StoryEditor
Producenci
04.03.2024 08:00

Katarzyna Krzeszowska, Jomu Skin: Buduję wartościową markę na mocnych fundamentach

Katarzyna Krzeszowska, prezes i właścicielka marek Jomu i Jomu Skin / mediacreative.pl
Katarzyna Krzeszowska – kobieta, mama, żona, z wykształcenia artysta grafik, właścicielka modowej marki Jomu i od niedawna kosmetycznej marki Jomu Skin. Jest przepiękna (Miss Polski 2012), ciepła i relacyjna, a przy tym ma przebadany kosmetyczny rynek, jasną wizję swojej marki, opracowaną strategię marketingową i wizerunkową, wiedzę popartą doświadczeniem w negocjacjach i dostawach do sieci handlowych. Mówią o niej, że to ona jest marką Jomu. I mają rację.

Pani Katarzyno, Pani dotychczasowa droga biznesowa związana jest z modą. Myślę, że ważne jest we wprowadzeniu do naszej rozmowy opowiedzenie o niej. Od kiedy zajmuje się Pani projektowaniem?

Od przedszkola (śmiech). Już wtedy panie opiekujące się nami dostrzegły we mnie talent. Siadałam przy stoliczku, dostawałam plastelinę i lepiłam z niej cuda. W domowych anegdotach zachowało się, że wtedy wróżono mi, że będę chirurgiem albo artystką (śmiech). W Krynicy-Zdroju, skąd pochodzę, nie było artystycznej szkoły, więc nauczyciele w mojej szkole sami próbowali mi pomóc w rozwijaniu zdolności, np. udostępniali mi ściany, na których mogłam się artystycznie wyżyć. Moje obrazy tam zostały, można je nadal obejrzeć.

Szyłam i przerabiałam własne buty, torebki, ubrania, które moje koleżanki chciały kupować. Buty mam do dziś, jeszcze tej zimy w nich chodziłam i każdy pytał skąd je mam. To były ciekawe modele. Czasem zastanawiam się, jak wpadałam na te pomysły, bo nie było tak wielu jak teraz możliwości podpatrywania, inspiracji. Nie było Instagrama, Facebooka, Pinteresta – mediów tego typu, które dziś stały się oknem na świat. Szukałam ciekawych kreacji w gazetach, zbierałam wycinki, układałam z nich albumy. Tworzyłam przez całe dzieciństwo i okres nastoletni. Zdałam maturę rozszerzoną z Historii Sztuki i wybrałam artystyczne studia – grafikę użytkową w Akademii Krakowskiej, gdzie pod okiem wybitnych profesorów studiowałam swoje umiejętności w zakresie rzeźby, rysunku, malarstwa, projektowania graficznego, kaligrafii, fotografii, sztuk wizualnych, sitodruku, wykrojów, ikonografii czy form przestrzennych – to z pewnością bardzo poszerzyło moje artystyczne spojrzenie na otaczający mnie świat. 

Czy nadal Pani sama szyje ubrania, buty lub torebki, jak kiedyś?

Niestety doba ma tylko 24 godziny (śmiech). Gdybym miała choć chwilę wolną z największą przyjemnością wróciłabym do tego, bo jest to jedna z rzeczy, które mogłabym robić przez całe życie i nigdy bym się tym nie zmęczyła. Uwielbiam to! Z tego uwielbienia zdarza mi się przyjąć „szalone zlecenia" (śmiech). Ostatnio szyłam przez całą noc spodnie dla Michała Szpaka, które potrzebne były dosłownie z dnia na dzień. Nasłuchując, czy moja dwuletnie córeczka śpi spokojnie rozłożyłam się z krojeniem i szyciem w łazience (śmiech). W każdym razie udało się i na drugi dzień o 8 rano Michał w tych spodniach był już na sesji.

Uwielbiam też projektować wnętrza i robię to na własne potrzeby oraz w naszym rodzinnym biznesie. Jestem artystyczną duszą, nie da się temu zaprzeczyć, ale na studiach nie uczyli nas jak te predyspozycje zamienić w biznes. W tym obszarze wsparciem był dla mnie mój mąż, który z tej mojej wielkiej miłości do tworzenia, z tysiąca pomysłów, pomógł mi w pewnym sensie wydobyć esencję i ukierunkować działania tak, aby była to nie tylko pasja, ale też zwyczajnie biznes. To jest dla mnie ważne. Myślę, że dla wielu kobiet jest ważne. Zawodowa pozycja daje stabilizację i poczucie sprawczości, niezależności.  

Dziś w każdym razie jestem pewna, że oprócz talentu i warsztatu trzeba mieć w sobie  kreatywność, trochę szaleństwa oraz zgodę na to, że sztuka to także biznes i umieć przełożyć swoją pasję na zarabianie pieniędzy.

