Gdy w lipcu 2003 roku został otwarty pierwszy punkt sprzedaży kosmetyków Golden Rose w Warszawie nikt nie spodziewał się, że nieznana dotąd marka tak szybko podbije serca Polek. Klientki urzeczone modną kolorystyką lakierów i przystępną ceną chętnie wyszukiwały w olbrzymich koszach ulubione odcienie. Zadowolone z jakości produktów chętnie powracały i polecały markę swym znajomym. To właśnie dzięki ich rekomendacjom Golden Rose zyskało popularność i możliwość, by rozwinąć zasięg na terenie całej Polski.
Chcąc pozyskać zaufanie konsumentek firma wyznaczyła sobie zasadniczy cel, który przyświeca jej do dziś: innowacyjność i wysoka jakość produktów za przystępną cenę. Większość kosmetyków jest produkowana w jednej z najnowocześniejszych fabryk na świecie, mieszczącej się w Stambule w Turcji, z kolei produkcję kredek Golden Rose Lipliner & Eyeliner zlecono niemieckiej firmie Stabilo. Istotą produkcji kosmetyków Golden Rose są najwyższej jakości komponenty, dlatego też firma sprowadza je od najlepszych dostawców z Włoch i Francji, skąd na przykład pochodzą esencje do perfum.
O jakości kosmetyków świadczą także receptury i technologia wytwarzania. Wszystkie produkty Golden Rose poddawane są szczegółowym badaniom dermatologicznym, mikrobiologicznym i testom aplikacyjnym. Co ważne, nie są testowane na zwierzętach. Firma stara się produkować kosmetyki wolne od parabenów, a zatem zdrowe i bezpieczne nawet dla alergików. Z kolei lakiery do paznokci nie zawierają szkodliwego formaldehydu i toluenu.
Golden Rose przebyło w ciągu ostatnich 10 lat długą drogę, starając się sprostać potrzebom klientek i rozwijając ofertę. Obecnie firma zatrudnia 102 osoby, posiada prawie 40 oddziałów na terenie całej Polski oraz sklep internetowy. Miesięcznie sprzedaje bez mała milion sztuk produktów. Marka została uhonorowana licznymi nagrodami. Najcenniejszymi z nich są te przyznawane przez konsumentki. Najlepszymi Produktami 2013 roku w kategorii Wybór Konsumentów zostały wybrane aż trzy kosmetyki: Liner Precision, lakiery Rich Color oraz pomadki Golden Rose Lipstick.
– To nie my stanowimy o tym, że jakaś marka jest silna, jakaś słaba, ale o tym decydują klientki kupujące produkty i wybierające daną markę. To dla nich z pasją i sercem tworzymy Golden Rose – mówi Joanna Reczulska, trade marketing manager Golden Rose Polska.
Z okazji jubileuszu Golden Rose przygotowała dla swoich klientek wiele niespodzianek. Od początku kwietnia na Facebooku trwa akcja „Defilada Gwiazd”, w ramach której fanki mogą prezentować własne stylizacje inspirowane makijażem gwiazd. A skoro 10-lecie Golden Rose, to i 10 gwiazd oraz 10 głównych nagród, które będą przyznawane co tydzień. W połowie miesiąca klientki Golden Rose będą mogły wziąć dodatkowo udział w losowaniu nagród w kampanii „Nagrody za Paragony”.
Koncern L’Oréal poinformował o mianowaniu Stijna Demeerssemana na stanowisko Global Chief Commercial Officer (CCO) w Dywizji Produktów Konsumenckich (CPD). Jego powrót do L’Oréal po kilkuletniej misji w Amazonie to ruch, który definiuje nową fazę rozwoju lidera rynku – fazę, w której retail media, AI i nowe modele handlu stają się fundamentem komercyjnej strategii grupy w 2026 roku.
Demeersseman będzie ściśle współpracował z rynkami i partnerami detalicznymi, aby przyspieszyć wzrost marek konsumenckich, takich jak L’Oréal Paris, Maybelline czy Garnier, kładąc szczególny nacisk na demokratyzację innowacji kosmetycznych w skali globalnej.
