StoryEditor
Producenci
24.11.2010 00:00

Nad Tagiem kryzysu nie będzie

Pomylił się ten kto myślał, że osłabieni finansowym kryzysem Portugalczycy zrezygnują z pielęgnacji ciała ekskluzywnymi produktami. Zamiast depresyjnego zaniedbania i posypywania głowy popiołem za zbytnią rozrzutność w minionych latach, na zachodnim krańcu Europy nie słabnie popyt na markowe kosmetyki. Rośnie sprzedaż francuskich, szwedzkich oraz brazylijskich produktów. Rynek badają też przedsiębiorcy z Polski.

Głosowanie parlamentarne w Lizbonie jeszcze w listopadzie ma rozstrzygnąć o przyszłości portugalskich finansów. Szykują się mocne cięcia, ze wzrostem podatków włącznie – drugim już w tym roku – oraz podwyżką cen towarów, w tym kosmetyków. Jednak bez względu na to, czy ten ogarnięty niemocą finansową kraj jeszcze bardziej zaciśnie pasa, jest prawie pewne, że Portugalczycy nie zrezygnują ze swoich tradycyjnych przyzwyczajeń: wizyt na meczach piłkarskich, dobrego wina oraz markowych kosmetyków. Te kupują zazwyczaj we Francji i Hiszpanii.
Na zakupy do sąsiada
Kiedy dwa lata temu czarne chmury zawisły nad portugalską gospodarką, a minister finansów zapowiedział podniesienie stawki VAT, po hiszpańskiej stronie wytwórcy kosmetyków zacierali ręce. Teraz, po ogłoszeniu kolejnej podwyżki podatków, właściciele perfumerii i drogerii po hiszpańskiej stronie mogą liczyć na szturm portugalskich klientów. W przygranicznych miastach, takich jak Salamanka, Badajoz, Vigo czy La Coruna sprzedawcy kosmetyków spodziewają się w 2011 r. drastycznego wzrostu sprzedaży.

