StoryEditor
Producenci
28.01.2015 00:00

Jesteśmy na fali wznoszącej

Kilka pytań do Moniki Latosińskiej, dyrektora ds. handlu i marketingu krakowskiej Fabryki Kosmetyków Hean

Jaki był pierwszy produkt, który Hean wypuścił na rynek?
Szminka. Właściciele sami rozwozili pomadki maluchem po Polsce i już w połowie zaplanowanej trasy musieli wracać, bo towar się kończył. A potem tiry stały pod zakładem. Szminki sprzedawało się workami. Znam to z opowieści, które tworzą historię naszej firmy.

Ja też znam takie historie z opowieści dystrybutorów, którzy stali w kolejce po te szminki, a potem wymieniali się kolorami, bo jednemu dostał się worek czerwonych, a innemu różowych. Ciekawe czasy. I świetne dla rozwoju biznesu. Już raczej nie wrócą.

Ale zawsze można zaproponować coś nowego, co widać po wysypie nowości na rynku. Na pewno jeszcze wszystkiego nie wymyśliliśmy. Nie będziemy żyć przeszłością, po prostu dostosowujemy się do potrzeb zmieniającego się rynku.

Ile Hean ma teraz produktów w portfolio?

Biorąc pod uwagę wszystkie odcienie kosmetyków kolorowych – kilkaset. Trzymamy się specjalizacji w pewnych technologiach. Pomadki do ust, tusze do rzęs, podkłady to są produkty bardzo trudne w produkcji. Włosi i Francuzi specjalizują się w produkcji takich mas. My mamy własne know-how, które staramy się chronić, to nasz kapitał.
W wywiadzie dla „Gazety Krakowskiej”, właściciel firmy, Henryk Kuśnierz powiedział, że lata 80., kiedy Hean zatrudniał 200 osób i robił takie obroty jak Miraculum, które zatrudniało 750, minęły, ale jest nieźle.
Bo jest nieźle, a nawet całkiem dobrze. Miewaliśmy gorsze okresy, ale teraz zdecydowanie jesteśmy na fali wznoszącej. O dziwo, przy kurczącym się rynku tradycyjnym, spadku nie odczuwamy, bo wzrasta sprzedaż w innych kanałach dystrybucji, zmienia się wyraźnie jej struktura. Za 2014 rok mamy około 20 proc. wzrost total sprzedaży. Przyrost następuje zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych. Bardzo intensywnie przepracowaliśmy ostatnie lata, jeśli chodzi o jakość produktów, formulacje, wyznaczamy sobie bardzo wysokie pułapy. Staramy się, żeby produkty były przystępne cenowo i aby satysfakcja pozakupowa klienta była na wysokim poziomie. Nadgoniliśmy zaległości marketingowe. Po badaniach, które przeprowadziliśmy, wiemy że klientki są mile zaskoczone naszymi produktami, a nowości, które wdrażamy są bardzo dobrze oceniane, również na rynkach zagranicznych.

Posługujecie się hasłem marketingowym „lepsze niż myślisz”. Czy to znaczy, że Hean nadal pracuje na dobrą opinię?

Hean ma dobrą opinię i pracuje na jeszcze lepszą. Mamy ograniczone budżety, długo nie inwestowaliśmy w reklamę. Wiemy, że nasze produkty są znakomitej jakości i teraz musimy przekonać do sięgnięcia po nie konsumentki. Jak raz to zrobią, zazwyczaj do nas wracają. Bardzo dobra jakość, bardzo duży wybór, nowoczesne opakowania, dobrze skomponowana cena uwzględniająca możliwości zakupowe całej Polski, nie tylko tych najbogatszych regionów – to są atuty naszych produktów. Podobają się, szczególnie młode osoby zaczynają doceniać markę Hean i w ogóle polskie marki. Widać to szczególnie w internecie, w komentarzach na Facebooku, na blogach, ale też w sklepach.
Faktycznie czujecie, że polskie marki są na topie?
Od dawna bardzo silną pozycję mają polskie marki pielęgnacyjne, a teraz coraz lepszą zdobywają też rodzime marki makijażowe. Nie odbiegają jakością od zagranicznych, o czym z pewnością świadczy liczba kontraktów biznesowych zleconych w polskich fabrykach, w tym również przez renomowane firmy zagraniczne.

