StoryEditor
Producenci
13.12.2017 00:00

Miraculum: rebranding marek i ok. 10 mln zł na wdrożenia w ciągu 2 lat

W najbliższych latach zamierzamy zwielokrotnić przychody i uzyskać trwałą rentowność spółki oraz przywrócić należne jej miejsce na rynku kosmetycznym – zapowiada Tomasz Sarapata, prezes firmy Miraculum. Portfel marek, które posiada spółka zmniejszy się. Część zostanie sprzedana, inne przejdą rebranding. Na wdrożenie nowości spółka zamierza przeznaczyć ok. 10 mln zł w ciągu dwóch lat. Oczkiem w głowie zarządu jest marka Chopin, która z ekonomicznej stanie się luksusową i ma być hitem eksportowym Miraculum.

– Dzisiejsze spotkanie jest możliwe, ponieważ udało się, we współpracy z pracownikami, akcjonariuszami, kontrahentami i pozostałymi interesariuszami Miraculum, uchronić spółkę przed upadłością – tak Tomasz Sarapata, prezes Miraculum, rozpoczął swoje wystąpienie na konferencji prasowej 13 grudnia br. na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Faktycznie Miraculum od lat stało na granicy bankructwa i przechodziło kolejne wymiany zarządów (i pracowników). Tomasz Sarapata, były prezes firmy odzieżowej Bytom, przejął stery w firmie na przełomie 2016 i 2017 r. Za nim, a właściwie obok niego, stoi Marek Kamola, prywatny inwestor zaangażowany w Miraculum nie tylko finansowo (ma ok. 70 proc. udziałów), ale także operacyjnie. Jak mówi prezes, ale także pracownicy firmy – Kamola wierzy w Miraculum i czuje kosmetyczny biznes. 13 grudnia rada nadzorcza spółki oddelegowała Marka Kamolę, dotychczas zasiadającego w radzie, do pełnienia funkcji członka zarządu Miraculum od 29 grudnia 2017 do 29 marca 2018 r. 

Dzisiaj Tomasz Sarapata ma odwagę ogłosić, że w ciągu 5 lat Miraculum chce się stać liderem branży. Zaraz jednak dodaje, że ambicje te zweryfikuje rynek. I tak z pewnością będzie.

Odmłodzenie, repozycjonowanie lub sprzedaż marek

Nowa strategia Miraculum powstała we współpracy z firmą projektowo-doradczą Code Design, która przez 9 lat (2009-2016 r.) pracowała z inną polską marką – Amica. Jak zapewnia Magdalena Lubińska, współwłaścicielka i prezes Code Design, kurs akcji Amiki w wyniku zmiany strategii, wymianie portfolio produktowego i sposobu komunikacji oraz głębokiej restrukturyzacji wzrósł o ok. 6 tys. proc., a rentowność poprawiła się o ok. 2,5 tys. proc. Code Design zakłada wieloletnią współpracę z Miraculum, będąc równocześnie jej akcjonariuszem. Miraculum, podobnie jak Amica, ma przejść rewolucję.

Po audycie, który poprzedził przygotowanie strategii dla Miraculum, Code Design przedstawiło wnioski: spółka ma za dużo marek i rozproszony portfel, marki kanibalizują się. Doradca wypisał receptę: odmłodzenie i repozycjonowanie marek oraz wycofanie z portfela tych, które mają najsłabszy potencjał wzrostu. Miraculum musi nadążać za rynkowymi trendami i w tym kierunku idą zmiany. Całkowicie nową marką stanie się Chopin i powiększy się portfel jej produktów. Rebranding i repozycjonowanie przejdą marki Miraculum, Pani Walewska, Joko i Wars. Relaunch czeka marki Tanita, Być może i Lider. W przyszłym roku wycofane z portfolio, a następnie sprzedane, zostaną marki Paloma, Virtual i Gracja.

Wejście do sieci handlowych, rozwój eksportu

Wszystkie marki, które pozostaną na rynku mają wejść do kanałów nowoczesnej dystrybucji, gdzie ich dotychczas nie ma.

– Faktycznie jesteśmy nieobecni w sieciach, ale to się zmieni – zapowiada prezes Sarapata.

– Mamy podpisane umowy, sieci czekają na produkty – uzupełnia Magdalena Lubińska. Kosmetyki Miraculum nadal będą także sprzedawane w kanale tradycyjnym.

