StoryEditor
Producenci
22.04.2021 15:30

Magdalena Szymanowska, 4MyOrganic: Naturalny kosmetyk, to zdecydowanie więcej niż zielona etykieta

Magdalena Szymanowska, właścicielka i prezes firmy 4MyOrganic wprowadzała na polski rynek duńską markę Derma, gdy rynek kosmetyków naturalnych raczkował. Dziś jest dystrybutorem kilku naturalnych, hipoalergicznych, certyfikowanych marek i rozwija własną – 4organic. Jesteśmy zainteresowani rozszerzeniem dystrybucji o sklepy stacjonarne i internetowe świadomie wprowadzające na rynek naturalne produkty – mówi.

 

Pytanie, które najczęściej pada na początku, gdy rozmawia się o rodzinnych biznesach. Jak to się stało, że Pani, absolwentka zarządzania i marketingu Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu oraz finansów w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej zajęła się kosmetykami?

Zawsze interesowałam się zdrowym stylem życia, a właściwie mogłabym powiedzieć, że było to moje motto życiowe. Po studiach ekonomicznych i finansowych skończyłam więc również kierunki podyplomowe m.in. z zakresu coachingu zdrowia, dietetyki. I o ile o zdrowe odżywianie to obszar już rozpoznany, tak w przypadku kosmetyków ta świadomość jest nadal niewystarczająca. Kiedy prowadzę wykłady, widzę dla jak wielu osób pewne podstawowe informacje są wręcz szokujące.

 

Wracając jednak do początków mojej przygody z kosmetykami – potrzeba narodziła rozwiązanie. Mój syn, dziś już 16-letni, jako niemowlę miał alergię kontaktową. Zaczęłam wtedy baczniej przyglądać się również kosmetykom i zastanawiać się, jak to możliwe, że produkty przeznaczone do stosowania od 1 dnia życia, rekomendowane w szpitalu przez położną, wywołują tak silną reakcję alergiczną u dziecka. Analizowałam składy kosmetyków. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego zawierają m.in. pochodne formaldehydu uznanego za rakotwórczy, syntetyczne emolienty, oleje silikonowe, drażniące detergenty, substancje endokrynnie czynne, chemiczne filtry UV uznawane za powodujące zmiany hormonalne, silne alergeny. Na półkach można było wówczas znaleźć kosmetyki kilku znanych koncernowych marek. Kosmetyków naturalnych nie było wcale.

 

To historia z życia wzięta i często takie przypadki bywają inspiracją do tworzenia własnych marek.

Tak, ja byłam bardzo zdesperowana i rozpoczęłam poszukiwania alternatywy, nawet próbowałam robić kosmetyki domowym sposobem. Wtedy trafiłam na duńską markę Derma.

 

Linia kosmetyków dla dzieci Derma Eco Baby to produkty hipoalergiczne, organiczne, certyfikowane. Każdy z nich uzyskał cztery certyfikaty Asthma-Allergy Denmark oraz Allergy Certified – dla certyfikowanych produktów hipoalergicznych, wolnych od alergenów. Bez zapachów i bez barwników. Ecocert Organic Cosmos – dla certyfikowanych produktów organicznych. Nordic Ecolabel – dla certyfikowanych produktów przyjaznych środowisku i nietestowanych na zwierzętach.

Te kosmetyki pomogły mojemu dziecku, dzieciom znajomych, a potem wszystko poszło bardzo szybko tzw. pocztą pantoflową. To pokazało mi, że jest ogromne zapotrzebowanie na takie produkty, inne niż masowo dostępne i szeroko reklamowane. Postanowiłam podzielić się swoją wiedzą, doświadczeniem z innymi mamami i to był też czas kolejnych profesjonalnych kierunkowych szkoleń, spotkań i konsultacji z technologami, toksykologami i lekarzami dermatologii. Stałam się dystrybutorem firmy Dermapharm w Polsce, w tym właśnie linii Derma Eco Baby.