Żyjemy w szybkim, konkurencyjnym świecie. Trudno utrzymać się z rękodzieła czy z mody, która nie jest komercyjna. Trzeba szukać rozwiązań, które zepną się finansowo a wkład pracy i kosztów będzie adekwatny do przychodów. Dlatego korzystam ze szwalni, a sama skupiam się raczej na modelowaniu wizerunkowym biznesu i pokazywaniu marki osobistej, którą budowałam w różnych obszarach mojego życia, a dziś odważnie zaczynam wydobywać na światło dzienne to kim jestem jako kobieta, mama, artystka, modelka, bizneswoman, jak godzę te różne role, jak widzę świat.

Staram się też poprzez swoje działania wspierać kobiety, pokazywać im, że każda z nas ma w sobie pasję, siłę, każda ma jakieś indywidualne zdolności i powinnyśmy zacząć wierzyć w siebie, bo wiele kobiet ma z tym problem. A większość naszych ograniczeń jest jednak przede wszystkim w naszej głowie i ma źródło w niskiej samoocenie.

Jaką marką modową jest Jomu? Kto jest jej odbiorcą, dla kogo Pani tworzy?

Muszę najpierw zaznaczyć, że modową markę Jomu stworzyła moja przyjaciółka, u której ja wówczas – 10 lat temu – pracowałam jako modelka. Jest to więc taka historia „od modelki do właścicielki". Dziś z moją przyjaciółką mamy wspaniały kontakt, rozwijamy się obie, inspirujemy siebie nawzajem. Moja praca i rozwój Jomu jest kontynuacją jej pracy. To ona wszystkiego mnie nauczyła i wskazała drogę.

A odpowiadając na pytanie – marka Jomu jest poszukiwaniem czegoś więcej niż styl basic. Jest dla kobiet, które poszukują czegoś eleganckiego, czasem ekstrawaganckiego, choć szyjemy także wygodne dresy. Jednak raczej po nasze modele sięgają kobiety, które chcą wyróżnić się strojem. Nie jesteśmy fast fashion. Przygotowujemy krótkie, limitowane serie, wysprzedajemy je i wchodzimy w nowe. Mamy także linię podstawowych modeli, które sprzedajemy w stałej kolekcji i są one bazą do stworzenia własnej kreacji w połączeniu z indywidualnie dobranymi elementami garderoby. Inspirujemy się tym co pokazują światowi projektanci mody. To jest dziś bardzo łatwe, dzięki czemu te trendy można szybko przenieść na ulice.

Na pewno nie trafiamy do wszystkich, mamy swoją niszę i stałe klientki, które kupują właśnie nasze kolekcje, które upominają się o nowości i chcą je dostawać jeszcze przed oficjalną premierą. To jest bardzo budujące.   

Czy wprowadzenie własnej marki kosmetyków to próba dywersyfikacji biznesu czy raczej jego naturalny rozwój i powiększanie o nowe kategorie?

Branża beauty wyraźnie zazębia się branżą fashion, więc był to naturalny kierunek rozwoju biznesu. Jestem aktywna w mediach społecznościowych, również prezentuję nasze kolekcje modowe jako modelka. Często padały i padają pytania od klientek o moją dietę, wagę, ale też o zabiegi pielęgnacyjne. Jak dbasz o cerę? Jak to robisz, że masz tak gładką skórę? To był jeden impuls do działania w biznesie beauty.

Drugi wiąże się z wyborami Miss Polski – w 2012 roku zdobyłam ten tytuł. To było moje okno na świat – byłam już praktycznie w każdym zakątku na świecie, spotkałam masę fantastycznych dziewczyn, które w większości mają bardzo dużo wspólnego z branżą beauty. Poznałam kreatorów, designerów. Przeglądałam kosmetyczki koleżanek z odległych zakątków świata, z Filipin, Ekwadoru, Tajlandii i zachwycałam się. Miałam dostęp do marek i produktów, które w Polsce nie były dostępne. Zwoziłam ze świata wszystko co mogłam, żeby testować. Wkręciłam się totalnie (śmiech). I dojrzałam do tego, żeby z wprowadzić własną markę – Jomu Skin.

Rynek kosmetyczny jest bardzo wdzięczny, bo Polki uwielbiają kosmetyki, chętnie sięgają po nowości. Jednak jest też trudny z powodu jego przesycenia markami i produktami oraz dużej presji na cenę. Jaką strategię obrała więc Pani dla swojej marki?  

Przede wszystkim skupiliśmy się na tym, by były to kosmetyki nie wpływające degradująco na środowisko. Wszystkie opakowania naszych produktów nadają się do recyklingu. Stosujemy zasadę opakowań  monomateriałowych, nie mieszamy papieru z plastikiem. Sama nie znoszę zastanawiać się, jak mam rozdzielić opakowania, aby je posegregować do odpowiednich pojemników i od razu wiedziałam, że nie chcę, aby klienci mieli taki problem z moimi kosmetykami. Kremy zamknięte są w opakowania airless gwarantujące zachowanie ich czystości mikrobiologicznej podczas stosowania.