Hiszpania spodziewa się zalewu portugalskich klientów.  Podatek na kosmetyki będzie tu od stycznia niższy o 5 proc., niż w Portugalii
Jak przewiduje dziennik „La Voz de Galicia”, od stycznia wizyty portugalskich klientów w położonych po drugiej stronie granicy drogeriach staną się nagminne. – Wzrost VAT z 21 do 23 proc. sprawi, że Portugalia będzie znacznie droższym krajem w przypadku wielu produktów, w tym kosmetyków. W Hiszpanii podatek będzie mniejszy aż o 5 proc. To wystarczająco, aby spodziewać się zalewu portugalskich klientów – wyjaśnia Carlos Punzon, redaktor hiszpańskiej gazety.
Do regularnych wizyt po drugiej stronie granicy zachęcać też może atrakcyjna cena paliwa. Różnica między Portugalią a Hiszpanią jest ogromna. Na jednorazowym tankowaniu klient może zaoszczędzić aż 12 euro, zaś na zakupach 20 euro! Ekonomiści szacują, że tylko podczas weekendów północne przejścia graniczne między oboma krajami będzie od stycznia przekraczać regularnie aż 7000 pojazdów. Zalewu portugalskich klientów spodziewają się także na zachodniej granicy Hiszpanii. – Liczymy w związku z tym na większą sprzedaż naszych kosmetyków – mówi w rozmowie z „Wiadomościami Kosmetycznymi” Sonia Gomez ze sklepu Sephora w hiszpańskim Badajoz.
– Jeszcze przed końcem tego roku odwiedzają nas masowo Portugalczycy. Poszukują oni jednak nie tylko tańszych produktów, ale także selektywnych marek. Ich sprzedaż w ostatnich miesiącach wyraźnie wzrosła – dodaje przedstawicielka firmy Sephora.  
Francuscy producenci śpią spokojnie
Zaopatrywanie się w produkty do pielęgnacji ciała oraz perfumy w Hiszpanii stanie się zapewne zwyczajem mieszkańców przygranicznych, mniej zamożnych regionów Portugalii. Nie oznacza to jednak, że inni rodacy Cristiano Ronaldo ograniczą swoje wydatki na kosmetyki. Specjaliści przekonują, że w dużych miastach, takich jak Lizbona, Coimbra czy Porto nie należy się spodziewać odwrotu od markowych produktów. Ze statystyk Agencji Rozwoju i Handlu Zagranicznego Portugalii (AICEP) wynika, że w najtrudniejszym dla tamtejszej gospodarki okresie sprzedaż francuskich kosmetyków wyraźnie wzrosła. W 2009 r. towary tego typu znad Sekwany stanowiły niemal 4 proc. w całym portugalskim imporcie z Francji. W ubiegłym roku zakupiono tam aż 4,6 tys. ton produktów do pielęgnacji ciała i makijażu, za łączną kwotę 85,9 mln euro. Oznacza to, że w ogarniętej recesją Portugalii wartościowy udział tych produktów w całym imporcie z Francji zwiększył się o 0,5 proc. w stosunku do roku 2008. Nieznacznie mniejszy wzrost zanotowano również w przypadku perfum oraz wód kolońskich. W porównaniu z poprzednim rokiem ich wartość zwiększyła się o prawie 200 tys. euro, osiągając poziom 42,9 mln euro. W 2009 r. sprowadzono do Portugalii o 167 ton więcej produktów z tego segmentu niż rok wcześniej. Łączny wolumen importu francuskich perfum i wód kolońskich wyniósł ponad 1,2 tys. ton.
W ogarniętej recesją Portugalii wartościowy udział markowych kosmetyków w całym imporcie z Francji zwiększył się o 0,5 proc. w stosunku do 2008 r.
Dobre rezultaty wśród kupowanych we Francji kosmetyków zanotowano też w segmencie papierowych środków higieny. Tam również Portugalczycy płacili więcej niż w 2008 r. – o 687 tys. euro – mimo, że wolumen dostaw uległ zmniejszeniu. Ekspertów nie zaskakują te dane. – Mieszkańcy naszego kraju bardzo cenią sobie dobre marki – wyjaśnia nam Henriqueta Sena, ekonomistka lizbońskiego ISS. – Nawet podczas kryzysu, który w ostatnim czasie boleśnie dotknął tutejszą ekonomię, nie rezygnują oni z sięgnięcia po produkty z wyższej półki. Nie przypuszczam, aby podwyższenie VAT na wiele produktów, w tym na kosmetyki, zniechęciło Portugalczyków do swoich ulubionych perfum i produktów do pielęgnacji ciała. Możliwe jest jednak obniżenie popytu na droższe artykuły, kosztem tańszej oferty – dodaje portugalska ekonomistka.
Portugalski rynek jak magnes
Panującego nad Tagiem od ponad dwóch lat kryzysu ekonomicznego nie obawiają się zagraniczni producenci kosmetyków. Póki co, nie brak wytwórców, którzy podążając śladem francuskich firm zarabiają coraz więcej na portugalskim rynku. Magnus Bränntröm, dyrektor wykonawczy Oriflame potwierdza, że nie dość, że w Portugalii jego firma nie odnotowała spadku sprzedaży, to rynek ten jest dla szwedzkiej spółki jednym z najlepszych na świecie. W 2009 r.
Kobiety, które w dużym stopniu decydują o rodzinnych wydatkach, nie zrezygnują  z zakupów kosmetyków
