StoryEditor
Producenci
04.03.2024 08:00

Katarzyna Krzeszowska, Jomu Skin: Buduję wartościową markę na mocnych fundamentach

Katarzyna Krzeszowska, prezes i właścicielka marek Jomu i Jomu Skin / mediacreative.pl
Katarzyna Krzeszowska – kobieta, mama, żona, z wykształcenia artysta grafik, właścicielka modowej marki Jomu i od niedawna kosmetycznej marki Jomu Skin. Jest przepiękna (Miss Polski 2012), ciepła i relacyjna, a przy tym ma przebadany kosmetyczny rynek, jasną wizję swojej marki, opracowaną strategię marketingową i wizerunkową, wiedzę popartą doświadczeniem w negocjacjach i dostawach do sieci handlowych. Mówią o niej, że to ona jest marką Jomu. I mają rację.

Pani Katarzyno, Pani dotychczasowa droga biznesowa związana jest z modą. Myślę, że ważne jest we wprowadzeniu do naszej rozmowy opowiedzenie o niej. Od kiedy zajmuje się Pani projektowaniem?

Od przedszkola (śmiech). Już wtedy panie opiekujące się nami dostrzegły we mnie talent. Siadałam przy stoliczku, dostawałam plastelinę i lepiłam z niej cuda. W domowych anegdotach zachowało się, że wtedy wróżono mi, że będę chirurgiem albo artystką (śmiech). W Krynicy-Zdroju, skąd pochodzę, nie było artystycznej szkoły, więc nauczyciele w mojej szkole sami próbowali mi pomóc w rozwijaniu zdolności, np. udostępniali mi ściany, na których mogłam się artystycznie wyżyć. Moje obrazy tam zostały, można je nadal obejrzeć.

Szyłam i przerabiałam własne buty, torebki, ubrania, które moje koleżanki chciały kupować. Buty mam do dziś, jeszcze tej zimy w nich chodziłam i każdy pytał skąd je mam. To były ciekawe modele. Czasem zastanawiam się, jak wpadałam na te pomysły, bo nie było tak wielu jak teraz możliwości podpatrywania, inspiracji. Nie było Instagrama, Facebooka, Pinteresta – mediów tego typu, które dziś stały się oknem na świat. Szukałam ciekawych kreacji w gazetach, zbierałam wycinki, układałam z nich albumy. Tworzyłam przez całe dzieciństwo i okres nastoletni. Zdałam maturę rozszerzoną z Historii Sztuki i wybrałam artystyczne studia – grafikę użytkową w Akademii Krakowskiej, gdzie pod okiem wybitnych profesorów studiowałam swoje umiejętności w zakresie rzeźby, rysunku, malarstwa, projektowania graficznego, kaligrafii, fotografii, sztuk wizualnych, sitodruku, wykrojów, ikonografii czy form przestrzennych – to z pewnością bardzo poszerzyło moje artystyczne spojrzenie na otaczający mnie świat. 

Czy nadal Pani sama szyje ubrania, buty lub torebki, jak kiedyś?

Niestety doba ma tylko 24 godziny (śmiech). Gdybym miała choć chwilę wolną z największą przyjemnością wróciłabym do tego, bo jest to jedna z rzeczy, które mogłabym robić przez całe życie i nigdy bym się tym nie zmęczyła. Uwielbiam to! Z tego uwielbienia zdarza mi się przyjąć „szalone zlecenia" (śmiech). Ostatnio szyłam przez całą noc spodnie dla Michała Szpaka, które potrzebne były dosłownie z dnia na dzień. Nasłuchując, czy moja dwuletnie córeczka śpi spokojnie rozłożyłam się z krojeniem i szyciem w łazience (śmiech). W każdym razie udało się i na drugi dzień o 8 rano Michał w tych spodniach był już na sesji.

Uwielbiam też projektować wnętrza i robię to na własne potrzeby oraz w naszym rodzinnym biznesie. Jestem artystyczną duszą, nie da się temu zaprzeczyć, ale na studiach nie uczyli nas jak te predyspozycje zamienić w biznes. W tym obszarze wsparciem był dla mnie mój mąż, który z tej mojej wielkiej miłości do tworzenia, z tysiąca pomysłów, pomógł mi w pewnym sensie wydobyć esencję i ukierunkować działania tak, aby była to nie tylko pasja, ale też zwyczajnie biznes. To jest dla mnie ważne. Myślę, że dla wielu kobiet jest ważne. Zawodowa pozycja daje stabilizację i poczucie sprawczości, niezależności.  