 

To był ten pierwszy krok. Przypuszczam, że nie było łatwo kilkanaście lat temu wprowadzić naturalne produkty na rynek. Nieco inne były wtedy oczekiwania wobec kosmetyków.

To prawda. Wierzyłam bardzo w kosmetyki naturalne, choć wszyscy mówili, że jeszcze jest na nie za wcześnie, że polski rynek nie jest na nie gotowy, bo głównie liczyła się cena, modne były błyszczące opakowania, kosmetyki musiały intensywnie pachnieć. Ja byłam przekonana, że skoro przyszedł ten trend w żywności, to również nastąpi w kosmetykach. I nie trzeba było długo czekać. Obecnie jesteśmy dystrybutorem trzech marek.

 

Derma to naturalna i hipoalergiczna, bezpieczna codzienna pielęgnacja dla dzieci i całej rodziny. A Derma Eco Baby to najszerzej dystrybuowana linia.

Kolejną marką, której jestem dystrybutorem na Polskim rynku jest Ginger Organic. To produkty do higieny intymnej: tampony, podpaski, wkładki stworzone z czystej organicznej bawełny. Wprowadzenie ich na polski rynek i pokazywanie czym charakteryzuje się prawdziwa bawełna to było interesujące przeżycie. Kobiety myślały, że produkty do higieny intymnej są po pierwsze sterylne, a po drugie – że są naturalne. Informacja o tym, że podpaski lub tampony są czymś nasączone, a dokładnie chemicznymi absorbentami, jak również to, że są białe, bo są bielone chlorem – była szokująca. Przeciętny konsument nie ma pojęcia o tym, że naturalna bawełna ma zupełnie inny kolor. Jest szara, aby była biała jest poddawana procesowi bielenia. A podłożem wielu infekcji stref intymnych może być po prostu alergia wywołana kontaktem z tak preparowanymi artykułami higienicznymi.

Marka OrganiCup – to kubeczki menstruacyjne do higieny intymnej kobiet, wykonane z certyfikowanego medycznego tworzywa.

Stworzyłam również własny brand 4organic. Pierwszą linią były naturalne i hipoalergiczne produkty do higieny intymnej dla kobiet oraz kosmetyki do mycia ciała i higieny intymnej dla dzieci. Kolejna kategoria to naturalne produkty do mycia dla całej rodziny. Nowością jest linia dla mężczyzn do pielęgnacji twarzy i zarostu. Również linia 4organic Organic Mama jest naszym nowym wdrożeniem – produkty dla kobiet w ciąży, karmiących – szampon do włosów, żel do mycia, balsam, jak i również produkty przeciwko rozstępom, na bolące brodawki. Produkty mają znakomite składy – 99-100 proc. składników pochodzenia naturalnego i składniki z upraw organicznych. Cały czas pracujemy nad innowacjami i wchodzimy w kolejne kategorie.

Wszystkie nasze produkty są naturalne, ze składnikami pochodzącymi z upraw organicznych i certyfikowane. Mamy w asortymencie wiele kosmetyków hipoalergicznych, które są bezzapachowe, ponieważ zapach jest najsilniejszym alergenem. Międzynarodowa organizacja Allergy Certified gwarantuje, że w naszych produktach dla dzieci, kobiet, mężczyzn, a także w środkach do prania nie ma żadnych alergenów.

Bardzo zależy nam również na zrównoważonym podejściu do kwestii środowiskowych. Wszystkie składniki są bezpieczne nie tylko dla zdrowia, ale również dla środowiska. W naszych kosmetykach przeciwsłonecznych nie ma filtrów przenikających do głębszych warstw skóry i krwiobiegu, o potencjale endokrynnym, które mogą wywoływać zaburzenia hormonalne u ludzi i mają negatywny wpływ na środowisko, rafy koralowe.

 

Trzy z dystrybuowanych przez Panią marek – Derma, Ginger Organic i OrganiCup – wywodzą się z Danii. Czy to przypadek?