Oriflame zanotowała w Portugalii sprzedaż brutto na poziomie 31,5 mln euro.  Także dystrybutorzy polskich produktów do pielęgnacji ciała upatrują swojej szansy na portugalskim rynku. – Po dużym sukcesie artykułów Ziaja w salonach kosmetycznych i SPA, przyszedł czas na drogerie i perfumerie. Tradycyjne kanały dystrybucji są jednak zwykle trudniejsze do zdobycia ze względu na duże przywiązanie tutejszych klientów do marek kosmetycznych. Kryzys zrobił jednak swoje i klientki coraz częściej sięgają po tańsze, choć dobre jakościowo produkty – wyjaśnia Isabel Rodrigues, dyrektor dystrybującej produkty Ziaja firmy IFrepresentacoes.
Eksperci zauważają, że z uwagi na duże rozwarstwienie finansów w portugalskich gospodarstwach domowych segment drogich kosmetyków w Portugalii nie powinien ulec ograniczeniu. – Nie spodziewam się, aby tutejsza klasa średnia miała dokonać drastycznych cięć w swoich budżetach na zakup kosmetyków – przewiduje Henriqueta Sena. – Kryzys, wbrew pozorom, może okazać się skutecznym impulsem do wzrostu sprzedaży w tym segmencie rynku. Kobiety, które w dużym stopniu decydują tu o rodzinnych wydatkach, nie zrezygnują z drobnych uciech dnia codziennego. Wśród nich są właśnie kosmetyki, mali „pocieszyciele” w tych niewesołych czasach kryzysu – twierdzi lizbońska ekonomistka.
Nowy gracz z potencjałem
Zagraniczni producenci kosmetyków coraz intensywniej penetrują portugalski rynek. Zazwyczaj pierwsze rozpoznanie prowadzone jest podczas Expocosmetica, największych targów tej branży w Porto.
Pierwsze rozpoznanie portugalskiego rynku wchodzące tu firmy robią podczas targów Expocosmetica
Na tę organizowaną od ponad 40 lat wystawę przyjeżdżają coraz częściej także producenci z Polski. W ubiegłym roku stanowili oni, po Hiszpanach, Francuzach, Włochach oraz Niemcach, najliczniejszą europejską nację wśród uczestników imprezy. Jej organizatorzy spodziewają się kontynuacji zainteresowania wystawą. – Przypuszczam, że podczas odbywającej się między 16 a 18 kwietnia 2011 r. najbliższej edycji targów nie zabraknie przedstawicieli polskiej branży kosmetycznej – powiedział nam Helder Lima, kierownik ds. marketingu firmy Exponor, organizatora wystawy Expocosmetica. – W ostatnich latach uczestniczyło w nich wiele małych firm z Polski, m.in. producentów artykułów do pielęgnacji paznokci.
Poza negocjowaniem warunków współpracy z tutejszym biznesem, mieli oni też możliwość spotkania z przedsiębiorcami z innych, szybko rozwijających się rynków, takich jak Angola czy Brazylia – dodał Helder Lima.
Brazylijczycy również stanowią liczną grupę narodowościową odwiedzającą targi Expocosmetica i coraz aktywniej poczynają sobie na portugalskim rynku. Pomaga im w tym nie tylko wspólny język, ale i własny rząd, który do 2012 r. planuje wesprzeć eksport kosmetyków kwotą ok. 2 mln euro. W pierwszej kolejności ekspansja, prowadzona w ramach programu Beautycare Brazil, będzie skierowana do Portugalii. Jego twórcy – Brazylijskie Stowarzyszenie Higieny Osobistej, Perfumerii i Kosmetyków (ABIHPEC) oraz Brazylijska Agencja Promocji Eksportu i Inwestycji (Apex) przewidują, że kilka marek może doskonale przyjąć się nad Tagiem. Jak ocenia Silvana Gomes z ABIHPEC, rządowe wsparcie pomoże umocnić się w Portugalii, której rynek należy do pierwszej dziesiątki państw-importerów brazylijskich kosmetyków na świecie i dzierży pozycję europejskiego lidera. Portugalia posiada już 11 proc. udziału w eksporcie brazylijskich produktów do pielęgnacji ciała, szacowanego łącznie na około 71 mln euro. – Mimo kilkunastoprocentowego spadku sprzedaży zagranicznej w 2009 r., w tym roku zaobserwowaliśmy 20-procentowy wzrost sprzedaży naszych kosmetyków do Portugalii. Kupują je nie tylko mieszkańcy tego kraju, ale także nasza liczna wspólnota narodowa, która tam mieszka – powiedziała dziennikowi „Diario Economico” Silvana Gomes. – Do najpopularniejszych tam marek należą: Boticario, Risque, Origem i Tricofort. Mamy nadzieję, że 44 brandy wspierane w ramach programu Beautycare Brazil odniosą również sukces w Portugalii. Stamtąd będzie nam łatwiej promować nasze marki w pozostałych krajach Europy – dodała Silvana Gomes.
Rynek wart 730 mln euro
Portugalski rynek kosmetyków szacowany jest przez Nielsen oraz DBK na ponad 730 mln euro i mimo kryzysu jest dosyć stabilny. Jego charakterystyczną cechą jest wysoki udział eksportu, szacowanego na ok. 90 proc., w którym przodują marki z Francji oraz Hiszpanii. Oba te kraje posiadają łącznie niemal 50 proc. udziałów w imporcie kosmetyków do Portugalii.
Mimo dominacji zagranicznych marek, rodzimi producenci wytwarzają produkty do pielęgnacji ciała i perfumy za ok. 120 mln euro. Coraz częściej poszukują też swojej szansy w eksporcie, którego wartość szacowana jest aktualnie na ok. 90 mln euro. Do czołowych portugalskich graczy w tej branży należą m.in.: Unilever Jeronimo Martins, LVMH Perfumes e Cosmetica, Socosmet oraz Grupo Polimaia.