Jomu Skin to kosmetyki naturalne w nowoczesnym wydaniu. Formuły tworzyliśmy korzystając z topowych aktywnych składników certyfikowanych przez Ecocert i Cosmos. Sięgnęliśmy po najskuteczniejsze światowe rozwiązania oraz trendy, które wpisują się obecnie w polską rzeczywistość.

Czytaj także: Dobowy rytuał do pielęgnacji twarzy marki Jomu trafił do dwóch e-drogerii. Rozmowy z kolejnymi sieciami handlowymi trwają

Kobiety deklarują, że wolą kiedy kosmetyki, nawet naturalne, pozostawiają delikatny zapach. Ja również, więc nasze kosmetyki subtelnie pachną.

Cena naszych produktów jest po prostu realna. Nie jest zawyżona. Jest adekwatna do tego, co dany produkt zawiera.

Gdzie powstają kosmetyki i kto tworzy receptury?

Jomu Skin powstają w Małopolsce, w nowoczesnej manufakturze, ale z 11-letnią historią. Pracują nad nimi bardzo bliscy mi technolodzy, mikrobiolodzy i chemicy. Ja jestem obecna w całym procesie z pełną świadomością tego, skąd pochodzą składniki, z jakich źródeł są pozyskiwane, jak są certyfikowane. Wiem, jakie te kosmetyki mają być. I osoby, które ze mną pracują również w tę filozofię wierzą. Podczas testów sporo produktów odrzuciliśmy zanim ostatecznie uznaliśmy, że pod każdym względem są one zgodne z naszymi wymaganiami co do konsystencji, zapachu, komfortu stosowania.

Produkty musiały oczywiście przejść wymagane prawem testy bezpieczeństwa. Oprócz tego wszystkie kosmetyki testują nasze stałe modowe klientki oraz bliskie mi osoby, przyjaciółki – te testy trwają znacznie dłużej, praktycznie cały czas i wiem, że otrzymam szczere opinie i wskazówki na temat tego, co ewentualnie mogłabym poprawić. Nie otrzymaliśmy jednak dotąd żadnych takich sygnałów. Opinie użytkowniczek, z którymi mam kontakt są bardzo pozytywne.

image

Katarzyna Krzeszowska, prezes i właścicielka marek Jomu i Jomu Skin

mediacreative.pl

Również na rynku odbiór jest bardzo dobry. Weszliśmy do dwóch internetowych drogerii z grupy Primavera Parfum i mamy już feedback, że pierwsza partia produktów szybko się sprzedała, choć to przecież totalna nowość. Sprzedajemy kosmetyki przez własną stronę internetową i co ciekawe – już mamy stałe klientki, które wracają po kolejne produkty, zamawiają dla siebie, polecają koleżankom, kupują przyjaciółkom w prezencie. Furorę robi bawełniany olejek do demakijażu i masażu twarzy z czego bardzo się cieszę, bo też jestem „olejkowa” (śmiech). Myślimy więc o kolejnych olejkach, ale już bez środków myjących.

Czy sama zajmuje się Pani projektowaniem graficznym, designem opakowań?  

Tak, logo zostało odświeżone, i projekt opakowań, kolor, krój czcionki i wszystkie elementy, które znajdują się na opakowaniach, to mój projekt.

Gratuluję. Fajne logo.

Dziękuję (śmiech). Zależało mi, aby produkty szatą graficzną wyróżniały się na półce. Obie wiemy, ile kosmetyków jest w drogeriach i jak te półki wyglądają. Produkt musi przyciągać wzrok. Chciałam też, aby były w swojej filozofii powiązane z marką modowa Jomu, miały w sobie coś intrygującego, innego niż inne kosmetyki dostępne na rynku. I na przykład bawełniany balsam do ciała w sprayu jest takim produktem. Wystarczy chwila, żeby nałożyć go na całe ciało, bardzo szybko się wchłania. Jest kosmetykiem świetnie pielęgnującym skórę, a zarazem – dzięki swojej formie podania – fajnym gadżetem.

Do branży fashion, do tkanin, nawiązują też nazwy linii produktów. Pierwsza to linia bawełniana. Kolejna?

Nie chciałabym ujawniać na tym etapie wszystkiego. Dziś mogę powiedzieć, że obecnie jest dostępnych 7 produktów pielęgnacyjnych do twarzy i do ciała. Do końca roku Jomu Skin będzie miało 20 SKU w portfolio. Za chwilę pojawią się produkty nie tylko dla kobiet.  Będziemy wchodzić także w inne kategorie produktów niż kosmetyka biała.      

Myśli Pani o szybkiej ekspansji swojej marki czy raczej jest Pani zwolenniczką „jedzenia małą łyżeczką”?