Nie, wybór i kolejność marek wprowadzanych na polski rynek nie były przypadkowe. Jestem zauroczona mentalnością i filozofią życia Duńczyków, ich niezwykle świadomym, wręcz bezkompromisowym podejściem do kwestii zdrowia, natury, ekologii. Fascynująca jest też skandynawska kultura biznesowa. Bardzo różna od naszej. Balans pomiędzy życiem zawodowym a osobistym. Charakterystyczna i godna naśladowania jest niezwykła transparentność ich biznesów. Ważny jest nie tylko wynik finansowy, zysk, ale to, kto stworzył markę, jakie wartości za nią stoją i spójność tego co się mówi z tym, co faktycznie się robi.

 

Człowiek, relacje, zaufanie – to ważne dla nich wartości, które mnie również są bardzo bliskie i znalazły odzwierciedlenie w mojej marce 4organic. Prowadzimy z mężem rodzinną firmę. I tak jak w biznesie oferujemy ekologiczne, naturalne produkty, tak samo prywatnie żyjemy w zgodzie z naturą.

 

Prowadzi Pani szeroką działalność edukacyjną – blog, wykłady na temat zdrowego stylu życia, pielęgnacji, higieny. Czy jest otwartość na tę wiedzę? I na ile konsumenci zmienili swoje zwyczaje zakupowe?

Konsumenci zmieniają swoje zwyczaje zakupowe, ale nie pokrywa się to w stu procentach ze wzrostem ich świadomości, w jakimś sensie jest to moda. Słyszą, że naturalne produkty są lepsze, ale nie do końca wiedzą, dlaczego są lepsze. Brakuje np. wiedzy o tym, że wszystkie kosmetyki, które są na rynku są oczywiście dopuszczone do użycia, ale cały czas różne substancje są weryfikowane. Gdy poddane w wątpliwość są jakieś składniki, albo ich dopuszczalne stężenia bezpieczne dla zdrowia lub środowiska, ponownie wracają one na wokandę i są poddawane badaniu i ocenie.

 

Istotne jest na pewno to, że dostajemy wiele niesprzyjających bodźców zewnętrznych – zanieczyszczenie powietrza, smog, promieniowanie słoneczne, alergeny, używamy też coraz więcej kosmetyków, detergentów – to wszystko kumuluje się, ma na nas wpływ i nasza skóra ma prawo w pewnym momencie się zbuntować. Pójście w kierunku naturalności w żywieniu, w kosmetyce, jest więc też czasem intuicyjną odpowiedzią na wiele potrzeb, poszukiwaniem innych rozwiązań, próbą redukowania „chemii” w otoczeniu.

Na pewno rośnie zainteresowanie produktami naturalnymi i świadomość wyboru, który mamy – możemy znaleźć produkty do różnych typów skóry, również bardzo wrażliwej, atopowej, certyfikowane, naturalne.

Idziemy też w kierunku ekologii. Jest coraz większa świadomość tego, że szkodzimy planecie, że musimy się opamiętać, że rozwiązania wielorazowe są lepsze niż jednorazowe.

Natomiast to, co z całą pewnością jest problemem – to brak regulacji określających, co to jest produkt ekologiczny i co to jest produkt naturalny. Zdarza się, że „naturalny” jest tylko dlatego, że ktoś tak napisał na etykiecie.

 

A jakie kryteria Pani stosuje?

97 proc. składników pochodzenia naturalnego to jest minimum, które jestem w stanie zaakceptować. Szokiem było dla mnie badanie, w którym Polki uznają za naturalny produkt, który zawiera 90 proc. składników naturalnych. A przecież 75 proc. składu kosmetyku może stanowić woda, która jest naturalna. Czyli tak naprawdę o 15 proc. więcej to są te składniki naturalne. Często też widnieje na opakowaniu informacja: „100% składników aktywnych pochodzenia naturalnego”. W kosmetyku może być tylko 1 lub 2 proc. substancji aktywnych. Oznacza to, że tylko 1 lub 2 proc. jest pochodzenia naturalnego. Brak regulacji dopuszcza niedopowiedzenia.

