieczenia i odbudowy najcenniejszych ekosystemów dla przyszłych pokoleń. W Rituals wierzymy, że firmy mają obowiązek wprowadzać realne zmiany, dlatego w ramach naszej inicjatywy Profit Pledge z dumą wspieramy ich działania i przyczyniamy się do ochrony błękitnego serca naszej planety – mówi Niki Schilling, Executive Director of Impact w Rituals.
Pełny rytuał The Ritual of Karma
W kolekcji The Ritual of Karma szczególnie wyraźnie widać charakterystyczne dla Rituals podejście do pielęgnacji. Poszczególne produkty mają swoje konkretne funkcje, ale zostały pomyślane tak, by można było połączyć je w spójną rutynę. Ochrona przeciwsłoneczna stanowi jej podstawę, samoopalacz pozwala uzyskać efekt opalonej skóry, a Self Tanning Mitt uzupełnia proces aplikacji.
To podejście pozwala spojrzeć na letnią pielęgnację szerzej – nie jako zbiór niezależnych produktów, lecz kolejne etapy jednego rytuału. W The Ritual of Karma ochrona, pielęgnacja i samoopalanie wzajemnie się uzupełniają, tworząc kolekcję, którą można dopasować do własnych potrzeb i sposobu spędzania lata.
Rekordowy wzrost sprzedaży ilościowej Unilevera i rekordowa marża L’Oréal potwierdzają odporność branży kosmetycznej. Nie jest to jednak boom, z którego korzystają wszyscy. Nivea notuje spadki, Coty dopiero wchodzi w fazę stabilizacji, a w makijażu konsumenci i sieci handlowe coraz ostrzej selekcjonują produkty. Wyniki największych koncernów pokazują, że o wzroście nie decyduje już prosty podział na segment premium i masowy. Wygrywają marki, które potrafią uzasadnić cenę produktu – innowacją, skutecznością, jakością albo siłą bestsellerów.
Wyniki opublikowane przez największe koncerny kosmetyczne po pierwszej połowie 2026 roku wysyłają pozornie sprzeczne sygnały. Z jednej strony L’Oréal, Unilever, Henkel i Estée Lauder pokazują rosnącą sprzedaż w kluczowych kategoriach. Z drugiej – Nivea mierzy się z wyraźnym spadkiem, Coty pozostaje poniżej dynamiki rynku, a część segmentów codziennej pielęgnacji i makijażu odczuwa większą ostrożność konsumentów.
Wspólny mianownik jest jednak czytelny: beauty pozostaje kategorią odporną, ale pieniądze konsumentów płyną coraz bardziej selektywnie. Wzrost koncentruje się wokół innowacji, marek eksperckich, produktów premiumizowanych oraz tzw. hero products, czyli sprawdzonych bestsellerów, na których producenci skupiają marketing i dystrybucję.
– Wzrost napędzały dwa główne silniki: konsekwentna realizacja strategii innowacji oraz rozwój e-commerce, najdynamiczniejszego kanału w branży – podsumował wyniki Nicolas Hieronimus, CEO L’Oréal.
Włosy, dermokosmetyki i zapachy ciągną rynek
Z wyników największych grup wyłaniają się trzy szczególnie mocne kategorie: pielęgnacja włosów, dermokosmetyki oraz zapachy. Każda odpowiada na nieco inną potrzebę konsumenta, ale wszystkie pozwalają markom przekonująco uzasadnić wyższą cenę.
Pielęgnacja włosów: premiumizacja wychodzi poza salon
Haircare jest obecnie jednym z najbardziej konsekwentnych motorów wzrostu branży. L’Oréal podał dwucyfrowy wzrost tej kategorii w dziale Consumer Products. Jednocześnie segment Professional Products zwiększył sprzedaż o 11,6 proc., korzystając z rosnącego zainteresowania profesjonalną i premiumizowaną pielęgnacją włosów.