Choć czołowym segmentem portugalskiego rynku kosmetycznego są produkty do włosów, posiadające 34 proc. udziałów wartościowych, to istotne miejsce zajmują produkty do twarzy i pielęgnacji ciała. Wartość portugalskiego rynku kremów codziennego użytku, w tym do twarzy, wynosi ok. 11 mln euro, a kremów przeciwzmarszczkowych – 10 mln euro. Z kolei grupa kremów i mleczka do mycia twarzy szacowana jest na prawie 2,5 mln euro.
Portugalki, w przeciwieństwie do Hiszpanek, rzadziej korzystają z produktów do makijażu. Segment ten stanowi 6 proc. udziału w całości rynku kosmetycznego i szacowany jest na kwotę 18 mln euro. Z kolei wartość rynku lakierów do paznokci oceniana jest na ok. 3,5 mln euro, a szminek na niemal 3 mln euro.  Chociaż portugalskie klientki przywiązane są do tradycyjnych drogerii i perfumerii, to z roku na rok rośnie znaczenie wielkopowierzchniowych obiektów handlowych w sprzedaży kosmetyków. Badanie firmy DBK potwierdza, że selektywne nowości kosmetyczne stosunkowo szybko trafiają do miejscowych super- i hipermarketów, przekształcając się w artykuły masowej sprzedaży. Szacuje się, że działające Sieci handlowe w Portugalii mają już ponad 40-procentowy udział w dystrybucji kosmetyków
w Portugalii sieci handlowe mają już ponad 40-procentowy udział w dystrybucji kosmetyków. Innym ważnym kanałem ich sprzedaży są apteki oraz tzw. punkty paraapteczne, w których szczególną popularnością cieszą się selektywne kosmetyki biologiczne. Rozprzestrzeniająca się moda na zdrowy styl życia przeciwdziała spadkom w tej kategorii. Tylko w 2009 r. sprzedaż produktów w tym segmencie wzrosła o 16 proc.
Na podbój świata
Popularność zagranicznych marek sprawia, że portugalscy producenci kosmetyków coraz częściej szukają swojej szansy poza ojczyzną. Wielu obecnych jest już nie tylko w Europie, ale także na rynkach Ameryki Południowej i Północnej. Ten ostatni kierunek wydaje się nieco zagrożony planowanym przez amerykański Kongres projektem ochrony wewnętrznego rynku. Propozycja ustawodawcza jest niekorzystna dla wszystkich zagranicznych producentów spoza Stanów Zjednoczonych, gdyż zobowiązuje ich do zakontraktowania miejscowego przedstawiciela handlowego. Dostosowanie się do tego wymogu może kosztować nawet do 500 mln dolarów. Przyjęcie nowych przepisów z pewnością ograniczy eksport portugalskich kosmetyków do USA, a projektujących ekspansję na ten rynek zmusi do korekty biznesplanów. Pod znakiem zapytania postawi przygotowywane przez firmę Myeko wejście z ofertą luksusowych produktów biologicznych do pielęgnacji twarzy i ciała. Bardziej prawdopodobnym kierunkiem eksportu wydaje się Angola, gdzie portugalska firma rozpoczęła już poszukiwania dystrybutora.
Afryka jest coraz atrakcyjniejszym rynkiem dla portugalskich producentów kosmetyków. Systematycznie zdobywają oni rynek nie tylko w portugalskojęzycznych byłych koloniach, takich jak Angola, Mozambik, czy Wyspy Zielonego Przylądka. Eksporterzy znad Tagu wysyłają masowo swoje produkty także do innych państw Czarnego Lądu, takich jak Kamerun, Kenia, Tanzania czy Zambia. Poza paliwem, żywnością i artykułami chemicznymi, właśnie kosmetyki są czołowym towarem dostarczanym przez portugalskie firmy do Afryki.
Innym popularnym kierunkiem ekspansji portugalskich kosmetyków staje się Europa Środkowo-Wschodnia. Od niedawna ich wytwórcy poszukują swojej szansy w Rosji i na Ukrainie, a coraz częściej również w Polsce. Rynki te zdobywane są jednak stopniowo i przez stosunkowo wąską grupę producentów. Jednym z pierwszych portugalskich graczy, który zainwestował w naszym kraju był ColepCCL, wytwarzający na zamówienie innych firm kosmetyki oraz produkty do higieny osobistej. Spółka ta posiada już w Polsce dwa oddziały: w Kleszczowie oraz Piotrkowie Trybunalskim.
Europa Środkowo-Wschodnia staje się popularnym kierunkiem ekspansji  portugalskich kosmetyków
Innym portugalskim graczem, który zainwestował w Polsce, jest Parfois, oferujący szeroką gamę modnych dodatków oraz akcesoriów kosmetycznych, m.in. spinek do włosów, grzebieni i kosmetyczek. Do końca 2012 r. firma chce mieć nad Wisłą aż 40 sklepów. Na tym nie koniec; ekspansja będzie prowadzona dalej na Wschodzie – przewidziane są już otwarcia sklepów w Rosji, a w przyszłości być może i na Ukrainie. W obu tych krajach jest już Myeko, a studia nad ewentualnym wejściem na te rynki prowadzi Jeronimo Martins, wytwarzający w Portugalii kosmetyki. Czas pokaże, czy na wschodzie Europy właściciel Biedronki postanowi wyjść poza handel detaliczny i rozpocząć wyrób produktów do pielęgnacji ciała.