 

Natomiast co do ekologii – tutaj większość komunikatów skupia się wokół opakowań. Nie patrzy się na to szerzej, a ekologiczny produkt to szereg składowych. Po pierwsze – to, co jest w środku, czyli masa kosmetyczna na etapie produkcji, a potem zmywania z ciała. Wszystko co nakładamy na siebie ma wpływ na nas, ale także na inne organizmy, bo przecież dostaje się do wód gruntowych. Jest szereg składników, które szkodzą ekosystemowi, np. rafom koralowym i używanie kosmetyków z pewnymi substancjami jest już zakazane w niektórych krajach. Proces produkcyjny – czy może być ekologicznym produkt wykonany z surowca, który jest sprowadzany z drugiej półkuli? Cała logistyka to jest ogromny procent śladu węglowego.

Dla mnie ekologia to jest całość – twórcy marki, którzy żyją ekologicznie; fabryka, która ma zrównoważone podejście do energii, wdrożony proces odzyskiwania wody; to jest ekologiczna masa kosmetyczna i opakowanie. My zwracamy na tę spójność ogromną uwagę, bez względu na to, czy ktoś to unormował prawnie, czy nie. Idziemy swoją drogą, śledzimy badania, szukamy innowacyjnych rozwiązań. Byliśmy pierwszą marką kosmetyczną w Polsce, która zastosowała opakowania z recyklingu, a także pierwszą, która otrzymała międzynarodowy certyfikat Allergy Certified – jest to o wiele bardziej restrykcyjna certyfikacja niż określenie „hipoalergiczny”. Bo kosmetyk hipoalergiczny to taki, który nie zawiera składników z listy 26 najsilniejszych alergenów, czyli nie może zawierać alergizujących substancji zapachowych, a sama ustawa mówi, że musi być stworzony z podejściem minimalizowania reakcji alergicznej. Natomiast Allergy Certified świadczy o tym, że każdy składnik produktu został przebadany przez toksykologów pod kątem wystąpienia alergii.

 

Jaki jest Pani sposób na to, by cały czas utrzymywać się w tej rynkowej czołówce w segmencie produktów naturalnych?

To co postawiliśmy sobie za cel w naszej działalności i co jest kluczowe dla naszych marek – to po pierwsze jakość, po drugie naturalność i ekologia, po trzecie cena. I ta cena jest dla nas bardzo ważna, aby na produkty naturalne było stać praktycznie każdego.

 

Bardzo ważna jest również dostępność – online i offline. Mamy już szeroką dystrybucję. Obecnie nasze produkty można kupić w głównych sieciach drogeryjnych i aptecznych, w sklepach stacjonarnych i internetowych, w sklepach specjalistycznych jak Smyk. Nasze produkty są dostępne od lat w coraz większej dystrybucji i, to co ważne dla nas i naszych partnerów, to iż dobrze się sprzedają. Linia słoneczna Derma Sun z roku na rok notuje wzrosty o 50 procent, nawet niezależnie od pandemii.

Bardzo nam zależy, aby docierać do klienta świadomego i szukającego bezpiecznych rozwiązań i dlatego chcielibyśmy rozszerzyć dystrybucję o mniejsze sklepy, bardzo chętnie nawiążemy współpracę z e-sklepami, które nie muszą być wiodącymi graczami na rynku, ale są prowadzone z pełną świadomością, z transparentnym przekazem o produktach i ich składnikach.

Interesuje nas również współpraca z dobrymi prywatnymi drogeriami, sklepami z naturalnymi i ekologicznymi produktami.  