Dobrze radzą sobie zarówno marki salonowe, takie jak Kérastase i Redken, jak i produkty rynku masowego, w tym linie L’Oréal Paris Elvive i Garnier Fructis. Pokazuje to, że premiumizacja kategorii nie musi oznaczać wyłącznie przechodzenia konsumenta do najdroższych marek. Może także polegać na kupowaniu bardziej wyspecjalizowanych, droższych produktów w ramach oferty masowej.
Podobną dynamikę widać w Henklu. Segment Hair osiągnął 4,2 proc. organicznego wzrostu i był głównym motorem całego pionu Consumer Brands. Największy wkład miały koloryzacja i stylizacja, a koncern dodatkowo wzmacnia pozycję w profesjonalnej i prestiżowej pielęgnacji włosów poprzez przejęcia Olaplex oraz Not Your Mother’s.
– W Consumer Brands segment Hair kontynuował bardzo silną trajektorię wzrostu – stwierdził Carsten Knobel, CEO Henkel.
W P&G organiczna sprzedaż Beauty wzrosła w czwartym kwartale roku fiskalnego o 4 proc. Pielęgnacja włosów osiągnęła średni jednocyfrowy wzrost, wspierany między innymi przez zwiększenie wolumenów w Europie i regionie Azji i Pacyfiku. Także Unilever korzystał z dobrej dynamiki marek Sunsilk i Dove.
Dermokosmetyki: skuteczność ważniejsza niż tradycyjny podział cenowy
Drugim wyraźnym zwycięzcą są dermokosmetyki. Konsumenci pozostają gotowi płacić więcej za udokumentowaną skuteczność, aktywne składniki, rekomendacje ekspertów i produkty odpowiadające na precyzyjnie nazwane problemy skóry.
Dywizja Dermatological Beauty L’Oréal zwiększyła sprzedaż o 10,6 proc. Dwucyfrowo rosły La Roche-Posay, CeraVe i SkinCeuticals, a dobre wyniki produktów przeciwsłonecznych wspierała premiera CeraVe Sun oraz szerszy wzrost zainteresowania skuteczną ochroną przed promieniowaniem UV.
Podobny kierunek widać w Beiersdorfie. Segment Derma, skupiający między innymi Eucerin i Aquaphor, urósł organicznie o 7,8 proc. Sprzedaż wspierały innowacje składnikowe, w tym Epicelline i Thiamidol, a także ekspansja marek na nowe rynki i do kolejnych kategorii produktowych.
Dermo staje się w ten sposób nie tyle podsegmentem tradycyjnej pielęgnacji, ile jednym z głównych obszarów wzrostu całego rynku. Jego przewagą jest połączenie wartości premium z łatwą do zakomunikowania obietnicą skuteczności.
Zapachy: odporny luksus i siła marek modowych
Trzecią kategorią są zapachy, które nadal pełnią funkcję dostępnego luksusu. W Estée Lauder Companies ich sprzedaż organiczna wzrosła w całym roku fiskalnym o 10 proc. Za wzrost odpowiadały przede wszystkim luksusowe marki Le Labo, Tom Ford i Kilian Paris.
Zapachy rosły dwucyfrowo również w L’Oréal Luxe, napędzane przez takie marki i linie jak Prada, Yves Saint Laurent, Valentino oraz Emporio Armani. Koncern dodatkowo wzmacnia ten obszar poprzez aktywa Kering Beauté i przejęcie licencji Gucci Beauty, która ma trafić do L’Oréal w lipcu 2027 roku.
Wyniki potwierdzają, że w niepewnym otoczeniu konsumenci nie rezygnują całkowicie z luksusu. Są jednak bardziej skłonni wybierać produkty rozpoznawalne, emocjonalne i posiadające silną historię marki.
Rynek masowy nie przegrywa. Musi jednak dostarczać wartość
Dobre wyniki segmentów premium nie oznaczają, że rynek masowy pozostaje skazany na stagnację. Najlepszym przykładem jest Unilever, który w drugim kwartale osiągnął 5,5-procentowy wzrost wolumenu – najwyższy od ponad dekady. Bazowa sprzedaż segmentu Beauty & Wellbeing wzrosła w pierwszym półroczu o 5,9 proc., a Personal Care o 4,8 proc.