 

 


Portugalski rynek kosmetyków szacowany jest na ok. 730 mln euro


W mniejszych miastach Portugalii nadal kluczowym kanałem dystrybucji kosmetyków są drogerie i perfumerie


Tekst i zdjęcia: Marcin Zatyka

Wiadomości Kosmetyczne, Listopad 2010 Nr 11 (47)

 


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
17.07.2026 06:00
Inglot zerwał umowę z dystrybutorem w Hiszpanii, dostawy wstrzymane. Spór o długi i umowę
Punkty sprzedaży oraz klienci Inglot w Hiszpanii, Portugalii i Andorze pozostali bez dostępu do produktów markimateriały prasowe

Polski koncern kosmetyczny Inglot wstrzymał dostawy na rynek Hiszpanii. Ten nagły ruch przerwał piętnastoletnią współpracę z lokalnym dystrybutorem - Hipercosmo S.L. Firma ta jednak kwestionuje legalność wypowiedzenia umowy i złożyła skargę do hiszpańskiego organu ds. konkurencji. Wszystko to dzieje się w obliczu planowanego przejęcia polskiej grupy przez fundusz private equity Avallon.

Sprawę zaczął właśnie nagłaśniać iberyjski dystrybutor, posiłkując się opiniami prawników. Okazuje się, że stanowiska stron są krańcowo odmienne. W marcu 2026 r. Inglot wystosował pismo mające na celu wypowiedzenie Hipercosmo Głównej Umowy Franczyzowej, cztery lata przed jej wygaśnięciem. Stanowisko dystrybutora jest takie, że wypowiedzenie nie spełnia wymogów umownych i jest prawnie nieskuteczne, a zatem umowa pozostaje w mocy. Mimo to dostawy głównie na rynek hiszpański zostały wstrzymane.

image

Inglot stawia na cyfryzację: nowa platforma e-commerce działa już w 28 krajach

A wstrzymanie dostaw oznacza, że punkty sprzedaży oraz klienci sklepów Inglot w Hiszpanii, Portugalii i Andorze pozostali bez dostępu do produktów marki.

- To prawda, że produktów już nie otrzymuje wskazany podmiot, jednak zamówienia wciąż są możliwe klienci mogą zamawiać oryginalne produkty za pośrednictwem oficjalnej strony marki www.inglotcosmetics.com. Równolegle prowadzimy intensywne działania mające na celu dalszy rozwój naszej obecności oraz odbudowę sieci dystrybucji na tym rynku - potwierdza biuro prasowe INGLOT.

Długi czy wadliwe wypowiedzenie?

W oczach dystrybutora Hipercosmo jednostronne odcięcie dostaw jest działaniem bezprawnym. 

Poprosiliśmy biuro prasowe Grupy Inglot o odniesienie się do sytuacji. 