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
04.08.2026 15:06
Puig zwiększa sprzedaż. Perfumy i Charlotte Tilbury napędzają wzrost
Puig zwiększa sprzedaż. Zapachy pozostają największym motorem wzrostufot. Shutterstock

Hiszpańska grupa Puig zakończyła drugi kwartał 2026 rok z lepszymi od oczekiwań wynikami. Sprzedaż wzrosła o 4,1 proc. do 1,14 mld euro, a motorem wzrostu pozostają przede wszystkim perfumy, makijaż oraz dermokosmetyki. Firma podtrzymała całoroczne prognozy i przekonuje, że mimo niespokojnej sytuacji geopolitycznej nadal rośnie szybciej niż globalny rynek beauty premium.

W tym artykule przeczytasz:

  • Perfumy pozostają fundamentem biznesu
  • Charlotte Tilbury napędza makijaż
  • Dermokosmetyki równoważą słabszy skincare premium
  • Azja rośnie najszybciej
  • Bliski Wschód wpłynął na wyniki
  • Po zakończeniu rozmów z Estée Lauder Puig stawia na samodzielny rozwój

Właściciel takich marek jak Rabanne, Carolina Herrera, Charlotte Tilbury, Jean Paul Gaultier, Uriage czy Dries Van Noten opublikował wyniki za drugi kwartał i pierwsze półrocze 2026 roku Zarząd podkreśla, że firma umacnia udziały rynkowe we wszystkich kluczowych segmentach działalności.

Perfumy pozostają fundamentem biznesu

Największy udział w przychodach Puig niezmiennie mają perfumy i marki modowe. W pierwszym półroczu segment odpowiadał za 73 proc. całkowitej sprzedaży, generując 1,7 mld euro przychodów i wzrost o 3,8 proc. w ujęciu porównywalnym.

To właśnie kategoria zapachów pozostaje największą przewagą konkurencyjną hiszpańskiej grupy. Udział Puig w światowym rynku perfum wzrósł do 11,1 proc., a największy wkład we wzrost miały rynki Azji i Pacyfiku, Ameryki Północnej oraz kanał travel retail.

Firma podkreśla również rosnące znaczenie segmentu zapachów niszowych, który obok klasycznych perfum premium pozostaje jednym z najszybciej rozwijających się obszarów rynku.

image

Puig i Estée Lauder kończą rozmowy o fuzji wartej 40 mld dolarów. Rynek odetchnął

Charlotte Tilbury napędza makijaż

Drugim najszybciej rosnącym filarem biznesu pozostaje makijaż.

Sprzedaż w tej kategorii wzrosła w pierwszym półroczu o 9,1 proc., osiągając 359 mln euro. Segment odpowiada już za 15 proc. przychodów całej grupy.

Największy udział we wzroście miała marka Charlotte Tilbury, która zwiększyła udział w rynku makijażu premium i utrzymała pozycję lidera w Wielkiej Brytanii. Marka rozwija również sprzedaż w Europie kontynentalnej oraz nowych krajach, a w drugim kwartale pojawiła się w około 30 kolejnych sklepach sieci Boots w Wielkiej Brytanii.

Dermokosmetyki równoważą słabszy skincare premium

Najmniejszym segmentem działalności Puig pozostaje pielęgnacja skóry, odpowiadająca za 12 proc. sprzedaży.

Przychody w pierwszym półroczu wyniosły 279 mln euro, co oznacza wzrost o 2,3 proc. w ujęciu porównywalnym.

Najlepiej radzi sobie marka Uriage, która – jak podkreśla spółka – nadal notuje dwucyfrowe wzrosty i rozwija się szybciej niż cały rynek dermokosmetyków.

Znacznie słabsze wyniki odnotował natomiast segment premium skincare. Według prezesa José Manuela Albessy konsumenci coraz częściej poszukują produktów oferujących wysoką skuteczność przy bardziej atrakcyjnej cenie, co wpływa na sprzedaż luksusowej pielęgnacji. Dodatkowym czynnikiem była reorganizacja portfolio produktów pielęgnacyjnych Charlotte Tilbury.

Azja rośnie najszybciej

Największym zaskoczeniem wyników pozostaje region Azji i Pacyfiku.