Spółka zamierza zwiększyć sprzedaż eksportową wszystkich marek. Szczególnie interesująca dla firmy jest Azja. Na rynki Chin, Japonii i Korei w pierwszej kolejności trafi ekskluzywna marka Chopin. Nazwisko polskiego wirtuoza znakomicie się tam kojarzy. W Rosji uwielbiane są z kolei perfumy Pani Walewska. Firma nie wyklucza otworzenia biura handlowego na terenie Federacji Rosyjskiej. Obecnie Miraculum jest obecne przez przez lokalnych dystrybutorów na 40 rynkach świata.

Największe przychody z marki Miraculum

Największych przychodów w masowej dystrybucji zarząd spółki spodziewa się ze swojej wiodącej marki pielęgnacyjnej Miraculum. Jej pozycjonowanie, formuły i design zmienią się całkowicie. Logo i grafika opakowań zostaną uproszczone, a zarazem unowocześnione. Miraculum Naturae ma być odpowiedzią na zainteresowanie konsumentów naturalnymi składami produktów.

– Będą to naturalne kosmetyki pielęgnacyjne, a zarazem pozycjonowane w segmencie niskich cen – zapowiada Magdalena Lubińska.

Miraculum będzie obecne w kategoriach pielęgnacji twarzy i ciała, dezodorantach i kosmetykach do kąpieli. Krem do twarzy będzie kosztował ok. 20 zł. Firma chce konkurować z markami, za którymi w ostatnich latach stoją wzrosty na rynku kosmetycznym, takimi jak np. Sylveco.

Chopin na półkę premium i marką globalną

Oczkiem w głowie zarządu spółki jest jednak marka Chopin, która ma się stać marką globalną. Przejdzie ona całkowitą przemianę i poza nazwą nie będzie miała nic wspólnego z obecnym na rynku zapachem. Nowa strategia zakłada jej pozycjonowanie w segmencie premium, obok takich marek jak Tom Ford, Dior czy Chanel. Chopin ma mieć jednak charakter bardziej niszowy, dla koneserów. Woda perfumowana będzie kosztować ok. 100 euro za 100 ml. Jest już projekt, stworzony przez Code Design, ekskluzywnych, szklanych opakowań z charakterystycznym elementem – autografem kompozytora. Nad kompozycjami pracują najlepsze „nosy” z Francji i Polski. Pierwsze trzy nowe męskie zapachy Chopin mają się pojawić we wrześniu 2018 r. z okazji Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego, który jest organizowany w Polsce i będą miały swoją premierę podczas imprezy towarzyszącej konkursowi. Będą to perfumy inspirowane muzyką Fryderyka Chopina – Prelude, Etude, Nocturne. W kolejnych latach mają się pojawić inne linie produktowe z logo Chopin.

Miraculum zakłada, że dystrybucja produktów marki Chopin będzie się odbywać w najbardziej ekskluzywnych, międzynarodowych sieciach perfumeryjnych. Kluczowy będzie prawdopodobnie rynek azjatycki, gdzie znajomość nazwiska i muzyki Chopina jest największa. Perfumy mają trafić do Chin, Japonii i Korei już na koniec 2018 r. Miraculum posługuje się nazwiskiem polskiego kompozytora i pianisty w oparciu o umowę wyłączną z Narodowym Instytutem Fryderyka Chopina w Warszawie. Zarząd firmy wierzy, że globalna dystrybucja, przy odpowiednim wsparciu promocyjnym, może w efekcie wykreować pierwszą polską markę ekskluzywnych perfum o światowym zasięgu.

– W przyszłości linie produktowe Chopin mogą stanowić lwią część przychodów Miraculum – zapowiada prezes Sarapata.

Nowe wdrożenia

Perfumy Pani Walewska są bardzo popularne na rynkach wschodnich, ale także lubiane w Polsce – to potwierdziło się w audycie przeprowadzonym przez Code Design. Marka, podobnie jak inne kosmetyki Miraculum, ma jednak słabą dystrybucję. Portfolio wymaga uporządkowania i uzupełnienia o nowe produkty, a design odświeżenia. Pani Walewska – legenda PRL-u – ma stać się marką kobiet dojrzałych, świadomych swoich atutów i naturalnego piękna (globalny trend – akceptacja naturalnego piękna, bez względu na wiek). Pojawią się nowe nuty zapachowe, flakon będzie delikatnie zmodyfikowany, poprawi się jakość produktu i opakowań. Marka będzie nieco wyżej pozycjonowana cenowo.