- Przez ponad 15 lat INGLOT współpracował z partnerem Hipercosmo S.L. przy rozwoju marki na rynkach Hiszpanii, Portugalii i Andory. Wspólnie budowaliśmy obecność marki, rozwijaliśmy sieć sprzedaży oraz wzmacnialiśmy jej rozpoznawalność. Tym bardziej ubolewamy, że zamiast skoncentrować się na rozwiązaniu własnych, wielomiesięcznych problemów finansowych, były partner zdecydował się prowadzić publiczną komunikację przedstawiającą okoliczności zakończenia współpracy w sposób jednostronny i wprowadzający w błąd opinię publiczną - czytamy w przesłanym “Wiadomościom Kosmetycznym” fragmencie oświadczenia, które zostanie niedługo opublikowane.

Polska firma pisze:  “Pragniemy jednoznacznie podkreślić, że decyzja o zakończeniu współpracy nie była wynikiem zmiany strategii biznesowej INGLOT ani próbą wyeliminowania lokalnego partnera. Jej jedyną przyczyną było długotrwałe niewywiązywanie się przez firmę Hipercosmo z zobowiązań finansowych wobec INGLOT”.

Przedstawiciele firmy dodają, że przez wiele miesięcy próbowali rozwiązać problem polubownie, podejmując liczne działania mające na celu utrzymanie współpracy.

- Wielokrotnie proponowaliśmy nowe harmonogramy spłat, wydłużaliśmy terminy płatności oraz podejmowaliśmy próby wypracowania rozwiązania umożliwiającego kontynuowanie relacji biznesowej. Pomimo tych działań, w pewnym momencie kontakt z nami przez drugą stronę został całkowicie zerwany, a należności nie zostały uregulowane do dzisiaj - informuje zarząd.

Zupełnie inaczej sytuację przedstawia Hipercosmo.

- Nasz klient poświęcił piętnaście lat na budowanie tych rynków i będzie bronił swoich praw – deklaruje dr Michał Jabłoński, partner zarządzający w kancelarii Jabłoński Koźmiński, reprezentującej dystrybutora.

Hiszpanki nie kupią szminki Inglot. Rynek kosmetyczny nie lubi próżni

Spór ma realne skutki dla obecności marki Inglot na półkach sklepowych. Przez ostatnie półtorej dekady Hipercosmo od podstaw budowało pozycję Inglota w regionie, nawiązując relacje z największymi sieciami perfumerii i handlu detalicznego oraz realizując szeroko zakrojone kampanie marketingowe, m.in. z Cristiną Pedroche, jedną z najbardziej znanych hiszpańskich prezenterek telewizyjnych. W najlepszym roku sprzedaż w tych krajach przekraczała 10 mln euro.

Obecnie punkty sprzedaży i ich klienci pozostali bez dostępu do produktów. Dystrybutor ostrzega więc, że w sektorze kosmetycznym, gdzie konkurencja o miejsce na półce jest niezwykle silna, marka nieobecna na rynku detalicznym traci nie tylko bieżącą sprzedaż, ale także rozpoznawalność i wypracowane przez lata relacje. Zdaniem Hipercosmo, odzyskanie rynku po takiej przerwie będzie znacznie trudniejsze i kosztowniejsze niż utrzymanie dotychczasowej pozycji.

Aspekty prawne i skarga na Inglot do CNMC

Konflikt przeniósł się na pole prawne. W czerwcu 2026 r. dystrybutor złożył skargę do CNMC, hiszpańskiego organu ds. konkurencji, zarzucając Inglotowi stosowanie praktyk utrzymywania cen odsprzedaży, co stanowi ograniczenie konkurencji w w rozumieniu art. 101 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej.  - Organ ma teraz tę sprawę przed sobą – potwierdza Rodrigo Valls z JDV Iuris & Consultants, reprezentujący dystrybutora przed hiszpańskim urzędem.

Transakcja Inglot z Avallon w cieniu sporu

Cała sytuacja toczy się w delikatnym momencie dla polskiego koncernu. 19 czerwca 2026 r. Inglot podpisał umowę z funduszem Avallon, który  objąć pakiet większościowy i przejąć kontrolę nad grupą. Rodzina założycieli pozostanie akcjonariuszem i będzie nadal uczestniczyć w zarządzaniu spółką. 

image

Avallon przejmuje Inglot. Znamy nowe szczegóły tej transakcji

W wywiadzie opublikowanym w kwietniu 2025 r. (xyz.pl) prezes Grzegorz Inglot opisał Europę jako strategiczny priorytet dla grupy i stwierdził, że wzrost będzie organiczny, koncentrując się na „współpracy z dużymi dystrybutorami na rynkach lokalnych”. Wymienił kraje europejskie: Niemcy, Francję, Wielką Brytanię i Włochy. Hiszpanii wśród nich nie było.