Wiele mówi się o dobrym wizerunku polskiego przemysłu kosmetycznego na świecie.

To prawda, to jest czas polskich marek. Bardzo mile zaskakuje mnie klasa biznesowego porozumienia pomiędzy firmami z branży kosmetycznej. Wszyscy promujemy polski przemysł kosmetyczny i razem jesteśmy bardzo silni. Na targach zagranicznych – byliśmy w ubiegłym roku w Dubaju i w Bolonii – polscy producenci wzajemnie polecali siebie swoim zagranicznym dystrybutorom. Zdarzało nam się otrzymywać rekomendacje od firm pielęgnacyjnych, my z kolei polecaliśmy je firmom, które są naszymi odbiorcami i chcieli uzupełnić portfolio o kolejne polskie marki.
Generalnie Polska i polskie firmy są bardzo dobrze oceniane na świecie. Z drugiej strony nasz rynek konsumencki jest bardzo atrakcyjny dla zagranicznych producentów i dystrybutorów, dlatego zachodnie marki, planując ekspansję na Europę Środkowo-Wschodnią, u nas umieszczają swoje centrale. To powoduje, że często łatwiej jest robić wzrosty na rynkach zagranicznych niż w Polsce, bo u nas już jest ciasno.
Wam jest też chyba o tyle łatwiej, że realizujecie znaczące kontrakty na markach własnych?
Trzeba przyznać, że marki własne to dziś temat niezwykle popularny z wyraźnym trendem wzrostowym. Każda sieć chce mieć markę własną. Nie ukrywam, że mamy bardzo duże doświadczenie w tym zakresie i z sukcesem rozwijamy tę jednostkę biznesu w kraju i na rynkach zagranicznych. Od lat jesteśmy związani z drogeriami Natura. Realizacja dwóch ważnych kontraktów dla tego klienta wiele nas nauczyła. Najważniejsza jest dla nas jednak marka Hean, a największą wartością jest to, że jesteśmy firmą typowo producencką. Wiele firm wybiera dziś konfekcjonowanie, mają pomysły na marki i kupują na zewnątrz formuły i masy. My natomiast uważamy, że na tym trudnym rynku właśnie produkcja jest wielką wartością. Owszem kosztowną, bo inwestycji w laboratorium i badania nie da się rozliczyć w produkcie, ale to procentuje. Na rynkach zagranicznych odczuwamy pozytywny zwrot w naszym kierunku właśnie dlatego, że jesteśmy producentem. Jeśli ktoś w krajach arabskich potrzebuje odpowiednich kolorów, ja jestem w stanie dokładnie takie przygotować. Padają pytania wprost – czy produkujecie, czy konfekcjonujecie, czy to jest u was robione?
Jako firma średniego formatu jesteśmy też bardzo elastyczni – potrafimy, jak dobra krawcowa, kroić produkty na miarę potrzeb klienta. Zagraniczni kontrahenci, dystrybutorzy są z nami całe lata. To certyfikat dla nas, że jesteśmy firmą godną zaufania, z którą buduje się długotrwałe relacje i rozwija biznes.
Na rynkach zagranicznych nastawialiśmy się na kontrakty z marką własną, ale bardzo pozytywnie zaskoczyło nas to, że marka Hean, w takiej postaci, w jakiej ją przygotowaliśmy, ma bardzo dobry odbiór i to dało nam impuls do wdrażania kolejnych pomysłów, które są przygotowane. Wszędzie, gdzie uruchomiliśmy nowe kanały dystrybucji, odsprzedaż idzie bardzo dobrze, więc widzimy przed sobą dobrą perspektywę.

W kraju również?