Sprzedaż wzrosła tam aż o 20,9 proc., co czyni go najszybciej rozwijającym się rynkiem Puig. Za wzrost odpowiada przede wszystkim wysoki popyt na perfumy premium i niszowe oraz dobra sprzedaż Charlotte Tilbury.

Europa, Bliski Wschód i Afryka nadal pozostają największym regionem działalności grupy, odpowiadając za ponad połowę przychodów. Sprzedaż wzrosła tam o 2,6 proc., mimo negatywnego wpływu konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Ameryki odpowiadają z kolei za 37 proc. przychodów grupy. Szczególnie dobrze radzi sobie Ameryka Północna, gdzie Puig zwiększa udziały w rynku perfum i notuje mocną sprzedaż kosmetyków do makijażu.

image

Charlotte Tilbury żąda renegocjacji umowy z Puig. Fuzja z Estée Lauder pod znakiem zapytania

Bliski Wschód wpłynął na wyniki

Spółka oszacowała, że napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie obniżyły sprzedaż w pierwszym półroczu o około 14 mln euro, czyli około 0,6 proc. całkowitych przychodów.

Najbardziej ucierpiał kanał travel retail, podczas gdy sprzedaż na lokalnych rynkach zaczyna stopniowo wracać do normy.

Po zakończeniu rozmów z Estée Lauder Puig stawia na samodzielny rozwój

Podczas prezentacji wyników prezes José Manuel Albesa odniósł się również do zakończonych w maju rozmów dotyczących potencjalnej transakcji z Estée Lauder Companies.

Jak podkreślił, wydarzenia ostatnich miesięcy utwierdziły firmę w przekonaniu o sile własnego modelu biznesowego.

– Mamy dziś jeszcze większą pewność co do naszej samodzielnej strategii rozwoju – powiedział Albesa, dodając, że spółka pozostaje skoncentrowana na realizacji długoterminowych celów.

Puig podtrzymał prognozy na cały 2026 rok. Firma zakłada dalszy wzrost szybszy od rynku beauty premium oraz utrzymanie rentowności na poziomie zbliżonym do ubiegłego roku. Wyniki pierwszego półrocza pokazują, że strategia oparta na silnym portfolio zapachów, rozwijaniu makijażu i umacnianiu pozycji dermokosmetyków nadal przynosi oczekiwane efekty.

 

Źródło: WWD

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
04.08.2026 11:37
Johnson & Johnson zawiera ugodę za 5,5 mld dol. To może zakończyć spór o talk
Po 10 latach procesów Johnson & Johnson idzie na ugodę. Stawką miliardy dolarów (fot. Shutterstock)Shutterstock

Po ponad dekadzie procesów sądowych Johnson & Johnson zawarł przełomową ugodę dotyczącą pozwów związanych z talkiem. Koncern zgodził się wypłacić co najmniej 5,5 mld dolarów osobom, które twierdzą, że stosowanie pudru dla dzieci i innych produktów na bazie talku doprowadziło u nich do rozwoju raka jajnika. Jeśli porozumienie zostanie zaakceptowane przez zdecydowaną większość powodów, może zakończyć jeden z najgłośniejszych sporów w historii branży kosmetycznej.

W tym artykule przeczytasz:

  • Ugoda warta miliardy dolarów
  • Warunek: zgoda 95 proc. powodów
  • Koncern nadal nie przyznaje się do winy
  • Seria zwycięstw w sądach
  • Spór trwa od ponad dekady
  • To nie koniec wszystkich pozwów

Ugoda obejmuje około 76 tys. roszczeń dotyczących raka jajnika i dotyczy niemal wszystkich toczących się jeszcze spraw przeciwko Johnson & Johnson związanych z produktami zawierającymi talk. Wcześniej firma zawarła już odrębne porozumienia dotyczące pozwów związanych z międzybłoniakiem opłucnej (mesotheliomą).

Ugoda warta miliardy dolarów

Jak poinformowała agencja Reuters, wartość porozumienia szacowana jest obecnie na 5,5 mld dolarów, jednak ostateczna kwota może okazać się znacznie wyższa.