Wars – kolejna z marek, która pozostanie w portfolio Miraculum, ale przejdzie rebranding. Produkty i opakowania zostaną odświeżone, w warstwie graficznej nastąpi powrót do korzeni. Opakowania mają być nowoczesne, ale nawiązywać do oryginalnego projektu twórcy logotypu i grafiki w latach 70. Karola Śliwki. Obecne linie produktowe zostaną zredukowane. Odświeżona zostanie linia Wars Classic i wprowadzona nowa linia dla młodych odbiorców. Do zapachów i produktów do golenia dojdą kosmetyki pielęgnacyjne, jako odpowiedź na szybki rozwój męskich kategorii.

Makijażowa marka Joko ma się stać bardziej dynamiczna, młodzieżowa, związana ze światem mody. Jakość produktu jest wyższa niż pozycjonowanie  marki – to się zmieni. Trafi ona na właściwą półkę cenową.  Dotarcie do młodych odbiorców ma zapewnić obecność marki w mediach społecznościowych, zaangażowanie w jej tworzenie i promocję influencerów. Joko ma szybciej reagować na trendy w make-upie, na rynek będą wprowadzane krótkie serie produktów. Będzie sprzedawana nie tylko w drogeriach, ale także w sieciach marek modowych.

Kalendarz wdrożeń przewiduje, że w 2018 r., nastąpią one w markach Chopin, Pani Walewska, Lider i Tanita. W 2019 r. w markach Joko, Wars, Miraculum i Być może. Pojawi się też zupełnie nowa marka, o której dziś jeszcze spółka nie informuje. – Proces wprowadzania nowych produktów będzie następował płynnie z wycofywaniem obecnie dystrybuowanych. Tak długo, jak nie pojawi się nowa linia w danej marce na rynku będą obecne dotychczasowe produkty – mówi Tomasz Sarapata. Na swoje 100-lecie, w 2024 r. Miraculum chce być jednym z liderów branży kosmetycznej w Polsce.

– 2017 rok już praktycznie za nami, udało się uporządkować kwestie bilansu spółki, co będzie miało odzwierciedlenie w raporcie rocznym, oraz struktury organizacji. Spółka ma stabilne podstawy do rozwoju sprzedaży w oparciu o istniejące portfolio produktów. Mamy świadomość, jak bardzo jesteśmy nieobecni dziś na rynku i jak niewielką skalą biznesu zarządzamy, ale zmiany planowane na najbliższe lata i deklaracje o zwielokrotnieniu naszych przychodów są głęboko przemyślane. Mamy potężny potencjał wzrostu, w co bardzo wierzymy – podkreśla prezes Sarapata. – Koszty wdrożeń w perspektywie dwóch najbliższych lat planujemy na 10 mln zł. Sposób finansowania to temat otwarty. Spółka ma w swoim akcjonariacie osoby, które głęboko wierzą w sukces podjętych działań, zmian i deklarują wsparcie w zakresie finansowania, ale opcji jest bardzo wiele – dodaje.

Rok 2017 Miraculum chce zamknąć przychodami na poziomie 20 mln zł. Po trzech kwartałach 2017 r. spółka odnotowała 6,03 mln straty netto, 3,96 mln zł straty operacyjnej i 15,44 mln zł przychodów ze sprzedaży. W 2016 r. Miraculum odnotowało 15,44 mln zł straty netto.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 15:21
Beauty wysyła sprzeczne sygnały. Co mówią o kondycji branży wyniki gigantów i jakie są wnioski dla polskiej półki? [ANALIZA WK]
L‘Oréal został uznany za najpopularniejszą markę kosmetyczną w Azji, Europie i Ameryce Południowej.fot. Shutterstock

Rekordowy wzrost sprzedaży ilościowej Unilevera i rekordowa marża L’Oréal potwierdzają odporność branży kosmetycznej. Nie jest to jednak boom, z którego korzystają wszyscy. Nivea notuje spadki, Coty dopiero wchodzi w fazę stabilizacji, a w makijażu konsumenci i sieci handlowe coraz ostrzej selekcjonują produkty. Wyniki największych koncernów pokazują, że o wzroście nie decyduje już prosty podział na segment premium i masowy. Wygrywają marki, które potrafią uzasadnić cenę produktu – innowacją, skutecznością, jakością albo siłą bestsellerów.

Wyniki opublikowane przez największe koncerny kosmetyczne po pierwszej połowie 2026 roku wysyłają pozornie sprzeczne sygnały. Z jednej strony L’Oréal, Unilever, Henkel i Estée Lauder pokazują rosnącą sprzedaż w kluczowych kategoriach. Z drugiej – Nivea mierzy się z wyraźnym spadkiem, Coty pozostaje poniżej dynamiki rynku, a część segmentów codziennej pielęgnacji i makijażu odczuwa większą ostrożność konsumentów.