Pracujemy nad krajowym rynkiem, staramy się tak przygotować ofertę, żeby znaleźć dystrybutorów na dłuższy czas i z nimi rozwijać naszą markę. Jesteśmy wtedy skłonni zainwestować pieniądze w reklamę, bo wiemy, że dystrybucja w tym konkretnym miejscu jest. Nie musimy być we wszystkich sieciach, chcemy pracować z wybranymi i dla nich przeznaczyć nasze budżety marketingowe. Widać też, że sieci wybierają sobie dostawców, chcąc się odróżniać od konkurencji.

Czy teraz pracujecie z sieciami?

Marka Hean nadal w największym stopniu dostępna jest w handlu tradycyjnym. W przypadku kosmetyków do makijażu pracujemy tylko z mniejszymi, regionalnymi, rodzinnymi sieciami, które dosyć dobrze radzą sobie na rynku tradycyjnym. I szukamy kolejnych dystrybutorów. Natomiast nasze produkty pielęgnacyjne są też dostępne w sieciach Rossmann, Natura, Kaufland. Rozmawiamy z kolejnymi.
Z franczyzowymi również?
Parokrotnie próbowaliśmy współpracy z franczyzą. Niestety zbyt często zdarza się, że zakupy centralne nie mają potem żadnego przełożenia w praktyce. I już nie wiem, czy czuję się gorzej, gdy klientka widząc coś w gazetce, nie może tego kupić w sklepie – który ma prawo veta i odmówienia wzięcia towaru – niż jak nas w tej gazetce w ogóle nie ma. Ale nadal jesteśmy otwarci na rozmowy ze wszystkimi partnerami i naprawdę dajemy bardzo dobre warunki współpracy. Zresztą, moim zdaniem, wszyscy producenci chcieliby współpracować z handlem tradycyjnym, bo dla firm myślących przyszłościowo priorytetem jest rozłożenie ryzyka i uniezależnienie się od kluczowych odbiorców. Prawda jest jednak taka, że dopóki franczyzy nie będą twardymi to ta współpraca nie może się odbywać na zasadach sieciowych i producenci nie mogą być obciążani kosztami umów, których franczyzowe organizacje nie mogą wyegzekwować od pojedynczych sklepów. Matematyki nie oszukamy, koszty obsługi każdego pojedynczego sklepu i jednoczesne upusty i rabaty za zakupy centralne, aktywny udział w kosztach marketingowych w ramach sieci franczyzowej, muszą mieć przełożenie na obrót.
Uruchomiliście również wyspy handlowe ze swoimi kosmetykami.
Tak, są to wyspy z kosmetykami do makijażu oraz uzupełniającymi do demakijażu i pielęgnacji twarzy. Działają w Krakowie i na lotnisku w Balicach. Obecnie są to punkty organizowane przez nasze siły sprzedaży, być może w przyszłości zaproponujemy również franczyzę zewnętrznym podmiotom. Na razie jest to projekt pilotażowy, ale jesteśmy dość zdeterminowani, aby go rozwijać. Chodzi po prostu o to, aby mieć gdzie przekierować klientki zainteresowane naszą marką i pokazać im nasz prawdziwy serwis. Byłoby to przykre, gdyby byli chętni do zakupu, a dystrybucja byłaby przeszkodą.

Internet?

Na pewno nie odpuścimy tego tematu. Jest to sposób na sprzedaż uzupełniającą, przede wszystkim dla stałych klientek. Mamy sklep internetowy i grupę kilkunastu tysięcy klientek, które stale u nas kupują. Znają nasze produkty, chętnie po nie wracają. Przeszkodą przy zakupie internetowym wydaje nam się być brak percepcyjnego odbioru, np. możliwości obejrzenia na żywo koloru, przetestowania, sprawdzenia zapachu, ale zakup ponowny już nie stanowi problemu. Dlatego w naszym sklepiku internetowym można kupić najpierw próbki produktów. Szczególnie szminka i podkład to kosmetyki, które muszą być idealnie dopasowane – dajemy więc taką możliwość. Stworzyliśmy też aplikację wirtualną – przymierzalnię kolorów, która pozwala na dobranie odpowiednich odcieni kosmetyków makijażowych do typu urody.  Grono naszych klientek rośnie, szczególnie młodych, co nas ogromnie cieszy i pozytywnie zaskakuje. Zawsze wydawało nam się, że jesteśmy postrzegani jako marka dla dojrzałych kobiet. A okazuje się, że sięgają po nasze kosmetyki młode osoby, ale raczej nie nastolatki, tylko w wieku 20+, którym zaczyna się stabilizować życie rodzinne i zawodowe. Już myślą bardziej racjonalnie, doceniają relację cenową do jakości. To jest bardzo dobry klient i wspaniały jest trend powrotu do polskich marek.