To jest trudne pytanie, bo jesteśmy z mężem, który mnie wspiera, z dwóch światów (śmiech). On z szybkiego biznesowego, ja z tworzenia społeczności. Zależy mi na opinii szerokiego grona osób, które mają duże doświadczenie w branży beauty i zbieram takie osoby wokół siebie. Współpracuję ze świetną agencją reklamową i kreatywną. Sama bardzo aktywnie działam wizerunkowo dla marki. Zarazem mam pełną świadomość, że to jest biznes, który musi się spinać. Odpowiem więc tak: tworzenie contentu wokół marki będzie hybrydowe, w zależności od potrzeb szybsze albo wolniejsze. Na pewno będzie zaskakiwało i miało dużo ciekawych odsłon. Mogę obiecać, że nie będzie nudno ani, że nie będzie to powielenie popularnych na rynku schematów.

image

Katarzyna Krzeszowska, prezes i właścicielka marek Jomu i Jomu Skin

mediacreative.pl

Tworzymy świat Jomu, który nie ogranicza się do kilku kremów. Nie chcemy, żeby to było pasywne, żeby to była kolejna „marka, która ma najlepsze kosmetyki”. Chcemy pokazywać styl życia, jakość funkcjonowania na wielu poziomach, nie tylko na czysto produktowym. Zadajemy pytania: jaką jesteś osobą, jaką jesteś kobietą, czy czujesz się pewna siebie nawet wtedy, gdy masz na sobie dres i nie nałożyłaś makijażu?

Kontakt z ludźmi jest dla mnie bardzo ważny. Sama spełniam się w wielu rolach. Jestem mamą, żoną, projektantką, modelką, właścicielką swojego biznesu i kocham ludzi z pasjami. Wiele kobiet działa na różnych polach i muszą godzić te role. Ale wiele kobiet też w siebie nie wierzy, poszukują siebie, potrzebują inspiracji, wsparcia, a nawet podpowiedzi, jak pielęgnować skórę, żeby była świeża, zdrowa, czy impulsu, żeby zmienić fryzurę albo styl ubierania się. A czasem potrzebują po prostu dobrego słowa, kobiecego wsparcia, żeby nabrały pewności siebie. I ja im to daję i chcę dawać nadal. Czuję to i lubię być w takiej roli. To mi daje wielką satysfakcję i napędza do działań. 

To jest bardzo ważne i brzmi bardzo dobrze, bo dziś bez budowania relacji trudno jest utrzymać przy sobie ludzi wiernych marce. Jednak chciałabym wrócić jeszcze do tego drugiego świata – szybkiego, biznesowego. Wiem, że jesteście Państwo po spotkaniach z detalistami, sieciami handlowymi, e-sklepami. I co dalej?

Współpracujemy już ze świetnie znaną na rynku firmą Primavera Parfum i jej e-sklepami tagomago.pl oraz perfumeria.pl. Jesteśmy po rozmowach z kolejnymi partnerami, z sieciami drogeryjnymi i perfumeryjnymi, z dystrybutorami, ale będziemy wybierać ich z rozwagą. Jomu Skin jest nową marką, więc zdajemy sobie sprawę, że każdy nas obserwuje, czy to będzie miało rację bytu, czy nie. Mogę zapewnić, że będzie miało i jeśli ktoś wierzy w nas na 100 procent, to my też wchodzimy w taką współpracę na 100 procent.

Jesteśmy relacyjni, chcemy rozmawiać, szukamy porozumienia i słuchamy potrzeb. Jesteśmy gotowi do szkolenia właścicieli i personelu sklepów. Wiemy, że o każdego partnera handlowego trzeba zadbać oraz, że jesteśmy na początku drogi i na tym etapie więcej dajemy niż otrzymujemy. Jednak jesteśmy marką, która będzie sukcesywnie rosła, nie będzie ograniczała się tylko do kategorii kosmetycznych. Partnerzy, którzy będą z nami pracować jako pierwsi skorzystają na tym najwięcej.  

Mamy plan rozwoju marki. Mamy plan działań marketingowych i wizerunkowych. Wiemy jak ta marka będzie prezentowana na rynku polskim i rynkach eksportowych. Lada moment otwieramy showroom na Mokotowskiej w Warszawie, gdzie będę prezentowała kolekcje fashon, ale także prowadziła konsultacje ze stylizacji, z pielęgnacji i makijażu.

Podsumowując – nie zależy nam na tym, żeby szybko wejść w jakąś współpracę handlową i zbankrutować biorąc na siebie nierealne zobowiązania postawione z pozycji siły. Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do rozmów, znamy środowisko handlowe i zasady negocjacji. Mamy doświadczenie jeśli chodzi o duże dostawy do dużych sieci handlowych, wprawdzie nie w kategorii kosmetycznej, ale dokładnie wiemy na czym to polega. Rozumiemy proces logistyki i sprzedaży. Nigdy nie zdarzyły nam się opóźnienia w dostawach. Jeśli nie jesteśmy w stanie z czegoś się wywiązać to możemy szczerze na początku drogi o tym powiedzieć.