Dziś w każdym razie jestem pewna, że oprócz talentu i warsztatu trzeba mieć w sobie  kreatywność, trochę szaleństwa oraz zgodę na to, że sztuka to także biznes i umieć przełożyć swoją pasję na zarabianie pieniędzy.

Żyjemy w szybkim, konkurencyjnym świecie. Trudno utrzymać się z rękodzieła czy z mody, która nie jest komercyjna. Trzeba szukać rozwiązań, które zepną się finansowo a wkład pracy i kosztów będzie adekwatny do przychodów. Dlatego korzystam ze szwalni, a sama skupiam się raczej na modelowaniu wizerunkowym biznesu i pokazywaniu marki osobistej, którą budowałam w różnych obszarach mojego życia, a dziś odważnie zaczynam wydobywać na światło dzienne to kim jestem jako kobieta, mama, artystka, modelka, bizneswoman, jak godzę te różne role, jak widzę świat.

Staram się też poprzez swoje działania wspierać kobiety, pokazywać im, że każda z nas ma w sobie pasję, siłę, każda ma jakieś indywidualne zdolności i powinnyśmy zacząć wierzyć w siebie, bo wiele kobiet ma z tym problem. A większość naszych ograniczeń jest jednak przede wszystkim w naszej głowie i ma źródło w niskiej samoocenie.

Jaką marką modową jest Jomu? Kto jest jej odbiorcą, dla kogo Pani tworzy?

Muszę najpierw zaznaczyć, że modową markę Jomu stworzyła moja przyjaciółka, u której ja wówczas – 10 lat temu – pracowałam jako modelka. Jest to więc taka historia „od modelki do właścicielki". Dziś z moją przyjaciółką mamy wspaniały kontakt, rozwijamy się obie, inspirujemy siebie nawzajem. Moja praca i rozwój Jomu jest kontynuacją jej pracy. To ona wszystkiego mnie nauczyła i wskazała drogę.

A odpowiadając na pytanie – marka Jomu jest poszukiwaniem czegoś więcej niż styl basic. Jest dla kobiet, które poszukują czegoś eleganckiego, czasem ekstrawaganckiego, choć szyjemy także wygodne dresy. Jednak raczej po nasze modele sięgają kobiety, które chcą wyróżnić się strojem. Nie jesteśmy fast fashion. Przygotowujemy krótkie, limitowane serie, wysprzedajemy je i wchodzimy w nowe. Mamy także linię podstawowych modeli, które sprzedajemy w stałej kolekcji i są one bazą do stworzenia własnej kreacji w połączeniu z indywidualnie dobranymi elementami garderoby. Inspirujemy się tym co pokazują światowi projektanci mody. To jest dziś bardzo łatwe, dzięki czemu te trendy można szybko przenieść na ulice.

Na pewno nie trafiamy do wszystkich, mamy swoją niszę i stałe klientki, które kupują właśnie nasze kolekcje, które upominają się o nowości i chcą je dostawać jeszcze przed oficjalną premierą. To jest bardzo budujące.   

Czy wprowadzenie własnej marki kosmetyków to próba dywersyfikacji biznesu czy raczej jego naturalny rozwój i powiększanie o nowe kategorie?

Branża beauty wyraźnie zazębia się branżą fashion, więc był to naturalny kierunek rozwoju biznesu. Jestem aktywna w mediach społecznościowych, również prezentuję nasze kolekcje modowe jako modelka. Często padały i padają pytania od klientek o moją dietę, wagę, ale też o zabiegi pielęgnacyjne. Jak dbasz o cerę? Jak to robisz, że masz tak gładką skórę? To był jeden impuls do działania w biznesie beauty.

Drugi wiąże się z wyborami Miss Polski – w 2012 roku zdobyłam ten tytuł. To było moje okno na świat – byłam już praktycznie w każdym zakątku na świecie, spotkałam masę fantastycznych dziewczyn, które w większości mają bardzo dużo wspólnego z branżą beauty. Poznałam kreatorów, designerów. Przeglądałam kosmetyczki koleżanek z odległych zakątków świata, z Filipin, Ekwadoru, Tajlandii i zachwycałam się. Miałam dostęp do marek i produktów, które w Polsce nie były dostępne. Zwoziłam ze świata wszystko co mogłam, żeby testować. Wkręciłam się totalnie (śmiech). I dojrzałam do tego, żeby z wprowadzić własną markę – Jomu Skin.

Rynek kosmetyczny jest bardzo wdzięczny, bo Polki uwielbiają kosmetyki, chętnie sięgają po nowości. Jednak jest też trudny z powodu jego przesycenia markami i produktami oraz dużej presji na cenę. Jaką strategię obrała więc Pani dla swojej marki?  