– Osiągnęliśmy mocny, napędzany wolumenem wynik, a drugi kwartał był dla Unilevera najlepszym kwartałem wolumenowym od ponad dekady – powiedział Fernando Fernandez, CEO Unilever.
Wzrost wspierały zarówno marki dostępne cenowo, takie jak Dove, Sunsilk i Vaseline, jak i produkty premiumizowane wprowadzane pod znanymi markami masowymi. To ważne rozróżnienie: rynek nie dzieli się dziś wyłącznie na rosnące premium i słabnący mass market. Rosną te produkty masowe, które oferują innowację, atrakcyjne doświadczenie użycia albo bardzo czytelny stosunek jakości do ceny.
W P&G Beauty również okazało się najsilniejszym segmentem w czwartym kwartale. Organiczna sprzedaż całej grupy pozostała bez zmian, podczas gdy Beauty urosło o 4 proc. Wzrost pochodził przede wszystkim z haircare i personal care. Pielęgnacja skóry pozostała natomiast na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego: dobre wyniki superpremiumowej marki SK-II zostały zrównoważone przez spadek wolumenów w Chinach.
Marże, koszty, promocja marek a walka o konsumenta
W wynikach koncernów widać również zmianę modelu zarządzania kosztami. Największe firmy nie rezygnują z inwestycji w reklamę, innowacje i pozyskiwanie konsumentów. Oszczędności szukają przede wszystkim w administracji, strukturach organizacyjnych, łańcuchach dostaw i nadmiernie rozbudowanym portfolio.
L’Oréal osiągnął rekordową dla pierwszego półrocza marżę operacyjną w wysokości 21,3 proc. Koszty sprzedaży i administracji zmniejszyły się w relacji do przychodów, natomiast wydatki reklamowe i promocyjne wzrosły.
Jak podkreślił Nicolas Hieronimus: koncentracja na kontroli kosztów pozwoliła grupie zwiększyć środki przeznaczone na rozwój marek.
Jeszcze wyraźniej mechanizm ten widać w Estée Lauder Companies. Grupa wróciła do wzrostu: raportowana sprzedaż zwiększyła się w roku fiskalnym o 5 proc., a organiczna o 3 proc. Jednocześnie skorygowana marża operacyjna poprawiła się o 3,2 pkt proc., do 11,2 proc. Firma zwiększyła inwestycje skierowane do konsumentów o 7 proc., finansując je między innymi efektami programu restrukturyzacji.
– Przywróciliśmy wzrost: sprzedaż organiczna zwiększyła się o 3 proc., a poprawa objęła szerokie portfolio marek – powiedział Stéphane de La Faverie, prezes i CEO Estée Lauder Companies.
Program naprawy rentowności Estée Lauder zakłada redukcję od 5,8 tys. do 7 tys. stanowisk netto. Łącznie z eliminacją części nieobsadzonych etatów zmiany mają objąć około 10 tys. stanowisk. Docelowe roczne korzyści brutto z programu mają sięgnąć około 1,2 mld dolarów.
Podobny kierunek obrało Coty. Spółka upraszcza kalendarz innowacji i liczbę SKU w makijażu, przenosząc środki na mniejszą liczbę premier o większym potencjale oraz na sprawdzone hero products. To sygnał istotny również dla handlu: szerokość portfolio przestaje być wartością samą w sobie, jeśli nie przekłada się na rotację.
Nivea: spadek sprzedaży nie oznacza załamania popytu
Wyniki Beiersdorfu pokazują „dwie prędkości” kosmetycznego portfolio. Podczas gdy Derma urosła o 7,8 proc., sprzedaż Nivei spadła organicznie o 6,8 proc. w pierwszym półroczu.