Wspólny mianownik jest jednak czytelny: beauty pozostaje kategorią odporną, ale pieniądze konsumentów płyną coraz bardziej selektywnie. Wzrost koncentruje się wokół innowacji, marek eksperckich, produktów premiumizowanych oraz tzw. hero products, czyli sprawdzonych bestsellerów, na których producenci skupiają marketing i dystrybucję.

– Wzrost napędzały dwa główne silniki: konsekwentna realizacja strategii innowacji oraz rozwój e-commerce, najdynamiczniejszego kanału w branży – podsumował wyniki Nicolas Hieronimus, CEO L’Oréal.

Włosy, dermokosmetyki i zapachy ciągną rynek

Z wyników największych grup wyłaniają się trzy szczególnie mocne kategorie: pielęgnacja włosów, dermokosmetyki oraz zapachy. Każda odpowiada na nieco inną potrzebę konsumenta, ale wszystkie pozwalają markom przekonująco uzasadnić wyższą cenę.

Pielęgnacja włosów: premiumizacja wychodzi poza salon

Haircare jest obecnie jednym z najbardziej konsekwentnych motorów wzrostu branży. L’Oréal podał dwucyfrowy wzrost tej kategorii w dziale Consumer Products. Jednocześnie segment Professional Products zwiększył sprzedaż o 11,6 proc., korzystając z rosnącego zainteresowania profesjonalną i premiumizowaną pielęgnacją włosów.

Dobrze radzą sobie zarówno marki salonowe, takie jak Kérastase i Redken, jak i produkty rynku masowego, w tym linie L’Oréal Paris Elvive i Garnier Fructis. Pokazuje to, że premiumizacja kategorii nie musi oznaczać wyłącznie przechodzenia konsumenta do najdroższych marek. Może także polegać na kupowaniu bardziej wyspecjalizowanych, droższych produktów w ramach oferty masowej.

Podobną dynamikę widać w Henklu. Segment Hair osiągnął 4,2 proc. organicznego wzrostu i był głównym motorem całego pionu Consumer Brands. Największy wkład miały koloryzacja i stylizacja, a koncern dodatkowo wzmacnia pozycję w profesjonalnej i prestiżowej pielęgnacji włosów poprzez przejęcia Olaplex oraz Not Your Mother’s.

– W Consumer Brands segment Hair kontynuował bardzo silną trajektorię wzrostu – stwierdził Carsten Knobel, CEO Henkel.

W P&G organiczna sprzedaż Beauty wzrosła w czwartym kwartale roku fiskalnego o 4 proc. Pielęgnacja włosów osiągnęła średni jednocyfrowy wzrost, wspierany między innymi przez zwiększenie wolumenów w Europie i regionie Azji i Pacyfiku. Także Unilever korzystał z dobrej dynamiki marek Sunsilk i Dove.

Dermokosmetyki: skuteczność ważniejsza niż tradycyjny podział cenowy

Drugim wyraźnym zwycięzcą są dermokosmetyki. Konsumenci pozostają gotowi płacić więcej za udokumentowaną skuteczność, aktywne składniki, rekomendacje ekspertów i produkty odpowiadające na precyzyjnie nazwane problemy skóry.

Dywizja Dermatological Beauty L’Oréal zwiększyła sprzedaż o 10,6 proc. Dwucyfrowo rosły La Roche-Posay, CeraVe i SkinCeuticals, a dobre wyniki produktów przeciwsłonecznych wspierała premiera CeraVe Sun oraz szerszy wzrost zainteresowania skuteczną ochroną przed promieniowaniem UV.

Podobny kierunek widać w Beiersdorfie. Segment Derma, skupiający między innymi Eucerin i Aquaphor, urósł organicznie o 7,8 proc. Sprzedaż wspierały innowacje składnikowe, w tym Epicelline i Thiamidol, a także ekspansja marek na nowe rynki i do kolejnych kategorii produktowych.

Dermo staje się w ten sposób nie tyle podsegmentem tradycyjnej pielęgnacji, ile jednym z głównych obszarów wzrostu całego rynku. Jego przewagą jest połączenie wartości premium z łatwą do zakomunikowania obietnicą skuteczności.