Przede wszystkim skupiliśmy się na tym, by były to kosmetyki nie wpływające degradująco na środowisko. Wszystkie opakowania naszych produktów nadają się do recyklingu. Stosujemy zasadę opakowań  monomateriałowych, nie mieszamy papieru z plastikiem. Sama nie znoszę zastanawiać się, jak mam rozdzielić opakowania, aby je posegregować do odpowiednich pojemników i od razu wiedziałam, że nie chcę, aby klienci mieli taki problem z moimi kosmetykami. Kremy zamknięte są w opakowania airless gwarantujące zachowanie ich czystości mikrobiologicznej podczas stosowania.

Jomu Skin to kosmetyki naturalne w nowoczesnym wydaniu. Formuły tworzyliśmy korzystając z topowych aktywnych składników certyfikowanych przez Ecocert i Cosmos. Sięgnęliśmy po najskuteczniejsze światowe rozwiązania oraz trendy, które wpisują się obecnie w polską rzeczywistość.

Czytaj także: Dobowy rytuał do pielęgnacji twarzy marki Jomu trafił do dwóch e-drogerii. Rozmowy z kolejnymi sieciami handlowymi trwają

Kobiety deklarują, że wolą kiedy kosmetyki, nawet naturalne, pozostawiają delikatny zapach. Ja również, więc nasze kosmetyki subtelnie pachną.

Cena naszych produktów jest po prostu realna. Nie jest zawyżona. Jest adekwatna do tego, co dany produkt zawiera.

Gdzie powstają kosmetyki i kto tworzy receptury?

Jomu Skin powstają w Małopolsce, w nowoczesnej manufakturze, ale z 11-letnią historią. Pracują nad nimi bardzo bliscy mi technolodzy, mikrobiolodzy i chemicy. Ja jestem obecna w całym procesie z pełną świadomością tego, skąd pochodzą składniki, z jakich źródeł są pozyskiwane, jak są certyfikowane. Wiem, jakie te kosmetyki mają być. I osoby, które ze mną pracują również w tę filozofię wierzą. Podczas testów sporo produktów odrzuciliśmy zanim ostatecznie uznaliśmy, że pod każdym względem są one zgodne z naszymi wymaganiami co do konsystencji, zapachu, komfortu stosowania.

Produkty musiały oczywiście przejść wymagane prawem testy bezpieczeństwa. Oprócz tego wszystkie kosmetyki testują nasze stałe modowe klientki oraz bliskie mi osoby, przyjaciółki – te testy trwają znacznie dłużej, praktycznie cały czas i wiem, że otrzymam szczere opinie i wskazówki na temat tego, co ewentualnie mogłabym poprawić. Nie otrzymaliśmy jednak dotąd żadnych takich sygnałów. Opinie użytkowniczek, z którymi mam kontakt są bardzo pozytywne.

image

Katarzyna Krzeszowska, prezes i właścicielka marek Jomu i Jomu Skin

mediacreative.pl

Również na rynku odbiór jest bardzo dobry. Weszliśmy do dwóch internetowych drogerii z grupy Primavera Parfum i mamy już feedback, że pierwsza partia produktów szybko się sprzedała, choć to przecież totalna nowość. Sprzedajemy kosmetyki przez własną stronę internetową i co ciekawe – już mamy stałe klientki, które wracają po kolejne produkty, zamawiają dla siebie, polecają koleżankom, kupują przyjaciółkom w prezencie. Furorę robi bawełniany olejek do demakijażu i masażu twarzy z czego bardzo się cieszę, bo też jestem „olejkowa” (śmiech). Myślimy więc o kolejnych olejkach, ale już bez środków myjących.

Czy sama zajmuje się Pani projektowaniem graficznym, designem opakowań?  

Tak, logo zostało odświeżone, i projekt opakowań, kolor, krój czcionki i wszystkie elementy, które znajdują się na opakowaniach, to mój projekt.

Gratuluję. Fajne logo.

Dziękuję (śmiech). Zależało mi, aby produkty szatą graficzną wyróżniały się na półce. Obie wiemy, ile kosmetyków jest w drogeriach i jak te półki wyglądają. Produkt musi przyciągać wzrok. Chciałam też, aby były w swojej filozofii powiązane z marką modowa Jomu, miały w sobie coś intrygującego, innego niż inne kosmetyki dostępne na rynku. I na przykład bawełniany balsam do ciała w sprayu jest takim produktem. Wystarczy chwila, żeby nałożyć go na całe ciało, bardzo szybko się wchłania. Jest kosmetykiem świetnie pielęgnującym skórę, a zarazem – dzięki swojej formie podania – fajnym gadżetem.