Firma tłumaczyła ten wynik między innymi konfliktami z partnerami handlowymi, redukcją zapasów w handlu, przesunięciami premier oraz późniejszym rozpoczęciem sezonu produktów przeciwsłonecznych w Europie. Czynniki te uderzyły przede wszystkim w sell-in, czyli dostawy do handlu. Sprzedaż do konsumentów końcowych pozostała natomiast na plusie.
Nie oznacza to, że problemy Nivei można sprowadzić wyłącznie do technicznych przesunięć. Beiersdorf przyznał, że podstawowe portfolio marki nadal mierzy się z wyzwaniami, a dotychczasowe działania przyniosły zbyt punktowe efekty, aby poprawić wyniki globalne.
– Podejmujemy bardziej zdecydowane działania, aby przywrócić Niveę na ścieżkę wzrostu, wdrażając 18-miesięczny plan naprawczy – zapowiedział Vincent Warnery, CEO Beiersdorf.
Plan ma objąć innowacje we wszystkich kategoriach, zwiększenie dostępności marki i mocniejsze dostosowanie produktów do lokalnych potrzeb. W drugim półroczu Beiersdorf zamierza zwiększyć wydatki mediowe na Niveę o 100 mln euro.
Coty wychodzi z dołka? Na razie widać pierwsze oznaki stabilizacji
W przypadku Coty określenie „wyjście z dołka” byłoby nadal przedwczesne. W czwartym kwartale spółka wróciła do raportowanego wzrostu sprzedaży na poziomie 1 proc., a spadek LFL wyhamował do 1 proc. Był to wynik lepszy od oczekiwań i wyraźnie lepszy niż w poprzednich kwartałach.
W całym roku fiskalnym sprzedaż Coty spadła jednak o 5 proc. w ujęciu porównywalnych placówek wzrosła o 1 proc Segment Prestige zmniejszył się o 4 proc., a Consumer Beauty o 7 proc. Zarząd przyznaje także, że sell-out obu dywizji nadal rośnie wolniej niż rynek.
– Wyniki czwartego kwartału dają pierwsze oznaki stabilizacji, chociaż proces odbudowy nie będzie przebiegał liniowo – ocenił Markus Strobel, executive chairman i tymczasowy CEO Coty.
Coty nazywa rok fiskalny 2027 okresem przejściowym. Spółka upraszcza portfolio, ogranicza koszty stałe i przygotowuje się do wcześniejszego zwrotu licencji Gucci Beauty. Jednocześnie chce zwiększyć wsparcie kluczowych marek i poprawić ich widoczność nie tylko w tradycyjnych kanałach cyfrowych, lecz także w rekomendacjach generowanych przez platformy AI.
To ważny sygnał dla całej branży: walka o konsumenta rozszerza się z półki sklepowej, wyszukiwarki i mediów społecznościowych na odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję.
Polska wśród najmocniejszych rynków L’Oréal
Polska została wprost wyróżniona przez L’Oréal jako jeden z europejskich rynków o szczególnie dobrych wynikach, obok Hiszpanii i Portugalii. W Europie koncern zwiększył sprzedaż porównywalną o 6,1 proc., a wzrost obejmował wszystkie dywizje.
Dla polskiego handlu istotne jest to, że europejską sprzedaż L’Oréal napędzały między innymi pielęgnacja włosów i makijaż w segmencie Consumer Products, zapachy w Luxe oraz dermokosmetyki. Są to kategorie mające dużą reprezentację w polskich drogeriach, perfumeriach i aptekach.
Inny sygnał płynie z Coty, którego sprzedaż w regionie EMEA pozostawała pod presją, w tym na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Pokazuje to, że dobra kondycja polskiego rynku nie gwarantuje automatycznego wzrostu wszystkim dostawcom. Coraz większe znaczenie mają atrakcyjność konkretnych marek, jakość innowacji, polityka cenowa, dostępność produktu i siła wsparcia marketingowego.