Zapachy: odporny luksus i siła marek modowych

Trzecią kategorią są zapachy, które nadal pełnią funkcję dostępnego luksusu. W Estée Lauder Companies ich sprzedaż organiczna wzrosła w całym roku fiskalnym o 10 proc. Za wzrost odpowiadały przede wszystkim luksusowe marki Le Labo, Tom Ford i Kilian Paris.

Zapachy rosły dwucyfrowo również w L’Oréal Luxe, napędzane przez takie marki i linie jak Prada, Yves Saint Laurent, Valentino oraz Emporio Armani. Koncern dodatkowo wzmacnia ten obszar poprzez aktywa Kering Beauté i przejęcie licencji Gucci Beauty, która ma trafić do L’Oréal w lipcu 2027 roku.

image

Przetasowanie na rynku dóbr luksusowych. L’Oréal za 400 mln dol. przejmuje Gucci Beauty od Coty już w 2027 r.

Wyniki potwierdzają, że w niepewnym otoczeniu konsumenci nie rezygnują całkowicie z luksusu. Są jednak bardziej skłonni wybierać produkty rozpoznawalne, emocjonalne i posiadające silną historię marki.

Rynek masowy nie przegrywa. Musi jednak dostarczać wartość

Dobre wyniki segmentów premium nie oznaczają, że rynek masowy pozostaje skazany na stagnację. Najlepszym przykładem jest Unilever, który w drugim kwartale osiągnął 5,5-procentowy wzrost wolumenu – najwyższy od ponad dekady. Bazowa sprzedaż segmentu Beauty & Wellbeing wzrosła w pierwszym półroczu o 5,9 proc., a Personal Care o 4,8 proc.

– Osiągnęliśmy mocny, napędzany wolumenem wynik, a drugi kwartał był dla Unilevera najlepszym kwartałem wolumenowym od ponad dekady – powiedział Fernando Fernandez, CEO Unilever.

Wzrost wspierały zarówno marki dostępne cenowo, takie jak Dove, Sunsilk i Vaseline, jak i produkty premiumizowane wprowadzane pod znanymi markami masowymi. To ważne rozróżnienie: rynek nie dzieli się dziś wyłącznie na rosnące premium i słabnący mass market. Rosną te produkty masowe, które oferują innowację, atrakcyjne doświadczenie użycia albo bardzo czytelny stosunek jakości do ceny.

W P&G Beauty również okazało się najsilniejszym segmentem w czwartym kwartale. Organiczna sprzedaż całej grupy pozostała bez zmian, podczas gdy Beauty urosło o 4 proc. Wzrost pochodził przede wszystkim z haircare i personal care. Pielęgnacja skóry pozostała natomiast na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego: dobre wyniki superpremiumowej marki SK-II zostały zrównoważone przez spadek wolumenów w Chinach.

Marże, koszty, promocja marek a walka o konsumenta

W wynikach koncernów widać również zmianę modelu zarządzania kosztami. Największe firmy nie rezygnują z inwestycji w reklamę, innowacje i pozyskiwanie konsumentów. Oszczędności szukają przede wszystkim w administracji, strukturach organizacyjnych, łańcuchach dostaw i nadmiernie rozbudowanym portfolio.

L’Oréal osiągnął rekordową dla pierwszego półrocza marżę operacyjną w wysokości 21,3 proc. Koszty sprzedaży i administracji zmniejszyły się w relacji do przychodów, natomiast wydatki reklamowe i promocyjne wzrosły.

Jak podkreślił Nicolas Hieronimus: koncentracja na kontroli kosztów pozwoliła grupie zwiększyć środki przeznaczone na rozwój marek.

Jeszcze wyraźniej mechanizm ten widać w Estée Lauder Companies. Grupa wróciła do wzrostu: raportowana sprzedaż zwiększyła się w roku fiskalnym o 5 proc., a organiczna o 3 proc. Jednocześnie skorygowana marża operacyjna poprawiła się o 3,2 pkt proc., do 11,2 proc. Firma zwiększyła inwestycje skierowane do konsumentów o 7 proc., finansując je między innymi efektami programu restrukturyzacji.

– Przywróciliśmy wzrost: sprzedaż organiczna zwiększyła się o 3 proc., a poprawa objęła szerokie portfolio marek – powiedział Stéphane de La Faverie, prezes i CEO Estée Lauder Companies.

Program naprawy rentowności Estée Lauder zakłada redukcję od 5,8 tys. do 7 tys. stanowisk netto. Łącznie z eliminacją części nieobsadzonych etatów zmiany mają objąć około 10 tys. stanowisk. Docelowe roczne korzyści brutto z programu mają sięgnąć około 1,2 mld dolarów.