U progu nowego roku zawsze pada pytanie o cele i plany. Jakie one są na 2015?

Przede wszystkim zwiększenie mocy produkcyjnych ze względu na rosnący popyt na nasze produkty. Staramy się o dotacje unijne. Mamy dwa plany – dobudowania i modernizacji hali, albo przeniesienia się w inne miejsce. Planujemy również zintensyfikowanie promocji i reklamy marki Hean, ale chcemy ją przekierować na dystrybutorów, w konkretnie miejsca, gdzie nasze produkty będą na pewno dostępne. Nadal będziemy pracować nad dystrybucją. Ważne są dla nas zarówno rynek krajowy, jak i eksportowe, bo na nich są ogromne możliwości wzrostu sprzedaży, inny jest też spływ gotówki, szybciej można pozyskać pieniądze i reinwestować kapitał w rozwój. Wewnątrz firmy wprowadzamy reorganizację, dzielimy naszą ekipę handlową na grupę wyspecjalizowaną w sprzedaży marki Hean i drugą – odpowiedzialną za kontrakty B2B.
Wprowadziliśmy szereg nowych produktów, odświeżyliśmy markę, mamy kolejne pomysły i świetną bazę do tego, żeby powalczyć o nasz udział w rynku. I zamierzamy to zrobić. Myślę, że pozytywnie zaskoczymy naszych obecnych dystrybutorów, jak i nowych, którzy podejmą z nami rozmowy. Nie boimy się porównania czy rywalizacji z markami konkurencyjnymi na wyniki odsprzedażowe. Jesteśmy gotowi stanąć w blokach w prawdziwym wyścigu i mamy nadzieję, że pozytywne opinie konsumentek na temat naszych produktów będą ważnym argumentem dla kupców w sieciach i dystrybutorów rozpatrujących oferty dostawców.

Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
29.12.2025 11:02
P-beauty Made in Poland może osiągnąć sukces [ROCZNIK WK 2025/26]
Kosmetyki wytwarzane w Polsce trafiają dziś do milionów konsumentów na całym świecie - jest to ogromny potencjałWK

Inwestycje w badania i rozwój są jednym z najważniejszych wskaźników zdolności każdej gospodarki do tworzenia i wdrażania innowacji. Także dla branży kosmetycznej, która coraz odważniej konkuruje na rynkach międzynarodowych, poziom wydatków na B+R będzie jednym z kluczowych czynników dalszego rozwoju. Jak nasz sektor wypada dziś w obszarze innowacji i czego potrzebuje, by wypłynąć na jeszcze szersze wody – analizują Justyna Żerańska i Aleksandra Lau-Wyzińska z Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Innowacja – pojęcie nieoczywiste, ale kluczowe

Dane rządzą dziś światem. Ich brak powoduje niepewność, podejmowanie decyzji „na wyczucie”, opracowywanie nieskutecznych strategii, a w konsekwencji spowolnienie rozwoju i rosnące ryzyko marnowania zasobów. Tych ostatnich branża kosmetyczna ma pod dostatkiem, ale ryzyko ich utraty mogłoby być zbyt kosztowne. Dlatego jako jedna z pierwszych branż w Polsce zmierzyliśmy się z tematyką innowacyjności. 