Kiedy w czerwcu 2026 r. ogłoszono transakcję z Avallon, partnerka funduszu odpowiedzialna za tę transakcję, Agnieszka Pakulska, oświadczyła, że dla partnerów biznesowych inwestycja oznacza „kontynuację współpracy w ramach dotychczasowego modelu operacyjnego” (oficjalny komunikat, cytowany przez PAP Biznes). Grzegorz Inglot dodał, że operacyjnie grupa nie planuje rewolucji.

Choć transakcja czeka jeszcze na zatwierdzenia regulacyjne, to dla rynku i partnerów biznesowych wizerunek marki ma kluczowe znaczenie, a otwarty spór z partnerem, który zbudował markę w regionie, może być sygnałem niepokojącym.

Brak zapłaty, dostawy wstrzymane. Inglot uspokaja partnerów

- Pragniemy podkreślić, że obecna sytuacja ma charakter jednostkowy. Współpracujemy z partnerami na wielu rynkach świata, a nasze relacje biznesowe opierają się na wzajemnym zaufaniu, transparentności oraz terminowym wywiązywaniu się z przyjętych zobowiązań. Nasi partnerzy mogą mieć pewność, że INGLOT konsekwentnie realizuje swoje zobowiązania i oczekuje stosowania tych samych standardów od wszystkich swoich kontrahentów. Naszym priorytetem pozostaje zapewnienie klientom nieprzerwanego dostępu do produktów INGLOT oraz możliwie szybkie odbudowanie pełnej dostępności marki na rynku hiszpańskim  - deklaruje polska firma.

image

Indie kuszą branżę beauty. Polskie marki mają tam większy potencjał, niż mogłoby się wydawać

Obie strony pozostają jednak w impasie, a rozwiązanie sporu może mieć długofalowe skutki dla przyszłości marki na rynkach iberyjskich. Marka nieobecna dłużej w sklepach traci nie tylko bieżącą sprzedaż, ale także widoczność, relacje handlowe i pozycję komercyjną, a konkurencyjne produkty zajmują jej miejsce.

- Istotą tej sprawy nie jest interpretacja postanowień umownych, lecz brak zapłaty za dostarczone produkty, który doprowadził do zakończenia współpracy - tłumaczy INGLOT. 

Hipercosmo deklaruje, że pozostaje do dyspozycji swoich partnerów handlowych. 

Ale do czasu złożenia tych oświadczeń dostawy do Hiszpanii, a także do Portugalii i Andory oraz na inne rynki, obsługiwane przez tego dystybutora od piętnastu lat, zostały już wstrzymane. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
14.07.2026 14:02
Estée Lauder nie sprzeda Too Faced, Smashbox i Dr.Jart+. Koncern zmienia strategię
Estée Lauder nie sprzeda Too Faced, Smashbox i Dr.Jart+Shutterstock

Po miesiącach spekulacji Estée Lauder Companies rezygnuje ze sprzedaży trzech znanych marek ze swojego portfolio. Jak ujawnia Business of Fashion, koncern zdecydował, że Too Faced, Smashbox i Dr.Jart+ pozostaną w jego strukturach. Zamiast sprzedaży firma stawia na reorganizację, mniejsze zespoły i bardziej elastyczny model zarządzania, inspirowany niezależnymi markami beauty.

W tym artykule przeczytasz:

  • Zamiast sprzedaży – reorganizacja
  • Too Faced przenosi się do Nowego Jorku
  • Origins trafia pod skrzydła Deciem
  • Sprzedaż okazała się trudniejsza niż zakładano
  • Kolejna zmiana planów Estée Lauder

  • K-Beauty może odmienić przyszłość Dr.Jart+

  • Koniec ery wielkich przejęć?

Jeszcze na początku roku wydawało się, że Estée Lauder Companies chce pozbyć się części swojego portfolio. Business of Fashion informował wówczas, że spółka prowadzi rozmowy z bankami inwestycyjnymi Evercore i J.P. Morgan, szukając kupca dla pakietu obejmującego Too Faced, Smashbox i Dr.Jart+.

Teraz strategia uległa zmianie.

Zamiast sprzedaży – reorganizacja

Jak wynika z wewnętrznego dokumentu, do którego dotarł Business of Fashion, prezes Estée Lauder Companies Stéphane de La Faverie poinformował pracowników, że każda z marek będzie rozwijana według własnego modelu biznesowego.