Profil lidera hybrydowego: doświadczenie z P&G, L’Oréal i Amazon
Kariera Stijna Demeerssemana to niemal podręcznikowy przykład lidera przyszłości w sektorze FMCG.
- bogate fundamenty: 10 lat spędzonych w Procter & Gamble (P&G) dało mu solidne podstawy zarządzania kategoriami masowymi.
- DNA L’Oréal: spędził już wcześniej w grupie 8 lat, pełniąc kluczowe role, m.in. jako dyrektor zarządzający CPD w Australii oraz szef operacji komercyjnych w regionie APAC i Wielkiej Brytanii.
- Cyfrowy szlif w Amazon: przez ostatnie lata Demeersseman pracował w Amazonie, gdzie ostatnio pełnił funkcję Head of UK Retail Media & Advertising Account Management, a wcześniej zarządzał dywizją Amazon Fashion Europe.
To właśnie doświadczenie z Amazon jest kluczowe. W dobie, gdy algorytmy decydują o widoczności marki na cyfrowej półce, L’Oréal zyskuje lidera, który doskonale rozumie mechanizmy konwersji w ekosystemach e-commerce – komentują branżowe media.
Strategia 2026: komercja w erze algorytmów
Nowy Global CCO dołącza do zespołu w momencie, gdy rola lidera komercyjnego staje się bardziej strategiczna niż kiedykolwiek. Jak sam podkreśla, tradycyjna sprzedaż musi dziś współgrać z nowoczesnymi narzędziami:
– Dołączam w czasie, gdy przywództwo komercyjne staje się bardziej strategiczne niż kiedykolwiek. Retail media, sztuczna inteligencja (AI) i nowe modele handlu redefiniują sposób, w jaki marki łączą się z konsumentami i jak intencja zakupowa zmienia się w działanie. To stwarza ogromną szansę na budowanie silniejszych partnerstw z detalistami i bardziej angażujących doświadczeń dla konsumentów – mówi Stijn Demeersseman.
Wzmocnienie partnerstw detalicznych
Jednym z głównych zadań Demeerssemana będzie zacieśnienie współpracy z kluczowymi partnerami detalicznymi. W świecie rozdrobnionych kanałów sprzedaży, L’Oréal chce oferować swoim kontrahentom nie tylko produkt, ale całe ekosystemy sprzedażowe oparte na danych i spersonalizowanej ofercie.
Dlaczego ten transfer jest ważny?
Dla branży beauty transfer ten jest potwierdzeniem trzech kluczowych trendów na 2026 rok:
- Przejmowanie talentów z Big Tech: wielkie koncerny kosmetyczne aktywnie rekrutują kadrę z firm technologicznych (Amazon, Google, Meta), by szybciej wdrażać rozwiązania z zakresu retail advertising.
- AI jako standard operacyjny: komercyjne wykorzystanie sztucznej inteligencji do przewidywania trendów i optymalizacji zapasów u detalistów staje się priorytetem.
- Dywizja Consumer Products jako inkubator innowacji: największa dywizja L’Oréal nie jest już postrzegana jako „tradycyjna”, lecz jako lider cyfrowej transformacji w skali masowej.
W świecie luksusowych zapachów doszło do rzadko spotykanego starcia między korporacyjnym gigantem a legendarną kreatorką, która stworzyła jego potęgę. Jo Malone CBE, założycielka marek Jo Malone London (obecnie własność Estée Lauder) oraz Jo Loves, oficjalnie odpowiedziała na pozew o naruszenie znaków towarowych wytoczony przez Estée Lauder Companies (ELC). Spór, w który zaangażowany jest również gigant retailu – Grupa Inditex (Zara), stawia kluczowe pytania o granice prawa do nazwiska w biznesie luksusowym.