Wybieramy partnerów, którzy hołdują zasadzie win-win. Którzy, chcą nas wysłuchać, by móc zrozumieć filozofię naszego działania i marki, i na tej podstawie w odpowiedni sposób przekazywać informacje o Jomu konsumentom, eksponować ją, promować. Tacy partnerzy otrzymują ogromne wsparcie marketingowe oraz osobiste ode mnie i od całego zespołu.

Budujemy dobrą, wartościową markę na mocnych fundamentach.

Jest Pani twarzą swoich marek. To Panią można zobaczyć w stylizacjach modowych i promującą kosmetyki. To coraz popularniejszy dziś trend – właścicielki, twórczynie marek stają za nimi bezpośrednio, same występują w reklamach, odważnie wychodzą w mediach społecznościowych do spotkań z użytkowniczkami. Jak czuje się Pani w takiej roli? Czy to jest duża presja? Jednak ciągle jest się poddawaną ocenie...

Jestem właścicielką marki Jomu, twórczynią marki Jomu Skin – receptur, designu, uczestniczę w każdym procesie – od pomysłu, projektowania przez produkcję, dystrybucję po marketing i wizerunek. Biorę pełną odpowiedzialność za markę. Oczywiście pokazywanie siebie w reklamach, w komunikacji w mediach społecznościowych i w różnych rolach – jest odkrywaniem siebie, ale nie widzę w tym nic złego. I czuję się w tej roli naturalnie. A ocenie jesteśmy poddawani przez całe życie. To jest jego nieodłączna część. Nikt z osób oceniających, nie przeżyje za nas samych naszego życia. Myśle, że najważniejsze jest bycie w tym wszystkim uczciwym i po prostu szczęśliwym. Taką siłą można się dzielić z innymi.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
25.10.2026 21:40
Beauty 2030. Jak rosnąć w warunkach presji cenowej i rosnących kosztów? L’Oréal, INGLOT, Unilever i Arvato o branży dla branży [FBK 2026]
Iwona Towalska, Head of Customer Strategy Planning Personal Care w Unilever oraz Bartosz Woźnicki, Wiceprezes INGLOTwiadomoscikosmetyczne.pl

Ograniczenie ryzyka nietrafionego zakupu, innowacje o dłuższej żywotności i sprawne zaplecze rozwoju — te kierunki wskazywali przedstawiciele Unilevera, Inglota i Arvato podczas Forum Branży Kosmetycznej 2026. Ich wypowiedzi pokazują, gdzie firmy mogą szukać wzrostu w warunkach presji cenowej i rosnących kosztów działalności.

Po latach dynamicznych, dwucyfrowych wzrostów polski rynek kosmetyczny wchodzi w etap dojrzałości i weryfikacji dotychczasowych strategii biznesowych. Warto spojrzeć na najnowsze, twarde dane z raportów branżowych, które wyznaczyły tło dla dyskusji:

Sytuacja makroekonomiczna i polska potęga (Raporty PZPK i WiseEuropa):

Polska pozostaje 5. największym rynkiem kosmetycznym w Unii Europejskiej z wartością przekraczającą 30 mld zł i ogromną siłą eksportową. Raporty Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego wskazują jednak na wyraźne wyhamowanie dynamiki wolumenowej. Producenci mierzą się z presją marżową, rosnącymi kosztami surowców, energii i transportu oraz nadchodzącym tsunami regulacyjnym – z rozporządzeniem PPWR (opakowania) i paszportami cyfrowymi (DPP) na czele. Czysty wzrost oparty na podnoszeniu cen właśnie się wyczerpał.

Mimo wyzwań makro, rynek kosmetyczny w Polsce rośnie wartościowo – w 2025/2026 roku zanotowaliśmy wzrost na poziomie 7,8 proc. (produkty +7,5  proc., usługi +8,8 proc.). Co kluczowe, polski konsument kupuje inaczej: rośnie liczba transakcji o wysokiej wartości. Liczba paragonów powyżej 500 zł wzrosła o 8,3 proc. w produktach i aż o 12,1 proc. w usługach. Raport wskazuje jednoznacznie: weszliśmy w ‘Erę Rezultatów‘ (Outcomes Era). 

Klient nie płaci już za obietnice – oczekuje dowodów naukowych, diagnostyki, hiperpersonalizacji opartej na AI (z której korzysta już 58 proc. poszukujących wiedzy) oraz holistycznego podeście do długowieczności (Longevity/Healthy Ageing).

Weryfikacja operacyjna i e-commerce:

Nawet najbardziej genialna nauka i koncept marketingowy runą, jeśli zawiedzie egzekucja. Rynek e-commerce nie wybacza opóźnień ani błędów. Obietnica złożona klientowi musi zostać bezbłędnie dowieziona – zwłaszcza w szczytach sprzedażowych (peaki), przy zachowaniu pełnego bezpieczeństwa magazynowego.

Jak budować wartość, którą konsument dostrzeże i za którą będzie gotowy zapłacić? To pytanie połączyło perspektywy producentów, handlu i operatora logistycznego podczas debaty „Inspiring growth. Budowanie wartości dla konsumenta w sektorze beauty”, zorganizowanej 15 października w Warszawie podczas Forum Branży Kosmetycznej.