Do branży fashion, do tkanin, nawiązują też nazwy linii produktów. Pierwsza to linia bawełniana. Kolejna?

Nie chciałabym ujawniać na tym etapie wszystkiego. Dziś mogę powiedzieć, że obecnie jest dostępnych 7 produktów pielęgnacyjnych do twarzy i do ciała. Do końca roku Jomu Skin będzie miało 20 SKU w portfolio. Za chwilę pojawią się produkty nie tylko dla kobiet.  Będziemy wchodzić także w inne kategorie produktów niż kosmetyka biała.      

Myśli Pani o szybkiej ekspansji swojej marki czy raczej jest Pani zwolenniczką „jedzenia małą łyżeczką”?

To jest trudne pytanie, bo jesteśmy z mężem, który mnie wspiera, z dwóch światów (śmiech). On z szybkiego biznesowego, ja z tworzenia społeczności. Zależy mi na opinii szerokiego grona osób, które mają duże doświadczenie w branży beauty i zbieram takie osoby wokół siebie. Współpracuję ze świetną agencją reklamową i kreatywną. Sama bardzo aktywnie działam wizerunkowo dla marki. Zarazem mam pełną świadomość, że to jest biznes, który musi się spinać. Odpowiem więc tak: tworzenie contentu wokół marki będzie hybrydowe, w zależności od potrzeb szybsze albo wolniejsze. Na pewno będzie zaskakiwało i miało dużo ciekawych odsłon. Mogę obiecać, że nie będzie nudno ani, że nie będzie to powielenie popularnych na rynku schematów.

image

Katarzyna Krzeszowska, prezes i właścicielka marek Jomu i Jomu Skin

mediacreative.pl

Tworzymy świat Jomu, który nie ogranicza się do kilku kremów. Nie chcemy, żeby to było pasywne, żeby to była kolejna „marka, która ma najlepsze kosmetyki”. Chcemy pokazywać styl życia, jakość funkcjonowania na wielu poziomach, nie tylko na czysto produktowym. Zadajemy pytania: jaką jesteś osobą, jaką jesteś kobietą, czy czujesz się pewna siebie nawet wtedy, gdy masz na sobie dres i nie nałożyłaś makijażu?

Kontakt z ludźmi jest dla mnie bardzo ważny. Sama spełniam się w wielu rolach. Jestem mamą, żoną, projektantką, modelką, właścicielką swojego biznesu i kocham ludzi z pasjami. Wiele kobiet działa na różnych polach i muszą godzić te role. Ale wiele kobiet też w siebie nie wierzy, poszukują siebie, potrzebują inspiracji, wsparcia, a nawet podpowiedzi, jak pielęgnować skórę, żeby była świeża, zdrowa, czy impulsu, żeby zmienić fryzurę albo styl ubierania się. A czasem potrzebują po prostu dobrego słowa, kobiecego wsparcia, żeby nabrały pewności siebie. I ja im to daję i chcę dawać nadal. Czuję to i lubię być w takiej roli. To mi daje wielką satysfakcję i napędza do działań. 

To jest bardzo ważne i brzmi bardzo dobrze, bo dziś bez budowania relacji trudno jest utrzymać przy sobie ludzi wiernych marce. Jednak chciałabym wrócić jeszcze do tego drugiego świata – szybkiego, biznesowego. Wiem, że jesteście Państwo po spotkaniach z detalistami, sieciami handlowymi, e-sklepami. I co dalej?

Współpracujemy już ze świetnie znaną na rynku firmą Primavera Parfum i jej e-sklepami tagomago.pl oraz perfumeria.pl. Jesteśmy po rozmowach z kolejnymi partnerami, z sieciami drogeryjnymi i perfumeryjnymi, z dystrybutorami, ale będziemy wybierać ich z rozwagą. Jomu Skin jest nową marką, więc zdajemy sobie sprawę, że każdy nas obserwuje, czy to będzie miało rację bytu, czy nie. Mogę zapewnić, że będzie miało i jeśli ktoś wierzy w nas na 100 procent, to my też wchodzimy w taką współpracę na 100 procent.

Jesteśmy relacyjni, chcemy rozmawiać, szukamy porozumienia i słuchamy potrzeb. Jesteśmy gotowi do szkolenia właścicieli i personelu sklepów. Wiemy, że o każdego partnera handlowego trzeba zadbać oraz, że jesteśmy na początku drogi i na tym etapie więcej dajemy niż otrzymujemy. Jednak jesteśmy marką, która będzie sukcesywnie rosła, nie będzie ograniczała się tylko do kategorii kosmetycznych. Partnerzy, którzy będą z nami pracować jako pierwsi skorzystają na tym najwięcej.  