Kontekst sporu: dziedzictwo pod młotkiem
Przypomnijmy: w 1999 roku Jo Malone sprzedała swój pierwotny brand, Jo Malone London, koncernowi Estée Lauder, pozostając jego dyrektor kreatywną do 2006 roku. Po okresie karencji powróciła na rynek z nowym projektem – Jo Loves. Problemy zaczęły się, gdy Malone nawiązała szeroką współpracę z siecią Zara, tworząc kolekcje zapachów sygnowane jako „Jo Loves x Zara”, na których często pojawiało się jej pełne nazwisko w kontekście autorskim.
Estée Lauder Companies (ELC) twierdzi, że sposób ekspozycji nazwiska „Jo Malone” na produktach Zary wprowadza konsumentów w błąd, sugerując powiązania z marką Jo Malone London, co ma stanowić naruszenie praw do znaku towarowego i nieuczciwą konkurencję.
Linia obrony: nazwisko jako atrybut twórcy, a nie tylko znak
W oficjalnej odpowiedzi na pozew Jo Malone CBE oraz jej zespół prawny przedstawili argumentację, która może zrewolucjonizować podejście do „marek założycielskich” w branży beauty:
Prawo do identyfikacji autora: Malone argumentuje, że ma niezbywalne prawo do informowania opinii publicznej o tym, kto jest twórcą danego zapachu. Według niej użycie nazwiska w kampaniach Zary ma charakter deskryptywny (opisowy), a nie służy budowaniu nowej marki konkurencyjnej wobec Jo Malone London.
Transparentność brandingu: obrona podkreśla, że na produktach Zary widnieje wyraźne logo „Jo Loves”, a nazwisko Jo Malone pojawia się w kontekście „created by” (stworzone przez). Zdaniem projektantki, konsument segmentu luksusowego oraz masstige jest dziś na tyle świadomy, by odróżnić historyczny brand od aktualnej działalności twórczej artystki.
Brak „sprzedaży tożsamości”: najmocniejszy punkt argumentacji dotyczy umowy z 1999 roku. Jo Malone CBE twierdzi, że sprzedając firmę, sprzedała markę handlową, a nie prawo do bycia osobą publiczną i profesjonalistą występującym pod własnym imieniem i nazwiskiem.
„To walka o prawo do bycia sobą w branży, którą współtworzyłam. Sprzedałam biznes, ale nie sprzedałam swojej duszy ani nazwiska, które noszę od urodzenia” – sugeruje linia obrony kreatorki.
Dlaczego ten proces jest tak ważny dla branży?
Dla branży beauty – od menedżerów wyższego szczebla po prawników korporacyjnych i założycieli startupów – proces ten stanowi case study jest o ogromnym znaczeniu:
- Wycena personal brand w umowach M&A: spór pokazuje, jak precyzyjnie muszą być konstruowane umowy sprzedaży marek osobistych. Brak jasnych wytycznych dotyczących aktywności założyciela po 20 latach od transakcji generuje dziś miliony dolarów kosztów procesowych.
- Siła gigantów vs. autentyczność: ELC walczy o ochronę wartych miliardy dolarów aktywów. Z drugiej strony, Jo Malone reprezentuje rosnący trend founder-led brands, gdzie autentyczność twórcy jest silniejsza niż korporacyjny logotyp.
- Rola partnera strategicznego (Zara): Inditex jako współpozwany, dysponuje ogromnym zapleczem prawnym. Ich zaangażowanie po stronie Malone sugeruje, że gigant retailu był świadomy ryzyka i jest gotowy bronić modelu demokratyzacji luksusu poprzez współpracę z wielkimi nazwiskami.
Co dalej? Scenariusze na przyszłość
Eksperci przewidują dwa główne scenariusze:
- Ugoda pozasądowa: ELC, dbając o wizerunek marki „przyjaznej twórcom”, może dążyć do ograniczenia wielkości fontu nazwiska Malone na produktach Zary w zamian za wycofanie pozwu.
- Precedensowy wyrok: jeśli sprawa znajdzie finał w sądzie, wyrok zdefiniuje, czy założyciel, który sprzedał markę-nazwisko, może kiedykolwiek ponownie użyć go w celach komercyjnych bez zgody nabywcy.