– Konsument nadal wydaje pieniądze na kosmetyki, ale coraz uważniej ocenia, co za nie otrzymuje. Szuka skuteczności, wygody, dopasowania do własnych potrzeb i wiarygodnych argumentów przemawiających za wyborem konkretnego produktu – mówił otwierający debatę Łukasz Stępniak, redaktor naczelny wiadomoscihandlowe.pl.

W rozmowie uczestniczyli Łukasz Bobiński z L’Oréal, Iwona Towalska z Unilevera, Bartosz Woźnicki z Inglota, Grzegorz Gęsik-Rudnicki z Douglasa i Przemysław Klich z Arvato. Dyskusję prowadzili Łukasz Stępniak i Anita Leowska-Skiba.

Konsument chce mieć pewność, że dobrze wybrał

Z perspektywy Unilevera budowanie wartości zaczyna się od zaufania. Iwona Towalska, odpowiedzialna za strategię komercyjną kategorii Personal Care w Unilewerze, zwracała uwagę na znaczenie ograniczania ryzyka zakupowego:.– Wzrosty nie będą wynikały z samej ceny, choć ona wciąż jest ważna. Niezwykle ważne będzie ograniczenie ryzyka nietrafionego zakupu, budowanie zaufania 

Wskazała trzy obszary rozwoju, które wylistowaliśmy skrótowo:

  • nowe okazje użycia produktów,
  • upowszechnianie skuteczniejszych rozwiązań 
  • precyzyjne dopasowanie asortymentu do kanałów sprzedaży.

Przykładem pierwszego kierunku są dezodoranty do całego ciała. Drugi oznacza udostępnianie szerszej grupie klientów korzyści popartych nauką. Trzeci wymaga rozpoznania, z jaką potrzebą konsument przychodzi do konkretnego sklepu.

Mniej premier, więcej trwałych innowacji - wyzwanie podjęte producentów na FBVK 2026 

Rozpoznanie przyszłych potrzeb klientów wymaga od marek wyjścia poza badanie bieżących deklaracji zakupowych. Zwróciła na to uwagę współprowadząca debatę.

– Konsument nie zawsze potrafi powiedzieć, czego będzie potrzebował za dwa czy trzy lata. Firmy muszą więc nie tylko badać deklaracje klientów, ale także rozumieć zmiany stylu życia, demografię, nowe nawyki i sytuacje zakupowe – podkreśliła Anita Leowska-Skiba, redaktor prowadząca wiadomoscikosmetyczne.pl.

Bartosz Woźnicki, wiceprezes Inglot, postawił wtedy pytanie o jakość innowacji w branży. – Ostatnio nadprodukujemy nowości, ale brakuje prawdziwych innowacji – takich, które będą relewantne nie przez miesiąc, lecz przez 5 czy 10 lat.

W jego ocenie przewagę mogą zdobywać firmy wprowadzające mniej produktów, ale utrzymujące ich znaczenie dla klientów przez dłuższy czas.

Woźnicki wskazał również eksport jako przestrzeń rozwoju. Potencjał P-beauty wiązał z zapleczem produkcyjnym i międzynarodową obecnością polskich firm. Zastrzegał jednak, że stworzenie rozpoznawalności porównywalnej z K-beauty wymaga szerszego wsparcia państwa. Sam udział w targach z pomocą PAIH uznawał za niewystarczający. Wśród marek z potencjałem dalszego skalowania wymienił Inglot, Dr Irena Eris i Oceanic.

FBK 2026: Logistyka może ułatwić ekspansję firm kosmetycznych 

Dyskusja o wartości obejmowała równo też zaplecze operacyjne marek i handlu. Jak zaznaczyła Anita Leowska-Skiba, logistyka „decyduje o tym, czy obiecana klientowi wartość rzeczywiście do niego dociera”.

Przemysław Klich, dyrektor ds. sprzedaży w Arvato, pokazał operacyjny wymiar wzrostu. Dla rozwijających się firm współpraca z operatorem logistycznym może ułatwiać ekspansję bez konieczności samodzielnego budowania infrastruktury i kompetencji potrzebnych do jej obsługi.

Jednocześnie logistyka mierzy się z rosnącymi kosztami paliw, energii, surowców i wynagrodzeń oraz niepewnością geopolityczną. Klich przestrzegał przed podejmowaniem decyzji pod wpływem strachu.

Wskazywał także na automatyzację, której opłacalność trzeba oceniać w odniesieniu do skali obsługiwanych produktów. To istotne zastrzeżenie dla marek planujących inwestycje: wybór technologii powinien wynikać z potrzeb i ekonomiki działalności.

Zestawienie tych perspektyw pokazuje, że strategia wzrostu wymaga połączenia obietnicy składanej konsumentowi z produktem i możliwościami firmy. Zaufanie pomaga zdobyć klienta, trwała innowacja daje powód do powrotu, a sprawna organizacja pozwala rozwijać sprzedaż.