Mamy plan rozwoju marki. Mamy plan działań marketingowych i wizerunkowych. Wiemy jak ta marka będzie prezentowana na rynku polskim i rynkach eksportowych. Lada moment otwieramy showroom na Mokotowskiej w Warszawie, gdzie będę prezentowała kolekcje fashon, ale także prowadziła konsultacje ze stylizacji, z pielęgnacji i makijażu.

Podsumowując – nie zależy nam na tym, żeby szybko wejść w jakąś współpracę handlową i zbankrutować biorąc na siebie nierealne zobowiązania postawione z pozycji siły. Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do rozmów, znamy środowisko handlowe i zasady negocjacji. Mamy doświadczenie jeśli chodzi o duże dostawy do dużych sieci handlowych, wprawdzie nie w kategorii kosmetycznej, ale dokładnie wiemy na czym to polega. Rozumiemy proces logistyki i sprzedaży. Nigdy nie zdarzyły nam się opóźnienia w dostawach. Jeśli nie jesteśmy w stanie z czegoś się wywiązać to możemy szczerze na początku drogi o tym powiedzieć.

Wybieramy partnerów, którzy hołdują zasadzie win-win. Którzy, chcą nas wysłuchać, by móc zrozumieć filozofię naszego działania i marki, i na tej podstawie w odpowiedni sposób przekazywać informacje o Jomu konsumentom, eksponować ją, promować. Tacy partnerzy otrzymują ogromne wsparcie marketingowe oraz osobiste ode mnie i od całego zespołu.

Budujemy dobrą, wartościową markę na mocnych fundamentach.

Jest Pani twarzą swoich marek. To Panią można zobaczyć w stylizacjach modowych i promującą kosmetyki. To coraz popularniejszy dziś trend – właścicielki, twórczynie marek stają za nimi bezpośrednio, same występują w reklamach, odważnie wychodzą w mediach społecznościowych do spotkań z użytkowniczkami. Jak czuje się Pani w takiej roli? Czy to jest duża presja? Jednak ciągle jest się poddawaną ocenie...

Jestem właścicielką marki Jomu, twórczynią marki Jomu Skin – receptur, designu, uczestniczę w każdym procesie – od pomysłu, projektowania przez produkcję, dystrybucję po marketing i wizerunek. Biorę pełną odpowiedzialność za markę. Oczywiście pokazywanie siebie w reklamach, w komunikacji w mediach społecznościowych i w różnych rolach – jest odkrywaniem siebie, ale nie widzę w tym nic złego. I czuję się w tej roli naturalnie. A ocenie jesteśmy poddawani przez całe życie. To jest jego nieodłączna część. Nikt z osób oceniających, nie przeżyje za nas samych naszego życia. Myśle, że najważniejsze jest bycie w tym wszystkim uczciwym i po prostu szczęśliwym. Taką siłą można się dzielić z innymi.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
30.03.2026 16:07
Lush redukuje straty i zwiększa sprzedaż, ale walczy z rosnącymi kosztami
Choć 65 proc. produktów Lush sprzedawanych jest bez opakowań, firma została uderzona nowymi regulacjami EPRMarzena Szulc

Brytyjski gigant kosmetyki naturalnej, firma Lush, opublikował najnowsze sprawozdania finansowe, z których wyłania się obraz marki w fazie silnej odbudowy operacyjnej. Mimo niemal ośmioprocentowego wzrostu obrotów i drastycznej redukcji strat, sieć zmaga się z "kosztowym bólem głowy" wywołanym przez czterokrotny wzrost cen kakao oraz nowe obciążenia podatkowe.

Jak wynika z raportu, do którego dotarł dziennik The Times, obroty grupy wzrosły o blisko 8 proc., osiągając poziom 727 mln funtów. Kluczowym osiągnięciem jest jednak stan finansów przed opodatkowaniem: Lush odnotował stratę w wysokości 6,7 mln funtów, co jest wynikiem nieporównywalnie lepszym od straty 52,1 mln funtów rok wcześniej.

Geografia wzrostu: Ameryka Północna liderem

Największym rynkiem dla marki pozostaje Ameryka Północna, gdzie sprzedaż wzrosła o 12 proc. Na rodzimym rynku (Wielka Brytania i Irlandia) dynamika wyniosła 9 proc.