Według Chrisa Seegera, jednego z prawników reprezentujących powodów i uczestniczącego w negocjacjach, wypłaty mogą przekroczyć nawet 7 mld dolarów, ponieważ ugoda nie wyznacza górnego limitu odpowiedzialności finansowej koncernu. Ostateczna wartość będzie zależeć od liczby osób, które zdecydują się przystąpić do porozumienia.

Johnson & Johnson planuje wypłacić około 3 mld dolarów w 2027 roku, a pozostałe środki w kolejnym roku.

image

Kontrowersje wokół talku wracają. Johnson & Johnson na celowniku

Warunek: zgoda 95 proc. powodów

Porozumienie nie weszło jeszcze w życie. Aby stało się wiążące, musi zostać zaakceptowane przez 95 proc. osób, które złożyły pozwy dotyczące raka jajnika zarówno w sądach federalnych, jak i stanowych.

Kancelarie reprezentujące powodów oceniły, że ugoda stanowi satysfakcjonujące zakończenie wieloletniego sporu.

Koncern nadal nie przyznaje się do winy

Mimo zawarcia ugody Johnson & Johnson nie zmienia swojego stanowiska dotyczącego bezpieczeństwa produktów.

Erik Haas, wiceprezes ds. postępowań sądowych w spółce, podkreślił, że firma uważa wszystkie zarzuty za bezpodstawne i jest przekonana, że ostatecznie wygrałaby większość procesów. Jak zaznaczył, decyzja o zawarciu ugody ma pozwolić zakończyć wieloletni spór i skoncentrować się na podstawowej działalności firmy związanej z rozwojem leków i wyrobów medycznych.

Seria zwycięstw w sądach

Reuters zwraca uwagę, że decyzja o zawarciu porozumienia zapadła po korzystnej dla Johnson & Johnson serii orzeczeń.

W ostatnich miesiącach firma wygrywała kolejne procesy indywidualne, skutecznie podważała opinie ekspertów powoływanych przez stronę powodową, a w ubiegłym tygodniu federalny sędzia zakwestionował możliwość jednoznacznego wykazania, że to właśnie talk był przyczyną zachorowania na raka jajnika.

image

Azbestowa saga przenosi się na Wyspy Brytyjskie; 3000 osób pozywa Johnson & Johnson

Spór trwa od ponad dekady

Procesy dotyczące talku należą do najdłuższych i najbardziej kosztownych sporów sądowych w historii branży kosmetycznej. Johnson & Johnson od lat konsekwentnie utrzymuje, że stosowany w jego produktach talk był bezpieczny i nie zawierał azbestu.

W 2020 roku firma wycofała jednak z rynku amerykańskiego puder dla dzieci na bazie talku, zastępując go produktem opartym na skrobi kukurydzianej.

W międzyczasie koncern trzykrotnie próbował zakończyć spór poprzez procedurę upadłościową specjalnie powołanej spółki zależnej – strategię określaną jako "Texas two-step". Wszystkie te próby zostały jednak odrzucone przez sądy.

To nie koniec wszystkich pozwów

Obecna ugoda obejmuje wyłącznie już złożone pozwy i nie zamyka drogi do ewentualnych przyszłych roszczeń. Jednocześnie, jak podkreślają prawnicy reprezentujący powodów, pozwoli ona znacznie szybciej wypłacić odszkodowania obecnym uczestnikom postępowania. Ma się to odbyć w ciągu około 18 miesięcy, zamiast rozkładać płatności na ponad dekadę, jak zakładały wcześniejsze propozycje.

Jeśli ugoda zostanie zatwierdzona przez wymaganą liczbę powodów, zakończy jeden z najbardziej medialnych sporów dotyczących bezpieczeństwa produktów konsumenckich, który przez lata wpływał zarówno na wizerunek Johnson & Johnson, jak i na dyskusję o odpowiedzialności producentów kosmetyków.

 

Źródło: Reuters

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
05. sierpień 2026 18:38