Wnioski dla polskich drogerii i dostawców
1. Półka haircare wymaga nowej segmentacji
Tradycyjny podział według ceny i podstawowej funkcji produktu przestaje odpowiadać sposobowi, w jaki rozwija się kategoria. Oferta powinna wyraźniej eksponować takie potrzeby jak odbudowa włosów, pielęgnacja skóry głowy, ochrona koloru, przeciwdziałanie wypadaniu czy efekty inspirowane profesjonalnymi zabiegami.
Mass market, premium i professional coraz częściej tworzą jeden ekosystem konkurujących ze sobą rozwiązań. Dla klienta ważniejszy od formalnego segmentu staje się obiecywany efekt.
2. Dermo i SPF stają się kategoriami całorocznymi
Sukces L’Oréal Dermatological Beauty oraz marek Eucerin i Aquaphor wskazuje, że dermokosmetyki powinny być traktowane jako jedna z podstawowych części oferty pielęgnacyjnej, a nie specjalistyczna nisza.
Podobnie zmienia się rola ochrony przeciwsłonecznej. SPF coraz mocniej łączy się z codzienną pielęgnacją, profilaktyką przebarwień i healthy aging. O sprzedaży decydują jednak nie tylko produkty, lecz również edukacja, rekomendacje ekspertów i czytelna komunikacja skuteczności.
3. Makijaż czeka dalsza selekcja
Wzrost w kosmetykach kolorowych jest wybiórczy. Dobrze radzą sobie konkretne marki i innowacje, między innymi Maybelline, NYX Professional Makeup oraz M·A·C, ale część biznesu makijażowego Coty i Estée Lauder pozostaje pod presją.
Dla sieci oznacza to konieczność szybszego analizowania rotacji, ograniczania martwych indeksów i kierowania większego wsparcia do bestsellerów. Taką samą drogą idą sami producenci, upraszczając portfolio i koncentrując inwestycje na mniejszej liczbie premier.
4. Prawidłowe czytanie danych
Spadek dostaw do sklepu nie zawsze oznacza kryzys danej marki. Przykład Nivea udowadnia, że spadki w zamówieniach mogą wynikać z polityki magazynowej sieci handlowych, podczas gdy popyt rynkowy (sell-out) pozostaje dodatni
Komentarz Wiadomości Kosmetycznych:
Anita Leowska-Skiba, redaktor prowadząca: Beauty pozostaje odporne, ale coraz bardziej selektywne
Wyniki największych koncernów nie potwierdzają prostego scenariusza, w którym premium rośnie, a rynek masowy traci. Luksusowe zapachy, profesjonalna pielęgnacja włosów i dermokosmetyki rzeczywiście należą do najmocniejszych segmentów, ale równie dobre wyniki osiągają dostępne cenowo marki Dove, Sunsilk czy Vaseline.
Granica przebiega gdzie indziej: między produktami, które dają konsumentowi wyraźny powód do zakupu, a ofertą pozbawioną czytelnej przewagi. W warunkach utrzymującej się presji na domowe budżety konsumenci nie przestają kupować kosmetyków. Dokładniej wybierają jednak marki, produkty i okazje zakupowe.
Najwięksi producenci odpowiadają na tę zmianę w podobny sposób: ograniczają koszty zaplecza, upraszczają portfolio, inwestują w innowacje i przesuwają większe środki na k
omunikację z konsumentem. W 2026 roku wzrost w beauty pozostaje osiągalny – ale nie jest już rozdzielany równo.
* Materiał opracowano na podstawie wyników L’Oréal, Unilever, Henkel i Beiersdorf za pierwsze półrocze 2026 roku oraz wyników P&G, Estée Lauder Companies i Coty za rok fiskalny zakończony 30 czerwca 2026 roku. Dane poszczególnych koncernów obejmują różne okresy sprawozdawcze i nie powinny być porównywane bezpośrednio jako identyczne okresy kalendarzowe. Cytaty zostały przetłumaczone z języka angielskiego przez redakcję.