Warto jednak odnotować pewne sygnały ostrzegawcze:

  • Spowolnienie online w USA: pod koniec roku fiskalnego sprzedaż cyfrowa w Stanach Zjednoczonych osłabła, co zarząd Lush przypisuje pogorszeniu nastrojów konsumenckich
  • Mieszany początek nowego roku: sprzedaż świąteczna w UK nie spełniła oczekiwań, choć sklepy stacjonarne w USA utrzymały dobrą formę
  • Ekspansja w Chinach i na Bliskim Wschodzie: te regiony pozostają silnymi motorami wzrostu, mimo że napięcia geopolityczne wprowadzają element niepewności.

Główne bariery wzrostu: podatki i surowce

Mimo pozytywnego trendu w przychodach, Lush musiał odpisać dodatkowe 3,1 mln funtów z zysku z powodu rosnących kosztów prowadzenia działalności.

  • Paradoks opakowań: choć 65 proc. produktów Lush sprzedawanych jest bez opakowań ("naked"), firma została uderzona nowymi regulacjami Extended Producer Responsibility (EPR). Dyrektor finansowa Lush, Kim Coles, wskazała na fakt, że firma płaci setki tysięcy funtów podatku od opakowań, co bezpośrednio uderzyło w wynik finansowy
  • Kryzys na rynku kakao: czterokrotny wzrost cen tego surowca stał się jednym z największych wyzwań dla marży produktowej
  • Koszty pracy i taryfy: w Wielkiej Brytanii wzrost składek na ubezpieczenie społeczne pracodawców dodał ok. 3 mln funtów do kosztów personelu. Z kolei w USA nowe taryfy celne wpłynęły na rentowność, gdyż większość produktów na ten rynek powstaje w kanadyjskich fabrykach marki.
    image

    Lush: rośnie sprzedaż kosmetyków do pielęgnacji skóry głowy

Inwestycje i zadłużenie netto

Zadłużenie netto spółki wzrosło z 11,7 mln do 22,2 mln funtów. Nie jest to jednak wynik słabości, lecz efekt świadomej strategii:

  • inwestycje w modernizację i nowe otwarcia sklepów
  • zwiększenie stanów magazynowych w związku z rozszerzeniem gamy produktowej i licznymi nowymi premierami.

Można w związku z tym wszystkim narzekać i jęczeć, albo po prostu wziąć się do roboty – skomentował obecne wyzwania rynkowe Mark Constantine, współzałożyciel i CEO Lush.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
30.03.2026 11:10
Orkun Gül, Avon Polska: Omnichannel to naturalna ewolucja naszego modelu, a nie jego zmiana
Orkun Gül, nowy dyrektor generalny Avon PolskaAvon Polska

Ponad 100 tysięcy konsultantek, rosnąca obecność w sieciach Rossmann i Hebe oraz ambitna strategia omnichannel – Avon Polska przechodzi jedną z najistotniejszych transformacji w swojej historii. Orkun Gül, nowy dyrektor generalny, który wcześniej zarządzał 23 rynkami w regionie Azji i Afryki, w rozmowie o przyszłości marki wyjaśnia, jak pogodzić dziedzictwo sprzedaży bezpośredniej z wymaganiami współczesnego e-commerce. W rozmowie analizujemy też, dlaczego Polska jest kluczowym hubem dla regionu EMEA oraz jak modernizacja modelu operacyjnego wpływa na logistykę w Garwolinie.

Jakie główne cele postawił pan przed sobą na stanowisku dyrektora generalnego Avon Polska i które z tych celów są dla pana priorytetem na najbliższe 12 miesięcy? 

Moim najważniejszym celem jako dyrektora generalnego Avon Polska jest przyspieszenie transformacji polskiego rynku, w szczególności poprzez dalszy rozwój strategii omnichannel. Chcę, aby nasze klientki i klienci mogli korzystać z produktów marki Avon w sposób, który jest dla nich najbardziej wygodny – czy to przez konsultantki, online, czy w punktach retail. 

W nadchodzącym roku priorytetem będzie dalsza integracja kanałów, tak aby doświadczenie było spójne i dostępne tam, gdzie, kiedy i jak oczekują tego konsumenci. Równocześnie istotne pozostaje wzmacnianie roli Konsultantek, które są sercem naszej firmy. W Polsce to ponad 100 tysięcy osób rozwijających swój biznes w ramach Avon, dlatego transformacja omnichannel powinna realnie wspierać ich rozwój. Będziemy inwestować w narzędzia, szkolenia i rozwiązania, które pomogą im skuteczniej docierać do klientów i rozwijać działalność w zmieniającym się otoczeniu rynkowym.