– Nasze marki mają różne mocne strony, pozycjonowanie i możliwości wzrostu. Potrzebują dopasowanych modeli działania, które pozwolą im szybciej wprowadzać innowacje, wzmacniać relacje z konsumentami i budować długoterminowy wzrost – napisał de La Faverie.

Celem jest większa szybkość działania oraz bardziej przedsiębiorcze podejście, charakterystyczne dla niezależnych marek kosmetycznych.

image

Estée Lauder ma chętnych na swoje marki. Co dalej z Too Faced i Dr. Jart+?

Too Faced przenosi się do Nowego Jorku

Największe zmiany obejmą markę Too Faced.

Jej siedziba zostanie przeniesiona z Los Angeles do Nowego Jorku, gdzie dołączy do tzw. klastra marek makijażowych Estée Lauder Companies, obejmującego już MAC i Bobbi Brown. Jednocześnie zespół marki zostanie znacząco ograniczony.

Zmiany czekają również Smashbox, który pozostanie w Los Angeles, ale także będzie funkcjonował w mniejszej strukturze organizacyjnej.

Z kolei Dr.Jart+ pozostanie w Korei Południowej. Marka nadal będzie rozwijana pod kierownictwem Ye Jin Kim, odpowiadającej za globalny rozwój i kreację.

Origins trafia pod skrzydła Deciem

Reorganizacja obejmuje również markę Origins.

Business of Fashion podaje, że brand zostanie przeniesiony do struktur Deciem – spółki należącej do Estée Lauder Companies, która odpowiada m.in. za rozwój The Ordinary. Według serwisu decyzja ma pozwolić Origins skorzystać z doświadczeń Deciem w zakresie strategii digital-first oraz szybszego rozwoju produktów.

Sprzedaż okazała się trudniejsza niż zakładano

Jeszcze w styczniu Business of Fashion informował, że wartość całego pakietu marek wyceniano na kwotę zaledwie z dolnego przedziału setek milionów dolarów.

To znacząco mniej niż zapłacono za samo Too Faced. Estée Lauder przejęło markę w 2016 roku za 1,45 mld dolarów, co było jedną z największych transakcji w historii firmy.

Potencjalni inwestorzy, głównie fundusze private equity, nie byli jednak zainteresowani zakupem wszystkich trzech marek jednocześnie. Według BoF właśnie brak chętnych na pakiet miał przesądzić o zmianie decyzji.

image

Ronald Lauder zamieszany w plany Trumpa dt. Grenlandii? Konsumenci sugerują bojkot Estée Lauder

Kolejna zmiana planów Estée Lauder

To już druga istotna decyzja strategiczna koncernu w ostatnich miesiącach.

W maju zakończyły się również rozmowy dotyczące potencjalnej transakcji z hiszpańską grupą Puig. Według doniesień medialnych strony nie porozumiały się w kwestii wyceny, a prezes Estée Lauder podkreślał później, że firma nie zamierza realizować przejęć ani sprzedaży aktywów za wszelką cenę.

– Jeśli nie możemy osiągnąć odpowiedniego wzrostu i rentowności przy właściwej wycenie, taka transakcja nie ma sensu – mówił Stéphane de La Faverie podczas konferencji Deutsche Bank.

K-Beauty może odmienić przyszłość Dr.Jart+

Choć decyzja o pozostawieniu marek może zaskakiwać, Business of Fashion zwraca uwagę, że przynajmniej jedna z nich ma dziś wyraźny potencjał wzrostu.

To Dr.Jart+, który korzysta na globalnej popularności kosmetyków K-Beauty. Również Too Faced nadal posiada silne produkty w swoim portfolio – na czele z kultowym tuszem Better Than Sex Mascara, który pozostaje jednym z bestsellerów marki.

Koniec ery wielkich przejęć?

Pozostawienie Too Faced, Smashbox i Dr.Jart+ w portfolio oznacza, że Estée Lauder bierze odpowiedzialność za ich dalszy rozwój. Teraz przed firmą stoi znacznie trudniejsze zadanie niż sprzedaż – udowodnienie, że marki mogą ponownie stać się motorami wzrostu w coraz bardziej konkurencyjnym rynku kosmetycznym.

 

Źródło: Businessoffashion

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
18. lipiec 2026 16:33