Kryzys zaufania do tradycyjnego marketingu 

Zaledwie kilka dni przed FBK światem branży wstrząsnął incydent nazwany przez mediów ‘Eye Patch Gate‘. Trzy globalne marki (Fenty, Glow Recipe, Huda Beauty) wprowadziły na rynek niemal identyczny produkt w tym samym opakowaniu od jednego dostawcy kontraktowego. Konsumenci na TikToku natychmiast to wychwycili. Wyedukowany konsument wie dziś, jak działa produkcja kontraktowa, czyta składy, zna fabryki w Seulu i odrzuca marketingowe ‘gotowce‘.

 

 

Ciekawe wnioski panelistów FBK 2026 - FAQ: 

Za co konsument jest gotowy zapłacić więcej?

Unilever: zaufanie, skuteczność i ograniczenie ryzyka zakupu. ów i udostępnianie lepszych rozwiązań szerszej grupie klientów.

Gdzie technologia przynosi wymierną korzyść?

Arvato: automatyzacja uzasadniona skalą działalności. Do uzupełnienia konkretnymi przykładami AI i personalizacji od pozostałych rozmówców.

Co pozwala marce zwiększać skalę działalności?

Inglot: eksport i budowanie P-beauty.

Arvato: zaplecze logistyczne ułatwiające ekspansję.

Na czym budować wzrost do 2030 roku?

Iwona Towalska, Unilever Ograniczać ryzyko nietrafionego zakupu, budować zaufanie i zapewniać przyjemne doświadczenie związane z produktem. Rozwijać nowe okazje użycia, udostępniać lepsze korzyści szerszej grupie klientów i dopasowywać ofertę do misji zakupowych w poszczególnych kanałach.

Jakie innowacje mają potencjał?

Bartosz Woźnicki, Inglot Produkty o trwałym znaczeniu dla konsumenta. Większa liczba premier sama w sobie nie zapewnia sukcesu.

Co jest potrzebne do rozwoju P-beauty?

Bartosz Woźnicki, Inglot Wykorzystanie potencjału eksportowego i szersze wsparcie państwa w budowaniu rozpoznawalności polskich kosmetyków.

Jak ułatwić ekspansję marki?

Przemysław Klich, Arvato: Operator logistyczny może zapewnić infrastrukturę i kompetencje bez konieczności samodzielnego budowania zaplecza.

Kiedy automatyzacja ma sens?

Przemysław Klich, Arvato Gdy uzasadnia ją skala obsługiwanych produktów. Wdrożenie powinno uwzględniać opłacalność.

 

Źródło: relacje dziennikarzy z FBK 2026: 

Iwona Towalska — trzy filary wzrostu personal care

Bartosz Woźnicki — P-beauty i innowacje

Przemysław Klich — logistyka i automatyzacja

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
23.10.2026 10:59
Oriflame traci klientów i notuje kolejne spadki. Sprzedaż w Europie niższa o 19 proc.
Oriflame traci klientów. Sprzedaż spadła o 23 proc.Oriflame

Oriflame zakończyło trzeci kwartał 2026 roku ze spadkiem sprzedaży o 23 proc. i stratą operacyjną EBITDA na poziomie 1,5 mln euro. Szwedzka firma ogranicza koszty, zmienia model sprzedaży i rozwija wybrane linie kosmetyczne, ale problemem pozostaje malejąca liczba aktywnych klientów i konsultantów. W ciągu roku ich społeczność skurczyła się o ponad jedną czwartą.

W tym artykule przeczytasz:

  • Sprzedaż spada, a aktywna społeczność się kurczy
  • Które kategorie kosmetyków radzą sobie lepiej?
  • Oriflame tnie koszty i zmienia model sprzedaży
  • Mniej zapasów, ale nadal trudna sytuacja finansowa

Sprzedaż spada, a aktywna społeczność się kurczy

W okresie od lipca do września 2026 roku przychody Oriflame wyniosły 97,6 mln euro, wobec 126 mln euro rok wcześniej. To spadek o 23 proc. W całym okresie od stycznia do końca września sprzedaż osiągnęła 338,5 mln euro, czyli o 16 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2025 roku.

Jednym z najważniejszych sygnałów jest liczba aktywnych członków społeczności Oriflame, obejmującej konsultantów i klientów, którzy złożyli zamówienie w ostatnich kampaniach. Na koniec września grupa ta liczyła 1,023 mln osób, wobec 1,388 mln rok wcześniej. Oznacza to spadek o 26 proc.

Firma wskazuje, że na wyniki wpłynęło m.in. ograniczenie aktywności sił sprzedaży oraz mniejsza liczba rekrutowanych osób. W Europie i krajach Wspólnoty Niepodległych Państw sprzedaż spadła o 19 proc., w Azji o 22 proc., a w regionie Turcji i Afryki aż o 26 proc. Najmniejszy spadek odnotowano w Ameryce Łacińskiej – o 5 proc.