Podobny kierunek obrało Coty. Spółka upraszcza kalendarz innowacji i liczbę SKU w makijażu, przenosząc środki na mniejszą liczbę premier o większym potencjale oraz na sprawdzone hero products. To sygnał istotny również dla handlu: szerokość portfolio przestaje być wartością samą w sobie, jeśli nie przekłada się na rotację.

Nivea: spadek sprzedaży nie oznacza załamania popytu

Wyniki Beiersdorfu pokazują „dwie prędkości” kosmetycznego portfolio. Podczas gdy Derma urosła o 7,8 proc., sprzedaż Nivei spadła organicznie o 6,8 proc. w pierwszym półroczu.

Firma tłumaczyła ten wynik między innymi konfliktami z partnerami handlowymi, redukcją zapasów w handlu, przesunięciami premier oraz późniejszym rozpoczęciem sezonu produktów przeciwsłonecznych w Europie. Czynniki te uderzyły przede wszystkim w sell-in, czyli dostawy do handlu. Sprzedaż do konsumentów końcowych pozostała natomiast na plusie.

Nie oznacza to, że problemy Nivei można sprowadzić wyłącznie do technicznych przesunięć. Beiersdorf przyznał, że podstawowe portfolio marki nadal mierzy się z wyzwaniami, a dotychczasowe działania przyniosły zbyt punktowe efekty, aby poprawić wyniki globalne.

Podejmujemy bardziej zdecydowane działania, aby przywrócić Niveę na ścieżkę wzrostu, wdrażając 18-miesięczny plan naprawczy – zapowiedział Vincent Warnery, CEO Beiersdorf.

Plan ma objąć innowacje we wszystkich kategoriach, zwiększenie dostępności marki i mocniejsze dostosowanie produktów do lokalnych potrzeb. W drugim półroczu Beiersdorf zamierza zwiększyć wydatki mediowe na Niveę o 100 mln euro.

Coty wychodzi z dołka? Na razie widać pierwsze oznaki stabilizacji

W przypadku Coty określenie „wyjście z dołka” byłoby nadal przedwczesne. W czwartym kwartale spółka wróciła do raportowanego wzrostu sprzedaży na poziomie 1 proc., a spadek LFL wyhamował do 1 proc. Był to wynik lepszy od oczekiwań i wyraźnie lepszy niż w poprzednich kwartałach.

W całym roku fiskalnym sprzedaż Coty spadła jednak o 5 proc. w ujęciu porównywalnych placówek wzrosła o 1 proc Segment Prestige zmniejszył się o 4 proc., a Consumer Beauty o 7 proc. Zarząd przyznaje także, że sell-out obu dywizji nadal rośnie wolniej niż rynek.

– Wyniki czwartego kwartału dają pierwsze oznaki stabilizacji, chociaż proces odbudowy nie będzie przebiegał liniowo – ocenił Markus Strobel, executive chairman i tymczasowy CEO Coty.

Coty nazywa rok fiskalny 2027 okresem przejściowym. Spółka upraszcza portfolio, ogranicza koszty stałe i przygotowuje się do wcześniejszego zwrotu licencji Gucci Beauty. Jednocześnie chce zwiększyć wsparcie kluczowych marek i poprawić ich widoczność nie tylko w tradycyjnych kanałach cyfrowych, lecz także w rekomendacjach generowanych przez platformy AI.

To ważny sygnał dla całej branży: walka o konsumenta rozszerza się z półki sklepowej, wyszukiwarki i mediów społecznościowych na odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję.

Polska wśród najmocniejszych rynków L’Oréal

Polska została wprost wyróżniona przez L’Oréal jako jeden z europejskich rynków o szczególnie dobrych wynikach, obok Hiszpanii i Portugalii. W Europie koncern zwiększył sprzedaż porównywalną o 6,1 proc., a wzrost obejmował wszystkie dywizje.

Dla polskiego handlu istotne jest to, że europejską sprzedaż L’Oréal napędzały między innymi pielęgnacja włosów i makijaż w segmencie Consumer Products, zapachy w Luxe oraz dermokosmetyki. Są to kategorie mające dużą reprezentację w polskich drogeriach, perfumeriach i aptekach.

Inny sygnał płynie z Coty, którego sprzedaż w regionie EMEA pozostawała pod presją, w tym na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Pokazuje to, że dobra kondycja polskiego rynku nie gwarantuje automatycznego wzrostu wszystkim dostawcom. Coraz większe znaczenie mają atrakcyjność konkretnych marek, jakość innowacji, polityka cenowa, dostępność produktu i siła wsparcia marketingowego.