Połączenie globalnego doświadczenia z lokalną ekspertyzą pozwoli nam przyspieszyć rozwój Avon w Polsce i dalej wzmacniać naszą społeczność.

W oświadczeniu dla prasy wspomniano o przyspieszeniu transformacji modelu biznesowego i rozwoju strategii omnichannel – jakie konkretne inicjatywy planuje pan w tym zakresie?

Avon przechodzi intensywną transformację biznesową, w której kluczową rolę odgrywa rozwój strategii omnichannel. W praktyce oznacza to konkretne działania w kilku obszarach. Rozwijamy współpracę z partnerami retailowymi, takimi jak Rossmann czy Hebe, oraz systematycznie poszerzamy ofertę produktów dostępnych w tych kanałach. Równolegle inwestujemy w e-commerce i rozwój cyfrowego doświadczenia zakupowego, które dla wielu konsumentów staje się dziś jednym z głównych punktów kontaktu z marką.

Istotnym elementem transformacji jest także wsparcie konsultantek. Rozwijamy narzędzia cyfrowe, które ułatwiają prowadzenie biznesu, budowanie relacji z klientkami i łączenie działań offline z online. Omnichannel traktujemy jako naturalną ewolucję modelu Avon, a nie jego zmianę.

Jak doświadczenia z zarządzania rynkami Azji, Bliskiego Wschodu i Afryki mogą wspierać Pańską pracę w Polsce, biorąc pod uwagę różnice rynkowe i konsumenckie? Czy coś zdążyło Pana zdziwić, jeśli chodzi o ww. różnice?

Zarządzanie rynkami Azji, Bliskiego Wschodu i Afryki, obejmującymi łącznie 23 kraje, nauczyło mnie przede wszystkim elastyczności i dostosowywania strategii do lokalnych uwarunkowań przy jednoczesnym zachowaniu spójnej wizji rozwoju marki.

W wielu z tych krajów transformacja omnichannel była jednym z głównych motorów wzrostu. To doświadczenie pokazuje, jak skutecznie łączyć sprzedaż bezpośrednią, retail i kanały online oraz jak budować narzędzia wspierające społeczności współpracujące z marką – niezależnie od poziomu dojrzałości digitalowej danego rynku. 

Polska wyróżnia się bardzo wysoką świadomością konsumencką i szybkim tempem adaptacji nowych technologii. Pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie także skala zaangażowania i siła społeczności Avon – to jeden z naszych największych atutów na tym rynku.

Jaka jest pana wizja roli sprzedaży bezpośredniej konsultantek w Polsce w kontekście rosnącej roli kanałów retail i online oraz rosnącego sceptycyzmu wobec sprzedaży bezpośredniej?

Sprzedaż bezpośrednia pozostaje jednym z kluczowych filarów modelu Avon w Polsce i ważnym wyróżnikiem naszej marki. To model oparty na relacjach i zaufaniu, który od lat buduje naszą pozycję rynkową – dziś odpowiada za ponad 90 proc. naszego biznesu w Polsce.

Jednocześnie zmieniają się zachowania konsumentów i sposoby kontaktu z marką. Dlatego koncentrujemy się na budowaniu spójnego ekosystemu, w którym różne kanały wzajemnie się uzupełniają. W tym kontekście rola Konsultantek nie znika, lecz ewoluuje, coraz częściej łącząc działania offline i online oraz wykorzystując nowe narzędzia do rozwijania swojego biznesu.

Jak ocenia pan strategiczne znaczenie polskiego rynku kosmetycznego dla Avonu i jakie są jego potencjalne silne strony? 

Polska jest jednym z kluczowych krajów dla Avon w Europie i ważnym elementem naszej strategii w regionie. To dynamicznie rozwijająca się kategoria – według danych Euromonitor w 2024 roku segment beauty w Polsce zwiększył swoją wartość o około 7 proc. rok do roku. 

Jednocześnie jest to bardzo konkurencyjne środowisko, w którym silnie obecne są zarówno globalne, jak i lokalne marki. Dla Avon Polska ma szczególne znaczenie także ze względu na naszą mocną pozycję w wybranych segmentach. W kategorii zapachów masowych pozostajemy liderem, co potwierdza zaufanie konsumentów do naszej marki i siłę naszego portfolio.

Polska odgrywa też ważną rolę w strukturze Avon International – odpowiada już za ponad jedną trzecią sprzedaży retailowej w tym regionie. Dzięki temu jest dla nas nie tylko istotnym obszarem sprzedaży, ale także miejscem, w którym możemy dalej rozwijać markę i wzmacniać jej pozycję.