Na wyniki wpłynęła także decyzja o zakończeniu sprzedaży produktów wytwarzanych w polskiej fabryce na rzecz zewnętrznych odbiorców. Oriflame szacuje, że zmniejszyło to kwartalną sprzedaż o około 4 punkty procentowe. Po wyłączeniu tego efektu spadek przychodów wyniósłby około 18 proc.

image

Oriflame ma nowego CEO. Kenneth Benaim Campbell zastępuje Annę Malmhake

Które kategorie kosmetyków radzą sobie lepiej?

Raport pokazuje, że problemy nie dotyczą wyłącznie jednej części portfolio. Sprzedaż pielęgnacji skóry pozostaje poniżej ubiegłorocznego poziomu, przede wszystkim z powodu mniejszej liczby aktywnych klientów i ograniczonej dostępności niektórych produktów. Wzrosty linii Novage+ i Diamond Cellular częściowo zrównoważyły spadki Optimals, Love Nature i Royal Velvet.

Podobna sytuacja występuje w kategorii wellness. Sprzedaż osłabiają starsze linie suplementów i produktów zastępujących posiłki, choć Oriflame odnotowuje wzrosty w przypadku Beauty Collagen Complex, Metabo Boost i Gluco Shape. Firma zapowiada rozwój produktów łączących różne obszary dbania o zdrowie i urodę oraz rozwiązań opartych na subskrypcji.

W makijażu presja na wolumen sprzedaży utrzymuje się w kategoriach produktów do twarzy i oczu. Lepsze wyniki wybranych marek premium, w tym Giordani Gold, oraz wzrost Waunt nie wystarczyły jednak, by odwrócić ogólny trend.

Na tle pozostałych kategorii wyróżniają się akcesoria. Choć ich sprzedaż również była niższa niż przed rokiem, segment ten poradził sobie lepiej niż cała grupa. Wsparciem okazała się biżuteria, nowe kolekcje i produkty do stylizacji paznokci. Słabiej wypadły natomiast narzędzia kosmetyczne i akcesoria modowe.

Oriflame tnie koszty i zmienia model sprzedaży

Oriflame kontynuuje restrukturyzację oraz ograniczanie wydatków. W trzecim kwartale koszty sprzedaży i marketingu zmniejszyły się o 25 proc. rok do roku, do 31,9 mln euro. Spadły również koszty administracyjne, m.in. w następstwie zmian organizacyjnych i redukcji wydatków na personel, IT oraz podróże.

Oszczędności nie wystarczyły jednak, by zrównoważyć spadek przychodów. Skorygowana EBITDA za kwartał wyniosła minus 1,5 mln euro, podczas gdy rok wcześniej firma wykazała 0,5 mln euro zysku. Po dziewięciu miesiącach wskaźnik ten był już ujemny i wyniósł minus 12,5 mln euro, wobec dodatnich 0,4 mln euro w 2025 roku.

Firma rozwija jednocześnie model sprzedaży skoncentrowany na kanałach cyfrowych, w tym handel społecznościowy. Testuje również narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję do marketingu, rekrutacji i kontaktu z klientami. Wśród priorytetów znalazły się uproszczenie procesu dołączania do społeczności, personalizacja komunikacji oraz nowe rozwiązania motywacyjne dla sprzedawców.

Ważnym elementem zmian jest także reorganizacja produkcji. W trzecim kwartale Oriflame zakończyło przekazanie działalności produkcyjnej w Indiach i zawarło z nabywcą długoterminową umowę produkcyjno-dostawczą. Transakcja przyniosła około 5 mln euro wpływów gotówkowych.

image

Oriflame: nauka o długowieczności zmienia podejście branży beauty do starzenia się skóry

Mniej zapasów, ale nadal trudna sytuacja finansowa

W trzecim kwartale Oriflame wygenerowało 3,7 mln euro skorygowanych przepływów pieniężnych przed finansowaniem. Poprawę wsparło przede wszystkim zmniejszenie zapasów o 8,3 mln euro i należności o 5,3 mln euro. To część działań mających uwolnić kapitał zamrożony w działalności operacyjnej.

Na koniec września firma dysponowała jednak 23,2 mln euro gotówki, wobec 69 mln euro na koniec 2025 roku. Wyniki wskazują więc, że poprawa zarządzania zapasami nie rozwiązuje wszystkich problemów finansowych spółki.

Dla Oriflame kluczowe pozostaje teraz nie tylko ograniczanie kosztów, lecz także odbudowa aktywnej bazy klientów i konsultantów. Bez odwrócenia tego trendu nawet dalsze oszczędności i rozwój sprzedaży cyfrowej mogą nie wystarczyć do powrotu do wzrostu.

 

Źródło: Raport Oriflame Interim Management Statement 1 January - 30 September 2026

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
26. październik 2026 09:26