Wnioski dla polskich drogerii i dostawców

1. Półka haircare wymaga nowej segmentacji

Tradycyjny podział według ceny i podstawowej funkcji produktu przestaje odpowiadać sposobowi, w jaki rozwija się kategoria. Oferta powinna wyraźniej eksponować takie potrzeby jak odbudowa włosów, pielęgnacja skóry głowy, ochrona koloru, przeciwdziałanie wypadaniu czy efekty inspirowane profesjonalnymi zabiegami.

Mass market, premium i professional coraz częściej tworzą jeden ekosystem konkurujących ze sobą rozwiązań. Dla klienta ważniejszy od formalnego segmentu staje się obiecywany efekt.

2. Dermo i SPF stają się kategoriami całorocznymi

Sukces L’Oréal Dermatological Beauty oraz marek Eucerin i Aquaphor wskazuje, że dermokosmetyki powinny być traktowane jako jedna z podstawowych części oferty pielęgnacyjnej, a nie specjalistyczna nisza.

Podobnie zmienia się rola ochrony przeciwsłonecznej. SPF coraz mocniej łączy się z codzienną pielęgnacją, profilaktyką przebarwień i healthy aging. O sprzedaży decydują jednak nie tylko produkty, lecz również edukacja, rekomendacje ekspertów i czytelna komunikacja skuteczności.

3. Makijaż czeka dalsza selekcja 

Wzrost w kosmetykach kolorowych jest wybiórczy. Dobrze radzą sobie konkretne marki i innowacje, między innymi Maybelline, NYX Professional Makeup oraz M·A·C, ale część biznesu makijażowego Coty i Estée Lauder pozostaje pod presją.

Dla sieci oznacza to konieczność szybszego analizowania rotacji, ograniczania martwych indeksów i kierowania większego wsparcia do bestsellerów. Taką samą drogą idą sami producenci, upraszczając portfolio i koncentrując inwestycje na mniejszej liczbie premier.

4. Prawidłowe czytanie danych

Spadek dostaw do sklepu nie zawsze oznacza kryzys danej marki. Przykład Nivea udowadnia, że spadki w zamówieniach mogą wynikać z polityki magazynowej sieci handlowych, podczas gdy popyt rynkowy (sell-out) pozostaje dodatni

Komentarz Wiadomości Kosmetycznych:

Anita Leowska-Skiba, redaktor prowadząca: Beauty pozostaje odporne, ale coraz bardziej selektywne

Wyniki największych koncernów nie potwierdzają prostego scenariusza, w którym premium rośnie, a rynek masowy traci. Luksusowe zapachy, profesjonalna pielęgnacja włosów i dermokosmetyki rzeczywiście należą do najmocniejszych segmentów, ale równie dobre wyniki osiągają dostępne cenowo marki Dove, Sunsilk czy Vaseline.

Granica przebiega gdzie indziej: między produktami, które dają konsumentowi wyraźny powód do zakupu, a ofertą pozbawioną czytelnej przewagi. W warunkach utrzymującej się presji na domowe budżety konsumenci nie przestają kupować kosmetyków. Dokładniej wybierają jednak marki, produkty i okazje zakupowe.

Najwięksi producenci odpowiadają na tę zmianę w podobny sposób: ograniczają koszty zaplecza, upraszczają portfolio, inwestują w innowacje i przesuwają większe środki na k

omunikację z konsumentem. W 2026 roku wzrost w beauty pozostaje osiągalny – ale nie jest już rozdzielany równo.

 

* Materiał opracowano na podstawie wyników L’Oréal, Unilever, Henkel i Beiersdorf za pierwsze półrocze 2026 roku oraz wyników P&G, Estée Lauder Companies i Coty za rok fiskalny zakończony 30 czerwca 2026 roku. Dane poszczególnych koncernów obejmują różne okresy sprawozdawcze i nie powinny być porównywane bezpośrednio jako identyczne okresy kalendarzowe. Cytaty zostały przetłumaczone z języka angielskiego przez redakcję.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 12:50
Inglot dołącza do Too Good To Go. Kosmetyki trafiły do Paczek Niespodzianek
Inglot w Too Good To Go. Kosmetyki w Paczkach NiespodziankachInglot

Too Good To Go rozszerza swoją ofertę o kosmetyki. Do aplikacji trafiły Paczki Niespodzianki przygotowane przez polską markę Inglot. W zestawach znajdują się m.in. końcówki kolekcji, ostatnie sztuki edycji limitowanych oraz produkty z uszkodzonymi opakowaniami. Ceny pakietów zaczynają się od 59,90 złotych.