W połowie 2025 roku, we współpracy z think tankiem WiseEuropa, zainicjowaliśmy jako związek pierwsze ogólnopolskie badanie innowacyjności firm z sektora kosmetycznego. Zapytaliśmy w nim firmy o samoocenę w tym obszarze. Chcieliśmy zbadać faktyczną skalę działań innowacyjnych i podjąć próbę stworzenia wspólnej dla branży narracji dotyczącej innowacji, którą moglibyśmy posługiwać się w rozmowach z decydentami. [...]

Pierwsze badanie innowacyjności sektora: fakty i liczby 

Swoimi spostrzeżeniami z Polskim Związkiem Przemysłu Kosmetycznego podzieliło się prawie 100 firm kosmetycznych – małych, średnich, dużych i globalnych. 85 proc. z nich przyznało, że prowadziło aktywność innowacyjną w ciągu ostatnich pięciu lat. Zdecydowana większość wskazała, że najczęściej wdraża innowacje produktowe (89 proc. badanych przedsiębiorstw), co wynika z dynamicznego, szybko rotującego asortymentu kosmetyków i dużej presji rynkowej. 

Jednak to procesy biznesowe, zdaniem ekspertów, mają największy wpływ na budowanie przewagi konkurencyjnej. Mogą one stanowić prawdziwą przewagę, bo elastyczność, tempo dostosowania się, szybkość reakcji są kluczowe dla przedsiębiorstw. Innowacje środowiskowe z kolei – póki co – pełnią głównie funkcje wizerunkowe.

Aż 90 proc. firm wskazało, że innowacje przełożyły się na wyższą jakość ich produktów i usług, a 88 proc. – na ogólny rozwój przedsiębiorstwa, co dowodzi, że innowacje w branży kosmetycznej w Polsce mają przede wszystkim charakter rozwojowy. Co również istotne, najsilniejszym motywatorem dla przedsiębiorców okazały się zachęty finansowo-podatkowe. 68 proc. firm za kluczowy bodziec do wdrażania innowacji uznało możliwość skorzystania z ulg podatkowych, a 40 proc. – współfinansowanie projektów. Jednocześnie aż 90 proc. przedsiębiorstw finansuje innowacje głównie ze środków własnych, a roczne nakłady połowy z nich nie przekraczają 1 mln zł. 

image

Rocznik „Wiadomości Kosmetycznych” – kompendium wiedzy o rynku beauty na 2025 i dalej

W całościowej strukturze krajowych wydatków na badania i rozwój kluczową rolę odgrywa sektor prywatny (1,01 proc. PKB), odpowiadający za blisko 65 proc. całości nakładów. Wkład sektora publicznego jest znikomy (0,03 proc. PKB wobec 0,24 proc. średniej UE), natomiast szkolnictwo wyższe ma w Polsce większe znaczenie, niż w większości państw unijnych (0,52 proc. wobec średniej 0,48 proc.). Brak wsparcia instytucjonalnego dla naszego sektora i niewielkie środki publiczne spowalniają proces dostosowania do coraz bardziej złożonych regulacji i ograniczają tempo wdrażania przełomowych innowacji. 

Zgodnie z deklaracjami firm z badania, otoczenie instytucjonalne niedostatecznie wspiera rozwój innowacji, a inwestycje w B+R finansowane głównie ze środków własnych są niewystarczające. Coraz bardziej paląca staje się konieczność pogłębiania i profesjonalizowania partnerstwa między administracją, biznesem a światem nauki, bo tylko takie rozwiązania pozwolą sektorowi przejść z modelu rozwoju gospodarczego opartego na roli zaplecza produkcyjnego Zachodu, do biznesu opartego na nowych technologiach i innowacjach. [...]

Nowa narracja o innowacyjności

Kosmetyki wytwarzane w Polsce trafiają dziś do milionów konsumentów na całym świecie. To ogromny potencjał, ale żeby go w pełni wykorzystać, potrzebujemy spójnej struktury projektów wspierających sektor. Zbudowanej w taki sposób by każda firma mogła znaleźć miejsce, program, wsparcie na miarę swoich potrzeb i przyczynić się do budowania obrazu Polski jako jednego z najważniejszych innowacyjnych hubów kosmetycznych w Europie. 