W materiałach dla prasy wspomniano o modernizacji modeli operacyjnych — czy może Pan podać przykłady procesów, które planuje Pan zmodernizować? 

Modernizacja modeli operacyjnych oznacza przede wszystkim dostosowanie sposobu działania firmy do zmieniających się oczekiwań konsumentów i realiów współczesnego rynku beauty. Dziś kluczowe są szybkość działania, elastyczność oraz dobre wykorzystanie danych.

W praktyce koncentrujemy się na dalszej cyfryzacji wybranych procesów, upraszczaniu sposobu pracy oraz rozwijaniu narzędzi, które ułatwiają współpracę z konsultantkami i wspierają je w prowadzeniu biznesu. Równolegle przyglądamy się procesom w obszarze e-commerce i marketingu, tak aby szybciej reagować na zmieniające się potrzeby konsumentów.

Jakie wyzwania dostrzega Pan w obszarze logistyki i efektywności procesów sprzedażowych, i jak zamierza Pan im przeciwdziałać? 

Jednym z największych wyzwań w obszarze logistyki i procesów sprzedażowych jest dziś rosnąca złożoność kanałów dystrybucji oraz oczekiwania konsumentów dotyczące szybkości i wygody zakupów. Klienci chcą mieć dostęp do produktów w różnych miejscach – zarówno online, jak i offline, przy jednoczesnej sprawnej realizacji zamówień.

Odpowiedzią na te zmiany jest dalsze usprawnianie procesów logistycznych i lepsza integracja kanałów sprzedaży. Istotną rolę odgrywa tu także infrastruktura w Polsce, w tym centrum produkcyjno-dystrybucyjne w Garwolinie, które jest jednym z kluczowych hubów Avon w regionie EMEA i wspiera rozwój zarówno sprzedaży bezpośredniej, jak i nowych kanałów dystrybucji.

image

Milena Gasperowicz-Burdyńska, Avon: Polskie marki są odważne, nie boją się ryzykować [FBK 2025]

Jakie działania wizerunkowe lub komunikacyjne będą kluczowe dla umacniania obecności marki Avon w Polsce w najbliższej przyszłości? 

Avon to marka z blisko 140-letnią historią, która przez dekady zbudowała bardzo silną pozycję i rozpoznawalność wśród polskich konsumentów. Dlatego dziś naszym priorytetem nie są spektakularne kampanie wizerunkowe, lecz przede wszystkim wzmocnienie fundamentów biznesu i przygotowanie marki na kolejne lata rozwoju.

Skupiamy się na reorganizacji modeli działania, usprawnianiu procesów oraz rozwoju narzędzi i kanałów, które pozwolą nam jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby konsumentów i partnerów biznesowych. Wierzymy, że właśnie takie praktyczne działania – poprawiające doświadczenie zakupowe i codzienną współpracę z marką – mają dziś największą wartość. Avon jest mocno zakorzeniony w świadomości Polek i Polaków, a naszym celem jest rozwijać tę relację w sposób nowoczesny i odpowiadający realiom współczesnego rynku.

Czym pana zdaniem wyróżnia się polski rynek kosmetyczny na tle innych, jeśli chodzi o preferencje konsumenckie? Czy powtarzana ostatnio zwłaszcza w social mediach formułka o “Slavic beauty” rzeczywiście ma odzwierciedlenie w wynikach sprzedaży? 

Polski rynek kosmetyczny wyróżnia przede wszystkim bardzo świadomy i wymagający konsument. Polki i Polacy świetnie orientują się w trendach, składach produktów i nowościach, a jednocześnie są bardzo otwarci na testowanie nowych rozwiązań. To sprawia, że jest to jeden z najbardziej dynamicznych rynków beauty w Europie.

Jeśli chodzi o pojęcie „Slavic beauty”, myślę, że jest ono raczej pewnym skrótem kulturowym, który dobrze funkcjonuje w mediach społecznościowych. W praktyce widzimy, że polskie konsumentki przede wszystkim szukają kosmetyków skutecznych, nowoczesnych technologicznie i oferujących dobrą relację jakości do ceny. Coraz większą rolę odgrywa też podejście skoncentrowane na zdrowiu skóry i świadomej pielęgnacji.

To, co naprawdę wyróżnia polski rynek, to połączenie wysokiej świadomości konsumenckiej z dużą ciekawością trendów. Dzięki temu nowe rozwiązania bardzo szybko znajdują tu odbiorców, a konkurencja między markami dodatkowo napędza rozwój całej kategorii.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
30. marzec 2026 18:51