W tym artykule przeczytasz:

  • Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach
  • Co znajdzie się w paczkach Inglota?
  • Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go
  • Inglot stawia na własną produkcję

Too Good To Go kojarzy się przede wszystkim z ratowaniem niesprzedanej żywności. Model aplikacji, w którym użytkownicy mogą kupować w niższej cenie produkty, które w przeciwnym razie mogłyby się zmarnować, coraz częściej wychodzi jednak poza gastronomię. Teraz do grona partnerów platformy dołączył Inglot.

W ramach współpracy marka udostępniła w aplikacji Paczki Niespodzianki z kosmetykami do makijażu. Ich zawartość nie jest znana przed zakupem, a poszczególne zestawy mogą różnić się od siebie.

Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach

Użytkownicy Too Good To Go mogą znaleźć obecnie dwa rodzaje zestawów przygotowanych przez Inglot. Pierwszy to zestaw do makijażu twarzy, którego cena wynosi 59,90 złotych, przy gwarantowanej wartości produktów na poziomie co najmniej 120 złotych.

Drugi wariant obejmuje kosmetyki do makijażu ust. Kosztuje 69,90 złotych, podczas gdy wartość znajdujących się w nim produktów ma wynosić minimum 140 złotych.

Formuła jest charakterystyczna dla Paczek Niespodzianek Too Good To Go. Klient nie wybiera konkretnych produktów, ale kupuje zestaw o określonej wartości. To jednocześnie element zakupowej niespodzianki i sposób na zagospodarowanie produktów, które niekoniecznie znalazłyby już miejsce w regularnej sprzedaży.

image

Inglot zerwał umowę z dystrybutorem w Hiszpanii, dostawy wstrzymane. Spór o długi i umowę

Co znajdzie się w paczkach Inglota?

Jak wynika z informacji udostępnionych przez markę, w paczkach mogą znaleźć się końcówki kolekcji, ostatnie sztuki produktów z edycji limitowanych oraz kosmetyki, których opakowania mają drobne niedoskonałości.

Nie oznacza to jednak obniżonej jakości samego produktu. Jak podkreśla Inglot, ewentualne mankamenty dotyczą opakowań i nie wpływają na kosmetyk znajdujący się w środku.

To właśnie ten model może być interesujący z punktu widzenia branży kosmetycznej. Produkty wycofywane z regularnej oferty, pojedyncze sztuki czy końcówki serii nie muszą być automatycznie traktowane jako odpad. Mogą znaleźć odbiorców, jeśli zostaną zaoferowane w odpowiednim kanale i cenie.

Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go

Wejście Inglot do Too Good To Go pokazuje szerszy kierunek rozwoju modelu, który początkowo był kojarzony niemal wyłącznie z gastronomią. W przypadku kosmetyków mechanizm może działać nieco inaczej niż przy żywności, ale wspólnym mianownikiem pozostaje zagospodarowanie pełnowartościowych produktów, które z różnych powodów nie są już przeznaczone do standardowej sprzedaży.

W branży beauty dotyczy to m.in. produktów sezonowych, limitowanych kolekcji czy pojedynczych sztuk pozostających na magazynie. W przypadku kosmetyków kolorowych problem może być szczególnie widoczny ze względu na częste zmiany kolekcji i dużą liczbę wariantów kolorystycznych.

Dla konsumenta dodatkową zachętą jest cena. W przypadku zestawu do ust za 69,90 złotych deklarowana wartość produktów wynosi minimum 140 złotych. To oznacza, że użytkownik otrzymuje kosmetyki za około połowę ich wartości rynkowej, choć nie ma wpływu na dokładny skład paczki.

image

UOKiK zgodził się na przejęcie Inglot przez Avallon MBO. Fundusz obejmie 51 proc. udziałów

Inglot stawia na własną produkcję

W komunikacji dotyczącej współpracy Inglot zwraca uwagę również na skalę własnej produkcji. Ponad 70 proc. asortymentu marki ma wegańskie formuły, a 95 proc. kosmetyków powstaje w laboratoriach firmy w Przemyślu.

Paczki przygotowane w ramach współpracy z Too Good To Go są dostępne do wyczerpania zapasów. Nie jest to więc stała oferta sprzedażowa, ale dodatkowy kanał dystrybucji produktów, które nie trafiają już do regularnej ekspozycji lub sprzedaży.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
22. sierpień 2026 06:23