P-beauty – Made in Poland może osiągnąć sukces, pod warunkiem, że utrzymamy wysoki poziom zaangażowania i konsekwentną współpracę wszystkich uczestników dialogu: administracji, biznesu i instytucji wspierających, a także wzmocnimy działania chroniące przedsiębiorców działających w Polsce i ograniczonych wymagającymi regulacjami unijnymi. 

Powyższe fragmenty pochodzą z tekstu, opublikowanego w roczniku Wiadomości Kosmetycznych 2025/26.

Ten 160-stronicowy magazyn z okładką autorstwa uznanej graficzki Oli Niepsuj można można nabyć tutaj 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
29.12.2025 10:32
L’Oréal Paris i „Emily w Paryżu” – nowa integracja produktu z fabułą serialu
W fabułę serialu wpleciono motyw tworzenia kampanii dla pomadki.Netflix

Serial Emily w Paryżu od premiery w październiku 2020 roku stał się jednym z globalnych hitów Netflixa, przyciągając miliony widzów na całym świecie i utrzymując się wielokrotnie na listach najchętniej oglądanych produkcji platformy streamingowej. Pierwszy sezon obejrzało ponad 58 milionów gospodarstw domowych, a kolejne sezony kontynuowały ten trend dużej oglądalności, stanowiąc silny nośnik dla strategii współpracy marek z serialem.

W świecie "Emily w Paryżu" marka L’Oréal Paris jest jednym z przykładów realnych marek, które mogą zostać zintegrowane z treścią serialu poprzez product placement – strategię marketingową, w której znane marki pojawiają się „naturalnie” w fabule lub scenografii. Produkcja Netflixa wykorzystuje w swojej narracji wiele rzeczywistych produktów i brandów, co – jak wskazują analizy rynkowe – tworzy środowisko, w którym marki mogą zyskać szeroką ekspozycję wśród widzów z pokoleń millenialsów i Generacji Z. 

Choć szczegółowe szczegóły partnerstwa L’Oréal Paris z "Emily w Paryżu" w kontekście ekspozycji konkretnego produktu takiego jak Infallible Lipstick nie zostały szeroko potwierdzone w dostępnych materiałach branżowych (zaskakująco brakuje oficjalnych komunikatów potwierdzających produkt placement tej dokładnej linii w serialu na profilach brandu), postrzeganie L’Oréal jako marki obecnej w kontekście serialu jest częścią szerszego trendu integracji realnych produktów w scenach fabularnych. Wielu komentatorów wskazuje, że widzowie zauważyli promocje różnych realnych marek, w tym L’Oréal, w trakcie odcinków; w tym sezonie pojawiły się Fendi, Intimissimi, Ruslan Baginskyi czy Peroni.

Warto podkreślić, że L’Oréal Paris nie ogranicza się tylko do ewentualnej obecności produktów w scenografii serialu, ale angażuje się również reklamowo poprzez inne działania powiązane z kontekstem kulturowym "Emily w Paryżu". Przykładem jest angażowanie aktorek związanych z serialem do kampanii marki: Philippine Leroy-Beaulieu, znana z roli Sylvie Grateau, została w 2025 roku ogłoszona ambasadorką L’Oréal Paris we Francji, co ma podkreślać wartości marki w kontekście różnorodności i celebracji kobiecości w każdym wieku. 

image

Philippine Leroy-Beaulieu nową ambasadorką marki L’Oréal Paris we Francji

Strategiczne pojawienie się marek kosmetycznych w serialu "Emily w Paryżu" ma również potencjalne implikacje komercyjne. Z analizy rynku wynika, że ekspozycja brandów w takich produkcjach może prowadzić do wzrostu zainteresowania konsumentów – zarówno w segmentach luksusowych, jak i masowych – przez zwiększenie rozpoznawalności oraz aspiracyjnego wizerunku produktów w świadomości widzów. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
02. styczeń 2026 16:46